
- Strona główna
- Forum
- zdrowie seksualne, związki i relacje
- Jak rozmawiać z...
Jak rozmawiać z partnerem, który reaguje złością na poważne tematy dotyczące relacji
Magdalena Pardo
Witaj Asiu,
Czytam, że jesteś w bardzo trudnej dla siebie sytuacji i nosisz w sobie dużo napięcia oraz lęku przed reakcją swojego partnera. To całkowicie naturalne, że czujesz przytłoczenie, kiedy masz coś ważnego do powiedzenia, ale boisz się reakcji drugiej osoby (zwłaszcza, jeżeli reakcją tą będzie złość lub odwrócenie sytuacji przeciwko Tobie). W związku ważne jest to, aby było miejsce na rozmowę o trudnych sprawach, nawet jeżeli są one niewygodne i wywołują trudne emocje. Twój niepokój, smutek czy zazdrość po tym co odkryłaś są zrozumiałe i nie są czymś, czego powinnaś się wstydzić.
Zdarza się, że osoba "przyłapana" reagują złością lub próbą obrony. Nie oznacza to, że Twoja potrzeba rozmowy jest czymś niewłaściwym. Problem polega na tym, że jeżeli jedna osoba w związku zaczyna się bać poruszania ważnych tematów, to z czasem zaczyna dusić w sobie emocje, dokładnie tak, jak to opisujesz. Im dłużej to trwa, tym więcej napięcia się zbiera i tym trudniej podjąć później spokojną rozmowę.
Jeśli zdecydujesz się z nim porozmawiać, spróbuj wybrać moment, kiedy jest spokojnie i nie ma między Wami kłótni. Czasem pomaga zacząć rozmowę od mówienia o swoich uczuciach, a nie od oskarżeń. Możesz powiedzieć coś w rodzaju, że od jakiegoś czasu czujesz się niepewnie w relacji i potrzebujesz szczerej rozmowy o granicach w internecie, o tym, co jest dla Was w porządku, a co sprawia Ci ból. Nie musisz od razu mówić, że sprawdziłaś historię telefonu. Możesz najpierw zobaczyć, jak on reaguje na sam temat. Jeśli zareaguje złością, spróbuj spokojnie powiedzieć, że nie chcesz się kłócić, tylko potrzebujesz spokojnej rozmowy, bo to dla Ciebie ważne. Czasem postawienie takiej granicy pomaga trochę zatrzymać eskalację emocji.
To, czy oglądanie pornografii albo sprawdzanie byłej partnerki w internecie jest w porządku, bywa różnie postrzegane przez różne pary. Dla niektórych to nic wielkiego, dla innych to przekroczenie ustalonych granic. Najważniejsze jest to, czy potraficie o tym otwarcie porozmawiać i ustalić wspólne zasady. Bez takiej rozmowy niepokój i poczucie, że coś jest ukrywane może w Tobie narastać.
Jednocześnie warto, żebyś zastanowiła się nad czymś bardzo ważnym. W zdrowym związku obie osoby powinny mieć możliwość mówienia o tym, co je boli, bez strachu przed wybuchem drugiej strony. Jeśli często czujesz, że musisz milczeć, żeby uniknąć jego złości, to jest sygnał, że komunikacja między Wami nie jest bezpieczna emocjonalnie. W relacji nie powinno być tak, że jedna osoba może rozmawiać tylko o wygodnych dla siebie rzeczach, a druga musi tłumić swoje uczucia.
Pozdrawiam serdecznie,
Magdalena Pardo
psycholożka
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Iwona Chrzanowska
Dzień dobry,
to, co Pani opisuje, to klasyczny mechanizm obronny, w którym partner ucieka w złość, by uniknąć odpowiedzialności i trudnych emocji. Ma Pani prawo prawo czuć się ignorowana, bo szczerość i transparentność to fundamenty zaufania, a nie „wygodne tematy”. Jeśli każda próba rozmowy kończy się atakiem lub "odwracaniem kota ogonem", to sygnał, że Pani granice są systematycznie naruszane. Warto rozważyć konsultację z psychologiem, który pomoże odzyskać głos w tej relacji i ocenić, czy ten związek opiera się na szacunku, na który Pani zasługuje. Proszę pamiętać, że Pani emocje i samopoczucie są ważne i nie musi Pani dusić ich w sobie tylko po to, by utrzymać pozorny spokój. Związek, kiedy jedna osoba nie jest szczęśliwa nie jest dobrym.
