Aplikacja TwójPsycholog wsparcie, które masz zawsze pod ręką
pobrań
70 tys.+
App Store
4,8
Google Play
4,6
Oceny na podstawie kilkuset opinii w sklepach
Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Jak radzić sobie z konfliktem z matką dziecka partnera?

Jestem z partnerem od roku. Ma prawie dwuletnie dziecko. Z jego mamą nigdy nie byli w związku, nie mieszkali ze sobą, dziecko nie było planowane. Gdy pojawiło się na świecie, partner próbował uczestniczyć w jego życiu, ale ze względu na trudne relacje z matką dziecka, nie było to możliwe systematycznie. Wobec tego wniósł do sądu o ustalenie kontaktów (dziecko miało 10 m-cy). Od tego momentu sytuacja jeszcze się pogorszyła. Konflikt ewidentnie narastał a odkąd matka dziecka dowiedziała się że związał się ze mną, jest jeszcze gorzej. Sądzę że miała nadzieję, że stworzą rodzinę. Doszło do tego, że odnalazła mnie w mediach społecznościowych i zaczęła wypisywać, od wulgaryzmów i wyzwisk po wiadomości pełne żalu i obwiniające mnie o to, że dziecko wychowuje się bez ojca. Zablokowałam ją, więc wysyła wiadomości do partnera. Jasno powiedziała, że ze względu na mnie, nigdy nie pozwoli partnerowi zabrać dziecka do siebie. Staram się stać z boku tego konfliktu i nie angażować, choć bywa to trudne. Wspieram partnera, widzę jego stres przed każdą wizytą u dziecka i przygnębienie spowodowane tym konfliktem, staram się jakoś pomóc przetrwać czas sprawy sądowej, która pewnie jeszcze sporo potrwa. Kompletnie nie wiem jaką postawę przyjąć wobec matki dziecka. Próbuję być neutralna ale ona ciągle kieruje atak w moją stronę, dla dobra sprawy milczę i nie wdaję się w pyskówki, ale emocje się we mnie kumulują. Cała sytuacja coraz bardziej mnie irytuje, nie wiem jak długo zniosę te prowokacje, boję się że kiedyś wybuchnę. Jak sobie z tym poradzić? Bo na zażegnanie konfliktu w najbliższym czasie raczej nie ma szans.
Karolina Jatczak

Karolina Jatczak

Witam,

Sytuacja którą Pani opisuje jest bardzo skomplikowana, znalazła się Pani pośrodku konfliktu który bezpośrednio Pani nie dotyczy. Na pewno generuje on ogrom stresu dla Pani oraz złości. 

Zachowania byłej partnerki mogą podlegać pod nękanie, radziłabym zachować wiadomości jako ewentualny materiał dowodowy oraz skonsultować tę sytuację z prawnikiem.  Przejście na drogę sądową w sprawie opieki nad dzieckiem to najlepszy ruch w przypadku braku możliwości “dogadania się”. 

 

Warto też ustalić z partnerem, że nie chce Pani znać treści wiadomości, które on otrzymuje od matki dziecka, jeśli dotyczą one Pani osoby. To pozwoli Pani odciąć się od toksycznego wpływu tej kobiety i przestać 'przeżuwać' jej emocje. Będzie to postawienie granicy, które może trochę odciążyć Panią psychicznie.

 

To co mogłoby być pomocne, to to żeby w tej sytuacji Pani zadbała o siebie i swoje emocje, radziłabym kilka konsultacji, żeby mogła Pani dać upust swoim emocjom i w pełni o siebie zadbać.

 

Pozdrawiam serdecznie,

Karolina Jatczak, 

psycholog


 

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Łukasz Dyłka

Łukasz Dyłka

Dzień dobry.

 

W tej sytuacji najzdrowsza postawa z Pani strony to neutralność, konsekwencja i niewchodzenie w bezpośredni konflikt. Nie dlatego, że ma Pani „pozwalać” na ataki, tylko dlatego, że każda emocjonalna odpowiedź może zostać wciągnięta w spór między rodzicami dziecka i później użyta przeciwko Państwu.

