Left ArrowWstecz

Jak radzić sobie z przemocą w związku i podejrzeniem o zdradę?

Co ja mam myśleć i jak odbierać? Może to ze mną jest coś nie tak? Przejdę do rzeczy: Jestem w związku małżeńskim ponad 17 lat a razem juz 21. Były wzloty upadki kłótnie jak w każdym związku, lecz doszło do rękoczynów. Mąż wyrzucił mnie dwa lata temu z domu ponieważ za dużo nadużywałam alkoholu, przez tydzień całe szczęście znalazłam lokum u znajomych. Miałam kontakt z mężem, pisaliśmy na messenger żałował wypisywał że jest złym człowiekiem że zejdzie z tego świata. To ja zawsze pierwsza wyciągałam rękę do zgody, to ja biegałam za nim jak to się mówi jak suka - on nigdy. Potrafił mi powiedzieć jak sie wkur. . I robisz jazdy sama się opanuj. Tak było zawsze pierwsza pokazywałam że zalezy mi na spokoju zgodzie. Mówiłam chodz pogadamy przytul mnie, Mąż odpychał Potrafił lekceważyć po 8-9 godzinach no jakby juz bylo lepiej. Kiedy zapytałam sama czy moge wrócić do domu odpisal TAK. Byłam przerażona strasznie wzielam taxi przyjechałam do domu. Mąż nie otwierał mi ani domofonu i drzwi ( weszłam ufff wszystko ok stal przy oknie i zapalonej świeczce) przytulił popłakał się. Zaczęliśmy rozmawiać wszystko wydawało sie byc piękne opanowane. Oboje sobie wybaczylismy dałyśmy nam naszemu związku szanse. Zaczęła się kolejna gehenna po zaledwie 2 latach pięknych uczuć szacunku ponowna agresja słowna reczna znęcanie się psychiczne fizyczne nade mna lecz mimo wszystko Mąż z niczego nic sobie nigdy nie robił wszystko i o wszystko obarczać Potrafił jedynie mnie. Mimo mojego zlego stanu psychicznego nie chcial nie chce pomóc byc wsparciem tylko jak mówi cyt,,mam wyjebane radź sobie sama twoj biznes,,podczas rozmów mojego zapytania o co kolwiek rozmawia wprowadzając słowa cyt,,czego ty nue rozumiesz debilu, kretynko,, wtedy mnie nakręca i popadam w szał tez go wyzywam dochodzi do tego ze maz bije mnie po twarzy poddusza wyzywa od chorych psychicznie czy kurew szmaty. Niszczy przedmioty w domu rozwalił swój telefon zrywa biżuterię wyrzuca cos co otrzyma ode mnie. Mamy obledny sex , choć jego agresja przeradza sie kiedy podczas rozstania jak np idzie do pracy pisaliśmy na messenger zawsze pisal jak mnie kocha teskni pragnie dzez kiedy z pracy wróci, podpytałam sie czy power ogień czy ma ochotę odpisywał mowil ze we wszystko moge mu wierzyć, choc momenty miłości były na odległość slodzil zapewniał dawał nadzieję. Ja zadowolona z apetytem mmm bedzie potem czuły namiętny zawsze zazwyczaj sie zawiodłam ( swiat realia wracał z pracy krzyczal byl agresywny wiec mu tłumaczę po co kłamiesz wielka milosc na odległość) ??? Ba wszystko zawsze mial ma wymówki. Uwaza ze to ja jestem prowodyrem ze ja z niego robie takiego agresywnego. Tłumaczę ze to nie tak działa nie dociera zupełnie nic. Tłumaczę cale dni jestem wiecznie sama zupełnie sama ze tęsknie za nim ze czekam kiedy bede mogla mieć męża po pracy na wyłączność megaa czulosc intymność wyjścia pieszczoty ze tak tego pragnę. Zaczyna byc automatycznie agresywny ze dosc ma moich pytan non stop a dzez a masz ochotę. Mówię ze powinien byc szczęśliwy iz chce dopytuje sie ze pragnę właśnie tylko jego. Niestety potrafi napietrzyc sytuacje mowiac mi znajdź se lepszego to odejdz jak ci zle lub a z kad mam wiedzieć ilu cie pierd .. jak jesten w pracy. Dobrze wie ze nie ma racji zawsze przyjeżdżam po niego do pracy dzwoni na wideo rozmowę widzi zawsze jestem w domu. ( czemu on mi to robi tak traktuje?) W pracy pełen werwy wesoły żywy ze swoją kierowniczką ma wręcz cudowny kontakt super rozmawiają a nawet sie śmieją. Pożrą się a zaraz zgoda, z żoną ze mna tak nie potrafi nie chce? Mówiłam mu to on do mnie teksty ze jestem chora psychicznie lub nie poważna i za dużo biorę do siebie. Ale co mam myslec jak sie czuc ??? Z obca kobieta lepsze relacje niż z żoną? Kierowniczka dosyć często tylko wokoło męża wokol innych pracowników nie zbyt zauważyłam to, męża wyręcza zupełnie ze wszystkim on jeleń lata a to poprosiła by poszedł płyny do auta jej wlał poleciał a to do apteki poleciał a to zakupy do auta poleciał. Kiedy mówię mężowi ze to mi nie pasuje pytam dlaczego innych pracowników nie poprosi, on zawsze wymówki ze prosiła nie raz tego i tego lecz ja zawsze widzę wiecznie jak tylko moj maz pomocny i wiecznie obok siebie jakby świata poza sobą nie widzieli ( czyżby ukryty romans?) Jak odbierać? Ręce mi opadają jestem bez siły. Mnie wiecznie poniza krytykuje bije po twarzy co do czego jadac następnego dnia do pracy juz potęga uczuc ogromna tęsknota czy to manipulacja z jego strony? Nie zauważyłam aby w domu ukrywał telefon nigdzie sam nie wychodzi wypiera sie zaprzecza zdrady czy romansu za wszelką cenę kocha pragnie mnie. Mi tu cos naprawdę nie pasuje gra w cos??? Staram sie szczerze porozmawiać nie da sie. Poprostu Mąż dostaje skowronki kiedy juz szykuje sie do pracy a ja koło zapasowe??? Co robic co myśleć klamie mnie ma jakies zaburzenia psychiczne?? Jak moge to sprawdzić??? Mąż twierdzi ze żadne leczenia mu nie potrzebne ze to ja powinnam się leczyć.
User Forum

