
- Strona główna
- Forum
- traumy, zaburzenia lękowe, zaburzenia nastroju
- Jak przezwyciężyć...
Jak przezwyciężyć perfekcjonizm i związany z nim stres?
Az
Bożena Nagórska
Szanowna Pani,
Pani problem nie wynika z braku dyscypliny, lecz z głębokiego lęku przed konfrontacją z własnym człowieczeństwem, który Pani system obronny zamienił w paraliżujący perfekcjonizm. To, co nazywa Pani prokrastynacją, jest w rzeczywistości formą ochrony przed oceną, ponieważ w Pani przekonaniu tylko ideał daje prawo do akceptacji, a każdy błąd urasta do rangi egzystencjalnej klęski. Chroniczne napięcie i bóle głowy to jasny sygnał od ciała, że próba kontrolowania nieuchronnej niedoskonałości życia wyczerpała Pani zasoby. Proszę rozważyć, że sednem nie jest znalezienie kolejnej techniki efektywności, lecz praca nad fundamentem poczucia własnej wartości, który został naruszony przez wspomnianą traumę, oraz dopuszczenie do siebie myśli, że ma Pani prawo istnieć i cieszyć się życiem bez konieczności nieustannego udowadniania swojej przydatności. Samodzielne wyjście z tak silnej pętli autokary bywa niemal niemożliwe, dlatego najdojrzalszym krokiem będzie podjęcie psychoterapii, która pomoże Pani oddzielić Pani tożsamość od Pani osiągnięć.
Powodzenia
Bożena Nagórska
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Martyna Kaleta
Dzień dobry,
czytam to i mam takie poczucie, że jest Pani bardzo zmęczona byciem cały czas „w napięciu” wobec samej siebie. Jakby cokolwiek Pani zrobi, to i tak pojawiał się ktoś w środku, kto mówi, że to za mało, źle, niewystarczająco.
I jednocześnie w tym wszystkim jest dużo lęku przed ruchem. Jakby z jednej strony była potrzeba zmiany, działania, życia bardziej „po swojemu”, a z drugiej coś bardzo mocno zatrzymywało. Perfekcjonizm często właśnie tak działa - nie tylko popycha do robienia więcej, ale czasem kompletnie unieruchamia, bo wszystko wydaje się zbyt ryzykowne, zbyt ważne albo „jeszcze nie dość dobre”.
Mam też wrażenie, że jest w Pani dużo smutku wokół tego „straconego czasu”. Jakby jakaś część Pani patrzyła na siebie z boku i mówiła: „znowu uciekło mi życie”. To bardzo bolesne miejsce.
W psychologii procesu powiedzielibyśmy może, że obok tej części, która chce iść do przodu, jest też druga - bardzo przestraszona, nieufna, próbująca chronić Panią przed czymś trudnym. I może dlatego samo „zmuszanie się” czy kolejne strategie niewiele zmieniają, bo one omijają to, co jest pod spodem.
Może więc to nie jest pytanie „jak się naprawić”, tylko raczej „co we mnie tak bardzo boi się żyć po swojemu”. I czego dokładnie trzeba było się nauczyć, żeby być wobec siebie aż tak surową.
To nie brzmi jak lenistwo czy brak charakteru. Bardziej jak życie w bardzo dużym wewnętrznym napięciu przez długi czas.
pozdrawiam serdecznie,
Martyna Kaleta


