Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Jak sobie radzić z płaczem przy diagnozie zmienionego raka piersi?

Choruję na raka piersi,jestem o operacji oszczędzającej w trakcie leczenia uzupełniającego.Noestety w trakcie diagnozy i leczenia plan na mój przypadek 2×krotnie się zmienił.Na z lżejszej diagnozy na cięższą i z lżejszego leczenia również na dłuższe ,dużo dłużej.Za każdym razem jak się o tym dowiadywałam nie mogłam powstrzymać płaczu. (cichego)ale jednak.łzy po prostu lecą mi wtedy ciurkiem.Umiem nazwać tą emocję wiem z czego ona wynika.Ale mimo stosowania technik oddechowych,krótkiej modlitwy nie potrafię tego zatrzymać.Jest mi niezręcznie bo to dzieje się przy innych ludziach,lekarzach itp.Nie widziałam żeby ktoś inny tak otwarcie płakał i ja sama też wolałabym tego nie robić.Ale nie wiem jak?I zawsze wtedy towarzyszy mi mąż
Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Dzień dobry.

Przede wszystkim ma Pani pełne, absolutne prawo do każdej z tych łez. Diagnoza onkologiczna i dwukrotna zmiana planu leczenia na trudniejszy to potężne obciążenie psychiczne. Płacz jest w tym przypadku całkowicie naturalną, biologiczną reakcją rozładowania tego ogromnego stresu i bezsilności.

To, że inni pacjenci nie płaczą przy lekarzach, nie oznacza, że radzą sobie lepiej – często po prostu zamrażają swoje emocje, co kosztuje ich mnóstwo energii. Lekarze i personel medyczny na oddziałach onkologicznych są przyzwyczajeni do widoku łez i jest to dla nich normalna część pracy z pacjentem w kryzysie.

Próby zatrzymania płaczu na siłę za pomocą technik oddechowych mogą paradoksalnie nasilać napięcie. Zamiast walczyć ze łzami, warto zastosować technikę akceptacji i dać sobie na nie przyzwolenie. Może Pani wprost uprzedzić lekarza, mówiąc: „To dla mnie bardzo trudne wiadomości, potrzebuję chwili, po prostu lecą mi łzy, proszę się tym nie przejmować i mówić dalej”. Obecność męża jest tu ogromnym wsparciem – to on może w tych momentach przejąć rolę osoby zadającej pytania i notującej zalecenia lekarza, podczas gdy Pani daje swojemu ciału przestrzeń na przeżycie tych trudnych emocji. Jeśli ten stan i lęk przed kolejnymi wiadomościami będą zbyt przytłaczające, gorąco zachęcam do konsultacji z psychoonkologiem, który pomoże Pani i mężowi przejść przez ten wymagający proces leczenia.

Życzę Pani szybkiego powrotu do zdrowia.

Bożena Nagórska

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Katarzyna Świdzińska

Katarzyna Świdzińska

Dzień dobry, 

 

W opisanej sytuacji płacz jest bardzo naturalną reakcją. Dowiaduje się Pani nie tylko o chorobie, ale także o kolejnych zmianach diagnozy i leczenia, które oznaczają więcej niepewności, wysiłku i obaw. Organizm czasem reaguje łzami nawet wtedy, gdy rozum już wie, co się dzieje i próbuje zachować spokój.

To, że nie potrafi Pani zatrzymać płaczu mimo technik oddechowych, nie oznacza słabości ani braku kontroli. Często łzy są po prostu sposobem, w jaki układ nerwowy rozładowuje bardzo silne napięcie. Nie każdy reaguje tak samo. To, że nie widziała Pani innych pacjentów płaczących, nie znaczy, że oni nie przeżywają podobnych emocji.

Z perspektywy psychologicznej zachęcałabym raczej do dania sobie zgody na te łzy niż do walki z nimi. Można powiedzieć sobie „To trudna wiadomość, mam prawo płakać”. Paradoksalnie akceptacja często zmniejsza napięcie bardziej niż próby powstrzymywania reakcji.

Widzę też coś bardzo ważnego - za każdym razem obok jest Pani mąż. To cenne, że nie musi Pani przechodzić przez te chwile sama. Proszę nie wstydzić się swoich łez. W takich okolicznościach są one oznaką przeżywania trudnej sytuacji, a nie oznaką słabości.

