Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Jak radzić sobie z konfliktem z matką dziecka partnera?

Jestem z partnerem od roku. Ma prawie dwuletnie dziecko. Z jego mamą nigdy nie byli w związku, nie mieszkali ze sobą, dziecko nie było planowane. Gdy pojawiło się na świecie, partner próbował uczestniczyć w jego życiu, ale ze względu na trudne relacje z matką dziecka, nie było to możliwe systematycznie. Wobec tego wniósł do sądu o ustalenie kontaktów (dziecko miało 10 m-cy). Od tego momentu sytuacja jeszcze się pogorszyła. Konflikt ewidentnie narastał a odkąd matka dziecka dowiedziała się że związał się ze mną, jest jeszcze gorzej. Sądzę że miała nadzieję, że stworzą rodzinę. Doszło do tego, że odnalazła mnie w mediach społecznościowych i zaczęła wypisywać, od wulgaryzmów i wyzwisk po wiadomości pełne żalu i obwiniające mnie o to, że dziecko wychowuje się bez ojca. Zablokowałam ją, więc wysyła wiadomości do partnera. Jasno powiedziała, że ze względu na mnie, nigdy nie pozwoli partnerowi zabrać dziecka do siebie. Staram się stać z boku tego konfliktu i nie angażować, choć bywa to trudne. Wspieram partnera, widzę jego stres przed każdą wizytą u dziecka i przygnębienie spowodowane tym konfliktem, staram się jakoś pomóc przetrwać czas sprawy sądowej, która pewnie jeszcze sporo potrwa. Kompletnie nie wiem jaką postawę przyjąć wobec matki dziecka. Próbuję być neutralna ale ona ciągle kieruje atak w moją stronę, dla dobra sprawy milczę i nie wdaję się w pyskówki, ale emocje się we mnie kumulują. Cała sytuacja coraz bardziej mnie irytuje, nie wiem jak długo zniosę te prowokacje, boję się że kiedyś wybuchnę. Jak sobie z tym poradzić? Bo na zażegnanie konfliktu w najbliższym czasie raczej nie ma szans.
Karolina Jatczak

Karolina Jatczak

Witam,

Sytuacja którą Pani opisuje jest bardzo skomplikowana, znalazła się Pani pośrodku konfliktu który bezpośrednio Pani nie dotyczy. Na pewno generuje on ogrom stresu dla Pani oraz złości. 

Zachowania byłej partnerki mogą podlegać pod nękanie, radziłabym zachować wiadomości jako ewentualny materiał dowodowy oraz skonsultować tę sytuację z prawnikiem.  Przejście na drogę sądową w sprawie opieki nad dzieckiem to najlepszy ruch w przypadku braku możliwości “dogadania się”. 

 

Warto też ustalić z partnerem, że nie chce Pani znać treści wiadomości, które on otrzymuje od matki dziecka, jeśli dotyczą one Pani osoby. To pozwoli Pani odciąć się od toksycznego wpływu tej kobiety i przestać 'przeżuwać' jej emocje. Będzie to postawienie granicy, które może trochę odciążyć Panią psychicznie.

 

To co mogłoby być pomocne, to to żeby w tej sytuacji Pani zadbała o siebie i swoje emocje, radziłabym kilka konsultacji, żeby mogła Pani dać upust swoim emocjom i w pełni o siebie zadbać.

 

Pozdrawiam serdecznie,

Karolina Jatczak, 

psycholog


 

2 dni temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Łukasz Dyłka

Łukasz Dyłka

Dzień dobry.

 

W tej sytuacji najzdrowsza postawa z Pani strony to neutralność, konsekwencja i niewchodzenie w bezpośredni konflikt. Nie dlatego, że ma Pani „pozwalać” na ataki, tylko dlatego, że każda emocjonalna odpowiedź może zostać wciągnięta w spór między rodzicami dziecka i później użyta przeciwko Państwu.

