- Strona główna
- Forum
- LGBTQIA+
- Jak wspierać osobę...
Jak wspierać osobę niebinarną przy dysforii i planowaniu terapii hormonalnej?
Zacznę od tego, że mam przyjaciela - osobę niebinarną. Jest to osoba, która doświadcza dysforii, co bardzo mnie boli. Do tego dochodzą kwestie środowiska i etc. Mójx przyjacielx chce rozpocząć terapie hormonalną, ale poszukuje specjalisty. Co można zrobić, żeby ulżyć takiej osobie w cierpieniu psychicznym? Czuję się bezradnie, wiedząc, że nie umiem pomóc. Czy jest tu psycholog, który zajmuje się diagnozą osób, które są gotowe brać leki hormonalne? Jakie pierwsze kroki trzeba wykonać w kierunku zdobycia ich. Będę wdzięczna za odpowiedź, naprawdę zależy mi, aby poczułx się dobrze w swoim ciele...
Anonim
Agnieszka Włoszycka
Witam,
Dziękujemy za kontakt z nami.
Sądzę, że o bardzo dużo, że Twójx przyjacielx ma przy Tobie kogoś tak uważnego – realnie już mu/jej/temu to pomaga. Przy dysforii największą ulgę daje bycie widzianym i akceptowanym w tożsamości, używanie właściwych zaimków, pytanie czego w danym dniu potrzebuje i wspieranie w małych, codziennych rzeczach.
Jeśli chodzi o hormony w Polsce: pierwszym krokiem jest zwykle konsultacja z psychologiem/seksuologiem pracującym z osobami transpłciowymi i niebinarnymi, który robi opinię/diagnozę. Z nią idzie się do psychiatry lub seksuologa-lekarza a potem do endokrynologa, który prowadzi terapię hormonalną i badania. Warto szukać specjalistów „trans-friendly”.
Twoja rola nie polega na „naprawieniu” sytuacji, tylko na towarzyszeniu, wysłuchaniu i pomocy w znalezieniu specjalisty (np. wspólne przejrzenie listy polecanych lekarzy, pójście razem na pierwszą wizytę, jeśli chce).
Możesz też delikatnie zapytać jego/ją/je:
„Co najbardziej pomaga Ci w gorsze dni – rozmowa, odwrócenie uwagi, czy konkretne działanie?”To daje poczucie wpływu i bezpieczeństwa.
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Piotr Ziomber
Rozumiem Twoje bezradne uczucie gdyż dysforia płciowa to poważne cierpienie, a wsparcie bliskiej osoby jest kluczowe. Możesz pomóc przyjacielowi, oferując empatię, towarzyszenie na wizytach i wyszukując specjalistów. W Polsce istnieją specjaliści zajmujący się diagnozą dla osób niebinarnych i transpłciowych gotowych na terapię hormonalną. Słuchaj bez oceniania i waliduj uczucia przyjaciela bo to zmniejsza izolację i stres mniejszościowy.
Zachęcaj do grup wsparcia online (np. via Tranzycja.pl) lub psychoterapii ukierunkowanej na dysforię, która pomaga eksplorować emocje bez zmiany tożsamości.Wspólnie praktykuj techniki relaksacyjne, jak mindfulness lub ćwiczenia oddechowe, dostosowane do CBT, co łagodzi objawy natychmiastowo.
Jak działać w tej kwestii?
Umów wstępną konsultację u psychoseksuologa na wywiad i testy psychologiczne. Całość trwa 3 do 6 sesji i kończy się opinią. Z opinią idź do seksuologa/endokrynologa na badania (kariotyp, hormony, EEG, rezonans) i ewentualny start HRT po potwierdzeniu braku przeciwwskazań.
Po HRT dalsze kroki prawne/chirurgiczne. Sam, mimo że jestem po dodatkowych szkoleniach z pomocy osobom LGBT+ w gabinecie psychologicznym, na chwilę obecną nie czuje się osobą kompetentną, aby pomóc w pełni z tym, co dotyczy Twojego przyjaciela.
Powodzenia i pamiętaj, że Twoje zaangażowanie już pomaga!
Kinga Chojnacka - Tomkowiak
Dzień dobry,
To, że tak bardzo troszczysz się o swoj* przyjacielx, naprawdę świadczy o Twojej empatii i lojalności. Bezradność w takiej sytuacji jest czymś naturalnym – kiedy widzimy czyjeś cierpienie, szczególnie osoby bliskiej, chcemy je natychmiast zabrać.
Warto jednak pamiętać, że nie jesteś odpowiedzialn* za stan psychiczny tej osoby ani za decyzje dotyczące terapii hormonalnej. Możesz zrobić bardzo dużo, będąc obok: słuchając, akceptując, wspierając w szukaniu informacji – ale nie da się nikogo „naprawić” ani przejść tej drogi za tamtą osobę.
