Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Natrętne myśli religijne, lęk, poczucie winy i wątpliwości co do tożsamości – jaka terapia mi pomoże?

Dzień dobry, chciałbym opisać to z jakimi problemami się zmagam, ponieważ ciężko mi wybrać dalszą ścieżkę terapii. Od kilku miesięcy chodziłem na terapię, ale ponieważ nie była do mnie dobrze dopasowana to ją opuściłem. Początki mojego problemu zaczęły się, kiedy jako dziecko odkryłem pornografię w internecie i już wtedy odczuwałem bardzo duży lęk przed Bogiem, spowiedzią i tym jak zareaguję ksiądz, gdy mu o tym powiem. Ostatecznie kilka lat temu poszedłem do spowiedzi, co kosztowało mnie bardzo dużo stresu i było szczerze dość traumatyczne, chociaż nie poczułem się bardzo oceniony przez księdza. Od tamtego momentu zacząłem bardzo, bardzo uważać na dosłownie wszystko co robię - to w jaki sposób myśle, jakie wykonuje ruchy fizyczne, jakich używam słów, jak się ubieram. Zacząłem być także przekonany, że moje marzenia, plany na przyszłość, moja osobowość i to kim jestem i chciałbym zostać jako osoba są z jakiegoś powodu złe (ciężko mi to nawet wytłumaczyć, bo wiem jak dziwnie to brzmi). W tamtym czasie wszystkie moje obawy sprawdzałem w internecie na forach religijnych, aby dowiedzieć się czy napewno nie zrobiłem czegoś złego. W wielu z tych przypadków dochodziłem do wniosku, że jednak to co robię jest złe i muszę to zmienić. Mój dzień w tamtym czasie wyglądał w taki sposób, że wstawałem rano, podczas dnia zdobywałem jakieś obawy albo rozmyślałem nad moją przeszłością i szukałem odpwiedzi na moje pytania w internecie, potem miałem kryzys emocjonalny, bo odpowiedzi na moje pytania były zawsze bardzo podzielone albo z niewiadomych powodów uważałem, że konkretnie w mojej sytuacji odpowiedź na nie jest jednak inna niż ta, którą znalazłem. Obecnie dalej czasami ekstremalnie reaguje na to co znajdę na szukane przeze mnie temat w internecie, ale nie zdaża się to napewno aż tak często jak kiedyś i w pewien sposób nauczyłem się już z tym żyć, chociaż jest mi ciężko. Zamiast poradzić sobie jakoś z tym problemem (dalej nie wiem jak), to odkładałem go na bok ponieważ nie miałem pojęcia co mogę zrobić, żeby się z nim zmierzyć i "pokonać" te przekonania. Mam wrażenie, ze przez te wszystkie lata ten problem stawał się jakby częścią mnie. Aktualnie ten problem objawia się w taki sposób, że mój mózg analizuje wszystko pod kontem religii. Wszystko to co widzę, słyszę zastanawiam się, czy jest zgodne z religią i z tym jak według mojej podświadomości "powinien" wyglądać świat. Przez to także, nie jestem w stanie wyrażać się w jakikolwiek sposób, nie robię rzeczy, które chcę robić, bo czuję się w tym uwięziony. Czuję się winny przez to jakiej słucham muzyki, jakie oglądam filmy, jakie rzeczy mi się podobają i mam głębokie wrażenie, że nie powinny mi się one podobać. Zwykle nie jest tak, że mam konkretną myśl, tylko jakby całe moje życie znajduje się w takim niepokoju, że coś jest ze mną nie tak. Muszę jeszcze dodać, że napewno część z tych problemów połączona jest z moją wizją męskości, która była kształtowana przez moje środowisko (w szkole, na obozach wakacyjnych, właściwie wszędzię). Od kiedy byłem mały podobały mi się rzeczy, które przez społeczeństwo kojarzone są z dziewczynkami. Moja rodzina zawsze była wspierająca pod tym względem i nie zabraniała mi się bawić lalkami, wózkiem dla dzieci itd. Zawsze wydawało mi się, że jestem nie wystarczająco "chłopięcy", bo nie grałem w piłkę nożną, nie robiłem problemów w szkole, byłem spokojny i nie zachowywałem się jak inni chłopcy w wielu sytuacjach. Wtedy też pamiętam, że inne dzieci mówiły do mnie, że jestem gejem i to bardzo, bardzo na mnie wpłynęło i do dzisiaj mam wiele kompleksów z tym związanych. Przez to też zacząłem się zastanawiać czy może rzeczywiście nie jestem osobą homoseksualną i do dzisiaj w sumie nie udało mi się nad tym w pełni zastanowić, ponieważ zawsze to było pod presją innych osób, które albo narzucały na mnie daną orientację seksualną albo zadawały mi pytania, przez które sam podważałem to co dotychczas na ten temat o sobie myślałem. Do tego dnia ciężko mi zidentyfikować i nazwać to z czym się zmagam, bo dalej czasami mam wrażenie jakby moje problemy były po prostu wymyślone przeze mnie i nie były realne. Oprócz tego, często zastanawiam sie czy moje zmagania z tymi problemami w dzieciństwie mogę nazwać traumą, bo wiem, że inni napewno mają dużo cięższe problemy. Tak naprawdę w największą moją zagwozdką jest to czy jestem wogóle kiedykolwiek i w jakikolwiek sposób poradzic sobie z moim problemem i to często prowadzi u mnie do stanów depresyjnych. Jaka terapia byłaby najlepsza dla mnie w tym stanie? Czy jest możliwe to, żebym kiedykolwiek czuł się ze sobą dobrze?
User Forum

