Aplikacja TwójPsycholog wsparcie, które masz zawsze pod ręką
pobrań
100 tys.+
App Store
4,8
Google Play
4,7
Oceny na podstawie kilkuset opinii w sklepach
Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Wstecz

Jak radzić sobie z intensywnym zauroczeniem i obezwładniającymi emocjami na początku znajomości?

Anonimowo

Jak poradzić sobie z obezwładniającą falą zauroczenia? Gdy się zauraczam, obsesyjnie myślę o danym mężczyźnie, nie mam apetytu, mam ściścięte gardło, czuję stres, budzę się wcześnie rano - czyli na odwrót, bo ludzie mają problemy ze snem, a ja wybudzam się i przez to jestem niedospana. Mam głęboki głód na widzenie, na dotyk jego, fantazjuję o nim cały czas, bardzo szybko rozpoczynam fantazje seksualne, nie mogę się na niczym prawie skupić. Jest to utrudniające funkcjonowanie. Czytałam, że taki stan występuje przy zakochaniu, ale nie przy zauroczeniu. I że zakochani ludzie są jak pod wpływem narkotyku, czytałam o badaniach, że ludzie podobno cały czas zachowują się jak pod wpływem. Ja mam tak już na fazie wstępnej, gdy jeszcze jego nie znam, gdy są to naprawdę początki znajomości i jest tam sporo niepewności - czy się to rozwinie, czy nie. Czy taki stan jest w ogóle normalny na takich początkowych fazach? Bo to nawet jeszcze nie jest zakochanie, więc skąd takie uderzenie stanów emocjonalnych?

To, co opisujesz, może być bardzo intensywnym doświadczeniem – i choć męczące, nie jest nienormalne. W początkowych fazach relacji, zwłaszcza przy dużej niepewności, mózg potrafi reagować jak na silny bodziec: wzrost dopaminy, spadek serotoniny, napięcie, trudność ze snem czy jedzeniem – to typowe dla stanu silnego pobudzenia emocjonalnego, nie tylko zakochania.

 

W nurcie TSR warto zapytać: co pomaga Ci, choć na chwilę „wrócić do siebie”? Czy są momenty, w których ten stan odrobinę słabnie – np. w rozmowie z kimś, po spacerze, podczas konkretnego zajęcia? Może spróbuj znaleźć choć jedną taką drobną rzecz i robić jej więcej – nie po to, by wyłączyć emocje, ale by odzyskać wpływ na to, ile miejsca zajmują w Twoim dniu.

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Zapytaj asystenta AI
Asystent AI - anonimowo, bez logowania
Masz podobny problem? Asystent AI odpowie od razu i podpowie, do jakiego specjalisty się zgłosić.

Zadaj to samo pytanie

Asystent AI nie zastępuje psychologa ani pomocy w nagłych wypadkach.

Droga Anonimko, 

reakcjie Twojego organizmu mogą być wywołane przez mieszankę hormonów, która pojawia się w odpowiedzi na mocny bodziec seksualny. Ta mieszanka powstaje między innymi z fenyloetyloaminy czy dopaminy.

 

Substancje te są silnie oddziałuwujące na nasz organizm. Wpływają na przykład na naszą sferę poznawczą i rozumienia, ale także mocno na sferę emocjonalną. No i oczywiście mają ogromne znaczenie dla reakcji naszego ciała. 

 

W zależności od tego, czy masz możliwość zaspokojenia swoich potrzeb, Twoje ciało będzie reagowało albo mocniej, albo słabiej. Twoje libido jest naturalną potrzebą biopsychospołeczną - zupełnie jak potrzeba snu czy jedzenia. Libido nie da się zaspokoić za pomocą biegania czy czytania. Jest to potrzeba seksualna, której realizację można opóźnić tymi czynnościami, jednak dopiero aktywność seksualna to napięcie zredukuje skutecznie.

 

I tutaj kilka pytań:

- czy masz możliwość kontaktu seksualnego z osobami będącymy podmiotami Twoich fantazji?
- czy potencjalny kontakt seksualny odbył by się za świadomą, dobrowolną i nieprzymuszoną zgodą? 

- czy zarówno Ty, jak i potencjalny partner seksualny spełniacie normy prawne (np. pod względem wieku), by aktywność seksualną podjąć legalnie?