Z pozdrowieniami
Iwona Chrzanowska
Patrycja Wójcik
Szanowna Pani,
Sytuacja, którą Pani przedstawia pojawia się duże napięcie nie tylko wokół samego tematu zachowania partnera w internecie, ale przede wszystkim wokół sposobu komunikacji między Państwem. Najtrudniejsze w tym, co Pani opisuje, wydaje się to, że rozmowa na ważne dla Pani tematy wywołuje u partnera złość, przez co Pani zaczyna powstrzymywać się od mówienia o swoich uczuciach i wątpliwościach. W takim momencie łatwo pojawia się poczucie duszenia w sobie emocji i narastającego napięcia, ponieważ ważne sprawy pozostają niewypowiedziane.
Kiedy jedna osoba w relacji reaguje złością na trudniejsze tematy, druga często zaczyna funkcjonować w ciągłej ostrożności. Pojawia się myślenie o tym, jak coś powiedzieć, czy w ogóle mówić, czy lepiej przemilczeć, żeby nie wywołać konfliktu. Z czasem taka dynamika może prowadzić do poczucia braku bezpieczeństwa w rozmowie, bo jedna ze stron ma wrażenie, że nie ma przestrzeni, aby spokojnie wyrazić swoje obawy czy emocje.
To, że odkryła Pani historię przeglądania związanych z byłymi partnerkami czy treściami seksualnymi, naturalnie może wywoływać niepokój, zazdrość albo poczucie zranienia. Jednocześnie pojawia się u Pani lęk przed reakcją partnera, co sprawia, że sama rozmowa staje się jeszcze trudniejsza. W wielu relacjach problemem nie jest wyłącznie to, co jedna osoba robi, ale także to, że druga nie czuje się bezpiecznie, aby o tym porozmawiać.
Warto zauważyć, że kiedy rozmowa zaczyna się od oskarżenia lub ujawnienia, że sprawdziło się czyjś telefon, druga osoba bardzo często reaguje obronnie lub złością. Dzieje się tak dlatego, że czuje się przyłapana albo kontrolowana. Nie oznacza to jednak, że Pani emocje są mniej ważne. Często bardziej pomocne bywa rozpoczęcie rozmowy od własnych odczuć, a nie od samego odkrycia czy dowodu. Można próbować mówić o tym, że pewne rzeczy w relacji budzą w Pani niepokój i że potrzebuje Pani poczucia większej otwartości i bezpieczeństwa w rozmowie.
Jeżeli jednak partner reaguje złością już na sam fakt poruszania trudnych tematów, problem może dotyczyć nie tylko konkretnej sytuacji z internetem, ale szerszego wzorca komunikacji między Państwem. Relacja, w której jedna osoba boi się reakcji drugiej i dlatego powstrzymuje się od mówienia o swoich potrzebach, z czasem staje się dla niej bardzo obciążająca emocjonalnie.
To, co Pani odczuwa, czyli napięcie, lęk przed rozmową i poczucie duszenia w sobie emocji, jest sygnałem, że w relacji potrzebna jest bezpieczniejsza przestrzeń do dialogu. Zdrowa komunikacja nie polega na tym, że rozmawia się tylko o tematach wygodnych dla jednej osoby. Oboje partnerzy powinni mieć możliwość powiedzenia o swoich obawach czy granicach bez obawy, że druga strona zareaguje złością lub odwróceniem sytuacji.
Czasami pomocne bywa wybranie momentu, kiedy atmosfera jest spokojna i rozmowa nie zaczyna się od konkretnego zarzutu, lecz od opowiedzenia o tym, jak Pani się czuje w relacji. Można próbować powiedzieć, że trudno jest Pani rozmawiać o ważnych sprawach, ponieważ ma Pani poczucie, że partner reaguje złością i że to powoduje u Pani napięcie oraz wycofanie. Taka rozmowa nie zawsze od razu przynosi zmianę, ale bywa pierwszym krokiem do pokazania, jak wygląda Pani perspektywa.