Kasia1983

mniej niż godzinę temu
Anna Kapelska

Anna Kapelska

Dzień dobry,

 

Pani Kasiu - dziękuję, że Pani o tym pisze i szuka wsparcia. 

Bardzo mi przykro, że jest Pani w tak trudnej i wyczerpującej sytuacji.  

Pyta Pani, czy to z nią jest coś nie tak. 

Po pierwsze, doświadcza Pani przemocy fizycznej i psychicznej. Stwierdzenia męża, że to Pani ma problem lub jest zaburzona, są klasycznym przykładem zwalania winy na drugą osobę i manipulacji.

 

NIE ISTNIEJE coś takiego jak: To ty mnie sprowokowałaś ! Pani mąż jest dorosły i powinien ponosić odpowiedzialność za swoje czyny i reakcje.  Bez względu na pobudki, jakie nimi kierują bądź Pani zachowania, absolutnie nie ma prawa Pani obrażać, bić, podduszać.  

Wspomina Pani również o obłędnym seksie, bliskości po agresywnych zachowaniach - to również typowa faza tak zwanego 'miesiąca miodowego', który może cyklicznie się powtarzać. Czyli jest ok, potem napięcie rośnie, w końcu następuje eskalacja konfliktu, kłótnia, wyzwiska, bicie, a potem skrucha, bliskość, seks. Organizm przyzwyczaja się do takich emocji, mimo że nie są one zdrowe i dobre.

 

Powtórzę: nawet gdyby to Pani poddała się diagnozie i coś by z niej wyszło, nie tłumaczy ani nie usprawiedliwia to zachowań Pani męża.

 

Proponuję, by rozważyła Pani poddanie się terapii własnej i przyjrzenie się relacji, funkcjonowaniu i co powoduje, że godzi się Pani na doświadczanie takiej krzywdy. Proszę pamiętać o swoim bezpieczeństwie. 

Życzę Pani wszystkiego dobrego,

 

Anna Kapelska

Psycholog

4 miesiące temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Dzień dobry,

 

Dziękujemy za przesłaną wiadomość i za to, że podzieliła się Pani tak bolesną i osobistą historią. Czuję jak ogromny ciężar dźwiga Pani na swoich barkach...żadna osoba nie zasługuje na przemoc, upokorzenia ani strach, niezależnie od okoliczności. Z tego, co Pani napisała, że mąż poza przemocą psychiczną i fizyczną, dopuszczał się także przemocy ekonomicznej (niszczenie rzeczy i demolowanie domu).

Nikt nie ma prawa Pani tak traktować ani też nikogo innego. Przemoc w Polsce  zgodnie z naszym prawem jest przestępstwem i  grozi za to odpowiedzialność karna. 

 

Czytając Pani wiadomość, czuję w Pani przede wszystkim kobietę spragnioną bliskości, miłości i bezpieczeństwa, to naturalne potrzeby, nie powód do wstydu. Jednocześnie relacja, którą Pani opisuje, nosi wyraźne znamiona przemocy psychicznej i fizycznej, a takie zachowania nigdy nie są usprawiedliwione.

Pani zagubienie, tęsknota, nadzieja przeplatająca się z bólem, to wszystko jest zrozumiałe, gdy przez lata było się wciąganym w bardzo trudną emocjonalnie dynamikę. Nie jest Pani sama w tych przeżyciach, choć wiem, że może Pani tak się czuć. Z całego serca zachęcam, by poszukała Pani realnego wsparcia dla siebie, rozmowy z psychologiem, terapeutą lub kontaktu z lokalnym Ośrodkiem Pomocy Społecznej, nie będzie to znak słabości, tylko akt odwagi i troski o siebie. Można też zadzwonić na bezpłatną Infolinię Ogolnopolskiego Pogotowia dla Ofiar Przemocy w Rodzinie 801 120 002 ( niebieskalinia@niebieskalinia.info, https://niebieskalinia.info ), czekają tam specjaliści, którzy są gotowi Panią wysłuchać, dać wsparcie i poszukać z Panią rozwiazania, które bedzie dla Pani bezpieczne. 

