Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Natrętne myśli religijne, lęk, poczucie winy i wątpliwości co do tożsamości – jaka terapia mi pomoże?

Dzień dobry, chciałbym opisać to z jakimi problemami się zmagam, ponieważ ciężko mi wybrać dalszą ścieżkę terapii. Od kilku miesięcy chodziłem na terapię, ale ponieważ nie była do mnie dobrze dopasowana to ją opuściłem. Początki mojego problemu zaczęły się, kiedy jako dziecko odkryłem pornografię w internecie i już wtedy odczuwałem bardzo duży lęk przed Bogiem, spowiedzią i tym jak zareaguję ksiądz, gdy mu o tym powiem. Ostatecznie kilka lat temu poszedłem do spowiedzi, co kosztowało mnie bardzo dużo stresu i było szczerze dość traumatyczne, chociaż nie poczułem się bardzo oceniony przez księdza. Od tamtego momentu zacząłem bardzo, bardzo uważać na dosłownie wszystko co robię - to w jaki sposób myśle, jakie wykonuje ruchy fizyczne, jakich używam słów, jak się ubieram. Zacząłem być także przekonany, że moje marzenia, plany na przyszłość, moja osobowość i to kim jestem i chciałbym zostać jako osoba są z jakiegoś powodu złe (ciężko mi to nawet wytłumaczyć, bo wiem jak dziwnie to brzmi). W tamtym czasie wszystkie moje obawy sprawdzałem w internecie na forach religijnych, aby dowiedzieć się czy napewno nie zrobiłem czegoś złego. W wielu z tych przypadków dochodziłem do wniosku, że jednak to co robię jest złe i muszę to zmienić. Mój dzień w tamtym czasie wyglądał w taki sposób, że wstawałem rano, podczas dnia zdobywałem jakieś obawy albo rozmyślałem nad moją przeszłością i szukałem odpwiedzi na moje pytania w internecie, potem miałem kryzys emocjonalny, bo odpowiedzi na moje pytania były zawsze bardzo podzielone albo z niewiadomych powodów uważałem, że konkretnie w mojej sytuacji odpowiedź na nie jest jednak inna niż ta, którą znalazłem. Obecnie dalej czasami ekstremalnie reaguje na to co znajdę na szukane przeze mnie temat w internecie, ale nie zdaża się to napewno aż tak często jak kiedyś i w pewien sposób nauczyłem się już z tym żyć, chociaż jest mi ciężko. Zamiast poradzić sobie jakoś z tym problemem (dalej nie wiem jak), to odkładałem go na bok ponieważ nie miałem pojęcia co mogę zrobić, żeby się z nim zmierzyć i "pokonać" te przekonania. Mam wrażenie, ze przez te wszystkie lata ten problem stawał się jakby częścią mnie. Aktualnie ten problem objawia się w taki sposób, że mój mózg analizuje wszystko pod kontem religii. Wszystko to co widzę, słyszę zastanawiam się, czy jest zgodne z religią i z tym jak według mojej podświadomości "powinien" wyglądać świat. Przez to także, nie jestem w stanie wyrażać się w jakikolwiek sposób, nie robię rzeczy, które chcę robić, bo czuję się w tym uwięziony. Czuję się winny przez to jakiej słucham muzyki, jakie oglądam filmy, jakie rzeczy mi się podobają i mam głębokie wrażenie, że nie powinny mi się one podobać. Zwykle nie jest tak, że mam konkretną myśl, tylko jakby całe moje życie znajduje się w takim niepokoju, że coś jest ze mną nie tak. Muszę jeszcze dodać, że napewno część z tych problemów połączona jest z moją wizją męskości, która była kształtowana przez moje środowisko (w szkole, na obozach wakacyjnych, właściwie wszędzię). Od kiedy byłem mały podobały mi się rzeczy, które przez społeczeństwo kojarzone są z dziewczynkami. Moja rodzina zawsze była wspierająca pod tym względem i nie zabraniała mi się bawić lalkami, wózkiem dla dzieci itd. Zawsze wydawało mi się, że jestem nie wystarczająco "chłopięcy", bo nie grałem w piłkę nożną, nie robiłem problemów w szkole, byłem spokojny i nie zachowywałem się jak inni chłopcy w wielu sytuacjach. Wtedy też pamiętam, że inne dzieci mówiły do mnie, że jestem gejem i to bardzo, bardzo na mnie wpłynęło i do dzisiaj mam wiele kompleksów z tym związanych. Przez to też zacząłem się zastanawiać czy może rzeczywiście nie jestem osobą homoseksualną i do dzisiaj w sumie nie udało mi się nad tym w pełni zastanowić, ponieważ zawsze to było pod presją innych osób, które albo narzucały na mnie daną orientację seksualną albo zadawały mi pytania, przez które sam podważałem to co dotychczas na ten temat o sobie myślałem. Do tego dnia ciężko mi zidentyfikować i nazwać to z czym się zmagam, bo dalej czasami mam wrażenie jakby moje problemy były po prostu wymyślone przeze mnie i nie były realne. Oprócz tego, często zastanawiam sie czy moje zmagania z tymi problemami w dzieciństwie mogę nazwać traumą, bo wiem, że inni napewno mają dużo cięższe problemy. Tak naprawdę w największą moją zagwozdką jest to czy jestem wogóle kiedykolwiek i w jakikolwiek sposób poradzic sobie z moim problemem i to często prowadzi u mnie do stanów depresyjnych. Jaka terapia byłaby najlepsza dla mnie w tym stanie? Czy jest możliwe to, żebym kiedykolwiek czuł się ze sobą dobrze?
User Forum

