Aplikacja TwójPsycholog wsparcie, które masz zawsze pod ręką
pobrań
70 tys.+
App Store
4,8
Google Play
4,6
Oceny na podstawie kilkuset opinii w sklepach
Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Jak przezwyciężyć perfekcjonizm i związany z nim stres?

Mam problem z perfekcjonizmem. Chyba od zawsze mam z tym problem, ale dopiero teraz to do mnie dotarło. Czuję się niewystarczająca, dlatego ciągle szukam potwierdzenia u innych. Bardzo tego nie lubię, bo odbiera mi autentyczność. To jest niezwykle męczące, bo rzadko bywam z siebie tak szczerze zadowolona, naprawdę rzadko. Będąc perfekcjonistą, ludzie potrafią się na "śmierć" zapracować i doprowadzić tym do wypalenia, albo hamują się przed działaniem. Jestem tym drugim typem. Chyba robię to ze strachu - przed porażką na pewno, ale myślę że przed czymś jeszcze, na pewno istnieje więcej powodów. Boję się ryzyka, ale nie rozumiem dlaczego. Mam świadomość, że ludzie nie są idealni i nie będą. A jednak sama katuję się za mikro błędy i nie doceniam wysiłku jaki wkładam. To ile energii i czasu poświęcam. Czuję, że nie ufam sobie i to jest wynik traumy z przed kilku lat. Staram się sobie zaufać, ale nie potrafię. Jest to o tyle trudne, że wewnętrznie/podświadomie wierzę, że nie jestem tego warta. Przez to wszystko mimo realnych chęci i motywacji ciągle sabotuję siebie. Niby jestem świadoma konsekwencji, ale nie czuję zagrożenia. Głównie dlatego popełniam te same błędy, oraz żyję w ciągłej stagnacji. Kolejnymi winnym mojego stanu jest prokrastynacja, która wynika z perfekcjonizmu i wygody jaką odnalazłam w dyskomforcie. Ciągle żyję w stresie. Mniejszym, czy większym, ale myślę i czuję że to nie ustępuje. Ciągłe napięcie, przez które (według mnie) tak często boli mnie głowa. Stresuję się, bo widzę ile czasu straciłam i ile tracę teraz. Mój cenny czas, moje życie. Widzę jak przelatuje mi przez palce, ale nie mogę się za siebie zabrać i coś z tym zrobić. Trochę jakbym żyła w pętli. Przeraża mnie to, bo dużo tracę. Obiecuję sobie lepsze jutro, ale tą obietnice składam sobie od lat i jest tak samo bezustannie. Sama sobie na tacy podaję masę rozwiązań, które realnie mogą pomóc, ale z jakiegoś powodu dzień mija za dniem i do niczego się nie stosuję. Żyję z myślą, że za rok kończę szkołę i straciłam swoje nastoletnie (licealne) lata, a dzieciństwa nie pamiętam. Wszystko dlatego że nie potrafię żyć tym co tu i teraz. Tracę dużo, bo się boję, ale czego? Już nie jestem pewna. Nie ufam sobie. Nie czuję satysfakcji z mojego życia. Czuję, że nie zasługuję na to co mi dane. Odbieram sobie i innym (jestem skąpa i mam niską samoocenę). Zrobiłam się bardzo aspołeczna. Koniec końców, nie ważne gdzie jestem - wszędzie czuję się samotna. A nawet jak próbuję się otworzyć na coś nowego to nagle zasypuję się masą wymówek, żeby tego nie zrobić. - a to tylko skrawek tego co chciałam zapisać. Nie chcę też się nie wiadomo jak rozpisywać, więc skupiłam się na tym co na ten moment myślę, że jest moim największym problemem. Co mogę z tym zrobić? Naczytałam się różnych sposobów, które niby mają pomóc wyjść z tego błędnego koła, ale czuję że to nie trafia do sedna problemu.
Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Szanowna Pani, 

