
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, odżywianie się, psychoterapia
- Jak radzić sobie z...
Jak radzić sobie z diagnozą anoreksji i towarzyszącymi myślami natrętnymi?
Sceptyk
Adam Bogdański
Dzień dobry,
dziękuje, że się pani podzieliła swoją historią. To, co pani opisuje pokazuje rozdarcie między częścią, która widzi trudność i cierpienie, a częścią, która podważa diagnozę i mówi „to jeszcze nie jest problem”. Ten wewnętrzny głos może być bardzo przekonujący i jednocześnie podtrzymywać chorobę, odbierając pani prawo do uznania własnego bólu. Widzę, jak wiele wysiłku kosztuje panią funkcjonowanie, lęk przed jedzeniem, kontrola, wycofywanie się z życia, osłabienie. Są to realne doświadczenia, niezależnie od wagi czy porównań z innymi. Poczucie bycia „oszustką” często pojawia się właśnie wtedy, gdy zaczyna się zbliżać do trudnej prawdy o sobie. Pani sytuacja jest skomplikowana, pokazuje, że doświadczyła pani bardzo trudnych sytuacji w swoim życiu oraz, że stara się pani sobie pomóc.
To, że mówi pani o tym w terapii, jest bardzo ważnym krokiem, z pewnością niełatwym. Ważnym jest również, aby ufać terapeucie równolegle być pod kontrolą zaufanego lekarza psychiatry.
Wszystkiego dobrego,
Adam Bogdański CPiP Nowy Świat
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Piotr Ziomber
Dzień dobry
Rozumiem, jak trudne musi być dla Pani zmaganie się z natrętnymi myślami i wątpliwościami co do diagnozy anoreksji, zwłaszcza przy profesjonalnym doświadczeniu w psychologii i ma się wiedzę, która wybiega ponad standardową. Te głosy w głowie, wzmacniane mediami i kryteriami DSM, są typowe dla mechanizmów obronnych zaburzenia, ale istnieją sposoby, by je złagodzić tu i teraz, zanim dojdzie do spotkania ze specjalistą.
Proszę nazwać myśl jako natrętną i powiedzieć sobie w myślach „To tylko myśl, nie fakt” i to pomaga zdystansować się i zmniejszyć jej siłę. Jednocześnie należy unikać tłumienia, bo to nasila problem, a zamiast tego zaakceptowanie jej obecności i zgodę na jej zniknięcie, jak chmurze na niebie. Warto praktykować technikę oddechową 4-7-8: wdech 4 s, wstrzymaj 7 s, wydech 8 s. Powtarzamy 4 razy, by szybko uspokoić umysł.
Anoreksja wbrew mitom nie wymaga ekstremalnego wychudzenia czy niskiego BMI a sama diagnoza opiera się na lęku przed przybraniem, restrykcjach i wpływie na życie, nawet przy wadze w normie. Pani opis pasuje do kryteriów. Poczucie winy to „głos choroby” i proszę sobie przypomnieć sobie słowa terapeutki i notować dowody za diagnozą w dzienniku. Osobiście polecam terapię w nurcie CBT ze względu na zmianę przekonań.
Karolina Rzeszowska-Świgut
Dzień dobry,
Dziękuję za to, że znalazła się odwaga, by napisać to wszystko tak szczerze i tak szczegółowo, bo to wymaga naprawdę wiele siły.
To, co Pani opisuje, czyli przekonanie, że "nie jest wystarczająco chora", jest jednym z najbardziej charakterystycznych i najbardziej bolesnych objawów anoreksji. To nie jest słabość ani wymówka, to część samej choroby, która skutecznie broni się przed leczeniem właśnie w ten sposób. Psychiatra i terapeuta mają rację, waga naprawdę nie jest jedynym kryterium, a strach przed jedzeniem, liczenie kalorii, wycofanie z życia, spowolnienie pracy serca i wyniszczenie organizmu to poważne sygnały, które Pani sama dostrzega.
Nie odbiera Pani niczego osobom "bardziej chorym". Choroba nie jest konkursem.
Na teraz, gdy jest się samej, można spróbować kilku rzeczy:
-Kiedy natrętny głos mówi "nie jesteś wystarczająco chora", warto go zauważyć i nazwać głośno lub w myślach: "To mówi choroba, nie ja."Nie trzeba z nim walczyć ani go przekonywać, wystarczy go nie słuchać.