 

Ważne też aby spróbowała Pani pomyśleć, czego by Pani najbardziej dla siebie potrzebowała, poza oczywiście spokojem i poczuciem bezpieczeństwa (nie tylko w relacji), jak by Pania chciala, aby ta sytuacja się zmieniła? 

 

Proszę pisać również tutaj w razie potrzeby, jesteśmy dla Pani. 

 

z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka 

4 miesiące temu
Zuzanna Zbieralska

Zuzanna Zbieralska

Dzień dobry,

Bardzo dziękuję, że Pani to napisała. Z tego, co Pani opisuje, wyłania się obraz wieloletniej przemocy psychicznej, fizycznej i emocjonalnej. Chcę to powiedzieć bardzo jasno i spokojnie: to, czego Pani doświadcza, nie jest „normalnym kryzysem w związku” ani „kłótniami jak u każdego”. Bicie, podduszanie, wyzwiska, poniżanie, niszczenie przedmiotów, obarczanie Pani winą za jego agresję, a potem okresy czułości i zapewnień o miłości, to jest klasyczny cykl przemocy. W tym cyklu nie chodzi o Pani zachowanie, pytania czy potrzeby. Odpowiedzialność za przemoc zawsze leży po stronie osoby, która ją stosuje.

To bardzo ważne, żeby wiedziała Pani, że nie jest tak, że Pani „prowokuje” bicie i nie jest tak, że gdyby Pani była inna, on by nie był agresywny. To nie jest Pani wina. To, co Pani nazywa „ogromną tęsknotą, miłością, intensywnym seksem i nadzieją”, często jest częścią mechanizmu, który bardzo silnie wiąże emocjonalnie z osobą stosującą przemoc. To nie znaczy, że Pani źle kocha. To znaczy, że Pani organizm i psychika są w stanie ciągłego napięcia, lęku i ulgi naprzemiennie. To bardzo wyczerpujące i dezorientujące. Pyta Pani czy to manipulacja lub zaburzenia ze strony męża. Na forum nie da się i nie trzeba stawiać diagnozy mężowi. Niezależnie od tego, jakie on miałby problemy, faktem jest, że stosuje przemoc i nie bierze za nią odpowiedzialności oraz odmawia pomocy i leczenia, a także przerzuca winę na Panią. To wystarcza, by uznać sytuację za niebezpieczną. Najważniejsze pytania na teraz to, czy jest Pani bezpieczna. Bardzo zachęcam, aby skontaktowała się Pani z lokalnym Ośrodkiem Interwencji Kryzysowej lub telefonem zaufania dla ofiar przemocy Niebieska Linia, nr.  800 120 002. Centrum Praw Kobiet także wspiera kobiety po przemocy domowej. Można sprawdzić na stronie gdzie znajduje się najbliższy punkt i pojechać tam lub zadzwonić. Ważne, aby mogła Pani porozmawiać indywidualnie z psychologiem lub terapeutą nie po to, żeby naprawiać związek, tylko żeby odzyskać jasność, siłę i bezpieczeństwo, nie podejmowała prób terapii par- w sytuacji aktywnej przemocy to nie jest bezpieczne.

Na koniec coś bardzo ważnego:
to, że Pani „krzyczy, wyzywa w odpowiedzi, wpada w szał”, nie czyni Pani sprawczynią przemocy. To są reakcje osoby, która przez długi czas była upokarzana, zastraszana i raniona. Nie jest Pani chora psychicznie. Jest Pani wyczerpana, zraniona i funkcjonująca w sytuacji chronicznego zagrożenia. Proszę nie zostawać z tym sama. Pani życie i zdrowie są ważne.
Życzę Pani dużo wsparcia i odwagi w szukaniu pomocy. Zasługuje Pani na bezpieczeństwo i szacunek.

Zuzanna Zbieralska, psycholożka

4 miesiące temu
Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Pani Kasiu

 

 To co Pani opisuje jest typowym objawem przemocy fizycznej i psychicznej,a do tego uzależnieniem od drugiej osoby do jest normą w tego typu relacjach. Pani opis jest niezwykle sugestywny i wywołał we mnie jako psychologu silne emocje gdyż w mojej przestrzeni nie ma miejsca na takie zachowania. Co w tym przypadku? Zacznijmy od zastanowienia się nad plusami i minusami tej relacji. Patrząc z perspektywy czasu widzi Pani zmiany w zachowaniu partnera? Co musi się wydarzyć ,aby Pani zmieniła tok myślenia i zaczęła dbać o swój dobrostan? Granice tutaj są cienkie. Proszę walczyć o siebie,o swoje zdrowie fizyczne i psychiczne. Nie wiem czy rozważała Pani zgłoszenie tej przemocy? Moja rada to rozpoczęciu spotkań z psychologiem i psychoterapeutą. Tutaj nie ma czasu na dawanie kopalnych szans. Przepraszam,że pisze tak bezpośrednio i może nie tego się Pani spodziewała,ale tutaj ratować może Panią jedynie terapia i zmiana perspektywy na życie. Życzę powodzenia .

