
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, rodzicielstwo i rodzina, traumy
- Jak rozmawiać z...
Jak rozmawiać z młodszym rodzeństwem o bliznach po samookaleczeniu?
Treść wrażliwaPiotr Ziomber
Dzień dobry
Bardzo odradzam rozmowę z 10 latkiem o tych bliznach. Z drugiej strony nie można też narażać zaufania dziecka. Należy pamiętać, że dzieci doskonale wyczuwają emocje, lęk czy napięcie. Można powiedzieć bardzo ogólnie, aby się nie martwiły, że kiedyś coś się wydarzyło, ale to się już nie powtórzy. I tutaj delikatnie uciąć temat przenosząc uwagę na coś innego. Można powiedzieć" Kiedyś stało się coś złego, ale nie martwcie się, już jest w porządku. Obiecuję, że jak będziecie starsi, to wtedy wrócimy do tematu". Możesz ich przytulić i uśmiechnąć się, aby zobaczyli, że naprawdę jest dobrze i nic ci nie zagraża. Ważne, abyś się nie najeżać kiedy pojawi się pytanie. Dzieci w tym wieku zadają wiele pytań. I to jest ich prawo. Odpowiedź musi być ogólna, ale jednocześnie zaspokoić ich ciekawość.
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Jagoda Jek
W tej sytuacji nie trzeba ani opowiadać całej historii, ani wymyślać nieprawdziwego wyjaśnienia. Dzieciom zwykle wystarcza prosta, spokojna odpowiedź, dostosowana do ich wieku.
Możesz powiedzieć coś w stylu:
„To są stare blizny. Zrobiły się w czasie, kiedy nie radziłam sobie z pewnymi trudnymi rzeczami. Teraz dbam o siebie i mam pomoc. To nie jest coś, co chciałabym teraz szerzej tłumaczyć, ale dziękuję, że pytasz.”
Jeśli będą dopytywać, skąd dokładnie się wzięły:
„Zdarzyło mi się zrobić sobie krzywdę. Dzisiaj wiem, że są dużo lepsze sposoby radzenia sobie z trudnymi emocjami i z nich korzystam. Nie chcę jednak opowiadać o szczegółach, bo to temat dla dorosłych.”
To podejście ma kilka zalet:
nie okłamuje dzieci,
nie normalizuje samookaleczania jako sposobu radzenia sobie,
pokazuje, że problemy można przeżywać i szukać pomocy,
jednocześnie stawia granicę i chroni je przed treściami, na które są jeszcze za małe.
Jeśli któreś z rodzeństwa ma 10 lat i jest bardzo dociekliwe, może zapytać: „Ale dlaczego to zrobiłaś?”. Wtedy wystarczy odpowiedzieć:
„Bo przeżywałam wtedy bardzo trudny czas i nie wiedziałam jeszcze, jak sobie z nim poradzić. Teraz wiem, że są bezpieczniejsze sposoby i z nich korzystam.”
Nie ma potrzeby mówić o cięciu, emocjach czy szczegółach. Najważniejsze jest przekazanie, że to nie był dobry sposób, że należał do przeszłości i że dziś szukasz pomocy oraz innych metod radzenia sobie. Dzięki temu zaspokajasz ich ciekawość, a jednocześnie zmniejszasz ryzyko, że odbiorą samookaleczanie jako rozwiązanie problemów.
Bożena Nagórska
Dzień dobry.
Najlepszym rozwiązaniem jest podanie młodszemu rodzeństwu prostej, ogólnej odpowiedzi, która zaspokoi ich ciekawość bez wchodzenia w szczegóły – może Pani powiedzieć, że to stare ślady z czasów, gdy miała Pani trudniejszy moment w życiu i nie wiedziała jeszcze, jak inaczej sobie pomóc, ale teraz jest już dobrze i uczy się Pani dbać o siebie w bezpieczny sposób. Taki komunikat zdejmuje z tematu aurę tajemnicy, chroni maluchy przed zbyt trudnymi informacjami, a jednocześnie jasno pokazuje, że samookaleczanie nie jest właściwą ani jedyną drogą radzenia sobie z problemami.
Powodzenia!
Bożena Nagórska
Sylwia Skibińska
Dzień dobry. To, że chce Pani odpowiedzieć rodzeństwu spokojnie i adekwatnie do ich wieku, świadczy o dużej odpowiedzialności. Nie trzeba opowiadać o szczegółach. Można powiedzieć: „To są blizny z czasu, kiedy bardzo było mi trudno. Teraz sobie z tym radzę i jestem bezpieczna. Kiedy będziecie starsi, jeśli będę gotowa, opowiem więcej.” Taka odpowiedź zaspokaja ciekawość, a jednocześnie nie normalizuje samookaleczeń jako sposobu radzenia sobie z emocjami. Jeśli pytania będą wracać, warto odpowiadać krótko, spokojnie i dostosowując treść do wieku dzieci. Życzę Pani dużo siły.
