
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, rodzicielstwo i rodzina, zaburzenia nastroju
- Jak radzić sobie z...
Jak radzić sobie z opieką nad starzejącą się matką i własnymi emocjami?
Treść wrażliwaKlaudia
Joanna Michałek
Dzień dobry,
to co opisujesz Klaudio to frustracja, która niemal zawsze zagląda do osoby która ma chorobę przewlekłą lub opiekuje się taką osobą, osoby z niepełnosprawnościami. Lata poświęcenia i brak wsparcia wyczerpuje! Każdy człowiek potrzebuje wytchnienia! Jeśli potrzebujesz wsparcia zapraszam do siebie mam doświadczenie w życiu z osobą z niepełnosprawnością.
Po prostu po ludzku puściły nerwy, wylało się to co było długo trzymane w środku.
Powodzenia i lekkości dla Ciebie!
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Dominika Winciorek
To, co opisujesz, brzmi jak ogromne przeciążenie, które narastało przez wiele lat. Opieka nad bardzo wiekowym rodzicem przez 25 lat to ogromny wysiłek fizyczny i emocjonalny. W takich sytuacjach czasem wystarczy jeden dodatkowy stresor, aby pojawił się wybuch złości, który tak naprawdę jest wyrazem wyczerpania, bezsilności i nagromadzonego bólu.
Warto pamiętać, że opiekunowie osób starszych często doświadczają tzw. wypalenia opiekuńczego. Może ono objawiać się rozdrażnieniem, poczuciem uwięzienia, utratą radości życia, a nawet myślami, że nie ma się już siły dalej funkcjonować. Nie świadczy to o byciu złym człowiekiem, ale o tym, że własne zasoby są na granicy wyczerpania.
Jeżeli to możliwe, warto wrócić do mamy, przeprosić za słowa wypowiedziane w złości i jednocześnie uznać przed sobą, że również Ty potrzebujesz wsparcia. Szczególnie porusza mnie zdanie, że nie chce Ci się już żyć. Jeśli oznacza ono, że pojawiają się myśli o zrobieniu sobie krzywdy lub odebraniu sobie życia, bardzo ważne jest, aby nie zostawać z tym samemu i jak najszybciej skontaktować się z bliską osobą, psychologiem, psychiatrą lub telefonem wsparcia.
Agnieszka Włoszycka
Dzień dobry,
Czytając Pani wiadomość, czuję przede wszystkim ogromne zmęczenie. Nie jednym dniem czy jednym incydentem ale latami odpowiedzialności, rezygnowania z własnych potrzeb i życia w ciągłej gotowości do opieki a to co wydarzyło się teraz, wygląda bardziej na moment, w którym przelała się czara, niż na złość wywołaną samym wiaderkiem. Kiedy człowiek przez długi czas niesie ciężar ponad swoje siły, czasem reaguje mocniej, niż sam by chciał.Jednocześnie słowa potrafią ranić, dlatego jeśli będzie Pani gotowa, warto wrócić do tej sytuacji i powiedzieć mamie nie tyle o winie, ile o swoim zmęczeniu i bezradności. Często pod złością kryje się właśnie ból.
Najbardziej poruszyło mnie jednak zdanie: „Nie chce mi się już żyć.” Proszę Pani, czy to jest wyraz ogromnego wyczerpania i poczucia przytłoczenia, czy pojawiają się u Pani także myśli o zrobieniu sobie krzywdy? To bardzo ważne pytanie.
Jeśli te myśli są poważne lub nasilają się, proszę skontaktować się z kimś zaufanym, lekarzem, psychologiem lub zadzwonić pod 112 w sytuacji zagrożenia. Nie powinna Pani zostawać sama z takim ciężarem.
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka
Bożena Nagórska
Dzień dobry, pani Klaudio.
Ma Pani pełne prawo czuć bezsilność, a Pani wybuch nie wynikał ze złośliwości, lecz był reakcją alarmową układu nerwowego, który od ćwierć wieku dźwiga samotną odpowiedzialność bez przestrzeni na własne życie. Aby odzyskać spokój i zdjąć z siebie paraliżujące poczucie winy, warto zacząć od oczyszczenia atmosfery z mamą poprzez krótki komunikat: „Mamo, przepraszam za ten krzyk i ostre słowa, byłam po prostu bardzo zdenerwowana tą sytuacją i ogromnie zmęczona”. To zdejmie z Was obu ciężar milczenia. Najważniejsze jest jednak, aby przestała Pani nieść ten ciężar sama – 25 lat to za długo, dlatego czas najwyższy zgłosić się do MOPS-u po usługi opiekuńcze, które pozwolą Pani fizycznie odpocząć. Dom i włożone w niego oszczędności stały się pułapką, ale Pani życie i zdrowie są ważniejsze niż mury. Słowa „nie chce mi się żyć” to poważny sygnał alarmowy, dlatego proszę nie zwlekać i skonsultować się z psychoterapeutą lub lekarzem, aby otrzymać profesjonalne wsparcie w tym głębokim kryzysie.
Wszystkiego dobrego
Bożena Nagórska
Marta Poremska
Jeśli spojrzeć na tę sytuację z perspektywy psychologicznej, trudno uznać ją za klasyczną zdradę emocjonalną. Z opisu wynika raczej, że podczas wyjazdu integracyjnego nawiązała się sympatyczna, koleżeńska relacja z osobą, z którą dobrze się rozmawiało i z którą spędzało się więcej czasu niż z innymi uczestnikami. Jest to naturalne zjawisko podczas wyjazdów grupowych i samo w sobie nie oznacza przekroczenia granic związku.