 

To nie Pani jest stroną tego konfliktu rodzicielskiego. Pani może wspierać partnera, ale nie powinna przejmować roli osoby, która tłumaczy się matce dziecka, przekonuje ją, uspokaja albo udowadnia, że nie jest zagrożeniem. To partner powinien prowadzić sprawy dotyczące dziecka, kontaktów i komunikacji z matką.

 

Dobrze, że ją Pani zablokowała. Jeśli wiadomości są obraźliwe, warto ich nie kasować, tylko zachowywać jako dokumentację. Partner może ograniczyć komunikację do spraw dziecka i najlepiej do formy pisemnej, spokojnej, rzeczowej, bez wdawania się w kłótnie. Na przykład: „Odnoszę się wyłącznie do spraw dotyczących dziecka. Nie będę odpowiadał na wiadomości zawierające obrażanie mojej partnerki”. I potem rzeczywiście nie odpowiadać na prowokacje.

 

Ważne też, żeby nie próbowała Pani „naprawiać” relacji z matką dziecka na siłę. Być może ona przeżywa złość, żal, zazdrość albo stratę wyobrażenia o rodzinie, ale to nie usprawiedliwia ataków na Panią. Może Pani współczuć jej emocji, a jednocześnie nie zgadzać się na przekraczanie granic.

 

Jeśli czuje Pani, że emocje się kumulują, proszę nie czekać do momentu wybuchu. Warto mieć swój wentyl bezpieczeństwa: rozmowę z kimś zaufanym, zapisanie złości bez wysyłania wiadomości, ograniczenie dostępu do treści, które Panią nakręcają, a jeśli trzeba, także własną konsultację psychologiczną. Nie dlatego, że „problem jest w Pani”, tylko dlatego, że długotrwały konflikt "okołorozstaniowy" bardzo obciąża także nowych partnerów.

 

Na ten moment najbezpieczniej: nie odpowiadać matce dziecka, nie tłumaczyć się, nie wdawać w wymianę zdań, zachowywać wiadomości, wspierać partnera, ale nie przejmować jego walki. Jeśli pojawią się groźby, nękanie albo dalsze uporczywe kontaktowanie się mimo blokady, warto skonsultować się prawnie, co można z tym zrobić.

 

Najtrudniejsze może być zaakceptowanie, że tego konfliktu prawdopodobnie nie da się teraz „uspokoić” dobrą rozmową. Można natomiast nie dolewać do niego paliwa i chronić swoje granice.

Łukasz Dyłka

Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Dzień dobry.

Sytuacja, w której się Pani znalazła, jest obciążająca emocjonalnie, ponieważ stała się Pani celem ataku w konflikcie, który Pani nie dotyczy, a na który nie ma Pani bezpośredniego wpływu. Postawa neutralności i milczenia, którą Pani przyjęła, jest bardzo dojrzała i najbezpieczniejsza z punktu widzenia toczącej się sprawy sądowej, ponieważ nie daje matce dziecka żadnych argumentów przeciwko Pani ani partnerowi. Warto jednak pamiętać, że kumulowanie emocji ma swoje granice, dlatego kluczowe jest znalezienie bezpiecznego ujścia dla tej irytacji poza obszarem konfliktu, np. w rozmowie z kimś bliskim lub terapeutą.

W relacji z matką dziecka najważniejsze jest konsekwentne utrzymywanie braku kontaktu i nieodpowiadanie na żadne zaczepki, co z czasem może wygasić jej potrzebę atakowania Pani jako "winnej". Proszę pamiętać, że oskarżenia o to, iż przez Panią dziecko wychowuje się bez ojca, są jedynie projekcją jej żalu i frustracji, nie mającą oparcia w rzeczywistości – to ona, poprzez blokowanie kontaktów, decyduje o tej sytuacji. Pani rolą jest bycie oparciem dla partnera, ale nie za cenę własnego zdrowia psychicznego; warto ustalić z nim wspólne zasady, np. że nie relacjonuje on Pani wszystkich wulgarnych wiadomości, które otrzymuje, aby nie zatruwać nimi Państwa wspólnego czasu.