 

Pozdrawiam,

Katarzyna Świdzińska, Psycholog

Jessica Gagola

Jessica Gagola

Witaj, pamiętaj ze zdrowie psychiczne w czasie gdy choruje ciało jest bardzo ważne. Nie każda sytuacja jest prosta, łatwa czy konieczna by akceptować ponad wszystko. Zamartwianie się na zapas nie pomoże w procesie leczenia. Choroba onkologiczna jest nie lada wyzwaniem dla każdego chorującego i jego najbliższych. Nie powstrzymuj się przed okazywaniem emocji. Potrzebujesz płakać to płacz. To tez forma pracy nad emocjami i ich wyzwalania. I zobaczysz ze wypłakując się zrzucamy z siebie ciężar obecnych emocji. Czasem ta forma jest dla nas konieczna. Ściskam mocno i trzymam kciuki za powrót do zdrowia. Pamiętaj ze choroby nie istnieją, one mogą zaistnieć. Wiec dbaj o siebie.

Joanna Michałek

Joanna Michałek

Dzień dobry,

absolutnie proszę nie stopować płaczu!!!

Wręcz przeciwnie, proszę płacz tyle ile trzeba. Nie patrz na innych, teraz jesteś najważniejsza TY. Płacz jest uwalniający, regulujący, to coś dobrego, działa terapeutycznie. To, że inni mają inaczej nie znaczy, że robisz coś złego. Najważniejsze co tobie pomaga. Okres choroby jest trudny, stresujący, potrzebujesz wsparcia, troski bliskich.

Nie myśl o innych, myśl o sobie. Teraz trzeba się zająć sobą. 

Płacz pomaga regulować układ nerwowy, który jest teraz nadwyrężony. Zresztą psikanie i ziewanie także! Proszę spojrzeć na psy i koty jak często ziewają... I my powinniśmy brać z nich przykład i ziewać całą paszczą z odgłosami 😉

Proszę słuchać ciała i iść za tym.

Ściskam i powodzenia!

Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Dzień dobry,

 

Czytając Pani wiadomość, poczułam, że te łzy mogą pojawiać się nie dlatego, że nie radzi sobie Pani z emocjami, ale właśnie dlatego, że mierzy się Pani z kolejnymi stratami. Najpierw utratą poczucia zdrowia, potem poczucia przewidywalności leczenia, a być może także poczucia bezpieczeństwa.Zastanawiam się, czy nie stawia sobie Pani dodatkowo bardzo trudnego zadania: nie tylko przejść przez chorobę ale jeszcze przejść przez nią „dzielnie”. Tymczasem człowiek może być jednocześnie bardzo dzielny i bardzo zapłakany.Pisze Pani, że łzy są dla Pani krępujące przy lekarzach a ja myślę, że dla personelu medycznego dużo bardziej niezwykły byłby brak emocji niż ich obecność w tak trudnym momencie życia.Chciałabym zadać Pani jedno pytanie: gdyby to Pani mąż znalazł się w identycznej sytuacji i rozpłakał się podczas wizyty, czy uznałaby Pani, że powinien się tego wstydzić? Czy raczej spojrzałaby Pani na niego z czułością i zrozumieniem?Życzę Pani dużo siły na dalsze leczenie i jak najwięcej łagodności wobec samej siebie. 

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

Jagoda Jek

Jagoda Jek

To, co opisujesz, jest bardzo zrozumiałą reakcją w sytuacji choroby nowotworowej i zmieniających się informacji o leczeniu. Płacz w takich momentach nie jest „brakiem kontroli”, tylko naturalną reakcją układu nerwowego na przeciążenie emocjonalne i kolejne etapy trudnych wiadomości.

Warto też wiedzieć, że łzy często pojawiają się mimo stosowania technik oddechowych czy prób zatrzymania reakcji - bo one nie zawsze „blokują” emocje, tylko pomagają je trochę regulować. Sama reakcja płaczu jest odruchem, którego nie da się całkowicie wyłączyć siłą woli.

To, że dzieje się to przy lekarzach czy innych osobach, jest dla wielu pacjentów bardzo krępujące, ale z perspektywy personelu medycznego jest to coś częstego i absolutnie zrozumiałego - nie jest to oceniane negatywnie ani „nietypowe”.

