Left ArrowWstecz

Jak przezwyciężyć perfekcjonizm i związany z nim stres?

Mam problem z perfekcjonizmem. Chyba od zawsze mam z tym problem, ale dopiero teraz to do mnie dotarło. Czuję się niewystarczająca, dlatego ciągle szukam potwierdzenia u innych. Bardzo tego nie lubię, bo odbiera mi autentyczność. To jest niezwykle męczące, bo rzadko bywam z siebie tak szczerze zadowolona, naprawdę rzadko. Będąc perfekcjonistą, ludzie potrafią się na "śmierć" zapracować i doprowadzić tym do wypalenia, albo hamują się przed działaniem. Jestem tym drugim typem. Chyba robię to ze strachu - przed porażką na pewno, ale myślę że przed czymś jeszcze, na pewno istnieje więcej powodów. Boję się ryzyka, ale nie rozumiem dlaczego. Mam świadomość, że ludzie nie są idealni i nie będą. A jednak sama katuję się za mikro błędy i nie doceniam wysiłku jaki wkładam. To ile energii i czasu poświęcam. Czuję, że nie ufam sobie i to jest wynik traumy z przed kilku lat. Staram się sobie zaufać, ale nie potrafię. Jest to o tyle trudne, że wewnętrznie/podświadomie wierzę, że nie jestem tego warta. Przez to wszystko mimo realnych chęci i motywacji ciągle sabotuję siebie. Niby jestem świadoma konsekwencji, ale nie czuję zagrożenia. Głównie dlatego popełniam te same błędy, oraz żyję w ciągłej stagnacji. Kolejnymi winnym mojego stanu jest prokrastynacja, która wynika z perfekcjonizmu i wygody jaką odnalazłam w dyskomforcie. Ciągle żyję w stresie. Mniejszym, czy większym, ale myślę i czuję że to nie ustępuje. Ciągłe napięcie, przez które (według mnie) tak często boli mnie głowa. Stresuję się, bo widzę ile czasu straciłam i ile tracę teraz. Mój cenny czas, moje życie. Widzę jak przelatuje mi przez palce, ale nie mogę się za siebie zabrać i coś z tym zrobić. Trochę jakbym żyła w pętli. Przeraża mnie to, bo dużo tracę. Obiecuję sobie lepsze jutro, ale tą obietnice składam sobie od lat i jest tak samo bezustannie. Sama sobie na tacy podaję masę rozwiązań, które realnie mogą pomóc, ale z jakiegoś powodu dzień mija za dniem i do niczego się nie stosuję. Żyję z myślą, że za rok kończę szkołę i straciłam swoje nastoletnie (licealne) lata, a dzieciństwa nie pamiętam. Wszystko dlatego że nie potrafię żyć tym co tu i teraz. Tracę dużo, bo się boję, ale czego? Już nie jestem pewna. Nie ufam sobie. Nie czuję satysfakcji z mojego życia. Czuję, że nie zasługuję na to co mi dane. Odbieram sobie i innym (jestem skąpa i mam niską samoocenę). Zrobiłam się bardzo aspołeczna. Koniec końców, nie ważne gdzie jestem - wszędzie czuję się samotna. A nawet jak próbuję się otworzyć na coś nowego to nagle zasypuję się masą wymówek, żeby tego nie zrobić. - a to tylko skrawek tego co chciałam zapisać. Nie chcę też się nie wiadomo jak rozpisywać, więc skupiłam się na tym co na ten moment myślę, że jest moim największym problemem. Co mogę z tym zrobić? Naczytałam się różnych sposobów, które niby mają pomóc wyjść z tego błędnego koła, ale czuję że to nie trafia do sedna problemu.
Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Szanowna Pani, 

