Aplikacja TwójPsycholog wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Jak sobie radzić z płaczem przy diagnozie zmienionego raka piersi?

Choruję na raka piersi,jestem o operacji oszczędzającej w trakcie leczenia uzupełniającego.Noestety w trakcie diagnozy i leczenia plan na mój przypadek 2×krotnie się zmienił.Na z lżejszej diagnozy na cięższą i z lżejszego leczenia również na dłuższe ,dużo dłużej.Za każdym razem jak się o tym dowiadywałam nie mogłam powstrzymać płaczu. (cichego)ale jednak.łzy po prostu lecą mi wtedy ciurkiem.Umiem nazwać tą emocję wiem z czego ona wynika.Ale mimo stosowania technik oddechowych,krótkiej modlitwy nie potrafię tego zatrzymać.Jest mi niezręcznie bo to dzieje się przy innych ludziach,lekarzach itp.Nie widziałam żeby ktoś inny tak otwarcie płakał i ja sama też wolałabym tego nie robić.Ale nie wiem jak?I zawsze wtedy towarzyszy mi mąż
Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Dzień dobry.

Przede wszystkim ma Pani pełne, absolutne prawo do każdej z tych łez. Diagnoza onkologiczna i dwukrotna zmiana planu leczenia na trudniejszy to potężne obciążenie psychiczne. Płacz jest w tym przypadku całkowicie naturalną, biologiczną reakcją rozładowania tego ogromnego stresu i bezsilności.

To, że inni pacjenci nie płaczą przy lekarzach, nie oznacza, że radzą sobie lepiej – często po prostu zamrażają swoje emocje, co kosztuje ich mnóstwo energii. Lekarze i personel medyczny na oddziałach onkologicznych są przyzwyczajeni do widoku łez i jest to dla nich normalna część pracy z pacjentem w kryzysie.

Próby zatrzymania płaczu na siłę za pomocą technik oddechowych mogą paradoksalnie nasilać napięcie. Zamiast walczyć ze łzami, warto zastosować technikę akceptacji i dać sobie na nie przyzwolenie. Może Pani wprost uprzedzić lekarza, mówiąc: „To dla mnie bardzo trudne wiadomości, potrzebuję chwili, po prostu lecą mi łzy, proszę się tym nie przejmować i mówić dalej”. Obecność męża jest tu ogromnym wsparciem – to on może w tych momentach przejąć rolę osoby zadającej pytania i notującej zalecenia lekarza, podczas gdy Pani daje swojemu ciału przestrzeń na przeżycie tych trudnych emocji. Jeśli ten stan i lęk przed kolejnymi wiadomościami będą zbyt przytłaczające, gorąco zachęcam do konsultacji z psychoonkologiem, który pomoże Pani i mężowi przejść przez ten wymagający proces leczenia.

Życzę Pani szybkiego powrotu do zdrowia.

Bożena Nagórska

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Katarzyna Świdzińska

Katarzyna Świdzińska

Dzień dobry, 

 

W opisanej sytuacji płacz jest bardzo naturalną reakcją. Dowiaduje się Pani nie tylko o chorobie, ale także o kolejnych zmianach diagnozy i leczenia, które oznaczają więcej niepewności, wysiłku i obaw. Organizm czasem reaguje łzami nawet wtedy, gdy rozum już wie, co się dzieje i próbuje zachować spokój.

To, że nie potrafi Pani zatrzymać płaczu mimo technik oddechowych, nie oznacza słabości ani braku kontroli. Często łzy są po prostu sposobem, w jaki układ nerwowy rozładowuje bardzo silne napięcie. Nie każdy reaguje tak samo. To, że nie widziała Pani innych pacjentów płaczących, nie znaczy, że oni nie przeżywają podobnych emocji.

Z perspektywy psychologicznej zachęcałabym raczej do dania sobie zgody na te łzy niż do walki z nimi. Można powiedzieć sobie „To trudna wiadomość, mam prawo płakać”. Paradoksalnie akceptacja często zmniejsza napięcie bardziej niż próby powstrzymywania reakcji.