Jest Pani wystarczająca w roli partnerki i nie musi Pani brać na siebie odpowiedzialności za relacje ojca z dzieckiem ani za emocje jego byłej partnerki. Fakt, że wspiera Pani partnera w tym najtrudniejszym czasie do końca czerwca, świadczy o Pani wielkim zaangażowaniu, ale proszę nie zapominać o stawianiu granic, by ten stres nie zdominował Pani życia. Wytrwanie w spokojnej, milczącej postawie jest najlepszą strategią, dopóki sąd nie ureguluje kontaktów, co – choć trwa – w końcu przyniesie stabilizację i jasne zasady, których matka dziecka będzie musiała przestrzegać.

Wszystkiego dobrego

Bożena Nagórska

Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Dzień dobry

 

 Za emocje i zachowania matki dziecka  odpowiada ona sama. To, że przerzuca na Ciebie winę, jest jej mechanizmem obronnym, nie lustrem Twojej osoby. Za sposób prowadzenia sprawy, formę kontaktów z byłą partnerką i troskę o dziecko  odpowiada Twój partner. To jego zadanie ustawić z nią zasady, najlepiej także przy wsparciu  sądu. Za to, ile tego konfliktu wpuszczasz do swojego życia i psychiki odpowiadasz już Ty. To jest obszar, na który realnie masz wpływ. W praktyce przydatne bywa zdanie w głowie: „To nie jest mój konflikt, choć mocno mnie dotyka”. Pomaga to przesunąć się z pozycji „uczestniczki wojny” do pozycji „osoby, która chroni siebie i relację”.

  Na poziomie faktów matka nie ma prawa „zakazać” ojcu kontaktów z dzieckiem ze względu na Twoje istnienie, sąd patrzy na dobro dziecka, a sam fakt nowej partnerki nie jest podstawą do ograniczania kontaktów. To ważne, żebyś nie brała dosłownie jej gróźb, choć są raniące. Utrzymuj pełną zero-jedynkowość kontaktu czyli zablokowana wszędzie, brak odpowiadania z Twojej strony. Każda reakcja  choćby „żeby postawić granicę” dla niej jest paliwem.

Poproś partnera, by nie „przerzucał” na Ciebie jej wiadomości. Jeśli musi je mieć ze względów dowodowych, niech archiwizuje je w sposób, który minimalnie Cię obciąża. Ustal z partnerem prostą zasadę że wszystko, co dotyczy kontaktów z matką dziecka, omawiacie w określonym czasie i formie (np. 2–3 razy w tygodniu, a nie „ciągły strumień”). To daje psychice sygnał: „ten stres ma ramy czasowe”. Tu kluczowe jest, byś nie wchodziła w rolę „trzeciego rodzica, który ustawia byłą” kiedy sądy, prawnicy i on sam są od tego lepsi, a Ty płacisz za takie zaangażowanie najwyższą cenę emocjonalną.

  To, że narasta w Tobie złość i irytacja  jest zdrową reakcją na chroniczne naruszanie granic, nie „Twoim problemem charakterologicznym”. Poniżej kilka bardzo konkretnych rzeczy, które możesz wdrożyć: „Bufor na reakcję”: kiedy dociera do Ciebie kolejna historia albo wiadomość od niej, umów się z sobą, że przez pierwsze 24 godziny nie podejmujesz żadnych decyzji co do odpowiedzi, działań, rozmów. Najpierw regulacja, potem działanie.

 

Balans wobec partnera  jest najtrudniejszy kiesy z jednej strony widzisz go jako ojca w przewlekłym stresie, z drugiej  nie możesz stać się jego „terapeutą” i menedżerem sprawy sądowej naraz.

Z perspektywy prawa rodzinnego ważne jest także, żeby to on, nie Ty, zbierał dowody, dokumentował utrudnianie kontaktów itd.; sąd i tak patrzy na relację rodzic–dziecko, a nie rodzic–nowa partnerka. Jednocześnie warto wzmacniać w nim część „ojca obecnego i stabilnego”, a nie „ofiary byłej”: zauważać jego wysiłek, zaangażowanie, mówienie „widzę, ile Cię to kosztuje, a jednocześnie widzę, że się nie wycofujesz”. To daje mu zasoby, które pośrednio chronią i Ciebie.