Anonimowo

1 dzień temu
Monumental

Monumental

Dzień dobry,

 

Dziękuję za wiadomość oraz za podzielenie się swoją historią i doświadczeniami. Jestem poruszona tym, co Pan opisał.

 

W pierwszej kolejności chcę mocno podkreślić, że to, co Pan przeżywa i czego doświadcza, jest ważne.

Chcę też powiedzieć, że wierzę, iż możliwe jest, aby poczuł się Pan ze sobą dobrze. Jednocześnie nie chciałabym obiecywać, że jest to proces prosty czy szybki. Psychoterapia bywa złożoną drogą, która raczej nie przebiega liniowo - pojawiają się momenty ulgi i większego spokoju, ale też takie, w których pojawia się trud, kryzys czy poczucie regresu.

 

Napisał Pan, że dotychczasowa terapia nie była dobrze dopasowana do Pana potrzeb, w związku z czym zdecydował się Pan z niej zrezygnować. Jestem ciekawa, co konkretnie dawało Panu poczucie niedopasowania i jak wyglądało to doświadczenie z Pana perspektywy. Być może właśnie to doświadczenie może pomóc Panu lepiej określić, czego oczekuje Pan od psychoterapii, czego potrzebuje, co jest dla Pana wspierające, a co utrudnia proces. To może być ważna wskazówka przy wyborze kolejnego psychoterapeuty.

 

W psychoterapii jednym z kluczowych elementów jest relacja z terapeutą. Być może warto poszukać osoby, przy której będzie czuł się Pan bezpiecznie i komfortowo. Dobrze jest też dać sobie 2–3 spotkania na sprawdzenie, czy dana relacja wydaje się odpowiednia i czy jest to osoba, z którą chciałby Pan przechodzić przez ten proces.

 

Życzę Panu wszystkiego dobrego i wierzę, że znajdzie Pan dla siebie właściwe wsparcie.

 

Z pozdrowieniami,

Adela Szemczak

Certyfikowana Psychoterapeutka

Monumental - miejsce psychoterapii i rozwoju pscyhofizycznego

1 dzień temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Jakub Butkiewicz

Jakub Butkiewicz

Szanowny Panie,

To, co Pan opisuje - ten nieustanny niepokój, konieczność analizowania każdego gestu, myśli czy słowa pod kątem religijnej poprawności- brzmi jak życie wewnątrz bardzo ciasnego, niewidzialnego więzienia. Chciałbym na początku zapewnić Pana, że te zmagania nie są „wymyślone”. To, co Pan czuje, to realne, głębokie cierpienie, które ma swoją logikę, nawet jeśli Panu samemu wydaje się ona czasem dziwna lub niezrozumiała.

