
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, rodzicielstwo i rodzina, związki i relacje
- Różnice w podejściu...
Różnice w podejściu do pieniędzy: jak rozmawiać z partnerką, która wydaje ponad swoje możliwości na dzieci?
Bożena Nagórska
Dzień dobry
Konflikt ten wynika z fundamentalnej różnicy wartości: dla Pana pieniądze to narzędzie bezpieczeństwa i planowania, dla partnerki - sposób na udowodnienie miłości i ucieczkę od traum z przeszłości. Jej podejście „zastaw się, a postaw się” jest formą emocjonalnego wynagradzania dzieciom trudności finansowych, co przy zarobkach na poziomie najniższej krajowej jest prostą drogą do ruiny. Próby tłumaczenia logiki budżetowej kończą się agresją, ponieważ ona interpretuje Pana racjonalizm jako atak na jej kompetencje macierzyńskie i chęć odebrania dzieciom radości.
Wspólna przyszłość przy tak skrajnych postawach jest obarczona ogromnym ryzykiem finansowym i relacyjnym. Musi Pan jasno zakomunikować, że nie zamierza Pan być „funduszem ratunkowym” dla nierealnych ambicji konsumpcyjnych, zwłaszcza że dzieci nie są Pana. Rozwiązaniem nie jest wspólny budżet, lecz model rozdzielności z ustalonymi składkami na życie, przy czym wydatki ekstra na dzieci (jak obozy w Hiszpanii czy kino dla siedmiu osób) musiałyby pochodzić wyłącznie z jej środków. Jeśli ona nie jest gotowa na kompromis i priorytetyzuje „standard życia” ponad realne możliwości, po powrocie do kraju Pana oszczędności zostaną szybko skonsumowane przez jej wizję „najlepszej matki”. Ma Pan prawo chronić swój kapitał i nie czuć się odpowiedzialnym za finansowanie cudzego stylu życia ponad stan.
Wszystkiego dobrego
Bożena Nagórska
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Joanna Cichosz
Dzień dobry,
To wygląda nie tylko na różnicę w „podejściu do wydatków”, ale na różnicę w wartościach i w sposobie rozumienia rodzicielstwa oraz bezpieczeństwa finansowego. Dlatego rozmowy o budżecie mogą tak łatwo kończyć się napięciem. Z Pana strony widać potrzebę stabilności, przewidywalności i kontroli wydatków. U partnerki - silną potrzebę zapewnienia dzieciom najlepszych doświadczeń. To może prowadzić do działań emocjonalnych, niekoniecznie zgodnych z realnymi możliwościami finansowymi. W takiej sytuacji trudno przekonać drugą osobę argumentem, że „na coś nas nie stać”, jeśli decyzje Pana partnerki wynikają bardziej z emocji i wartości niż z kalkulacji. Dlatego same rozmowy o logice wydatków mogą nie przynosić efektu. Warto byłoby uzgodnić dwie rzeczy:
bardzo konkretne ustalenie wspólnego budżetu (ile realnie można wydać, bez interpretacji) oraz granice, które dotyczą Pana udziału finansowego (co Pan jest gotów finansować, a czego nie). Warto też rozdzielić odpowiedzialność: to, że ona chce zapewnić dzieciom dużo doświadczeń, nie oznacza automatycznie, że musi to być finansowane w sposób przekraczający możliwości. Jednocześnie ważne pytanie dotyczy nie tylko finansów, ale zgodności w podejściu do życia. Czy oboje jesteście w stanie zaakceptować tak różne style funkcjonowania, czy jednak będzie to źródłem stałego konfliktu. W takich sytuacjach często pomaga nie tyle „tłumaczenie, kto ma rację”, tylko wspólne ustalenie zasad: co jest priorytetem, jakie są limity i jakie decyzje są podejmowane wspólnie. Jeśli to się nie udaje, warto rozważyć rozmowę w obecności terapeuty par, bo sam dialog bywa zbyt emocjonalny, żeby przynosił trwałe ustalenia.