Utrzymujesz pełną blokadę bezpośredniego kontaktu z matką dziecka,  prosisz partnera, by ograniczył ilość przekazywanych Ci szczegółów z jej wiadomości do minimum „technicznym”.

Joanna Cichosz

Joanna Cichosz

Dzień dobry,

Znajduje się Pani w środku silnego konfliktu, choć sama nie jest jego stroną. Próbuje Pani zachować neutralność i nie eskalować napięcia, ale jednocześnie doświadcza Pani ataków, wyzwisk i obwiniania. Trudno, żeby takie emocje się nie kumulowały, a sytuacja nie obciążała Pani emocjonalnie. Reakcje matki dziecka prawdopodobnie bardziej wynikają z jej własnych emocji, lęku, złości czy poczucia straty niż dotyczą Pani. Oczywiście to nie znaczy, że musi Pani to milcząco znosić. Neutralność nie polega na biernym tolerowaniu przemocy słownej. Ma Pani prawo chronić siebie: blokować kontakt, nie odpowiadać na zaczepki i ograniczać swoją obecność w tym konflikcie do minimum. Warto byłoby także uważać, żeby cała relacja z partnerem nie zaczęła stopniowo kręcić się wyłącznie wokół jego konfliktu z matką dziecka. Łatwo wejść w rolę osoby, która „dźwiga emocjonalnie” całą sytuację, kosztem własnego spokoju. To ważne, by zadawała sobie Pani pytanie: gdzie kończy się wspieranie partnera, a zaczyna przeciążanie samej siebie? Na ten moment prawdopodobnie największym wsparciem dla partnera będzie spokojna, stabilna obecność i nieeskalowanie konfliktu, nawet jeśli emocjonalnie bywa to bardzo trudne. Warto też, by to on przede wszystkim stawiał granice wobec matki dziecka i brał odpowiedzialność za porządkowanie tej sytuacji.

 

Wszystkiego dobrego,

Joanna Cichosz

Magdalena Mazur-Laskowska

Magdalena Mazur-Laskowska

Myślę, że przede wszystkim musisz zastanowić się, na czym naprawdę Ci zależy i co jest dla Ciebie ważne w tej relacji. W takich sytuacjach bardzo łatwo skupić się wyłącznie na konflikcie i emocjach innych ludzi, a zgubić siebie po drodze.

 

Warto sobie odpowiedzieć na kilka pytań: jakie masz granice, czego nie chcesz przekraczać i co jesteś w stanie zaakceptować na dłuższą metę. Bo niestety wygląda na to, że ten konflikt szybko się nie zakończy, a Ty nie jesteś odpowiedzialna za emocje matki dziecka ani za ich relację sprzed Ciebie.

 

To, że zachowujesz spokój i nie wdajesz się w awantury, świadczy o dużej dojrzałości. Ale jednocześnie nie możesz tłumić wszystkiego w sobie w nieskończoność, bo wtedy frustracja będzie tylko narastać. Neutralność nie oznacza zgadzania się na przekraczanie Twoich granic. Masz prawo chronić siebie, swoje emocje i swój spokój.
 

Najważniejsze chyba teraz jest to, żebyś sprawdziła, czy mimo tej trudnej sytuacji ten związek daje Ci poczucie bezpieczeństwa, wsparcia i sensu. I czy partner potrafi zadbać również o Ciebie w tym wszystkim, a nie tylko oczekuje, że będziesz "dzielnie wytrzymywać".

 

Nie masz wpływu na zachowanie matki dziecka, ale masz wpływ na to, jak długo i na jakich zasadach chcesz uczestniczyć w tej sytuacji.

Martyna Kaleta

Martyna Kaleta

Dzień dobry,

to, co Pani opisuje, brzmi jak bardzo trudna i obciążająca sytuacja, w której jest Pani trochę „pomiędzy” - z jednej strony blisko partnera i jego doświadczenia, z drugiej wciągana w konflikt, którego Pani nie stworzyła.

Z tego, co Pani pisze, widać, że bardzo stara się Pani zachować neutralność, nie eskalować, nie dokładać do tego napięcia. I jednocześnie to napięcie i tak do Pani trafia – w postaci wiadomości, oskarżeń, wrogości. Trudno się dziwić, że zaczyna się to w Pani kumulować.

