Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Jak radzić sobie z diagnozą anoreksji i towarzyszącymi myślami natrętnymi?

Dzień dobry wszystkim! Przechodzę swego rodzaju kryzys i potrzebuję, aby ktoś pomógł mi wyciszyć moje własne myśli, które były zawsze natrętne, lecz ostatnio przybierają na sile. Została mi ostatnio zdiagnozowana anoreksja i bardzo trudno jest mi tę diagnozę zaakceptować, nie do końca w nią wierzę. Nie dlatego, że nie ufam swojej psychiatrze, prowadzi mnie od trzech lat i wyciągnęła z niejednego dołu. Rzecz w tym, że za każdym razem, gdy w przestrzeni publicznej podnosi się temat zaburzeń odżywiania pokazywane są przypadki osób, które były tak bardzo zanurzone w chorobie, że były wygłodzone, potrzebowały sondy, pomocy logopedy lub fizjoterapeuty, ponieważ były tak wyniszczone chorobą, że musiały się od nowa nauczyć mówić, chodzić. Nie zrozumcie mnie źle, to jest potrzebne i dobrze, że jest to omawiane, ale ponieważ jest to główny sposób pokazywania problemu, dodatkowo wzmacniany przez kryteria DSM chociażby, ja w głowie cały czas miałam i nadal mam "Nie jesteś w tak złym stanie, więc wszystko jest dobrze, nie masz problemu". Gdy dostałam diagnozę anoreksji, byłam w szoku. Jak mogę być niedożywiona skoro moje BMI jest w normie? Po co mi dietetyk? Po co mi refeeding skoro nie jestem wychudzona? Czuję się jakbym dawała wszystkim tym prawdziwie chorym w twarz, mówiąc, że też choruję. Część mnie widzi problem (np. wtedy, gdy orientuję się jak bardzo boję się jedzenia i przybrania na wadze, jak cały czas liczę kalorie i wszystko skrupulatnie ważę, jak bardzo wycofuję się z życia, by nie zakłócać swojej rutyny, jak bardzo wpływa na moje emocje i postępowanie każda najdrobniejsza zmiana na wadze, gdy słyszę, że jestem blada, gdy jestem tak osłabiona i serce tak zwalnia, że nie mam siły chodzić, myśleć), udało mi się na tyle wygłuszyć ten głos z tyłu głowy, by powiedzieć terapeucie o tej diagnozie i o tym co się ze mną dzieje obecnie, o swoich emocjach, ale i tak czuję się jak oszust i dręczy mnie poczucie winy po każdej sesji, która tę kwestię porusza, nawet mimo tego, że terapeuta sama wprost powiedziała, że problem jest i waga nie ma tu nic do rzeczy. Rozumiem, że to głos choroby, która broni się przed leczeniem, ale ten głos jest bardzo przekonujący, zwłaszcza przy tych wszystkich wywiadach i materiałach, nie tylko na internecie, które mój mózg postrzega jako dowód tego, co słyszę w głowie. Nie pomaga też to, że chyba mam zaburzoną percepcję swojego ciała. Inni mówią mi, że jestem za chuda, że widać mi wszystkie kości, ale ja tego nie widzę. Widzę za to miejsca, w których gromadzi się tłuszcz. Kolejną sesję mam za jakiś czas, na pewno omówię te natrętne myśli z terapeutą, ale jak mogę radzić sobie z tym teraz, gdy jestem sama? Jak zwalczać tę chęć, by się wycofać z tego tematu i skupić na głównym problemie, który mnie do terapeuty zaprowadził? Jak radzić sobie z tymi wszystkimi emocjami i uczuciami tu i teraz? Z góry dziękuję za wszystkie wskazówki i życzę miłego dnia!
Adam Bogdański