 

To nie Pani jest stroną tego konfliktu rodzicielskiego. Pani może wspierać partnera, ale nie powinna przejmować roli osoby, która tłumaczy się matce dziecka, przekonuje ją, uspokaja albo udowadnia, że nie jest zagrożeniem. To partner powinien prowadzić sprawy dotyczące dziecka, kontaktów i komunikacji z matką.

 

Dobrze, że ją Pani zablokowała. Jeśli wiadomości są obraźliwe, warto ich nie kasować, tylko zachowywać jako dokumentację. Partner może ograniczyć komunikację do spraw dziecka i najlepiej do formy pisemnej, spokojnej, rzeczowej, bez wdawania się w kłótnie. Na przykład: „Odnoszę się wyłącznie do spraw dotyczących dziecka. Nie będę odpowiadał na wiadomości zawierające obrażanie mojej partnerki”. I potem rzeczywiście nie odpowiadać na prowokacje.

 

Ważne też, żeby nie próbowała Pani „naprawiać” relacji z matką dziecka na siłę. Być może ona przeżywa złość, żal, zazdrość albo stratę wyobrażenia o rodzinie, ale to nie usprawiedliwia ataków na Panią. Może Pani współczuć jej emocji, a jednocześnie nie zgadzać się na przekraczanie granic.

 

Jeśli czuje Pani, że emocje się kumulują, proszę nie czekać do momentu wybuchu. Warto mieć swój wentyl bezpieczeństwa: rozmowę z kimś zaufanym, zapisanie złości bez wysyłania wiadomości, ograniczenie dostępu do treści, które Panią nakręcają, a jeśli trzeba, także własną konsultację psychologiczną. Nie dlatego, że „problem jest w Pani”, tylko dlatego, że długotrwały konflikt "okołorozstaniowy" bardzo obciąża także nowych partnerów.

 

Na ten moment najbezpieczniej: nie odpowiadać matce dziecka, nie tłumaczyć się, nie wdawać w wymianę zdań, zachowywać wiadomości, wspierać partnera, ale nie przejmować jego walki. Jeśli pojawią się groźby, nękanie albo dalsze uporczywe kontaktowanie się mimo blokady, warto skonsultować się prawnie, co można z tym zrobić.

 

Najtrudniejsze może być zaakceptowanie, że tego konfliktu prawdopodobnie nie da się teraz „uspokoić” dobrą rozmową. Można natomiast nie dolewać do niego paliwa i chronić swoje granice.

Łukasz Dyłka

2 dni temu
Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Dzień dobry.

Sytuacja, w której się Pani znalazła, jest obciążająca emocjonalnie, ponieważ stała się Pani celem ataku w konflikcie, który Pani nie dotyczy, a na który nie ma Pani bezpośredniego wpływu. Postawa neutralności i milczenia, którą Pani przyjęła, jest bardzo dojrzała i najbezpieczniejsza z punktu widzenia toczącej się sprawy sądowej, ponieważ nie daje matce dziecka żadnych argumentów przeciwko Pani ani partnerowi. Warto jednak pamiętać, że kumulowanie emocji ma swoje granice, dlatego kluczowe jest znalezienie bezpiecznego ujścia dla tej irytacji poza obszarem konfliktu, np. w rozmowie z kimś bliskim lub terapeutą.

W relacji z matką dziecka najważniejsze jest konsekwentne utrzymywanie braku kontaktu i nieodpowiadanie na żadne zaczepki, co z czasem może wygasić jej potrzebę atakowania Pani jako "winnej". Proszę pamiętać, że oskarżenia o to, iż przez Panią dziecko wychowuje się bez ojca, są jedynie projekcją jej żalu i frustracji, nie mającą oparcia w rzeczywistości – to ona, poprzez blokowanie kontaktów, decyduje o tej sytuacji. Pani rolą jest bycie oparciem dla partnera, ale nie za cenę własnego zdrowia psychicznego; warto ustalić z nim wspólne zasady, np. że nie relacjonuje on Pani wszystkich wulgarnych wiadomości, które otrzymuje, aby nie zatruwać nimi Państwa wspólnego czasu.