Anonimowo

2 miesiące temu
Monumental

Monumental

Dzień dobry,

 

Dziękuję za wiadomość oraz za podzielenie się swoją historią i doświadczeniami. Jestem poruszona tym, co Pan opisał.

 

W pierwszej kolejności chcę mocno podkreślić, że to, co Pan przeżywa i czego doświadcza, jest ważne.

Chcę też powiedzieć, że wierzę, iż możliwe jest, aby poczuł się Pan ze sobą dobrze. Jednocześnie nie chciałabym obiecywać, że jest to proces prosty czy szybki. Psychoterapia bywa złożoną drogą, która raczej nie przebiega liniowo - pojawiają się momenty ulgi i większego spokoju, ale też takie, w których pojawia się trud, kryzys czy poczucie regresu.

 

Napisał Pan, że dotychczasowa terapia nie była dobrze dopasowana do Pana potrzeb, w związku z czym zdecydował się Pan z niej zrezygnować. Jestem ciekawa, co konkretnie dawało Panu poczucie niedopasowania i jak wyglądało to doświadczenie z Pana perspektywy. Być może właśnie to doświadczenie może pomóc Panu lepiej określić, czego oczekuje Pan od psychoterapii, czego potrzebuje, co jest dla Pana wspierające, a co utrudnia proces. To może być ważna wskazówka przy wyborze kolejnego psychoterapeuty.

 

W psychoterapii jednym z kluczowych elementów jest relacja z terapeutą. Być może warto poszukać osoby, przy której będzie czuł się Pan bezpiecznie i komfortowo. Dobrze jest też dać sobie 2–3 spotkania na sprawdzenie, czy dana relacja wydaje się odpowiednia i czy jest to osoba, z którą chciałby Pan przechodzić przez ten proces.

 

Życzę Panu wszystkiego dobrego i wierzę, że znajdzie Pan dla siebie właściwe wsparcie.

 

Z pozdrowieniami,

Adela Szemczak

Certyfikowana Psychoterapeutka

Monumental - miejsce psychoterapii i rozwoju pscyhofizycznego

2 miesiące temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Jakub Butkiewicz

Jakub Butkiewicz

Szanowny Panie,

To, co Pan opisuje - ten nieustanny niepokój, konieczność analizowania każdego gestu, myśli czy słowa pod kątem religijnej poprawności- brzmi jak życie wewnątrz bardzo ciasnego, niewidzialnego więzienia. Chciałbym na początku zapewnić Pana, że te zmagania nie są „wymyślone”. To, co Pan czuje, to realne, głębokie cierpienie, które ma swoją logikę, nawet jeśli Panu samemu wydaje się ona czasem dziwna lub niezrozumiała.