- czy macie możliwość zastosować antykoncepcję lub inne środki ochrony przed niepożądanymi skutkami (choroby weneryczne, nieplanowana ciąża)?

- a może to masturbacja byłaby dla Ciebie najlepszą formą redukcji libido? Co o tym sądzisz?

 

Warto wspomnieć, że wraz z wiekiem libido się zmienia. Natomiast sama fascynacja jakąś osobą może minąć po pewnym czasie. Badania pokazują, że jeśli jesteś w kimś zauroczona, jesteś w związku z tą osobą i regularnie uprawiacie seks, ta mieszanka hormonów (o której wspomniałem na początku) przestaje tak silnie na nas oddziaływać już po około 3-4 latach (u każdej osoby może to być trochę mniej lub więcej). Po prostu uodparniamy się na ten stan. Co ważne, jeśli pojawi się nowa osoba i będziemy odczuwać podobną fascynację, ten proces zacznie się od nowa, ale może być trochę słabszy.

 

Jeśli Twój stan zaburza Ci Twój komfort życia, jest w jakiś sposób przez Ciebie niepożądany lub chcesz go przepracować, to rekomenduję konsultację seksuologiczną.

Być może Twoje reakcje są spowodowane czystą fizjologią, ale mogą być też jakimś wyuczonym wzorcem - warto to poeksplorować i sprawdzić.

 

Trzymam kciuki!

Arkadiusz Czyżowski

Dzień dobry, dziękuję, że tak szczerze podzieliłaś się tym, co przeżywasz. To, co opisujesz, czyli bardzo silne emocje, pobudzenie, trudności ze snem, brak apetytu, ciągłe myśli o drugiej osobie. Rzeczywiście może być bardzo obezwładniające. Chcę Cię jednak uspokoić: wbrew pozorom nie jesteś w tym sama. Takie reakcje zdarzają się u wielu osób na początkowym etapie fascynacji kimś, zwłaszcza gdy towarzyszy temu sporo niepewności co do dalszego rozwoju relacji.

Na poziomie biologicznym Twój organizm reaguje pobudzeniem układu nagrody, wzrostem dopaminy, noradrenaliny, co powoduje euforię, pobudzenie, czasem wręcz fizyczny dyskomfort. Kiedy sytuacja jest niepewna (czy ten ktoś odwzajemnia zainteresowanie? czy z tego coś będzie?), to napięcie może być jeszcze silniejsze. W dodatku dla osób o wrażliwszej strukturze emocjonalnej, czasami z tendencją do lęku czy dużej potrzeby bliskości, takie stany mogą przyjmować formę wręcz obsesyjną.

Jeśli te stany są bardzo intensywne i utrudniają Ci życie, warto rozważyć rozmowę ze specjalistą. Często w takich sytuacjach pomocna bywa praca nad regulacją emocji, stylem przywiązania.

 

Z wyrazami szacunku,
Emiko Okamoto-Łęcka
Psycholog / Psychotraumatolog
(mail: emikolecka@gmail.com)

Dzień dobry,

 

Dziękuję za podzielenie się swoimi doświadczeniami. Opisany przez Panią stan – intensywne emocje, trudności ze snem, utrata apetytu, obsesyjne myśli i silne fantazje – może rzeczywiście przypominać stan zakochania, choć pojawia się już na bardzo wczesnym etapie znajomości.

Psychologicznie tego rodzaju reakcje są możliwe i mogą wynikać z połączenia działania neuroprzekaźników (m.in. dopaminy, adrenaliny i kortyzolu) oraz indywidualnych cech związanych m.in. z temperamentem oraz stylem przywiązania. Wczesne zauroczenie może wiązać się z niepewnością i idealizacją, co może powodować silne napięcie emocjonalne i trudności w codziennym funkcjonowaniu. Może to być męczące, warto więc obserwować siebie, swoje potrzeby i ewentualne mechanizmy, które się za tym kryją.

Jeśli ten stan powtarza się i utrudnia codzienne życie lub powoduje cierpienie warto rozważyć konsultację z psychologiem, który pomoże zrozumieć, co się za tym kryje i jak można odzyskać większą równowagę.

 

Pozdrawiam ciepło

Olga Borkowska
Psycholożka

Dzień dobry,

 

To, co Pani opisuje – silne emocje, brak apetytu, napięcie w ciele, obsesyjne myśli – może być naturalną reakcją organizmu na zauroczenie, zwłaszcza w fazie niepewności. Dla niektórych osób zauroczenie aktywuje intensywne mechanizmy biologiczne: wyrzut dopaminy, adrenaliny, a także lęk przed stratą czy samotnością.