Widzę też coś bardzo ważnego - za każdym razem obok jest Pani mąż. To cenne, że nie musi Pani przechodzić przez te chwile sama. Proszę nie wstydzić się swoich łez. W takich okolicznościach są one oznaką przeżywania trudnej sytuacji, a nie oznaką słabości.

 

Pozdrawiam,

Katarzyna Świdzińska, Psycholog

Jessica Gagola

Jessica Gagola

Witaj, pamiętaj ze zdrowie psychiczne w czasie gdy choruje ciało jest bardzo ważne. Nie każda sytuacja jest prosta, łatwa czy konieczna by akceptować ponad wszystko. Zamartwianie się na zapas nie pomoże w procesie leczenia. Choroba onkologiczna jest nie lada wyzwaniem dla każdego chorującego i jego najbliższych. Nie powstrzymuj się przed okazywaniem emocji. Potrzebujesz płakać to płacz. To tez forma pracy nad emocjami i ich wyzwalania. I zobaczysz ze wypłakując się zrzucamy z siebie ciężar obecnych emocji. Czasem ta forma jest dla nas konieczna. Ściskam mocno i trzymam kciuki za powrót do zdrowia. Pamiętaj ze choroby nie istnieją, one mogą zaistnieć. Wiec dbaj o siebie.

Joanna Michałek

Joanna Michałek

Dzień dobry,

absolutnie proszę nie stopować płaczu!!!

Wręcz przeciwnie, proszę płacz tyle ile trzeba. Nie patrz na innych, teraz jesteś najważniejsza TY. Płacz jest uwalniający, regulujący, to coś dobrego, działa terapeutycznie. To, że inni mają inaczej nie znaczy, że robisz coś złego. Najważniejsze co tobie pomaga. Okres choroby jest trudny, stresujący, potrzebujesz wsparcia, troski bliskich.

Nie myśl o innych, myśl o sobie. Teraz trzeba się zająć sobą. 

Płacz pomaga regulować układ nerwowy, który jest teraz nadwyrężony. Zresztą psikanie i ziewanie także! Proszę spojrzeć na psy i koty jak często ziewają... I my powinniśmy brać z nich przykład i ziewać całą paszczą z odgłosami 😉

Proszę słuchać ciała i iść za tym.

Ściskam i powodzenia!

Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Dzień dobry,

 

Czytając Pani wiadomość, poczułam, że te łzy mogą pojawiać się nie dlatego, że nie radzi sobie Pani z emocjami, ale właśnie dlatego, że mierzy się Pani z kolejnymi stratami. Najpierw utratą poczucia zdrowia, potem poczucia przewidywalności leczenia, a być może także poczucia bezpieczeństwa.Zastanawiam się, czy nie stawia sobie Pani dodatkowo bardzo trudnego zadania: nie tylko przejść przez chorobę ale jeszcze przejść przez nią „dzielnie”. Tymczasem człowiek może być jednocześnie bardzo dzielny i bardzo zapłakany.Pisze Pani, że łzy są dla Pani krępujące przy lekarzach a ja myślę, że dla personelu medycznego dużo bardziej niezwykły byłby brak emocji niż ich obecność w tak trudnym momencie życia.Chciałabym zadać Pani jedno pytanie: gdyby to Pani mąż znalazł się w identycznej sytuacji i rozpłakał się podczas wizyty, czy uznałaby Pani, że powinien się tego wstydzić? Czy raczej spojrzałaby Pani na niego z czułością i zrozumieniem?Życzę Pani dużo siły na dalsze leczenie i jak najwięcej łagodności wobec samej siebie. 

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

Jagoda Jek

Jagoda Jek

To, co opisujesz, jest bardzo zrozumiałą reakcją w sytuacji choroby nowotworowej i zmieniających się informacji o leczeniu. Płacz w takich momentach nie jest „brakiem kontroli”, tylko naturalną reakcją układu nerwowego na przeciążenie emocjonalne i kolejne etapy trudnych wiadomości.