Jeśli chodzi o pierwsze kroki, to zwykle zaczyna się od kontaktu z psychologiem lub seksuologiem mającym doświadczenie w pracy z osobami transpłciowymi/niebinarnymi, który przeprowadza proces diagnozy i – jeśli osoba jest gotowa – kieruje dalej do lekarza. Kluczowe jest jednak to, by to Twójx przyjacielx samx podjąłx decyzję, czy, kiedy i z kim chce tę drogę rozpocząć.
Pozdrawiam serdecznie,
Kinga Chojnacka - Tomkowiak
Aleksandra Cholak
Hej, wspaniale, że jesteś chętna pomóc! Czasem największym wsparciem, które możemy zaoferować jest obecność, zrozumienie i empatia. Super, gdyby udało się Wam znaleźć kogoś blisko, stacjonarnie, natomiast ze swojej strony mogę polecić zespół pracujący w Inkluzji (stacjonarnie w Krakowie, ale też online). Zajmują się opiniowaniem i wsparciem osób LGBTQ+, myślę, że będą w stanie też podpowiedzieć z jakim lekarzem się skontaktować w celu rozpoczęcia terapii hormonalnej, jeżeli będą ku temu wskazania.
Powodzenia dla Was!
Ola Cholak, psycholożka i seksuolożka
Zobacz podobne
Dzień dobry! Chciałabym zapytać o Państwa perspektywę, aby zrozumieć, co się ze mną dzieje, czy jest to normalne, czy powinnam coś z tym zrobić. Ale od początku. Jestem kobietą ze zdiagnozowanym ADHD (typ mieszany o natężeniu umiarkowanym) oraz CPTSD. Uczęszczam na terapię do kobiety, pracującej w nurcie CBT i czerpiącej z innych nurtów tzw. trzeciej fali - pracujemy w trakcie sesji nad moim ADHD i jeśli chcę poruszyć jakiś temat (np. koszmarów sennych), zajmujemy się też tym. Jest pewna kwestia, która dotąd, jak myślałam, nie przeszkadzała mi, ale ostatnimi czasy zaczyna to trochę wpływać na moje funkcjonowanie, ale nie poruszyłam tego nigdy z nikim, wiem o tym tylko ja. Będzie trochę chaotycznie, przepraszam. Nigdy nie narzekałam na swoje libido. Odkąd weszłam w okres dojrzewania (11 lat), hormony buzowały. Odkryłam masturbację, zaczęłam odkrywać swoje preferencje, a przede wszystkim poznawać swoje ciało i potrzeby. Nie wpadłam w uzależnienie od masturbacji, natomiast lubiłam od czasu do czasu zapewnić sobie w taki sposób relaks. Pierwszy kontakt seksualny miałam w wieku 17 lat. Ponieważ jestem lesbijką, kontakt ten nastąpił z inicjatywy drugiej kobiety, wówczas miała ona 22 lata. To była przelotna znajomość, ze względu na borderline, którego nie chciała leczyć, odpuściła sobie terapię i leki, a na mnie się to bardzo mocno odbiło. Osiągnęłam wiek pełnoletniości, wówczas poznałam pierwszą swoją poważną dziewczynę. Związek rozpadł się po wspólnym zamieszkaniu (ja wówczas lat 19, ona 25), głównie ze względu na jej chorobliwą, bezpodstawną zazdrość, ale też ze względu na moje libido. Narzekała, że chcę za dużo, że powinnam się leczyć, że nie jestem normalna. Od tamtego czasu do dnia dzisiejszego, gdy mam 23 lata, byłam z wieloma kobietami (zawsze pierwsza inicjatywa współżycia wychodziła od nich, dopiero po pierwszym zbliżeniu mam śmiałość, by inicjować kolejne), były to zarówno związki (choć krótkie, zazwyczaj druga strona je kończyła - trafiałam na osoby toksyczne), jak i przelotne romanse, gdzie od początku obie strony zgadzały się co do charakteru naszej znajomości i nie oczekiwały niczego poza tym. Nigdy nie kryłam, że kocham seks i jest dla mnie bardzo ważny. Za każdym razem jak okazywało się, że jednym z powodów rozstania w związku było moje libido, uznawałam, że to po prostu kolejne niedopasowanie się z partnerką. Zawsze miałam bardzo wysokie libido, co było wręcz moją "dumą". Traktowałam to jako przejaw zdrowia po prostu. Z roku na rok libido miałam coraz wyższe, rosło razem ze mną. Przez ADHD często działam impulsywnie i tak też impulsywnie wchodziłam w różne relacje. Codziennie od przebudzenia do zaśnięcia, czuję napięcie (niebolesne po przebudzeniu, lekki ból pojawia się w ciągu dnia, gdy podniecanie podbija ktoś lub coś, co zobaczę, o czym