 

Zauważyłem, że w Pana opowieści bardzo silnie obecny jest mechanizm szukania pewności. To sprawdzanie na forach, analizowanie przeszłości i próby upewnienia się, że nie zrobił Pan nic złego, są formą radzenia sobie z lękiem. Problem polega na tym, że ten mechanizm działa jak dolewanie oliwy do ognia - im bardziej próbuje Pan znaleźć ostateczną odpowiedź, tym więcej wątpliwości generuje Pana umysł. To błędne koło, w którym lęk podpowiada Panu, że jeśli tylko znajdzie Pan odpowiednią informację, poczuje Pan spokój. Jednak, jak Pan sam zauważył, ten spokój jest bardzo krótkotrwały lub w ogóle nie nadchodzi, bo odpowiedzi w internecie bywają sprzeczne, a Pana psychika zawsze znajduje „wyjątek” od reguły.

 

To, co nazywa Pan uwięzieniem w „powinnościach”, to bardzo silne przekonania, które narosły wokół Pana tożsamości. Kiedy jako dziecko słyszał Pan oceniające komentarze rówieśników na temat swojej męskości., Pana system poznawczy prawdopodobnie zaklasyfikował te sytuacje jako zagrażające. W rezultacie zaczął Pan monitorować siebie z ekstremalną czujnością, by uniknąć odrzucenia lub potępienia. Ta fuzja Pana myśli z surowymi zasadami religijnymi sprawiła, że naturalne potrzeby, takie jak słuchanie muzyki czy wybór hobby, zaczęły być postrzegane jako dowód na Pana „zepsucie”.

Pyta Pan, jaka ścieżka byłaby najlepsza. Biorąc pod uwagę to, jak bardzo Pana życie jest zdominowane przez analizowanie, sprawdzanie i poczucie winy, bardzo pomocne mogłoby być podejście, które uczy, jak przestać walczyć z tymi myślami i jak stopniowo ograniczać czynności, które mają Pana „uspokoić” (jak to szukanie informacji w sieci). Istnieją nurty terapeutyczne specjalizujące się właśnie w pracy z tak silną potrzebą kontroli i lękiem przed niepewnością. Warto poszukać specjalisty, który ma doświadczenie w pracy z natrętnymi myślami oraz lękiem o charakterze egzystencjalnym czy religijnym. W mojej ocenie terapia poznawczo - behawioralna (CBT) może sprawdzić się tu idealnie.

Czy jest możliwe, żeby poczuł się Pan ze sobą dobrze? Tak, jest to możliwe, choć droga do tego prowadzi raczej przez naukę akceptacji niepewności niż przez znalezienie dowodów na swoją „niewinność”. Zastanawiam się, co by się stało, gdyby spróbował Pan spojrzeć na ten swój niepokój nie jako na głos Boga czy sumienia, ale jako na „alarm” w Pana mózgu, który po prostu jest nadwrażliwy i włącza się bez realnego powodu?

Pozdrawiam serdecznie,

2 miesiące temu
Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Dzień dobry

Opisane przez Pana trudności wskazują na głębokie uwięzienie w sztywnych schematach lękowych, które od dzieciństwa blokują Pana naturalną ekspresję i poczucie wolności. Pana stan można określić jako życie w chronicznym napięciu wywołanym przez wewnętrznego "cenzora", który każdą myśl i działanie poddaje surowej ocenie moralnej i społecznej. Doświadczenia związane z rówieśniczą presją na określony model męskości oraz lęk przed potępieniem sprawiły, że Pana autentyczna osobowość została zepchnięta na bok, co jest realnym ciężarem emocjonalnym zasługującym na miano traumy relacyjnej.