Można mieć wrażenie, że cokolwiek Pani zrobi, i tak zostanie to źle odebrane. I to jest bardzo obciążające miejsce, bo nie ma tam realnego wpływu na sytuację, a jednocześnie jest dużo emocji.

Z perspektywy procesu wygląda to trochę tak, jakby była Pani ustawiana w roli „tej trzeciej”, na którą można skierować złość, żal, rozczarowanie. I to niekoniecznie jest o Pani jako osobie, tylko o tym, co Pani obecność uruchamia w tamtej relacji.

To, że Pani milczy i nie wchodzi w konflikt, może być na ten moment najbardziej chroniące dla sprawy i dla partnera. Ale jednocześnie ważne jest to, żeby to milczenie nie oznaczało, że Pani zostaje sama z tym, co się w niej zbiera.

 

Może więc mniej chodzi o to, jaką postawę przyjąć wobec matki dziecka, a bardziej o to, jak zadbać o siebie w tym wszystkim. Gdzie Pani może mieć przestrzeń, żeby to wyrazić, nazwać, nie musieć tego cały czas „trzymać”.

 

pozdrawiam,

Martyna Kaleta

dobrostan

Darmowy test na dobrostan psychiczny (WHO-5)

Zobacz podobne

Dzień dobry, Chciałabym zapytać o to czy istnieje jakakolwiek szansa,
Dzień dobry, Chciałabym zapytać o to czy istnieje jakakolwiek szansa, aby mój partner-zdiagnozowany podczas pobytu w szpitalu psychiatrycznym po udawanej próbie samobójczej dla zwrócenia na siebie uwagi-jako osoba z dysocjalnym zaburzeniem osobowości, zmieniła kiedykolwiek swoje postępowanie i schemat działania wobec mnie i naszego dziecka. Stosował wyrafinowane techniki przemocy psychicznej i finansowej. Odeszliśmy od niego z dzieckiem. Teraz mówi, że nas kocha, a wcześniej twierdził, że mnie tylko na początku związku a 6-letniego syna nie, ponieważ powiedział mu, że bardziej kocha mamę. Czy istnieje jakakolwiek bezpieczna opcja powrotu do tego człowieka? Czy terapia małżeńska może cokolwiek pomoc?
Jak poradzić sobie z nagłym ochłodzeniem relacji z przyjaciółką?

Ostatnio moje relacje z koleżanką znacznie się pogorszyły. Przestała do mnie pisać prywatnie, nawet jeśli coś ode mnie chce, to pisze przez grupę, a moje wiadomości ma w głębokim poważaniu. W relacji "na żywo" jakoś zobojetniałem w jej oczach, nie ma już uśmiechu na przywitanie ani nic. Dzisiaj mnie nawet zignorowała zupełnie i się nie przywitała. Podobnie jak ona dla mnie, tak ja dla niej byłem "głównym" znajomym. Wiem, że ma chłopaka i zna się z nim co najmniej od roku. Przyznam, że mi się podoba, ale nigdy jej tego nie okazywałem, żeby nie psuć relacji... a jednak. nie wiem, co zrobić.

