
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, zdrowie seksualne, związki i relacje
- Jak radzić sobie z...
Jak radzić sobie z przemocą w związku i podejrzeniem o zdradę?
Kasia1983
Anna Kapelska
Dzień dobry,
Pani Kasiu - dziękuję, że Pani o tym pisze i szuka wsparcia.
Bardzo mi przykro, że jest Pani w tak trudnej i wyczerpującej sytuacji.
Pyta Pani, czy to z nią jest coś nie tak.
Po pierwsze, doświadcza Pani przemocy fizycznej i psychicznej. Stwierdzenia męża, że to Pani ma problem lub jest zaburzona, są klasycznym przykładem zwalania winy na drugą osobę i manipulacji.
NIE ISTNIEJE coś takiego jak: To ty mnie sprowokowałaś ! Pani mąż jest dorosły i powinien ponosić odpowiedzialność za swoje czyny i reakcje. Bez względu na pobudki, jakie nimi kierują bądź Pani zachowania, absolutnie nie ma prawa Pani obrażać, bić, podduszać.
Wspomina Pani również o obłędnym seksie, bliskości po agresywnych zachowaniach - to również typowa faza tak zwanego 'miesiąca miodowego', który może cyklicznie się powtarzać. Czyli jest ok, potem napięcie rośnie, w końcu następuje eskalacja konfliktu, kłótnia, wyzwiska, bicie, a potem skrucha, bliskość, seks. Organizm przyzwyczaja się do takich emocji, mimo że nie są one zdrowe i dobre.
Powtórzę: nawet gdyby to Pani poddała się diagnozie i coś by z niej wyszło, nie tłumaczy ani nie usprawiedliwia to zachowań Pani męża.
Proponuję, by rozważyła Pani poddanie się terapii własnej i przyjrzenie się relacji, funkcjonowaniu i co powoduje, że godzi się Pani na doświadczanie takiej krzywdy. Proszę pamiętać o swoim bezpieczeństwie.
Życzę Pani wszystkiego dobrego,
Anna Kapelska
Psycholog
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Agnieszka Włoszycka
Dzień dobry,
Dziękujemy za przesłaną wiadomość i za to, że podzieliła się Pani tak bolesną i osobistą historią. Czuję jak ogromny ciężar dźwiga Pani na swoich barkach...żadna osoba nie zasługuje na przemoc, upokorzenia ani strach, niezależnie od okoliczności. Z tego, co Pani napisała, że mąż poza przemocą psychiczną i fizyczną, dopuszczał się także przemocy ekonomicznej (niszczenie rzeczy i demolowanie domu).
Nikt nie ma prawa Pani tak traktować ani też nikogo innego. Przemoc w Polsce zgodnie z naszym prawem jest przestępstwem i grozi za to odpowiedzialność karna.
Czytając Pani wiadomość, czuję w Pani przede wszystkim kobietę spragnioną bliskości, miłości i bezpieczeństwa, to naturalne potrzeby, nie powód do wstydu. Jednocześnie relacja, którą Pani opisuje, nosi wyraźne znamiona przemocy psychicznej i fizycznej, a takie zachowania nigdy nie są usprawiedliwione.
Pani zagubienie, tęsknota, nadzieja przeplatająca się z bólem, to wszystko jest zrozumiałe, gdy przez lata było się wciąganym w bardzo trudną emocjonalnie dynamikę. Nie jest Pani sama w tych przeżyciach, choć wiem, że może Pani tak się czuć. Z całego serca zachęcam, by poszukała Pani realnego wsparcia dla siebie, rozmowy z psychologiem, terapeutą lub kontaktu z lokalnym Ośrodkiem Pomocy Społecznej, nie będzie to znak słabości, tylko akt odwagi i troski o siebie. Można też zadzwonić na bezpłatną Infolinię Ogolnopolskiego Pogotowia dla Ofiar Przemocy w Rodzinie 801 120 002 ( niebieskalinia@niebieskalinia.info, https://niebieskalinia.info ), czekają tam specjaliści, którzy są gotowi Panią wysłuchać, dać wsparcie i poszukać z Panią rozwiazania, które bedzie dla Pani bezpieczne.
Ważne też aby spróbowała Pani pomyśleć, czego by Pani najbardziej dla siebie potrzebowała, poza oczywiście spokojem i poczuciem bezpieczeństwa (nie tylko w relacji), jak by Pania chciala, aby ta sytuacja się zmieniła?