4 miesiące temu
Weronika Wardzińska

Weronika Wardzińska

Dzień dobry,


to, w czym Pani żyje, nie jest zwykłym kryzysem w małżeństwie. To jest przemoc: psychiczna, fizyczna i emocjonalna oraz manipulacja, która z czasem sprawia, że zaczyna Pani wątpić w siebie i swoją ocenę rzeczywistości. Wyzwiska, bicie, podduszanie, niszczenie rzeczy, straszenie odejściem, a potem nagłe deklaracje miłości i tęsknoty tworzą bardzo niebezpieczny cykl. To nie jest miłość, tylko mechanizm uzależniający.

 

Nie ma znaczenia, czy on ma romans, zaburzenia psychiczne czy „ciężki charakter”. Nic nie usprawiedliwia przemocy. Nie da się „sprowokować” kogoś do bicia, odpowiedzialność zawsze leży po stronie osoby, która bije. To, że w pracy potrafi być miły i wesoły, a w domu agresywny, jest bardzo częste u sprawców przemocy i nie oznacza, że problem jest w Pani.

 

To nie z Panią jest coś nie tak. Pani reakcje: lęk, rozpacz, złość, zagubienie są naturalną odpowiedzią na wieloletnie krzywdzenie. Pani nie ma obowiązku go leczyć, sprawdzać ani ratować. Pani obowiązkiem jest zadbać o swoje bezpieczeństwo.

 

Na tym etapie rozmowy i tłumaczenia niczego już nie zmienią. Warto pilnie poszukać wsparcia dla siebie: psychologa, terapeuty, organizacji pomagających osobom doświadczającym przemocy. Jeśli dochodzi do przemocy fizycznej, to jest sytuacja wymagająca natychmiastowej ochrony, nie „kolejnej próby porozumienia”.

 

Pani intuicja i ciało od dawna sygnalizują, że to Panią niszczy i one mają rację.


Pozdrawiam serdecznie

Weronika Wardzińska

4 miesiące temu
Izabela Koczur

Izabela Koczur

To, co Pani opisuje, jest bardzo trudne i bolesne. Już na wstępie chcę jasno powiedzieć: przemoc fizyczna i psychiczna nigdy nie jest Pani winą. Bicie, duszenie, wyzwiska i poniżanie nie są „kłótnią” ani efektem prowokacji, tylko przekroczeniem granic.

Z opisu relacji widać powtarzający się schemat: okresy agresji i upokarzania przeplatają się z chwilami czułości, przeprosin i zapewnień o miłości. To sprawia, że pojawia się dezorientacja, nadzieja na zmianę i pytania: „czy ze mną jest coś nie tak?”. To bardzo częsty mechanizm w relacjach przemocowych  nie świadczy o Pani słabości.

Niezależnie od tego, czy mąż ma zaburzenia psychiczne, czy nie  odpowiedzialność za przemoc zawsze leży po stronie osoby, która ją stosuje. Fakt, że potrafi funkcjonować spokojnie poza domem, pokazuje, że ma kontrolę nad swoim zachowaniem.

Najważniejsze w tej sytuacji jest Pani bezpieczeństwo i wsparcie. Warto poszukać pomocy dla siebie u psychologa lub w instytucjach wspierających osoby doświadczające przemocy (np. Ośrodek Interwencji Kryzysowej, Niebieska Linia). Nie musi Pani przechodzić przez to sama.

To, co Pani przeżywa, nie jest oznaką „choroby”, lecz reakcji na długotrwały stres i przemoc. Zasługuje Pani na szacunek, spokój i poczucie bezpieczeństwa.

 

Pozdrawiam

Izabela Koczur

 

4 miesiące temu
Izabela Koczur

Izabela Koczur

To, co Pani opisuje, nie jest zwykłym kryzysem w związku ani „normalnymi kłótniami”. Z Pani relacji jasno wynika, że doświadcza Pani przemocy psychicznej i fizycznej: wyzwisk, poniżania, bicia, duszenia, niszczenia przedmiotów oraz przerzucania winy. To bardzo poważne przekroczenia granic.

Odpowiadając wprost na Pani pytanie: to nie świadczy o tym, że z Panią jest „coś nie tak”. Dezorientacja, ogromna tęsknota po aktach przemocy, nadzieja na zmianę i jednoczesne poczucie wyczerpania są częstą reakcją osób uwikłanych w cykl przemocy  napięcie, wybuch agresji, a potem okres przeprosin, czułości i obietnic. To może dawać silne emocjonalne przywiązanie, ale nie oznacza zdrowej relacji.

Niezależnie od tego, czy mąż ma zaburzenia psychiczne czy nie odpowiedzialność za przemoc zawsze leży po stronie osoby, która ją stosuje. Alkohol, kłótnie czy Pani reakcje nie usprawiedliwiają bicia ani upokarzania. To, że mąż twierdzi, iż „to Pani jest problemem”, jest formą podważania Pani percepcji i może dodatkowo wzmacniać poczucie winy i zagubienia.

Najważniejszą kwestią w tej sytuacji nie jest diagnozowanie męża, ale Pani bezpieczeństwo  fizyczne i psychiczne. Duszenie i przemoc fizyczna są sygnałami realnego zagrożenia. W takiej sytuacji rozmowy i tłumaczenia zwykle nie zatrzymują przemocy.

