Left ArrowWstecz

Jak poradzić sobie ze stratą matki i samotnością?

Treść wrażliwa
Jak sobie poradzić po śmierci matki.Mieszkam sama i ciągle mnie nachodzą myśli nostalgiczne, smutek i płaczę.Chciałabym choć raz zadać jej pytanie dlaczego mnie odtrącała nie chciała mnie odwiedzać a jednak mi brakuje jej czuję się samotna bo nie mam rodziny bo jej nie załozyłam.Co począć,jak żyć?
User Forum

Diana

2 miesiące temu
Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Dzień dobry Pani Diano

 

Żałoba to proces, który ma kilka faz i trzeba przejść przez wszystkie, aby domknąć wszystko co było i zaakceptować. Pani objawy wyglądają na depresyjne, dlatego sugeruję kontakt z psychologiem celem wykonania badań oraz rozmowy lub z interwentem kryzysowym. W Pani przypadku długotrwała żałoba jak i wspomnienia mogą doprowadzić nawet do PTSD. Stawia Pani pytania, ale my nie znamy na nie odpowiedzi. Musi Pani znaleźć w swoim sercu miejsce na zaakceptowanie przeszłości. Proszę pomyśleć o rozpoczęciu terapii, aby poukładać swój świat na nowo. 

 

 

2 miesiące temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Pani Diano,

Sytuacja, w której się Pani znajduje, jest emocjonalnie trudna, ponieważ mierzy się Pani nie tylko ze stratą bliskiej osoby, ale także z bolesną historią trudnej relacji. To naturalne, że mimo doznanego odrzucenia, czuje Pani pustkę i smutek – tęsknimy bowiem nie tylko za konkretną osobą, ale często za matką, której nam brakowało, za tą idealną więzią, której nigdy nie udało się zbudować. Poczucie samotności po jej śmierci jest potęgowane przez brak własnej rodziny, co sprawia, że domowa cisza staje się miejscem, gdzie trudne myśli uderzają ze zdwojoną siłą.

W procesie zdrowienia po takiej stracie kluczowe jest pozwolenie sobie na przeżycie wszystkich emocji, również tych trudnych, jak żal czy złość o to, że mama Panią odtrącała. Brak odpowiedzi na pytanie „dlaczego" jest formą emocjonalnego długu, który teraz musi Pani spłacić sama przed sobą, ucząc się akceptacji faktu, że zachowanie mamy prawdopodobnie wynikało z jej własnych ograniczeń, lęków lub historii, a nie z Pani winy. Warto spróbować przelać te niewypowiedziane pytania na papier w formie listu do mamy, którego nie trzeba wysyłać, ale który pozwoli Pani wyrzucić z siebie to palące pytanie o powód jej dystansu.

Aby poradzić sobie z codzienną pustką, dobrze jest zacząć od małych kroków i szukania wsparcia na zewnątrz, ponieważ izolacja w czerech ścianach tylko karmi nostalgię. Jeśli smutek staje się paraliżujący, ogromną ulgę może przynieść grupa wsparcia dla osób w żałobie lub indywidualna rozmowa z psychoterapeutą, który pomoże Pani domknąć tę relację i zaopiekować się tą częścią Pani, która czuje się niechciana. Proszę pamiętać, że brak założonej rodziny nie definiuje Pani wartości i nie oznacza, że musi Pani być samotna – otwarcie się na nowe relacje przyjacielskie czy wolontariat może z czasem stać się nowym sensem i sposobem na wypełnienie ciszy w domu.

 

Wszystkiego dobrego

Bożena Nagórska

2 miesiące temu
Daria Składanowska

Daria Składanowska

Dzień dobry,


bardzo mi przykro z powodu straty mamy. 

 

To, co Pani czuje — smutek, tęsknota, ale też trudne pytania i żal --- jest naturalne.

 

Można jednocześnie tęsknić i nosić w sobie ból odrzucenia.

 

W takich chwilach ważne jest, by nie zostawać z tym same.  Warto poszukać choć jednej osoby do rozmowy lub wsparcia specjalisty. Pomocne bywa też „domknięcie” relacji symbolicznie, np. poprzez napisanie listu do mamy i wyrażenie wszystkiego, co zostało niewypowiedziane.

