
- Strona główna
- Forum
- rodzicielstwo i rodzina
- Jak radzić sobie z...
Jak radzić sobie z poczuciem winy i niezrozumieniem w rodzinnych relacjach?
Dzisiaj miałam sytuację. Napisała do mnie mama "pozdrowienia z PKP w Lublinie". Ja napisałam wzajemnie. Spokojnej jazdy. Mama napisała" dziękuję, będziemy w kontakcie", Ja: skupcie się na pobyciu nad morzem, nie musicie non stop pisać. " Okey ( mama )" Ja napisałam jeszcze raz dobrej jazdy bezpiecznej. Magdzie, siostrze, napisałam podobne słowa, a ona napisała " dzięki nie martw się nie będziemy pisać I zajmować Ci cennego czasu " Ja się zaczęłam tłumaczyć, że nie miałam nic złego na myśli. Mi chodziło jedynie o to, że jak będą nad morzem to żeby skupiły się na czasie spędzonym nad morzem. Że jak my jesteśmy nad morzem z mężem to my nie piszemy, tylko chłoniemy ten czas razem. Oczywiście ja przepraszałam, tłumaczyłam i ratowałam sytuację. Zawsze tak było, że ja byłam za bardzo, ta zła, kłótliwa, wszystko co złe to ja. Dlaczego czuję się tak źle? Dlaczego tlumacze się? Dlaczego pisze wiadomości przepraszające? Czuję się też niekochana...a tak odnośnie siostry... to kurcze...fajnie jest nocować u nas, zostawiać kota...przyjeżdżać ..a z drugiej strony...Jak się pokłócę z nią...Jak powiem coś, co nie będzie po jej myśli, to od razu ja ta zła...wzbudzanie poczucia winy...
Kasia
Milena Miszkiel
Dzień dobry Pani Kasiu. Czytam, że ta sytuacja wzbudza wiele trudnych emocji w Pani. To zrozumiałe, że zależy Pani na relacji z siostrą i mamą, z drugiej strony nie rozumie Pani dlaczego jest Pani w ten sposób traktowana. Trudno bez szczegółowego wywiadu powiedzieć, dlaczego tak się dzieje. To, na co (kogo) ma Pani wpływ, to na siebie. Szanse, że zachowanie mamy lub siostry zmienią się są małe, ale może Pani szukać sposobów na radzenie sobie z taką sytuacją. Zmiana kluczowych przekonań, dyskusja z automatycznymi myślami, przyjrzenie się schematom - to mogą być obszary, nad którymi może się Pani pochylić na terapii i z pomocą terapeuty zmieniać je na takie, które będą Panią wspierały. Pozdrawiam serdecznie
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Paulina Habuda
Dzień dobry,
Mam odczucie, że jest w Pani trochę rozczarowania, smutku, poczucia bycia niezrozumianą. To naturalne. Coś, co chciała Pani przekazać, zostało inaczej odebrane i przeinaczone. To też naturalne :). Błędy komunikacyjne zdarzają się wszystkim, codziennie! W Internecie jest dużo artykułów, podcastów, materiałów dotyczących tego, jak przekazywać pewne rzeczy, aby wyrazić swoje potrzeby, być zrozumianym itd. Zachęcam do zapoznania się. Każdy dzień, kiedy pracujemy nad naszą komunikacją, sprawia, że lepiej dogadujemy się z innymi.
Natomiast to jak czuje się Pani w rodzinie, poczucie niekochania - to wszystko są rzeczy, nad którymi zachęcam do pracy z psychologiem lub psychoterapeutą. Psycholog pomoże Pani zrozumieć, jakie są Pani potrzeby i nauczy jak o nie dbać.
Pozdrawiam,
Paulina Habuda.
Psycholog
Adam Gruźlewski
Pani Katarzyno,
zachęcam do szczerej rozmowy z bliskimi, żeby z jednej stronie opowiedzieć im o własnych obawach, emocjach i potrzebach, a z drugiej usłyszeć od nich o tym samym. W Pani opowieści pojawia się trochę domysłów, co zdarza się dość często, gdy korzystamy z kanału komunikacji o bardzo ograniczonych możliwościach (pisanie odziera rozmowę ze wszystkich niuansów pozwalających w pełni odczytać, chociażby intencje).
Pozdrawiam
Adam Gruźlewski
psycholog, psychotraumatolog
Elżbieta Byzdra-Rafa
Dzień dobry 🙂
Z jakiegoś powodu potrzebowała Pani podkreślić i przesłać informację: "skupcie się nad pobyt nad morzem, a nie na ciągłym pisaniu... Być może Pani bliscy za bardzo Panią absorbują, te kontakty są zbyt intensywne, jak na Pani potrzeby...
Może warto o tym z Mamą i siostrą porozmawiać?