Jednocześnie warto zauważyć, że partnerka mogła poczuć się pominięta lub mniej ważna, zwłaszcza jeśli kontakt podczas wyjazdu był rzadszy niż zwykle. Takie emocje są zrozumiałe i nie należy ich bagatelizować. Poczucie zazdrości czy zranienia nie jest jednak równoznaczne z faktem zdrady.
Kluczowe znaczenie ma to, że po powrocie nie był utrzymywany dalszy kontakt z poznaną kobietą, nie doszło do budowania ukrytej relacji ani do stopniowego zastępowania partnerki tą znajomością. To właśnie takie elementy są najczęściej charakterystyczne dla zdrady emocjonalnej.
Fakt, że temat wraca po sześciu miesiącach mimo wyjaśnień i braku dalszych kontaktów, może sugerować, że źródłem konfliktu nie jest sam wyjazd, lecz głębsze poczucie zagrożenia, brak bezpieczeństwa w relacji lub obawa przed utratą bliskości. W takiej sytuacji warto rozmawiać nie tyle o tym, czy doszło do zdrady, ale o tym, jakie potrzeby i lęki kryją się za ciągłym powracaniem do tej historii.
Marcin Brodowski
Dzień dobry,
Dziękuję, że napisała Pani o tym tak szczerze. Czytając Pani wiadomość, widzę ogrom zmęczenia i przeciążenia, z którymi mierzy się Pani od bardzo wielu lat. Opieka nad bliską osobą przez tak długi czas to wysiłek, którego często nie widać z zewnątrz, a który potrafi wyczerpywać nie tylko fizycznie, ale również emocjonalnie.
To, co się wydarzyło, brzmi jak moment, w którym napięcie gromadzone przez długi czas znalazło ujście. W wiadomości słyszę kogoś, kto od lat niesie bardzo dużo i kto w pewnym momencie nie miał już siły udźwignąć kolejnego zdarzenia.
Szczególnie zatrzymały mnie Pani słowa: „nie chce mi się już żyć”. Kiedy człowiek jest bardzo przeciążony, czasem te słowa oznaczają głębokie zmęczenie i pragnienie, żeby ten ciężar choć na chwilę zniknął. Jednocześnie są to słowa, których nie warto zostawiać samych sobie. Dobrze byłoby przyjrzeć się temu, jak często pojawiają się takie myśli i jak bardzo są dla Pani obciążające.
Na ten moment zachęcałbym Panią przede wszystkim do odrobiny łagodności wobec siebie. Być może wystarczającym krokiem na dziś byłoby zadbanie o chwilę odpoczynku i danie sobie prawa do uznania własnego zmęczenia.
A jeśli zauważy Pani, że sytuacja się nie poprawia, warto porozmawiać o tym szerzej z osobą, która będzie mogła Panią uważnie wysłuchać i wesprzeć w znalezieniu dalszych, małych kroków, które mogą pomóc w tej sytuacji.
Pozdrawiam serdecznie,
Marcin Brodowski

Zobacz podobne
Partner boi się mnie poznać z byłą, z którą ma dziecko, ukrywa wiadomości i spotyka się z nią za moimi plecami, byle by mnie w domu nie było, wtedy zaprasza ją z dzieckiem. Mówi, że to chodzi tylko o dziecko, bo nie chce, żeby zaczęła mu znowu ograniczać kontakty. Co mam zrobić ? Źle się z tym czuję a każda rozmowa kończy się awanturą, bo on nie widzi nic złego w tym, że mnie nie informuje o takich spotkaniach, bo się boi mojej reakcji albo boi się reakcji jej, dodam, że ona nawet nie jest świadoma, że on kogoś ma a on wręcz to ukrywa
Rozstałem się z partnerką w ciąży; liczne kłotnie, próba odcięcia od rodziny, wszyscy są źli, jesteś najgorszy, do niczego się nie nadajesz - to słyszałem. Początek ciąży partnerka mówiła bardzo długo, że usunie, później było trochę lepiej, ale znowu kłótnia za kłótnią, spakowałem się i wyprowadziłem, po tygodniu rozmawialiśmy przez telefon, albo to składamy albo będę sobie układać życie na nowo, dla mnie to za szybko, później już było coraz gorzej - kontakt tylko poprzez mail, w wiadomościach 'zniszczę Cie', poinformowała mnie o tym, że urodziła to pojechałem do szpitala, po szpitalu miałem z nią kilka dni kontakt, chciałem po wyjściu przyjechać i porozmawiać, ustalić szczegóły, ale się nie dało 'albo ja uznajesz albo nie mamy o czym rozmawiać', później były badania genetyczne, ustalanie kontaktu przez prawników, udaje mi się spędzać czas z dzieckiem, nie u niej w domu, lecz w hotelu, powiedziała, że mnie nienawidzi, ja im więcej czasu spędzam z dzieckiem, tym bardziej chciałbym przepracować to, co się między nami wydarzyło.
Ona tłumaczy, że wszystko to, co wydarzyło się w ciąży, jest wynikiem jej stanu, ja w pewnym stopniu to rozumiem i chciałbym naprawić naszą relację, ale wydaje mi się, że ona zupełnie nie chce, bardzo zależy mi na kontakcie z dzieckiem, z perspektywy czasu dostrzegam swój błąd, chciałbym to jakoś przepracować, ona nawet nie chce ze mną rozmawiać, tłumaczę, że dla dobra dziecka powinniśmy jakoś współpracować, na co dostaję odpowiedź, że 'musze Cie tolerować i nic więcej'.