Pani problem nie wynika z braku dyscypliny, lecz z głębokiego lęku przed konfrontacją z własnym człowieczeństwem, który Pani system obronny zamienił w paraliżujący perfekcjonizm. To, co nazywa Pani prokrastynacją, jest w rzeczywistości formą ochrony przed oceną, ponieważ w Pani przekonaniu tylko ideał daje prawo do akceptacji, a każdy błąd urasta do rangi egzystencjalnej klęski. Chroniczne napięcie i bóle głowy to jasny sygnał od ciała, że próba kontrolowania nieuchronnej niedoskonałości życia wyczerpała Pani zasoby. Proszę rozważyć, że sednem nie jest znalezienie kolejnej techniki efektywności, lecz praca nad fundamentem poczucia własnej wartości, który został naruszony przez wspomnianą traumę, oraz dopuszczenie do siebie myśli, że ma Pani prawo istnieć i cieszyć się życiem bez konieczności nieustannego udowadniania swojej przydatności. Samodzielne wyjście z tak silnej pętli autokary bywa niemal niemożliwe, dlatego najdojrzalszym krokiem będzie podjęcie psychoterapii, która pomoże Pani oddzielić Pani tożsamość od Pani osiągnięć.

Powodzenia

Bożena Nagórska

1 miesiąc temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Martyna Kaleta

Martyna Kaleta

Dzień dobry,

czytam to i mam takie poczucie, że jest Pani bardzo zmęczona byciem cały czas „w napięciu” wobec samej siebie. Jakby cokolwiek Pani zrobi, to i tak pojawiał się ktoś w środku, kto mówi, że to za mało, źle, niewystarczająco.

I jednocześnie w tym wszystkim jest dużo lęku przed ruchem. Jakby z jednej strony była potrzeba zmiany, działania, życia bardziej „po swojemu”, a z drugiej coś bardzo mocno zatrzymywało. Perfekcjonizm często właśnie tak działa - nie tylko popycha do robienia więcej, ale czasem kompletnie unieruchamia, bo wszystko wydaje się zbyt ryzykowne, zbyt ważne albo „jeszcze nie dość dobre”.

 

Mam też wrażenie, że jest w Pani dużo smutku wokół tego „straconego czasu”. Jakby jakaś część Pani patrzyła na siebie z boku i mówiła: „znowu uciekło mi życie”. To bardzo bolesne miejsce.

 

W psychologii procesu powiedzielibyśmy może, że obok tej części, która chce iść do przodu, jest też druga - bardzo przestraszona, nieufna, próbująca chronić Panią przed czymś trudnym. I może dlatego samo „zmuszanie się” czy kolejne strategie niewiele zmieniają, bo one omijają to, co jest pod spodem.

 

Może więc to nie jest pytanie „jak się naprawić”, tylko raczej „co we mnie tak bardzo boi się żyć po swojemu”. I czego dokładnie trzeba było się nauczyć, żeby być wobec siebie aż tak surową.

 

To nie brzmi jak lenistwo czy brak charakteru. Bardziej jak życie w bardzo dużym wewnętrznym napięciu przez długi czas.

 

pozdrawiam serdecznie,

Martyna Kaleta

1 miesiąc temu
Łukasz Dyłka

Łukasz Dyłka

Dzień dobry.

 

Z tego, co Pani pisze, wygląda to nie tyle na „brak motywacji”, ile na bardzo męczący mechanizm obronny. Perfekcjonizm często nie polega na tym, że ktoś chce robić wszystko najlepiej, tylko na tym, że bardzo boi się poczuć niewystarczający. Wtedy łatwiej nie zacząć, odkładać, analizować, szukać potwierdzenia u innych, niż zaryzykować, że coś wyjdzie przeciętnie.

 

To błędne koło może wyglądać tak: „muszę zrobić dobrze”, potem pojawia się lęk, napięcie i presja, więc człowiek odkłada działanie. Po odłożeniu czuje winę i złość na siebie, a potem jeszcze bardziej wierzy, że nie można sobie ufać. I przy kolejnym zadaniu lęk jest jeszcze większy.