Jest Pani wystarczająca w roli partnerki i nie musi Pani brać na siebie odpowiedzialności za relacje ojca z dzieckiem ani za emocje jego byłej partnerki. Fakt, że wspiera Pani partnera w tym najtrudniejszym czasie do końca czerwca, świadczy o Pani wielkim zaangażowaniu, ale proszę nie zapominać o stawianiu granic, by ten stres nie zdominował Pani życia. Wytrwanie w spokojnej, milczącej postawie jest najlepszą strategią, dopóki sąd nie ureguluje kontaktów, co – choć trwa – w końcu przyniesie stabilizację i jasne zasady, których matka dziecka będzie musiała przestrzegać.

Wszystkiego dobrego

Bożena Nagórska

2 dni temu
Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Dzień dobry

 

 Za emocje i zachowania matki dziecka  odpowiada ona sama. To, że przerzuca na Ciebie winę, jest jej mechanizmem obronnym, nie lustrem Twojej osoby. Za sposób prowadzenia sprawy, formę kontaktów z byłą partnerką i troskę o dziecko  odpowiada Twój partner. To jego zadanie ustawić z nią zasady, najlepiej także przy wsparciu  sądu. Za to, ile tego konfliktu wpuszczasz do swojego życia i psychiki odpowiadasz już Ty. To jest obszar, na który realnie masz wpływ. W praktyce przydatne bywa zdanie w głowie: „To nie jest mój konflikt, choć mocno mnie dotyka”. Pomaga to przesunąć się z pozycji „uczestniczki wojny” do pozycji „osoby, która chroni siebie i relację”.

  Na poziomie faktów matka nie ma prawa „zakazać” ojcu kontaktów z dzieckiem ze względu na Twoje istnienie, sąd patrzy na dobro dziecka, a sam fakt nowej partnerki nie jest podstawą do ograniczania kontaktów. To ważne, żebyś nie brała dosłownie jej gróźb, choć są raniące. Utrzymuj pełną zero-jedynkowość kontaktu czyli zablokowana wszędzie, brak odpowiadania z Twojej strony. Każda reakcja  choćby „żeby postawić granicę” dla niej jest paliwem.

Poproś partnera, by nie „przerzucał” na Ciebie jej wiadomości. Jeśli musi je mieć ze względów dowodowych, niech archiwizuje je w sposób, który minimalnie Cię obciąża. Ustal z partnerem prostą zasadę że wszystko, co dotyczy kontaktów z matką dziecka, omawiacie w określonym czasie i formie (np. 2–3 razy w tygodniu, a nie „ciągły strumień”). To daje psychice sygnał: „ten stres ma ramy czasowe”. Tu kluczowe jest, byś nie wchodziła w rolę „trzeciego rodzica, który ustawia byłą” kiedy sądy, prawnicy i on sam są od tego lepsi, a Ty płacisz za takie zaangażowanie najwyższą cenę emocjonalną.

  To, że narasta w Tobie złość i irytacja  jest zdrową reakcją na chroniczne naruszanie granic, nie „Twoim problemem charakterologicznym”. Poniżej kilka bardzo konkretnych rzeczy, które możesz wdrożyć: „Bufor na reakcję”: kiedy dociera do Ciebie kolejna historia albo wiadomość od niej, umów się z sobą, że przez pierwsze 24 godziny nie podejmujesz żadnych decyzji co do odpowiedzi, działań, rozmów. Najpierw regulacja, potem działanie.

 

Balans wobec partnera  jest najtrudniejszy kiesy z jednej strony widzisz go jako ojca w przewlekłym stresie, z drugiej  nie możesz stać się jego „terapeutą” i menedżerem sprawy sądowej naraz.