Napisała też Pani do siostry, wysyłając podobną treść...
Może i siostra przekracza Pani przestrzeń?
Za to intrygująca jest jej odpowiedź: " nie będziemy zajmować Ci cennego czasu..." Ma ona charakter ironiczny i więcej wspólnego z przekraczaniem granic nuż z dobrą komunikacją...
Może warto, aby Pomyślała Pani o terapii dla siebie, gdzie nauczyłaby się Pani wyrażania swoich potrzeb, stawiania granic i "nietłumaczenia się", gdy to Pani jest atakowana.
Pozdrawiam
Elżbieta Byzdra-Rafa
Terapeutka Gestalt
Marta Lewandowska-Orzoł
Dzień dobry,
sytuacja, o której Pani pisze, musi być dla Pani bardzo trudna. Wspomina Pani o poczuciu bycia niekochaną, chwilami wykorzystywaną czy „tą złą”. Myślę, że warto przyjrzeć się temu, czy w innych relacjach także postrzega się Pani w ten sposób? A może są takie, w których potrafi Pani stawiać granice, czuje się ważna i szanowana? Jeśli tak, proszę zastanowić się, czym różnią się one od relacji z siostrą czy mamą.
Gratuluję, że doszła Pani do refleksji, iż warto się tym podzielić. Trzymam kciuki za dalsze odkrywanie siebie i swoich granic. Może to też jest moment, żeby sprawdzić, czy praca z drugą osobą (np. psychologiem) będzie dla Pani pomocna? :)
Pozdrawiam serdecznie
Marta Lewandowska-Orzoł

Zobacz podobne
Cześć, piszę tutaj, bo nie wiem już, co robić. Czuję się, jakbym straciła oboje rodziców. Po śmierci mamy ojciec związał się z dużo młodszą kobietą. Od tego czasu wszystko się zmieniło. Jego partnerka kontroluje go na każdym kroku – nie możemy z siostrą spokojnie z nim porozmawiać, bo ona zawsze jest obok, wtrąca się, słucha, a potem ma do niego pretensje. Ojciec twierdzi, że „nie może” jej wyrzucić, choć mówi, że ma jej dość. Wiemy, że się jej boi. Słyszałyśmy też, że ma na niego jakieś „haki”. Powiedziała wprost, że „ustawi nas tak, jak jego” – czyli chce przejąć kontrolę nad całą rodziną. Ojciec przestał mieć swoje życie – kiedyś w weekendy odpoczywał, relaksował się. Teraz robi tylko to, co ona chce: zakupy, wyjazdy do jej rodziny, do ludzi, których kiedyś unikał. Nie może sam decydować o niczym – nie wychodzi nigdzie sam: ani do kolegów, ani nawet do swojej siostry czy szwagra. Wszystko musi być „z nią” lub za jej zgodą. Każdy weekend wygląda tak, jakby specjalnie organizowała mu czas, żeby tylko nie był z nami i nie miał okazji pomyśleć po swojemu. Wciąż mieszkam w rodzinnym domu, ale nie mogę się w nim czuć swobodnie. Nic nie jest już moje, wszystko podporządkowane jest jej. To boli. Próbuję z nim rozmawiać, wysyłałam wiadomości, delikatnie pytam, czy jest szczęśliwy, ale unika odpowiedzi. Boję się, że sytuacja się pogorszy, że całkiem się od nas odetnie, a ona będzie miała nad nim pełną władzę. Jeśli ktoś z Was był w podobnej sytuacji – bardzo proszę o rady. Jak rozmawiać z osobą, która jest zmanipulowana? Czy można jakoś ochronić go (i nas) przed taką toksyczną osobą? Nie chcę się poddać, ale czuję, że grunt osuwa mi się spod nóg. Dziękuję każdemu, kto przeczyta i odpowie.
Niedawno napisałam zapytanie o chorobę Munchausena.
Jedna z Pań zapytała, co daje mi ból. Od nastoletnich lat się okaleczałam i po prostu sprawiało mi to przyjemność. I fizyczną i psychiczną. Czułam fizyczną ulgę i choć przez chwilę ktoś się mną interesował. W wieku 17 lat poznałam mężczyznę, który jest teraz moim mężem. Zaszłam też wtedy w ciążę i przysięgłam wtedy mojemu dziecku, że więcej się nie okaleczę. Prawie mi się udało, bo przez 13 lat zrobiłam to tylko raz. Gdy zachorowałam, na początku nikt nie wierzył mi, że naprawdę źle się czuję. Lekarz wysłał mnie do psychiatry, twierdząc, że mam depresję i załamanie psychiczne, bo zbiegło się to z utratą pracy, chociaż w ogóle mnie to wtedy nie zmartwiło, bo miałam jeszcze jedną pracę. Nikt mnie nie słuchał, po prostu ładowali we mnie antydepresanty. Aż pewnego dnia przy zwyczajnej kontroli holterem, bo byłam kilka miesięcy po zabiegu kardiologicznym, po prostu zatrzymało mi się serce. I wtedy okazało się, że mam ostrą postać boreliozy, która zniszczyła serce i prawie mnie zabiła. Jeszcze okazało się, że jestem w ciąży. Przez całą ciążę umierałam ze strachu o życie dziecka i o swoje życie. Niecały rok później miałam nawrót boreliozy, też mnie nikt nie słuchał. Zrobiłam badania na własną rękę i oczywiście nawrót. Wyleczono, ale problemy kardiologiczne się pogłębiły.
