
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, uzależnienia, związki i relacje
- Jak poradzić sobie...
Jak poradzić sobie z problemami w związku i wpływem uzależnienia od pornografii na relacje?
Jagoda Jek
To, co opisujesz, brzmi jak bardzo obciążające doświadczenie, pełne samotności, napięcia i podważania własnych odczuć. Niezależnie od przyczyn zachowania partnera, Twoje emocje i stawiane granice zasługują na szacunek.
Warto też pamiętać, że na podstawie opisu w internecie nie da się diagnozować drugiej osoby. Współcześnie w seksuologii odchodzi się od określenia „uzależnienie od pornografii”, a częściej mówi o kompulsywnych zachowaniach seksualnych (CSBD), które wymagają rzetelnej diagnozy specjalisty.
Jeśli ten temat odgrywa istotną rolę w Waszej relacji, dobrym krokiem może być konsultacja z psychologiem-seksuologiem lub psychoterapeutą. Taka rozmowa może pomóc Ci lepiej zrozumieć, co dzieje się w relacji, odzyskać zaufanie do własnych odczuć i zadbać o swoje granice.
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Bożena Nagórska
Dzień dobry.
Nie jest Pani przewrażliwiona, nie wymyśla Pani problemów i w żadnym stopniu nie jest to Pani wina. Doświadcza Pani zaawansowanej przemocy psychologicznej i ekonomicznej, która ma na celu zniszczenie Pani zaufania do własnych zmysłów, pamięci i osądu rzeczywistości.
Pani intuicja oraz sygnały z ciała – ścisk w żołądku, lęk i nagły spadek pewności siebie – działały bezbłędnie jako naturalny system alarmowy chroniący przed emocjonalnym zranieniem. Narzucanie Pani sztywnych ograniczeń w relacjach z innymi przy jednoczesnym agresywnym przekraczaniu Pani granic, bagatelizowaniu Pani emocji, stosowaniu karania ciszą oraz nagłym porzuceniu w hotelu to klasyczne mechanizmy manipulacji i asymetrii, służące wyłącznie kontroli.
To, co pękło w Pani podczas wyjazdu, było zdrowym, głębokim odruchem obronnym i próbą stanięcia po stronie własnej rzeczywistości. Obecna sytuacja, choć potwornie bolesna i wycieńczająca, jest momentem, w którym odzyskuje Pani bezpieczeństwo przestrzeni. Aby uleczyć poczucie upokorzenia, odbudować zdeptane poczucie własnej wartości oraz bezpiecznie przejść przez ten kryzys bez przyjmowania fałszywego poczucia winy, kluczowe będzie podjęcie własnej psychoterapii w nurcie poznawczo-behawioralnym lub traumy.
Z pozdrowieniami
Bożena Nagórska
Magdalena Ratajczyk
Dzień dobry,
Z tego co Pani opisuje, wynika że partner wprowadza podwójne standardy w relację - od Pani oczekując postawienia twardych granic wobec innych mężczyzn, bagatelizując zaś Pani granice i zarzucając Pani przewrażliwienie. To nie jest ok.
Zachęcam również do sprawdzenia na ile udaje się Pani komunikować swoje potrzeby i granice na bieżąco, a na ile próbuje je Pani stłumić i pozwala sobie na wyrażanie tylko od czasu do czasu.
Dogadanie się w kwestii potrzeb względem relacji i obustronnie respektowanych granic wydaje się tutaj bardzo ważne. Jeżeli jest to trudność relacyjna, w której nie potraficie się porozumieć sami, a chcecie kontynuować relację, warto skorzystać z pomocy specjalisty - psychoterapeuty par, seksuologa.
Pozdrawiam serdecznie
Piotr Ziomber
Dzień dobry
To, co Pani opisuje, to nie jest „męska natura”. To jest klasyczny mechanizm przemocy psychicznej, w którym partner wykorzystuje podwójne standardy, manipulację i karanie milczeniem, by utrzymać kontrolę.
Proszę zwrócić uwagę na kilka kluczowych elementów, które Pani przytacza:
1. Brak symetrii. On żądał, by Pani postawiła granice wobec przyjaciela (komplementy), ale sam publicznie komentuje ciała innych kobiet, a gdy Pani próbuje postawić granicę, zostaje Pani zgaszona tekstem o „męskiej naturze”. To nie jest partnerstwo ale to układ, w którym on ma przywilej, a Pani obowiązki.
2. Seksualizacja otoczenia jako forma władzy. Nawet jeśli jego komentarze wynikają z uzależnienia od pornografii, to nie tłumaczy, dlaczego nimi Panią obarcza. Osoba, która chce się leczyć, nie ukrywa przed terapeutą 20-letniego uzależnienia. Jego zachowanie na plaży czy ulicy to nie objaw choroby, tylko świadomy wybór, by Panią upokarzać i destabilizować. To sprawia, że Pani czuje się nieatrakcyjna i niespokojna, a wtedy łatwiej nim manipulować.
