Aplikacja TwójPsycholog wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Jak poradzić sobie ze stratą matki i samotnością?

Treść wrażliwa
Jak sobie poradzić po śmierci matki.Mieszkam sama i ciągle mnie nachodzą myśli nostalgiczne, smutek i płaczę.Chciałabym choć raz zadać jej pytanie dlaczego mnie odtrącała nie chciała mnie odwiedzać a jednak mi brakuje jej czuję się samotna bo nie mam rodziny bo jej nie załozyłam.Co począć,jak żyć?
Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Dzień dobry Pani Diano

 

Żałoba to proces, który ma kilka faz i trzeba przejść przez wszystkie, aby domknąć wszystko co było i zaakceptować. Pani objawy wyglądają na depresyjne, dlatego sugeruję kontakt z psychologiem celem wykonania badań oraz rozmowy lub z interwentem kryzysowym. W Pani przypadku długotrwała żałoba jak i wspomnienia mogą doprowadzić nawet do PTSD. Stawia Pani pytania, ale my nie znamy na nie odpowiedzi. Musi Pani znaleźć w swoim sercu miejsce na zaakceptowanie przeszłości. Proszę pomyśleć o rozpoczęciu terapii, aby poukładać swój świat na nowo. 

 

 

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Pani Diano,

Sytuacja, w której się Pani znajduje, jest emocjonalnie trudna, ponieważ mierzy się Pani nie tylko ze stratą bliskiej osoby, ale także z bolesną historią trudnej relacji. To naturalne, że mimo doznanego odrzucenia, czuje Pani pustkę i smutek – tęsknimy bowiem nie tylko za konkretną osobą, ale często za matką, której nam brakowało, za tą idealną więzią, której nigdy nie udało się zbudować. Poczucie samotności po jej śmierci jest potęgowane przez brak własnej rodziny, co sprawia, że domowa cisza staje się miejscem, gdzie trudne myśli uderzają ze zdwojoną siłą.

W procesie zdrowienia po takiej stracie kluczowe jest pozwolenie sobie na przeżycie wszystkich emocji, również tych trudnych, jak żal czy złość o to, że mama Panią odtrącała. Brak odpowiedzi na pytanie „dlaczego" jest formą emocjonalnego długu, który teraz musi Pani spłacić sama przed sobą, ucząc się akceptacji faktu, że zachowanie mamy prawdopodobnie wynikało z jej własnych ograniczeń, lęków lub historii, a nie z Pani winy. Warto spróbować przelać te niewypowiedziane pytania na papier w formie listu do mamy, którego nie trzeba wysyłać, ale który pozwoli Pani wyrzucić z siebie to palące pytanie o powód jej dystansu.

Aby poradzić sobie z codzienną pustką, dobrze jest zacząć od małych kroków i szukania wsparcia na zewnątrz, ponieważ izolacja w czerech ścianach tylko karmi nostalgię. Jeśli smutek staje się paraliżujący, ogromną ulgę może przynieść grupa wsparcia dla osób w żałobie lub indywidualna rozmowa z psychoterapeutą, który pomoże Pani domknąć tę relację i zaopiekować się tą częścią Pani, która czuje się niechciana. Proszę pamiętać, że brak założonej rodziny nie definiuje Pani wartości i nie oznacza, że musi Pani być samotna – otwarcie się na nowe relacje przyjacielskie czy wolontariat może z czasem stać się nowym sensem i sposobem na wypełnienie ciszy w domu.

 

Wszystkiego dobrego

Bożena Nagórska

Daria Składanowska

Daria Składanowska

Dzień dobry,


bardzo mi przykro z powodu straty mamy. 

 

To, co Pani czuje — smutek, tęsknota, ale też trudne pytania i żal --- jest naturalne.

 

Można jednocześnie tęsknić i nosić w sobie ból odrzucenia.

 

W takich chwilach ważne jest, by nie zostawać z tym same.  Warto poszukać choć jednej osoby do rozmowy lub wsparcia specjalisty. Pomocne bywa też „domknięcie” relacji symbolicznie, np. poprzez napisanie listu do mamy i wyrażenie wszystkiego, co zostało niewypowiedziane.

 

Proszę dać sobie czas i łagodność -- żałoba nie ma jednego scenariusza. 

