
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, rodzicielstwo i rodzina, związki i relacje
- Jak radzić sobie z...
Jak radzić sobie z konfliktem z matką dziecka partnera?
Karolina Jatczak
Witam,
Sytuacja którą Pani opisuje jest bardzo skomplikowana, znalazła się Pani pośrodku konfliktu który bezpośrednio Pani nie dotyczy. Na pewno generuje on ogrom stresu dla Pani oraz złości.
Zachowania byłej partnerki mogą podlegać pod nękanie, radziłabym zachować wiadomości jako ewentualny materiał dowodowy oraz skonsultować tę sytuację z prawnikiem. Przejście na drogę sądową w sprawie opieki nad dzieckiem to najlepszy ruch w przypadku braku możliwości “dogadania się”.
Warto też ustalić z partnerem, że nie chce Pani znać treści wiadomości, które on otrzymuje od matki dziecka, jeśli dotyczą one Pani osoby. To pozwoli Pani odciąć się od toksycznego wpływu tej kobiety i przestać 'przeżuwać' jej emocje. Będzie to postawienie granicy, które może trochę odciążyć Panią psychicznie.
To co mogłoby być pomocne, to to żeby w tej sytuacji Pani zadbała o siebie i swoje emocje, radziłabym kilka konsultacji, żeby mogła Pani dać upust swoim emocjom i w pełni o siebie zadbać.
Pozdrawiam serdecznie,
Karolina Jatczak,
psycholog
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Łukasz Dyłka
Dzień dobry.
W tej sytuacji najzdrowsza postawa z Pani strony to neutralność, konsekwencja i niewchodzenie w bezpośredni konflikt. Nie dlatego, że ma Pani „pozwalać” na ataki, tylko dlatego, że każda emocjonalna odpowiedź może zostać wciągnięta w spór między rodzicami dziecka i później użyta przeciwko Państwu.
To nie Pani jest stroną tego konfliktu rodzicielskiego. Pani może wspierać partnera, ale nie powinna przejmować roli osoby, która tłumaczy się matce dziecka, przekonuje ją, uspokaja albo udowadnia, że nie jest zagrożeniem. To partner powinien prowadzić sprawy dotyczące dziecka, kontaktów i komunikacji z matką.
Dobrze, że ją Pani zablokowała. Jeśli wiadomości są obraźliwe, warto ich nie kasować, tylko zachowywać jako dokumentację. Partner może ograniczyć komunikację do spraw dziecka i najlepiej do formy pisemnej, spokojnej, rzeczowej, bez wdawania się w kłótnie. Na przykład: „Odnoszę się wyłącznie do spraw dotyczących dziecka. Nie będę odpowiadał na wiadomości zawierające obrażanie mojej partnerki”. I potem rzeczywiście nie odpowiadać na prowokacje.
Ważne też, żeby nie próbowała Pani „naprawiać” relacji z matką dziecka na siłę. Być może ona przeżywa złość, żal, zazdrość albo stratę wyobrażenia o rodzinie, ale to nie usprawiedliwia ataków na Panią. Może Pani współczuć jej emocji, a jednocześnie nie zgadzać się na przekraczanie granic.
Jeśli czuje Pani, że emocje się kumulują, proszę nie czekać do momentu wybuchu. Warto mieć swój wentyl bezpieczeństwa: rozmowę z kimś zaufanym, zapisanie złości bez wysyłania wiadomości, ograniczenie dostępu do treści, które Panią nakręcają, a jeśli trzeba, także własną konsultację psychologiczną. Nie dlatego, że „problem jest w Pani”, tylko dlatego, że długotrwały konflikt "okołorozstaniowy" bardzo obciąża także nowych partnerów.
Na ten moment najbezpieczniej: nie odpowiadać matce dziecka, nie tłumaczyć się, nie wdawać w wymianę zdań, zachowywać wiadomości, wspierać partnera, ale nie przejmować jego walki. Jeśli pojawią się groźby, nękanie albo dalsze uporczywe kontaktowanie się mimo blokady, warto skonsultować się prawnie, co można z tym zrobić.
Najtrudniejsze może być zaakceptowanie, że tego konfliktu prawdopodobnie nie da się teraz „uspokoić” dobrą rozmową. Można natomiast nie dolewać do niego paliwa i chronić swoje granice.