Jeśli chodzi o pytanie „jak tego nie robić” - często bardziej pomocne niż walka z płaczem jest danie sobie przyzwolenia na tę reakcję i skupienie się na tym, żeby mimo emocji móc dalej powiedzieć to, co trzeba (np. poprosić o chwilę przerwy, wodę, oddech). Z czasem to napięcie zwykle trochę się zmniejsza, gdy organizm przestaje „walczyć z płaczem”.

Jeśli czujesz, że te sytuacje są dla Ciebie bardzo obciążające, warto też rozważyć rozmowę z psychoonkologiem - to dokładnie przestrzeń do takich emocji w trakcie leczenia, bez presji ich kontrolowania.

komunikacja w zwiazku

Darmowy test na jakość komunikacji w związku

Zobacz podobne

Czy warto ponownie nawiązać kontakt po trudnym rozstaniu?
Jakiś czas temu zaczęłam na nowo spotykać się z mężczyzną. Na ostatnim spotkaniu pokazałam mu zdj. z Baby Shower na którym byłam ze znajomymi z pracy. Zwrócił uwagę na jedną ładną dziewczynę. Spytał o Nią (ile lat, czy wolna). Stwierdziałm, że wiem, że nie jestem tak ładna jak ona, na co usłyszałam w odpowiedzi: może Ty taka jesteś, tylko nie wierzysz w siebie (tak - mam niskie poczucie wł. wart). Potem zaczął, niby żartem, prosić żebym dała mu jej numer. Powtórzył to kilkakrotnie, zapewniając zarazem, że nie mam być o co zazdrosna, bo gdyby chciał to już by sobie znalazł kogoś innego: "mało tu jest takich?". Rozstaliśmy się jak zawsze. Po powrocie do domu otrzymałam sms: dziękuję za miło spędzony wieczór. Pamiętaj załatwić mi nr do tej Pani". Zdenerwowałam się, jednak zaczęłam żartować pisząc: "jak ci będzie lepiej to idź; może pokażę jej twoje zdj jak będę pytać o ten nr", itp. Na końcu spytałam, czy na prawdę uważa, że jest ładniejsza ode mnie. W odpowiedzi (odczytanej następnego ranka) otrzymałam: "Co do Was to musiałbym ją zobaczyć na żywo". Wściekłam się - poczułam się brzydsza, gorsza i że na prawdę wolałby kogoś innego. W odpowiedzi napisałam, że ja nigdy nie będę jak ta laska, więc albo bierze co jest, albo niech spada na drzewo. Jeśli nie chce ze mną być to niech mi to powie wprost. Wieczorem zadzwoniłam i przeprosiłam, bo poczułam, że moja reakcja była jednak przesadzona. Najpierw usłyszałam w słuchawce” kazałaś mi spadać na drzewo, więc spadam”. „Obrażony” – pomyślałam. Zadzwoniłam znowu – rozpoczynając od słów: dobra ale nie obrażaj się, zapomnijmy o tym. Przeprosiłam, wytłumaczyłam, że nie zrozumiałam żartu; Z drugiej strony usłyszałam że: sama Go kusiłam, po co mu to zdjęcie pokazywałam; że nie szanuję Go, bo użyłam „spadaj na drzewo”, co to w ogóle jest; że myślał nad tym cały dzień i stwierdził, że to nie ma sensu, rozstańmy się w zgodzie; że nie pasujemy do siebie, że nie będzie się z dzieckiem bawił (bo jestem nerwowa, znowu przyjdę obrażona, a potem go zostawię bo posłucham innych), po co mu to itp. Tłumaczyłam, że ja mogę jedynie przeprosić i jeśli tak uważa jak uważa to zostańmy przyjaciółmi; że ja TYM razem zadzwoniłam i przepraszam, nie uciekam, nie słucham się nikogo; że z każdej trudności która jest między nami wynoszę jakąś lekcję dla siebie. Jeszcze raz przeprosiłam ze łzami w oczach i powiedziałam, że możemy być przyjaciółmi. 