Zdecydowanie warto, aby poszukała Pani wsparcia dla siebie  u psychologa/psychoterapeuty oraz w instytucjach pomagających osobom doświadczającym przemocy (np. Ośrodki Interwencji Kryzysowej, Niebieska Linia). Nie musi Pani zostawać z tym sama.

To, że Pani czuje się wyczerpana i bez sił, jest zrozumiałą reakcją na długotrwałe krzywdzenie – nie dowodem słabości. Zasługuje Pani na bezpieczeństwo, szacunek i realne wsparcie.

 

 

 

pozdrawiam

Iza Koczur

 

4 miesiące temu
Dagmara Łuczak

Dagmara Łuczak

Dzień dobry Pani.

To, co Pani opisuje, nie jest normalnym kryzysem małżeńskim i nie jest Pani winą. To jest wieloletnia przemoc psychiczna, fizyczna i seksualno-emocjonalna, połączona z silną manipulacją. Bicie po twarzy, podduszanie, wyzwiska, niszczenie rzeczy, straszenie, wyrzucanie z domu, naprzemienne epizody czułości i okrucieństwa, a potem znowu miłość i tęsknota, to klasyczny cykl przemocy. To, że po agresji pojawia się intensywny seks i zapewnienia o miłości, nie jest dowodem uczucia, tylko elementem tego mechanizmu. On utrzymuje Panią w relacji. Nikt nie prowokuje przemocy. Odpowiedzialność za bicie i poniżanie zawsze leży po stronie sprawcy. To, że mąż zrzuca winę na Panią i mówi, że to Pani jest chora, jest formą gaslightingu, czyli podważania Pani poczucia rzeczywistości. Relacja z kierowniczką może, ale nie musi być romansem. To w tej chwili nie jest najważniejsze. Nawet jeśli nie ma zdrady, Pani jest regularnie krzywdzona w domu. To wystarcza, żeby powiedzieć jasno: ten związek jest niebezpieczny. Nie ma sensu sprawdzanie, czy mąż ma zaburzenia psychiczne. Nawet jeśli by miał, to nie usprawiedliwia przemocy. I nie da się sprawdzić go bez jego zgody. On jasno mówi, że nie chce leczenia i nie widzi problemu u siebie. Najważniejsze pytanie nie brzmi co on ma, tylko czy Pani jest bezpieczna. Z tego, co Pani pisze, nie jest. Przemoc fizyczna ma tendencję do eskalacji, nie do wygasania. Pani nie naprawi tego związku sama. Miłość, rozmowy i cierpliwość nie zatrzymają przemocy. To, że czuje się Pani bez siły, jest naturalną reakcją osoby latami niszczonej psychicznie.


Proszę potraktować to poważnie i szukać realnej pomocy dla siebie, nie dla niego. W Polsce działa Niebieska Linia 800 120 002, także dla kobiet w małżeństwach. W sytuacji zagrożenia proszę dzwonić 112. To, co Pani przeżywa, nie jest miłością. To jest krzywda. I Pani ma prawo ją przerwać.


 

4 miesiące temu
Daria Składanowska

Daria Składanowska

Dzień dobry,

z Pani opisu wynika sytuacja przemocy fizycznej, psychicznej i emocjonalnej w związku, w której Pani bezpieczeństwo jest zagrożone. To, co Pani doświadcza, nie jest Pani winą. Nikt nie powinien być bici, wyzywany, poniżany ani manipulowany w relacji, nawet jeśli pojawiają się okresy zgody czy czułości. To typowe dla mechanizmu przemocy cyklicznej, gdzie po agresji pojawia się „miodowy miesiąc”, a potem przemoc wraca.

 

Kilka ważnych punktów do rozważenia:

*Nie jest Pani chora psychicznie ani prowodyrem przemocy – odpowiedzialność za przemoc ponosi osoba stosująca przemoc.

*Manipulacja, wyzwiska, bicie, podduszenie i kontrola są niedopuszczalne i świadczą o problemie ze strony partnera.

*Nie da się „rozmową naprawić” przemocy – rozmowy często nasilają agresję i frustrację.

*Podejrzenia o romans czy ukryte zachowania nie zmieniają faktu, że przemoc jest podstawowym problemem i zagrożeniem dla Pani zdrowia fizycznego i psychicznego.

 

Warto: 

*Zadbać o swoje bezpieczeństwo – jeśli pojawia się ryzyko pobicia lub zagrożenia życia, należy rozważyć tymczasowe oddalenie się od partnera, co Pani zrobiła.

*Skontaktować się ze specjalistami: psychologiem/terapeutą oraz organizacjami wspierającymi osoby doświadczające przemocy domowej (np. Niebieska Linia w Polsce: 800 120 002 lub Punkt Interwencji Kryzysowej).

*Nie zostawać samodzielnie w sytuacji przemocy – warto poinformować zaufaną osobę, rodzinę, przyjaciół o zagrożeniu.

*Dokumentować sytuacje przemocy (zdjęcia obrażeń, wiadomości, nagrania) – przydatne przy interwencjach prawnych.

*Nie próbować diagnozować męża samodzielnie – to zadanie dla specjalistów (psycholog, psychiatra), ale Pani nie jest odpowiedzialna za jego leczenie.