 

Zauważyłem, że w Pana opowieści bardzo silnie obecny jest mechanizm szukania pewności. To sprawdzanie na forach, analizowanie przeszłości i próby upewnienia się, że nie zrobił Pan nic złego, są formą radzenia sobie z lękiem. Problem polega na tym, że ten mechanizm działa jak dolewanie oliwy do ognia - im bardziej próbuje Pan znaleźć ostateczną odpowiedź, tym więcej wątpliwości generuje Pana umysł. To błędne koło, w którym lęk podpowiada Panu, że jeśli tylko znajdzie Pan odpowiednią informację, poczuje Pan spokój. Jednak, jak Pan sam zauważył, ten spokój jest bardzo krótkotrwały lub w ogóle nie nadchodzi, bo odpowiedzi w internecie bywają sprzeczne, a Pana psychika zawsze znajduje „wyjątek” od reguły.

 

To, co nazywa Pan uwięzieniem w „powinnościach”, to bardzo silne przekonania, które narosły wokół Pana tożsamości. Kiedy jako dziecko słyszał Pan oceniające komentarze rówieśników na temat swojej męskości., Pana system poznawczy prawdopodobnie zaklasyfikował te sytuacje jako zagrażające. W rezultacie zaczął Pan monitorować siebie z ekstremalną czujnością, by uniknąć odrzucenia lub potępienia. Ta fuzja Pana myśli z surowymi zasadami religijnymi sprawiła, że naturalne potrzeby, takie jak słuchanie muzyki czy wybór hobby, zaczęły być postrzegane jako dowód na Pana „zepsucie”.

Pyta Pan, jaka ścieżka byłaby najlepsza. Biorąc pod uwagę to, jak bardzo Pana życie jest zdominowane przez analizowanie, sprawdzanie i poczucie winy, bardzo pomocne mogłoby być podejście, które uczy, jak przestać walczyć z tymi myślami i jak stopniowo ograniczać czynności, które mają Pana „uspokoić” (jak to szukanie informacji w sieci). Istnieją nurty terapeutyczne specjalizujące się właśnie w pracy z tak silną potrzebą kontroli i lękiem przed niepewnością. Warto poszukać specjalisty, który ma doświadczenie w pracy z natrętnymi myślami oraz lękiem o charakterze egzystencjalnym czy religijnym. W mojej ocenie terapia poznawczo - behawioralna (CBT) może sprawdzić się tu idealnie.

Czy jest możliwe, żeby poczuł się Pan ze sobą dobrze? Tak, jest to możliwe, choć droga do tego prowadzi raczej przez naukę akceptacji niepewności niż przez znalezienie dowodów na swoją „niewinność”. Zastanawiam się, co by się stało, gdyby spróbował Pan spojrzeć na ten swój niepokój nie jako na głos Boga czy sumienia, ale jako na „alarm” w Pana mózgu, który po prostu jest nadwrażliwy i włącza się bez realnego powodu?

Pozdrawiam serdecznie,

1 dzień temu
Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Dzień dobry

Opisane przez Pana trudności wskazują na głębokie uwięzienie w sztywnych schematach lękowych, które od dzieciństwa blokują Pana naturalną ekspresję i poczucie wolności. Pana stan można określić jako życie w chronicznym napięciu wywołanym przez wewnętrznego "cenzora", który każdą myśl i działanie poddaje surowej ocenie moralnej i społecznej. Doświadczenia związane z rówieśniczą presją na określony model męskości oraz lęk przed potępieniem sprawiły, że Pana autentyczna osobowość została zepchnięta na bok, co jest realnym ciężarem emocjonalnym zasługującym na miano traumy relacyjnej.