Łukasz Dyłka
Bożena Nagórska
Dzień dobry.
Sytuacja, w której się Pani znalazła, jest obciążająca emocjonalnie, ponieważ stała się Pani celem ataku w konflikcie, który Pani nie dotyczy, a na który nie ma Pani bezpośredniego wpływu. Postawa neutralności i milczenia, którą Pani przyjęła, jest bardzo dojrzała i najbezpieczniejsza z punktu widzenia toczącej się sprawy sądowej, ponieważ nie daje matce dziecka żadnych argumentów przeciwko Pani ani partnerowi. Warto jednak pamiętać, że kumulowanie emocji ma swoje granice, dlatego kluczowe jest znalezienie bezpiecznego ujścia dla tej irytacji poza obszarem konfliktu, np. w rozmowie z kimś bliskim lub terapeutą.
W relacji z matką dziecka najważniejsze jest konsekwentne utrzymywanie braku kontaktu i nieodpowiadanie na żadne zaczepki, co z czasem może wygasić jej potrzebę atakowania Pani jako "winnej". Proszę pamiętać, że oskarżenia o to, iż przez Panią dziecko wychowuje się bez ojca, są jedynie projekcją jej żalu i frustracji, nie mającą oparcia w rzeczywistości – to ona, poprzez blokowanie kontaktów, decyduje o tej sytuacji. Pani rolą jest bycie oparciem dla partnera, ale nie za cenę własnego zdrowia psychicznego; warto ustalić z nim wspólne zasady, np. że nie relacjonuje on Pani wszystkich wulgarnych wiadomości, które otrzymuje, aby nie zatruwać nimi Państwa wspólnego czasu.
Jest Pani wystarczająca w roli partnerki i nie musi Pani brać na siebie odpowiedzialności za relacje ojca z dzieckiem ani za emocje jego byłej partnerki. Fakt, że wspiera Pani partnera w tym najtrudniejszym czasie do końca czerwca, świadczy o Pani wielkim zaangażowaniu, ale proszę nie zapominać o stawianiu granic, by ten stres nie zdominował Pani życia. Wytrwanie w spokojnej, milczącej postawie jest najlepszą strategią, dopóki sąd nie ureguluje kontaktów, co – choć trwa – w końcu przyniesie stabilizację i jasne zasady, których matka dziecka będzie musiała przestrzegać.
Wszystkiego dobrego
Bożena Nagórska
Piotr Ziomber
Dzień dobry
Za emocje i zachowania matki dziecka odpowiada ona sama. To, że przerzuca na Ciebie winę, jest jej mechanizmem obronnym, nie lustrem Twojej osoby. Za sposób prowadzenia sprawy, formę kontaktów z byłą partnerką i troskę o dziecko odpowiada Twój partner. To jego zadanie ustawić z nią zasady, najlepiej także przy wsparciu sądu. Za to, ile tego konfliktu wpuszczasz do swojego życia i psychiki odpowiadasz już Ty. To jest obszar, na który realnie masz wpływ. W praktyce przydatne bywa zdanie w głowie: „To nie jest mój konflikt, choć mocno mnie dotyka”. Pomaga to przesunąć się z pozycji „uczestniczki wojny” do pozycji „osoby, która chroni siebie i relację”.
Na poziomie faktów matka nie ma prawa „zakazać” ojcu kontaktów z dzieckiem ze względu na Twoje istnienie, sąd patrzy na dobro dziecka, a sam fakt nowej partnerki nie jest podstawą do ograniczania kontaktów. To ważne, żebyś nie brała dosłownie jej gróźb, choć są raniące. Utrzymuj pełną zero-jedynkowość kontaktu czyli zablokowana wszędzie, brak odpowiadania z Twojej strony. Każda reakcja choćby „żeby postawić granicę” dla niej jest paliwem.
Poproś partnera, by nie „przerzucał” na Ciebie jej wiadomości. Jeśli musi je mieć ze względów dowodowych, niech archiwizuje je w sposób, który minimalnie Cię obciąża. Ustal z partnerem prostą zasadę że wszystko, co dotyczy kontaktów z matką dziecka, omawiacie w określonym czasie i formie (np. 2–3 razy w tygodniu, a nie „ciągły strumień”). To daje psychice sygnał: „ten stres ma ramy czasowe”. Tu kluczowe jest, byś nie wchodziła w rolę „trzeciego rodzica, który ustawia byłą” kiedy sądy, prawnicy i on sam są od tego lepsi, a Ty płacisz za takie zaangażowanie najwyższą cenę emocjonalną.