 

Najważniejsze: Pani bezpieczeństwo jest priorytetem. Nawet jeśli pojawia się tęsknota czy okresy zgody, fizyczna i psychiczna przemoc nigdy nie jest akceptowalna i wymaga natychmiastowej ochrony i wsparcia.

 

Pozdrawiam, 

Składanowska Daria

Psycholog, Doradca kariery

4 miesiące temu
dobrostan

Darmowy test na dobrostan psychiczny (WHO-5)

Zobacz podobne

Partner wciąż kocha byłą żonę i nazywa ją kobietą numer jeden – jak sobie poradzić w takiej relacji?
Mòj partner, powiedział,że kobietą numer jeden i najlepszą jaką w życiu spotkał, była jego była żona, od ktòrej odszedł do innej kobiety,bo Ona nie chciała mieć więcej dzieci.Druga partnerka urodziła im cudowną còrkę,( dla niego drugą, bo pierwszą còrkę miał z żoną) też ich związek się nie utrzymał. Jest dobrym ojcem dla swoich dzieci, zabezpieczył je nie tylko finansowo, ale też dba o kontakty z nimi. Są cudowne. Wchodząc w relację z nim wiedziałam o jego przeszłości, i mam fajny kontakt z dziewczynami(còrkami). Nadmienie, że nie mieszkamy razem, dzieli nas ponad 100km,ale odwiedzamy się najczęściej jak to możliwe. Znamy nasze rodziny i przyjaciòł.Boli mnie to co powiedział z dopiskiem jeszcze, że zawsze będzie Ją kochał,i popełnił ogromny błąd odchodząc od niej. Ale ten rozdział jest już zamknięty. Czuję, że nie jest. Mòwi, że mnie kocha, ale kiedy powiedziałam, mu że mnie zranił mòwiąc mi to w ten sposòb stwierdził, że zakończył już z kłamstwem w swoim życiu i mòwi jak jest.Nie wiem kim dla niego jestem. On twierdzi, że to,co mi powiedział nie powinno mieć wpływu na nasze relacje, bo powiedział mi prawdę. Jesteśmy że sobą trzy lata.Proszę mi pomòc.
Trudności z córką - spotyka się z dużo starszym oraz zażywa niebezpieczne używki
Witam, jak mam postępować z córką nieletnią, gdy bez mojej zgody spotyka się z dorosłym. Chłopak 9 lat starszy i palącą niedozwolone używki, typu zioło, lecz się nie przyznaje do zażywania.Grozi jej Młodzieżowy Ośrodek Socjoterapeutyczny.
Od 8 lat trwa beznadziejna passa życiowa. Czuję się bezradna i bezwartościowa.

Od 8 lat mam bardzo trudną sytuacje życiową. 

Dużo się działo negatywnych zdarzeń, zdrady mojego ex męża, również podczas mojej ciąży. Kupno domu, w którym nadal mieszkam z córkami. Ale jest niewykończony, a ja nawet nie wiem czy będę mogła w nim zostać. Podczas tych 8 lat były też lepsze momenty, ale przeważał ogólny stres i poczucie osamotnienia. Małżeństwo skończyło się tym, że dowiedziałam się o ciąży kochanki męża. Dzieci miały wtedy 2,5 roku i 7 ( pierwsza klasa). Szczerze mówiąc było mi ciężko po rozwodzie, ale bardzo szybko i dobrze sobie poradziłam. 

Minęły już 3 lata. Po półtora roku związałam się z partnerem, który był niedostępny emocjonalnie, dawał mi ciepło - zimno. Rozstaliśmy się trzy miesiące temu po półtora roku związku, po tym jak odkryłam, że mnie również zdradzał. 

Jestem strasznie rozbita, bo nie mam sił zaczynać wszystko od nowa. Moje marzenie o ciepłej, kochającej rodzinie ( której też nie miałam w dzieciństwie) pękło jak bańka mydlana. Czuję się bardzo samotna i pusta w środku. Nie wiem jak poradzę sobie z domem. Czuje, że nie ma w nim życia takie jakie miało być. Jest wciąż nieskończony, nie umiem zapewnić córką, wszystkiego, czego one potrzebują i co ja bym im chciała dać. 

Czuję się bardzo bezwartościowa. Zaczęłam zbierać się po nieudanym związku i tłumaczyć sobie, że tak jest lepiej, że powinnam skupić się na dzieciach to wydarzyła się kolejna tragedia. Dwa tygodnie temu zmarła nagle najlepsza przyjaciółka mojej starszej córki. Rozbiło mnie to doszczętnie. Jestem bardzo rozbita i boję się, że to wszystko za bardzo odbije się na moich córkach. Szukam zawsze jakiś pozytywów każdej sytuacji, ale już nie widzę ich, nie umiem sobie wytłumaczyć, że to kiedyś się zmieni, bo zła passa trwa zbyt długo.

