Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Jak radzić sobie z opieką nad starzejącą się matką i własnymi emocjami?

Treść wrażliwa
Jak znaleźć spokój. 91 matka, całkiem sprawna psychicznie. Ma obok łóżka toaletę przenośną. Używa ją w nocy. Rano wynosi wiaderko do łazienki. Czasem czuje się słaba i prosi, żeby jej wynieść wiaderko. Dzisiaj wynosiła sama i wylała zawartość na swoje łóżko. Puściły mi nerwy. Niedziela, gotuję obiad dla gości. Wszystko do prania i suszenia. Wykrzyczałam jej, że jest podła i ogólnie byłam wściekła. Ona się nie odzywa bo jej krzywdę zrobilam. Opiekuję się nią od 25 lat, nie mam własnej rodziny. Przepisała mi dom, którego już właściwie nie chcę. Ale oszczędności włożyłam w remont. Nie chcę mi się już żyć.
Joanna Michałek

Joanna Michałek

Dzień dobry,

to co opisujesz Klaudio to frustracja, która niemal zawsze zagląda do osoby która ma chorobę przewlekłą lub opiekuje się taką osobą, osoby z niepełnosprawnościami. Lata poświęcenia i brak wsparcia wyczerpuje! Każdy człowiek potrzebuje wytchnienia! Jeśli potrzebujesz wsparcia zapraszam do siebie mam doświadczenie w życiu z osobą z niepełnosprawnością. 

Po prostu po ludzku puściły nerwy, wylało się to co było długo trzymane w środku.

Powodzenia i lekkości dla Ciebie!

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Dominika Winciorek

Dominika Winciorek

To, co opisujesz, brzmi jak ogromne przeciążenie, które narastało przez wiele lat. Opieka nad bardzo wiekowym rodzicem przez 25 lat to ogromny wysiłek fizyczny i emocjonalny. W takich sytuacjach czasem wystarczy jeden dodatkowy stresor, aby pojawił się wybuch złości, który tak naprawdę jest wyrazem wyczerpania, bezsilności i nagromadzonego bólu.

Warto pamiętać, że opiekunowie osób starszych często doświadczają tzw. wypalenia opiekuńczego. Może ono objawiać się rozdrażnieniem, poczuciem uwięzienia, utratą radości życia, a nawet myślami, że nie ma się już siły dalej funkcjonować. Nie świadczy to o byciu złym człowiekiem, ale o tym, że własne zasoby są na granicy wyczerpania.

Jeżeli to możliwe, warto wrócić do mamy, przeprosić za słowa wypowiedziane w złości i jednocześnie uznać przed sobą, że również Ty potrzebujesz wsparcia. Szczególnie porusza mnie zdanie, że nie chce Ci się już żyć. Jeśli oznacza ono, że pojawiają się myśli o zrobieniu sobie krzywdy lub odebraniu sobie życia, bardzo ważne jest, aby nie zostawać z tym samemu i jak najszybciej skontaktować się z bliską osobą, psychologiem, psychiatrą lub telefonem wsparcia.

Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Dzień dobry,

 

Czytając Pani wiadomość, czuję przede wszystkim ogromne zmęczenie. Nie jednym dniem czy jednym incydentem ale latami odpowiedzialności, rezygnowania z własnych potrzeb i życia w ciągłej gotowości do opieki a to co wydarzyło się teraz, wygląda bardziej na moment, w którym przelała się czara, niż na złość wywołaną samym wiaderkiem. Kiedy człowiek przez długi czas niesie ciężar ponad swoje siły, czasem reaguje mocniej, niż sam by chciał.Jednocześnie słowa potrafią ranić, dlatego jeśli będzie Pani gotowa, warto wrócić do tej sytuacji i powiedzieć mamie nie tyle o winie, ile o swoim zmęczeniu i bezradności. Często pod złością kryje się właśnie ból.

Najbardziej poruszyło mnie jednak zdanie: „Nie chce mi się już żyć.” Proszę Pani, czy to jest wyraz ogromnego wyczerpania i poczucia przytłoczenia, czy pojawiają się u Pani także myśli o zrobieniu sobie krzywdy? To bardzo ważne pytanie.