Warto też wiedzieć, że łzy często pojawiają się mimo stosowania technik oddechowych czy prób zatrzymania reakcji - bo one nie zawsze „blokują” emocje, tylko pomagają je trochę regulować. Sama reakcja płaczu jest odruchem, którego nie da się całkowicie wyłączyć siłą woli.

To, że dzieje się to przy lekarzach czy innych osobach, jest dla wielu pacjentów bardzo krępujące, ale z perspektywy personelu medycznego jest to coś częstego i absolutnie zrozumiałego - nie jest to oceniane negatywnie ani „nietypowe”.

Jeśli chodzi o pytanie „jak tego nie robić” - często bardziej pomocne niż walka z płaczem jest danie sobie przyzwolenia na tę reakcję i skupienie się na tym, żeby mimo emocji móc dalej powiedzieć to, co trzeba (np. poprosić o chwilę przerwy, wodę, oddech). Z czasem to napięcie zwykle trochę się zmniejsza, gdy organizm przestaje „walczyć z płaczem”.

Jeśli czujesz, że te sytuacje są dla Ciebie bardzo obciążające, warto też rozważyć rozmowę z psychoonkologiem - to dokładnie przestrzeń do takich emocji w trakcie leczenia, bez presji ich kontrolowania.

komunikacja w zwiazku

Darmowy test na jakość komunikacji w związku

Zobacz podobne

Mam wrażenie, ze życie nie jest dla mnie. Mam narzeczonego, nasz ślub planowany jest na sierpień. Ja odsuwam wszystkie przygotowania.
Mam wrażenie, ze życie nie jest dla mnie. Mam narzeczonego, nasz ślub planowany jest na sierpień. Ja odsuwam wszystkie przygotowania. Wiem, że chcę z nim być i kocham go, ale nie potrafię podejmować żadnych decyzji związanych np, z ubieraniem się. Mój wybór sukni ślubnej wyglądał tak, że płakałam w przymierzalni, wychodziłam i uśmiechałam się. Nigdy nie zaakceptuję tego jak wyglądam, choć wszyscy mówią ze jestem piękna. Czasem mam lepszy czas, właśnie w takim czasie zrezygnowałam rok temu z rozpoczętej psychoterapii. Moje życie to jeden wielki chaos. Nie potrafię podejmować decyzji, całe życie miotam się i nie wiem co chce robić w życiu. Łapie różne prace. Zawsze byłam bardzo mądra ale w końcu nie poszłam na studia bo nie umiałam podjąć decyzji. Przerastają mnie najprostsze rzeczy. Jestem idealistka. Chciałabym żeby wszystko było perfekcyjne, ale nie potrafię ogarnąć wokół siebie najprostszych rzeczy jeśli chodzi o strefę fizyczna. Mam wrażenie ze co chwile jestem kimś innym, całe życie się do kogoś porównuje i próbuje żyć cudzym życiem, ponieważ moje jest tak okropne. Czasem staram się cieszyć małymi rzeczami i „jakoś” żyć, jak wszyscy, ale czasem już się po prostu nie da tłumić tego co jest we mnie. Jestem jednym wielkim chaosem i bałaganem bez pasji, zainteresowań, wykształcenia. Jedyne czego Zawsze wiedziałam w życiu ze chce to mieć rodzine, męża i dzieci. Ale jak mam to zrobić skoro nie potrafię nawet przygotować się do własnego ślubu? Jak mam zostać żona i mama, nie potrafiąc ogarnąć najprostszych rzeczy wokol siebie? Co przekaże swoim dzieciom w genach? To ze nic nie potrafię i wszystko mnie przerasta? Nie potrafię żyć. Życie nie jest dla mnie. Tyle razy próbowałam. Naprawdę, co chwile próbuje. Ale zawsze dostaje kopa w