Ma Pani prawo czuć to wszystko i krok po kroku szukać dla siebie oparcia :) :) :) 

 

Życzę wszystkiego dobrego. 

Składanowska Daria 

Anna Gałbas

Anna Gałbas

Dzień dobry Pani Diano. 
To, co Pani czuje, jest bardzo ludzkie i zrozumiałe…
Strata mamy to ogromny ból – nawet wtedy, kiedy ta relacja była trudna, niepełna, kiedy zostało w niej wiele pytań bez odpowiedzi. Czasem jest tak, że najbardziej tęsknimy nie tylko za osobą… ale za tym, czego od niej nie dostaliśmy. Za bliskością, za zauważeniem, za odpowiedzią na „dlaczego”. To, że pojawia się smutek, nostalgia i łzy – to nie jest oznaka słabości. To jest proces żałoby i próba poukładania w sobie tej relacji. Jednocześnie to, co Pani pisze o samotności… bardzo porusza. Bo strata mamy spotyka się tu z poczuciem, że jest się z tym wszystkim samemu.

Nie musi Pani przez to przechodzić sama. Naprawdę warto w tym czasie mieć obok kogoś – psychologa, terapeutę, albo  jedną życzliwą osobę, z którą można być w tym bez udawania.

A jeśli chodzi o to pytanie „dlaczego”… czasem nie dostaniemy już odpowiedzi od drugiej osoby. Ale możemy próbować ją odnaleźć w sobie – w swoim doświadczeniu, w terapii, w rozmowie.

I najważniejsze na teraz: nie trzeba od razu wiedzieć „jak żyć”.
Na początku wystarczy… przeżyć kolejny dzień. Dać sobie prawo do smutku i jednocześnie małymi krokami szukać czegoś, co będzie choć trochę wspierające.

Pani historia się nie kończy. I nawet jeśli dziś jest w niej dużo bólu – może się w niej jeszcze pojawić relacja, bliskość i poczucie, że nie jest się samą.
A czasem jest tak, że serce jest jak ogród, który długo był pozostawiony bez opieki… pełen pytań, pustych miejsc i ciszy. Ale nawet taki ogród – jeśli tylko zaczniemy się nim zajmować z czułością – potrafi z czasem znów wydać nowe życie.
Powoli. Po swojemu. W swoim czasie.
Trzymam za Panią kciuki. Nie jest Pani z tym sama.

Dawid Staszczyk

Dawid Staszczyk

Szanowna Pani,

 

to, co Pani przeżywa, jest bardzo złożone i głęboko ludzkie. Żałoba po mamie bywa szczególnie trudna wtedy, gdy relacja nie była bliska albo była ambiwalentna. W takich sytuacjach opłakuje się nie tylko realną stratę, ale też coś, czego zabrakło – bliskość, zainteresowanie, bycie ważną dla tej osoby. Dlatego obok smutku może pojawiać się tęsknota, żal, pytania „dlaczego”, a czasem także złość czy poczucie niesprawiedliwości. To wszystko może współistnieć i nie wyklucza się nawzajem.

To, że mimo doświadczenia odrzucenia czuje Pani brak i samotność, nie jest sprzecznością. To raczej wyraz bardzo podstawowej potrzeby – bycia w relacji z mamą, nawet jeśli ta relacja była trudna. Często w takich momentach wraca też pragnienie rozmowy, wyjaśnienia, domknięcia czegoś, co nigdy nie zostało wypowiedziane. Niestety tej rozmowy nie da się już przeprowadzić w rzeczywistości, ale można spróbować przepracować ją w inny sposób. Pomocne bywa na przykład zapisanie listu do mamy – takiego, w którym może Pani powiedzieć wszystko: zadać pytania, wyrazić żal, nazwać ból, ale też to, co mimo wszystko było ważne. To nie zastąpi odpowiedzi, ale często pozwala uporządkować emocje i nadać im formę.

Nawracające fale smutku, nostalgii i płaczu są naturalną częścią procesu żałoby, szczególnie gdy zostaje się samej. W takich momentach kluczowe jest, by nie zostawać wyłącznie z myślami. Nawet jeśli nie ma Pani rodziny, warto stopniowo szukać jakiejkolwiek formy kontaktu – znajomi, grupy wsparcia, terapia. Samotność bardzo wzmacnia ciężar przeżywania, natomiast obecność drugiego człowieka, nawet w ograniczonym zakresie, może go realnie zmniejszać.