Pozdrawiam,
Sylwia Skibińska
Agnieszka Włoszycka
Dzień dobry,
Myślę, że nie ma potrzeby opowiadać dzieciom całej historii, jeśli nie czuje się Pani na to gotowa. Jednocześnie warto odpowiedzieć w sposób prosty i zgodny z prawdą, dostosowując przekaz do ich wieku. Może Pani powiedzieć na przykład: „To są stare blizny. Powstały w czasie, kiedy było mi bardzo trudno i nie umiałam wtedy dobrze poradzić sobie z emocjami. Dzisiaj dbam o siebie w inny sposób i nie musisz się o mnie martwić.”
Taka odpowiedź zaspokaja ciekawość, a jednocześnie nie przedstawia samookaleczania jako sposobu radzenia sobie z cierpieniem. Jeśli dzieci będą dopytywać, warto odpowiadać tylko na tyle, na ile jest to adekwatne do ich wieku, bez wchodzenia w szczegóły. Samo to, że zastanawia się Pani, jak rozmawiać z rodzeństwem odpowiedzialnie, pokazuje dużą troskę o ich dobro, to dobry punkt wyjścia do takiej rozmowy.
Wszystkiego dobrego.
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka
Jakub Pawłowski
Myślę, że nie trzeba wybierać między pełnym wyjaśnieniem a unikaniem tematu. Dzieci zwykle najbardziej potrzebują prostego komunikatu, że są bezpieczne. Można powiedzieć: „To blizny sprzed wielu lat. Powstały w czasie, gdy było mi bardzo trudno. Dzisiaj już sobie z tym poradziłam, nie chcę opowiadać o szczegółach.” To daje odpowiedź, stawia granicę i jednocześnie pokazuje, że z trudności można wyjść. Jeśli rozmowa będzie kontynuowana, warto podkreślić, że kiedy ktoś przeżywa coś bardzo trudnego, najlepszym rozwiązaniem jest zwrócenie się po pomoc do zaufanych dorosłych, a nie radzenie sobie z tym w samotności.
MONIKA BULIŃSKA
Edyta Kotula
Dzień dobry,
Myślę, że samo to, że zastanawiasz się nad tym, jak odpowiedzieć młodszemu rodzeństwu, pokazuje, jak bardzo zależy Ci na ich dobru. Chcesz być z nimi szczera, ale jednocześnie nie obciążać ich czymś, na co są jeszcze za mali. To bardzo rozsądne podejście. Nie musisz opowiadać całej historii ani tłumaczyć, dlaczego te blizny się pojawiły. Dzieci w wieku 10 lat i młodsze nie potrzebują znać wszystkich szczegółów, żeby poczuć się bezpiecznie. Często wystarczy krótka, spokojna odpowiedź, np, że to są stare blizny z czasu, kiedy było Ci bardzo trudno. Teraz nie chcę o tym rozmawiać, bo to dla Ciebie osobisty temat, ale jesteś bezpieczna i nic złego się teraz nie dzieje. Jeśli będą dopytywać, nie musisz wymyślać innych historii ani się tłumaczyć. Możesz po prostu powiedzieć, że zrozumieją to lepiej, kiedy będą starsi. Dzieci zwykle wyczuwają, kiedy dorosły odpowiada spokojnie i z życzliwością. Nie zawsze potrzebują wszystkich odpowiedzi. Najważniejsze jest to, żeby nie zostawić ich z poczuciem, że wydarzyło się coś, co nadal Ci zagraża. Jednocześnie masz pełne prawo chronić swoją prywatność. To, że nie jesteś gotowa opowiadać o swoich doświadczeniach, nie oznacza, że robisz coś złego.

Zobacz podobne
Witam, właśnie będę wychodził ze szpitala psychiatrycznego, w którym zeszkli mi z leków, pozostawiając tylko pregabaline i lek nasenny. Mówią, że potrzebuje terapii, bo mam zaburzenia osobowości i że leki nie pomogą (testowali wychwyt serotoniny nie działa). Byłem w życiu u 14 psychoterapeutów w różnych nurtach i 3 szpitalach psychiatrycznych razem 12 miesięcy. Straciłem wiarę i psychoterapię i psychiatrię po takim czasie czuje wielki ból i smutek i chcę się zabić, ale nie chce tego robić, jeżeli jakaś opcja żeby mi pomóc.