Adam Bogdański

Dzień dobry,

dziękuje, że się pani podzieliła swoją historią. To, co pani opisuje pokazuje  rozdarcie między częścią, która widzi trudność i cierpienie, a częścią, która podważa diagnozę i mówi „to jeszcze nie jest problem”. Ten wewnętrzny głos może być bardzo przekonujący i jednocześnie podtrzymywać chorobę, odbierając pani prawo do uznania własnego bólu. Widzę, jak wiele wysiłku kosztuje panią funkcjonowanie, lęk przed jedzeniem, kontrola, wycofywanie się z życia, osłabienie. Są to realne doświadczenia, niezależnie od wagi czy porównań z innymi. Poczucie bycia „oszustką” często pojawia się właśnie wtedy, gdy zaczyna się zbliżać do trudnej prawdy o sobie. Pani sytuacja jest skomplikowana, pokazuje, że doświadczyła pani bardzo trudnych sytuacji w swoim życiu oraz, że stara się pani sobie pomóc.

To, że mówi pani o tym w terapii, jest bardzo ważnym krokiem, z pewnością niełatwym. Ważnym jest również, aby ufać terapeucie równolegle być pod kontrolą zaufanego lekarza psychiatry.

Wszystkiego dobrego,
Adam Bogdański CPiP Nowy Świat

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Dzień dobry

 

Rozumiem, jak trudne musi być dla Pani zmaganie się z natrętnymi myślami i wątpliwościami co do diagnozy anoreksji, zwłaszcza przy profesjonalnym doświadczeniu w psychologii i ma się wiedzę, która wybiega ponad standardową. Te głosy w głowie, wzmacniane mediami i kryteriami DSM, są typowe dla mechanizmów obronnych zaburzenia, ale istnieją  sposoby, by je złagodzić tu i teraz, zanim dojdzie do spotkania ze specjalistą.

Proszę nazwać myśl jako natrętną i powiedzieć sobie w myślach „To tylko myśl, nie fakt” i to pomaga zdystansować się i zmniejszyć jej siłę. Jednocześnie należy unikać tłumienia, bo to nasila problem, a zamiast tego zaakceptowanie jej obecności i zgodę na jej zniknięcie, jak chmurze na niebie. Warto praktykować technikę oddechową 4-7-8: wdech 4 s, wstrzymaj 7 s, wydech 8 s. Powtarzamy 4 razy, by szybko uspokoić umysł.

 Anoreksja wbrew mitom nie wymaga ekstremalnego wychudzenia czy niskiego BMI a sama diagnoza opiera się na lęku przed przybraniem, restrykcjach i wpływie na życie, nawet przy wadze w normie. Pani opis pasuje do kryteriów. Poczucie winy to „głos choroby” i  proszę sobie przypomnieć sobie słowa terapeutki i notować dowody za diagnozą  w dzienniku. Osobiście polecam terapię w nurcie CBT ze względu na zmianę przekonań. 

 

 

 

Karolina Rzeszowska-Świgut

Karolina Rzeszowska-Świgut

Dzień dobry,

Dziękuję za to, że znalazła się odwaga, by napisać to wszystko tak szczerze i tak szczegółowo, bo to wymaga naprawdę wiele siły.  

To, co Pani opisuje, czyli przekonanie, że "nie jest wystarczająco chora", jest jednym z najbardziej charakterystycznych i najbardziej bolesnych objawów anoreksji. To nie jest słabość ani wymówka, to część samej choroby, która skutecznie broni się przed leczeniem właśnie w ten sposób. Psychiatra i terapeuta mają rację, waga naprawdę nie jest jedynym kryterium, a strach przed jedzeniem, liczenie kalorii, wycofanie z życia, spowolnienie pracy serca i wyniszczenie organizmu to poważne sygnały, które Pani sama dostrzega.  

Nie odbiera Pani niczego osobom "bardziej chorym". Choroba nie jest konkursem.  

Na teraz, gdy jest się samej, można spróbować kilku rzeczy:  

-Kiedy natrętny głos mówi "nie jesteś wystarczająco chora", warto go zauważyć i nazwać głośno lub w myślach: "To mówi choroba, nie ja."Nie trzeba z nim walczyć ani go przekonywać, wystarczy go nie słuchać.  