Jeżeli jednak każda próba spokojnej rozmowy kończy się złością, obroną albo odwracaniem sytuacji, warto zastanowić się także nad tym, czy partner jest gotowy na pracę nad komunikacją w relacji. W niektórych parach pomocna okazuje się rozmowa z psychologiem lub terapeutą par, ponieważ obecność neutralnej osoby pomaga utrzymać rozmowę w bezpiecznych ramach i daje obu stronom możliwość usłyszenia siebie nawzajem.
Najważniejsze w tym wszystkim jest to, aby Pani emocje i potrzeby nie pozostawały stale tłumione. Długotrwałe duszenie w sobie niepokoju czy poczucia krzywdy bardzo często prowadzi do narastającego napięcia i jeszcze większego dystansu w relacji. Rozmowa o trudnych tematach jest naturalną częścią bliskiej relacji, a możliwość jej prowadzenia bez lęku przed reakcją drugiej osoby jest jednym z podstawowych elementów poczucia bezpieczeństwa w związku.
Dużo dobrego!
Patrycja Wójcik
Marek Król
Dzień dobry. To, co opisujesz, brzmi jak dużo napięcia i samotności w relacji — nie tylko przez to, co odkryłaś, ale też przez to, że nie czujesz przestrzeni, by o ważnych sprawach mówić spokojnie.
Sam fakt, że boisz się jego reakcji, jest już bardzo ważną informacją. Czasem problemem nie jest tylko „co ktoś robi”, ale to, że przy tej osobie nie da się o tym rozmawiać bez lęku, złości czy odwracania wszystkiego przeciwko Tobie.
Może warto na chwilę odsunąć pytanie „jak mu to powiedzieć”, a bliżej przyjrzeć się temu, czego Ty potrzebujesz, żeby w tej relacji czuć się choć odrobinę bezpieczniej. Po czym poznałabyś, że rozmowa była wystarczająco dobra?
Co musiałoby się w niej pojawić, żebyś nie została znowu sama z tym wszystkim?
Z Twojej wiadomości mocno wybrzmiewa, że chodzi tu o zaufanie, szacunek i możliwość bycia usłyszaną. To są bardzo ważne potrzeby. Dobrze, że je zauważasz.
Karolina Grabka
Dzień dobry :)
Warto pamiętać, że ma Pani prawo mówić o swoich uczuciach, niepokoju czy potrzebach. Czasami pomocne jest rozpoczęcie rozmowy od własnych emocji i doświadczeń (czuje x, gdy robisz y, bo potrzebuje z), zamiast od oskarżeń czy konfrontowania partnera z konkretnymi znaleziskami. Taki sposób komunikacji zmniejsza ryzyko eskalacji konfliktu i daje większą szansę na spokojniejszy dialog. Jednocześnie ważne jest, aby rozmowa odbywała się w atmosferze wzajemnego szacunku - złość, krzyk czy unikanie tematu nie sprzyjają rozwiązaniu problemu.
Z tego, co Pani pisze, wygląda też na to, że przez dłuższy czas tłumi Pani w sobie wiele emocji, żeby uniknąć jego reakcji. Niestety w dłuższej perspektywie często prowadzi to do narastania frustracji i poczucia osamotnienia w relacji. Dlatego tak istotne jest, aby w związku była przestrzeń na mówienie o trudnych sprawach, nawet jeśli wymaga to czasu i pracy nad sposobem komunikacji po obu stronach.
Jeśli partner reaguje bardzo silną złością na próby rozmowy, warto zastanowić się również nad tym, jak zadbać o własne granice i poczucie bezpieczeństwa w tej relacji. Czasem pomocna bywa rozmowa z terapeutą indywidualnie lub (jeśli obie strony są na to gotowe) terapia par, która uczy bezpiecznego sposobu prowadzenia trudnych rozmów.