8 marca dostałam życzenia na Dzień Kobiet. Nie powiem, że się nie ucieszyłam. Podziękowałam. Za jakiś czas wysłałam mu sms że polecam wyjść z psem bo piękna pogoda. Pod wieczór napisał, że był i spytał jak mi minął dzień. Odpisałam za 3 godz. Za chwilę przesłał do mnie sms, który nie miał trafić do mnie, a zapewne do jego siostry. Stoczyliśmy krótką rozmowę, w której wyjaśnił, że to nie była wiadomość do mnie, spytał ponownie jak mi minął dzień i spytał, czy wpadnę. Odparłam: ooo, no teraz i tak nie przyjadę (było dość późno). Odpowiedział, że wie i że no on chciał tylko życzenia złożyć bo się znamy. Twierdził, że nie jest obrażony, no ale… Życzył mi dobrego wieczoru. Odpisałam, że ja zawsze na kawę wpaść mogę, ale już raczej nie jako jego dziewczyna, ale koleżanka. W odpowiedzi dostałam kilka smsów w stylu: czy chciałabym się przytulać do kolegi, że ma na mnie ochotę etc. jednocześnie deklarował, że wiem, że czuje cos więcej do mnie, zawsze myśli o mnie i jest ze mną. Zaproponowałam szczerą rozmowę, a On się przeraził? i odpisał: „ nie dziękuję nie spotykamy się”. W następnym sms dałam mu do zrozumienia ze z mojej strony nic się nie zmieniło, że chciałabym żeby było jak 2 tyg temu, ale jeśli mamy być znajomymi to proszę aby nie pisał mi o tuleniu. Dwa dni później złożyłam mu życzenia na dzień mężczyzny oraz raz spytałam, czy to nie go mijałam w przejeżdżającym samochodzie. Odpisał: „dziękuję” , „tak, tobie również miłego dnia” (normalnie). Z mojego punktu widzenia przyczyna rozstania ze mną jest głupia ( z 2 strony rozumiem, że może się bać, że znowu odejdę - bo faktycznie obraziłam się i pierwszy raz odeszłam mimo, że nie chciałam, bo posłuchałam innych - natomiast podczas mojej 3 dniowego pobytu w domu rodzinnym nawet się do mnie nie odezwał). Nie wiem, czy mówił poważnie o zerwaniu, czy pod wpływem emocji. Może to głupie, ale brakuje mi Go, był mi bardzo bliski, być może zbyt wiele sobie wyobraziłam, ale dawał mi do zrozumienia, że chce próbować. Popadam w paranoję, za dużo analizuję.. Chciałabym z Nim jeszcze raz porozmawiać, ale nie wiem, czy ma to sens. Czy może czekać na jego ruch, bo właściwie jeśli żywi prawdziwe uczucie to się odezwie… Bardzo proszę o poradę w tej kwestii – odezwać się, spytać o pewność jego decyzji i ewentualnie się pożegnać, czy zostawić sprawę samej sobie?
Nawracające kryzysy, autodestrukcyjne myśli i cPTSD po 40. roku życia – czy terapia może jeszcze pomóc?
Niestety miewam silne kryzysy bycia i życia! Czuję, że po każdym kolejnym jestem coraz mniej silna i tracę nadzieję, że kiedyś po prostu nie będę już czuć tych autodestrukcyjnych emocji i myśli. Nie wiem dlaczego tak jest! Mam zdiagnozowane zaburzenia osobowości i cptsd. Jestem pod opieką specjalisty, jestem w systematycznej terapii a jednak jest jak jest.Mam prawie 50 lat, może to kwestia wieku, że nie daję rady. Takiego może braku wiary w to, że może być lepiej. Nie wiem! Boję się z jednej strony o siebie a z drugiej wszystko staje mi się coraz bardziej obojętne. N
Jestem z agresywnym, byłym partnerem, bo grozi mi odebraniem dziecka.
Bardzo proszę o pomoc. Jestem w bardzo ciężkiej sytuacji. W zeszłym roku musiałam rozstać się z partnerem, z którym byłam przez 3 lata w związku. Niestety znalazłam się w sytuacji, w której musiałam wrócić do byłego partnera, z którym mam 4 letnią córkę. Cały czas kocham poprzedniego partnera, tak bardzo bym chciała być z nim jak dawniej, on też, ale ten, z którym jestem i mam córkę cały czas mnie szantażuje, że mi odbierze dziecko. Mało tego, jest wobec mnie bardzo agresywny, robi awantury z niczego, bije mnie, cały czas mi mówi, że jak mi nie pasuje to mam wyp… bo to jego mieszkanie a wie, że nie potrafię tego zrobić, bo nie chce stracić córki. Dlatego robi co mu się tylko podoba, nie mogę nawet wychodzić sama w domu gdziekolwiek, nawet jeśli wyjdę z dzieckiem mam potem awantury. Na dziecku też się wyżywa, krzyczy na nią bez powodu, obraża ją, krytykuje i brzydko się do niej odzywa. Córka się go boi. Nie wiem co mam dalej robić, tkwię w toksycznym związku. Bardzo proszę o pomoc, jakieś rady jak dalej żyć.