 

To nie znaczy, że coś jest z Panią nie tak. Raczej pokazuje, jak głęboka jest Pani potrzeba bliskości i jak silnie Pani organizm reaguje na emocjonalne pobudzenie. Warto jednak zaopiekować się sobą – zadbać o sen, ruch, świadomie obserwować swoje myśli, nie traktując ich jako faktów.

 

Jeśli ten stan często się powtarza i bardzo utrudnia funkcjonowanie, warto porozmawiać z psychologiem – być może u podstaw leży duża wrażliwość emocjonalna lub wzorce z przeszłości, które można zrozumieć i oswoić.

 

Pani reakcje są ludzkie. Nie musi Pani z nimi walczyć, ale warto nauczyć się je regulować – z troską, a nie z lękiem.

 

Z serdecznością,

Justyna Bejmert

Psycholog

Witam,

przeżywa Pani emocje w sposób, który nie jest rzadkością - wiele osób tego doświadcza, zwłaszcza gdy są emocjonalnie wrażliwe. Jednak intensywność tych uczuć może mieć różne źródła i warto się im przyjrzeć, szczególnie jeśli powodują cierpienie, niepokój lub wpływają negatywnie na Pani samopoczucie, relacje etc. 

Zobacz podobne

Jak odzyskać miłość po toksycznym związku i zacząć zmiany w sobie?

Dzień Dobry, Nie wiem, czy otrzymam odpowiedź, ale nie będę ukrywać, że nie potrafię już sobie poradzić z tym, co się dzieje w moim życiu. 25.05.2023r. poznałem moją pierwszą i prawdziwą miłość o imieniu Maja. Jest Ona cudowną dziewczyną, kobietą, przepiękna oraz najlepszą, jaka istnieje. Żadna nie może z nią rywalizować. Jest ona dla mnie najważniejsza. Problem się pojawia, że ja sobie to wszystko za późno uświadomiłem, jaki diament straciłem. Mimo że Ona mnie raniła, to ja jestem głównym winowajcą rozpadu tej relacji - zdradzałem ją, oszukiwałem, byłem toksyczny i nadwyraz kontrolujący. Nie posiadałem do niej zaufania, a jednocześnie wierzyłem jej, że jest wobec mnie szczera. Mam ogromne problemy z samoakceptacją. Nie potrafię kontrolować własnych emocji. Dalej jestem tym małym chłopcem, któremu nikt nie pokazał, jak wygląda miłość, jak powinno się kochać oraz jak powinno się rozmawiać. Ciągle jestem tym małym chłopcem, którego Ona pokochała, a jednocześnie mnie nienawidzi. Dzisiaj, czyli kiedy to pisze - jest 12.02.2025 godz 10:28. Pomiędzy 8 a 10 widziałem się z nią. Poszedłem do niej do domu - z kwiatami, z listem, który do niej pisałem (niedokończony). Prosiłem, błagałem ją na kolanach - jednak Ona pozostawała nieugięta. Pozostawała przy swoim, że nie chce się z nikim wiązać. Mnie - poniosły emocje, raz podniosłem głos i wszystko runęło. To, o co walczyłem uciekło ode mnie, na kolejne kilkaset kilometrów, które tym razem będę musiał pokonać pieszo. Ona daje nam możliwość w przyszłosci - mam się zmienić mentalnie, mózgowo. Zmienić swoje zachowania, zacząć nad sobą panować, a jednocześnie dalej być tym słodkim chłopcem, którego Ona pokochała. Chce jej dać wszystko, wszystko, czego pragnie. Chciałbym się zmienić - dla siebie i dla niej. Dla mojej i jej przyszłości. Dla wspólnej przyszłości. Liczę na pomoc. 

Jak mogę zacząć zmianę? Co powinienem zauważać, czego się strzec i jak reagować na różne rzeczy. 

Czy powinienem okazywać zazdrość, że spędza czas z innymi chłopakami teraz?

4 odpowiedzi
Partner nie chce dzieci, a ja tak. Rozstaliśmy się, ale nie wiem do końca co zrobić.