mimowolnie pomyślę i wtedy właśnie odczuwam silną potrzebę rozładowania tego) w całym kroczu, szczególnie w łechtaczce, ale też w podbrzuszu. Od miesiąca masturbuję się codziennie, czasem więcej niż 3 razy dziennie, ponieważ odczuwam tak silne podniecenie, że aż zaczyna lekko boleć, na skutek mocnych skurczy mięśni. Masturbuję się, by po pierwsze, rozładować to napięcie, a po drugie nie szukać przygodnych znajomości, aby inna kobieta rozładowywała moje napięcie. Seks i fantazje zajmują dziennie sporą część moich myśli, a napięcie dolnych sfer nigdy mnie nie opuszcza. Są takie dni, kiedy masturbuję się kilka razy z rzędu, aż do bólu z przedobrzenia, ponieważ gdy osiągam orgazm, napięcie odchodzi i czuję blogość, ale za kilka sekund wraca ze zdwojoną siłą. Chodzę po prostu permanentnie podniecona i staje się to dla mnie uciążliwe, bo jeszcze bardziej zaburza mi to koncentrację, a po drugie, bardzo niezręcznie jest siedzieć z koleżanką, czy terapeutką (od ADHD), czując jak robię się mokra, łechtaczka aż pulsuje nabrzmiała od krwi, a ja muszę zachowywać się jak gdyby nigdy nic. Co więcej, moja łechtaczka jest chyba nadwrażliwa i wydaje mi się, że nieznacznie powiększona. Owszem, zwiększa to doznania, natomiast bywa też zgubne. Co z tego, że obiecuję sobie po raz kolejny, że nie zacznę nowej relacji od łóżka i grzecznie powiem tej Pani, że chcę to rozwijać stopniowo, skoro wystarczy, że ona odpowiednio na mnie spojrzy, w odpowiednie miejsce pocałuje i w bardzo konkretnym miejscu dotknie i ja idę w to jak w dym, na przekór swoim postanowieniom. Mam duże powodzenie, dużo dziewczyn dostało też ode mnie kosza, ale gdy pojawia się kobieta, która mnie pociąga intelektualnie oraz fizycznie i sama zaczyna, nie potrafię w to nie iść. A doznania w dolnych regionach nie pomagają, a nawet przypuszczam, że są tego przyczyną w mniejszym lub większym stopniu. Gdy jestem w związku, nie interesuje mnie nikt poza moją partnerką i tylko za nią się oglądam, inne mogłyby wtedy nie istnieć. Jednakże chyba nie znalazłam takiej, którą moje libido by cieszyło, a nie odstraszało. Była tylko jedna taka, potrafiłam się z nią kochać codziennie godzinami, mój rekord to 8h, ale w innych kwestiach się rozbiegałyśmy za bardzo, więc zakończyłam tamtą relację. Zaczynam się obawiać, że to nie kwestia niedopasowania, a problem we mnie. Ból, który odczuwam, nie jest silny, to nie jest taki ból, co przy uderzeniu itp. To po prostu takie uczucie "ciągnięcia", "przepływającego lekko prądu", ciężko to wytłumaczyć. Coś na samej granicy przyjemności, łaskotek i lekkiego bólu. A moje podniecanie kompletnie nie zależy od tego, co robię, z kim jestem i gdzie. Nawet gdy myślę i skupiam się w 100% na czymś zupełnie innym, niezwiązanym z seksem i złapię na to hiperfocus, nagle czuję jak podniecanie przypływa mocniej, pojawiają się lekko bolesne skurcze mięśni i czuję, że muszę sobie ulżyć. Siedzę w pomieszczeniu z terapeutą lub koleżanką, których nie postrzegam i nigdy nie postrzegałam w seksualny sposób, jest w porządku i nagle pulsowanie przybiera na sile i ciężko mi trzymać się w ryzach. A gdy już to pulsowanie i skurcze się pojawiają, zaczynają się fantazje w głowie i spirala się nakręca. Nie chciałabym pójść do seksuologa, jest to dla mnie cholernie krępujące, by z kimkolwiek o tym rozmawiać. Nawet moi przyjaciele o tym nie wiedzą, tylko ja. Nawet myśl o poruszeniu tego tematu z moją terapeutką sprawia, że płonie mi twarz ze wstydu, nie przeszłoby mi to na pewno przez gardło. A lekarz.. Lekarz pewnie by przepisał mi leki, a ja boję się, że przez nie całkiem stracę libido i to permanentnie. Jaka jest Państwa perspektywa na tę sytuację? Czy to hiperseksualność, czy po prostu zdrowe, wysokie libido? Czuję się zagubiona w tym wszystkim. Z góry dziękuję za wszelkie opinie i podpowiedzi. Pozdrawiam, Roksana