Z perspektywy prawa rodzinnego ważne jest także, żeby to on, nie Ty, zbierał dowody, dokumentował utrudnianie kontaktów itd.; sąd i tak patrzy na relację rodzic–dziecko, a nie rodzic–nowa partnerka. Jednocześnie warto wzmacniać w nim część „ojca obecnego i stabilnego”, a nie „ofiary byłej”: zauważać jego wysiłek, zaangażowanie, mówienie „widzę, ile Cię to kosztuje, a jednocześnie widzę, że się nie wycofujesz”. To daje mu zasoby, które pośrednio chronią i Ciebie.

Utrzymujesz pełną blokadę bezpośredniego kontaktu z matką dziecka,  prosisz partnera, by ograniczył ilość przekazywanych Ci szczegółów z jej wiadomości do minimum „technicznym”.

2 dni temu
Joanna Cichosz

Joanna Cichosz

Dzień dobry,

Znajduje się Pani w środku silnego konfliktu, choć sama nie jest jego stroną. Próbuje Pani zachować neutralność i nie eskalować napięcia, ale jednocześnie doświadcza Pani ataków, wyzwisk i obwiniania. Trudno, żeby takie emocje się nie kumulowały, a sytuacja nie obciążała Pani emocjonalnie. Reakcje matki dziecka prawdopodobnie bardziej wynikają z jej własnych emocji, lęku, złości czy poczucia straty niż dotyczą Pani. Oczywiście to nie znaczy, że musi Pani to milcząco znosić. Neutralność nie polega na biernym tolerowaniu przemocy słownej. Ma Pani prawo chronić siebie: blokować kontakt, nie odpowiadać na zaczepki i ograniczać swoją obecność w tym konflikcie do minimum. Warto byłoby także uważać, żeby cała relacja z partnerem nie zaczęła stopniowo kręcić się wyłącznie wokół jego konfliktu z matką dziecka. Łatwo wejść w rolę osoby, która „dźwiga emocjonalnie” całą sytuację, kosztem własnego spokoju. To ważne, by zadawała sobie Pani pytanie: gdzie kończy się wspieranie partnera, a zaczyna przeciążanie samej siebie? Na ten moment prawdopodobnie największym wsparciem dla partnera będzie spokojna, stabilna obecność i nieeskalowanie konfliktu, nawet jeśli emocjonalnie bywa to bardzo trudne. Warto też, by to on przede wszystkim stawiał granice wobec matki dziecka i brał odpowiedzialność za porządkowanie tej sytuacji.

 

Wszystkiego dobrego,

Joanna Cichosz

2 dni temu
Magdalena Mazur-Laskowska

Magdalena Mazur-Laskowska

Myślę, że przede wszystkim musisz zastanowić się, na czym naprawdę Ci zależy i co jest dla Ciebie ważne w tej relacji. W takich sytuacjach bardzo łatwo skupić się wyłącznie na konflikcie i emocjach innych ludzi, a zgubić siebie po drodze.

 

Warto sobie odpowiedzieć na kilka pytań: jakie masz granice, czego nie chcesz przekraczać i co jesteś w stanie zaakceptować na dłuższą metę. Bo niestety wygląda na to, że ten konflikt szybko się nie zakończy, a Ty nie jesteś odpowiedzialna za emocje matki dziecka ani za ich relację sprzed Ciebie.

 

To, że zachowujesz spokój i nie wdajesz się w awantury, świadczy o dużej dojrzałości. Ale jednocześnie nie możesz tłumić wszystkiego w sobie w nieskończoność, bo wtedy frustracja będzie tylko narastać. Neutralność nie oznacza zgadzania się na przekraczanie Twoich granic. Masz prawo chronić siebie, swoje emocje i swój spokój.
 

Najważniejsze chyba teraz jest to, żebyś sprawdziła, czy mimo tej trudnej sytuacji ten związek daje Ci poczucie bezpieczeństwa, wsparcia i sensu. I czy partner potrafi zadbać również o Ciebie w tym wszystkim, a nie tylko oczekuje, że będziesz "dzielnie wytrzymywać".