To, że narasta w Tobie złość i irytacja jest zdrową reakcją na chroniczne naruszanie granic, nie „Twoim problemem charakterologicznym”. Poniżej kilka bardzo konkretnych rzeczy, które możesz wdrożyć: „Bufor na reakcję”: kiedy dociera do Ciebie kolejna historia albo wiadomość od niej, umów się z sobą, że przez pierwsze 24 godziny nie podejmujesz żadnych decyzji co do odpowiedzi, działań, rozmów. Najpierw regulacja, potem działanie.
Balans wobec partnera jest najtrudniejszy kiesy z jednej strony widzisz go jako ojca w przewlekłym stresie, z drugiej nie możesz stać się jego „terapeutą” i menedżerem sprawy sądowej naraz.
Z perspektywy prawa rodzinnego ważne jest także, żeby to on, nie Ty, zbierał dowody, dokumentował utrudnianie kontaktów itd.; sąd i tak patrzy na relację rodzic–dziecko, a nie rodzic–nowa partnerka. Jednocześnie warto wzmacniać w nim część „ojca obecnego i stabilnego”, a nie „ofiary byłej”: zauważać jego wysiłek, zaangażowanie, mówienie „widzę, ile Cię to kosztuje, a jednocześnie widzę, że się nie wycofujesz”. To daje mu zasoby, które pośrednio chronią i Ciebie.
Utrzymujesz pełną blokadę bezpośredniego kontaktu z matką dziecka, prosisz partnera, by ograniczył ilość przekazywanych Ci szczegółów z jej wiadomości do minimum „technicznym”.
Joanna Cichosz
Dzień dobry,
Znajduje się Pani w środku silnego konfliktu, choć sama nie jest jego stroną. Próbuje Pani zachować neutralność i nie eskalować napięcia, ale jednocześnie doświadcza Pani ataków, wyzwisk i obwiniania. Trudno, żeby takie emocje się nie kumulowały, a sytuacja nie obciążała Pani emocjonalnie. Reakcje matki dziecka prawdopodobnie bardziej wynikają z jej własnych emocji, lęku, złości czy poczucia straty niż dotyczą Pani. Oczywiście to nie znaczy, że musi Pani to milcząco znosić. Neutralność nie polega na biernym tolerowaniu przemocy słownej. Ma Pani prawo chronić siebie: blokować kontakt, nie odpowiadać na zaczepki i ograniczać swoją obecność w tym konflikcie do minimum. Warto byłoby także uważać, żeby cała relacja z partnerem nie zaczęła stopniowo kręcić się wyłącznie wokół jego konfliktu z matką dziecka. Łatwo wejść w rolę osoby, która „dźwiga emocjonalnie” całą sytuację, kosztem własnego spokoju. To ważne, by zadawała sobie Pani pytanie: gdzie kończy się wspieranie partnera, a zaczyna przeciążanie samej siebie? Na ten moment prawdopodobnie największym wsparciem dla partnera będzie spokojna, stabilna obecność i nieeskalowanie konfliktu, nawet jeśli emocjonalnie bywa to bardzo trudne. Warto też, by to on przede wszystkim stawiał granice wobec matki dziecka i brał odpowiedzialność za porządkowanie tej sytuacji.
Wszystkiego dobrego,
Joanna Cichosz
Magdalena Mazur-Laskowska
Myślę, że przede wszystkim musisz zastanowić się, na czym naprawdę Ci zależy i co jest dla Ciebie ważne w tej relacji. W takich sytuacjach bardzo łatwo skupić się wyłącznie na konflikcie i emocjach innych ludzi, a zgubić siebie po drodze.
Warto sobie odpowiedzieć na kilka pytań: jakie masz granice, czego nie chcesz przekraczać i co jesteś w stanie zaakceptować na dłuższą metę. Bo niestety wygląda na to, że ten konflikt szybko się nie zakończy, a Ty nie jesteś odpowiedzialna za emocje matki dziecka ani za ich relację sprzed Ciebie.