Pozdrawiam i życzę powodzenia,
Karolina Grabka
Daria Dmowska
Dzień dobry,
Pani uczucia - smutek, złość, niepokój - są naturalną reakcją, gdy w związku pojawia się brak transparentności oraz trudności w rozmowie o ważnych sprawach. W takiej sytuacji pomocne może być zastanowienie się nad swoimi uczuciami - co dokładnie Panią rani, niepokoi? Czego potrzebuję w związku? Jak się Pani czuje kiedy Partner odmawia rozmowy lub odwraca kota ogonem? Jeśli zdecyduje się Pani na rozmowę, to podczas niej proszę spróbować skorzystać z komunikatów typu "ja" np " Czuję niepokój i smutek, kiedy widzę, że korzystasz z portali xyz. Chciałabym móc o tym spokojnie porozmawiać". Proszę pamiętać o odpowiednim momencie - gdy obydwoje będziecie spokojni oraz będziecie macie przestrzeń na rozmowę. Jednak najważniejszym aspektem w tej całej sytuacji jest zadbanie o Pani granice. Jeśli czuje się Pani źle w tej relacji, boi się partnera lub czuje, że Pani emocje i potrzeby są negatywnie odbierane i/lub bagatelizowane, to warto znaleźć kogoś z kim może Pani porozmawiać i mieć w tej osobie wsparcie (przyjaciółka, siostra/ brat, mama/tata itp). Najważniejsze jest to, aby Pani nie zostawała z tym sama i dawała sobie prawo do swoich uczuć oraz komunikacji potrzeb w relacji.
Na koniec chciałabym dodać, że samo napisanie tej wiadomości i poszukiwanie wsparcia jest ważnym krokiem. Proszę siebie za to docenić!
Serdecznie pozdrawiam,
Daria Dmowska
Agnieszka Włoszycka
Dzień dobry,
Sądzę, iż w zdrowej relacji warto aby istniała przestrzeń do spokojnej rozmowy także o trudnych tematach. Jeśli partner reaguje złością lub unika rozmowy, może to sprawiać, że Pani czuje się z tym wszystkim bardzo samotnie.
Warto spróbować mówić o swoich uczuciach i potrzebach, np. że czuje się Pani zaniepokojona i potrzebuje szczerości oraz bezpieczeństwa w relacji. Jednocześnie ważne jest, by pamiętać, że złość czy odwracanie sytuacji nie powinny zamykać Pani prawa do rozmowy o tym, co dla Pani ważne. Jeśli rozmowy wciąż kończą się napięciem lub lękiem z Pani strony, pomocna może być konsultacja terapeutyczna, indywidualna lub dla par, aby nauczyć się bezpiecznej komunikacji.
Wszystkiego dobrego!
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka
Karolina Rzeszowska-Świgut
Dzień dobry,
Dziękuję, że zdecydowała się Pani to napisać. To wymaga odwagi – powiedzieć na głos coś, co przez długi czas nosiło się tylko w środku, w ciszy, samej ze sobą.
To, co Pani opisuje – ta czujność, ta uważność na to, co dzieje się w relacji – pokazuje, że bardzo Pani zależy. Na prawdzie, na bliskości, na tym, żeby związek był prawdziwy i bezpieczny. To jest siła, nawet jeśli teraz czuje się ona jak ciężar.
Widać wyraźnie, że jest Pani kobietą wrażliwą i jednocześnie odważną – bo przyznanie przed sobą, że coś jest nie tak, i szukanie przestrzeni, w której można o tym powiedzieć, to nie jest mały krok. To jest krok bardzo duży.
To, że Pani tu jest, że szuka Pani słów na to, co przeżywa – mówi mi, że w Pani jest ogromna chęć zadbania o siebie. I to jest coś, na czym można budować.
Nie jest Pani sama z tym, co czuje. Jest Pani tu, jest Pani słyszana, i jest miejsce na wszystko, co Pani chce powiedzieć – w swoim czasie, w swoim tempem.
z poważaniem Karolian Rzeszowska-Świgut
psycholog, psychotraumatolog
Kinga Osmulska
Dzień dobry,
to, co Pani opisuje, jest bardzo obciążające – szczególnie gdy w relacji pojawia się lęk przed rozmową i poczucie, że ważne tematy nie mają przestrzeni.
Z Pani słów widać, że nie chodzi tylko o to, co partner robi, ale o to, że nie czuje się Pani bezpiecznie, żeby o tym mówić. To może prowadzić do duszenia emocji i narastającego napięcia.
Naturalne jest, że pojawia się obawa przed jego reakcją, jeśli wcześniej reagował złością lub odwracaniem sytuacji. To może sprawiać, że zaczyna Pani wątpić w siebie i swoje odczucia.