Pozdrawiam serdecznie
Joanna Cichosz
Marta Lenarczyk
Dzień dobry,
to, co Pan opisuje, może być nie tylko kwestią konkretnych wydatków, ale także różnicy w podejściu do pieniędzy, bezpieczeństwa i roli rodzica. Dla Pana ważne wydaje się planowanie i kontrola budżetu, dla partnerki zapewnienie dzieciom doświadczeń i poczucia, że „niczego im nie brakuje”. Oba te podejścia mają swoje uzasadnienie, ale rzeczywiście mogą być ze sobą trudne do pogodzenia.
W takich sytuacjach próby przekonywania drugiej strony, co jest „bardziej racjonalne”, często prowadzą do napięcia. Pomocne bywa raczej nazwanie własnej perspektywy w sposób osobisty, np.: „widzę, jak ważne są dla Ciebie dzieci, a jednocześnie czuję niepokój o finanse i chciałbym znaleźć rozwiązanie, które będzie dla mnie ale i dla nas długofalowo bezpieczne”.
Z badań nad relacjami wynika, że różnice w podejściu do pieniędzy są częste i mogą być obciążające dla związku, szczególnie gdy nie ma wspólnych zasad dotyczących wydatków. Dlatego warto spróbować ustalić konkretne granice np. które wydatki są wspólne, a które pozostają indywidualne, lub jaki poziom zaangażowania finansowego jest dla Pana możliwy i akceptowalny.
Jeśli te różnice się utrzymują, pomocne może być wspólne poszukanie takich zasad, które uwzględnią potrzeby obu stron i będą możliwe do udźwignięcia na co dzień. W razie potrzeby pomocna może być rozmowa z psychologiem lub konsultacja par, aby spokojnie przyjrzeć się tym różnicom i poszukać możliwych rozwiązań.
Marta Lenarczyk
Zuzanna Różycka
Dzień dobry, aspekt finansowy, który Pan porusza jest bardzo ważny w związku, a często na etapie planowania wspólnego życia pomijany. Świetnie że zwraca Pan na to uwagę, chce te sprawy poukładać zanim wróci Pan do Polski i zamieszkacie razem (z Pana wpisu wnioskuję, że jest to coś, co Pan rozważa). Zauważa Pan różnice w Waszym podejściu do wydawania pieniędzy i niepokoi Pana rozrzutność partnerki. To ważne obawy, o których warto rozmawiać wprost. Jeśli mielibyście zamieszkać razem warto ustalić podział budżetu - kto za co odpowiada finansowo, w jaki sposób dzielicie opłaty, czy będziecie mieli wspólne konto, czy jakiś budżet wspólny na rozrywkę (wakacje, kino, zakupy dla przyjemności).
Miarą bycia dobrym rodzicem nie jest wydawanie pieniędzy i na pewno warto wzmacniać partnerkę w alternatywnych pomysłach bycia "najlepszą mamą" - takich, które kładą nacisk na bliskość emocjonalną, a nie zaspokajanie wszystkich domniemanych potrzeb, za którymi idą wydatki ponad stan. Co więcej, nauka zarządzania budżetem to także świetna lekcja dla dzieci na przyszłość. Jednak to, co równie istotne to akceptacja podejścia partnerki. Mam na myśli to, że jeśli mimo Pana wsparcia i pomysłów na alternatywny czas z dziećmi, partnerka będzie chciała nadal postępować tak jak do tej pory to ma do tego prawo. Jeśli ustalicie podział budżetu i wspólne wydatki to partnerka nadal resztę pozostałych jej pieniędzy będzie mogła wydać na dzieci, nawet jeśli będzie to Pan postrzegał jako rozrzutność. Pytanie, które warto sobie zadać to czy jeśli jej podejście się nie zmieni, będzie Pan mógł to zaakceptować.
Agnieszka Włoszycka
Dzień dobry,
Widzę tu nie tyle „konflikt o pieniądze”, co zderzenie dwóch ważnych wartości: Pana potrzeby bezpieczeństwa i kontroli nad budżetem oraz jej potrzeby dawania dzieciom doświadczeń i bycia „wystarczająco dobrą mamą”. Dopóki rozmawiacie tylko o wydatkach a nie o tym, co za nimi stoi, łatwo o napięcie.