Proszę pisać również tutaj w razie potrzeby, jesteśmy dla Pani.
z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka
Zuzanna Zbieralska
Dzień dobry,
Bardzo dziękuję, że Pani to napisała. Z tego, co Pani opisuje, wyłania się obraz wieloletniej przemocy psychicznej, fizycznej i emocjonalnej. Chcę to powiedzieć bardzo jasno i spokojnie: to, czego Pani doświadcza, nie jest „normalnym kryzysem w związku” ani „kłótniami jak u każdego”. Bicie, podduszanie, wyzwiska, poniżanie, niszczenie przedmiotów, obarczanie Pani winą za jego agresję, a potem okresy czułości i zapewnień o miłości, to jest klasyczny cykl przemocy. W tym cyklu nie chodzi o Pani zachowanie, pytania czy potrzeby. Odpowiedzialność za przemoc zawsze leży po stronie osoby, która ją stosuje.
To bardzo ważne, żeby wiedziała Pani, że nie jest tak, że Pani „prowokuje” bicie i nie jest tak, że gdyby Pani była inna, on by nie był agresywny. To nie jest Pani wina. To, co Pani nazywa „ogromną tęsknotą, miłością, intensywnym seksem i nadzieją”, często jest częścią mechanizmu, który bardzo silnie wiąże emocjonalnie z osobą stosującą przemoc. To nie znaczy, że Pani źle kocha. To znaczy, że Pani organizm i psychika są w stanie ciągłego napięcia, lęku i ulgi naprzemiennie. To bardzo wyczerpujące i dezorientujące. Pyta Pani czy to manipulacja lub zaburzenia ze strony męża. Na forum nie da się i nie trzeba stawiać diagnozy mężowi. Niezależnie od tego, jakie on miałby problemy, faktem jest, że stosuje przemoc i nie bierze za nią odpowiedzialności oraz odmawia pomocy i leczenia, a także przerzuca winę na Panią. To wystarcza, by uznać sytuację za niebezpieczną. Najważniejsze pytania na teraz to, czy jest Pani bezpieczna. Bardzo zachęcam, aby skontaktowała się Pani z lokalnym Ośrodkiem Interwencji Kryzysowej lub telefonem zaufania dla ofiar przemocy Niebieska Linia, nr. 800 120 002. Centrum Praw Kobiet także wspiera kobiety po przemocy domowej. Można sprawdzić na stronie gdzie znajduje się najbliższy punkt i pojechać tam lub zadzwonić. Ważne, aby mogła Pani porozmawiać indywidualnie z psychologiem lub terapeutą nie po to, żeby naprawiać związek, tylko żeby odzyskać jasność, siłę i bezpieczeństwo, nie podejmowała prób terapii par- w sytuacji aktywnej przemocy to nie jest bezpieczne.
Na koniec coś bardzo ważnego:
to, że Pani „krzyczy, wyzywa w odpowiedzi, wpada w szał”, nie czyni Pani sprawczynią przemocy. To są reakcje osoby, która przez długi czas była upokarzana, zastraszana i raniona. Nie jest Pani chora psychicznie. Jest Pani wyczerpana, zraniona i funkcjonująca w sytuacji chronicznego zagrożenia. Proszę nie zostawać z tym sama. Pani życie i zdrowie są ważne.
Życzę Pani dużo wsparcia i odwagi w szukaniu pomocy. Zasługuje Pani na bezpieczeństwo i szacunek.
Zuzanna Zbieralska, psycholożka
Piotr Ziomber
Pani Kasiu
To co Pani opisuje jest typowym objawem przemocy fizycznej i psychicznej,a do tego uzależnieniem od drugiej osoby do jest normą w tego typu relacjach. Pani opis jest niezwykle sugestywny i wywołał we mnie jako psychologu silne emocje gdyż w mojej przestrzeni nie ma miejsca na takie zachowania. Co w tym przypadku? Zacznijmy od zastanowienia się nad plusami i minusami tej relacji. Patrząc z perspektywy czasu widzi Pani zmiany w zachowaniu partnera? Co musi się wydarzyć ,aby Pani zmieniła tok myślenia i zaczęła dbać o swój dobrostan? Granice tutaj są cienkie. Proszę walczyć o siebie,o swoje zdrowie fizyczne i psychiczne. Nie wiem czy rozważała Pani zgłoszenie tej przemocy? Moja rada to rozpoczęciu spotkań z psychologiem i psychoterapeutą. Tutaj nie ma czasu na dawanie kopalnych szans. Przepraszam,że pisze tak bezpośrednio i może nie tego się Pani spodziewała,ale tutaj ratować może Panią jedynie terapia i zmiana perspektywy na życie. Życzę powodzenia .
