
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, zaburzenia osobowości, związki i relacje
- Jak radzić sobie z...
Jak radzić sobie z presją innych i brakiem akceptacji dla własnych decyzji?
Iwona Sieluk
Z opisu wynika, że istnieje dysonans między oczekiwaniami innych , a Pana potrzebami. To może być frustrujące i wprowadzać zagubienie. Zastanawiam się czy zdarzają się sytuacje, w których udaje się panu postąpić w zgodzie ze sobą i jednocześnie zachować dobre relacje z innymi? Co bywa wówczas pomocne? Z tego co Pan opisuje może wynikać, że w relacjach z otoczeniem "dzieje" się coś na poziomie komunikacji. Ważne jest, żeby móc wyrażać własne zdanie jednocześnie szanując perspektywę drugiej osoby. Być może warto skonsultować się z psychologiem w celu przeanalizowania sytuacji i znalezienia zasobów do lepszej komunikacji. Pozdrawiam Psycholog, psychoterapeuta TSR i CBT w trakcie kształcenia.
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Dorota Patrzyk
Brzmi to jak bardzo trudna sytuacja. Mam wrażenie, że znajdujesz się pomiędzy oczekiwaniami bliskich osób a tym, co sam czujesz i czego potrzebujesz. To może być bardzo obciążające, zwłaszcza gdy relacje są dla nas ważne i nie chcemy nikogo zranić czy rozczarować.
Jednocześnie ciągłe rezygnowanie z siebie i działania wbrew własnym potrzebom również może wiązać się z dużym kosztem emocjonalnym. To, co opisujesz, brzmi trochę jak wewnętrzny impas - niezależnie od tego, którą drogę wybierzesz, pojawia się dyskomfort.
Trudno ocenić na podstawie krótkiego wpisu, z czego dokładnie wynika ten problem. Być może dotyczy on stawiania granic, a być może sposobu komunikowania swoich potrzeb i decyzji. Warto jednak pamiętać, że masz prawo żyć w zgodzie ze sobą i podejmować decyzje, które są zgodne z Twoimi wartościami oraz potrzebami, nawet jeśli nie zawsze spotykają się one z aprobatą otoczenia.
Jeśli zauważysz, że związane z tym emocje stają się coraz bardziej nasilone lub sytuacja zaczyna znacząco wpływać na Twoje samopoczucie, warto rozważyć rozmowę z psychologiem lub psychoterapeutą. Takie wsparcie może pomóc lepiej zrozumieć własne potrzeby, wzmocnić się w obszarze granic i znaleźć sposób na radzenie sobie z presją otoczenia.
Trzymam za Ciebie kciuki i pozdrawiam,
Dorota Patrzyk,
Psycholog
Magdalena Ratajczyk
Dzień dobry,
Mówi się, że na stawianie granic najbardziej buntują się ci, którzy na ich braku najwięcej zyskiwali. To normalne, że inni mogą być niezadowoleni, jeśli robi Pan inaczej, niż wydaje im się słuszne. Ma Pan jednak prawo sam podejmować decyzje, ponieważ to Pana życie i Pan będzie ponosił ich konsekwencje.
Zastanawiam się też czego dokładnie dotyczy pytanie: co robić. Co robić by inni byli zadowoleni z Pana decyzji? Tak jak napisałam wyżej, nie musi im się to podobać. Co robić by poradzić sobie z napięciem związanym z ich niezadowoleniem? Tu widzę pole do pracy. Na początku warto przyjrzeć się co i dlaczego jest takie trudne.
Pozdrawiam serdecznie
Bożena Nagórska
Dzień dobry.
Doświadcza Pan sporego zmęczenia wynikającego z ciągłego dopasowywania się do oczekiwań innych kosztem własnej autonomii. Sytuacja, którą Pan opisuje, to mechanizm manipulacji emocjonalnej, którą bliscy używają jako narzędzia kontroli, aby wzbudzić w Panu poczucie winy i zmusić do uległości.