Jak poradzić sobie z depresją, izolacją i traumą z przeszłości?
Właściwie to nie mam pytania bo nie ma żadnej odpowiedzi na moje bezsensowne życie. Zaraz będę mieć trzydzieści lat. Jestem DDA. Rodzice alkoholicy. Jestem najstarsza z rodzeństwa. Przez ostatnie pięć lat jestem na bezrobociu, mieszkam z rodzicami. Nie utrzymuje żadnych relacji. Tylko z kuzynką sporadycznie, ale rodzina chyba się nie liczy. Byłam ostatnio w psychiatryku, ale wszyscy wiemy jak działają takie instytucje albo i nie. Kiedyś byłam jedenaście lat temu w psychiatryku jako 19latka po próbie samobójczej. Nic szczególnego. Jestem taka żałosna, że zabić się nie umiem. Z tego co pamiętam to całe życie cierpiałam. Oprócz życia, które było piekłem, libacji alkoholowych, bicia przez matkę, czy molestowania przez wujka, psychiatryk był poważną traumą. Lekarze beznadziejni, nie podobało im się, że leki nie działają, dawali mi takie dawki, że ledwo stałam na nogach. Wiedziałam, że żeby wyjść musiałam wszystko stłumić cały ból. Potworne to było mam nadzieje, że nigdy już tego nie doświadczę. Ostatnio też byłam w psychiatryku, bałam się, ale skierował mnie lekarz przez myśli samobójcze, no i cóż... Lekarze byli mili, ale dosłownie testują na Tobie leki to jest jak rulettka co Ci wpakują. Cierpiałam trzy tygodnie, obiecałam, że jak wyjdę to się zabije, pomijając to, że mam zaburzenia osobowości schizoidalne to ludzie, szpitale mnie stresują no było ciężko. To długa historia wcześniej miałam ataki paniki. No nie ja pierwsza i nie ja ostatnia ma beznadziejne życie i tylko cierpi. Nauczyłam się, że lepiej tłumić wszystko w sobie w szpitalu jak miałam 19 lat ukarali mnie za płacz. Od tamtej pory nie umiem płakać. Rodzice też tak reagowali na moje emocje czy odczucia. Nie jestem w stanie okazać łez przy kimś obcym, boje się lekarzy itd... Doświadczyłam też tam molestowania. No nie ważne nie będę wszystkiego opowiadać. Drugi raz hospitalizowana no cóż... nie pomogli mi. Znowu kłamałam bo widziałam, że nie ma wyjścia. Mówiłam im, że się źle czuje, ledwo mogłam mówić, a oni napisali, że byłam bierno-agresywna, wpierw wstępnie chcieli mi przypisać osobowość schizotypową, a faszerowali mnie takimi silnymi lekami. Źle mnie zdiagnozowali i zepsuli moje leczenie tak powiedział mój psychiatra, który mnie tam wysłał. Chodzi o to, że mam depresje, a nie nerwicowe zaburzenia depresyjne i lękowe. Zresztą za to nie ma renty, o którą muszę się starać bo nie mam żadnych pieniędzy na leki. Oczywiście mama mi pomaga, ale... Zawsze mnie nienawidziła, zwłaszcza była szczera kiedy piła. Moi bracia mieli lepiej z nią, chociaż nie powiem jesteśmy patologiczną rodziną, a jeden z moich braci obecnie siedzi w więzieniu. Mieszkam na wsi, nie mam kasy ciężko jest o leczenie czy dojazdy dokądś. W pobliżu znalazła się psycholog na nfz (tam gdzie psychiatra w poradni), wizyty są raz w tygodniu i nie zawsze. Psycholog jest starsza ode mnie o rok, ale czuje się przy niej jak dziecko. Jestem dużym dzieckiem. Jakieś relacje bliskie z ludźmi nie wchodzą w grę ostatnio nie mogłam opanować ataku paniki przy ginekologu bo musiałam iść w sprawię anemii po prostu trzęsło się całe moje ciało i nie mogłam złapać tchu. Przy leczeniu doświadczyłam stanu takich, że... Uważałam, że nie pasuje do tej rzeczywistości i powinnam się zabić. Ogólnie mój psychiatra skierował mnie na swój oddział na psychosomatykę ale wpisał mi depresja umiarkowana i musiałam na izbie skłamać, że nie chce się zabić bo by mnie skierowali na psychiatryk. No i termin mam na luty, ale pewnie zadzwonią wcześniej. Ogólnie gdyby po wyjściu z psychiatryka od razu mnie nie przejrzał bo zobaczył mnie jak ze mną jest źle to bym spróbowała w końcu się normalnie zabić. Po prostu skoczyłabym z mostu, specjalnie pojechałabym do stolicy i to zrobiła. No, ale jestem, nie chce mu problemów robić czy coś. Nie pracuje bo w jedynej pracy do której chodziłam zaczęłam mieć przez nią myśli samobójcze, czasami jak się coś dzieje w domu mam taki impuls, i myśli "zabij się". Szukałam kiedyś pomocy, miałam oszczędności ale już nie mam ani ich, ani nadziei ani niczego. Stresuje się tym szpitalem, ale będzie od doświadczeniem "przetrwania" w nowym miejscu, a kiedy wyjdę znowu będzie to samo. Lekarz myśli, że mi da tabletki i mi minie. Co minie? Traumy, lęki, chęć zabicia się, zmęczenie, bezsens mojej egzystencji. Nie mam żadnego celu tylko zostało mi przetrwać. Wszyscy