 

Nie masz wpływu na zachowanie matki dziecka, ale masz wpływ na to, jak długo i na jakich zasadach chcesz uczestniczyć w tej sytuacji.

2 dni temu
Martyna Kaleta

Martyna Kaleta

Dzień dobry,

to, co Pani opisuje, brzmi jak bardzo trudna i obciążająca sytuacja, w której jest Pani trochę „pomiędzy” - z jednej strony blisko partnera i jego doświadczenia, z drugiej wciągana w konflikt, którego Pani nie stworzyła.

Z tego, co Pani pisze, widać, że bardzo stara się Pani zachować neutralność, nie eskalować, nie dokładać do tego napięcia. I jednocześnie to napięcie i tak do Pani trafia – w postaci wiadomości, oskarżeń, wrogości. Trudno się dziwić, że zaczyna się to w Pani kumulować.

Można mieć wrażenie, że cokolwiek Pani zrobi, i tak zostanie to źle odebrane. I to jest bardzo obciążające miejsce, bo nie ma tam realnego wpływu na sytuację, a jednocześnie jest dużo emocji.

Z perspektywy procesu wygląda to trochę tak, jakby była Pani ustawiana w roli „tej trzeciej”, na którą można skierować złość, żal, rozczarowanie. I to niekoniecznie jest o Pani jako osobie, tylko o tym, co Pani obecność uruchamia w tamtej relacji.

To, że Pani milczy i nie wchodzi w konflikt, może być na ten moment najbardziej chroniące dla sprawy i dla partnera. Ale jednocześnie ważne jest to, żeby to milczenie nie oznaczało, że Pani zostaje sama z tym, co się w niej zbiera.

 

Może więc mniej chodzi o to, jaką postawę przyjąć wobec matki dziecka, a bardziej o to, jak zadbać o siebie w tym wszystkim. Gdzie Pani może mieć przestrzeń, żeby to wyrazić, nazwać, nie musieć tego cały czas „trzymać”.

 

pozdrawiam,

Martyna Kaleta

1 dzień temu
dobrostan

Darmowy test na dobrostan psychiczny (WHO-5)