Weronika Wardzińska
Dzień dobry,
to, w czym Pani żyje, nie jest zwykłym kryzysem w małżeństwie. To jest przemoc: psychiczna, fizyczna i emocjonalna oraz manipulacja, która z czasem sprawia, że zaczyna Pani wątpić w siebie i swoją ocenę rzeczywistości. Wyzwiska, bicie, podduszanie, niszczenie rzeczy, straszenie odejściem, a potem nagłe deklaracje miłości i tęsknoty tworzą bardzo niebezpieczny cykl. To nie jest miłość, tylko mechanizm uzależniający.
Nie ma znaczenia, czy on ma romans, zaburzenia psychiczne czy „ciężki charakter”. Nic nie usprawiedliwia przemocy. Nie da się „sprowokować” kogoś do bicia, odpowiedzialność zawsze leży po stronie osoby, która bije. To, że w pracy potrafi być miły i wesoły, a w domu agresywny, jest bardzo częste u sprawców przemocy i nie oznacza, że problem jest w Pani.
To nie z Panią jest coś nie tak. Pani reakcje: lęk, rozpacz, złość, zagubienie są naturalną odpowiedzią na wieloletnie krzywdzenie. Pani nie ma obowiązku go leczyć, sprawdzać ani ratować. Pani obowiązkiem jest zadbać o swoje bezpieczeństwo.
Na tym etapie rozmowy i tłumaczenia niczego już nie zmienią. Warto pilnie poszukać wsparcia dla siebie: psychologa, terapeuty, organizacji pomagających osobom doświadczającym przemocy. Jeśli dochodzi do przemocy fizycznej, to jest sytuacja wymagająca natychmiastowej ochrony, nie „kolejnej próby porozumienia”.
Pani intuicja i ciało od dawna sygnalizują, że to Panią niszczy i one mają rację.
Pozdrawiam serdecznie
Weronika Wardzińska
Izabela Koczur
To, co Pani opisuje, jest bardzo trudne i bolesne. Już na wstępie chcę jasno powiedzieć: przemoc fizyczna i psychiczna nigdy nie jest Pani winą. Bicie, duszenie, wyzwiska i poniżanie nie są „kłótnią” ani efektem prowokacji, tylko przekroczeniem granic.
Z opisu relacji widać powtarzający się schemat: okresy agresji i upokarzania przeplatają się z chwilami czułości, przeprosin i zapewnień o miłości. To sprawia, że pojawia się dezorientacja, nadzieja na zmianę i pytania: „czy ze mną jest coś nie tak?”. To bardzo częsty mechanizm w relacjach przemocowych nie świadczy o Pani słabości.
Niezależnie od tego, czy mąż ma zaburzenia psychiczne, czy nie odpowiedzialność za przemoc zawsze leży po stronie osoby, która ją stosuje. Fakt, że potrafi funkcjonować spokojnie poza domem, pokazuje, że ma kontrolę nad swoim zachowaniem.
Najważniejsze w tej sytuacji jest Pani bezpieczeństwo i wsparcie. Warto poszukać pomocy dla siebie u psychologa lub w instytucjach wspierających osoby doświadczające przemocy (np. Ośrodek Interwencji Kryzysowej, Niebieska Linia). Nie musi Pani przechodzić przez to sama.
To, co Pani przeżywa, nie jest oznaką „choroby”, lecz reakcji na długotrwały stres i przemoc. Zasługuje Pani na szacunek, spokój i poczucie bezpieczeństwa.
Pozdrawiam
Izabela Koczur
Izabela Koczur
To, co Pani opisuje, nie jest zwykłym kryzysem w związku ani „normalnymi kłótniami”. Z Pani relacji jasno wynika, że doświadcza Pani przemocy psychicznej i fizycznej: wyzwisk, poniżania, bicia, duszenia, niszczenia przedmiotów oraz przerzucania winy. To bardzo poważne przekroczenia granic.