Pytanie „jak żyć” w żałobie pojawia się często i zwykle nie ma na nie jednej odpowiedzi. Na początku chodzi raczej o przetrwanie dnia w możliwie łagodny sposób, niż o znalezienie sensu całego życia. Warto wracać do bardzo podstawowych rzeczy: rytmu dnia, jedzenia, snu, drobnych aktywności. To może wydawać się małe, ale w rzeczywistości stabilizuje funkcjonowanie i daje minimalne poczucie oparcia.

Z czasem – i to jest proces – żałoba nie znika, ale zmienia swoją formę. Ból przestaje być tak intensywny i zaczyna współistnieć z innymi doświadczeniami. To nie oznacza zapomnienia ani „pogodzenia się” w prostym sensie, ale raczej znalezienie dla tej relacji miejsca w swoim życiu, takim, jakie było naprawdę – ze wszystkim, co trudne i niespełnione.

To, że Pani o tym mówi i nazywa swoje przeżycia, jest ważnym krokiem. W tym doświadczeniu nie jest Pani „zbyt wrażliwa” ani „słaba”. Przeżywa Pani stratę i jednocześnie mierzy się z historią relacji, która nie dała tego, czego Pani potrzebowała. To jedno z trudniejszych doświadczeń psychicznych – i wymaga czasu, ale też łagodności wobec siebie.

 

Z wyrazami szacunku

Dawid Staszczyk

Weronika Trojan

Weronika Trojan

Pani Diano,  

Żałoba jest przeżyciem trudnym i złożonym, należy również pamiętać że nie ma jednego sposobu aby ją przeżyć. To, że czuję Pani smutek i pustkę po stracie matki jest zrozumiałe, często tęsknimy nie za konkretną osobą, a za wyobrażeniem jaka ta osoba powinna być. Ważne jest aby pozwoliła sobie Pani na odczuwanie tych wszystkich emocji. Być może pomocne będzie szukania wsparcia w bliskich osobach. Jeśli jednak smutek jest paraliżujący zachęcam do rozmowy z psychologiem aby mogła Pani przeżyć żałobę i domknąć sprawy związane z relacja z matką. 
Wszystkiego dobrego 

Weronika Trojan 

Zobacz podobne

Witam, chcę zadać pytanie, mój mąż tańczył z inną kobietą, innym razem trzymał inną na kolanach, oczywiście żona w domu
Witam, chcę zadać pytanie, mój mąż tańczył z inną kobietą, innym razem trzymał inną na kolanach, oczywiście żona w domu. Jak mam to odebrać, mimo że on mówi, że nic się nie stało a ja go prosiłam, że takie rzeczy mnie bolą.
Jak pomóc siostrze w depresji po stracie mamy, gdy odrzuca wsparcie?

Jak mogę sobie poradzić. Siostra po śmierci mamy wpadła w potworną depresję. Przez ponad 30 lat żyły razem, teraz pozostała sama(minął 8 rok gdy mama umarła).Siostra żyje w dużym mieście, ja ponad 200km od niej. Drugi brat poza granicami Polski. Siostra nie była mężatką. Nie będę opisywał jakie są objawy, bo musiałbym wymienić wszystkie, jakie wyczytałem w sieci. Gdy opowiada o tych zdarzeniach, włosy się na głowie jeżą. Trzy dni temu wróciłem od niej. Kolejną sprawa jaką się dowiedziałem to zlikwidowanie telefonu oraz TV. Nie mam z nią obecnie żadnego kontaktu. Dom zamieniła w ciemnie. Najgorzej, że nie chce słyszeć o psychologach i psychiatrach. Każdy kto jej o tym wspomina staje się wrogiem. Nie ma przyjaciół, a najbliższą rodzinę uważa za przyczynę jej obecnego stanu. Podczas ostatniego spotkania starałem się słuchać, co ma do powiedzenia, nie proponując ani słowem, że potrzebuje pomocy kogoś, kto się na tym zna. Za każdym razem wpada w szał jak ktoś jej proponuje wizytę u lekarza. Uważa, że nie jest chora i nikt jej pomóc nie może. Najgorsze są te wypowiadane słowa, mówiące o "ciemności". 
Jak można pomóc komuś bliskiemu, kto tej pomocy nie chce przyjąć? Tak w wielkim skrócie opisałem problem, przed jakim stoję i prosiłbym o podpowiedź jak można się z tym uporać. Gdyby zaszła taka potrzeba wymienię wszystkie objawy, jakie zaobserwowałem i to co sama o nich wspomina. Siostra ma 70 lat. pozdrawiam Waldek