Jeśli te myśli są poważne lub nasilają się, proszę skontaktować się z kimś zaufanym, lekarzem, psychologiem lub zadzwonić pod 112 w sytuacji zagrożenia. Nie powinna Pani zostawać sama z takim ciężarem. 

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Dzień dobry, pani Klaudio. 

Ma Pani pełne prawo czuć bezsilność, a Pani wybuch nie wynikał ze złośliwości, lecz był reakcją alarmową układu nerwowego, który od ćwierć wieku dźwiga samotną odpowiedzialność bez przestrzeni na własne życie. Aby odzyskać spokój i zdjąć z siebie paraliżujące poczucie winy, warto zacząć od oczyszczenia atmosfery z mamą poprzez krótki komunikat: „Mamo, przepraszam za ten krzyk i ostre słowa, byłam po prostu bardzo zdenerwowana tą sytuacją i ogromnie zmęczona”. To zdejmie z Was obu ciężar milczenia. Najważniejsze jest jednak, aby przestała Pani nieść ten ciężar sama – 25 lat to za długo, dlatego czas najwyższy zgłosić się do MOPS-u po usługi opiekuńcze, które pozwolą Pani fizycznie odpocząć. Dom i włożone w niego oszczędności stały się pułapką, ale Pani życie i zdrowie są ważniejsze niż mury. Słowa „nie chce mi się żyć” to poważny sygnał alarmowy, dlatego proszę nie zwlekać i skonsultować się z psychoterapeutą lub lekarzem, aby otrzymać profesjonalne wsparcie w tym głębokim kryzysie.

Wszystkiego dobrego

Bożena Nagórska

Marta Poremska

Marta Poremska

Jeśli spojrzeć na tę sytuację z perspektywy psychologicznej, trudno uznać ją za klasyczną zdradę emocjonalną. Z opisu wynika raczej, że podczas wyjazdu integracyjnego nawiązała się sympatyczna, koleżeńska relacja z osobą, z którą dobrze się rozmawiało i z którą spędzało się więcej czasu niż z innymi uczestnikami. Jest to naturalne zjawisko podczas wyjazdów grupowych i samo w sobie nie oznacza przekroczenia granic związku.

 

Jednocześnie warto zauważyć, że partnerka mogła poczuć się pominięta lub mniej ważna, zwłaszcza jeśli kontakt podczas wyjazdu był rzadszy niż zwykle. Takie emocje są zrozumiałe i nie należy ich bagatelizować. Poczucie zazdrości czy zranienia nie jest jednak równoznaczne z faktem zdrady.
 

Kluczowe znaczenie ma to, że po powrocie nie był utrzymywany dalszy kontakt z poznaną kobietą, nie doszło do budowania ukrytej relacji ani do stopniowego zastępowania partnerki tą znajomością. To właśnie takie elementy są najczęściej charakterystyczne dla zdrady emocjonalnej.
 

Fakt, że temat wraca po sześciu miesiącach mimo wyjaśnień i braku dalszych kontaktów, może sugerować, że źródłem konfliktu nie jest sam wyjazd, lecz głębsze poczucie zagrożenia, brak bezpieczeństwa w relacji lub obawa przed utratą bliskości. W takiej sytuacji warto rozmawiać nie tyle o tym, czy doszło do zdrady, ale o tym, jakie potrzeby i lęki kryją się za ciągłym powracaniem do tej historii.

Marcin Brodowski

Marcin Brodowski

Dzień dobry, 

 

Dziękuję, że napisała Pani o tym tak szczerze. Czytając Pani wiadomość, widzę ogrom zmęczenia i przeciążenia, z którymi mierzy się Pani od bardzo wielu lat. Opieka nad bliską osobą przez tak długi czas to wysiłek, którego często nie widać z zewnątrz, a który potrafi wyczerpywać nie tylko fizycznie, ale również emocjonalnie.

 

To, co się wydarzyło, brzmi jak moment, w którym napięcie gromadzone przez długi czas znalazło ujście. W wiadomości słyszę kogoś, kto od lat niesie bardzo dużo i kto w pewnym momencie nie miał już siły udźwignąć kolejnego zdarzenia. 