i tak kiedyś umrzemy może musze poczekać, ale czy dam radę? Nie wiem. Zawsze postrzegałam świat w dziwny sposób, wszystko było zbyt intensywne, bolesne, rozrywające od środka i musiałam to tłumić. Nie chce istnieć. Doświadczać tego podłego życia, jestem zbyt wrażliwa, zbyt pokręcona, chciałabym, żeby to się skończyło, ale trwam w tym stanie zawieszenia. Nie ma tabletek na sens, cel, czy na cierpienie. Nie mogę nic z tym zrobić. Wszystko kosztuje mnie tyle energii, że wolałabym się zabić. Dlatego lepiej nic nie robić. W końcu nie można odebrać sobie życie bo wtedy uważają, że jesteś chory i wsadzą Cię do psychiatryka, gdzie będą eksperymentować na Tobie. Żeby nie było jestem pod opieką psychiatry, mam ten termin do szpitala, ale nic to nie zmieni w moim życiu. Może mam depresje lekodporną. Może potrzebuje terapii. Może potrzebuje więcej rozmów z psychologiem niż raz na tydzień. No, ale jestem biedna, nie mam jak dojeżdżać, nie mam żadnych perspektyw. Nie ja pierwsza i nie ja ostatnia, prawda? Dla systemu tacy jak ja jesteśmy zwykłymi śmieciami, tego dowiedziałam się w psychiatryku jako 19 latka, gdzie lekarze, którzy mieli leczyć znęcali się psychicznie nade mną, bo oni mieli władzę, tak jak byłam mała władzę mieli nade mną alkoholicy i nie można było się sprzeciwić bo zostanie się ukaranym. Słabo sobie radzę z życiem. Często się porównywałam do innych kiedyś. Nie będę nigdy mieć domu, męża, dzieci, prawo jazdy, nie wiem czego jeszcze pracy. Pewnie skończę jako bezdomna jak rodzice umrą, albo się zabije. Nie wiem czy chciałabym mieć męża i dzieci, ale fajnie było by umieć jeździć autem, albo mieć kogoś z kim można byłoby stworzyć dobrą relacje i mieć swój własny kąt, ale to marzenia dziecka, którym jestem. Nie mam już siły do niczego. Patrzę na zegar jak jestem coraz starsza, patrzę jak upływają minuta za minutą, czasami nie mogę tego znieść ile jeszcze? Jak długo będę tkwić w tym cierpieniu... Jestem zepsuta, niedostosowana, zapomniałam dodać, że mam nie wiem jak to się nazywa, ale jak ktoś mówi o smutnych rzeczach, albo ja opowiadam o swoim gównianym życiu to się śmieje, afekt niedostosowania chyba. I jakieś zaburzenia emocjonalno- decyzyjne. To tyle, przepraszam za chaotyczny tekst, ale nie chciało mi się go układać w jakimś porządku. Jest jak moje życie, nie chce mi się tego składać. Już dość. Nie wiem czy jest sens, żeby ktokolwiek mi na ten tekst odpowiedział. W końcu nie zadałam żadnego pytania. Tylko w skrócie opowiedziałam jak jest beznadziejnie być mną.
Przestałam czuć się dobrze ze sobą i w związku. Czuję się samotna, nierozumiana.
Nie wiem czy powinnam udać się do psychologa, czy może da się rozwiązać mój problem samodzielnie. Od jakiegoś czasu czuję się samotna z moimi problemami. Ciężko mi się zebrać do zrobienia czegoś w ciągu dnia, przez co potrafię przesiedzieć cały dzień w łóżku. Wydaje mi się, że mam problem ze zrozumieniem swoich emocji i tego co czuję. Boję się zranić moimi słowami innych. Nie wiem, czego chcę obecnie w życiu. Weszłam w relacje z moim przyjacielem, ale nie czuję się z tym dobrze. Mimo powiedzenia mu tego, on chce i tak spróbować a ja boję się go zranić. Od lat super się dogadywaliśmy, ale odkąd weszliśmy w związek, zaczął mnie denerwować, nie mam ochoty się z nim widzieć ani pisać, mimo że wcześniej nic w jego zachowaniu mi kompletnie nie przeszkadzało, a nawet myślałam, że może byłby dla mnie odpowiednią osobą. Do tego czuję się, jakbym miała problemy z pamięcią i problem ze słuchaniem innych. Kiedyś byłam świetnym słuchaczem, a aktualnie często zapominam co mi ktoś powiedział albo nie potrafię się skupić na tym co do mnie ktoś mówi. Czuję się źle ze sobą. Kiedyś uważyłam się za ładną, czułam obecność znajomych wokół mnie i to, że każdy mnie lubi, a aktualnie czuję się samotna, niezrozumiana i nieatrakcyjna. Kiedyś mimo że byłam bardzo nieśmiała, dużo łatwiej było mi nawiązywać relacje z ludźmi. Dodam, że mam obecnie 20 lat i od roku studiuję w innym mieście, oddalonym od mojego domu. Czy mama nadużywająca od paru lat alkoholu może mieć wpływ na to jak się obecnie czuję?
asertywność

Asertywność – jak ją rozwijać i dlaczego jest ważna?

Asertywność może odmienić Twoje życie. Poznaj techniki, które pomogą Ci budować zdrowe relacje, chronić się przed mobbingiem i wyrażać potrzeby. Dowiedz się, jak stać się bardziej asertywnym i cieszyć się lepszą jakością życia osobistego i zawodowego.