Najlepszym kierunkiem byłaby terapia humanistyczno-egzystencjalna lub terapia schematów, które koncentrują się na odbudowie poczucia własnej wartości, akceptacji swojej wrażliwości i odróżnianiu narzuconych lęków od własnych, prawdziwych potrzeb. Jest absolutnie możliwe, aby odzyskał Pan radość z muzyki, filmów i własnych marzeń, ponieważ te zainteresowania nie są "złe" – są częścią Pana unikalnej tożsamości. Proces ten wymaga czasu i pracy z terapeutą, który zamiast oceniać, pomoże Panu bezpiecznie odkryć, kim naprawdę Pan jest poza głosem lęku. Proszę pamiętać, że jest Pan wystarczający i ma Pan prawo do życia w zgodzie ze sobą, bez ciągłego poczucia winy.

Powodzenia

Bożena Nagórska

2 miesiące temu
Karol Boruch-Gruszecki

Karol Boruch-Gruszecki

Dzień dobry, 

 

Na start chciałbym powiedzieć, że Pana problemy nie są wymyślone - są realne i sprawiają Panu dużą ilość cierpienia - ból emocjonalny, ciągły niepokój oraz poczucie uwięzienia.

 

Widzę, że żyje Pan w ciągłym stresie, spowodowanym nie kończącą się analizą tego, czy to co Pan robi jest dobre lub złe. Ciągłe poczucie wstydu, lęku oraz niepewności jest wyczerpującym i bardzo trudnym doświadczeniem. Bardzo sztywne podejście do moralności i wiary, bez wyrozumiałości dla samego siebie, wydaje się być częścią błędnego koła, które utrzymuje Pana cierpienie. Ponadto myślę, że mógłby Pan skorzystać z bezpiecznego miejsca w którym miałby Pan szansę zastanowić się nad kwestią własnej orientacji seksualnej - bez oceniania i bez drugiej osoby, która stara się Pana nakierować na jedną czy drugą opcję. 

 

To, że inne osoby “mogły mieć ciężej” nie oznacza, że trudne momenty, które przeszedł Pan w dzieciństwie mogły nie wpłynąć na Pana negatywnie. Cierpienie, jest cierpieniem, nie ważne w jakim stopniu. 

 

Myślę, że terapia poznawczo-behawioralna, szczególnie u osoby pracującej z ludźmi głęboko wierzącymi, może być dla Pana dobrym wyborem. Pomimo tego, że mogę być stronniczy ze względu na to, że jest to nurt, w którym aktualnie się szkolę, to chciałbym powiedzieć, że jest to bardzo efektywny sposób w pracy z myślami obsesyjnymi, obniżonym nastrojem, poczuciem niepokoju jak i potencjalną traumą. 

 

Do tego nurt poznawczo-behawioralny jest nastawiony na wczesną diagnozę i pracę z konkretnymi problemami - co mogłoby być dla Pana definitywną odpowiedzią na temat źródła i natury cierpienia, które Pan przeżywa.

 

Pozdrawiam serdecznie,

Karol Boruch-Gruszecki


 

2 miesiące temu
Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Dzień dobry 

 