Najlepszym kierunkiem byłaby terapia humanistyczno-egzystencjalna lub terapia schematów, które koncentrują się na odbudowie poczucia własnej wartości, akceptacji swojej wrażliwości i odróżnianiu narzuconych lęków od własnych, prawdziwych potrzeb. Jest absolutnie możliwe, aby odzyskał Pan radość z muzyki, filmów i własnych marzeń, ponieważ te zainteresowania nie są "złe" – są częścią Pana unikalnej tożsamości. Proces ten wymaga czasu i pracy z terapeutą, który zamiast oceniać, pomoże Panu bezpiecznie odkryć, kim naprawdę Pan jest poza głosem lęku. Proszę pamiętać, że jest Pan wystarczający i ma Pan prawo do życia w zgodzie ze sobą, bez ciągłego poczucia winy.

Powodzenia

Bożena Nagórska

1 dzień temu
Karol Boruch-Gruszecki

Karol Boruch-Gruszecki

Dzień dobry, 

 

Na start chciałbym powiedzieć, że Pana problemy nie są wymyślone - są realne i sprawiają Panu dużą ilość cierpienia - ból emocjonalny, ciągły niepokój oraz poczucie uwięzienia.

 

Widzę, że żyje Pan w ciągłym stresie, spowodowanym nie kończącą się analizą tego, czy to co Pan robi jest dobre lub złe. Ciągłe poczucie wstydu, lęku oraz niepewności jest wyczerpującym i bardzo trudnym doświadczeniem. Bardzo sztywne podejście do moralności i wiary, bez wyrozumiałości dla samego siebie, wydaje się być częścią błędnego koła, które utrzymuje Pana cierpienie. Ponadto myślę, że mógłby Pan skorzystać z bezpiecznego miejsca w którym miałby Pan szansę zastanowić się nad kwestią własnej orientacji seksualnej - bez oceniania i bez drugiej osoby, która stara się Pana nakierować na jedną czy drugą opcję. 

 

To, że inne osoby “mogły mieć ciężej” nie oznacza, że trudne momenty, które przeszedł Pan w dzieciństwie mogły nie wpłynąć na Pana negatywnie. Cierpienie, jest cierpieniem, nie ważne w jakim stopniu. 

 

Myślę, że terapia poznawczo-behawioralna, szczególnie u osoby pracującej z ludźmi głęboko wierzącymi, może być dla Pana dobrym wyborem. Pomimo tego, że mogę być stronniczy ze względu na to, że jest to nurt, w którym aktualnie się szkolę, to chciałbym powiedzieć, że jest to bardzo efektywny sposób w pracy z myślami obsesyjnymi, obniżonym nastrojem, poczuciem niepokoju jak i potencjalną traumą. 

 

Do tego nurt poznawczo-behawioralny jest nastawiony na wczesną diagnozę i pracę z konkretnymi problemami - co mogłoby być dla Pana definitywną odpowiedzią na temat źródła i natury cierpienia, które Pan przeżywa.

 

Pozdrawiam serdecznie,

Karol Boruch-Gruszecki


 

22 godziny temu
komunikacja w zwiazku

Darmowy test na jakość komunikacji w związku

Zobacz podobne

Jak żyć z niepewnością i radzić sobie z nerwicą lękową?

Witam. Chciałam zapytać, jak żyć z niepewnością. 

Leczę się na nerwicę lękową od dziecka. Pamiętam wiele sytuacji, w których nie wiedziałam, czy coś komuś zrobiłam złego, czy nie. Odwracałam się za ludźmi itp. Mam w głowie milion takich sytuacji, ale zawsze szlam na przód, co daje mi sile wierzyć w to, że wtedy musiałam coś czuć, w takim sensie, że może jednak miałam to poczucie, że nic jednak nie robię złego. 

Tak czy siak, ta niepewność jest wykańczająca.

Wyleczyłam się ze strachu lekami, w takim sensie, że teraz się nie boję, idąc ulica i mijając ludzi, że im coś robię, ale za nic nie jestem w stanie przypomnieć sobie, jak było kiedyś.