Zrobiono mi eksperymentalny zabieg, który tylko pogorszył wszystko jeszcze bardziej. Nie byłam w stanie funkcjonować, nie miałam siły, serce szalało, wywoływało utraty przytomności, a lekarze mówili, że to przejdzie, bo to etap gojenia. Trwało to rok. W międzyczasie umarła moja przyjaciółka poznana w szpitalu z wręcz identyczną historią choroby jak moja. Byłam przerażona, gdy zaproponowano wstawienie rozrusznika, nawet się nie zawahałam. Przyniosło to ulgę na chwilę, ale strach o własne zdrowie i życie przerodził się w potrzebę. Uświadomiłam sobie, że ja nie chcę zostać wyleczona, chcę być leczona, bo tylko wtedy ktoś mnie słucha, poświęca mi uwagę. Mój mąż nie był przy mnie, nawet gdy wszczepiali mi rozrusznik. Ograniczał się do podrzucenia mnie kolejny raz do szpitala i na tym zainteresowanie się kończyło. Zresztą tak jest cały czas. Mam wrażenie, że jestem mu potrzebna tylko do codziennych obowiązków, żeby miał mniej na głowie i nic więcej. Rok temu próbowałam popełnić samobójstwo. Wzięłam ogromną dawkę antydepresantów, ledwo mnie uratowano, spędziłam 10 dni w szpitalu psychiatrycznym. Nie wstrząsnęło to za bardzo moim mężem. Raczej cieszył się, że dalej będę użyteczna. Nikt nie wie o próbie samobójczej, ukryłam to, wstydząc się, a mój mąż też stwierdził, że lepiej to ukryć. Wołał zamieść wszystko pod dywan, zamiast mi pomóc i mieć gdzieś opinię innych. Jestem w tym sama, nie potrafię pójść dalej. Zostałam tylko ja i moje choroby. Na szczęście mój stan zdrowia znów się zaczął pogarszać, więc przynajmniej czuję spokój.
Moje dziecko (2,5 lat) od dwóch miesięcy budzi się 2-3 razy w nocy (od zawsze idzie spać około 19-19,30, budzi o 21,24,2 lub 5) z niekontrolowanym płaczem, krzykiem i histerią nie do opanowania. Nie daje się uspokoić, mimo że próbujemy razem z mężem na różne sposoby, a w trakcie tych epizodów dziecko jest niespokojne, mówi sprzeczne rzeczy, np. 'mama tulić, mama nie tulić' pić, nie pić i nie daje się przytulić, tupie, kładzie się tarza...
Epizody trwają około godziny/ do 2. Dziwie się, że sąsiedzi są tak wytrzymali. W dzień córka rozwija się prawidłowo, zachowuje się spokojnie i nie zauważamy większych problemów, jest mądrą dziewczynką, z jedzeniem nie ma problemów, ma wszystkie ząbki.. W Październiku pozbyliśmy się smoczka, miała tylko na sen, ale przez miesiąc spała dobrze. Problem był tylko w żłobku, gdy widziała u innych dzieci, ale przeszło. Martwi mnie to zachowanie – czy mogą to być lęki nocne, problemy emocjonalne, a może coś innego?
Jak powinnam reagować, skoro nie da się dotknąć, a z drugiej strony jest noc.. Co powinniśmy zrobić, żeby pomóc dziecku i czy konieczna jest dalsza diagnoza i gdzie szukać pomocy?
Nie pomagają misie i kocyki ani bajki i kołysanki, ani zapalona lamka... Jestem już wykończona, sfrustrowana.
Już nie wiemy, co robić.. Na koniec powiem, że mała przesypiała cale noce do 6 mnc życia, dlatego jest to dla mnie niepokojące.
Dziękuje i proszę o pomoc

Dysleksja - przyczyny, objawy, diagnostyka i wsparcie
Dysleksja to zaburzenie wpływające na czytanie i pisanie, ale nie na inteligencję. Jeśli Ty lub ktoś bliski ma trudności w nauce, warto poznać objawy dysleksji, jej przyczyny i metody wsparcia. Odpowiednia pomoc może znacząco poprawić jakość życia i nauki.