 To, co opisujesz, brzmi jak długotrwały, bardzo silny lęk połączony z poczuciem winy, natrętną analizą moralno-religijną i trudnością w zaufaniu własnym odczuciom. Najbardziej sensownym kierunkiem byłaby psychoterapia u specjalisty, który pracuje z lękiem, obsesyjnym sprawdzaniem, skrupułami religijnymi i wstydem, a jeśli objawy są mocno nasilone, także konsultacja psychiatryczna. Nie stawiam diagnozy, ale z Twojego opisu wyłaniają się cechy podobne do  skrupułów religijnych, czyli lęku, że coś jest moralnie lub religijnie „nie tak”, natrętnych myśli i ciągłego sprawdzania, silnego wstydu i poczucia winy związanego z seksualnością oraz męskością, przeciążenia lękowego, które z czasem może prowadzić do stanów depresyjnych wiadomości. To, że czujesz się czasem tak, jakby problem był „wymyślony”, nie znaczy, że jest nierealny; takie poczucie bywa częścią długotrwałego lęku i wstydu. Opisujesz też doświadczenia, które mogły być dla Ciebie psychicznie obciążające i zostawić trwały ślad. Najczęściej w takim obrazie pomaga terapia, która łączy pracę z lękiem, natrętnymi myślami i przekonaniami o sobie. W praktyce warto szukać terapeuty, który zna  terapię poznawczo-behawioralną, zwłaszcza pracę z natręctwami i sprawdzaniem, terapię skoncentrowaną na traumie i wstydzie, pracę z tematami religijnymi bez oceniania, ewentualnie konsultację seksuologiczną, jeśli pornografia i seksualność nadal są dla Ciebie silnym źródłem lęku.  Jeśli poprzednia terapia „nie była dobrze dopasowana”, to nie znaczy, że terapia jako taka nie działa; często chodzi o niedopasowanie metody, osoby terapeuty albo celu pracy. W takiej sytuacji zwykle warto na początku wprost powiedzieć: „mam skrupuły religijne, silny wstyd, natrętne analizowanie i potrzebuję terapii, która nie będzie mnie w to jeszcze bardziej wciągać” rozumie skrupuły religijne i nie wzmacnia ich moralizowaniem, potrafi pracować z lękiem bez ciągłego uspokajania i „sprawdzania racji”, nie popycha Cię do szybkich odpowiedzi o orientacji, męskości czy grzechu, pomaga budować bardziej stabilny obraz siebie. 

Jeśli po kilku spotkaniach czujesz, że rozmowa zaczyna Cię bardziej nakręcać niż porządkować, to jest ważny sygnał, żeby omówić to wprost albo rozważyć zmianę specjalisty.

 Twoje doświadczenia mogą być dla Ciebie traumatyczne nawet wtedy, gdy ktoś z zewnątrz uznałby je za „mniejsze” niż cudze. Trauma nie zależy wyłącznie od tego, jak obiektywnie ciężkie coś wygląda, ale od tego, jak bardzo Cię to przerosło, jak długo trwało i jakie zostawiło skutki. Ludzie z podobnym zestawem problemów często poprawiają funkcjonowanie, kiedy dostaną terapię dopasowaną do lęku, wstydu i skrupułów, a nie tylko ogólne „porozmawiamy o wszystkim”. Ważne jest też, żeby nie próbować rozwiązywać tego wyłącznie przez kolejne internetowe sprawdzanie, bo u Ciebie wygląda to jak mechanizm, który chwilowo daje ulgę, ale długofalowo podtrzymuje. Najrozsądniejszy kolejny krok to  umówić konsultację u psychoterapeuty, najlepiej takiego, który pracuje z lękiem, natręctwami i wstydem. Na pierwszej wizycie krótko powiedzieć o skrupułach religijnych, poczuciu winy, sprawdzaniu w internecie i napięciu wokół seksualności. Zapytać wprost, jaką metodą pracuje i czy ma doświadczenie z takimi objawami. Jeśli masz też wyraźne objawy depresyjne, rozważyć konsultację psychiatryczną równolegle.

 