Dlaczego odpuszczałam, żyłam dalej nie uciekałam przed policja, co w ogóle czułam, kim byłam, czy wtedy to tez była tylko choroba pamiętam np. skutek ze szlam i się balam, ale nie mogę dać teraz gwarancji, że wtedy faktycznie tylko szlam.

W zasadzie na nic nie mogę dać gwarancji, do tego stopnia, że nawet jak by ktoś powiedział, że od dziecka zabiłam wiele ludzi to ja nie czułabym się za to w tym momencie odpowiedziałam, bo ja nie wiem nic, pamiętam 1 % życia. Pomaga mi tylko bezgranicznie ufanie sobie, ale ja nie wiem, tak na prawdę, jak było

Poczucie niepokoju, lęku oraz wahania nastroju - w jaki sposób sobie poradzić?
Dzień dobry, od kilku miesięcy mam problem z odczuwaniem niepokoju w brzuchu, ten niepokój towarzyszy mi dość często i przez dłuższy czas, mam wahania nastroju, nie wiem, jak już sobie z tym radzić.
Boję się wracać sama po zmroku do domu
Mam duży lęk, a mianowicie boję się wracać sama po zmroku do domu. Fakt jest taki, że kiedyś pracowałam na dwie zmiany, blisko swojego domu. Kończyłam pracę o 21. Trochę się bałam, ale nie aż tak bardzo jak teraz. Ponieważ trasa z pracy była bardzo krótka było mi trochę łatwiej. Teraz od 2 lat jestem bez pracy, obecnie jej szukam. Problem u mnie jest taki, że wszystkie odpowiadające mi oferty zawierają pracę na 2 zmiany. Panicznie boję się podjęcia pracy na popołudniowe zmiany, a przecież żaden pracodawca nie zgodzi się bym pracowała tylko na rano. Nigdy nie zostałam napadnięta (mam też wielką nadzieję, że nigdy mi się to nie przydarzy) więc to nie stąd wynika mój lęk. Nie mam prawa jazdy i nawet nie chce go robić, autobusami po zmroku też boję się jeździć. Jestem również DDA, więc po niezbyt fajnych doświadczeniach z dzieciństwa. Nie wiem też z czego może więc wynikać ten mój lęk. Chciałabym podjąć fajną satysfakcjonującą pracę, a zwyczajnie pokonuje mnie mój lęk. Nie umiem sobie z tym poradzić. Proszę o radę co z tym robić dalej.
Witam, sama nie wiem, do kogo powinnam zwrócić się o pomoc. Ciężko jest mi również wyrazić w sposób precyzyjny mój stan, który bywa zmienny z dnia na dzień.
Witam, sama nie wiem, do kogo powinnam zwrócić się o pomoc. Ciężko jest mi również wyrazić w sposób precyzyjny mój stan, który bywa zmienny z dnia na dzień. Odkąd pamiętam, jestem osobą niezwykle ambitną. Zawsze zależało mi na nauce, ale także często angażowałam się w wiele innych aktywności poza szkołą, takie jak śpiewania, nauka języków obcych, sport, podróże. Mój własny rozwój i aktywne działanie od zawsze sprawiało mi dużą satysfakcję, mimo że środowisko, w którym się otaczałam, nie dostarczało mi w tym odpowiedniego wsparcia. Nie mieliśmy tych samych priorytetów w życiu, ani podobnych pasji, nad czym bardzo ubolewałam, bo często ukrywałam moje problemy, pomysły, marzenia, sukcesy. Nie chciałam się z nikim dzielić tym wszystkim. Miałam wrażenie, że to nieskromne, że tak nie wypada, a poza tym oni mają inne zainteresowania i pasję, więc nie do końca się zrozumiemy. Z czasem niektóre relacje same się zakończyły, niektóre nadal utrzymywałam, ale nie czułam, że się w nich rozwijam, że mogę dzielić z kimś wspólne pasje, czy aktywnie spędzać czas. Za każdym razem, gdy chciałam zrobić coś ciekawego np. wyjechać w góry na weekend, wyjść na miasto, koncert usłyszałam słowa "super pomysł, jedziemy", po czym, gdy przychodziło co do czego, pojawiało się mnóstwo