Odpowiadając wprost na Pani pytanie: to nie świadczy o tym, że z Panią jest „coś nie tak”. Dezorientacja, ogromna tęsknota po aktach przemocy, nadzieja na zmianę i jednoczesne poczucie wyczerpania są częstą reakcją osób uwikłanych w cykl przemocy napięcie, wybuch agresji, a potem okres przeprosin, czułości i obietnic. To może dawać silne emocjonalne przywiązanie, ale nie oznacza zdrowej relacji.
Niezależnie od tego, czy mąż ma zaburzenia psychiczne czy nie odpowiedzialność za przemoc zawsze leży po stronie osoby, która ją stosuje. Alkohol, kłótnie czy Pani reakcje nie usprawiedliwiają bicia ani upokarzania. To, że mąż twierdzi, iż „to Pani jest problemem”, jest formą podważania Pani percepcji i może dodatkowo wzmacniać poczucie winy i zagubienia.
Najważniejszą kwestią w tej sytuacji nie jest diagnozowanie męża, ale Pani bezpieczeństwo fizyczne i psychiczne. Duszenie i przemoc fizyczna są sygnałami realnego zagrożenia. W takiej sytuacji rozmowy i tłumaczenia zwykle nie zatrzymują przemocy.
Zdecydowanie warto, aby poszukała Pani wsparcia dla siebie u psychologa/psychoterapeuty oraz w instytucjach pomagających osobom doświadczającym przemocy (np. Ośrodki Interwencji Kryzysowej, Niebieska Linia). Nie musi Pani zostawać z tym sama.
To, że Pani czuje się wyczerpana i bez sił, jest zrozumiałą reakcją na długotrwałe krzywdzenie – nie dowodem słabości. Zasługuje Pani na bezpieczeństwo, szacunek i realne wsparcie.
pozdrawiam
Iza Koczur
Dagmara Łuczak
Dzień dobry Pani.
To, co Pani opisuje, nie jest normalnym kryzysem małżeńskim i nie jest Pani winą. To jest wieloletnia przemoc psychiczna, fizyczna i seksualno-emocjonalna, połączona z silną manipulacją. Bicie po twarzy, podduszanie, wyzwiska, niszczenie rzeczy, straszenie, wyrzucanie z domu, naprzemienne epizody czułości i okrucieństwa, a potem znowu miłość i tęsknota, to klasyczny cykl przemocy. To, że po agresji pojawia się intensywny seks i zapewnienia o miłości, nie jest dowodem uczucia, tylko elementem tego mechanizmu. On utrzymuje Panią w relacji. Nikt nie prowokuje przemocy. Odpowiedzialność za bicie i poniżanie zawsze leży po stronie sprawcy. To, że mąż zrzuca winę na Panią i mówi, że to Pani jest chora, jest formą gaslightingu, czyli podważania Pani poczucia rzeczywistości. Relacja z kierowniczką może, ale nie musi być romansem. To w tej chwili nie jest najważniejsze. Nawet jeśli nie ma zdrady, Pani jest regularnie krzywdzona w domu. To wystarcza, żeby powiedzieć jasno: ten związek jest niebezpieczny. Nie ma sensu sprawdzanie, czy mąż ma zaburzenia psychiczne. Nawet jeśli by miał, to nie usprawiedliwia przemocy. I nie da się sprawdzić go bez jego zgody. On jasno mówi, że nie chce leczenia i nie widzi problemu u siebie. Najważniejsze pytanie nie brzmi co on ma, tylko czy Pani jest bezpieczna. Z tego, co Pani pisze, nie jest. Przemoc fizyczna ma tendencję do eskalacji, nie do wygasania. Pani nie naprawi tego związku sama. Miłość, rozmowy i cierpliwość nie zatrzymają przemocy. To, że czuje się Pani bez siły, jest naturalną reakcją osoby latami niszczonej psychicznie.
Proszę potraktować to poważnie i szukać realnej pomocy dla siebie, nie dla niego. W Polsce działa Niebieska Linia 800 120 002, także dla kobiet w małżeństwach. W sytuacji zagrożenia proszę dzwonić 112. To, co Pani przeżywa, nie jest miłością. To jest krzywda. I Pani ma prawo ją przerwać.