Brak popędu seksualnego u narzeczonej - jak zrozumieć i pomóc?
Jesteśmy z narzeczoną razem ponad 3 lata i ogólnie nasz związek jest bardzo dobry. Dogadujemy się, wspieramy, nie mamy większych konfliktów. Jesteśmy też zaręczeni i planujemy wspólną przyszłość. Jedyną trudniejszą kwestią od początku było życie seksualne. Moja partnerka mówiła mi wcześniej, że ma raczej niski popęd seksualny i że w przeszłości miała nieprzyjemne doświadczenia z byłymi partnerami. Starałem się to zrozumieć i nigdy nie naciskałem. Przez te 3 lata jakoś znajdowaliśmy kompromis – czasami było mniej seksu niż bym potrzebował, ale ona też starała się mnie zaspokoić na różne sposoby i ogólnie funkcjonowaliśmy w tym dobrze. Problem pojawił się około 3 tygodnie temu. Mam wrażenie, że z dnia na dzień coś się zmieniło. Wcześniej wszystko było normalnie, a nagle poczułem duży dystans z jej strony. Nie chodzi tylko o seks, ale też o pewien chłód emocjonalny. Wczoraj mieliśmy bardzo szczerą rozmowę. Powiedziała mi, że faktycznie czuje się oddalona i że kompletnie nie czuje popędu seksualnego. Podkreślała kilka razy, że to nie jest moja wina, że jej się podobam i że mnie kocha. Mówiła, że problem jest po jej stronie i że sama nie rozumie, dlaczego tak się czuje, a jednocześnie chciałaby zrozumieć, skąd to się bierze. Podczas rozmowy pytałem ją też wprost, czy może czegoś jej brakuje w naszym związku – czy emocjonalnie, czy w codziennym życiu. Odpowiedziała, że wręcz przeciwnie, że ma wszystko, czego zawsze chciała i czego nigdy wcześniej w związkach nie miała. Powiedziała, że jest ze mnie bardzo zadowolona, że czuje się kochana i że docenia to, jakim staram się być partnerem, szczególnie że w poprzednich relacjach miała trudne doświadczenia. Z drugiej strony ja czuję, że coś się zmieniło. Czuję różnicę w jej zachowaniu – np. w sposobie przytulania czy w ogólnej bliskości. Jeszcze kilka tygodni temu było to zupełnie inne uczucie niż teraz. Ona sama też potwierdziła, że faktycznie trochę się oddaliła, ale tłumaczy to tym, że cały czas ją to wszystko męczy i że sama próbuje zrozumieć, co się z nią dzieje. Rozmawiała już nawet o tym ze swoją mamą i ciocią, bo sama próbuje zrozumieć, co się dzieje. One pytały ją, czy może problem polega na tym, że to nie jest odpowiedni związek, ale ona sama mówi, że tak tego nie czuje – że jest ze mną szczęśliwa i że logicznie patrząc ma wszystko, czego zawsze chciała. Dodam też, że powiedziała, że na początku związku popęd seksualny był, choć nigdy nie był u niej bardzo wysoki. Teraz jednak mówi, że kompletnie nie czuje tej iskry czy chęci. Ja z jednej strony staram się być wyrozumiały i ją wspierać. Powiedziałem jej, że dam jej czas i że możemy spróbować to razem zrozumieć. Z drugiej strony jest mi z tym bardzo trudno, bo czuję ten dystans i czasami pojawia się u mnie myśl, że może już mnie nie kocha albo że coś się zmieniło w jej uczuciach. Dodam jeszcze, że ona sama powiedziała, że chciałaby się przebadać pod kątem hormonów, ponieważ bardzo dawno tego nie robiła i zastanawia się, czy może to mieć z tym związek. Rozmawialiśmy też o tym, że być może warto byłoby skonsultować się z psychologiem lub terapeutą, żeby spojrzeć na tę sytuację z szerszej perspektywy i posłuchać opinii osoby z doświadczeniem. Dla mnie jest to też trudne o tyle, że pracujemy razem, więc jesteśmy ze sobą praktycznie codziennie i trudno jest mi po prostu zdystansować się od tej sytuacji. Nie ukrywam, że bardzo proszę o pomoc lub wskazówki, bo sam nie wiem, jak powinienem się zachować. Z jednej strony zastanawiam się, czy powinienem po prostu dać jej czas i spróbować to przeczekać. Z drugiej strony obawiam się, że jeśli całkowicie się wycofamy i np. zupełnie zrezygnujemy z bliskości czy życia seksualnego, to może to spowodować jeszcze większe oddalenie między nami. Rozmawialiśmy też o tym, czy w takiej sytuacji lepiej zrobić krok w tył i całkowicie odpuścić, czy wręcz przeciwnie – próbować powoli odbudowywać bliskość, nawet jeśli na początku będzie to trochę wymagało wysiłku z obu stron. Być może patrzę na to w niewłaściwy sposób, dlatego bardzo chciałbym poznać opinię osób z większym doświadczeniem.