To, co Pani czuje i zauważa, ma znaczenie – szczególnie jeśli coś budzi niepokój i trudno to unieść w pojedynkę.
Pozdrawiam,
Kinga Osmulska
Psycholog, Psychoterapeutka
Jagoda Jek
Dzień dobry. W tej sytuacji ważny wydaje się nie tylko sam temat pornografii, stron czy kontaktów z innymi osobami, ale również to, że boisz się w ogóle poruszyć trudny temat z partnerem.
W zdrowej relacji obie osoby powinny mieć przestrzeń, żeby mówić o swoich uczuciach, obawach i granicach - nawet jeśli temat jest niewygodny. Nie chodzi o to, żeby zawsze się ze sobą zgadzać, ale żeby móc rozmawiać bez strachu przed złością, atakiem czy odwracaniem odpowiedzialności.
Możesz spróbować rozpocząć rozmowę nie od oskarżenia, ale od opisania tego, co dzieje się z Tobą, np. „Boję się poruszyć ten temat, bo mam poczucie, że kiedy rozmawiamy o trudnych sprawach, pojawia się złość. Chciałabym, żebyśmy mogli spokojnie porozmawiać o tym, co jest dla nas ważne”.
Warto też zastanowić się, czego dokładnie potrzebujesz w tej rozmowie - czy chodzi o wyjaśnienie jego zachowania, ustalenie granic dotyczących pornografii i kontaktów z innymi osobami, czy przede wszystkim o poczucie bezpieczeństwa i szczerości w związku.
Samo oglądanie pornografii czy korzystanie z określonych treści może mieć różne znaczenie u różnych osób. Kluczowe jest jednak to, czy jest to zgodne z ustaleniami między Wami, czy wpływa na Waszą bliskość oraz czy potraficie o tym rozmawiać.
Jeżeli każda próba rozmowy kończy się złością, atakiem albo sprawianiem, że czujesz się winna za sam fakt poruszenia tematu, warto przyjrzeć się temu, jak wygląda Wasza komunikacja jako para. Do budowania bliskości potrzebna jest możliwość mówienia także o trudnych rzeczach.
~ Jagoda Jek, psycholożka i seksuolożka

Zobacz podobne
Bardzo proszę o pomoc. Mój mąż jest zazdrosny o moją przeszłość - o były związek, zanim poznałam mojego męża. Dla mnie był to krótki, niewiele znaczący związek, problem dotyczy tego ze doszło między nami do zbliżenia, dodatkowo nie pomaga fakt, że chciałam wzbudzić w nim zazdrość i okłamałam go, że były wtedy też dodatkowe 'zabawy' . Mąż jest oburzony, nie miał wcześniej takich doświadczeń. Od tego czasu cały czas ta sytuacja do nas wraca, mąż próbuje dopytywać o szczegóły, krzyczy, że nie wybaczy mi tego kłamstwa, że nie wierzy, że nic więcej między nami nie było. Od tego czasu ciągle się kłócimy, różne sytuacje, czy obcy mężczyźni kojarzą mu się z moim byłym, wtedy chodzi zły, smutny, oskarża mnie ze byłam naiwna, że tak łatwo dałam się tamtemu omotać. Wiem, że źle zrobiłam okłamując go, bardzo tego żałuję. Mam wrażenie, że już powiedziałam mu wszystko o tym poprzednim związku, przyznałam, że poza tym 1 stosunkiem nic więcej między nami nie było, ale on ciągle swoje. Ciągle zarzuca mi kłamstwo, nie wierzy mi i twierdzi, że nigdy nie uwierzy. Mam ogromne wyrzuty sumienia, bo to tej sytuacji wszystko było między nami idealnie. Chciałabym to wszystko naprawić, mam wrażenie, że jestem winna wszystkiego. Jak mam z nim rozmawiać? Kocham go i nie wyobrażam sobie życia bez niego, a boli mnie ciągłe wracanie do tego tematu, oskarżanie mnie i ciągła zazdrość