Zobacz podobne

Prześladowanie i stalking - były partner nie daje mi spokoju, odczuwam przez to lęk, mdłości, objawy strachu
Witam. Jak uwolnić się od byłego toksycznego faceta. Nie daje mi spokoju. Wypisuje do moich znajomych i do mnie na fb. Mam zablokowane go na fb i numer telefonu też ale zmienia numer. Piszę z fejk konta. Byłam na policji bo włamał mi się na stare konto na fb a hasła nie pamiętam aby odzyskać. I z tamtego konta wypisuje kłamstwa na mnie że niby uprawiam seks za pieniądze. Poddaje się za mnie. Byłam na policji ale mi powiedzieli że nie wiadomo czy zostanie ukarany. Boję się go bo nawet mi groził. Policja też o tym wie a oni powiedzieli że pewnie tylko tak pisze skoro nic mi nie zrobił. Żyje w strachu. Gdzie nie usłyszę że ktoś chodzi na dworze to myślę że to on bo boje się że coś mi zrobi. Psychicznie nie daje rady przez to i nastrój mi się zmienia od radości do smutku. Nie raz nawet płacze bo nie daje rady z tym wszystkim. Proszę o radę.
Odkryłam niewierność męża. Jestem tym wykończona.
Dzień dobry! Miesiąc temu wykryłam niewierność męża. Podsłuchałam jego rozmowę telefoniczna z ta drugą. "Kiciusiu kochany, kociątko malutkie, niewyprzytulana, zadzwonię jeszcze". Ziemia usunęła mi się spod nóg. Na początku zaprzeczał, twierdził, że rozmawiał z matką (sic!), ale gdy go zacytowałam, nie miał wyjścia: przyznał się. Tylko do czego? jego zdaniem to nie zdrada. nazywa to flirtem, głupotą, niczym ważnym. Ja jestem zdruzgotana, czuje się zdradzona emocjonalnie. Twierdzi, że widział ją raz, ona odezwała się na Facebooku, on odpowiedział i potoczyło się. Twierdzi, że chciał się z tego wycofać, ale ona miała trudna sytuację rodzinną i nie potrafił. To dla mnie żadne usprawiedliwienie (myślał, że ja będę miała łatwą sytuację, gdy się dowiem, a nawet, gdy się nie dowiem, ale on będzie dopuszczał się takich zachowań? na czyim samopoczuciu ma mu zależeć?). Powiedział mi, że z nią nie spał, że to wszystko działo się wirtualnie. Nie wiem, czy mu wierzyć. Zdradzana osoba zawsze wierzy w to, w co chce wierzyć... A on niestety udowodnił, że potrafi iść w zaparte (vide rzekoma rozmowa z matką). Twierdzi, że od razu zerwał tę znajomość, zablokował na Facebooku, chce ratować małżeństwo, zależy mu, kocha mnie. tak mówi. Ale nie chce pokazać mi tego wpisu - rzekomo usunął całą te konwersację. Bardzo wygodne. A ja nie wiem, co robić. zawsze myślałam, że tego typu zachowanie jest zero-jedynkowe: zdradziłeś - do widzenia. A nie umiem tego zrobić. Czuję poniżenie, wstyd, żal. Przychodzą takie chwile, że myślę tylko o jego migdaleniu się z nią, o zdradzie, o tych wszystkich okropnych sprawach. Cytuję mu jego wypowiedzi, dręcząc siebie i jego też. Jak zrobić krok na przód? Jak powstrzymać się od tych oskarżeń (jak mogłeś, jesteś draniem, ja byłam wierna, a ty co, jaka ona była, co was łączyło, co cię w niej urzekło, że zaryzykowałeś 20 lat małżeństwa? czy można tak czule i intymnie zwracać się do osoby, którą się raz widziało?Czy na pewno mówisz prawdę). Jestem już zmęczona...Chciałabym zniknąć w takich momentach. Proszę Państwa o radę. Łączę pozdrowienia. ABC.
Czy związek po rozstaniu ma szanse na odbudowę? Wyzwania po rozwodzie i terapia