twarz. Kupiłam ładne okulary, złamałam je. Kupiłam kurtkę, zalałam ją woskiem. Mam wrażenie ze cały świat jest przeciwko mnie. Wydaje mi się ze jedyna opcja w której mogłabym żyć to domek w środku lasu, cisza, brak ludzi, brak bodźców, tylko spacery i nic więcej. Bo życie w społeczeństwie jest dla mnie czymś niemożliwym. Zaczęła się teraz wiosna, a ja chodze ze łzami w oczach patrząc na tych wszystkich ludzi w wiosennych płaszczykach, kamizelkach i adidasach. Ja chodze w starej zimowej kurtce, ponieważ nie umiem nic wokół siebie załatwić. Nie mam stylu, nie mam pasji, nie mam wykształcenia, nie mam życia. Co robić? Narzeczony zachęca mnie do pójścia do specjalisty. Chodziłam. Niby było fajnie ale życie wciąż było za ciężkie. Mam wrażenie ze jestem taka jedyna i nie jestem w stanie nic z tym zrobić. Mam 21 lat, a czuje się jak niemowlę potrzebujące nieustannej opieki i kogoś kto podejmowałby za mnie wszystkie decyzje życiowe…
Silne kłopoty neurologiczne - zawroty głowy, nieostry wzrok pojawiły się nagle, a lekarze wykluczyli zaburzenia fizyczne. Proszę o pomoc!
Witam, Około 3 miesięcy temu w dzień jak każdy inny zacząłem się dziwnie czuć. Mianowicie towarzyszyło mi uczucie zawrotów głowy, trudności w skupieniu, otumanienia, ucisku w głowie, wrażenie gorszej równowagi, pogorszonego widzenia . Od tamtej pory objawy występowały przez około 2 tygodnie aż końcu udałem się do specjalisty neurologa który nie wykrył żadnych problemów jednakże wskazał wykonanie tomografu jeśli objawy nie ustaną. Po około dwóch tygodniach nieustannych objawów udałem się na tomograf. Po upłynięciu 2 tygodni otrzymałem wynik z którego można było wywnioskować, że wszystko jest w normie z wyjątkiem jednej rzeczy. Odcinkowe zgrubienie śluzówki sitowia, co w mojej opinii nie ma wpływu na występujące objawy (Jak się później okazało lekarz też nie widział powiązania) tylko ma związek z dawnym zbyt długim stosowaniem kropli do nosa z xylometazolinem bez których nie mogłem funkcjonować lecz problem już minął. Objawy wciąż nie ustawały więc poszedłem do lekarza rodzinnego który zlecił wykonanie złożonych badan krwi (tarczyca, cukier oraz inne ogólne badania krwi) oraz polecił udanie się jeszcze raz do neurologa jak i okulisty. Badania krwi nic nie wykazały, wszystko w normie. Po kolejnych kilku tygodniach znów udałem się do neurologa który również nic mi nie powiedział oprócz zlecenia kolejnych badań takich jak rezonans z kontrastem oraz wizyta u kardiologa. Wizyta u okulisty również zakończyła się oznajmieniem, że wszystko jest w dobrze i lekarz nie widzi nic niepokojącego. Rezonans mam dopiero za 3 miesiące jak i kardiologa a objawy nie dają mi spokoju w codziennych czynnościach i bardzo utrudniają mi życie. Z moich obserwacji zauważyłem, że objawy są mniej zauważalne gdy jestem skupiony np: jazda samochodem czy też praca. Proszę o pomoc ponieważ zaczynam już wątpić, że ktokolwiek pomoże mi z moim problemem. Mam 20 lat i prowadzę zdrowy tryb życia. Nie pale oraz nie pije .
Czy mam prawo czuć się źle mimo generalnie dobrego życia?