3. Wycofanie wsparcia w krytycznym momencie i zostawienie Pani w hotelu z dzieckiem, zerwanie kontaktu i świadome niedotrzymanie obietnicy dotyczącej dentysty (gdy wiedział, jak Pani na tym zależy) to nie „urażone ego”. To kara za to, że ośmieliła się Pani powiedzieć o swoich uczuciach. To też test: jeśli Pani po tym wróci i przeprosi, on uzna, że może robić wszystko.
4. Własna narracja „jestem przewrażliwiona” to największy znak, że przemoc psychiczna działa. On zrobił z Pani swoje lustro. Pani analizuje siebie, a nie jego agresję. Proszę sobie odpowiedzieć na pytanie, czy gdyby to Pani przyjaciółka opowiedziała Pani tę historię, powiedziałaby Pani, że to jej wina?
Co teraz?
- Nie szukać z nim kontaktu. On liczy na to, że Pani zadzwoni, przeprosi, zaproponuje rozmowę. Każdy kontakt, który Pani teraz zainicjuje, wzmocni przekonanie, że może Panią porzucić w każdej chwili, a Pani i tak wróci.
- Zapisać fakty. Data wyjazdu, jego słowa („napompowane cycki”), fakt, że wiedział o wizycie u dentysty. Nie po to, by mu to udowadniać – ale by Pani mogła wrócić do tego zapisu, gdy znów zacznie Pani wątpić w swoją wersję.
- Rozważyć wsparcie terapeutyczne dla siebie (nie dla niego). Utrata poczucia rzeczywistości, somatyczne objawy lęku (ściski w żołądku), konieczność tłumienia szlochu, by zająć się dzieckiem. To są skutki długotrwałego napięcia, którymi trzeba się zająć niezależnie od tego, czy związek się przetrwa, czy nie. Proszę nie bagatelizować swojego sygnału. Poczuła Pani przy nim „absolutnego wroga”. Ciało nie kłamie. To nie jest „przewrażliwienie” to mądrość organizmu, który wie, że przestał być bezpieczny. Uzależnienie partnera od pornografii wyjaśnia, dlaczego widzi kobiety przez pryzmat części ciała, ale nie usprawiedliwia tego, że robi to przy Pani i że Panią za to karze. Pan już dawno wybrał swoją kompulsywną potrzebę seksualizacji świata ponad Pani spokój i godność. Pani może teraz wybrać siebie.
Edyta Kotula
Dzień dobry,
Przede wszystkim chciałabym powiedzieć jedno: z tego, co Pani opisuje, nie widzę osoby przewrażliwionej. Widzę kobietę, która przez długi czas starała się rozumieć, wspierać i dostosowywać do partnera, jednocześnie coraz bardziej tracąc poczucie bezpieczeństwa w relacji.
Bardzo porusza mnie fragment, w którym pisze Pani, że rezygnowała ze swoich potrzeb, „skakała wokół niego”, próbując ratować jego nastrój, a potem została sama w hotelowym pokoju z bólem, dzieckiem pod opieką i koniecznością natychmiastowego zebrania się w sobie. To ogromnie trudne doświadczenie.
Czy uzależnienie od pornografii może wpływać na relacje? Tak, czasem bardzo znacząco. Jednak nie wszystko, co Pani opisuje, można wyjaśnić samym uzależnieniem. Niepokojące są również: bagatelizowanie Pani uczuć, podwójne standardy dotyczące granic, przerzucanie odpowiedzialności za konflikty, wybuchy złości oraz wycofywanie kontaktu w momentach kryzysu.
Szczególnie zwróciłabym uwagę na fakt, że gdy próbowała Pani mówić o swoim bólu, nie spotkała się Pani z ciekawością czy troską, lecz z obroną i atakiem. To może sprawiać, że zaczyna Pani wątpić we własne odczucia i zadawać sobie pytanie: „Może to jednak ja przesadzam?”. Tymczasem Pani reakcje wydają się bardzo zrozumiałe w kontekście tego, czego doświadcza.
Proszę teraz przede wszystkim zadbać o siebie. Nie o ratowanie relacji, nie o poprawianie jego nastroju, ale o siebie. Jeśli czuje Pani, że ta sytuacja mocno naruszyła Pani poczucie własnej wartości, bezpieczeństwa i zaufania do własnych odczuć, warto poszukać wsparcia psychologicznego. Nie dlatego, że coś jest z Panią nie tak, ale dlatego, że od dłuższego czasu niesie Pani bardzo duży ciężar emocjonalny i nie powinna zostawać z nim sama.
Przesyłam Pani dużo życzliwości. Z tego, co Pani napisała, widzę osobę, która wielokrotnie próbowała ratować relację. Teraz być może najważniejsze pytanie brzmi nie „co jeszcze mogę zrobić dla związku?”, ale „jak mogę zadbać o siebie?”. ❤️
Pozdrawiam
Edyta Kotula | Psycholog, Psychotraumatolog

Zobacz podobne
Jestem osobą, która za bardzo patrzy co będzie kiedyś, ale myślę, że trochę to wina tego, co dzieje się teraz.