Dzień dobry! Chciałabym zapytać o Państwa perspektywę, aby zrozumieć, co się ze mną dzieje, czy jest to normalne, czy powinnam coś z tym zrobić. Ale od początku. Jestem kobietą ze zdiagnozowanym ADHD (typ mieszany o natężeniu umiarkowanym) oraz CPTSD. Uczęszczam na terapię do kobiety, pracującej w nurcie CBT i czerpiącej z innych nurtów tzw. trzeciej fali - pracujemy w trakcie sesji nad moim ADHD i jeśli chcę poruszyć jakiś temat (np. koszmarów sennych), zajmujemy się też tym. Jest pewna kwestia, która dotąd, jak myślałam, nie przeszkadzała mi, ale ostatnimi czasy zaczyna to trochę wpływać na moje funkcjonowanie, ale nie poruszyłam tego nigdy z nikim, wiem o tym tylko ja. Będzie trochę chaotycznie, przepraszam. Nigdy nie narzekałam na swoje libido. Odkąd weszłam w okres dojrzewania (11 lat), hormony buzowały. Odkryłam masturbację, zaczęłam odkrywać swoje preferencje, a przede wszystkim poznawać swoje ciało i potrzeby. Nie wpadłam w uzależnienie od masturbacji, natomiast lubiłam od czasu do czasu zapewnić sobie w taki sposób relaks. Pierwszy kontakt seksualny miałam w wieku 17 lat. Ponieważ jestem lesbijką, kontakt ten nastąpił z inicjatywy drugiej kobiety, wówczas miała ona 22 lata. To była przelotna znajomość, ze względu na borderline, którego nie chciała leczyć, odpuściła sobie terapię i leki, a na mnie się to bardzo mocno odbiło. Osiągnęłam wiek pełnoletniości, wówczas poznałam pierwszą swoją poważną dziewczynę. Związek rozpadł się po wspólnym zamieszkaniu (ja wówczas lat 19, ona 25), głównie ze względu na jej chorobliwą, bezpodstawną zazdrość, ale też ze względu na moje libido. Narzekała, że chcę za dużo, że powinnam się leczyć, że nie jestem normalna. Od tamtego czasu do dnia dzisiejszego, gdy mam 23 lata, byłam z wieloma kobietami (zawsze pierwsza inicjatywa współżycia wychodziła od nich, dopiero po pierwszym zbliżeniu mam śmiałość, by inicjować kolejne), były to zarówno związki (choć krótkie, zazwyczaj druga strona je kończyła - trafiałam na osoby toksyczne), jak i przelotne romanse, gdzie od początku obie strony zgadzały się co do charakteru naszej znajomości i nie oczekiwały niczego poza tym. Nigdy nie kryłam, że kocham seks i jest dla mnie bardzo ważny. Za każdym razem jak okazywało się, że jednym z powodów rozstania w związku było moje libido, uznawałam, że to po prostu kolejne niedopasowanie się z partnerką. Zawsze miałam bardzo wysokie libido, co było wręcz moją "dumą". Traktowałam to jako przejaw zdrowia po prostu. Z roku na rok libido miałam coraz wyższe, rosło razem ze mną. Przez ADHD często działam impulsywnie i tak też impulsywnie wchodziłam w różne relacje. Codziennie od przebudzenia do zaśnięcia, czuję napięcie (niebolesne po przebudzeniu, lekki ból pojawia się w ciągu dnia, gdy podniecanie podbija ktoś lub coś, co zobaczę, o czym mimowolnie pomyślę i wtedy właśnie odczuwam silną potrzebę rozładowania tego) w całym kroczu, szczególnie w łechtaczce, ale też w podbrzuszu. Od miesiąca masturbuję się codziennie, czasem więcej niż 3 razy dziennie, ponieważ odczuwam tak silne podniecenie, że aż zaczyna lekko boleć, na skutek mocnych skurczy mięśni. Masturbuję się, by po pierwsze, rozładować to napięcie, a po drugie nie szukać przygodnych znajomości, aby inna kobieta rozładowywała moje napięcie. Seks i fantazje zajmują dziennie sporą część moich myśli, a napięcie dolnych sfer nigdy mnie nie opuszcza. Są takie dni, kiedy masturbuję się kilka razy z rzędu, aż do bólu z przedobrzenia, ponieważ gdy osiągam orgazm, napięcie odchodzi i czuję blogość, ale za kilka sekund wraca ze zdwojoną siłą. Chodzę po prostu permanentnie podniecona i staje się to