 

Szczególnie zatrzymały mnie Pani słowa: „nie chce mi się już żyć”. Kiedy człowiek jest bardzo przeciążony, czasem te słowa oznaczają głębokie zmęczenie i pragnienie, żeby ten ciężar choć na chwilę zniknął. Jednocześnie są to słowa, których nie warto zostawiać samych sobie. Dobrze byłoby przyjrzeć się temu, jak często pojawiają się takie myśli i jak bardzo są dla Pani obciążające.

 

Na ten moment zachęcałbym Panią przede wszystkim do odrobiny łagodności wobec siebie. Być może wystarczającym krokiem na dziś byłoby zadbanie o chwilę odpoczynku i danie sobie prawa do uznania własnego zmęczenia.

 

A jeśli zauważy Pani, że sytuacja się nie poprawia, warto porozmawiać o tym szerzej z osobą, która będzie mogła Panią uważnie wysłuchać i wesprzeć w znalezieniu dalszych, małych kroków, które mogą pomóc w tej sytuacji.

 

Pozdrawiam serdecznie,  

Marcin Brodowski

Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Dzień dobry

 

 Rozumiem Pani dom i bezsilność. Dobrze, ze Pani tutaj z tym przyszła, gdyż może chociaż to, co piszemy, przyniesie Pani na chwilę ulgę. Jest Pani zmęczona sytuacją i życiem.  Żyje Pani od wielu lat bez urlopu, wakacji, w codziennych powtarzających się schematach. Ale przez lata nosiła penie Pani w sobie dumę i siłę, ale  czasem perspektywa się zmienia. Lat ubywa, człowiek coraz słabszy i pojawia się refleksja, czy warto było. Nie ma nikogo, kto by Panią wsparł i pomógł, dał wolny dzień, aby Pani zrobiła coś dla siebie?  Jest pani zrezygnowana i zmęczona życiem i to naturalne. Dźwiga Pani na swoich barkach chorobę matki. Dosłownie i w przenośni. Proszę zaopiekować się sobą. Znaleźć czas na przyjemności, na czas tylko dla siebie. Ja Panią rozumiem, gdyż sam miałem podobną sytuację. Dlatego trzymam kciuki za Panią, aby miała Pani w  sobie te siły. Może trzeba iść do MOPS i poprosić o pomoc opiekunki? Proszę się nie wstydzić. Ma Pani do tego prawo. 

Zobacz podobne

Bardzo cierpię z powodu przeszłości, w której między mną a bratem były mocne szarpaniny, kłótnie. Sami rodzice nas źle traktowali, a ja czuję, że nie byłam w tym wsparciem dla brata.
Dzień dobry, zdecydowałam się napisać na forum, ponieważ ta sytuacja nie daje mi spokoju. Ja i mój 8 lat młodszy brat pochodzimy z rozbitej rodziny, mama i tata bardzo często się kłócili i na obojgu z nas stosowali przemoc psychiczną, na moim bracie, kiedy jeszcze był mniejszy, również fizyczną. Czułam, że nienawidzę swojego brata, cały czas były pomiędzy nami spory, szarpaniny, krzyki i płacze. Wiadomo, że jako starsze dziecko, byłam dużo silniejsza i moje uderzenia podczas bijatyk były dość agresywne i mocne. W mojej głowie pozostało bardzo wyraźne wspomnienie, kiedy wzięłam cienki patyk i z całej siły uderzyłam brata w wewnętrzną stronę kolan. Do dziś, kiedy chociażby przypadkiem coś ociera mi się o to miejsce, od razu słyszę jego wrzaski, mój poziom stresu wzrasta, chce mi się płakać i uderzać głową o ścianę z całej siły. W skrócie jest to wspomnienie bardzo intensywnie naładowane emocjonalnie, które niezmiernie mnie triggeruje. Kolejnym ciosem w tej historii było to, kiedy dowiedziałam się, że mój brat wcale nie był wredny, tylko stwierdzono u niego upośledzenie umysłowe. Wstydzę się siebie i obrzydza mnie mój widok w lustrze. Czuję się jak potwór, którym w sumie dla niego byłam i naprawdę chciałabym naprawić naszą relację, ale jednocześnie nie potrafię spojrzeć na niego, nie czując jednocześnie bardzo negatywnych emocji. W momencie rozwodu rodziców powinnam była być dla niego wsparciem, a tylko pogarszałam sytuację i byłam okropna. Aktualnie bardzo rzadko się ze sobą widujemy, ponieważ on mieszka z ojcem, który też nie traktuje go zbyt dobrze. Ale planujemy razem z mamą zawalczyć o to, aby wrócił do nas. Nie ma między nami takich sporów jak kiedyś, wydaje się jakby on zapomniał o tym, co się działo, co też na dobrą sprawę nie świadczy dobrze. Musiałam w końcu się tym podzielić, ponieważ od wielu lat dosłownie dusi mnie to od środka. Bardzo żałuję.
Dziwne zaburzenia lękowe u 15-latka: nagły lęk przed morzem i odkurzaczem - jak pomóc?