 

Myślę, że sedno nie leży w tym, że nie zna Pani sposobów. Raczej w tym, że te sposoby próbują rozwiązać problem z poziomu organizacji czasu, a Pani problem mocno dotyka poczucia własnej wartości, zaufania do siebie i lęku przed oceną lub porażką. Dlatego kolejne listy, plany i techniki mogą nie wystarczać, jeśli pod spodem jest przekonanie: „nie jestem wystarczająca”, „nie zasługuję”, „jak popełnię błąd, to coś to o mnie powie”.

 

Warto rozważyć pracę z psychologiem lub psychoterapeutą, szczególnie że wspomina Pani o traumie, napięciu, samotności, niskiej samoocenie i poczuciu życia w pętli. To są rzeczy, z którymi nie trzeba radzić sobie samą dyscypliną.

 

Na teraz nie zaczynałbym od wielkiej zmiany życia. Raczej od bardzo małych działań, które uczą mózg, że można zrobić coś niedoskonale i nadal być bezpieczną. Na przykład: oddać zadanie na 70%, napisać wiadomość bez poprawiania jej pięć razy, zrobić jedną rzecz przez 10 minut i nie oceniać efektu. Celem nie jest „zrobić idealnie”, tylko „zrobić mimo dyskomfortu”.

 

Pomocne może być też pytanie: „czy ja teraz naprawdę odpoczywam, czy unikam czegoś i przez to napięcie rośnie?”. Prokrastynacja często wygląda jak odpoczynek, ale w środku człowiek cały czas się karze i stresuje, więc nie ma ani działania, ani regeneracji.

 

Proszę też spróbować oddzielić swoją wartość od wyniku. Błąd, zaległość, zmarnowany dzień czy słabszy etap nie mówią, że Pani jest bezwartościowa. Mówią raczej, że jest Pani przeciążona i od dawna funkcjonuje pod bardzo dużą presją.

 

Nie odzyska Pani zaufania do siebie od samego myślenia o zaufaniu. Ono wraca przez małe doświadczenia: obiecałam sobie jedną niewielką rzecz i ją zrobiłam. Nie dziesięć rzeczy, nie plan idealnego życia, tylko jedną. Codziennie od nowa.

 

Jeśli często boli Panią głowa i żyje Pani w stałym napięciu, warto też skonsultować to lekarsko, a równolegle psychologicznie. Ciało często długo niesie to, czego psychika już nie daje rady dźwigać.

 

Najważniejsze: nie musi Pani najpierw stać się pewna siebie, żeby zacząć działać. Czasem zaczyna się właśnie z lękiem, niepewnością i niedoskonałością. Mały krok zrobiony nieidealnie będzie tutaj cenniejszy niż kolejna idealna obietnica „od jutra wszystko zmienię”.
 

Łukasz Dyłka

1 miesiąc temu
Ewa Lesiak

Ewa Lesiak

Czytając Pani opis mam wrażenie, że bardzo długo próbuje Pani żyć bardziej „przeciwko sobie” niż w kontakcie ze sobą.

Perfekcjonizm często z zewnątrz wygląda jak ambicja albo wysokie standardy, ale od środka bywa ciągłym napięciem, lękiem przed błędem i przekonaniem, że dopiero kiedy zrobi się wszystko idealnie, będzie można poczuć spokój albo ulgę.

Problem w tym, że wtedy odpoczynek, działanie, relacje, a nawet zwykła codzienność zaczynają być przeżywane bardziej przez presję niż przez autentyczne życie.

To, co Pani opisuje czyli napięcie, prokrastynacja, poczucie utknięcia, brak satysfakcji mimo świadomości i prób zmiany często nie wynika z „braku silnej woli”, ale z życia w przewlekłym przeciążeniu psychicznym i bardzo surowej relacji ze sobą.

I myślę, że to ważne, że zaczyna Pani widzieć, że kolejne techniki produktywności prawdopodobnie nie dotykają sedna.

1 miesiąc temu
Aldona Kozik

Aldona Kozik

Wygląda to tak, jakbyś bardzo długo żyła w ciągłym napięciu i nauczyła się, że musisz być „wystarczająco dobra”, żeby zasługiwać na spokój, akceptację albo poczucie własnej wartości. Dlatego tak bardzo boisz się błędów i oceniania. Nawet jeśli rozumiesz logicznie, że nikt nie jest idealny, to emocjonalnie dalej czujesz, jakby każdy błąd coś mówił o tobie jako osobie.