Czy mam prawo czuć się źle, czy przesadzam? Wydaje mi się, że mam generalnie dobre życie. Mam kochającą rodzinę, choć nie zawsze było nam łatwo. Zdarzało się, że musiałam składać się na rachunki czy zakupy (pomimo, że byłam dzieckiem), bo brakowało nam pieniędzy, ale teraz już wyszliśmy na prostą. Moi rodzice (osobno, bo wzięli rozwód, kiedy miałam 12 lat) nie znęcali się nade mną, ale nigdy nie wspierali mnie, kiedy miałam jakiś poważny kryzys psychiczny, kiedy byłam dzieckiem (a zdarzyło mi się mieć kilka), musiałam sobie radzić sama. Dodam jeszcze, że prawie nigdy nie miałam przyjaciół, ani żadnej innej rodziny, której mogłabym się zwierzyć, albo którą mogłaby mi pomóc. Teraz jestem kobietą wchodzącą w dorosłość, która mierzy się z różnymi problemami psychicznymi (wydaje mi się, że z OCD, depresją i alkoholizmem) i nie wiem, czy mam prawo w ogóle myśleć w takich kategoriach, że mam jakiś poważny problem i powinnam choć raz w życiu poprosić o pomoc czy trochę wyolbrzymiam i próbuje zrobić z siebie ofiarę, której nic strasznego się nie przydarzyło i powinnam wziąć się w garść?