Mam 2 problemy z moim 15-letnim synem. Otóż cierpi on na dziwne zaburzenia lękowe. 
1. Lęk przed morzem (od 3 lat). Syn od dziecka bardzo często bywał nad morzem — szacunkowo około 30 razy. Przez wiele lat nie miał żadnego problemu z wodą ani plażą, chętnie uczestniczył w kąpielach i spacerach, kochał wyjazdy nad morze. Około 3 lata temu zaczęło się od lekkiego niepokoju przy morzu (niechęć do wchodzenia do wody, napięcie). Z każdym kolejnym wyjazdem lęk narastał – aż do obecnego momentu, w którym pojawia się panika nawet przy rozmowie o wyjeździe nad morze. Nie wskazuje konkretnej przyczyny – nie pamięta, by coś złego się wydarzyło. Reakcja ma obecnie charakter silny – unika tematu, reaguje lękowo na zdjęcia morza, plany wakacyjne. 
2. Lęk przed odkurzaczem (nowy objaw). Około 2 tygodnie temu pojawił się nagle silny lęk przed odkurzaczem. Wcześniej nie miał z nim żadnych problemów — wręcz przeciwnie, często sam odkurzał lub był obok, gdy ktoś odkurzał. Teraz mówi, że „boi się” odkurzacza, unika pomieszczenia, gdy odkurzacz jest włączony, wychodzi z domu na wiele godzin po tym jak włączam odkurzacz. Nie ma nadwrażliwości słuchowej (lubi głośną muzykę), nie ma diagnozy ze spektrum autyzmu. 
Poza tymi dwoma lękami syn funkcjonuje normalnie. Chodzi do szkoły, uczy się ponadprzeciętnie, ma znajomych, nie wycofuje się z życia towarzyskiego. Nie zauważyliśmy wyraźnych objawów depresji, problemów ze snem czy odżywianiem. Jedyne, co nas niepokoi, to narastający lęk w jednej sferze i nagły lęk w drugiej. 
Chciałbym wiedzieć, co mojemu synowi dolega i jak to leczyć.