Pani problem nie wynika z braku dyscypliny, lecz z głębokiego lęku przed konfrontacją z własnym człowieczeństwem, który Pani system obronny zamienił w paraliżujący perfekcjonizm. To, co nazywa Pani prokrastynacją, jest w rzeczywistości formą ochrony przed oceną, ponieważ w Pani przekonaniu tylko ideał daje prawo do akceptacji, a każdy błąd urasta do rangi egzystencjalnej klęski. Chroniczne napięcie i bóle głowy to jasny sygnał od ciała, że próba kontrolowania nieuchronnej niedoskonałości życia wyczerpała Pani zasoby. Proszę rozważyć, że sednem nie jest znalezienie kolejnej techniki efektywności, lecz praca nad fundamentem poczucia własnej wartości, który został naruszony przez wspomnianą traumę, oraz dopuszczenie do siebie myśli, że ma Pani prawo istnieć i cieszyć się życiem bez konieczności nieustannego udowadniania swojej przydatności. Samodzielne wyjście z tak silnej pętli autokary bywa niemal niemożliwe, dlatego najdojrzalszym krokiem będzie podjęcie psychoterapii, która pomoże Pani oddzielić Pani tożsamość od Pani osiągnięć.

Powodzenia

Bożena Nagórska

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Martyna Kaleta

Martyna Kaleta

Dzień dobry,

czytam to i mam takie poczucie, że jest Pani bardzo zmęczona byciem cały czas „w napięciu” wobec samej siebie. Jakby cokolwiek Pani zrobi, to i tak pojawiał się ktoś w środku, kto mówi, że to za mało, źle, niewystarczająco.

I jednocześnie w tym wszystkim jest dużo lęku przed ruchem. Jakby z jednej strony była potrzeba zmiany, działania, życia bardziej „po swojemu”, a z drugiej coś bardzo mocno zatrzymywało. Perfekcjonizm często właśnie tak działa - nie tylko popycha do robienia więcej, ale czasem kompletnie unieruchamia, bo wszystko wydaje się zbyt ryzykowne, zbyt ważne albo „jeszcze nie dość dobre”.

 

Mam też wrażenie, że jest w Pani dużo smutku wokół tego „straconego czasu”. Jakby jakaś część Pani patrzyła na siebie z boku i mówiła: „znowu uciekło mi życie”. To bardzo bolesne miejsce.

 

W psychologii procesu powiedzielibyśmy może, że obok tej części, która chce iść do przodu, jest też druga - bardzo przestraszona, nieufna, próbująca chronić Panią przed czymś trudnym. I może dlatego samo „zmuszanie się” czy kolejne strategie niewiele zmieniają, bo one omijają to, co jest pod spodem.

 

Może więc to nie jest pytanie „jak się naprawić”, tylko raczej „co we mnie tak bardzo boi się żyć po swojemu”. I czego dokładnie trzeba było się nauczyć, żeby być wobec siebie aż tak surową.

 

To nie brzmi jak lenistwo czy brak charakteru. Bardziej jak życie w bardzo dużym wewnętrznym napięciu przez długi czas.

 

pozdrawiam serdecznie,

Martyna Kaleta

Łukasz Dyłka

Łukasz Dyłka

Dzień dobry.

 

Z tego, co Pani pisze, wygląda to nie tyle na „brak motywacji”, ile na bardzo męczący mechanizm obronny. Perfekcjonizm często nie polega na tym, że ktoś chce robić wszystko najlepiej, tylko na tym, że bardzo boi się poczuć niewystarczający. Wtedy łatwiej nie zacząć, odkładać, analizować, szukać potwierdzenia u innych, niż zaryzykować, że coś wyjdzie przeciętnie.

 

To błędne koło może wyglądać tak: „muszę zrobić dobrze”, potem pojawia się lęk, napięcie i presja, więc człowiek odkłada działanie. Po odłożeniu czuje winę i złość na siebie, a potem jeszcze bardziej wierzy, że nie można sobie ufać. I przy kolejnym zadaniu lęk jest jeszcze większy.

 

Myślę, że sedno nie leży w tym, że nie zna Pani sposobów. Raczej w tym, że te sposoby próbują rozwiązać problem z poziomu organizacji czasu, a Pani problem mocno dotyka poczucia własnej wartości, zaufania do siebie i lęku przed oceną lub porażką. Dlatego kolejne listy, plany i techniki mogą nie wystarczać, jeśli pod spodem jest przekonanie: „nie jestem wystarczająca”, „nie zasługuję”, „jak popełnię błąd, to coś to o mnie powie”.