Ponad 3 lata po pierwszym rozwodzie związałam się z mężczyzną 9 lat młodszym. Szybko się wprowadził (nie do końca to była wspólna decyzja), zaskarbił sobie zaufanie dzieci. Był spokojny, małomówny, tolerancyjny. Rodzice jego też nas zaakceptowali. Przeszliśmy razem covid, śmierć mojego Taty. Sprawiła ona, że zawalił mi się świat. Szybko, niemal bez zastanowienia podjęłam decyzję, że tak-to jest ten na resztę życia. I udawałam, że nie widzę, że jest obrażalski nie wiadomo z jakich powodów, że po alkoholu nie jest ok, że najlepiej nie mieć swojego zdania.
Wzięłam Mamę pod swój dach, żeby ją wspierać po śmierci Taty. Zrobiło nam się ciasno, więc decyzja o kupnie domu, wspólny kredyt (mój wkład własny to w zasadzie materiały, wszystkie prawie sprzęty są kupione za pieniądze z darowizny Mamy i spadku). Mąż zadeklarował, że on wszystko zrobi (naprawdę potrafi wszystko). Sytuacja niemal idealna.
Ale zaczął odkrywać swoje oblicze. Skoro już nie mieszkał u mnie, to przestał się kryć ze swoimi socjopatycznymi zachowaniami. Dodam, że mąż jest osobą bardzo inteligentną ze świetną pamięcią. Wyzwiska i groźby z byle powodu- zjeb genetyczny, strzęp, pier..kretynka, Nie tylko po alkoholu. Poniżanie mnie i dzieci, że jesteśmy patusami, że zgnijemy bez niego, że on będzie stał i patrzył jak to wszystko sie wali.
Żale do teściowej tylko wzmogły jej wielką chorobliwą miłość do syna. Była nawet konfrontacja - w której mamunia ostatecznie wygłaskała i wyściskała synusia, bo to my jesteśmy tym złym obozem, a on najcudowniejszy.
I tak cyklicznie sie wszystko powtarzało, moje uczucie wyparowało, kiedy przyskoczył do mnie z nożem. Dlaczego mu na to pozwalałam- nie wiem.
Za chwilę były Święta, wtedy nagle zmarła moja Mama. Mam do siebie ogromny żal, że powiedziałam jej wiele przykrych słów, kierowana fałszywym poczuciem solidarności z panem i władcą.
Niedługo on się zwolnił z pracy, bo miał podjąć lepiej płatną załatwioną przez jego ojca. 4 miesiące siedział na moim utrzymaniu. Teściowie dokładali do kredytu i głaskali po glowie.
Byłam u prawnika, jeszcze rok temu było mnie stać na rozwód z jego pomocą, dziś nie. Kredyt, pożyczka, bo siostra upomniała sie o zachowek.. Wszystkie oszczędności poszły w remont i na utrzymanie domu i rodziny. On o tym dobrze wie, od początku jak powyzywał, pogroził to uciekał pod skrzydła mamusi. A ona cieszyła się z jego obecności i nawet nie zapytała czy mam z czego żyć i czy może mi jakoś pomóc. W końcu jej powiedziałam, że w tym trójkącie ja nie chcę żyć. Niewiele to dało.
Kolejna akcja, kolejna ucieczka, tekst teściowej - że może mu coś powiedziałam skoro sie tak zachował (wyzwiska i link do artykułu, gdzie mąż dusił i zakopał zwłoki żony). Przestałam odbierać telefony od teściowej, prawie miesiąc nie mieszkaliśmy razem. Byłam szczęśliwa, ale i pełna niepokoju o przyszłość. Doradca kredytowy utwierdził mnie w przekonaniu, że nie udźwignę zobowiązań, więc nadal z nim jestem i dzień w dzień myślę co z tym zrobić. Dodam, że syn rozpłakał się przy wychowawczyni, że ojczym mu groził, byłam wzywana do szkoły, niczemu nie zaprzeczyłam, ale powiedziałam, że kontroluję sytuację. Dzieci są dla mnie najważniejsze, córka ma 19 lat i ma lęk społeczny, nie odzywa się do mnie po tym, jak pozwoliłam mu wrócić do domu. Nie chcę kolejnej przeprowadzki, fundować dzieciom i sobie. Całe życie moich rodziców jest włożone w ten dom(pieniążki z darowizny i spadku). Chcę tu zostać, ale uwolnić się od tego socjopaty (sam sie do tego przyznał). Proszę o odpowiedź, czy mamy szansę na normalne życie.