Jestem w związku parterem od 1.5 roku. Nie zgadzamy się w kwestii posiadania dzieci. Ja chcę , on nie. On jest po rozwodzie ( żona go zdradziła i zostawiła go po 10 latach, on był w szoku bo myślał, że wszystko u nich gra), nie miał dzieci, bo , jak to na początku naszej znajomości przedstawił - była żona nie chciała mieć, on chciał, ale zgodził się na jej warunki. 

Po paru miesiącach znajomości mi powiedział, że on jednak nie chce mieć dzieci. Miałam pretensje, że wprowadził mnie w błąd , on na to, że wcale nie mówił mi, że teraz chce dzieci, tylko, że kiedyś chciał. Pytałam dlaczego nie chce, bo przecież lubi dzieci, on na to, że jest za stary (38 lat) i nie chce być biedny. 

Przez parę miesięcy zwodził mnie mówiąc, że teraz nie chce, ale może mu się zmieni. Ustaliliśmy razem, że pójdzie do psychologa porozmawiać, z czego wynika jego niechęć do posiadania dzieci i czy można jakoś nad tym popracować. Poszedł, po 2 wizytach powiedział, że pani psycholog powiedziała, że jego niechęć do posiadania dzieci nie wynika z żadnych lęków i jest świadomą i przemyślaną decyzją i nie ma sensu, żeby dłużej o tym rozmawiać. I tak mi to oznajmił. 

Miał łzy w oczach, kiedy powiedziałam mu, że w takim razie to koniec. Jednak stwierdziłam, że spróbuję trochę pobyć z taką myślą i zobaczyć czy to dla mnie okej. 

No, ale wraca to do mnie co jakiś czas, nie umiem się z tym pogodzić. Mam 39 lat i czuję, że marnuje ostatnia chwilę na to, żeby założyć rodzinę. Mam też żal do partnera o to, że mnie wprowadził w błąd, że mnie zwodził, nie wiem też czy wierzyć w to, że był u tej psycholog, bo jak dla mnie powinien przynajmniej przerobić temat swojego taty, który był antyprzykładem ojca. Boje się, że będę żałować, że z nim zostałam, w momencie, w którym miałam jeszcze szansę założyć rodzinę z kimś innym. A z drugiej strony dobrze się dogadujemy i ciągle liczę na to, że on zmieni zdanie. Mam też taką myśl, że jestem dla niego niewystarcząca skoro kiedyś z byłą żoną chciał mieć dzieci, a teraz ze mną nie chce.