Związek na odległość a duża różnica zarobków – jak poradzić sobie z zazdrością i poczuciem niższości?
Jakiś czas temu zacząłem tworzyć bliską relację z fantastycznym partnerem. Nasza znajomość zaczęła się od przyjaźni, ale obaj wiedzieliśmy, że łączy nas coś więcej. Ja obecnie mieszkam w powiatowym mieście, mam tutaj stabilną pracę, w której jestem szanowany, zarabiam przeciętnie. Mam własne mieszkanie i aktualnie niemal wszystkie, nieduże oszczędności przeznaczam na nadpłatę kredytu, żeby maksymalnie zmniejszyć obciążenie finansowe. Mój partner mieszka w dużym mieście 300 km ode mnie, ma tam dobrą pracę i wynajmuje mieszkanie. Odległość nie jest problemem - póki co widujemy się co kilka tygodni, mamy do siebie zaufanie i ustaliliśmy, że w miarę rozwoju relacji zastanowimy się, jak to rozwiązać. Problemem jest ogromna dysproporcja finansowa. On ma dobry fach i zarabia prawie 3 razy więcej ode mnie, z realną perspektywą dalszego rozwoju. W mojej branży możliwości rozwoju są ograniczone i choćbym osiągnął wszystko co możliwe (co udaje się nielicznym), nigdy nie osiągnę nawet ⅔ jego obecnych zarobków. On żyje bardzo skromnie i twierdzi, że ta różnica nie ma dla niego żadnego znaczenia. Jednocześnie cały czas sugeruje mi, że chciałby gdzieś ze mną pójść albo pojechać, mimo tego, że kilkukrotnie mówiłem wprost, że mnie aktualnie na to nie stać, a nawet w przyszłości będę potrzebował pieniędzy na budowanie poduszki finansowej a nie na przyjemności. Obecnie wyskoczyły mi pilne duże wydatki i nawet krótki wyjazd do niego jest dla mnie dużym obciążeniem. Twierdzi, że rozumie i nie chce wywierać presji, ale mam wrażenie, że traktuje to jak wymówkę. Na co dzień obraca się w otoczeniu ludzi zarabiających tak jak on lub więcej i mam wrażenie, że przez to żyje w pewnej bańce, porównuje się z bogatszymi od siebie. Ostatecznie dochodzi do tego, że zamiast cieszyć się z fajnej relacji, czuję zazdrość i frustrację, że jemu udało się coś osiągnąć, a ja zawsze będę z tyłu. Co gorsza, próbuje mnie pocieszać, że w przeciwieństwie do mnie on w swojej firmie jest “nikim” albo że niczym się nie różnimy, bo obaj pracujemy. Albo twierdzi, że w ogóle nie zależy mu na pieniądzach i karierze zawodowej i pracuje tam tylko dlatego, że nic innego nie potrafi. To wywołuje we mnie jeszcze większą irytację, kiedy umniejsza swoje sukcesy i chce w ten sposób zrównać się ze mną. Mam wyrzutu sumienia, że zamiast być dla niego wsparciem, jestem zazdrosny i zirytowany. Jednocześnie nie chciałbym, żeby to on finansował nasze wyjazdy, bo chciałbym być jego partnerem, a nie zabawką do dotrzymania towarzystwa. Ta różnica zarobków nie była dla mnie problemem, dopóki nasza relacja nie zaczęła robić się poważna i nie zacząłem myśleć o wspólnej przyszłości. Nie wiem, co mam robić.
Mam kryzys w przyjaźni, przytłacza mnie szkoła, nie mam przy tym żadnego wsparcia w rodzinie-mama nie słucha, krzywdzi mnie słowami. Przez to jestem wobec samej siebie surowa.