List do toksycznych rodziców. Rodzice, pomimo wielu szczerych rozmów, nie widzą błędów. Co mogę zrobić więcej, jako syn?
Dzień Dobry Od dłuższego czasu borykam się z z problemem możliwe, że chodzi o DDD. Czytałem o tym sporo, próbowałem już szczerych rozmów z rodzicami. W skrócie opisując problem dotyczy braku otwartości na moje decyzje, próby kierowania moimi decyzjami, brak akceptacji Partnerki. Mam 30 lat i chciałbym już całkowicie prowadzić dorosłe życie, czuje duże blokady poczucia winy oraz obwinianie, że chce żyć tak jak chce. Próbowałem wyjaśniać już to z rodzicami , niestety nie chcą przyjąć moich wyznań, do wiadomości moich traum, uważają, że kochają mnie, poświęcają wiele, dużo pieniędzy, dużo serca - nigdy w to nie wątpiłem ja po prostu chce akceptacji moich decyzji, aby nie zakazywali mi żyć po swojemu. Zawsze się kończyło "my to akceptujemy", ale jednak po miesiącu lub przy pierwszym stawieniu się z danym problemem wskazują, że my wiemy lepiej i wracamy do punktu wyjścia. Każde moje zdanie wyrażenie własnego punktu widzenia kończy się z odrzuceniem, poczuciem winy, obwinianiem mnie. Próbowałem jeszcze jednej rozmowy, przygotowałem się, niestety nie udało się dojść do porozumienia, dostałem informacje, że nie szanuje, szkaluje i że jestem manipulowany przez moją partnerkę. Dostałem wyliczenia pieniędzy ile tata musiał zainwestować za moje błędy. Chciałem napisać list dla rodziców licząc, że może uda nam się iść do specjalisty z tym, terapie rodziną, bo to co się dzieje jest toksyczne. Proszę jeśli macie możliwość o zweryfikowanie listu kosztowało mnie to powrotu do najgorszych chwil spojrzenia na to jeszcze raz: W pewnym stopniu czuje się źle, że wyraziłem swoje zdanie. Ale czuje, że musiałem się podzielić tym z rodzicami.Tak samo ja będę waszym synem do końca dni, jeśli uważasz, że mając swoje zdanie swoje, wyborem jest wyrzekaniem się, to jesteś w ogromnym błędzie, powinieneś być dumny, że chce podążać swoją drogą na swój sposób, i tak naprawdę potrzebna jest wam pomoc specjalisty, jeśli nie rozumiesz tego. Posłuszeństwo, które ty tak nagminnie starasz się wywołać, jest tym, co robicie do teraz. Własne wybory nie są nieposłuszeństwem wobec rodziców. Nie pchałem się na studia, nie chciałem nigdy ich robić, to wy żyliście w dużych ambicjach na wykształconego syna, tym bardziej wprowadzając mnie w większe poczucie winy, oraz zaprzeczenie samemu sobie, do dnia dzisiejszego nie akceptujecie tego, że nie chce studiować i mama próbuje mnie przekonywać już na siłę, bo ile razy mam powiedzieć, że nie chce i nie musze? Ile razy mówiliście, że jestem niedorajdą życiową, bo nie miałem pracy i nie byłem na studiach. Nie pomogliście nic, aby zbadać czy napewno to dobry pomysł, jeździłem do Gdańska, nie martwiąc się co się działo i nigdy nie spytaliście się czy jest mi ciężko, czy to jest to, co miało być, gdzie wtedy byłeś? czemu nie zaproponowałeś innych rozwiązań, jak odpowiedzialny, dorosły rodzic ? Allegro - mogłem przewalać pieniądze na narkotyki, używki i hazard - chwilówki. A wpadłem na prowadzenie konta na Allegro. Ja byłem wtedy jeszcze dość młodym człowiekiem uczącym się na błędach. Lepiej wpaść na coś takiego jak chęć rozwoju niż na to, aby skończyć w beznadziejny sposób. To prawda, moja wina jest w tym, ale nie wiesz, ile to mi dało świadomości i doświadczenia. Udało mi się zostać dzięki temu specjalistą od Allegro i handlu internetowego, więc te zainwestowane pieniądze nie poszły na marne. Widać, że dostrzegasz same negatywne strony, ale prawda jest taka, że gdyby nie to Allegro, to mógłbym zostać młynarzem albo pracować w sklepie Media Markt. Tak to by wyglądało. Gdzie widzisz