1 odpowiedź
Rodzice wymagają pełnej opieki i odpowiedzialności za nich, w zamian nie dając wsparcia.
Dzień dobry. Sprawa jest złożona, ale postaram się opisać jak najbardziej konkretnie. Jestem przed 40. Mam męża i 2 dzieci. Zawsze byłam przywiązana do mojej rodziny. Mama była jedynaczką i mieszkała ze swoimi rodzicami. Ja mam jedną siostrę. Siostra po ślubie wybudowała dom zaraz obok rodzinnego, w jednym ogrodzeniu. Wszyscy myśleli, że jakoś się dogadamy. Mój mąż pracuje za granicą. W mojej rodzinie od zawsze nie mówiło się, co komu leży na duszy, ale po prostu przychodził czas boczenia się i nieodzywania i trzeba się było domyślić, za co tym razem te fochy. Ja, głupia ja, namówiłam męża, abyśmy zostali w domu rodzinnym...no przecież dom miał być dla nas, skoro siostra się wybudowała. No ale mimo, że chcielibyśmy wyremontować konkretnie ten dom (choć i tak włożyliśmy już w niego z 80 tys) to wszelkie pytania o zapis są zbywane. Najpierw mama musiała przejść na emeryturę, potem covid a na końcu dowiedziałam się, że najpewniej od razu oddałabym ich do domu starców... To, że ja chcę żyć po swojemu odbierane jest jako policzek, że nie robię tak jak oni by chcieli. Moja babcia jeszcze żyje i ona dużo złego zrobiła w relacjach między nami. Z siostrą nie rozmawiam. Obraziła się, bo powiedziałam jej, że wszystko dostała (rodzice i dziadkowie pomogli im wybudować dom, brali kredyty, które później spłacali...urządzili wesele, wspomagali finansowo) a ja nawet nie mogę mieć zapisanego obiecanego domu. Mama mówi, że nam tylko na zapisach zależy. Nie. Chcielibyśmy remontować na swoim, a nie, że po paru latach okaże się, że połowę domu jednak zapiszą mojej siostrze. Mój mąż mówi, że od początku czuje się nieakceptowany (bo nie daje sobą sterować) i kilka lat temu myśleliśmy o pójściu na swoje. Mnie powstrzymywała myśl, że rodzice się starzeją, że będą potrzebowali pomocy, też tej finansowej, no ale starsza córka jest lepsza, bardzo im się przymila i podejrzewam, że dużo też mąci. Konflikty z siostrą ( a raczej nieodzywanie się) wynika z tego, iż jej najmłodsza córka (obecnie 10 lat) od kilku lat jest wobec moich dzieci złośliwa, namawia ich do głupich rzeczy, pokazuje im swoje miejsca intymne, a mój młodszy syn ma zaledwie 5 lat..miałam wiele razy o to pretensje. Dodatkowo a propos tego mieszkania w jednym ogrodzeniu, córka jak i starsi synowie bez problemu przychodzą do "naszego" domu, a moje dzieci nie mogą tam ( do domu siostry) chodzić, bo albo drzwi zamkniete albo zwyczajnie przyjmą ich na progu i powiedzą, że nie mają czasu. Moim dzieciom bardzo smutno z tego powodu, a nikt nie widzi w tym problemu. Nie wiem co robić, z jednej strony czuję się zobowiązana pomagać rodzicom, ale ewidentnie nie chcą nam tego domu zapisać, a wiedzą , że zrobilibyśmy generalny remont i im też żyłoby się wygodniej. Dom jest z lat 60 i wiele technologii też z tego czasu. Z drugiej strony jest mąż i dzieci, dzieci którym ciasno, które chciałyby mieć osobny pokój, które chciałyby wziąć prysznic....takie prozaiczne sprawy. I rodzice nie myślą o tym, że nam ciasno....każdy myśli o sobie. Teraz mąż mówi, żeby jakoś przecierpieć i że rodzice się starzeją i w końcu może zmiękną, a rodzice tak się dumą unieśli, że gdybym zostawiła na stole kubek na tydzień to stałby w tym samym miejscu. Kiedy bylismy na 2 tyg wakacjach to dom był tak zapuszczony po powrocie, ze pierwsze co musiałam czyścić toalety, do tego nikt się nie poczuwa. Ja w tym domu nie mam prawa głosu (choć jak już się postawię to są pretensje i obraza). Mąż mówi, że ....to nie są normalne relacje i że powinnam się od rodziny odciąć. Mnie samej jest bardzo źle, stałam się nerwowa, pesymistyczna, wszystko widzę w czarnych barwach i najgorszych możliwych scenariuszach, jeżdżę na masaże lecznicze, bo od napięcia zaczęłam mieć bóle i zawroty głowy. Na dodatek jestem z tym sama, bo mąż przyjeżdża co miesiąc na 3-4 dni i później ze wszystkim jestem sama, a mam tego pecha, że wszystko biorę do siebie. Teraz żałuję, że nie posłuchałam go te 8 czy 10 lat temu, że postawiłam na rodziców a nie na męża :( Nie widzę teraz żadnego wyjścia z sytuacji. P.S. Podczas jednej z "rozmów" mama niemalże chciała mi wmówić, że ojciec miał 2 zawały serca przeze mnie. Rozumiem, że on nie może się denerwować, ale palić i pić może i reagować na mój widok soczystą "kur*ą" mówioną pod nosem... Jak mogło do tego dojść, że choć ja miałam dobre intencje teraz w domu jest nie do wytrzymania dla wszystkich. I że moi rodzice aż tak mnie ..nie lubią? Nie odżegnuję się, bo mam swoje za uszami, ale w mojej rodzinie wszyscy są pamiętliwi i po kilku latach potrafią wyjąć (poważnie!) z pudełeczka karteczkę, gdzie jest napisane co i kiedy złego zrobiłam, czy powiedziałam. Żyję w ciągłym poczuciu winy względem męża, dzieci, że to ja zdecydowałam o naszym losie, że mimo lat pracy za granicą nie dorobiliśmy się niczego, bo ja naiwnie wierzyłam w zapewnienia "będzie wasza". Przepraszam za ten elaborat, szukam pomocy u kogoś, kto być może spojrzy na ten problem na zimno i powie, że może przesadzam...?
2 odpowiedzi
Zrozumienie emocji i błędów w toksycznej relacji: jakie mechanizmy mną kierują?