 

Warto rozważyć pracę z psychologiem lub psychoterapeutą, szczególnie że wspomina Pani o traumie, napięciu, samotności, niskiej samoocenie i poczuciu życia w pętli. To są rzeczy, z którymi nie trzeba radzić sobie samą dyscypliną.

 

Na teraz nie zaczynałbym od wielkiej zmiany życia. Raczej od bardzo małych działań, które uczą mózg, że można zrobić coś niedoskonale i nadal być bezpieczną. Na przykład: oddać zadanie na 70%, napisać wiadomość bez poprawiania jej pięć razy, zrobić jedną rzecz przez 10 minut i nie oceniać efektu. Celem nie jest „zrobić idealnie”, tylko „zrobić mimo dyskomfortu”.

 

Pomocne może być też pytanie: „czy ja teraz naprawdę odpoczywam, czy unikam czegoś i przez to napięcie rośnie?”. Prokrastynacja często wygląda jak odpoczynek, ale w środku człowiek cały czas się karze i stresuje, więc nie ma ani działania, ani regeneracji.

 

Proszę też spróbować oddzielić swoją wartość od wyniku. Błąd, zaległość, zmarnowany dzień czy słabszy etap nie mówią, że Pani jest bezwartościowa. Mówią raczej, że jest Pani przeciążona i od dawna funkcjonuje pod bardzo dużą presją.

 

Nie odzyska Pani zaufania do siebie od samego myślenia o zaufaniu. Ono wraca przez małe doświadczenia: obiecałam sobie jedną niewielką rzecz i ją zrobiłam. Nie dziesięć rzeczy, nie plan idealnego życia, tylko jedną. Codziennie od nowa.

 

Jeśli często boli Panią głowa i żyje Pani w stałym napięciu, warto też skonsultować to lekarsko, a równolegle psychologicznie. Ciało często długo niesie to, czego psychika już nie daje rady dźwigać.

 

Najważniejsze: nie musi Pani najpierw stać się pewna siebie, żeby zacząć działać. Czasem zaczyna się właśnie z lękiem, niepewnością i niedoskonałością. Mały krok zrobiony nieidealnie będzie tutaj cenniejszy niż kolejna idealna obietnica „od jutra wszystko zmienię”.
 

Łukasz Dyłka

Ewa Lesiak

Ewa Lesiak

Czytając Pani opis mam wrażenie, że bardzo długo próbuje Pani żyć bardziej „przeciwko sobie” niż w kontakcie ze sobą.

Perfekcjonizm często z zewnątrz wygląda jak ambicja albo wysokie standardy, ale od środka bywa ciągłym napięciem, lękiem przed błędem i przekonaniem, że dopiero kiedy zrobi się wszystko idealnie, będzie można poczuć spokój albo ulgę.

Problem w tym, że wtedy odpoczynek, działanie, relacje, a nawet zwykła codzienność zaczynają być przeżywane bardziej przez presję niż przez autentyczne życie.

To, co Pani opisuje czyli napięcie, prokrastynacja, poczucie utknięcia, brak satysfakcji mimo świadomości i prób zmiany często nie wynika z „braku silnej woli”, ale z życia w przewlekłym przeciążeniu psychicznym i bardzo surowej relacji ze sobą.

I myślę, że to ważne, że zaczyna Pani widzieć, że kolejne techniki produktywności prawdopodobnie nie dotykają sedna.

Aldona Kozik

Aldona Kozik

Wygląda to tak, jakbyś bardzo długo żyła w ciągłym napięciu i nauczyła się, że musisz być „wystarczająco dobra”, żeby zasługiwać na spokój, akceptację albo poczucie własnej wartości. Dlatego tak bardzo boisz się błędów i oceniania. Nawet jeśli rozumiesz logicznie, że nikt nie jest idealny, to emocjonalnie dalej czujesz, jakby każdy błąd coś mówił o tobie jako osobie.