Trudność w relacji małżeńskiej: granice, zaprzeczanie emocjom i brak rozmowy
Trudność w relacji małżeńskiej – granice, zaprzeczanie emocjom i brak rozmowy Dzień dobry, piszę, ponieważ od dłuższego czasu jestem w dużym napięciu emocjonalnym związanym z moją relacją małżeńską i chciałbym spojrzenia z zewnątrz – najlepiej psychologicznego. W relacji od dłuższego czasu zmagam się z poczuciem dezorientacji i podważania własnej perspektywy. W sytuacjach konfliktowych często mam wrażenie, że wcześniejsze ustalenia, intencje lub kontekst rozmów przestają obowiązywać, a odpowiedzialność za efekt końcowy jest przypisywana wyłącznie mnie. Nawet gdy działałem w dobrej wierze lub w porozumieniu, później słyszę, że „to była tylko moja decyzja” albo że „powinienem był wiedzieć lepiej”. Doświadczam też trudności w domykaniu tematów – rozmowy kończą się bez wspólnych wniosków, a przy kolejnym konflikcie wracają w bardzo podobnej formie. Z czasem zaczynam wątpić w to, czy moje reakcje są adekwatne i czy rzeczywiście robię coś niewłaściwie, czy raczej funkcjonuję w relacji, w której brak jest stabilnych punktów odniesienia i przewidywalności. Z mojej strony staram się regulować emocje – gdy konflikt eskaluje, wychodzę, stawiam granice, nie podnoszę głosu. Problem polega na tym, że nie ma później żadnej rozmowy ani próby zmiany wzorca. Konflikty wracają w bardzo podobnej formie, a ja zaczynam się zastanawiać, czy długoterminowo da się tak funkcjonować bez realnego dialogu. Dodatkowo widzę powtarzalny schemat, w którym odpowiedzialność za trudne sytuacje (np. decyzje zawodowe żony, relacje z jej rodziną, kwestie finansowe) jest przenoszona na mnie – nawet jeśli wcześniej wspierałem ją w podejmowanych decyzjach. Mam wrażenie, że moje intencje i realne działania są później reinterpretowane w negatywny sposób. Żona niedawno sama zgłosiła się na terapię, mówiąc, że czuje depresję i przygnębienie, ale jednocześnie podkreśla, że nie jest to związane z naszą relacją. Ja również rozważam terapię indywidualną. Czuję jednak dużo złości i bezradności, bo mam poczucie, że moja praca nad sobą nie przekłada się na poprawę dynamiki między nami. Moje pytania: - Jak psychologicznie rozumieć zaprzeczanie emocjom i zmianę narracji w konflikcie? - Gdzie przebiega granica między „trudną kłótnią” a wzorcem, który może być emocjonalnie destrukcyjny? - Czy w sytuacji, gdy jedna strona stawia granice i reguluje emocje, ale druga nie podejmuje dialogu, jest przestrzeń na poprawę relacji? - Na czym warto się skupić w terapii indywidualnej w takiej sytuacji? Będę wdzięczny za każdą merytoryczną perspektywę.
Silny lęk społeczny w pracy w open space – czy psycholog pomoże mi normalnie rozmawiać z ludźmi?
Moja historia z tym lękiem ciągnie się od studiów, ale teraz w pierwszej poważnej pracy to już jest dramat. Dostałam biurko w open space i to jest dla mnie jak szafot. Każdy ruch, każde wyjście do łazienki wydaje mi się oceniane przez wszystkich. Ostatnio mieliśmy integrację, na którą oczywiście nie poszłam, bo wymyśliłam chorobę psa, a potem ryczałam cały wieczór, bo widziałam ich zdjęcia na Instagramie, jak się bawią. Czuję się potwornie samotna, ale lęk przed odrzuceniem i oceną jest silniejszy niż chęć bycia z ludźmi. Czy psycholog może mi pomóc nauczyć się "normalnie" rozmawiać bez tego paraliżu w gardle?
kryzys w związku

Kryzys w związku – jak go przetrwać i odbudować relację?

Twój związek w kryzysie? To naturalny etap, który może wzmocnić relację. Poznaj sprawdzone strategie i porady ekspertów, by skutecznie przez niego przejść i odbudować więź. Czytaj dalej!