Sądzę, że pomocne byłoby nazwanie tego wprost lecz bez oceniania: „Dla mnie pieniądze to bezpieczeństwo i spokój. Widzę, że dla Ciebie to też sposób dbania o dzieci i dawania im tego, czego Tobie brakowało”. To otwiera rozmowę, zamiast ją zamykać. W praktyce kluczowe jest ustalenie granic i zasad, zanim pojawi się wspólne życie czy budżet. Na przykład: jaka część pieniędzy jest „nienaruszalna”, a jaka może iść na przyjemności, czy w ogóle łączycie finanse, i w jakim zakresie Pan uczestniczy w wydatkach na dzieci. Bez tego łatwo o poczucie przeciążenia i niesprawiedliwości. Według mnie warto też uczciwie sprawdzić zgodność stylów życia. Tego typu różnice rzadko „same się wyrównują”, raczej wymagają kompromisu z obu stron. Jeśli ona nie widzi przestrzeni na ograniczenia a Pan nie widzi zgody na taki poziom wydatków, to jest to ważna informacja o relacji, nie tylko o pieniądzach. Rozmowa, która ma sens, to nie „przekonywanie”, tylko sprawdzenie: czy potrafimy znaleźć wspólny sposób, który nie odbiera Panu poczucia bezpieczeństwa i nie podważa jej sposobu bycia mamą.
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka

Zobacz podobne
Dzień dobry. Ja mam taką sytuację. Moja siostra wczoraj napisała do mnie wieczorem, z pytaniem, czy będzie mogła przyjechać do mnie. Ja poczułam się zirytowana. Bo ostatnio już była u nas z koleżankami. Później też miała przyjechać, ale my z mężem postawiliśmy granice, przede wszystkim ja postawiłam granice, że tym razem pod koniec miesiąca będzie mogła przyjechać I właśnie wczoraj napisała...zapytała się, czy może przyjechać 29 sierpnia z koleżanką na noc, ja powiedziałam, że my możemy mieć plany...a później ona napisała, że okropna jestem, że obiecałam... No i ja później spokojnie wytłumaczyłam, że ja wcale jej nie odmówiłam tylko, ze damy znać później 28 sierpnia...jednak ona napisała, że jej koleżanka nie może tyle czekać czy coś takiego. No i ja jej później tłumaczyłam, że ja jej wcale nie odmawiam tylko, ze musimy przemyśleć. Nie powiem, ale słowa ,,jestem okropna'' długo siedziały w mojej głowie, powodując, że może ja rzeczywiście taka jestem... Bezwartościowa. Obrażalska. Długo to później we mnie siedziało. Ja naprawdę starałam się delikatnie postawić granice, ponieważ zawsze było tak, ze zgadzałam się na jej przyjazd... Dlaczego czuję się tak jakbym zrobiła coś złego
Witam. Jesteśmy małżeństwem z 20 letnim stażem i 11-letnią córką. Od pewnego czasu stałam sie mężowi bardzo obojętna i nie zauważa moich potrzeb. Kiedy o tym mówiłam to milczał co nie bylo przyjemne, bo ja traktowałam to jak karę. Dawno ustaliliśmy, że on pracuje na miejscu, żeby w razie czego móc coś załatwić, a ja będę pracować w stolicy, żeby móc zarobić większe pieniądze. Mąż pracuje do 15, a ja wracam po wyczerpującej psychicznie pracy po 17 i potrzebuje czasu, żeby dojść do siebie po pracy. Czasem nie mam siły na nic i włączam tv. Mąż gotuje i robi ciężkie zakupy, uczy się z córką matematyki. Ja robię lekkie codzienne zakupy, ucze sie z córka do sprawdzianów, dbam by miała ubrania i była przyszykowana do szkoły, w soboty sprzątam. Mąż ma odskocznie w postaci siłowni. Ostatnia sytuacja była taka, że był roczek jego chrześnicy daleko ponad trzysta kilometrów, a myliśmy zepsuty samochód. Mówił mu, żeby jechał pociągiem. Nie poinformował mnie, że załatwił samochód od kolegi, nie zaproponował, żebyśmy jechali razem tylko poinformował ,że jedzie razem z córką. Ustaliliśmy, że wróci w niedzielę na obiad. Po tym nie raczył zadzwonić. I powiedzieć, że jedzie jeszcze do mamy. A ja siedziałam w domu i czekałam. Nie wytrzymałam tego psychicznie. Jak wrócił i kazałam mu się wyprowadzić w domu. I co mój mąż zrobił? Bez słowa następnego dnia się wyprowadził. Co prawda przyjeżdża niby rozmawia. Ale wczoraj znowu powiedział córce, że jadą do McDonalda, ale bez mamy, bo mama śmiedzi. Mąż nie zauważa moich potrzeb od dwóch lat proszę, żeby kupił mi rower. Chcę z nimi wspólnie jeździć na rowery. A on kupił telewizor, zegarek i inne rzeczy sobie. Cały czas mówi, że on wszystko załatwia i jadę na jego plecach. Od paru lat nie kupił mich sam siebie kwiatówczy gokolwiek? Cały czas wypomina mi, że musi mnie wozić do sklepu. Bo skutecznie zrazi mnie do prowadzenia samochodu krytykując mnie. Cokolwiek nie zrobię, nie kupię, to jest skrytykowane. Ciągle siedzi naburmuszony i taki napompowany. Wczoraj napisał mi na przykład, że w gosposi ze mnie nie będzie i że trzeba tworzyć związek. Ale jak on to widzi już nie napisał Nie pamietam kiedy zapytal jak sie czuje i co u mnie.
