
- Strona główna
- Forum
- LGBTQIA+, rodzicielstwo i rodzina, związki i relacje
- Jak radzić sobie z...
Jak radzić sobie z homofobią w rodzinie i jej wpływem na relacje?
Treść wrażliwaBożena Nagórska
Dzień dobry
Odkrycie, że nastoletni brat potajemnie znosi fizyczną przemoc ze strony rówieśników w Pani obronie, mimo swoich uprzedzeń, to trudne doświadczenie, które w pełni tłumaczy Pani obecne poczucie winy.
Agresja, z którą oboje się mierzycie, jest wyłącznie winą homofobicznych napastników, a nie Pani tożsamości czy miłości – dlatego zamiast brać na siebie odpowiedzialność za ich brutalność, warto docenić poruszający gest brata i podjąć z nim szczerą, dojrzałą rozmowę bez kłótni o światopogląd.
Aby nie dźwigać tego ciężaru samej, kluczowe jest również ostrożne podzielenie się obawami z partnerką, pamiętając, że budowanie bezpiecznych granic i wzajemne wsparcie w relacji są ważniejsze niż próba samotnego chronienia wszystkich wokół kosztem własnego zdrowia psychicznego.
Z pozdrowieniami
Bożena Nagórska
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Jagoda Jek
To, co opisujesz, jest naprawdę trudną sytuacją. Z jednej strony mierzyłaś się z przemocą i odrzuceniem z powodu swojej orientacji, z drugiej dowiadujesz się, że rykoszetem dostaje także Twój młodszy brat. Nic dziwnego, że pojawiło się poczucie winy.
Jednocześnie warto oddzielić dwie rzeczy. To, że Twój brat spotkał się z przemocą, nie oznacza, że to Twoja wina. Odpowiedzialność leży po stronie osób, które go wyzywały czy uderzyły. Ty nie spowodowałaś ich zachowania – tak samo jak nie byłaś winna sytuacjom, gdy ktoś pluł na Ciebie czy Ci groził.
Zatrzymałam się też przy tym, że mimo swoich poglądów brat mówi, że staje w Twojej obronie. To pokazuje, że może przeżywać wewnętrzny konflikt – z jednej strony ma własne przekonania lub wpływ otoczenia, z drugiej jesteś jego siostrą i nie chce, żeby ktoś robił Ci krzywdę. Te dwie rzeczy mogą współistnieć.
Jeśli chodzi o partnerkę, rozumiem Twoją obawę. Być może boisz się, że po usłyszeniu tej historii zacznie unikać okazywania Wam bliskości w miejscach publicznych, żeby Was chronić. Warto jednak zastanowić się, czy nie odbierzesz sobie w ten sposób możliwości otrzymania od niej wsparcia. Nie musicie od razu podejmować decyzji, jak się zachowywać – czasem sama rozmowa o lęku i poczuciu winy przynosi ulgę.
Mam też wrażenie, że w tej historii jest dużo troski o innych, a bardzo mało współczucia dla samej siebie. Ty również zapłaciłaś wysoką cenę za bycie sobą. Nie jesteś odpowiedzialna za cudzą homofobię – ani wobec siebie, ani wobec swojego brata. To sprawcy przemocy powinni ponosić za nią odpowiedzialność, nie osoby, które stały się jej celem.
Jakub Pawłowski
Twoja wypowiedź, pokazuje, jak wiele bólu i bezsilności nosisz od lat. Nic dziwnego, że reakcja brata tak mocno Cię porusza – szczególnie jeśli przez lata to Ty stawałaś w jego obronie, a dziś masz poczucie, że on ponosi konsekwencje sytuacji, która dotyczy Ciebie. Widać też, że Twój brat, mimo swoich przekonań, nadal próbuje Cię chronić. To nie oznacza jednak, że musisz brać odpowiedzialność za jego wybory czy reakcje otoczenia.
Warto pamiętać, że w wieku 14–15 lat poglądy często są bardzo kategoryczne i silnie kształtowane przez grupę rówieśniczą. Nie musi to oznaczać, że takie spojrzenie pozostanie z nim na zawsze.