Dzień dobry mam 15 lat i…ogólnie to mam problemy, mam dużo problemów…pod koniec sierpnia pokłóciłam się z przyjaciółką i robiłam ostatecznie wszystko, żeby się z nią pogodzić, pisałam, nawet prosiłam o spotkanie, raz powiedziała, że nie chce a za drugim razem się zgodziła, i mimo że wydawało mi się, że się pogodziłyśmy to jak spotykamy się na zajęciach to ona mnie ignoruje, nie zwraca na mnie uwagi, bo chyba znalazła sobie nową przyjaciółkę i próbowałam zagadywać, nawet próbowałam się dołączyć do nich, ale to na nic ciągle to samo…ona nigdy nie wychodziła z inicjatywą, kiedy się kłóciłyśmy zawsze ja musiałam pierwsza wyciągnąć rękę, bo ona nigdy tego nie chciała albo nwm, nie potrafiła zrobić? I teraz widzę też, jak ona się zachowuje i wiem, zdaję sobie sprawę z tego, że to już jest jej wina, że nasza przyjaźń się rozpada…ja zrobiłam wszystko, lecz ona nigdy nawet nie wyszła z inicjatywą…nie pomogła…strasznie mnie to boli i po każdych zajęciach, na które ona też chodzi, wracam do domu i płaczę, bo strasznie to boli. Moim kolejnym problem jest szkoła i nie wiem, może to jest już normalne, że nastolatkowie boją się tam chodzić itd, ale ja od paru lat w każdą niedziele przed szkołą nie jestem w stanie cieszyć się tym ostatnim dniem weekendu, tylko chodzę przytłoczona i płaczę. A od tego roku coś się stało i płaczę i zamartwiam się już w sobotę od rana i to mnie strasznie przytłacza, nic nie mogę z tym zrobić. Kolejnym z moich problemów jest to, że gdy patrzę na siebie w lustrze, widzę grubą, ulaną dziewczynę, patrzę z zazdrością na moje koleżanki, które są strasznie chude, i mimo że ja też nie mam nadwagi i teoretycznie wyglądam dobrze, to mi to nie wystarcza. Przed chwilą moja mama „zażartowała” sobie, że niby przytyłam i nie wytrzymałam, prawie się popłakałam i nakrzyczałam na nią, ona oczywiście nie widzi nic złego w tym i mówi, że to przecież był normalny żart, i że mam się uspokoić, no, ale dla mnie to nie był żart…mam też problem z rodzicami, głównie z matką. W poniedziałek miałam załamanie psychiczne i nie wytrzymałam, zaczęłam obrażać sama siebie, płakać i przeklinać a moja mama na to, że jest to wina telefonu, że mam problemy. No to ja już totalnie nie wytrzymałam i powiedziałam, żeby przestała pieprzyć, na co ona dała mi szlaban za przeklinanie itd, okej może mnie poniosło, ale nie mam z jej strony żadnego wsparcia, nic i ja już czasami nie wytrzymuję, nie wytrzymuj patrzenia na moją przyjaciółkę, bo zawsze kończy się łzami, nie wytrzymuję szkoły w, której mam natłok wszystkiego i nie wytrzymuję w domu…
Jak radzić sobie z emocjami po stracie ukochanego psa z powodu braku wsparcia rodziny
Jak radzić sobie z emocjami po stracie pieska z którym byłam związana emocjonalnie od 8 lat, opiekowałam się nim na odległość tęskniłam wiedziałam ze do niego pojadę, wychodziliśmy na spacery do lasu i był wtedy szczęśliwy. Berysek dostał padaczki i rodzina mnie nie poinformowała i nie udzielila pomocy tylko został w kojcu sam bez opieki jak o tym myślę to serce mi pęka. Rodzina nie akceptowała moich i męża bliskich relacji z tym pieskiem, a był to owczarek niemiecki bardzo mądry piesek. Bardzo zaluje ze go nie odebrałam tym ludziom(moim rodzicom), którzy nie mają empatii ani do zwierząt ani do ludzi.
nietrzymanie moczu u dzieci

Nietrzymanie moczu u dzieci - przyczyny, objawy i leczenie

Czy Twoje dziecko zmaga się z problemem nietrzymania moczu? Nie jesteś sam! Ten powszechny problem dotyka wielu rodzin, ale istnieją skuteczne sposoby radzenia sobie z nim. Poznaj przyczyny, objawy i metody leczenia.