 

Proszę dać sobie czas i łagodność -- żałoba nie ma jednego scenariusza. 

Ma Pani prawo czuć to wszystko i krok po kroku szukać dla siebie oparcia :) :) :) 

 

Życzę wszystkiego dobrego. 

Składanowska Daria 

2 miesiące temu
Anna Gałbas

Anna Gałbas

Dzień dobry Pani Diano. 
To, co Pani czuje, jest bardzo ludzkie i zrozumiałe…
Strata mamy to ogromny ból – nawet wtedy, kiedy ta relacja była trudna, niepełna, kiedy zostało w niej wiele pytań bez odpowiedzi. Czasem jest tak, że najbardziej tęsknimy nie tylko za osobą… ale za tym, czego od niej nie dostaliśmy. Za bliskością, za zauważeniem, za odpowiedzią na „dlaczego”. To, że pojawia się smutek, nostalgia i łzy – to nie jest oznaka słabości. To jest proces żałoby i próba poukładania w sobie tej relacji. Jednocześnie to, co Pani pisze o samotności… bardzo porusza. Bo strata mamy spotyka się tu z poczuciem, że jest się z tym wszystkim samemu.

Nie musi Pani przez to przechodzić sama. Naprawdę warto w tym czasie mieć obok kogoś – psychologa, terapeutę, albo  jedną życzliwą osobę, z którą można być w tym bez udawania.

A jeśli chodzi o to pytanie „dlaczego”… czasem nie dostaniemy już odpowiedzi od drugiej osoby. Ale możemy próbować ją odnaleźć w sobie – w swoim doświadczeniu, w terapii, w rozmowie.

I najważniejsze na teraz: nie trzeba od razu wiedzieć „jak żyć”.
Na początku wystarczy… przeżyć kolejny dzień. Dać sobie prawo do smutku i jednocześnie małymi krokami szukać czegoś, co będzie choć trochę wspierające.

Pani historia się nie kończy. I nawet jeśli dziś jest w niej dużo bólu – może się w niej jeszcze pojawić relacja, bliskość i poczucie, że nie jest się samą.
A czasem jest tak, że serce jest jak ogród, który długo był pozostawiony bez opieki… pełen pytań, pustych miejsc i ciszy. Ale nawet taki ogród – jeśli tylko zaczniemy się nim zajmować z czułością – potrafi z czasem znów wydać nowe życie.
Powoli. Po swojemu. W swoim czasie.
Trzymam za Panią kciuki. Nie jest Pani z tym sama.

2 miesiące temu
Dawid Staszczyk

Dawid Staszczyk

Szanowna Pani,

 

to, co Pani przeżywa, jest bardzo złożone i głęboko ludzkie. Żałoba po mamie bywa szczególnie trudna wtedy, gdy relacja nie była bliska albo była ambiwalentna. W takich sytuacjach opłakuje się nie tylko realną stratę, ale też coś, czego zabrakło – bliskość, zainteresowanie, bycie ważną dla tej osoby. Dlatego obok smutku może pojawiać się tęsknota, żal, pytania „dlaczego”, a czasem także złość czy poczucie niesprawiedliwości. To wszystko może współistnieć i nie wyklucza się nawzajem.

To, że mimo doświadczenia odrzucenia czuje Pani brak i samotność, nie jest sprzecznością. To raczej wyraz bardzo podstawowej potrzeby – bycia w relacji z mamą, nawet jeśli ta relacja była trudna. Często w takich momentach wraca też pragnienie rozmowy, wyjaśnienia, domknięcia czegoś, co nigdy nie zostało wypowiedziane. Niestety tej rozmowy nie da się już przeprowadzić w rzeczywistości, ale można spróbować przepracować ją w inny sposób. Pomocne bywa na przykład zapisanie listu do mamy – takiego, w którym może Pani powiedzieć wszystko: zadać pytania, wyrazić żal, nazwać ból, ale też to, co mimo wszystko było ważne. To nie zastąpi odpowiedzi, ale często pozwala uporządkować emocje i nadać im formę.