-Kiedy emocje stają się bardzo silne, pomocne może być skupienie się na jednej prostej, fizycznej czynności: ciepła herbata, koc, muzyka. Coś, co jest tu i teraz, w bezpiecznej przestrzeni.  

-Kiedy pojawia się poczucie winy po sesji, warto przypomnieć sobie, że to poczucie winy to też objaw choroby, a nie dowód na to, że coś jest z Panią nie tak.  

Do kolejnej sesji nie trzeba rozwiązać wszystkiego. Wystarczy przetrwać ten czas i wrócić. Terapeuta już wie o problemie i jest po Pani stronie.

 

Z poważaniem Karolina Rzeszowska-Świgut 

Psycholog psychotraumatolog 

Daria Składanowska

Daria Składanowska

Dzień dobry,


to, co opisujesz, jest bardzo ważne i widać, jak dużo Cię to kosztuje. 

 

Twoje objawy, myśli i to, jak bardzo wpływa to na Twoje życie, są wystarczającym powodem, by traktować to poważnie . Nie musisz być „w najgorszym stanie”, żeby zasługiwać na pomoc.

 

To bardzo dobrze, że jesteś w terapii -- to ogromny krok. Jeśli będzie Ci bardzo trudno między sesjami, warto też sięgnąć po dodatkowe wsparcie (np. telefon zaufania- 116 123 lub kontakt z osobą bliską).

 

Życzę wszystkiego dobrego. 

Składanowska Daria 

Jagoda Turowska

Jagoda Turowska

Dzień dobry, to co opisujesz naprawdę ma sens i jest bardzo częste przy zaburzeniach odżywiania, nawet jeśli w głowie pojawia się przekonanie że „to nie aż tak poważne”. Choroba bardzo często podsuwa właśnie takie myśli, które podważają problem i sprawiają że trudno przyjąć pomoc. To że nie wyglądasz jak osoby pokazywane w mediach wcale nie znaczy że wszystko jest w porządku, bo w tych trudnościach nie chodzi tylko o wagę, ale o to jak bardzo jedzenie, kontrola i lęk wpływają na Twoje życie i samopoczucie.

To co piszesz o liczeniu kalorii, strachu przed jedzeniem, podporządkowywaniu dnia pod schematy i wycofywaniu się z życia to są realne sygnały że coś jest nie tak. To poczucie że jesteś „oszustką” też jest bardzo typowe i nie oznacza że nim jesteś, tylko raczej że choroba próbuje się utrzymać. Możesz spróbować nazywać te myśli trochę z dystansu, na przykład „to jest myśl, a nie fakt”, bo nawet jeśli brzmią przekonująco, nie musisz im w pełni wierzyć ani za nimi iść.

Kiedy robi się trudno, pomocne bywa skupienie się na chwili obecnej, na tym co widzisz, słyszysz, czujesz, żeby trochę wyciszyć natłok w głowie. Warto też myśleć o małych krokach zamiast o pokonaniu wszystkiego naraz, na przykład nie rezygnować z jedzenia mimo lęku. I spróbować podejść do siebie z taką samą łagodnością, jaką dałabyś komuś bliskiemu w podobnej sytuacji, bo to że inni mają inaczej nie odbiera Tobie prawa do wsparcia.

To że powiedziałaś o tym terapeucie mimo oporu naprawdę ma znaczenie i jest krokiem w dobrą stronę, nawet jeśli teraz tego tak nie czujesz. Jeśli chcesz, możesz napisać kiedy te myśli są najsilniejsze, wtedy łatwiej będzie poszukać konkretnych sposobów na te momenty.