-Kiedy emocje stają się bardzo silne, pomocne może być skupienie się na jednej prostej, fizycznej czynności: ciepła herbata, koc, muzyka. Coś, co jest tu i teraz, w bezpiecznej przestrzeni.
-Kiedy pojawia się poczucie winy po sesji, warto przypomnieć sobie, że to poczucie winy to też objaw choroby, a nie dowód na to, że coś jest z Panią nie tak.
Do kolejnej sesji nie trzeba rozwiązać wszystkiego. Wystarczy przetrwać ten czas i wrócić. Terapeuta już wie o problemie i jest po Pani stronie.
Z poważaniem Karolina Rzeszowska-Świgut
Psycholog psychotraumatolog
Daria Składanowska
Dzień dobry,
to, co opisujesz, jest bardzo ważne i widać, jak dużo Cię to kosztuje.
Twoje objawy, myśli i to, jak bardzo wpływa to na Twoje życie, są wystarczającym powodem, by traktować to poważnie . Nie musisz być „w najgorszym stanie”, żeby zasługiwać na pomoc.
To bardzo dobrze, że jesteś w terapii -- to ogromny krok. Jeśli będzie Ci bardzo trudno między sesjami, warto też sięgnąć po dodatkowe wsparcie (np. telefon zaufania- 116 123 lub kontakt z osobą bliską).
Życzę wszystkiego dobrego.
Składanowska Daria
Jagoda Turowska
Dzień dobry, to co opisujesz naprawdę ma sens i jest bardzo częste przy zaburzeniach odżywiania, nawet jeśli w głowie pojawia się przekonanie że „to nie aż tak poważne”. Choroba bardzo często podsuwa właśnie takie myśli, które podważają problem i sprawiają że trudno przyjąć pomoc. To że nie wyglądasz jak osoby pokazywane w mediach wcale nie znaczy że wszystko jest w porządku, bo w tych trudnościach nie chodzi tylko o wagę, ale o to jak bardzo jedzenie, kontrola i lęk wpływają na Twoje życie i samopoczucie.
To co piszesz o liczeniu kalorii, strachu przed jedzeniem, podporządkowywaniu dnia pod schematy i wycofywaniu się z życia to są realne sygnały że coś jest nie tak. To poczucie że jesteś „oszustką” też jest bardzo typowe i nie oznacza że nim jesteś, tylko raczej że choroba próbuje się utrzymać. Możesz spróbować nazywać te myśli trochę z dystansu, na przykład „to jest myśl, a nie fakt”, bo nawet jeśli brzmią przekonująco, nie musisz im w pełni wierzyć ani za nimi iść.
Kiedy robi się trudno, pomocne bywa skupienie się na chwili obecnej, na tym co widzisz, słyszysz, czujesz, żeby trochę wyciszyć natłok w głowie. Warto też myśleć o małych krokach zamiast o pokonaniu wszystkiego naraz, na przykład nie rezygnować z jedzenia mimo lęku. I spróbować podejść do siebie z taką samą łagodnością, jaką dałabyś komuś bliskiemu w podobnej sytuacji, bo to że inni mają inaczej nie odbiera Tobie prawa do wsparcia.
To że powiedziałaś o tym terapeucie mimo oporu naprawdę ma znaczenie i jest krokiem w dobrą stronę, nawet jeśli teraz tego tak nie czujesz. Jeśli chcesz, możesz napisać kiedy te myśli są najsilniejsze, wtedy łatwiej będzie poszukać konkretnych sposobów na te momenty.