2 miesiące temu

Zobacz podobne

Lęk społeczny od dziecka, który utrudnia mi teraz funkcjonowanie w dorosłości.
Co jeszcze mogę zrobić? Od zawsze byłem cichym dzieciakiem trzymającym się na uboczu i nie lubiącym być na świeczniku (i nauczyciele nie widzieli w tym problemu, po prostu uważali że jestem grzeczny, nikt nigdy nie zwrócił uwagi że coś może być nie tak), od kiedy pamiętam mam problem z nawiązywaniem nowych znajomości, bo paraliżuje mnie strach, kiedy mam zainicjować rozmowę, trzymałem i trzymam się nadal tylko z najbliższym wąskim gronem przyjaciół i znajomych, których znam praktycznie od piaskownicy. Jednakże teraz rzadko kiedy mamy czas żeby się spotkać, wiadomo dorosłe życie, praca itd. Przenosi się to też na inne sfery życia niż towarzyskie, kiedy przychodziło do odpowiedzi w szkole oblewałem się zimnym potem i robiło mi się słabo, to samo tyczy się np. rejestracji u lekarza itd. Dlatego też zrezygnowałem z matury, bo tak bardzo bałem się ustnej części i do teraz pluję sobie za to w brodę. (Warto dodać, że mam od dziecka nadwagę, niedoczynność tarczycy nie jest żadnym usprawiedliwieniem, za to problemy skórne, które uniemożliwiały mi ćwiczenie już trochę tak, bo ból często był nie do zniesienia (mimo to próbowałem i grałem np. w klubie w nożną czy w koszykówkę). Na szczęście te skórne schorzenia już pokonałem i jest wszystko w porządku, wziąłem się za siebie i zrzuciłem już blisko 30 kg) W podstawówce jeszcze jakoś dawałem radę, prawdziwe problemy zaczęły się w gimnazjum. Pojawiły się stany lękowe i mocny lęk społeczny. Ze swoją klasą nie miałem problemów, za to byłem dręczony przez osoby z innej klasy i do dzisiaj pozostała mi trauma, opuszczałem bardzo wiele lekcji i siedziałem roztrzęsiony w domu. Technikum uznałem za swego rodzaju nowy start, pierwsza klasa przebiegła raczej bez problemu. Co prawda nadal byłem cichy i wycofany ale dałem radę przechodzić cały rok w miarę spokojnie. W klasie nie nawiązałem żadnych poważniejszych znajomości, z nikim się nie zadawałem poza szkołą. No i przyszła 2 klasa... jakoś na końcu 2 miesiąca roku szkolnego złapałem szkarlatynę i to dosyć mocną przez co 2 miesiące przeleżałem w łózku z prawie 40 stopniową gorączką, okropnym bólem głowy i innymi objawami. Gdy wyzdrowiałem to nie byłem już w stanie wrócić, nikomu z klasy nie dałem znać dlaczego mnie nie ma, bałem się ocenienia i pytań o to dlaczego mnie nie było, paraliżował mnie strach. Szkołę dokończyłem w trybie indywidualnego nauczania i tak jak wcześniej napisałem zrezygnowałem z matury ze strachu, jednak udało mi się zdobyć technika pojazdów samochodowych ale nic mi on aktualnie nie daje. Po szkole była bardzo niewielka poprawa. Udało mi się pójść do pracy, po 3 miesiącach okresu próbnego nie przedłużono mi umowy, wytłumaczono mi to tym że niby była ogólna redukcja etatów i nikogo nowego też nie potrzebują, jednak ja w to nie wierzę i do dzisiaj się obwiniam że po prostu byłem za słaby i mimo że dawałem z siebie wszystko, to było to za mało. Od tego czasu wróciły wszystkie demony z czasów dzieciństwa i szkolnych. Od tego czasu boję się pójść do jakiejkolwiek pracy, zdarzyło mi się nawet odwołać rozmowę o pracę w jej dniu bo tak sparaliżował mnie strach i dostałem drgawek. Aktualnie mam 22 lata, zawodowo stoję w miejscu i czuję presję czasu. Rodzice mnie wspierają zarówno psychicznie jak i czasami finansowo, jednak gdy mam chociaż trochę oszczędności to oddaję im wszystko z naddatkiem bo nie mógłbym spojrzeć w lustro. Stany lękowe, depresyjne i lęki społeczne tylko się pogłębiły, gdy jestem np. w galerii handlowej czuję jakby wszyscy się na mnie patrzyli i obgadywali, od razu się pocę. Boję się też przykładowo wjechać do miasta samochodem w godzinach szczytu bo się stresuję że ktoś będzie na mnie trąbił, zgaśnie mi samochód, na światłach itd. Czuję się niepotrzebny i często się za wszystko obwiniam, często uważam się za ciężar dla wszystkich. Jeśli chodzi o charakter to nigdy nie należałem do wrednych osób, wręcz przeciwnie, zawsze byłem w cholerę empatyczny, bezkonfliktowy i wolę być skrzywdzonym niż skrzywdzić kogoś. Denerwuje mnie gdy ktoś jest bez serca. Jestem w cholerę wrażliwy, płaczę na filmach, grach czy przy książkach jeśli tylko mają chwytającą za serce historię. I... właśnie tych cech charakteru też się wstydzę (chociaż nie wiem czy to dobre określenie) bo boję się że ktoś mnie zwyzywa od słabiaków czy mięczaków. Sam też się boję że będąc właśnie takim typem osoby nie osiągnę sukcesu bo żeby teraz coś osiągnąć, trzeba mieć w sobie trochę z bycia zimnym człowiekiem a empatia i wrażliwość właśnie nie są dzisiaj normą. Gdy nie ma czasu na spotkanie z przyjaciółmi czuję się w strasznie samotny a nie umiem nawiązać żadnej nowej znajomości, nawet w internecie, boję się do kogokolwiek odezwać czy napisać. Z wejściem w związek jest dokładnie ta sama sytuacja. Od 2 miesięcy chodzę na terapię, ufam swojej terapeutce i czuję wsparcie i leciutką poprawę jednak jeszcze trochę czasu musi minąć zanim się przed nią w pełni otworzę. Jednak jestem zadowolony, że się na to zdecydowałem.
Nagły lęk i drżenie ciała przed snem - możliwe ataki paniki, jak sobie radzić do wizyty u psychiatry?