Dzień dobry proszę o pomoc w indentyfikacji moich emocji co do mojej byłej partnerki. Chciałbym w skrócie opowiedzieć całą relację i poddać Państwa analizie co czułem, bo nie potrafię dogadać się z moją obecną partnerką. 

Moja partnerka od dłuższego czasu zarzuca mi, że szaleńczo kochałem swoją byłą partnerkę i była to miłość mojego życia, a ja jej stanowczo zaprzeczam i podkreślam, że byłem w toksycznej relacji i nie podejmowałem świadomych i zgodnych z moimi myślami decyzji. Ponad półtorej roku temu byłem w toksycznej relacji, z której nie potrafiłem się wyrwać. Zrywałem kontakt i kończyłem znajomość z byłą partnerką praktycznie od 2-3tygodnia relacji, ale nie potrafiłem być stanowczy w swojej decyzji i pozwalałem jej wracać. 

Często wobec mojej osoby w tak kryzysowych sytuacjach (dla mojej byłej partnerki) padałem ofiarą manipulacji, szantażu emocjonalnego (płaczu, błagania), zastraszania samobójstwem i wzbudzania poczucia winy (jestem osobą bardzo empatyczną i wzbudzić we mnie poczucie winy i żal jest bardzo prosto) byłem z moją byłą partnerką lekko ponad rok w związku i próbowałem zakończyć tą relację dobre kilkadziesiąt razy, ale za każdym razem była taka sama historia. Byłem w tamtej relacji okłamywany, jak się okazało na końcu zdradzany i oskarżany o zdrady (ogromna zazdrość o moją przeszłości teraźniejszość), potrafiliśmy się kłócić o wszystko. To wszystko powodowało, że bardzo często robiłem w jej kierunku jakieś gesty, żeby zapobiec kłótni lub z winy. Przez całą relację moja była partnerką naciskała mocno na dzieci i kota. Stanowczo wypowiadałem się na temat dzieci, że ich nie chce (nie widziałem jej kompletnie w tak odpowiedzialnej roli). 

W grudniu zostałem zapytany po raz kolejny o kota i zostały wobec mnie użyte argumenty, że nie ma mnie w domu wiecznie (przez charakter pracy i siłownie), że to będzie jej kot, że to ona będzie się nim opiekować. Więc przystając na te warunki zgodziłem się żeby wzięła i zaufałem jej że bedzie odpowiedzialna w tym co mówi. Pojechaliśmy po niego. Początkiem stycznia zakończyłem tamtą relację, (z mojej perspektywy to było zerwanie, w którym utrzymywałem się najdłużej, ale i tak jakoś później wylądowaliśmy w związku) z jej prośby po zerwaniu wziąłem tego kota, ponieważ jej mama chciała go wywalić w domu, a potem się znowu zeszliśmy. Zaoferowałem jej, że dopóki nie znajdzie mieszkania, mogę zajmować się tym kotem, bo było mi go szkoda. 

W momencie w którym znalazła mieszkanie (czyli pokój) uznałem, że nie ma warunków do tego i póki jesteśmy razem, żeby go nie męczyć, kot może zostać u mnie. Do tego momentu wciąż się dużo kłóciliśmy, rozstawaliśmy. Podczas mojego wyjazdu prosiłem ją, żeby zostawała z tym kotem u mnie na mieszkaniu, ale jej nie było całymi dniami co też było powodem do kłótni. 

W międzyczasie aż do kwietnia wychodziły jakieś nieścisłości związane z jej przeszłością, a raczej kłamstwami na temat partnerów seksualnych. Założenie tindera chwilę po naszym kolejnym zerwaniu, a potem zarzekanie się, że szukała tam mnie (w tym momencie znalazłem ją na ciemnym koncie i napisałem do niej niestosowną wiadomość) od lutego do końca kwietnia to był bardzo intensywny okres, który ogromnie na mnie wpłynął i stałem się złym człowiekiem. Sam założyłem tindera podczas rozstania, w momencie, w którym ona spotkała się z kimś z tindera w trakcie związku, ja napisałem do mojej byłej partnerki z relacji fwb. 