To, że zachowujesz spokój i nie wdajesz się w awantury, świadczy o dużej dojrzałości. Ale jednocześnie nie możesz tłumić wszystkiego w sobie w nieskończoność, bo wtedy frustracja będzie tylko narastać. Neutralność nie oznacza zgadzania się na przekraczanie Twoich granic. Masz prawo chronić siebie, swoje emocje i swój spokój.
Najważniejsze chyba teraz jest to, żebyś sprawdziła, czy mimo tej trudnej sytuacji ten związek daje Ci poczucie bezpieczeństwa, wsparcia i sensu. I czy partner potrafi zadbać również o Ciebie w tym wszystkim, a nie tylko oczekuje, że będziesz "dzielnie wytrzymywać".
Nie masz wpływu na zachowanie matki dziecka, ale masz wpływ na to, jak długo i na jakich zasadach chcesz uczestniczyć w tej sytuacji.
Martyna Kaleta
Dzień dobry,
to, co Pani opisuje, brzmi jak bardzo trudna i obciążająca sytuacja, w której jest Pani trochę „pomiędzy” - z jednej strony blisko partnera i jego doświadczenia, z drugiej wciągana w konflikt, którego Pani nie stworzyła.
Z tego, co Pani pisze, widać, że bardzo stara się Pani zachować neutralność, nie eskalować, nie dokładać do tego napięcia. I jednocześnie to napięcie i tak do Pani trafia – w postaci wiadomości, oskarżeń, wrogości. Trudno się dziwić, że zaczyna się to w Pani kumulować.
Można mieć wrażenie, że cokolwiek Pani zrobi, i tak zostanie to źle odebrane. I to jest bardzo obciążające miejsce, bo nie ma tam realnego wpływu na sytuację, a jednocześnie jest dużo emocji.
Z perspektywy procesu wygląda to trochę tak, jakby była Pani ustawiana w roli „tej trzeciej”, na którą można skierować złość, żal, rozczarowanie. I to niekoniecznie jest o Pani jako osobie, tylko o tym, co Pani obecność uruchamia w tamtej relacji.
To, że Pani milczy i nie wchodzi w konflikt, może być na ten moment najbardziej chroniące dla sprawy i dla partnera. Ale jednocześnie ważne jest to, żeby to milczenie nie oznaczało, że Pani zostaje sama z tym, co się w niej zbiera.
Może więc mniej chodzi o to, jaką postawę przyjąć wobec matki dziecka, a bardziej o to, jak zadbać o siebie w tym wszystkim. Gdzie Pani może mieć przestrzeń, żeby to wyrazić, nazwać, nie musieć tego cały czas „trzymać”.
pozdrawiam,
Martyna Kaleta

Zobacz podobne
Dzień dobry. Jakiś czas temu pisałam do Państwa w sprawie trudności z określeniem relacji między mną oraz moim kolegą. Po krotce wiem, że ja się bardzo zaangażowałam, On natomiast dawał mi sprzeczne sygnały. Zawsze był przy mnie i wspierał jak zresztą do tej pory to robi, jednak nie deklarował się z tym, czego tak naprawdę oczekuje od Naszej relacji. Wczoraj postanowiłam ostatecznie dowiedzieć się, co jest grane. Ostatnie dni były trudne. Ponieważ On zachorował i ja jak zwykle martwiłam się, monitorowałam co z Nim się dzieje. Dbałam o Niego. Po tym, jak już wyzdrowiał, byliśmy jeszcze bliżej niż do tej pory. Siedzieliśmy w nocy na telefonie rozmowy żarty. Pamiętał o moich urodzinach. Rozmawialiśmy jak nigdy dotąd. Słuchał mnie interesował się tym, co mnie dotyczy. Najmniejszą bzdurą. Potrafił napisać mi nagle " Ach zapomniałem życzyć Ci miłego dnia. Więc miłego dnia" lub "dobranoc". I nagle umilkł z dnia na dzień. Ja nie wiedziałam, o co chodzi. Wymyślałam różne scenariusze, w końcu doświadczyłam uczucia, że coś się musiało stać. Zapytałam się, co się dzieje, odpowiedział, że nic. Ale ja czułam, że to nie prawda. Po kilku