Przez to, zamiast działać swobodnie, często się blokujesz. Nie dlatego, że ci nie zależy, tylko dlatego, że za każdym działaniem stoi lęk: „a co jeśli mi nie wyjdzie?”, „a co jeśli zawiodę?”, „a co jeśli okaże się, że jednak jestem niewystarczająca?”. I wtedy mózg wybiera unikanie, bo ono na chwilę zmniejsza stres. Problem w tym, że później wraca poczucie winy, frustracja i myśl, że znowu tracisz czas.

Mam też wrażenie, że jesteś dla siebie bardzo surowa. Nie widzisz wysiłku, tylko to, czego jeszcze nie zrobiłaś albo co zrobiłaś źle. Ciągle próbujesz siebie naprawić, kontrolować albo zmienić, jakby obecna wersja ciebie nie zasługiwała na zrozumienie czy spokój. A człowiek, który cały czas żyje pod presją własnej głowy, w końcu robi się zmęczony, wycofany i zagubiony. Bądź dla siebie bardziej łagodna.

Pozdrawiam, Kozik Aldona

1 miesiąc temu
Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Dzień dobry

 

  To, co Pani opisuje, nie brzmi jak „zwykły perfekcjonizm”. To wygląda raczej na cały mechanizm obronny, który kiedyś miał chronić a teraz blokuje. I to ważna różnica, bo oznacza, że problem nie polega na tym, że „robi Pani coś źle”, tylko że Pani system wewnętrzny działa według starych zasad, które już nie służą.

Najpierw jedna rzecz wprost: nie wyjdziesz z tego siłą woli ani kolejną listą „technik”. Skoro już próbowała Pani i „nie trafia do sedna”, to znaczy, że sedno leży głębiej ,  w tym, jak postrzegasz siebie i zagrożenie.

Z  Pani opisu składa się bardzo spójny obraz:

Perfekcjonizm = sposób na uniknięcie bólu (oceny, odrzucenia, porażki).

Prokrastynacja = sposób na uniknięcie ryzyka (bo jak nie zaczniesz, nie możesz „zawieść”).

Brak satysfakcji = bo Twoje standardy są nierealne, więc nigdy nie „dojeżdżasz”.

Brak zaufania do siebie = bo kiedyś coś (trauma, sytuacje, ludzie) podważyło Twoje poczucie bezpieczeństwa.

To nie jest lenistwo. To jest unikanie zagrożenia.

Tylko że Twoje ciało i psychika traktują rzeczy typu:

zrobienie czegoś niedoskonale, pokazanie się, podjęcie decyzji  jakby to było realne niebezpieczeństwo.

Dlatego czujesz paraliż zamiast motywacji.

Pani problem nie jest poznawczy 

tylko emocjonalno–nawykowy   czyli głowa mówi „to ma sens”, a układ nerwowy mówi „nie, to niebezpieczne”.

I układ nerwowy wygrywa.

Co może być tym „jeszcze”, czego się boisz

Oprócz porażki często pod spodem siedzą rzeczy typu:

„jeśli spróbuję i mi wyjdzie, będą ode mnie więcej oczekiwać”

„jeśli pokażę się naprawdę, ktoś mnie oceni lub odrzuci”

„jeśli zawiodę, to potwierdzi, że jestem niewystarczająca”

„jeśli odpuszczę kontrolę, wszystko się rozsypie”

Czasem też: strach przed poczuciem wstydu, a nie samą porażką.

Co możesz zrobić — ale realnie, nie „książkowo”

Nie dam Ci listy 20 nawyków. Dam Ci kilka rzeczy, które trafiają w rdzeń.

1. Przestań próbować „naprawić się”, zacznij rozumieć swój mechanizm

Za każdym razem, gdy odkłada Pani coś albo się blokuje, zamiast  „znowu zawaliłam” należy spróbować„ czego ja teraz unikam?”