Dawid Staszczyk

Dawid Staszczyk

Szanowna Pani,

 

opisane przez Panią doświadczenia są spójne z obrazem zaburzeń odżywiania i warto to wyraźnie podkreślić: trudność w uznaniu diagnozy, poczucie „nie bycia wystarczająco chorą” oraz porównywanie się do bardziej skrajnych przypadków nie świadczą o braku problemu, lecz stanowią jeden z mechanizmów podtrzymujących zaburzenie. W anoreksji bardzo często obserwuje się wewnętrzny głos, który podważa zasadność leczenia i przekonuje, że „to jeszcze nie ten moment”, „inni mają gorzej”, „u mnie to nie jest poważne”. Ten głos bywa niezwykle przekonujący, ponieważ odwołuje się do realnych obrazów funkcjonujących w przestrzeni publicznej, gdzie rzeczywiście najczęściej pokazywane są najbardziej skrajne przypadki. Jednocześnie jednak takie porównania zniekształcają obraz choroby – anoreksja nie jest definiowana wyłącznie przez skrajnie niską masę ciała. Może przebiegać przy prawidłowym BMI, a o jej obecności decydują przede wszystkim mechanizmy psychiczne i behawioralne, które Pani bardzo precyzyjnie opisuje: nasilony lęk przed przybraniem na wadze, kontrolowanie jedzenia, wycofywanie się z życia, podporządkowanie funkcjonowania rutynom związanym z jedzeniem oraz silne uzależnienie samopoczucia od wagi. Poczucie, że „odbiera Pani miejsce osobom naprawdę chorym”, również wpisuje się w ten sam mechanizm. To nie jest adekwatna ocena sytuacji, lecz forma zaprzeczania i umniejszania własnego cierpienia. W praktyce terapeutycznej traktujemy to jako jeden z sygnałów nasilenia problemu, a nie jego braku. Warto zauważyć, że równolegle w Pani opisie obecna jest druga część – ta, która widzi problem, zauważa osłabienie organizmu, lęk, ograniczenia w funkcjonowaniu. To właśnie ta część jest bliżej rzeczywistości i stanowi ważny punkt oparcia w procesie leczenia. Jeśli chodzi o to, jak radzić sobie z tymi myślami w momentach, gdy jest Pani sama, pomocne bywa nie tyle „zwalczanie” ich, ile zmiana sposobu odnoszenia się do nich. Warto próbować traktować te myśli jako objaw, a nie fakt. Można to sobie nazywać wprost: „to jest głos choroby”, „to jest mechanizm anoreksji, który próbuje mnie zatrzymać”. Taka operacjonalizacja pozwala wprowadzić dystans i nie wchodzić automatycznie w dialog z tymi treściami. Próba udowodnienia sobie, że „jednak jestem chora” często kończy się nasileniem wątpliwości, ponieważ mechanizm ten działa na zasadzie błędnego koła.

Pomocne może być także krótkie „zakotwiczenie” w faktach dotyczących funkcjonowania, zamiast w porównaniach do innych osób. Fakty w Pani przypadku to między innymi: odczuwany silny lęk przed jedzeniem i przybraniem na wadze, ciągłe liczenie kalorii, ograniczanie życia społecznego, odczuwane osłabienie fizyczne i objawy ze strony organizmu. To są konkretne wskaźniki problemu, niezależne od tego, jak wyglądają inni ludzie.

W momentach dużego napięcia warto również skupić się na regulacji emocji, a nie na rozstrzyganiu, „czy naprawdę jest Pani chora”. Pomocne bywają proste interwencje: świadome spowolnienie oddechu, skupienie uwagi na bodźcach zewnętrznych (np. opisanie w myślach pięciu rzeczy, które Pani widzi, czterech, które Pani słyszy), czy krótkie odroczenie działania pod wpływem impulsu („wrócę do tej decyzji za 20 minut”). Takie działania nie rozwiązują problemu, ale pozwalają przetrwać moment największego nasilenia napięcia bez pogłębiania wzorca unikania. To, że mimo wątpliwości mówi Pani o tym terapeucie i wraca do tego tematu, jest bardzo istotne i świadczy o zachowanej zdolności do refleksji oraz gotowości do pracy. W anoreksji nie chodzi o to, by „poczuć się wystarczająco chorą”, żeby zasłużyć na leczenie. Wystarczającym powodem jest to, że jedzenie, ciało i waga zaczynają organizować życie w sposób, który ogranicza Pani funkcjonowanie i powoduje cierpienie. I to w Pani opisie jest wyraźnie obecne. Na koniec warto dodać jedną rzecz, która bywa dla wielu osób ważna: fakt, że pojawia się w Pani wątpliwość, refleksja i zdolność do zauważenia problemu, jest dobrym prognostykiem. To oznacza, że choroba nie przejęła pełnej kontroli nad sposobem myślenia i że istnieje w Pani przestrzeń na zmianę. Proces zdrowienia w zaburzeniach odżywiania często zaczyna się właśnie w takim miejscu – nie od pewności, lecz od ambiwalencji. I to w zupełności wystarcza, żeby zacząć realną pracę nad odzyskiwaniem wpływu na własne życie.