dniach przyznał się, że ma dużo do myślenia, ponieważ obawia się o zdrowie i życie swoich rodziców i boi się, że będzie musiał przejść operację. Bo coś się dzieje nie tak z Jego zdrowiem. Ja na to, że może powiedzieć mi o tym wszystkim. Odpowiedział, że wie, że na mnie zawsze może polegać. Idąc tym tropem porozmawialiśmy o tym, co się dzieje między Nami. Ja wskazałam swoje wątpliwości i obawy tej najgłębsze z serca. I powiedziałam, że chce czegoś więcej, ale nie wiem, czy On też. W odpowiedzi usłyszałam, że jest zaszczycony, mogąc pochwalić się znajomością ze mną. Że stanowię najjaśniejszy punkt Jego życia i codzienności i że jestem bardzo ważną i wyjątkową kobietą i wiele znaczę dla Niego. I że zawsze choćbym była na drugim końcu świata to mogę napisać, zadzwonić a przybędzie mi na pomoc. I to się nigdy nie zmieni. Ale nie chce mnie obciążać swoim problemami i kłopotami związanymi z zdrowiem rodziców i swoją operacją, więc jeśli mi to odpowiada, to jedyne co może mi zaoferować to przyjaźń. Ale bardzo prosi wręcz błaga mnie, żebym niczego absolutnie niczego nie zmieniała w Naszej dotychczasowej relacji, bo to ja jestem źródłem Jego siły. I tylko dzięki mnie wstaje co dzień rano z łóżka. Cóż mogłam w takim wypadku powiedzieć. Odpowiedziałam, że rozumiem, ale żeby wiedział, że nie musi być z tym wszystkim sam. Nie wiem teraz jak mam podejść do tej sytuacji, bo dziś znów rozmawialiśmy, ja powiedziałam, że nie wracamy do tamtej rozmowy tylko po staremu i że chce wiedzieć, kiedy ma tego lekarza i tą operację. W odpowiedzi usłyszałam, że jestem niesamowicie wyjątkową i dorosłą odpowiedzialną kobietą i że obawiał się jak to teraz będzie. A lekarza miał wczoraj po południu i okazało się, że nie jest tak źle. Póki co operacji nie potrzebuje, ale kiedyś ona go czeka i wtedy mi powie o tym. Dodałam, że mam nadzieję, że zdrowie rodziców też się polepszy i że jak zawsze jak będzie potrzebował pogadać to wie, gdzie mnie znaleźć. I powtórzyłam, żeby nie czuł się skrępowany czy nieswojo w relacjach ze mną. I niech nie zastanawia, się co poszło nie tak. Bo tu nic nie poszło nie tak. Dużo mnie to emocji i opanowania kosztowało. Jego pewnie też. Tyle tylko, że ja się czuję teraz jak idiotka, bo powiedziałam, co czuję i na pewno to wszystko zmienia między Nami. A przecież rozmawiając wcześniej dużo wcześniej, kiedy opowiadał mi o swoich rodzicach i ich problemach zdrowotnych oraz o swoich problemach zdrowotnych to włączył mnie w to wszystko. I ja już od dawna jestem w tym razem z Nim. Raczej wiem, że też w relacje ze mną jest zaangażowany pewnie w równym stopniu jak ja. Tylko nie wiem, dlaczego woli zrezygnować z tego, co mogłoby być. Czy tak na prawdę On chce to wszystko poświęć, żeby nie wiem uchronić mnie przed czymś? Tego nie wiem. A może nie chce się wiązać z obawy ,że jak będzie w związku to nie będzie miał tyle czasu, aby w pełni poświęcić się sprawie rodziców. Tego nie wiem. I nie wiem, czy to dobrze się stało, że porozmawialiśmy o tym.
Mam problem z lękiem przed bliskością i zaangażowaniem, co bardzo utrudnia mi budowanie relacji. Za każdym razem, gdy ktoś się do mnie zbliża, czuję zagrożenie i mam ochotę się wycofać. Wiem, że takie zachowanie blokuje mój rozwój emocjonalny i uniemożliwia tworzenie trwałych więzi. Chciałbym lepiej zrozumieć, skąd bierze się mój lęk?