Związek na odległość z partnerką z dziećmi – brak czułości, konflikty i wewnętrzny rozdźwięk
Witam, mam gleboki konflikt wewnetrzny zwiazany ze zwiazkiem na odleglosc. Przylatujac teraz na 3 tygodnie po miesiecznej nieobecnosci liczylem na super czas, po czesci oswoilem sie z tym ze ona posiada dzieci… myslalem, ze bedzie super. Jednak mielismy sporo konfliktow a ja jestem bardzo przeciwny sporom jednoczesnie mam wrazenie, ze ona uwaza, ze w jakims stopniu to naturalna czesc zwiazku i nic takiego sie nie dzialo… ja kilka razy juz myslalem o tym zeby wrocic do siebie jednak nie chcialem przy dzieciach robic takich “scen” i po jakims czasie mi przechodzilo sam lagodzilem konflikt i na chwile wszystko wracalo do normy. W ktoryms momencie mowilem sobie, ze tesknie za swoim domem i chyba faktycznie nie chce wracac do kraju i nagle… jej zachowanie sie zmienilo okazala czulosc i uprawialismy seks. Po tym moje nastawienie zmienilo sie diametralnie, i odwrotnie niz wczesniej bardzo chcialem zostac i bylem zly ze czas wracac. Ostatnie dni spedzilismy czas bardzo fajnie poza pewnymi drobnymi sprzeczkami… w ostatni dzien mielismy jechac z jej synem na mecz ale zlapal kontuzje wiec ona sama zaczela myslec co bedziemy robic z jej dziecmi - wowczas syn mocno mnie zaskoczyl i sam powiedzial “to wasz ostatni dzien wiec spedzcie go sami a ja pojde do kolegow”. Wkurza mnie to, ze to syn widzi bardziej ze powinnismy wiecej czasu spedzac sam na sam. 2 tyg wczesniej chcialem isc z nia do kina po calym dniu z dziecmi a ona zaproponowala synowi czy nie pojdzie z nami… dla niej ona i dzieci to jedno cialo a dla mnie niestety nie. Czuje sie chwilami bardzo samotny ale nagpe kiedy pojawia sie odrobina czulosci czy seks pobudzam sie na nowo jestem szczesliwy i chce rozwijac ta relacje dalej az do kolejnego konfliktu… w ostatnia noc przed wyjazdem poklocilismy sie o film i odsunela sie na wieczor poszla sama spac zawolala dzieci tez wczesniej… ogolnie ostatni wieczor po prostu sie zepsul wyjechalem jeszcze rano z wielkim zalem i zloscia… nie mam ochoty mowic jej kocham zreszta moze dlateto, ze ona bardziej mowi to dzieciom niz mi jakiee …10, 20 razy czesciej. Ten zwiazek to powazna hustawka nastrojow - ale jak widze dla mnie - dla niej nie chyba zdrowa dynamika. Siedze juz w domu sam chcialbym uslyszec cos milego, kocham tesknie, mysle o Tobie… cokolwiei ale przez ostatni konflikt jest zimno sucho i… nie tego oczekuje od zwiazku… nie chce poraz setny mowic o swoich potrzebach bo pewnie wyjdzie z tego klotnia…. Mam jakby rozdwojenie jazni jedna czesc nie chce z nia byc a druga ciagle zaklada rozowe okulary i przypominac cudowne chwile. Ja tez jestem w tym zwiazku i na pewno jest jakas czesc mojej winy ale nie umiem z tego wyjsc nawet majac swiadomosc ze ona juz dzieci nie chce a ja chce bo nie mam… sama o tym mowi “zastanawiam sie dlaczego jestes ze mna skoro ja juz dzieci nie chce powtarzam od poczatku…” (byly moze dwa momenty ze zrozumialem, ze moze i by chciala…. Brakuje mi milosci i czulosci mecze sie az do chwili okazania uczucia… i nie umiem wyjsc z tego blednego kola a czuje ze powinienem
Ojciec wychodzi z więzienia, a ja z mamą dalej mieszkamy w tym samym mieście - boję się plotek. Chcę iść na studia, ale nie mogę się wyprowadzić.
Mój ojciec ma stwierdzoną osobowość psychopatyczną, przez większość życia ćpał, siedzi w więzieniu, a ja jestem jego ulubionym dzieckiem. Mój problem polega na tym, że swój wyrok kończy za rok, a ja mieszkam w małym mieście, gdzie plotki szybko się rozchodzą, boje się, że sytuacja znowu sie powtórzy. Siedem lat temu prawie zabił swojego ojca, straszył moją mamę, ten człowiek nie ma wyrzutów sumienia ani współczucia, nie myśli poprawnie. Niestety obok mnie mieszkają moi przyjaciele, w tym jeden wie trochę o mojej sytuacji z plotek i od swoich rodziców, ale nigdy nie zadaje pytań, traktuje to jak tabu. Druga przyjaciółka wie tyle, że mam problemy z tatą, nie wie jakiego stopnia one sięgają. Oboje pochodzą z normalnych domów, a ja nie chce, żeby widzieli we mnie mojego tatę czy myśleli jak o patologii. Mieliśmy się przeprowadzić do tego czasu, ale mama nie jest w stanie. Bardzo potrzebuje pomocy terapeuty, ale nie jestem w stanie o tym rozmawiać, nie mogę powstrzymać płaczu, gdy o tym myślę, ani teraz gdy o tym pisze, nie stać mnie na prywatną pomoc, a ostatnia terapeutka powiedziała, że mnie nie rozumie i czuje się przy mnie "niekomfortowo". Stoję przed wyborem studiów, bardzo chciałabym studiować dziennie, ale wiąże się to z zostaniem w tej miejscowości, a nie dam rady utrzymać sie sama w innym mieście bez pracy, ale studiowanie zaocznie oznacza dla mnie odcięcie się od przyjaciół (jeśli coś się stanie to będą wiedzieć, a poznanie osób z daleka jest bezpieczne), nie wiem czy dam rade nagle zacząć prace i studia, sama daleko od domu. Nie wiem co mam robić, nigdy z nikim o tym nie rozmawiałam, ale teraz gdy dorosłam, a czas się kończy nie daje rady.
komunikacja

Umiejętności komunikacyjne – klucz do skutecznej komunikacji

Skuteczna komunikacja to klucz do sukcesu w życiu osobistym i zawodowym. W tym artykule przyjrzymy się bliżej temu, czym są umiejętności komunikacyjne, jaką rolę odgrywają w naszym życiu i jak możemy je rozwijać.