Kiedy zaczyna Pan działać „po swojemu”, burzy Pan ich strefę komfortu, w której zawsze rezygnował Pan z siebie. Obrażanie się rzekomo zranionych osób nie jest Pana winą, lecz ich niedojrzałą strategią radzenia sobie z faktem, że postawił Pan granicę.
W tym punkcie najważniejsze to przestać „ratować” humor innych i pozwolić im na to obrażenie się. Pana dorosłym prawem jest decydowanie o sobie, nawet jeśli wywołuje to niezadowolenie otoczenia. Aby przerwać ten wycieńczający przymus zadowalania wszystkich i nauczyć się asertywnego znoszenia cudzego focha bez poczucia winy, kluczowa będzie krótka psychoterapia w nurcie poznawczo-behawioralnym (CBT).
Ma Pan prawo żyć na własnych warunkach.
Z pozdrowieniami
Bożena Nagórska
Weronika Trojan
Dzień dobry, sytuacja, o której piszesz przypomina ciągłe rozdarcie między oczekiwaniami innych a swoimi potrzebami. Może to prowadzić do frustracji czy poczucia winy, co wiąże się z kosztami emocjonalnymi i relacyjnymi. Pomocna byłaby psychoterapia w nurcie poznawczo-behawioralnym, gdzie psychoterapeuta pomoże rozwijać asertywność i umiejętność stawiania granic.
Serdecznie pozdrawiam
Joanna Michałek
Dzień dobry,
a jakie jest samopoczucie jak zrobię tak jak ja chcę?
Czy krzywdzę ludzi?
Czy krzywdzę siebie jak robię tak jak chcą?
Często stawianie granic to stawanie do siebie, dbanie o siebie.
Nie każdemu się podoba, że stawiamy siebie na pierwszym miejscu. Mówią, że takie osoby są egoistami? Czy na pewno?
Żeby pomagać trzeba mieć zasoby w sobie, jak to mówią z pustego i Salomon nie naleje... Żeby mieć zasoby, trzeba się poznać, co lubię, czego nie chcę. A sprawia, że podejmuje decyzje najlepsze dla mnie.
Nie ma możliwości żeby dogodzić każdemu, zawsze znajdzie się ktoś zarzuci, że tak nie chce.
Piękny czas przed tobą!
Poznawanie siebie i świata.
Powodzenia i miłych odkryć!
Piotr Ziomber
Dzień dobry
Pytanie jest bardzo zasadne z racji tego, że często tak się dzieje albo tez nam się wydaje, że tak się dzieje. Pytanie co jest dla Ciebie ważniejsze? Zaspokajanie potrzeb i oczekiwań innych czy życie zgodne z własnymi przekonaniami? Jeżeli działasz w granicach prawa to skup się na sobie, ale oczywiście to są indywidualne kwestie. Stawianie granic jest niezbędne a czasami jest niezwykle trudne. Sztuka mówienia nie ale z odpowiednim uzasadnieniem to sztuka.

Zobacz podobne
Wyrzuty sumienia, jak z nimi sobie poradzić i jak relacje z mężem naprawić?
Odszedł nasz pies i to wydaje mi się w dużej mierze przeze mnie. Wszyscy go kochaliśmy i mój mąż szczególnie, boję się, że mi tego nie wybaczy. Od dłuższego czasu bardzo chciałam zrealizować marzenie, którego nigdy wczesniej nie mogłam, bo dzieci praca itd. wyjechać na wyspę i tam spróbować żyć, zrobić taki gap year tyle że po 40. Miałam też dosyć szarej zimnej polski w zime. Niestety loty czarterem nie pozwalają przewozić psa cięższego nie 8 kilo na pokładzie, więc mój mąż udał się do weterynarz, która dała psu specjalną karme odchudzającą. Pies miał 14 lat ważył 10, a miałby zejść do 8 kilo. Mąż nie chciał, aby leciał w luku bagażowym, bo jak stwierdziła weterynarz tego by nie przeżył. Nie udało mu się zgubić do naszego wyjazdu wagi tyle, ile trzeba, więc zostawiliśmy go pod opieką moich rodziców. We wcześniejszych latach też wyjeżdżaliśmy na miesiąc i wszystko było ok ,pies nie chorował. Stwierdziliśmy, że jak schudnie i znajdziemy dom dla nas większy( ten co wynajmowaliśmy właściciel nie zgadzała się na zwierzęta) to go zabierzemy. No i niestety pies schudł, ale nie zdążyliśmy go zabrać - odszedł sam, bez nas, nie tak powinno być.