cześć Żona odeszła, złożyła pozew o rozwód. Jesteśmy 3 lata po ślubie, znamy się 4 lata. Ja lat 49, ona 40. Po 4 dniach od poznania w sieci, zamieszkaliśmy razem i zostaliśmy parą. Po pół roku wzięliśmy ślub. Uratowaliśmy się po złych i traumatycznych związkach. Mamy dzieci z poprzednich małżeństw, ale nie mieszkały z nami. Zawsze było dużo miłości i chemii. Ale przez ostatni rok przygniecionych nieporozumieniami. Moje ADHD i lękowy styl przywiązania ( mam to w papierach:) spowodował, że zamęczyłem żonę. Na początku zazdrością, potem czytaniem jej w myślach, i ogromnym strachem przed porzuceniem. Wiele nieporozumień wynikało z mojej tendencji do: szybkości, dopowiadania, przerywania. Im ja byłem szybszy, tym żona wpadała w większy smutek i ciszę. Reagowała milczeniem. Im ja bardziej chciałem pogadać, tym ona bardziej potrzebowała milczeć. Ale ciche dni powoli mijały. I wtedy zastępowała je tęsknota, sex , bliskość. Do kolejnego nieporozumienia. Kiedy ja przerwałem jej wypowiedź, ona momentalnie milkła. Doszło do tego, że ja widziałem, że cos jest nie tak, ale nic nie mogłem się o tym dowiedzieć. Moja frustracja rosła. W grudniu 2 razy wybuchłem. Żałuje tych słów: żeby się zastanowiła, że ja daje wszystko, ale niczego nie dostaję, i czy ona jest ze mną z wygody? Pod koniec grudnia wyjechałem za granicę. Kiedy wróciłem, okazało się, że się wyprowadziła i złożyła pozew o rozwód. I wiem, bo widziałem, że była na skraju wyczerpania, że ta decyzja a potem samodzielna przeprowadzka do wynajętego mieszkania dużo ją kosztowały. Ale dowiedziałem się w toku terapii ( którą zacząłem), że jej milczenie w odpowiedzi na mój podniesiony głos wynikało z traumy domu rodzinnego. Domu na Śląsku, matka toksyczna, a wszyscy głośni i przerywający. Że jej milczenie to też schemat w odpowiedzi na poprzedni toksyczny związek, w którym płakała, krzyczała i kłóciła się na głos. Wtedy to nie pomogło, więc teraz mózg przyjął inną strategię. Coś jak- "te perfumy lubię, ale on takie miał, wiec nie chcę , żebyś tak pachniał" I wiem teraz, że oboje wkroczyliśmy w związek z plecakiem kamieni, i nie wiedząc jak się ich pozbyć, rzucaliśmy je w siebie nawzajem. Bardzo ją kocham. Jest moim ideałem, bo wiem, że tylko ona potrafi dać mi to poczucie spokoju i zaufania, którego potrzebuję. Jest mądra, piękna i dobra. Bo mogłem jej ufać, ale o tym wtedy nie wiedziałem. Przez 3 tygodnie po jej wyprowadzce mięliśmy kontakt. Pytała jak się czuję, czy wszystko ok, a że ja odpuściłem proszenie i błaganie, zagryzłem zęby i trzymałem się w ryzach, pojawiło się nawet jej niedowierzanie, że tak bezboleśnie ( pozornie) poszło. Ale wtedy poszła na swoja terapię- wiem to z kalendarza. I po niej zmieniła ton o 180st. Pojawiło się- "życzę ci szczęścia, pracuj nad sobą, bo żadna kobieta takiego cię nie zechce, trzymam za ciebie kciuki" Było to dziwne, bo to nie była ona. Odniosłem wrażenie, że to logistyczne decyzje po terapii. Odetnij się! Tylko nie wiem, czy ona miała wątpliwości, czy nie chciała dawać mi nadziei. No i nastała cisza. Dla mnie jest druzgocąca. Bo pamiętam piękne chwile, sex, bliskość- ja zawsze byłem , fizycznie- karmiłem , zawoziłem, czekałem, spałem w aucie pod szpitalem, kiedy ona miała operację. Ale ona nie chciała tylko tego. Chciała poczuć się słuchana, a ja słuchać nie potrafiłem. A że milczała, nierzadko nie wiedziałem co robię źle. Podjąłem terapię, nie piszę do niej, myślę, studiuje, znam już swoje błędy, a nasz związek przeanalizowałem z wzdłuż i w szerz. Jestem dobrym obserwatorem. I co mi pozostało? Serce rozdziera się na każdym kroku- wspólny sklep, ta ulica, ta knajpa, pusty dom ( a z nią był bardzo kolorowy) Co mi pozostało? Czekać? Liczyć, że napisze? Że zatęskni? Dzisiaj przyszedł pozew- rozwód za niecałe 3 miesiące. Co przyniosą te trzy miesiące? Czy mam próbować się do niej odzywać? Czy uszanować jej decyzję? Bo ona wie, co ja do niej czuje, a ja wiem, że w chwilach, kiedy nieporozumienia nie przykrywały rzeczywistości była bliskość i tęsknota. Jak jest teraz- nie wiem. Przed jej wizyta u terapeutyki zdawało mi się, że jest nadal. Było ciepło. Ale potem usłyszałem, że musiało mi się wydawać. Czy osoby z elementami unikowego stylu przywiązania czują tęsknotę? Jak myślicie? Gdzie teraz jestem??? PS. już po rozstaniu napisała, że "już się wypłakała i wykrzyczała do mnie w swojej głowie. A ja dałbym wszystko, żeby krzyczała i płakała do mnie. Dałbym wszystko, bo w mojej głowie wiedzieć- to mieć pod kontrolą. Domyślać się to zginąć....