Robiłem takie same złe rzeczy jak ona, nie poznawałem się, ponieważ nigdy taki nie byłem. Wpadłem w obsesje na punkcie tego czy mnie zdradza i próbowałem za wszelką cenę jej to udowodnić. Robiłem mnóstwo dziwnych rzeczy zaczynając od kupna kwiatów za duże pieniądze kończąc na proponowaniu terapii, ciągle mając świadomość już od dłuższego czasu że jej nie kocham i chce uciec z tej relacji ale nie potrafię. Robiłem te rzeczy pod wpływem różnych emocji, miałem robione awantury, ciągle odczuwałem poczucie winy, zagubienie, wahania nastroju, mimo że w normalnych momentach myślałem jak odejść i nie wyobrażałem sobie z nią przyszłości to moje czyny w tym kryzysowych sytuacjach często temu zaprzeczały jakbym próbował ją zatrzymać na siłę żeby mnie nie bolało. 

Na końcu relacji nie wierzyłem już, że będę w stanie kogokolwiek sobie znaleźć, nie uważałem się za atrakcyjną osobę, uważałem się za złą osobę po tych wszystkich rzeczach które robiłem w tej relacji (jakbym nie był soba), poczucie winy towarzyszyło mi praktycznie cały czas mimo że ktoś mi zrobił krzywdę to ja i tak doszukiwałem się swoich błędów a byłą partnerką tylko je podkreślała przez co ciągle czułem się ze soba źle. Na końcu już wiedziałem, że nie będę potrafił od niej odejść i próbowałem czegoś innego szczególnie, że byłem już w 6-letniej relacji wcześniej i nie potrafiłem jej zakończyć od dobrych 2 lat, mimo że partnerka mi się nie podobała już, nie miałem do niej żadnych uczuć i też nie chciałem się angażować w relacje . 

Jest mi bardzo ciężko odejść od kogoś jak nie mam stałego gruntu, przemyślanego wszystkiego i jestem bardzo podatny na czyjś wpływ mimo że nie chce z kimś być to mam wrażenie że jestem z kimś, bo mi go żal. Na końcu relacji dopuściłem się takich rzeczy jak, prośba terapii, pisanie do mojej byłej partnerki maili bo byłem wszędzie zablokowany o tym, jak ja kocham i jak bardzo chce z nią byc i chce z nią dzieci, ślubu i przyszłości (mimo że nigdy nawet o tym nie pomyślałem i zawsze jej odmawiałem jak zagadywała o dziecko). Po tygodniu kiedy już było dobrze, zawiozłem jej róże z kartką ze ja kocham pod wpływem impulsu, manifestowałem filmikami na YouTube powrót ex itp i to wszystko mimo świadomości że nie chce z nią być. 

Za każdym razem jak dałem się zmanipulować i pozwoliłem jej do siebie wrócić, na drugi dzień żałowałem. Podczas ostatniego zerwania cały czas powtarzałem, że nie wiem dlaczego mnie to tak boli skoro ja z nią już nie chciałem być od dłuższego czasu i nie miałem do niej żadnych uczuć. Chodziłem do psychologa, żeby poukładać sobie to wszystko w głowie, ale terapia nie spełniała moich oczekiwań i na samym końcu, kiedy już doszło do zerwania, poszedłem do psychiatry z myślami samobójczymi. Byłem na dnie, moje poczucie wartości nie istniało, wszystko zależało od niej, przyzwyczaiła mnie do tego że nigdy nikogo nie znajdę, ja stałem się przy niej bardzo złym człowiekiem, jakby jej odbiciem. Odczuwałem chroniczne poczucie winy, wahania na stroju i zmęczenie. Zaznaczę że podczas opiekowania się kotem praktycznie od 1.5msc spałem po parę godzin, bo nie miałem czasu i wracałem bardzo późno i kot skakał i chciał się bawić i budził mnie przed moim budzikiem do pracy. 

Moje pytanie brzmi dlaczego robiłem te wszystkie rzeczy tak obsesyjnie próbując zatrzymać kogoś, od kogo chciałem uciec, nie angażując się w tamtą relację czy uważając, że moje uczucia już dawno minęły? 