Od ok. 3 miesięcy zmagam się z takim problemem. 

Gdy położę się spać po ok. 2-3 minutach nagle zaczynam odczuwać taki silny lęk, zaczyna drżeć moim ciałem, serce szybko bije, czuje niepokój. Czuję jakbym była w innym świecie, nie wiem co się ze mną dzieje. Czy to mogą być ataki paniki? Dodam, że te objawy przyszły do mnie tak "z dnia na dzień". Wizytę u psychiatry mam dopiero na 7 stycznia. 

Wcześniej nie dało rady się nigdzie zarejestrować. 

Zaznaczę, że każdego dnia biorę też hydroksyzynę, aby wyciszyć się, czy opanować lęk, jednak to nie pomaga. 

Co może być przyczyną takich objawów? 

Jak sobie z tym poradzić, aż do stycznia?

Z dnia na dzień taki lęk w nocy trwa coraz dłużej i ciężko zasnąć, nawet po wzięciu leku na uspokojenie.

Seronil i Trittico: jak radzić sobie z lękiem i skutkami ubocznymi leków na nerwicę

Witam od trzech tygodni przyjmuje seronil20 mg na nerwicę lękową, wcześnie był lek egzysta150, ale tyłem od niego teraz doszło jeszcze triticoxr, ponieważ odczuwałem i odczuwam lęk po przebudzeniu i utrzymuje się przez cały dzień jest trochę słabszy po południu muszę wspomagać się Aluprox 0,25

Dzień dobry, kręci mi się w głowie, mam wrażenie, że zaraz upadnę
Dzień dobry, kręci mi się w głowie, mam wrażenie, że zaraz upadnę, przeszywają mnie poty, ręce mi się trzęsą i nogi robią mi się bezwładne. Dokąd mogę udać się po pomoc?
Często mam wahania nastroju, takie jak zrobię coś źle i ze szczęścia zmienia się w smutek i obwinianie się.
Witam, mam 16 lat, od 4 klasy podstawówki zmagam się z samookaleczaniem. Często mam wahania nastroju, takie jak zrobię coś źle i ze szczęścia zmienia się w smutek i obwinianie się. Najmniejsze sytuacje doprowadzają mnie do płaczu i braku chęci do życia. Zdarzają się też zmiany osobowości np. z nieśmiałej i pomocnej zmieniam się we wredną i niepomocną. Czasem tracę też chęci do życia, tak po prostu, myślę sobie, że to wszystko nie ma sensu i nic mi się nie uda. Nawet niewielkie słowa prowadzą do zmiany mojej własnej samooceny, także żarty. Co to może być, czy ktoś może mi pomóc?
kryzys w związku

Kryzys w związku – jak go przetrwać i odbudować relację?

Twój związek w kryzysie? To naturalny etap, który może wzmocnić relację. Poznaj sprawdzone strategie i porady ekspertów, by skutecznie przez niego przejść i odbudować więź. Czytaj dalej!