 

Z wyrazami szacunku

Dawid Staszczyk

kryzys

Czy doświadczasz kryzysu psychicznego?

Zobacz podobne

Jak pokonać lęk przed przytyciem?

Czuję, że strach przed przytyciem zaczyna codziennie mnie zamęczać. Każdego dnia boję się dodatkowych kilogramów, a jedzenie, które kiedyś było przyjemnością, teraz tylko mnie stresuje. Zaczynam unikać niektórych produktów, bo wydają mi się „złe” albo „groźne”, i zauważyłam, że coraz bardziej krytycznie patrzę na swoje ciało. Nie ma szans, żebym zjadła cokolwiek z McDonalda czy nawet kostkę czekolady. Jem tylko warzywa, czasem lekkie mięso, już mam tego dość.

Naprawdę chciałabym odbudować zdrową relację z jedzeniem i nauczyć się akceptować siebie. Tylko nie wiem, od czego zacząć.

Jak zrozumieć osobę z zaburzeniami odżywiania i jak jej pomóc?
Jak pozbyć się tego wszystkiego? Cierpię na zaburzenia odżywiania od kilku lat, już od dziecka mi się rozwijało przez moją matkę. Kiedy mam pik ed wyrzyguję z siebie posiłki, dlatego przyzwyczaiłam się jeść szybko, żeby umieścić się w 30 min. Nie jem wtedy "niezdrowego" jedzenia, co znaczy, że jak już coś jem co ma być zdrowe, to jest to jabłko, pół obiadu bądź jajecznica bez oleju. Także ćwiczę pilates 4 godziny dziennie, nawet w wigilię. Potrzebuję motywacji, którą jest skrajna nienawiść do siebie i obrzydzenie moją sylwetką. Mam też dużo innych dziwnych zwyczajów, typu joga twarzy po zjedzeniu tłustego posiłku. Robię to wszystko, żeby poczuć kontrolę. Bez zaburzeń odżywiania jestem nikim. Teraz nie mam piku ed, ale chciałabym powrócić do tego, co było kiedyś, bo wydaje mi się, że byłam wtedy szczęśliwa, a teraz jestem fleją, brudasem, grubasem i nie potrafię trzymać się rutyny. Żyję ze skrajności w skrajność. Chcę odzyskać dyscyplinę, którą miałam wtedy. Taki opis swojego stanu udzieliła mi moja przyjaciółka. Nie wiem co mam robić, lecz jest to nieistotne. Chciałabym tylko ją zrozumieć. Co ona ma w głowie i ogólnie ludzie z ed? Co ja mogę zrobić? Czy jest szansa, że kiedyś się z tego wyleczy? Jest to bardzo męczące, a nie mam z kim się tym podzielić
Bulimia: nie tylko wymioty - jak rozpoznać różne oznaki i granice zaburzenia?
Zawsze myślałem, że bulimia to tylko wymioty. Ale im więcej o tym czytam, tym bardziej rozumiem, że może wyglądać inaczej – przeczyszczanie, nadmierne ćwiczenia, głodówki po napadach jedzenia. Czasami ktoś latami zmaga się z tym problemem, a nikt tego nie zauważa, bo na zewnątrz wygląda „normalnie”. To sprawia, że trudno ją rozpoznać, a jeszcze trudniej przyznać przed sobą, że coś jest nie tak. Czy jeśli nie prowokuję wymiotów, to znaczy, że to nie bulimia? Gdzie przebiega granica?
Wahania nastroju, derealizacja, stany depresyjne - jak sobie pomóc w wieku 17 lat?