Przez to, zamiast działać swobodnie, często się blokujesz. Nie dlatego, że ci nie zależy, tylko dlatego, że za każdym działaniem stoi lęk: „a co jeśli mi nie wyjdzie?”, „a co jeśli zawiodę?”, „a co jeśli okaże się, że jednak jestem niewystarczająca?”. I wtedy mózg wybiera unikanie, bo ono na chwilę zmniejsza stres. Problem w tym, że później wraca poczucie winy, frustracja i myśl, że znowu tracisz czas.

Mam też wrażenie, że jesteś dla siebie bardzo surowa. Nie widzisz wysiłku, tylko to, czego jeszcze nie zrobiłaś albo co zrobiłaś źle. Ciągle próbujesz siebie naprawić, kontrolować albo zmienić, jakby obecna wersja ciebie nie zasługiwała na zrozumienie czy spokój. A człowiek, który cały czas żyje pod presją własnej głowy, w końcu robi się zmęczony, wycofany i zagubiony. Bądź dla siebie bardziej łagodna.

Pozdrawiam, Kozik Aldona

Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Dzień dobry

 

  To, co Pani opisuje, nie brzmi jak „zwykły perfekcjonizm”. To wygląda raczej na cały mechanizm obronny, który kiedyś miał chronić a teraz blokuje. I to ważna różnica, bo oznacza, że problem nie polega na tym, że „robi Pani coś źle”, tylko że Pani system wewnętrzny działa według starych zasad, które już nie służą.

Najpierw jedna rzecz wprost: nie wyjdziesz z tego siłą woli ani kolejną listą „technik”. Skoro już próbowała Pani i „nie trafia do sedna”, to znaczy, że sedno leży głębiej ,  w tym, jak postrzegasz siebie i zagrożenie.

Z  Pani opisu składa się bardzo spójny obraz:

Perfekcjonizm = sposób na uniknięcie bólu (oceny, odrzucenia, porażki).

Prokrastynacja = sposób na uniknięcie ryzyka (bo jak nie zaczniesz, nie możesz „zawieść”).

Brak satysfakcji = bo Twoje standardy są nierealne, więc nigdy nie „dojeżdżasz”.

Brak zaufania do siebie = bo kiedyś coś (trauma, sytuacje, ludzie) podważyło Twoje poczucie bezpieczeństwa.

To nie jest lenistwo. To jest unikanie zagrożenia.

Tylko że Twoje ciało i psychika traktują rzeczy typu:

zrobienie czegoś niedoskonale, pokazanie się, podjęcie decyzji  jakby to było realne niebezpieczeństwo.

Dlatego czujesz paraliż zamiast motywacji.

Pani problem nie jest poznawczy 

tylko emocjonalno–nawykowy   czyli głowa mówi „to ma sens”, a układ nerwowy mówi „nie, to niebezpieczne”.

I układ nerwowy wygrywa.

Co może być tym „jeszcze”, czego się boisz

Oprócz porażki często pod spodem siedzą rzeczy typu:

„jeśli spróbuję i mi wyjdzie, będą ode mnie więcej oczekiwać”

„jeśli pokażę się naprawdę, ktoś mnie oceni lub odrzuci”

„jeśli zawiodę, to potwierdzi, że jestem niewystarczająca”

„jeśli odpuszczę kontrolę, wszystko się rozsypie”

Czasem też: strach przed poczuciem wstydu, a nie samą porażką.

Co możesz zrobić — ale realnie, nie „książkowo”

Nie dam Ci listy 20 nawyków. Dam Ci kilka rzeczy, które trafiają w rdzeń.

1. Przestań próbować „naprawić się”, zacznij rozumieć swój mechanizm

Za każdym razem, gdy odkłada Pani coś albo się blokuje, zamiast  „znowu zawaliłam” należy spróbować„ czego ja teraz unikam?”

To jedno pytanie często rozbraja cały schemat.