Do kogo zgłosić się po pomoc? Zaburzenia nastroju, silne przeżycia i kryzysy.
Witajcie. Potrzebuję dla siebie pomocy, jestem 18-letnim mężczyzną. Wszystko zaczęło mi się 1,5 roku temu, w bardzo burzliwy sposób zostawiła mnie dziewczyna, miałem potem przez jakiś okres czasu myśli samobójcze, stan obniżonego nastroju i też taką rezygnację. Pół roku po tym incydencie zaczęły mi się dziać dziwne problemy z psychiką – wystąpiły nerwicowe stany: m.in. sporadyczne napady paniki, stany lękowe i taki płynący ogólny lęk. Doszły później do tego jeszcze problemy ze snem, lęki związane z zasypianiem, wybudzanie się w nocy itd. Trwało to około miesiąca (w późniejszym czasie sprawa dotyczyła już tylko tego snu). Poradziłem sobie ze stanami lękowymi i nerwicowymi myślami metodą odwracania uwagi i ośmieszania tych myśli. Był to gdzieś okres czerwca-lipca 2023r. Po powrocie do szkoły we wrześniu wszystko było ok, gdzieś w okolicy listopada zacząłem odczuwać bardzo wyraźne problemy z samopoczuciem związane m.in. z widywaniem byłej dziewczyny na korytarzu :) które zawsze polegały na uczuciu rezygnacji i takim bólu emocjonalnym. Można powiedzieć że towarzyszyły temu skrajne obsesyjne myśli dotyczące tej sytuacji, niemożność pójścia do przodu. Dodatkowo cały problem wzmocnił fakt poznania innej kobiety wcześniej, do której przyrównywałem tą która mnie zostawiła i kompletnie na ten moment oszalałem. Zacząłem chodzić bardzo spięty, a ból psychiczny objawiał się także fizycznie: czułem się ociężały i czułem ucisk w klatce, tak jakbym miał się za chwile rozpłakać, lecz nigdy tak się nie działo. Czułem się bardzo nieszczęśliwy i wszystko dobijało mnie bardziej niż powinno. Wpadłem wtedy w sporadyczne oglądanie filmików porno, nie mogłem tego nawyku kontrolować i zawsze odczuwałem poczucie winy. Można powiedzieć że od listopada było co raz gorzej. W ferie między końcem stycznia a początkiem lutego zaczęły pojawiać mi się w głowie dziwne myśli egzystencjonalne dotyczące tego że kiedyś umrę, że to ja jestem w swoim ciele, jak to jest że mam świadomość, czy kiedyś żyłem z poczuciem tego że jestem itd.. W pewnym momencie miarka się przeholowała, będąc w szkole, bardzo rozdrażniony konkretną sytuacją odczułem jakbym oderwał się od samego siebie, poczułem niesamowite spowolnienie umysłowe, tępotę i niemożność złożenia swojego procesu myślowego w całość. Do tej pory mnie to przeraża. Stan ten utrzymywał się około 2 tygodni, potrafiłem stać w jakimś miejscu i nie czuć w ogóle swojej obecności tam, czułem totalne wyprucie emocjonalne, cały ból z którym ciągle chodziłem zniknął, czułem zobojętnienie itd. Po około 2 tygodniach ostry stan minął. Od około końca lutego do teraz zmagam się z różnymi dziwnymi odczuciami i stanami. Bardzo często czuję się, jakby coś było nie tak. Doświadczam czegoś w rodzaju mgły mózgowej – mógłbym to uczucie zdefiniować jako bycie w zamkniętej bańce, czuję się wtedy jak we mgle. Czasem przy nadmiarze stymulacji np. umysłowej, emocjonalnej