dla mnie uciążliwe, bo jeszcze bardziej zaburza mi to koncentrację, a po drugie, bardzo niezręcznie jest siedzieć z koleżanką, czy terapeutką (od ADHD), czując jak robię się mokra, łechtaczka aż pulsuje nabrzmiała od krwi, a ja muszę zachowywać się jak gdyby nigdy nic. Co więcej, moja łechtaczka jest chyba nadwrażliwa i wydaje mi się, że nieznacznie powiększona. Owszem, zwiększa to doznania, natomiast bywa też zgubne. Co z tego, że obiecuję sobie po raz kolejny, że nie zacznę nowej relacji od łóżka i grzecznie powiem tej Pani, że chcę to rozwijać stopniowo, skoro wystarczy, że ona odpowiednio na mnie spojrzy, w odpowiednie miejsce pocałuje i w bardzo konkretnym miejscu dotknie i ja idę w to jak w dym, na przekór swoim postanowieniom. Mam duże powodzenie, dużo dziewczyn dostało też ode mnie kosza, ale gdy pojawia się kobieta, która mnie pociąga intelektualnie oraz fizycznie i sama zaczyna, nie potrafię w to nie iść. A doznania w dolnych regionach nie pomagają, a nawet przypuszczam, że są tego przyczyną w mniejszym lub większym stopniu. Gdy jestem w związku, nie interesuje mnie nikt poza moją partnerką i tylko za nią się oglądam, inne mogłyby wtedy nie istnieć. Jednakże chyba nie znalazłam takiej, którą moje libido by cieszyło, a nie odstraszało. Była tylko jedna taka, potrafiłam się z nią kochać codziennie godzinami, mój rekord to 8h, ale w innych kwestiach się rozbiegałyśmy za bardzo, więc zakończyłam tamtą relację. Zaczynam się obawiać, że to nie kwestia niedopasowania, a problem we mnie. Ból, który odczuwam, nie jest silny, to nie jest taki ból, co przy uderzeniu itp. To po prostu takie uczucie "ciągnięcia", "przepływającego lekko prądu", ciężko to wytłumaczyć. Coś na samej granicy przyjemności, łaskotek i lekkiego bólu. A moje podniecanie kompletnie nie zależy od tego, co robię, z kim jestem i gdzie. Nawet gdy myślę i skupiam się w 100% na czymś zupełnie innym, niezwiązanym z seksem i złapię na to hiperfocus, nagle czuję jak podniecanie przypływa mocniej, pojawiają się lekko bolesne skurcze mięśni i czuję, że muszę sobie ulżyć. Siedzę w pomieszczeniu z terapeutą lub koleżanką, których nie postrzegam i nigdy nie postrzegałam w seksualny sposób, jest w porządku i nagle pulsowanie przybiera na sile i ciężko mi trzymać się w ryzach. A gdy już to pulsowanie i skurcze się pojawiają, zaczynają się fantazje w głowie i spirala się nakręca. Nie chciałabym pójść do seksuologa, jest to dla mnie cholernie krępujące, by z kimkolwiek o tym rozmawiać. Nawet moi przyjaciele o tym nie wiedzą, tylko ja. Nawet myśl o poruszeniu tego tematu z moją terapeutką sprawia, że płonie mi twarz ze wstydu, nie przeszłoby mi to na pewno przez gardło. A lekarz.. Lekarz pewnie by przepisał mi leki, a ja boję się, że przez nie całkiem stracę libido i to permanentnie. Jaka jest Państwa perspektywa na tę sytuację? Czy to hiperseksualność, czy po prostu zdrowe, wysokie libido? Czuję się zagubiona w tym wszystkim. Z góry dziękuję za wszelkie opinie i podpowiedzi. Pozdrawiam, Roksana
Mam spory problem z lękiem przed intymnością i czuję, że to naprawdę odbija się na moich relacjach. Kiedy zaczynam czuć, że ktoś chce się do mnie zbliżyć – emocjonalnie czy fizycznie – pojawia się we mnie ogromny niepokój i automatyczna chęć wycofania się. To strasznie frustrujące, bo chciałabym mieć głębsze, bardziej autentyczne relacje, ale ten lęk wydaje się nie do pokonania.