Witam, mam 30 lat i choruję na zespół ASD, przez który nie mam przyjaciół i nigdy żadnej dziewczyny nie miałem na dłużej. Uczęszczam na terapię zajęciową w województwie łódzkim, w której się nie widzę i w której także nie mam przyjaciół, a koledzy moi, którzy tam chodzą, podpuszczają mnie do dokuczania innym, szczególnie takiemu głuchoniememu chłopakowi o imieniu Piotrek, z którym jeżdżę na zajęcia, i chcą mi na siłę ustawiać życie, przez co stan mojego zdrowia uległ jeszcze większemu pogorszeniu. Wpadam w histerię, wpadam w stany depresyjne, mało jem i zaburzenia odżywiania mam, a dodatkowo ojciec mój straszy mnie, że rozważy to, bym wylądował w ośrodku terapii uzależnień lub żebym nawet był w ośrodku socjoterapeutycznym jakimś, bo często mi się to śni, że wylądowałem w takim miejscu, gdzie były osoby także z zespołem Aspergera lub z autyzmem, jak i z ADHD, czego się bardzo boję, a jednocześnie podświadomość mi podpowiada, że to jedyne rozwiązanie na moje samopoczucie, bym był szczęśliwy nawet w innym miejscu niż to, w którym mieszkam obecnie, bo twierdzę, że mieszkanie z agresywnym konkubentem matki mojej, który wpatrzony jest w to miejsce, w którym dzieje mi się krzywda, także pije dużo i nie raz uciekałem przez niego z domu, przez co później przenoszę agresję swoją na uczestników, przez co teraz chcą mnie wyrzucić stamtąd. Co mogę zrobić w tej sytuacji, a chciałbym dodatkowo móc kiedyś pojechać na turnus socjoterapeutyczny lub na obóz dla takich osób jak ja, gdzie nawiązałbym nowe, wartościowe znajomości, bo także sam zacząłem szukać wszędzie sposobu, by się wyrwać z wiochy zabitej dechami, gdzie trzeba mieć samochód, żeby się wszędzie dostać, bo rozmowy z wujkiem moim, który załatwiał tę placówkę terapii zajęciowej, by pomyślał o pracy dla mnie jakiejś, bo także z ojcem swoim wiele razy rozmawiałem w tej sprawie, zwykle kończyły się na obietnicach, bo na partnera matki mojej, jego rodziny, nie mogę liczyć. Co mam zrobić w tej sprawie, bo także z chrzestnym swoim wiele razy rozmawiałem w tej kwestii, ale ciągle słyszę od niego o jakimś bezsensownym blogu, żebym prowadził na jakiejś platformie społecznościowej. Co mam zrobić w tej sprawie, proszę o pomoc, a każda pomoc się liczy w tej sprawie, bo także szukam pomocy dla dziadka mojego, który na borderline choruje i który też obraża mojego ojca, że mógłby coś lepiej zrobić w swoim życiu, i który też ma marzenie, bym zamieszkał z ojcem swoim w Warszawie, bo nie raz śni mi się, że mieszkam z ojcem swoim i podróżuję z nim po świecie, poznaję ludzi i mam fajną pracę. Pozdrawiam.