twoje wsparcie? Widzisz tylko moje błędy, ale nie dostrzegasz dużych plusów, które mnie kształtowały. Interes z mamą. Nie ma spraw nierozwiązanych. Jeśli macie problem z rozwiązaniem PIT, to może czas iść do specjalisty albo Urzędu skarbowego, wszystko da się rozwiązać. Kilka razy opłaciliście mi leasing, to są moje błędy. Auto zostało sprzedane, a część kasy zabraliście- przecież na te długi, o których wspomniałeś. Wiesz więc, że już wypominanie tego jest nie na miejscu. Nie zamierzam kończyć roboty, jeśli widzę, że nie robicie sobie nic z tego, co mówię. Wasza nienawiść do ludzi wokół mnie prowadzi do niczego. Dalej sobie robicie podśmiechujki, dalej nie traktujecie mnie poważnie. Pamiętajcie, ja nie żyję już waszym życiem, tylko wy możecie żyć moim, jako swojego syna. To szantaż ekonomiczny, bo właśnie to robisz - wyliczasz, zapisujesz i triumfujesz, to duży problem. Jak to, że pomogłeś mi finansowo, jest dla ciebie najważniejsze, to naprawdę masz wielki problem. Sami widać macie wielki problem. Uważasz, że mnie kupiłeś w jakiś sposób, że kasa jest najważniejsza? Przecież przez całe życie mówiliście, że pieniądze nie są najważniejsze. A to, co właśnie sam udowadniasz, że wkład finansowy w dziecko to jest dźwignia wychowania dobrej rodziny, a następnie szantażu. Zobacz, jak bardzo zbłądziłeś. Współczuję ci, jeśli uważasz, że pomoc finansowa to coś, dzięki czemu można sterować i wpływać, a nie powinność rodzica wobec swoich dzieci. Przywołując mnie na świat, liczyłeś, że samo się utrzyma, samo się wychowa i nie popełni błędów? Naprawdę? Gdzie byłeś, dorosły, kiedy lałeś mnie razem z mamą? Gdzie byliście odpowiedzialni rodzice? • Gdzie byłeś, kiedy sam mówiłeś, że ja jestem nie twój, że jestem sierotą? • Gdzie byłeś, kiedy miałem problemy w szkole? • Gdzie byłeś, kiedy płakałem często, a wy udawaliście, że sobie coś wymyślam wyobrażam ? • Gdzie byłeś, kiedy mama mnie wyzywała od skurwysynów, gdy byłem dzieckiem? Gdzie wtedy byłeś? • Ile razy mówiłeś przy znajomych i rodzinie, że jestem głupi, niedorajda, sierota itd ? • Ile razy pokazałeś, że mamy nie szanujesz, krzyczałeś na mamę, zwyzywaliście się przy mnie? • Ile razy było tak, że kiedyś wypiłeś tak dużo, że mama się martwiła, gdzieś wychodziłeś- dlaczego tak się tego bałem jako dziecko? • Ile razy ze mną próbowałeś rozmawiać o problemach sercowych czy innych wstydliwych rzeczach - nigdy zawsze się od tego wzbraniałeś? • Nie miałeś pojęcia ile razy myślałem, jako nastolatek o próbie samobójczej, bo nie chciałem tak żyć w taki sposób, czułem się niekochany - ile razy musiałem sprawdzać fora internetowe, aby dowiedzieć się, czy lepiej skoczyć pod pociąg czy też lepiej zażyć tabletki dziadka, ale brakowało mi do tego odwagi? Jest tego dużo więcej. Ale jak sam wspomniałeś przy moich długach wobec was odpowiedzialnych, dojrzałych dorosłych, już nie będę mówił o reszcie... A sami z siebie nie wykazaliście pokuty wobec mnie. Ciężko było porozmawiać o moich sprawach, tych wstydliwych oraz tych głęboko skrywanych? Liczyłem, że jak dorośle to wszystko zapomnę, ale widać, jak chcecie mnie ustawiać pod siebie, że dalej to robicie i w efekcie mamy to, co mamy. Dorosłe dziecko z dysfunkcyjnej rodziny. Pamiętaj wszystkie moje błędy jako dziecko, wszystko co ja zrobiłem jako niegrzeczne, nieposłuszne dziecko - to jest wasza wina, gdyż to było pod waszą odpowiedzialnością. Wy, jako moi rodzice, mnie wychowywaliście. „Nie ma złych dzieci, są tylko niedojrzali rodzice”. Zadaj sobie pytanie: czy byłeś, takim dojrzałym rodzicem dla swojego jedynego syna? Wróć sobie do tych chwil i pomyśl, czy jesteście tak idealni, jak sami sobie myślicie. Pamiętaj, kasa to