Zobacz podobne

Jestem bardzo wrażliwa, naiwna, łatwo mnie wykorzystać, ale też trzeba wiedzieć jak.
Jestem bardzo wrażliwa, naiwna, łatwo mnie wykorzystać, ale też trzeba wiedzieć jak. Bardzo dużo osób w tym moi najbliżsi, skrzywdzili mnie (szantaż emocjonalny,..., czy molestowanie (przez konkretną osobę)). To wszystko głównie działo się podczas pandemii. Pogorszyły mi się oceny, samopoczucie i ogl z takiej energicznej, optymistycznej, kreatywnej dziewczyny zmieniło się na takie pudełko bez dna. Nie wiem, jak inaczej to określić - bardzo często mylę rzeczywistość ze snem/moimi myślami/fikcyjnym światem, mam wrażenie często, że to, co się w danej chwili dzieje to nie jest prawdziwe, albo że czas inaczej płynie (zbyt wolno jak wejdę w taki jakiś stan, a kiedy z niego wyjdę, to mam wrażenie, że za szybko). Nieustanne poczucie pustki, nic dosłownie nic nie czuję. Często mam wrażenie, jakbym się zaczynała dusić (mam problem z oddychaniem czy przełykaniem, z niewiadomego powodu), albo jakby mnie coś przygniotło (czuję się strasznie ciężka), praktycznie cały czas mam wrażenie jakbym była na jakiś prochach (kręci mi się w głowie, jestem zmęczona nie zależnie jak długo lub krótko śpię, mdłości, bóle głowy, wszystko potrafi mi wirować przed oczami albo się po prostu rusza (odsuwa/przysuwa, zmniejsza/zwiększa)). Boli mnie bardzo często brzuch (ciśnie). Około 3 lata temu znienawidziłam siebie - wygląd, charakter, no wszystko. Cały czas zazdrościłam moim rówieśnikom dosłownie wszystkiego. Znienawidziłam się na tyle, że przyśniło mi się, jak umieram w bardzo bolesny i dość długi sposób (jakbym czuła, że właśnie na to jedynie zasługuje) i od tamtego czasu zasłaniam się (nie świadomie/automatycznie) lepszą wersją siebie, która nie istnieje i nie zaistnieje (mam całkowicie inny charakter, budowę ciała, głos, WSZYSTKO). Często też wyobrażam sobie śmierć, albo cierpienie moich bliskich (tak jakbym im tego życzyła, a ja często nie robię tego świadomie, po prostu myśli same mi się nasuwają) lub swoją. Nie potrafię się skupić i mam problemy z pamięcią (wszystko pamiętam jak przez mgłę), nie potrafię powiedzieć, co robiłam wczoraj, nawet godzinę temu (muszę się intensywnie zastanowić/skupić, żeby sobie przypomnieć, albo wszystko poukładać ). Nie lubię, jak ktoś zadaję mi dużo pytań, bo nie umiem się wysłowić/opisać, albo określić, o czym myślę. Gadam do siebie często (bardziej do głosu w swojej głowie, albo ludzi, których obok mnie nie ma, ale istnieją i nie mówię jedynie o wymyślaniu scenariuszy). Często mam wrażenie, że jestem obserwowana, nie czuję się bezpiecznie, codziennie mam takie mini ataki paniki - duszności, przyśpieszone tętno, potliwość, wspomniane wcześniej mdłości i zawroty głowy, drżenie (nie widać tego, ale ja czuję, jak się trzęsę w środku, czasem tak bardzo, że ciężko mi coś utrzymać w rękach), nie czuję się zrozumiana i mam wrażenie, że wszyscy są negatywnie do mnie nastawieni. W grudniu zaczęłam się se!f h@rmow@ć, przestałam, jak mama zobaczyła i minęły prawie dwa miesiące. Znalazłam parę godzin temu ostrze od temperówki, którym sobie robiłam krzywdę i nagle nabrałam giga ochoty znowu to zrobić, poddałam się pokusie i zrobiłam sobie trzy kreski, poczułam dziwną satysfakcję (nie jestem masochistką, bo nie przepadam za uczuciem bólu). Ja od zawsze tłumie w sobie emocję - złość, smutek, itd. ale zawsze trzymałam to w sobie, jak przestałam czuć cokolwiek to zaczęłam być bardziej obojętna, ale jednak bywały sytuację wywołujące u mnie stres, niepokój, itd. i choć nie okazywałam