Mianowicie chodzi o to, że chciałabym w końcu zacząć układać życie, wejść w związek, iść naprzód. Tylko, że jest problem. Martwi mnie jedna rzecz w tym wszystkim ciągle- czasy mamy, jakie mamy i ciągle gdzieś z tyłu głowy mam myśl, że boje się tego związku z partnerem.
Paraliżuje mnie ten strach, że gdy znajdę już miłość, zamieszkamy razem, np. będą już dzieci, związek nagle się rozpadnie/dojdzie do rozwodu lub zdrady. Mam myśli, że taki związek nie przetrwa "do końca życia", że on i tak mnie zostawi, już nie daj Bóg z dziećmi. Nawet po 10 latach, ale i tak to się stanie.
Dużo jest przypadków od kobiet, które się rozstały w ciąży czy po 8 latach, które były w szczęśliwych małżeństwach itd. Nie potrafię sobie z tym poradzić, chciałabym wejść w związek, być kochana, ale gdy myślę o tym, co mnie może spotkać, że zostanę zraniona lub samotną matką na zawsze i on zniszczy mi życie-boję się. Co robić?
Dzień dobry. Mamy trójkę dzieci, jesteśmy 15 lat po ślubie. Od pewnego czasu (około 6–8 miesięcy) kłócimy się więcej i bardziej. Ostatnio jeszcze częściej — nasze małżeńskie kłótnie są kilka razy w tygodniu. Nie są to kłótnie temperamentne, tylko raczej obrażalskie. Od tych kilku miesięcy czuję, że moja żona się mną nie interesuje, nie zwraca na mnie uwagi, nie jest jak było kiedyś — jest bardzo obojętna na wszystko. Po kłótni to ja zawsze staram się załagodzić sytuację i doprowadzić do zgody. W ostatnim tygodniu po kłótni poprosiłem żonę o głęboką rozmowę, którą ona szybko skończyła. Wczoraj znowu małe nieporozumienie i kłótnia odpalona. Porozmawialiśmy na moją prośbę — rozmowa trwała długo. Żona powiedziała, że nie wie, co do mnie czuje. Zarzuca mi, że ze wszystkim jest sama, a jak już coś zacznę robić, to mówi, że to zryw po kłótni, i nie chodzi o to, żebym coś robił, tylko żebym wiedział, że jest coś do zrobienia i wykazywał większą inicjatywę w domu. Gdzie ja naprawdę bardzo dużo robię w domu: sprzątam, gotuję, piorę, zajmuję się naszymi samochodami, ogarniam ogródek, ubezpieczenia, organizuję wakacje. Wiadomo, moja żona też gotuje, sprząta, pierze, robi zakupy. Jak zapytałem, o co jej chodzi i jeżeli czegoś nie robię, to żeby powiedziała mi, co jest do zrobienia, to wysłała mi filmik z Instagrama, jak koleś mówi o tym, żeby wspierać żony i że one nie chcą być menadżerami domu i mówić, co trzeba zrobić. Wracając do moich odczuć — czuję, że ona jest daleko. Kiedy próbuję ją pocałować, odwraca głowę lub właśnie jest coś innego ważniejszego do zrobienia. Kiedy ją przytulam, jest spięta i odsuwa się ode mnie. Kiedy chwytam ją za rękę, zabiera ją. W łóżku jesteśmy jeden, dwa razy w miesiącu lub wcale — najczęściej związane to jest z owulacją. Od dawna już nie próbuję, bo dostałem tyle razy łóżkowego kosza, że wolę się nie nakręcać, tylko grzecznie czekać na tych kilka dni. I właśnie w tych kilka dni tuż po miesiączce jest normalnie. Najgorzej jest na tydzień przed. Wcześniej zazwyczaj braliśmy wspólną kąpiel codziennie, teraz żona wyniosła się do innej łazienki. Wcześniej spaliśmy pod jedną kołdrą, teraz śpimy pod oddzielnymi. Kiedyś, jak pierwsza wstała i wiedziała, że ja również zaraz wstaję, zrobiła mi kawę lub chociaż włączyła ekspres i wiele innych takich drobnych gestów, ale dla mnie tak bardzo istotnych. Oczywiście staram się zachowywać i robić te drobne gesty w stronę mojej żony, ale nawet jak zapytam, czy zrobić jej herbatę, i ona nie usłyszy i zapyta, co mówiłem, to robi to w taki sposób i z taką miną, jakbym był najgorszym człowiekiem świata. Nawet jak podaruję jej kwiaty, to albo nie doleje wody i uschną, a jak uschną, to stoją tak w wazonie, dopóki ja ich nie wywalę. Jestem totalnie załamany i nie wiem, jak mam się zachowywać i co mam robić.