Większości tamtej relacji nie pamiętam, była dla mnie bardzo traumatyczna. Nie mam pojęcia też jak można zapomnieć prawie większość relacji i tego co się robiło. Kłócę się z moją partnerką od roku o to, że moja była partnerką była miłością mojego życia i robiłem to wszystko, bo chciałem z nią być a ja tylko zaprzeczam. Przeszliśmy przez 2-3msc terapii par, która nic nie dała i aktualnie moja partnerka chcąc mnie zrozumieć poszła na terapię indywidualną, ale liczę na to, że pomoc od państwa w wyjaśnieniu mechanizmów, jakimi mogłem się kierować niekoniecznie miłością czy chęcią bycia z moją byłą partnerką. Pomogę obecnej partnerce lepiej zrozumieć całą sytuację. Bardzo proszę o pomoc i przepraszam za tak długi wpis.

1 odpowiedź
Czuję się wypalona przez ciągłą krytykę i brak wsparcia w rodzinie
Jeżeli czuje się wypalona, ponieważ każda moja chęć pomocy w domu przy zwykłych rzeczach była i nadal jest krytykowana albo negatywnie nastawiona. Później jest mi mówione że nic nie robię, a jeszcze później wytykane co powinnam robić a nie robię. A matka na początku mnie wyzywa a później próbuje do mnie mówić jakby nic się nie zadziało i każe mi pokazywać swoje dobre oceny, albo wypytuje co się u mnie fajnego działo a ja przestałam już zwracać uwagę co się u mnie dzieje, przestałam się w domu odzywać. Czuje i zachowuje się jak duch w domu. Wszystko ukrywam co się u mnie dzieje żeby nie wchodzic w jakieś argumenty. Zaczynam płakać już przy najmniejszych wyrzutach ze strony matki, co myślicie o tym co to może oznaczać?
9 odpowiedzi
Jak mam zahamować moje uczucie do mojej przyjaciółki i opanować zazdrość?
Chodzę do liceum i tam poznałam wiele osob których mogę nazwać że są moimi przyjaciółmi, w tym jedną dziewczynę która jest mi wyjątkowo bliska. Nie od początku trzymałyśmy się ze sobą, ale z czasem się to zmieniło. Ona jest wyjątkowa i tak naprawdę nikt nie dawał mi tyle radości co ona. Gdy nasza znajomość się pogłębiła, to i moje odczucia do niej się zmieniły. Albo mi się wydawało albo faktycznie było tak że traktowała mnie specjalnie. Miałyśmy mnóstwo wspólnych tematów i uwielbiałam spędzać z nią czas. Traktowała mnie trochę jak swoją dziewczynę, otwarcie ze mną flirtowała, albo robiła takie rzeczy którzy przyjaciele raczej nie robią, a zakochani już tak. Czułam do niej ogromną sympatię, jak nigdy dotąd, a podobało mi się w moim życiu parę chłopaków. Moim problemem była i jest dalej jej inna przyjaciółka, która jest o wiele bliżej z nią niż ja. Jestem o to cały czas zazdrosna i ciężko mi to opanować. Bardzo nie lubię jej przyjaciółki, co jeszcze bardziej pogłębia moją zazdrość. Całkiem niedawno powiedziałam moim znajomym że jestem osobą biseksualną. Uczucie jakim darzyłam moją przyjaciółkę tylko to potwierdziło. Ostatnio już myślałam że mi przeszło bo straciłam jakiekolwiek zainteresowanie jej osobą. Nawet była sytuacja gdzie miałam swój pierwszy pocałunek właśnie z nią i dalej byłam niezainteresowana. Ale słuchając piosenki która kojarzy mi się z nią i z naszymi wspólnymi chwilami gdzie zachowywaliśmy się jakbyśmy były w związku sprawiły że poczułam to co kiedyś na nowo. Nie chcę znowu przez to przechodzić bo boje się że nasza przyjaźń już całkowicie upadnie i boje się że zostanę zraniona z powodu jej przyjaźni z osobą której nie lubię. Poza tym chciałam się skupić na relacji z nowo poznanym chłopakiem. Jak mam zahamować moje uczucie do mojej przyjaciółki i opanować zazdrość?
1 odpowiedź

Materiały wspierające

Warto przeczytać

Sprawdź też

asertywność

Asertywność – jak ją rozwijać i dlaczego jest ważna?

Asertywność może odmienić Twoje życie. Poznaj techniki, które pomogą Ci budować zdrowe relacje, chronić się przed mobbingiem i wyrażać potrzeby. Dowiedz się, jak stać się bardziej asertywnym i cieszyć się lepszą jakością życia osobistego i zawodowego.