wymówek. W ostatnim czasie sporo w moim życiu się wydarzyło, szczególnie w trakcie pandemii. Byłam w klasie maturalnej, gdzie zajęcia były prowadzone zdalnie. Od gimnazjum i później przez okres liceum pasjonowały mnie języki obce, marzyłam o wymianie językowej (jednak moja szkoła nie oferowała takiej możliwości), pomyślałam więc o studiach za granicą, to było moje marzenie. W klasie maturalnej zaczęłam wszystko planować, dowiedziałam się wszystkich możliwych informacji na ten temat, rozmawiałam z mnóstwem osób. Byłam przekonana, że jest to do zrealizowania, ale brakowało mi tego wsparcia od ludzi obok, którzy nie potrafili mnie zrozumieć. Po maturze, która niestety nie poszła mi tak, jak chciałam, od razu poszłam do pracy na czas wakacji. Stwierdziłam, że wezmę sobie rok przerwy między studiami, aby móc lepiej się przygotować formalnie i zgromadzić oszczędności, które pomógłby mi w dalszej realizacji planu. W tamtym czasie straciłam kontakt z większością moich znajomych. Zostałam z tym wszystkim sama. Moi rodzice starali się wesprzeć mnie w moich planach, jednak czułam, że nie wierzą w ich realizacje. Sądzili, że to bardzo wymagający pomysł. Nie chciałam już obarczać innych moimi wymysłami, zaczęłam sama przygotowywać się do egzaminu językowego niezbędnego na studia, szukać lokum i tak dalej. Miałam wtedy jeszcze kontakt z jedną koleżanką ze szkoły średniej, mówiłam jej o moich planach, ale nie czułam, że do końca się rozumiemy. Zmieniłam pracę, gdzie środowisko było zupełnie różne, ludzi dużo ode mnie starszych, ustatkowanych, mających własne rodziny, stałą pracę i tak dalej. W tym miejscu trudno mi było znaleźć kogoś, z kim mogłabym nawiązać wspólny język. Mimo to, poza pracą próbowałam jeszcze szukać wsparcia w internecie i też nadal kontynuowałam przygotowania do egzaminu. Z czasem jednak straciłam wiarę, że mi się uda. Patrzyłam tylko, jak inni układają sobie życie na studiach, jak nawiązują nowe znajomości i jak ciekawie spędzają czas. Było mi przykro, byłam zła na siebie, że postawiłam tak wysoko, że wpadłam na pomysł nie do zrealizowania. Nie miałam się do kogo zwrócić, nie czułam, że ktokolwiek mnie rozumie, nie wiedziałam już co robić. Rodzina zbuntowała się przeciwko mnie, że popełniłam duży błąd, nie idąc na studia po liceum. Z biegiem czasu wybiłam sobie z głowy pomysł związany ze studiami za granicą. Przekonałam się, że jednak to chyba nie dla mnie, nie jestem w stanie zarobić tyle pieniędzy, mieszkać tak daleko od domu. Pomyślałam, że przecież uczelnie w Polsce oferują dużo ciekawych możliwości związanych z wymianami studenckimi typu Erasmus+. W czasie przerwy przemyślałam wszystko, zastanowiłam się poważnie nad tym, czego tak naprawdę chciałabym się uczyć, co w zasadzie najbardziej mnie interesuje. Wcześniej myślałam o psychologii po angielsku (właśnie za granicą). Jednak stwierdziłam, że przecież mogę studiować w Polsce i wyjechać na wymianę. Wzięłam się więc do działania i zaczęłam przygotowywać się ponownie do matury. W czasie mojego gap year z racji tego, że pracowałam, bardzo chciałam zacząć podróżować (w tani sposób). Pomyślałam, że później nie będę miała już tak wiele czasu. Jednak nie mogłam liczyć na moich znajomych. Informowałam ich zawsze dużo wcześniej, żeby mogli mieć możliwość zgromadzenia oszczędności. Uznawali zazwyczaj pomysł za świetny, jednak, gdy już