Oboje mamy straszne wyrzuty sumienia, ponieważ myślę, że mógł też umrzeć z tęsknoty do nas, tak powiedział mi mąż w złości, że go zabiliśmy. Też go kochałam, ale miałam te swoje wariacje, naprawdę już w pewnym momencie obsesję o zmianie swojego życia, a teraz bardzo żałuję, jeszcze nie powiedziałam dzieciom, jestem przekonana, że wszyscy będą mnie winić, ponieważ wyjazd to był głównie mój pomysł, moja potrzeba, oni się na to zgodzili.
Jestem w bardzo złym stanie psychicznym i boję się także czy w ogóle mąż mi wybaczy, już mi mówi, że to wszystko przez mój egoizm, też bym chciała cofnąć czas i nigdzie nie wyjeżdżać, bo rodzina jest dla mnie najważniejsza i ją bardzo naraziłam na cierpienie, a Figa rzeczywiście - przyczyniłam się do jego śmierci.
Jak to wszystko naprawić? Kocham męża, kocham moje dzieci, wszyscy będą cierpieć teraz rzeczywiście przeze mnie, jest tak bardzo źle. Cały ten wyjazd chyba zaczyna rozbijać moją rodzinę naczytałam się o wychodzeniu ze strefy komfortu, ale właśnie oni mieli tam dobrze w domu, pies też, a tak jest dla wszystkich tylko niepotrzebne cierpienie, bo ja to wszystko wymyśliłam a mąż mnie wspierał i się zgodził na całe to wariactwo. Teraz ma do mnie ogromny żal i pretensje, ja sama do siebie też, bo nie taki chciałam koniec dla Figa zdala od nas tęskniącego....
Co mam teraz z tym wszystkim zrobić?
Jak z nimi rozmawiać, żeby mi wybaczyli i jak samej sobie wybaczyć? Narazie nie mogę spać i ciągle płacze, wyjazd zmienił się w koszmar. Jutro wracamy do Polski na dwa tygodnie tam być może jeszcze bardziej będzie odczuwalny brak naszego psa. Tyle lat był z nami i naprawdę nie zasłużył na taki koniec. Co robić, proszę o poradę ? Jeżeli chodzi o sam wyjazd to też jestem w ciągłym stresie, ponieważ dzieci nowa szkoła, nowy język, trochę zaczynają narzekać, że chcą do Polski, ja głównie szukam nieruchomości to też generuje bardzo duży stres i teraz jeszcze ta sprawa z psem, chyba rzeczywiście wrócimy do domu, oni są dla mnie bardzo ważni, chce, żeby byli szczęśliwi. Mam nadzieję, że mi wybacza, ja zawsze też kochałam naszego psa chociaż nigdy nie byłam specjalnie dla niego wylewna, ale to był mój pies, którego kupiliśmy zaraz po ślubie, nasze takie pierwsze dziecko, które jednak zaniedbywałam, bo ciągle byłam zmęczona tymi prawdziwymi, które pojawiły się potem, no i na koniec całkowicie go zaniedbałam. Pies kiedyś był pół roku u moich rodziców, jak ugryzł nasza córkę, gdy ta była mała i go dręczyła, ale niestety tym razem nie wzięłam pod uwagę, że jest starszy już, ale też nie wyglądał i nie był chory miał trochę problemów ze stawami, ale dostał na nie zastrzyki i chodził już dobrze. Mój mąż stwierdził, że złamaliśmy mu serce i dlatego umarł i teraz ja siedzę i wyje ,bo może rzeczywiście tak było...za każde słowo nawet srogie dziękuję, czasami mam wrażenie, że w ogóle nie jestem ogarnięta i powinnam być stałym klientem psychologów.