nie wszystko. Gdybym wiedział, że tak wszystko skrupulatnie notujesz, zapisujesz, a potem wykorzystasz to przeciwko mnie, to nigdy nie chciałbym od was kasy na nic, wolał bym nędze w dobrym domu niż dług u rodziców. W przyszłości będę miał swoją rodzinę, a to, jak wy będziecie się w niej zachowywać, zależy już tylko od Ciebie i Mamy. Nie będziecie iść na kompromis ze mną, nie będziecie chcieli się ze mną dogadać. Nie będziecie szanować tej drugiej rodziny. To oznacza, że jedyne co zobaczycie to wiadomości ode mnie, nie zobaczycie swojego syna ani wnuków. Jeśli jednak będziecie chcieli się zmieniać, nauczycie się szanować całkowicie moje decyzje, będziecie się udzielać w sposób zdrowy, rozmawiając ze mną, nie mówiąc mi, co mogę, a czego nie mogę robić. Poważnie traktujcie moje decyzje i ludzi, z którymi mam kontakt. Nie próbujcie manipulować mną, wprowadzając mnie w poczucie winy lub stan odrzucenia. Będziemy się starali naprawić to, co zostało zniszczone.  Będą przyjazdy, będą odwiedziny, i będzie rodzina, będą wspólne wyjścia. Będzie normalność, to co ja myślę, że jednak Tobie i Mamie zależy na tym. Tylko od Ciebie i Mamy zależy, jak to się skończy.  Nie pisz mi, że wam zależy, skoro widzę, że każdy mój krok jest przez was komentowany i widzę, że wam nie zależy na tym, abym ja był szczęśliwy, tylko musi być szczęście wasze i moje.  Nie piszcie mi, że oddaliście serce, skoro nie akceptujecie moich sercowych decyzji i przeinaczacie to jako obłudę oraz to, że inni mną manipulują - co jest potworne.  Nie mówicie mi, że coś akceptujecie, skoro po kilku miesiącach lub pierwszej awanturze oznajmiacie, że jednak jest inaczej, że nie mam poparcia w waszych akceptacjach.  Uczyliście mnie przez całe życie bycia pokornym wobec Ciebie, Mamy i innych ważnych ludzi. Że trzeba nie raz się poświęcić i dać wolną wolę drugiej osobie. Gdzie wasza pokora wobec mnie, wobec moich bliskich, znajomych, ludzi, którzy mnie otaczają? Nigdy nie zgodziliście się i nie zaakceptowaliście moich wyboru jeśli nie wpadał w wasze kredo, życia według waszego schematu Proszę was przeczytajcie to wszystko, pomyślmy razem jak rozwiązać ten problem razem z terapeutą rodzinnym, jeśli dalej nie zgadzacie się z tym, co napisałem. Niestety w odpowiedzi dostałem tylko informacje jak bardzo jestem niewdzięczny, że robie z moich rodziców zwyrodniałą rodzine-patologie- dostałem odpowiedź w kilku zdaniach na mój list, liczyłem na rozmowę szczerą - o odpowiedź na terapie nie ma możliwości, rodzice twierdzą, że niepotrzebna jest pomoc tutaj specjalistów. Czy ja jako syn mogę zrobić coś jeszcze, aby było lepiej?
Czy rozwód po 65. roku życia ma sens przy braku komunikacji i izolacji partnera?
Czy warto się rozwodzić po 65 roku życia jeżeli zdrowi ludzie ze sobą nie rozmawiają, jedno z nich pracuje i pod pretekstem zmęczenia popołudniami zamyka się w swoim pokoju tam je swoją porcję przeze mnie przygotowanego obiadu, ogląda telewizję i coś sobie ogląda na komputerze ( równie filmy porno).
Tajemnica, która mnie niszczy

Od 19 lat mam tajemnicę, która mnie zabija. Wiem, że jak się wyda znienawidzą mnie rodzina dzieci. Obecny partner mnie zostawi. Czuję, że wariuje powoli. Od dawna leczę się na nerwice lęki ataki paniki. Teraz mam natłok myśli, co to będzie jak się wyda co mam robić. Błagam pomóżcie, bo czuję że umieram w środku

toksyczny związek

Toksyczny związek – jak go rozpoznać i zakończyć?

Czy zastanawiasz się, czy Twój związek jest zdrowy? Nie każda trudność jest toksyczna, ale jeśli czujesz lęk, winę, wątpisz w siebie, boisz się mówić, co myślisz – warto się zatrzymać. Tutaj dowiesz się, jak rozpoznać toksyczny związek i jak go zakończyć.