Najważniejsze wydaje się teraz zadbanie o siebie i odróżnienie tego, na co masz wpływ, od tego, czego zmienić nie możesz. Masz prawo czuć smutek, złość i poczucie winy, ale samo ich odczuwanie nie oznacza, że jesteś odpowiedzialna za to, jak zachowują się inni ludzie. Wsparcie bliskich nie powinno polegać na ponoszeniu za Ciebie konsekwencji cudzej nietolerancji, lecz na byciu obok i budowaniu poczucia bezpieczeństwa.
Piotr Ziomber
Dzień dobry
Przeczytałem, co napisałaś i jest mi przykro, że spotyka Was coś takiego. Nikt nie ma prawa dyktować Wam, jak macie żyć i kogo kochać, gdyż miłość nie ma płci ale jest czymś najpiękniejszym. Homofobia ma często podłoże agresywne z racji tego, że osoba atakująca boi się takich ludzi, a lęk wyzwala agresję. Często osoby te nawet nie chcą zrozumieć i spróbować zaakceptować, że osoby nieheteroseksualne istnieją w przestrzeni tak samo jak oni i mają prawo do szacunku gdyż swoimi uczuciami nikogo nie krzywdzą. Twoje poczucie winy jest naturalne gdyż kiedyś pewnie Ty broniłaś brata, a teraz role się odwróciły. Ty sama możesz być dla brata wsparciem bez wchodzenia w walkę za wszelką cenę, a samo „jestem z tobą” i „nie musisz się narażać” to już dużo.
Jeżeli mówienie partnerce o tym powoduje, że odcina się w miejscach publicznych i „schizuje”, to warto rozmawiać nie o tym, czy ma się bać, tylko czego konkretnie potrzebujesz od niej w takich sytuacjach. Możesz uprzedzić: „Nie oczekuję, że będziesz wchodzić w konfrontację, chcę tylko, żebyś była spokojna, blisko i żebym nie czuła się z tym sama.” To zmniejsza ryzyko, że jej lęk przejmie kontrolę nad waszą relacją. Sytuacja sama w sobie jest w pewnym sensie niebezpieczna gdyż agresja osób trzecich może mieć różne natężenie, szczególnie jeżeli robicie w przestrzeni coś, co może być dla niektórych uznanie za prowokacje jak trzymanie się za ręce lub pocałunki. Pewne zachowania lepiej jest zawsze zostawić dla siebie i nie epatować nimi w przestrzeni publicznej. Pamiętajcie, że jesteście dla siebie wzajemnie siłą i takie doświadczenia także Was kształtują, chociaż teraz pewnie nie patrzycie na to w taki sposób.

Zobacz podobne
Cześć, mam 17 lat i byłam w toksycznej relacji z "koleżanką" (nazwijmy ją Ania) – znamy się od 1 klasy technikum (2022). Mieliśmy dosyć skomplikowaną relację, trochę koleżeńską, a jednak "kręciliśmy". Chciałabym zaznaczyć, że praktycznie nigdy nie rozmawiałyśmy, tylko pisałyśmy, a jesteśmy w jednej klasie. Problem w tym, że przez całą znajomość ona wielokrotnie zostawiała mnie dla innych, przekraczała moje granice, dotykała bez mojej świadomej zgody, biła, drapała do krwi, wymuszała na mnie nagie zdjęcia, czułam się manipulowana. Gdy prosiła mnie o zdjęcie, a ja odmawiałam, stawała się chłodna i pisała coś w stylu: "Tak powinna wyglądać miłość, skoro mnie kochasz", "Kochaś mnie? To dlaczego nie możesz zrobić tego, o co proszę?", "Okej, widzę, że po prostu nie czujesz się komfortowo przy mnie" itp. W tej samej konwersacji potem przepraszała, mówiąc, że pewnie mi przykro przez nią, a gdy ja stawałam się zdystansowana i zraniona, ona znowu zaczynała. Zazwyczaj było tak, że gdy byłam mega miła, ona była wredna, a gdy stawałam się zdystansowana, to ona "udawała" jakąś