Po wyprowadzce z akademika jest mi jeszcze trudniej z lękiem przed utratą czasu z przyjacielem. Chciałabym móc zdrowo funkcjonować.
Wyprowadziłam się z akademika, jest mi dość ciężko, największy problem mam z tym, że zostali tam moi znajomi i tylko ja się wyprowadziłam. Boję się, że wpłynie to na naszą przyjaźń i przez dystans relacja nie będzie już taka sama, że nasz kontakt będzie mniejszy. Ale moim głównym problemem który nie daje mi spokoju i nie wiem jak sobie z nim poradzić jest zazdrość. Wśród tych znajomych, którzy zostali w akademiku, jest mój najlepszy przyjaciel a jednocześnie mój były. Mamy ze sobą bardzo dobry kontakt, przyjaźnimy się i będąc w akademiku spędzaliśmy prawie każdy dzień razem, gotowaliśmy razem, chodziliśmy na zakupy, jedliśmy razem posiłki. Już będąc w akademiku byłam bardzo zazdrosna o jego czas. Wiem, że ze mną spedzał najwięcej czasu, ale mimo to robiło mi się bardzo smutno jak słyszałam, że spedza czas z kimś innym. Oczywiście najgorzej czułam się kiedy spędzał czas z innymi dziewczynami, mimo że nie do końca czułam jakieś "zagrożenie" z ich strony. Teraz po wyprowadzce mam z tym jeszcze większy problem. Całym dniami siedzę i myślę co robi, sprawdzam czy jest aktywny na mediach społecznościowych, bo jak tak, to od razu pojawiają się myśli, że na pewno spędza teraz czas z jakąś dziewczyną albo jest na jakieś imprezie. Boję się, że zapomni o spędzaniu czasu ze mną (przez dystans który się pojawił i towarzystwo które ma na miejscu), już teraz trudne dla mnie jest to, że nie możemy go spędzać tak jak wczesniej czyli np. gotując. Nie wiem co mogę zrobić z tą zazdrością. Jest dla mnie bardzo problematyczna, przeszkadza w codziennym funkcjonowaniu i wynika najpewniej z lęku przed odrzuceniem. Nie jest też tak, że przez to, że jest to mój były partner to spędzam z nim czas bo liczę na powrót do związku, nie chciałabym z nim być. Myślę, że bardziej wynika to z tego, że jest jedynym moim bliskim przyjacielem, najlepiej się dogadujemy i nie mam poza nim w zasadzie nikogo. Ale chciałabym móc nauczyć się być w zdrowy sposób w tej relacji i nie ograniczać go moimi humorami tylko do znajomości ze mną przez moją zazdrość. Bardzo proszę o pomoc 🥺
Od ostatnich 5 dni nie mam ochoty na przytulanie ani całowanie się z partnerem, nawet zastanawiam się, czy go kocham czy nie
Dzień dobry, od ostatnich 5 dni nie mam ochoty na przytulanie ani całowanie się z partnerem, nawet zastanawiam się, czy go kocham czy nie, przez co płaczę i czuję się przytłoczona. To stało się tak nagle, jednego dnia czułam, że go bardzo kocham, jest dla mnie najważniejszą osobą, a drugiego dnia nagle wszystko zniknęło z niewiadomych przyczyn. Bardzo bym chciała, żeby było tak jak dawniej. Nie wiem co się ze mną dzieje i jaki jest powód tego nagłego zaniku uczuć i chęci.
kryzys w związku

Kryzys w związku – jak go przetrwać i odbudować relację?

Twój związek w kryzysie? To naturalny etap, który może wzmocnić relację. Poznaj sprawdzone strategie i porady ekspertów, by skutecznie przez niego przejść i odbudować więź. Czytaj dalej!