Daria Składanowska
Dzień dobry,
z Pani opisu wynika sytuacja przemocy fizycznej, psychicznej i emocjonalnej w związku, w której Pani bezpieczeństwo jest zagrożone. To, co Pani doświadcza, nie jest Pani winą. Nikt nie powinien być bici, wyzywany, poniżany ani manipulowany w relacji, nawet jeśli pojawiają się okresy zgody czy czułości. To typowe dla mechanizmu przemocy cyklicznej, gdzie po agresji pojawia się „miodowy miesiąc”, a potem przemoc wraca.
Kilka ważnych punktów do rozważenia:
*Nie jest Pani chora psychicznie ani prowodyrem przemocy – odpowiedzialność za przemoc ponosi osoba stosująca przemoc.
*Manipulacja, wyzwiska, bicie, podduszenie i kontrola są niedopuszczalne i świadczą o problemie ze strony partnera.
*Nie da się „rozmową naprawić” przemocy – rozmowy często nasilają agresję i frustrację.
*Podejrzenia o romans czy ukryte zachowania nie zmieniają faktu, że przemoc jest podstawowym problemem i zagrożeniem dla Pani zdrowia fizycznego i psychicznego.
Warto:
*Zadbać o swoje bezpieczeństwo – jeśli pojawia się ryzyko pobicia lub zagrożenia życia, należy rozważyć tymczasowe oddalenie się od partnera, co Pani zrobiła.
*Skontaktować się ze specjalistami: psychologiem/terapeutą oraz organizacjami wspierającymi osoby doświadczające przemocy domowej (np. Niebieska Linia w Polsce: 800 120 002 lub Punkt Interwencji Kryzysowej).
*Nie zostawać samodzielnie w sytuacji przemocy – warto poinformować zaufaną osobę, rodzinę, przyjaciół o zagrożeniu.
*Dokumentować sytuacje przemocy (zdjęcia obrażeń, wiadomości, nagrania) – przydatne przy interwencjach prawnych.
*Nie próbować diagnozować męża samodzielnie – to zadanie dla specjalistów (psycholog, psychiatra), ale Pani nie jest odpowiedzialna za jego leczenie.
Najważniejsze: Pani bezpieczeństwo jest priorytetem. Nawet jeśli pojawia się tęsknota czy okresy zgody, fizyczna i psychiczna przemoc nigdy nie jest akceptowalna i wymaga natychmiastowej ochrony i wsparcia.
Pozdrawiam,
Składanowska Daria
Psycholog, Doradca kariery

Zobacz podobne
Jak sobie poradzić z takim problemem?
Jestem od kilku lat samotną singielką. Mam 26 lat, ciężko mi znaleźć niestety partnera w tych czasach.
Chcę założyć już rodzinę, być mamą, ale nie mogę się ciągle tego doczekać. Zmagam się z takim problemem, że jeżeli dowiem się, że ktoś z rodziny czy nawet znajoma osoba, jest w ciąży wpadam, że tak powiem w szał, dopada mnie zazdrość.
Ok rok temu, gdy dowiedziałam się, że siostra będzie miała dziecko, płakałam po tej informacji z zazdrości chyba z 2 godziny, byłam wręcz zła, nie mogłam się wtedy opanować.
Tak jest za każdym razem, a mi się ciągle nie udaje, a lata mi uciekają. Jak sobie z tym poradzić.
Witam, sprawa w moim przypadku wygląda tak, że mój partner ma dziecko z poprzedniego związku. Kontakty z dzieckiem były utrudnione, gdyż jego była zabraniała tego. Od jakiegoś czasu zaczęli się świetnie dogadywać, pisać, rozmawiać przez telefon nawet na tematy niezwiązane z dzieckiem. Ostatnio nawet się spotkali „w interesach” i nic mi nie powiedział, mimo że ja coś podejrzewałam, tłumaczył się tym, że się bał mi powiedzieć, bo byłaby znowu awantura. Mimo zapewnień z jego strony, że nic ich nie łączy, mam cały czas obawy. Spotkania z dzieckiem teraz odbywają się u niej w domu, cały dzień tam jest nawet w święta. Jego wahania nastroju wcale nie ułatwiają mi podejścia do tematu łagodnie, bo raz jest naprawdę wspaniały czuły, zapewnia mnie, a raz po prostu jakby ktoś go podmienił zimny bez uczuć. Jeszcze od tego spotkania i awantury z mojej strony zaczął minimalizować kontakt ze mną. Mówiłam już niejednokrotnie, żeby mnie nie kłamał, mówił całą prawdę to znowu mnie okłamał, bo nie chciał się przyznać, że się spotkali. Nie chce pokazywać wiadomości od niej, bo uważa, że jest to toksyczne zachowanie, gdy go kontroluje. Widzę zmianę zachowania, jest dla mnie zimny bardziej niż wcześniej. Już coraz rzadziej rozmawiamy o planach na przyszłość, wydaje mi się, że coś w nim wygasło, nawet nie słyszę słowa kocham. Czy ja przesadzam z tym, że sprawdzam ten telefon ? Jak mam odebrać takie wahania nastroju , czy ich coś łączy ? Czy przechodzimy kryzys i potrzebuje więcej czasu dla siebie ?