To jedno pytanie często rozbraja cały schemat.

1 miesiąc temu

Zobacz podobne

Jak poradzić sobie z psychosomatycznym bólem związanym z korzystaniem z Instagrama?
Mam problem z "wmawianiem" sobie gniecenia i bólu. Uwielbiam konie i zajmuję się fotografowaniem modeli koni. Postanowiłam więc założyć instagrama. Niestety, "wmówiłam" sobie że jeśli będę miała to konto na instagramie, to będę czuć gniecenie w lewym boku obok pośladka. Jest to bardzo uciążliwe, szczególnie kiedy siedzę. Wiem że to wszystko brzmi głupio, ale to naprawdę drażniące, a ja naprawdę dobrze radzę sobie na instagramie i nie chce go usuwać by gniecenie minęło. Gniecenie zawsze mija kiedy coś usunę, ale ja bardzo nie chcę tego robić. Myślę by zapisać się do szpitala psychiatrycznego.
Witam, mam 16 lat i ze względu na myśli samobójcze przebywałam w szpitalu psychiatrycznym przez miesiąc.
Witam, mam 16 lat i ze względu na myśli samobójcze przebywałam w szpitalu psychiatrycznym przez miesiąc. Zdiagnozowano u mnie depresję, leczę się farmakologicznie 2 miesiące, biorę leki przeciwdepresyjne i chodzę do psychologa, a jednak nie czuję zbytniej poprawy. Psycholog wykonał mi test na zaburzenia i wyjaśnił, że mam schizotypowe zaburzenie osobowości i zaburzenia lękowe. Nie wiem jednak tak naprawdę, na co jestem chora. Doświadczam częstych odrealnień, czuję, że mam dziwne myśli i "nie swoje" zachowania. Odczuwam strach przed normalnymi, codziennymi według innych czynnościami. Często nie mam sił, by cokolwiek zrobić. Jestem z natury introwertykiem. Jestem bardzo podejrzliwa i racjonalizuje wszystko wokół siebie, a także swoje myśli. Miewam napady lęku bez konkretnych przyczyn. Nie dzieje się to jednak ciągle, ale co najmniej raz dziennie. Czy mogą to być objawy jakiejś choroby, czy po prostu taką mam osobowość? Mam czasem wrażenie, że wmówiłam sobie jakąś chorobę.
Jak sobie radzić z wycofaniem społecznym, brakiem motywacji i poczuciem wstydu?
Witam Od pewnego czasu , zaczęło się 3 lata zaczęłam mniej wychodzić z domu. Zaczęłam tracić chęci na cokolwiek. Powodem było moje bezrobocie, wstydziłam się tego. Nie pracowałam bo się bałam pracy, najbezpieczniej czułam się w domu,. Było mi głupio ,że mając trójkę dużych dzieci wciąż jestem na utrzymaniu męża. Tak zaczęłam powoli wycofywać się z życia społecznego. Mąż w pewnym momencie coraz bardziej zaczął naciskać na moją pracę, czy chociażby studia, cokolwiek, wolontariat. Byłam zawsze wycofana i nie przejawiałam żadnego zainteresowania , zaangażowania się w cokolwiek ani w pracę ani naukę. Wszystkiego się bałam(boje) a raczej wstydzę ludzi. Wstydzę się swojego wyglądu, swojego ciała, głosu, swojej mimiki, swoich ruchów. Koleżanka mi kiedyś powiedziała ,że jestem bez emocji. Były okresy ,że potrafiłam w coś bardzo się zaangażować, nie mogłam się od tego oderwać, np szycie na maszynie czy jazda motocyklem. Potrafiłam spędzać np przy szyciu całe dnie, Czytałam , oglądałam jak coś uszyć, zrobić wykrój itd. Tak samo z motocyklem. Czy grą na pianinie. Ze wszystkiego jednak zawsze po jakimś czasie rezygnowałam... Rok temu mąż z powodu mojego bezrobocia zostawił mnie z dziećmi, Po