Nawracające fale smutku, nostalgii i płaczu są naturalną częścią procesu żałoby, szczególnie gdy zostaje się samej. W takich momentach kluczowe jest, by nie zostawać wyłącznie z myślami. Nawet jeśli nie ma Pani rodziny, warto stopniowo szukać jakiejkolwiek formy kontaktu – znajomi, grupy wsparcia, terapia. Samotność bardzo wzmacnia ciężar przeżywania, natomiast obecność drugiego człowieka, nawet w ograniczonym zakresie, może go realnie zmniejszać.

Pytanie „jak żyć” w żałobie pojawia się często i zwykle nie ma na nie jednej odpowiedzi. Na początku chodzi raczej o przetrwanie dnia w możliwie łagodny sposób, niż o znalezienie sensu całego życia. Warto wracać do bardzo podstawowych rzeczy: rytmu dnia, jedzenia, snu, drobnych aktywności. To może wydawać się małe, ale w rzeczywistości stabilizuje funkcjonowanie i daje minimalne poczucie oparcia.

Z czasem – i to jest proces – żałoba nie znika, ale zmienia swoją formę. Ból przestaje być tak intensywny i zaczyna współistnieć z innymi doświadczeniami. To nie oznacza zapomnienia ani „pogodzenia się” w prostym sensie, ale raczej znalezienie dla tej relacji miejsca w swoim życiu, takim, jakie było naprawdę – ze wszystkim, co trudne i niespełnione.

To, że Pani o tym mówi i nazywa swoje przeżycia, jest ważnym krokiem. W tym doświadczeniu nie jest Pani „zbyt wrażliwa” ani „słaba”. Przeżywa Pani stratę i jednocześnie mierzy się z historią relacji, która nie dała tego, czego Pani potrzebowała. To jedno z trudniejszych doświadczeń psychicznych – i wymaga czasu, ale też łagodności wobec siebie.

 

Z wyrazami szacunku

Dawid Staszczyk

mniej niż godzinę temu
Weronika Trojan

Weronika Trojan

Pani Diano,  

Żałoba jest przeżyciem trudnym i złożonym, należy również pamiętać że nie ma jednego sposobu aby ją przeżyć. To, że czuję Pani smutek i pustkę po stracie matki jest zrozumiałe, często tęsknimy nie za konkretną osobą, a za wyobrażeniem jaka ta osoba powinna być. Ważne jest aby pozwoliła sobie Pani na odczuwanie tych wszystkich emocji. Być może pomocne będzie szukania wsparcia w bliskich osobach. Jeśli jednak smutek jest paraliżujący zachęcam do rozmowy z psychologiem aby mogła Pani przeżyć żałobę i domknąć sprawy związane z relacja z matką. 
Wszystkiego dobrego 

Weronika Trojan 

2 miesiące temu
terapia czy psycholog

Czy to moment na terapię lub wizytę u psychologa?