Bardzo nurtuje mnie, wręcz sprawia to depresję, nie wiem, co myśleć, co robić. Nie mam, gdzie odejść, żadnej pracy, pieniędzy na start. Przejdę do rzeczy: 20 lat ogólnie razem, 30 maja 2025 r. minie 16 lat po ślubie. Mąż przez rok chciał walczyć o nasze małżeństwo, zmianę naszego życia, nawet intymnego. Okazał się być takim, jakiego chciałam – czuły, opiekuńczy, troskliwy, namiętny, pożądany, z chemią, magią i więzią, uczciwą miłością. Przestał kryć się z telefonem, zawsze mogę wziąć go w ręce, popatrzeć, co tam ma. Rok temu wdał się w romans z koleżanką z pracy, krążyły plotki, lecz on wszystkiemu zaprzecza, twierdząc, iż nigdy mnie nie zdradził. Zaufałam, a teraz coś mi nie pasuje. Po roku i 3 miesiącach stał się skryty, dwulicowy. Potrafi raz chcieć obłędnego seksu, w sumie jest co wieczór, czasami kłócimy się o noce, że nie przytuli mnie, nie ma spontanicznego seksu i wtulenia podczas snu z jego strony, mojej osoby. I przeplata uczucia, sądząc, że go jaram, że uwielbia ze mną seks, podniecam go i że tylko ja, nikt inny. Robi zdjęcia z całuskami, wstawia na Facebooka słodkie opisy. Odbieram to jako pod publikę, aby ktoś coś zobaczył. Z była koleżanka kochana, nadal pracuje, lecz na moją prośbę zablokował ją wszędzie, a przy mnie ma o niej nagle bardzo złe zdanie, ponieważ nie wiem, w jakim celu podał kobiecie bez mojej zgody mój numer telefonu. Kiedy zapytałam męża, po co, odpowiedział cytat: „ażeby Agnieszka uświadomiła ci, że nic nas nie łączy, nie łączyło, do niczego nie doszło”. Tłumaczę mężowi, że ja mam uwierzyć w to, co ona mówi, czy bardziej, aby on był wobec mnie szczery... Nie ma logicznego toku rozmów ze strony męża, więc zaczęłam miewać obawy, iż oszukuje mnie z kimś, ma kontakt, a potem usuwa, abym nie dojrzała nic. Obiecywał, że nigdy nie wyciszy telefonu, co do czego robi to w momencie, kiedy się posprzeczamy. Nie ma kłótni, jedynie zadra, słowo od słowa, a powody są jedynie takie, że nie przytula mnie w nocy, co uważa, że bardzo uwielbia się do mnie tulić, a nie ma zbliżenia w nocy, które wprowadziliśmy. Do mnie potrafi powiedzieć: „A ty do mnie podchodzisz, zaczepiasz do seksu, przytulasz?” Odpowiadam mężowi, że oczywiście, bo tak jest, chociaż za każdym razem, kiedy podchodzę, żeby nawet, jak to się mówi, zrobić mu loda, on odpycha, nie wychodzi mi po prostu, olewa. Więc po co mam to robić, jak on przytuli przed snem i odwraca się na bok??? I niby sądzi, że zawsze ma na mnie ochotę, jaram go itd. Zaczął nagle mówić, że tematy mamy tylko seksu, tłumaczę, że mnie kręci, podnieca, pożądam, że powinien się cieszyć, a nie narzekać, nie dociera nic, po prostu nic. Kiedy mówię, że powinien udać się do psychologa czy psychiatry, potrafi mi odpowiedzieć, że to ja jestem chora, jemu nie potrzeba pomocy, chociaż popada w silną agresję. Mnie potrafił złapać za szyję, dusił, mówił: „szmata, kurwa”, ale w momencie, kiedy mi powiedział tekst: „ruchasz się z innymi”, i dostał w twarz, strasznie go to zabolało. Poszedł w swoją stronę, kiedy dzwonię, nie odbiera, odrzuca, nie odpisuje na