Dawid Staszczyk
Szanowna Pani,
opisane przez Panią doświadczenia są spójne z obrazem zaburzeń odżywiania i warto to wyraźnie podkreślić: trudność w uznaniu diagnozy, poczucie „nie bycia wystarczająco chorą” oraz porównywanie się do bardziej skrajnych przypadków nie świadczą o braku problemu, lecz stanowią jeden z mechanizmów podtrzymujących zaburzenie. W anoreksji bardzo często obserwuje się wewnętrzny głos, który podważa zasadność leczenia i przekonuje, że „to jeszcze nie ten moment”, „inni mają gorzej”, „u mnie to nie jest poważne”. Ten głos bywa niezwykle przekonujący, ponieważ odwołuje się do realnych obrazów funkcjonujących w przestrzeni publicznej, gdzie rzeczywiście najczęściej pokazywane są najbardziej skrajne przypadki. Jednocześnie jednak takie porównania zniekształcają obraz choroby – anoreksja nie jest definiowana wyłącznie przez skrajnie niską masę ciała. Może przebiegać przy prawidłowym BMI, a o jej obecności decydują przede wszystkim mechanizmy psychiczne i behawioralne, które Pani bardzo precyzyjnie opisuje: nasilony lęk przed przybraniem na wadze, kontrolowanie jedzenia, wycofywanie się z życia, podporządkowanie funkcjonowania rutynom związanym z jedzeniem oraz silne uzależnienie samopoczucia od wagi. Poczucie, że „odbiera Pani miejsce osobom naprawdę chorym”, również wpisuje się w ten sam mechanizm. To nie jest adekwatna ocena sytuacji, lecz forma zaprzeczania i umniejszania własnego cierpienia. W praktyce terapeutycznej traktujemy to jako jeden z sygnałów nasilenia problemu, a nie jego braku. Warto zauważyć, że równolegle w Pani opisie obecna jest druga część – ta, która widzi problem, zauważa osłabienie organizmu, lęk, ograniczenia w funkcjonowaniu. To właśnie ta część jest bliżej rzeczywistości i stanowi ważny punkt oparcia w procesie leczenia. Jeśli chodzi o to, jak radzić sobie z tymi myślami w momentach, gdy jest Pani sama, pomocne bywa nie tyle „zwalczanie” ich, ile zmiana sposobu odnoszenia się do nich. Warto próbować traktować te myśli jako objaw, a nie fakt. Można to sobie nazywać wprost: „to jest głos choroby”, „to jest mechanizm anoreksji, który próbuje mnie zatrzymać”. Taka operacjonalizacja pozwala wprowadzić dystans i nie wchodzić automatycznie w dialog z tymi treściami. Próba udowodnienia sobie, że „jednak jestem chora” często kończy się nasileniem wątpliwości, ponieważ mechanizm ten działa na zasadzie błędnego koła.
Pomocne może być także krótkie „zakotwiczenie” w faktach dotyczących funkcjonowania, zamiast w porównaniach do innych osób. Fakty w Pani przypadku to między innymi: odczuwany silny lęk przed jedzeniem i przybraniem na wadze, ciągłe liczenie kalorii, ograniczanie życia społecznego, odczuwane osłabienie fizyczne i objawy ze strony organizmu. To są konkretne wskaźniki problemu, niezależne od tego, jak wyglądają inni ludzie.
W momentach dużego napięcia warto również skupić się na regulacji emocji, a nie na rozstrzyganiu, „czy naprawdę jest Pani chora”. Pomocne bywają proste interwencje: świadome spowolnienie oddechu, skupienie uwagi na bodźcach zewnętrznych (np. opisanie w myślach pięciu rzeczy, które Pani widzi, czterech, które Pani słyszy), czy krótkie odroczenie działania pod wpływem impulsu („wrócę do tej decyzji za 20 minut”). Takie działania nie rozwiązują problemu, ale pozwalają przetrwać moment największego nasilenia napięcia bez pogłębiania wzorca unikania. To, że mimo wątpliwości mówi Pani o tym terapeucie i wraca do tego tematu, jest bardzo istotne i świadczy o zachowanej zdolności do refleksji oraz gotowości do pracy. W anoreksji nie chodzi o to, by „poczuć się wystarczająco chorą”, żeby zasłużyć na leczenie. Wystarczającym powodem jest to, że jedzenie, ciało i waga zaczynają organizować życie w sposób, który ogranicza Pani funkcjonowanie i powoduje cierpienie. I to w Pani opisie jest wyraźnie obecne. Na koniec warto dodać jedną rzecz, która bywa dla wielu osób ważna: fakt, że pojawia się w Pani wątpliwość, refleksja i zdolność do zauważenia problemu, jest dobrym prognostykiem. To oznacza, że choroba nie przejęła pełnej kontroli nad sposobem myślenia i że istnieje w Pani przestrzeń na zmianę. Proces zdrowienia w zaburzeniach odżywiania często zaczyna się właśnie w takim miejscu – nie od pewności, lecz od ambiwalencji. I to w zupełności wystarcza, żeby zacząć realną pracę nad odzyskiwaniem wpływu na własne życie.
Z wyrazami szacunku
Dawid Staszczyk

Zobacz podobne
Dzień dobry, od ponad miesiąca mam ciągle mdłości, utratę apetytu i spadek wagi. Zrobiłem badania w kierunku chorób przewodu pokarmowego i tam raczej jest wszystko dobrze. Chciałbym zapytać, czy te objawy mogą być na tle nerwowym i czy wskazana byłaby wizyta u psychiatry w takim wypadku?