Zobacz podobne

Jak zmienić podejście do pracy, której nie lubię i czuję się zmęczona?
Mam problem z pracą i z podejściem do pracy. Odkąd pamiętam, nie przejewiałam zbytniego zainteresowania kontaktami z innymi ludzmi. Sama uważam siebie za osobę mało komunikatywną. Przez to, prace które wymagały bliskiego kontaktu z innymi ludzmi, uważam że nie były dla mnie. Pracuję fizycznie w fabryce na linii produkcyjnej, cay dzień na nogach. Nie znoszę tej pracy, a wręcz bywa ze jej nie nawidzę, uważam ze chodzę tam z przymusu bo potrzebuję pieniedzy. Chciałabym z tamtąd odejść i już nigdzie nie pracować. Dla mnie chodzenie do pracy to niewolnictwo, uwiąznie jak pies na krótkim łańcuchu. Tak mam w pracy, linia jedzie cały czas i do żeby iść do toaalety to trzeba nadrabiać do przodu. Jak zmienić swoje podejscie do pracy, skoro od wielu już lat uważam ją za zło konieczne i marnowanie 10 godzin dzienie z dojazdami? Nie mam jakiegoś konkretnego wykształcenia, żeby odejsć do jakieś lepszej pracy. Czuję się cały czas zmęczona i senna, nie mam ochoty na nic i chętnie przeleżałbym w łóżu cały dzień.
Jak rozwiązać konflikt w związku na odległość i przezwyciężyć blokady emocjonalne?
Witam, co zrobic w sytuacji kiedy obie strony sa “zablokowane” - nie wiem jak to nazwac. W zeszly czwartek pojawil sie konflikt telefoniczny - jestesmy w zwiazku na odleglosc. Poszlo o to, ze ja kiedys powiedzialem w zartach (a moze i nie juz sam nie wiem), ze nie lubie jak partnerka ma racje - ona mi to przypomniala a ja powiedzialem z usmiechem, ze to raczej mowilem w zartach a nie na powazne - ona zaczela sie mocno irytowac i powiedziala, ze czuje sie jak idiotka - ja zaczalem uspokajac, ze przeciez nic sie nie dzieje… jednak nie udalo sie rozlaczylismy sie, chwile pozniej zadzwonilem, spytac rowniez dlaczego dzwoni do niej ojciec od dziewczyny jej syna - ale nie chciala mi powiedziec zarzucajac ze ja chce wiedziec dlaczego on dzwoni a nie chce uczestniczyc w zyciu jej syna… na drugi dzien rano napisalem dluga wiadomosc, ze chcialbym sie dowiedziec czy jest w stanie zapewnic mi taki kontakt jaki byl tydzien wczesniej bo wyjatkowo przez 1,5 roku dzwonila i pisala tak jak tego potrzebuje wczesniej kiedy jej o tym mowilem - zawsze tlumaczyla to tym ze ma dzieci i po prostu nie ma czasu. Czasem nie miala nawet 5 minut na rozmowe przed snem - w moim mniemaniu po prostu tego nie potrzebowala - dzien ma jakies “17 godzin”… Zapytalem rowniez czy jest w stanie rozmawiac bez wybuchania irytacji - bo przestaje czuc brak swobody w rozmowach - one po prostu czesto koncza sie mocna irytacja z jej strony, bo nie zachowalem sie tak jakby oczekiwala - ja probuje pomoc ona od razu dostaje irytacji bowiem mamy inne jezyki wsparcia czego ona nie rozumie. Niestety po tej dlugiej wiadomosci gdzie nie uzywalem tonu “Ty” tylko bardziej “chcialbym” bo sa to rzeczy ktore od 1,5 roku mnie mecza - zwiazek to hustawka nastrojow. Niestety dostalem serie oskarzen ze jestem narcyzem, egoista, nie daje wsparcia, odepchnalem ja od siebie, nie mam empatii i wiele innych - nie odnosilem sie do tego bo wiem, ze daloby to tylko eskalacje - jej syn ma egazmin i napisala, ze “wtedy kiedy ona ma ogromny stres ja ja atakuje!”. Zarzucila mi stare zdjecia z byla dziewczyna w socialmediach (na co po prostu nie zwracalem uwagi od dawna), podczas gdy ona wstawia codziennie prawie zdjecia z dziecmi - kiedy spelnilem jej marzenie i kupilem gramofon - wstaila podziekowania ogolne do wszystkich prezentow dzieci, i osobno dla kolezanki, dodajac szcsegolne uznanie. poczulem sie totalnie pominiety…nie pierwszy raz zreszta, na wakacjach powiedziala, ze “nie bedziemy chyba robic halo z naszego zwiazku na fb” co mnie zabolalo ale tez za bardzo nie moge o tym mowic bo sie poirytuje, ze ja atakuje - wszystko odbiera jako atak. Kiedy wspomnialem o tym, ze po ewentualnym slubie bedzie miala moje nazwisko powiedziala, ze zostaje przy nazwisku bylego meza! Bo jej sie podoba! Nosi pierscionek, ktory dostala od niego w prezencie - bo jej sie podoba. Nie moge za bardzo sie udzielac w kwestiach… wielu kwestiach bo po prostu sie irytuje nie wazne jak spokojnie bym nie mowil… Ale do rzeczy… po tych atakach napisalem ze nie weim jak nawet nazwac stan w jakim jestem…i przepraszam ja za przykrosci. Nie odpisywala caly dzien… na drugi dzien napisalem, ze mam nadzieje, ze u niej ok. Odpisala, ze odpoczywaja przed egazaminem. Wieczorem napisalem dobranoc, na drugi dzien ona pierwsza - wstaje wczesniej do pracy - napidala dzien dobry. Nie rozmawialismy - na wieczor ja napisalem dobranoc i odpisala. Dzisiaj po 3 dniach bez rozmowy jakiejkolwiek juz z rana sie nie przywitala ja napisalem dzien dobry… i mecze sie z tym - chwilami logicznie mowie, ze “niech sie to rozpadnie, sa wieczne konflikty” - wiem doskonale, ze sam moge zadzwonic! Wiem ale cos mnie blokuje… boje sie konfliktu? Znowu ja zaczynam ratowac sytuacje? Znowu mimo, ze czuje zawod rozczarowanie i przykrosc bede probowac to zamiesc pod dywan i zaczac od nowa zeby poczuc odrobine bliskosci… mam dosyc i podejrzewam, ze ona czuje to samo(?). Ja mam teraz zawodowy problem i pisalem jej ze fatalnie sie czuje - ale jej “fatalnie” jest wazniejsze… napisala, ze ona mnie wspiera i jej zachowanie jest super nie ma sobie nic do zarzucenia. Napisalem, ze nie wspiera mnie - ona na to m.in. ze jak pytalem o kosmetyki dla corki brata to dzwonila i mi pomagala - i to jest wsparcie (kiedy ona wsparciem nazywa okazanie emocji “myszko bedzie dobrze” a nie “logiczne zadawniowe” wspieranie co zarzuca mi). Nie wiem jak dlugo ten impas bedzie trwac… wiem, ze moze i jest tutaj sporo mojej winy… ale nie da sie nawet o tym porozmawiac kiedy chce wyjasnic dlaczego sie zachowalem w jakis sposob, zeby zrozumiala, ze nie mialem zlych intencji - to tez jest moj “egoizm! Mowie o sobie znow!”…
Dlaczego budzę się bez sensu życia, ciągle zmęczony i smutny? Nie wiem, czy mam depresję
Dlaczego budzę się bez sensu życia, ciągle zmęczony i smutny? Nie wiem, czy mam depresję, czy po prostu zaburzenia psychiczne. Dzień w dzień to samo i coraz bardziej zmęczony. Mam dość.
Mąż chce rozwodu przez inną kobietę.