tego, albo nie czułam jakoś specjalnie, to jednak czułam, że to we mnie siedzi (czułam ciężar przygniatający mnie psychicznie). Nie płacze, często czuję, że potrzebuję, ale nie potrafię, jak mi się chcę płakać to albo zbiera mi się Jedynie do powieki, albo zaczynam się śmiać. Jakiś czas temu powróciły moje tiki nerwowe z czasów przedszkolnych/klas 1-3, albo po prostu jakieś moje takie dziwne zachowania (np. muszę przejść obok konkretnej strony słupa, albo muszę stać w odpowiedniej odległości czy z odpowiedniej strony kogoś, bo inaczej robię się nerwowa i czuję się zagrożona). Jestem wrażliwa na hałas (nie lubię, jak ktoś bardzo głośno mówi, bo mnie zaczynają boleć uszy i robi mi się słabo). Nie wiem, co jeszcze dopisać, to są takie najważniejsze rzeczy. Przepraszam za tak długi opis, nie chciałam opuścić czegoś ważnego.
Nie mogę poradzić sobie po zerwaniu związku przez faceta
Jestem po zerwaniu, facet zostawil mnie po 5 latach, powiedzial ze mnie nie kocha i nie chce miec ze mna kontaktu. Codziennie budze sie z lękiem i nie daje sobie rady psychicznie, ból i tesknota jest nie do opisania, wolałabym juz nie zyc. Wiem że potrzebuje pomocy lekarza ale co poza tym moge zrobic by nie miec nadziei ze wroci, ze jednak kocha i nie chciec do niego pisac.
Polecenia książek dot. zaburzeń lękowych.
Dzień dobry, czy poleca ktoś z państwa jakieś książki o zaburzeniach lękowych? Oprócz psychoterapii chciałabym też zaczerpnąć informacje z jakiejś książki/ebooka i chętnie dowiem się co poleca ktoś, kto zna się na tym lepiej niż ja. :)
Jestem od roku osobą bezrobotną, wcześniej miałam rentę socjalną.
Jestem od roku osobą bezrobotną, wcześniej miałam rentę socjalną. Teraz szukam pracy, a przyznam szczerze, to we mnie wywołuje lęk. Po pierwsze mieszkam na wsi i nie mam czym dojeżdżać do miast. Po drugie nie wiem, czy sobie poradzę, jak już znajdę pracę. Moje życie to teraz same problemy i zmartwienia. Mam dość, chciałabym zniknąć z tego świata. Nie wiem, co u mnie wywołuje te lęki?
Jestem od zawsze przebodźcowana, zmęczona, występuje dysocjacja. Proszę o pomoc.
Witam, mam 30 lat, i czuję się nierealnie w moim ciele, jakbym nie mogła uwierzyć, że ja to ja ,i to takie mam ciało, (mam obrzydzenie) ale nikt o tym nie wie. Gdy patrzę w lustro nie poznaję siebie czasami i przyglądam się, robię sobie zdjęcia lub oglądam zdjęcia, aby uwierzyć, że ja tak wyglądam. Na pozór dobrze wyglądam, jak człowiek, ale nie mogę tego zaakceptować, denerwują mnie lustra i nagość. Dotyk, światło, dźwięki, wszystko mnie dobija. Chce mi się wtedy od przeładowania bodźcami krzyczeć i płakać. Muszę chodzić z zatyczkami w uszach na zewnątrz, bo w domu powiedzmy że kontroluję środowisko i dźwięki w miarę. Ubrania mi są niewygodne.. W ogóle dużo rzeczy zdaje się nie być logiczne. Chce mi się płakać, jak mam np. użyć coś a to nie działa, jak producent mówi i trzeba kombinować.. Nie wiem, co mi już jest. Tak mam od urodzenia, nie mogę przebywać z ludźmi długo, jestem tym zmęczona. Ogólnie nie mam znajomych, nie umiem trzymać relacji, nie chcę ich też, izoluję się. Myśli samobójcze się zdarzają, ale bym chciała żyć, tylko nie tak. Jestem zmęczona, wiecznymi bodźcami zwłaszcza, jestem tak przytłoczona momentami, że mogę tylko leżeć i spać Co robić?
komunikacja

Umiejętności komunikacyjne – klucz do skutecznej komunikacji

Skuteczna komunikacja to klucz do sukcesu w życiu osobistym i zawodowym. W tym artykule przyjrzymy się bliżej temu, czym są umiejętności komunikacyjne, jaką rolę odgrywają w naszym życiu i jak możemy je rozwijać.