tym stałam się bardziej obojętna, Brakuje mi motywacji, nie mam celu, nic nie robię, leżę całymi dniami, nawet nie jestem w stanie obejrzeć żadnego filmu. Pracę jednak znalazłam. Ale mam ogromne problemy w kontaktach z ludźmi. Jako pracownik dobrze pracuje, ale nie potrafię odnaleźć się w grupie ludzi, wogole się nie odzywam jak wszyscy pijemy kawę, rozmawiam tylko jak jestem sam na sam z kimś. I widzę, że zaczynają dziwnie na to patrzeć . Mam wrażenie ,że jestem obgadywana i wyśmiewana. Pozatym nie lubię mojej pracy, nie tyle co nie lubię ale mam pracę w której trzeba być bardziej otwartym a ja jestem wycofana, nieśmiała, co mi bardzo utrudnia pracę. I przez to moja nieśmiałość zmuszam się żeby wogole tam iść. Mam wrażenie ,że robię wciąż z sobie idiotkę. Mam problemy ze snem. Rano po wypiciu kawy , wymiotuje ta kawę ale to tylko jak muszę iść do pracy. Obawiam się, że pewnego dnia nie wstanę rano i po prostu tam nie pójdę . Bo nie będę w stanie, Teraz rozsyłam CV i szukam czegoś innego, gdzie będzie mniejsza grupa ludzi, Mam coraz częściej myśli samobójcze, nie widzę sensu życia, wciąż chodzę spięta , całe moje ciało jest napięte, w pracy szczególnie, Wychodzę tylko na zakupy, czasami coś do ubrania kupię,w domu nie chce mi się sprzątać, gotować, (muszę się zmuszać żeby to zrobić) głównie leżę. Z dziećmi mam słaby kontakt, nie poswiecam im czasu, mało rozmawiam z nimi, nie mam siły ani chęci. I zawsze wszystko robie na ostatnią chwilę, wszytko odkładam na później. Przestałam dbać o higienę, myje się tylko przed wyjściem z domu. Wieczorem wogole się nie kąpie. Czy to depresja? Chory na depresję nie widzi podobno, że jest chory, nie wie co się z nim dzieje. Zaburzenia lękowe? Fobia społeczna,?? Pozdrawiam
Strach przed pracą i wyjściem z domu po narodzinach dziecka i urlopie macierzyńskim
Witam, pracuje już 11 lat w tej samej firmie, po powrocie z macierzyńskiego, ze względu na dziecko musiałam się przenieść do innego oddziału bliżej miejsca zamieszkania. Odkąd tu pracuje, tak jak lubiłam to co robię teraz nie mam chęci przychodzić i stresuję się gdy wiem że na drugi dzień rano ma być Kierowniczka Sklepu. Tak jak we wcześniejszym oddziale czułam się super, i chciało się przychodzić do pracy tutaj mam zawroty głowy, ból brzucha i wymioty że stresu że muszę się tam pojawić. Odkąd mam dziecko muszę zmuszać się na wyjście z domu na dwór, wcześniej wyglądało to tak że szłam do pracy i do domu i na szybkie siku kupę z psem, a odkąd mam dziecko wychodzę na spacery lecz gdy jest na placu zabaw, więcej ludzi niż ja z dzieckiem zaczynam się stresować, i bać że coś ktoś mi zrobi, bezpiecznie czuje się tylko w domu. Co mam zrobić by przestać się stresować, i bać. Bo zaczęło mi to utrudniać życie.
Od czego zaczyna się schizofrenia?
Kiedy powinnam się martwić że mam schizofrenię? Od czego to się zaczyna?
komunikacja

Umiejętności komunikacyjne – klucz do skutecznej komunikacji

Skuteczna komunikacja to klucz do sukcesu w życiu osobistym i zawodowym. W tym artykule przyjrzymy się bliżej temu, czym są umiejętności komunikacyjne, jaką rolę odgrywają w naszym życiu i jak możemy je rozwijać.