Witam. Mąż znalazł nową kobietę. Oznajmił mi, że chce rozwodu. 

Ja chce z nim porozmawiać, żeby uratować wszystko dla naszej córeczki oraz dla nas. A on się nie odzywa do mnie, tylko cały czas pisze z nią.

Wstyd i frustracja z powodu koloru włosów – jak zdrowo podejść do niezadowolenia z wyglądu?
Mam świadomość, że wiele osób ma znacznie poważniejsze problemy i dlatego czuję opór przed napisaniem tego posta. Wiem, że mój problem obiektywnie jest błahy w porównaniu z realnymi trudnościami życiowymi i jako dorosła osoba nie powinnam aż tak się tym przejmować. Mam tego pełną świadomość i właśnie to dodatkowo budzi we mnie wstyd. Chodzi o wygląd, konkretnie o kolor włosów. Mam naturalny chłodny/szary ("słowiański") odcień, którego bardzo nie lubię czuję zażenowanie swoim wyglądem. Chciałabym mieć ciemne /wyraziste włosy, ale praktycznie wszyscy fryzjerzy i styliści mówią, że to będzie dysharmonia, że przy mojej urodzie ciemny kolor będzie wyglądał źle albo wymagał mocnego makijażu. Rozumiem, że to nie jest poważny problem życiowy, a jednak bardzo mnie to rusza. Czuję frustrację, wstyd i poczucie, że reaguję niedojrzale na coś tak małego. Nie wiem, jak podejść do tego zdrowiej i skąd aż taka reakcja. Jak sobie z tym radzić?
mutyzm1

Mutyzm - przyczyny, objawy i skuteczne metody pomocy

Czy Twoje dziecko nie mówi w określonych sytuacjach społecznych, mimo że swobodnie komunikuje się w znanym otoczeniu? Może to być mutyzm wybiórczy – zaburzenie lękowe, które wymaga odpowiedniego wsparcia.