Messengerze, dopiero po jakimś czasie chamskie odzywki. Odbiera, sądząc, że jest sam i był sam, że chce, aby było dobrze, lecz niestety, czuły 10 min potem furiat i tak na okrągło. Mówię mężowi, że zawsze powinien odebrać telefon, że mam podejrzenia, iż takie zachowania świadczą, że spotyka się z kimś. Zaprzecza, więc czemu nie odbierasz? Odpowie, że nie ma potrzeby, wkurwiłaś mnie. W domu zwyczajnie gra na telefonie, nie słucha, co mówię, patrząc w oczy, i chcąc rozmawiać, po prostu jakbym była powietrzem. Mówi mi: „A co, już nic mi nie wolno? Człowiek przy tobie boi się spać, obudzić, bo zawsze wyjesz, robisz dramy, jesteś toksyczna. Ale kocha mnie i pożąda”. Ma tzw. dwie twarze – chwilowo wspaniała osoba, czuła, chcąca seksu, potem taka maruda, agresor, dziwak. Nie wiem, co myśleć, co robić. On od razu powiedział, że nie będzie nigdzie chodził na żadne terapie itp. Kiedyś chodziliśmy, lecz dało jemu to coś na chwilę. Sam mówi, że uwielbia ze mną seks, potem, że nasze życie tylko na tym się opiera. Nie wiem, co mam myśleć, chce, abym przyjeżdżała po niego do pracy. Sama nie wiem czemu, potrafi powiedzieć, że nie wierzy mi we wszystko, że to ja jego zdradzam, wiedząc, że siedzę całe dnie w domu, sprzątam, gotuję, a potem jeżdżę po niego. Sytuacje się napiętniają, coraz częściej mnie krytykuje, poniża, olewa, robi źle, nic sobie z tego już nie robi, jak robił kiedyś. Aż przestało mi się chcieć malować, dbać o siebie, chcieć z nim nadal być. Nie czuję się kochana, pożądana, atrakcyjna, wyjątkowa, choć mówi mi, że taka jestem. Na odległość, kiedy jeździ do pracy, pisze mi, jak mnie kocha, tęskni, jak ma na mnie ochotę, a kiedy już jesteśmy razem, jest zupełnie inaczej. Potrafił mi powiedzieć, że to ja z niego takiego robię, że wchodzę mu do łba, ryję mu łeb, że przeze mnie taki się staje, że mam szukać sobie faceta na ruchanie. Mówię, że mnie to boli, zadaje ból, ale nic z tego sobie nie robi. Czuję się załamana. On sam mówi mi, że jego zdaniem nie czuję się szczęśliwa, bezpieczna w związku, jak mam się czuć, to nie takie proste. Czy tu są podejrzenia, możliwe, iż mąż gra na dwa fronty, a ja koło zapasowe??? Nie wiem, co robić. On nie chce słuchać, co mam do powiedzenia o moich ranach, bólach, cierpieniach, potrzebach seksu itp. Co ja mam robić? Jestem skora popełnić samobójstwo, nie mam siły, wiary, że ta miłość jest prawdziwa i pożądanie. Jestem nikim, czy to jego wina?? Kiedy mężowi mówię, że napiszę do sądu o przymusowe badania psychiatryczne jego osoby, grozi mi, że wtedy wywali mnie z domu, czyli coś ukrywa, wie, że z nim źle??? Mamy takie coś, że on lubi moje nagie zdjęcia i chce, abym wysyłała mu ok, wysyłam, mówię, że go to podnieca. Ma nawet folder z moimi nagimi zdjęciami w telefonie. Niby docenia, co robię, sądzi, że się zmieniłam, lecz po chwili powie, że ja nigdy się nie zmienię, krytykuje. Jak dojść do prawdy, czy on nie kłamie, czy nie manipuluje itp.? Mąż uważa, że to ja manipuluje, rządzę nim, że ja w coś gram i obserwuję go, doszukuję się czegoś, że to ja jestem debilem, itp. Co myśleć?