Witam, mam problem z kilkoma rzeczami, z wahaniami nastroju, z zaburzeniem rzeczywistości, ze stanami depresyjnymi. 1. Generalnie z zaburzeniami nastroju mam już długo problem, i to jest dosyć częste, czuje się godzinę dobrze a później znów źle i tak w kółko przez cały dzień, rzadko zdarza sie żebym był w stabilnym nastroju przez cały dzień, ale gdy jestem przy swojej dziewczynie to, to jest dosyć rzadsze, do tego mam problemy ze szkolą przez takie coś, nie potrafię się skupić i czuje sie niepewnie przy tych wszystkich ludziach, te wahania są różne i nigdy nie mam jakoś za bardzo możliwości tego kontrolować. Dziwnie mi to powiedzieć, ale często czuje się "nieprawdziwy", takie stany derealizacji mam, jakbym nie istniał i nie dowierzał w to, ze ja potrafię istnieć i ingerować w świat tak samo jak komunikować się z innymi ludźmi, strasznie trudną wiadomością dla mnie jest to ze ja naprawdę istnieje, wręcz to jest niesamowite, a z drugiej strony straszne, ze spośród tych wszystkich ludzi akurat ja jestem sobą, nie za bardzo rozumiem, dlaczego tak mam i trochę mnie to przeraża 

Ze stanami depresyjnymi mam dosyć spory problem, często poddaje się przy czymś albo tracę siły, bo i tak w dalszym rozrachunku myślę sobie ze "to i tak wszystko przeminie" bo ja jestem świadomy, że kiedyś umrę i jaki to ma na końcu sens, jak i tak zniknę? Przecież za kilka lat dużo rzeczy i tak będzie zapomniane tak samo, jak każdy kiedyś umrze, takie myśli bardzo mnie męczą i nie wiem, jak to hamować, często chciałbym po prostu zniknąć, żeby nie musieć się męczyć z tym całym światem i poprostu odpocząć. Z odżywianiem też jest różnie, raz mam ochotę bardzo dużo jeść słodyczy itd, róźnych potraw, które lubię, a w drugi dzien już praktycznie nic nie jem. 

W wakacje w 2024 uczęszczałem do pani psycholog ,ale rozmowa pomagała tylko na 1 maks 2 dni, w dalszym rozrachunku pani wypisała mi opinie w której jest podejrzenie aspergera (bardzo mocno nie rozumiem emocji i intencji innych) i podejrzenie depresji, później po tych sytuacjach zaczęła się znów szkoła i bylem zapisany do pedagoga szkolnego i psychologa, ale to jakoś nie pomaga. Nie wiem za bardzo, w jaką stronę się kierować, a dosyć ciężkie to, mam 17 lat i chodzę do branżówki

14 lat, nienawiść do siebie, samookaleczanie i poczucie bycia grubą – jak sobie pomóc i powiedzieć mamie?
Hej... Mam tylko 14 lat, a już nienawidzę siebie. Mam wrażenie, że jestem gruba, za dużo jem. Dzisiaj drugi raz w życiu się samookaleczyłam. Nie mam siły na nic. Koleżanki w szkole cały czas pytają się czy wszystko dobrze, ale ja cały czas odpowiadam "tak" albo "oczywiście". Boję powiedzieć się o tym mamie, boję się jak zareaguje...
zdrada

Zdrada – przyczyny, skutki i jak sobie z nią radzić?

Zdrada to głębokie naruszenie zaufania w związku, występujące w formie fizycznej lub emocjonalnej. Powoduje trwałe rany psychiczne u obu partnerów. Analizujemy przyczyny zdrad, ich konsekwencje oraz metody odbudowy relacji po takim doświadczeniu.