zranioną, nie wiem dokładnie. Były też sytuacje w szkole, gdzie dotykała mnie po udach i w innych miejscach. Niby nie mówiłam jej, że mam coś przeciwko, ale czułam się źle. Dziś odczuwam obrzydzenie i nawet gdy dotknie mnie moja dziewczyna, przypomina mi się tylko to i czuję jej ręce na sobie i ten wzrok. W klasie, przy wszystkich, biła mnie nagle i śmiała się, drapała mnie po całej twarzy do krwi – do tej pory mam blizny, czułam się jak popychadło. Wcześniej spędziliśmy dużo czasu razem, wszyscy – ja, moja była przyjaciółka i moja dziewczyna – wraz z tą "koleżanką". Wiem, że podobałam się jej od pierwszej klasy. Moja przyjaciółka też była dość toksyczna, np. chwaliła się swoimi ranami, ale w taki sposób, że dawała mi rękę przed twarzą i pokazywała je, a ja nie wiedziałam, co powiedzieć, itp. Ale nie o niej chcę dziś rozmawiać. Razem z tą przyjaciółką nie raz zostawiły mnie dla innych osób. Ta koleżanka, "Ania", zawsze była do mnie niemiła, ale gdy potrzebowała pomocy, pisałam jej długie rozprawki, byle tylko było jej lepiej. Jednak, gdy to robiłam, pisała nagle o jakimś jej znajomym za każdym razem, albo mówiła, że ona wie, jak to jest, bo to przeżyła tyle razy, gdy mówiłam jej, jak się czuję. Ja sama przyznaję, że popełniłam masę błędów, do których się przyznaję – wiem, że byłam okropna, sama robiłam złe i niewybaczalne rzeczy, ale sama nie wiem, czy to przez to, jak mnie traktowała, czy co. Nie chcę się tłumaczyć, bo i tak nie ma to znaczenia. Staram się ograniczać z nią kontakt. Od początku 3 klasy (września) stałam się dość wredna, niemiła i zlękniona, bo wtedy też zostawiła mnie moja przyjaciółka. Od 30 kwietnia ją zablokowałam, jednak wczoraj pisała do mojej dziewczyny, że mam oddać jej jakieś 150 zł. Napisałam do niej, że nie jestem zadowolona, bo odkąd z nią nie piszę, czuję się spokojniej. Ciągle piszemy, kłócąc się, gdy mówię, co mi zrobiła (np. o tym dotykaniu), wypiera się, że niby się zgadzałam, i że nigdy by tego nie zrobiła, bo ona wie, jak to jest. Ciągle zrzuca winę na mnie, ciągle mówi, że ja jestem najgorsza. Czasem już wątpię w to, co wierzę – czy ja sobie to wymyślam? Nie wiem. Czuję, że znowu mną manipuluje. Mówi, że mam ją przepraszać, mówi, że obie byłyśmy nieletnie, więc to nie jest molestowanie, tłumaczy, że gdybym jej nic nie zrobiła, to nie musiałaby iść do psychologa itp. Mówiła nie raz, że stawia mnie ponad siebie, ale nigdy tego nie czułam. Ciągle wypiera, że mnie nie dotykała w ten sposób bez zgody, że nie zrobiłaby tego osobie, którą kocha. Nie raz, gdy byłam smutna, nie było mojej dziewczyny, to nagle dała mi buziaka albo coś, przytulała mnie, a w innych sytuacjach, gdy byłam na lekcji, po prostu odsuwała moje spodenki, dotykała ręką i pod koszulką. Pamiętam, że nie raz odsuwałam jej rękę, ale ona mówi, że tak nie było, więc nie wiem już, w co wierzyć. Nie potrafię przestać z nią pisać, bo wkurza mnie to, że dalej nie wie, że robiła źle. Wkurza mnie to bardzo, że wczoraj pierwszy raz od roku popłakałam się z jej powodu. Naprawdę mam dużo do dodania, ale wiem, że to już dużo pisania. Chciałabym, żeby ktoś ocenił tę sytuację, bo ja sama nie wiem, czy to ja sobie to wymyślam, czy przesadzam – sama już nie wiem.