doświadczam takiego uczucia oderwania, w pewnym momencie łapię się na tym że czuję się jakbym oglądał w tle film z samym sobą. Doświadczam napadów uczucia jakbym działał w sposób zautomatyzowany, nie czuł swych procesów myślowych, jakby zamknięta głowa. Także doświadczam czegoś dziwnego tj. jakbym bał się ludzi, ale nie do końca odczuwał to świadomie, zdarza mi się z kimś spotkać, wyjść do ludzi i wtedy od razu odczuwam to uczucie zdystansowania, oderwania, lecz nie boję się ich, czuje tylko dyskomfort, napięcie związane z ich obecnością albo moim przebywaniem. Wydaje mi się, że najlepiej odbieram rzeczywistość gdy jestem sam, lecz boję się samotności. Często doświadczam także stanów lękowych, poczucia zagrożenia. Boję się, że coś na mnie wyskoczy, mam straszące myśli w głowie że rzuci się na mnie osoba, z którą np. rozmawiam, lecz nigdy nie myślę o krzywdzie z jej strony. Okresowo mam problemy ze snem, zwłaszcza przy dniu w którym mam problem z regulacją swoich emocji. Często nie mogę przyjąć czegoś do wiadomości, reaguję nadmiernie emocjonalnie i nie mogę przeżuć tego w swoich myślach, zaczynam cierpieć. Nadmierne wspominanie o kobiecie, od której wszystko się zaczęło wzmaga we mnie uczucie przerażenia i robię się agresywny. Moje działania są zależne od nastroju, nigdy na odwrót. Potrafię zmieniać często zdanie, gdy się gorzej czuje. Jestem często zmęczony, niechętny do niczego, doświadczam epizodów apatii gdy się przemęczę lub doświadczę czegoś niemiłego. Potrafię kłaść się w kącie i płakać przez godzinę, nie mając siły doświadczam prokrastynacji gdy zaczynam doświadczać uczucia otumanienia, bardzo się go boję. Czuję się wtedy taki otępiały. Nigdy nie byłem u specjalisty. Dodam, że również byłem hospitalizowany z powodu późnej boreliozy (ponieważ leczenie u lekarza POZ okazało się nieudane) i leczony przez 3 tygodnie antybiotykiem dożylnym. Trafiłem do szpitala z ostrym stanem lękowym i gorączką i byłem konsultowany psychiatrycznie/psychologicznie. Sugerują zaburzenia lękowo-depresyjne. Miałem wykonywane wszystkie badania krwi, elektrolitów, witamin, minerałów. A nawet próby na tężyczkę ujemne. Konsultowany neurologicznie – bez odchyleń od norm. Wykonany rezonans głowy również bez odchyleń, oprócz małej torbieli na szyszynce (ok 1 cm). EKG, RTG Serca w normie. Ja podejrzewam u siebie także ADHD. Zawsze byłem ruchliwym dzieckiem, a potem zabrakło mi tego ujścia w okresie dorastania. Naprawdę proszę o pomoc gdzie mógłbym się z tym udać, tj. jaką ścieżkę obrać czy psychiatrę czy psychologa, a może obu, tylko od którego zacząć?
Jak radzić sobie z depresją bez terapii i wsparcia NFZ?
Jak nauczyć się żyć z depresją nie daję rady nie chcę iść do żadnych terapii bo tam tylko zostałem odesłany że muszę iść do psychiatry nie mam siły nie chcę mi się nic. To wszystko kosztuje a na nfz nie pójdę bo nie ufam tam nikomu nie lubie szpitali.Boje się o tym mówić rodzicom bo się tego wstydzę i nie chcę mieć gadane.Mam 23 lata i po prostu już nie daję rady a wiem że będzie tylko gorzej nie widzę sensu dla siebie w życiu.
asertywność

Asertywność – jak ją rozwijać i dlaczego jest ważna?

Asertywność może odmienić Twoje życie. Poznaj techniki, które pomogą Ci budować zdrowe relacje, chronić się przed mobbingiem i wyrażać potrzeby. Dowiedz się, jak stać się bardziej asertywnym i cieszyć się lepszą jakością życia osobistego i zawodowego.