przychodziło co do czego, to chętnych brakowało. Strasznie mnie to drażniło, że nie miałam z kim wykorzystać tego wolnego czasu w ciekawy sposób. Udało mi się poprawić maturę w maju, miałam jeszcze sporo wolnego czasu, więc stwierdziłam, że sama zacznę podróżować. Początkowo bardzo się bałam i stresowałam, ale pokonałam swój lęk, ostatecznie udało mi się odwiedzić trzy kraje. Może i niewiele, ale cieszę się, że przestałam czekać na innych i zaczęłam działać samodzielnie. W wakacje otrzymałam wyniki z uczelni, bardzo chciałam dostać się na studia dzienne (podobała mi się wizja mieszkania w akademiku i ogólnie życia studenckiego), ale dostałam się tylko na zaoczne. Tak też zrobiłam, stwierdziłam, że spróbuję. W końcu psychologia jest czymś, z czym chcę wiązać przyszłość, a poza tym będę mogła zdobywać doświadczenie w pracy. Od października łączyłam pracę ze studiami, byłam bardzo zafascynowana i z przyjemnością przykładałam się do nauki. Pod koniec roku straciłam pracę i przez dwa miesiące siedziałam w domu. Miałam wtedy sporo czasu na przygotowywania się do zaliczeń i egzaminów, jednocześnie też próbowałam znaleźć nową pracę, gdyż czułam, że moim rodzicom może to trochę przeszkadzać. Zresztą często pytali mnie, czy udało mi się już coś znaleźć itp. Nikt jednak się nie odzywał. Zastanawiałam się, czy nie znaleźć sobie może pracy związanej już z moim zawodem lub może podjąć jakiś staż. Sama już nie wiem, co mam robić, czego ja właściwie chcę. Boję się, że przez to nie będę już miała czasu na inne aktywności poza studiami. Chciałabym też jak najlepiej wykorzystać ten czas na studiach, poznać nowych ludzi, mieć czas na wyjścia itp. Z drugiej strony boję się, że faktycznie, jeśli nie zacznę działać w tym kierunku, to faktycznie będę żałować, że nie zaczęłam już zdobywać doświadczenia. Wszystkie osoby, które poznałam na studiach, studiowały wcześniej dziennie i miały też okazje skorzystania jeszcze z "życia studenckiego" i dobrze wspominają ten okres. Ja czuje się źle, że nie miałam szansy spróbować. Z jednak strony chciałabym studiować dziennie, chciałabym tego doświadczyć, ale teraz to nie wiem, czy uda mi się zmienić tryb i czy w ogóle mam szansę, czy to ma sens. Z drugiej strony fajnie jest zdobywać doświadczenie, pracować i mieć czas na inne rzeczy. Jeśli chodzi o relację, staram się być jak najbardziej otwarta na nowe znajomości. Nadal jestem bardzo ambitna i chciałabym realizować mnóstwo moich pomysłów, poznałam już kilka osób, jednak nie trafiłam jeszcze na osobę podobną do mnie. Cały czas czekam, że pojawi się ktoś, komu będę mogła się zwierzyć, kto zawsze będzie obok, z kim będę mogła wyjść na miasto, kto będzie chciał podróżować tak jak ja i przede wszystkim mnie zrozumie. Chciałabym podjąć terapię, czy konsultację psychologiczną, z kimś, kto pomógłby mi przepracować i przeanalizować wszystkie wydarzenia, które prawdopodobnie wpłynęły na mój stan, ale także to jak wygląda moje życie. Czuję, że posiadam mnóstwo schematów i przekonań, które blokują mnie przed osiągnięciem poczucia satysfakcji w życiu i budowaniu wartościowych relacji. Moja historia jest dosyć długa (i tak wiele wątków pominęłam) i z pewnością trudno jest wyczytać z niej, jaką naprawdę jestem osobą. Chciałabym jednak, aby ktoś zechciał wesprzeć mnie w tym, co przeżywam i pomógł odnaleźć mi właściwy kierunek w życiu.
Zazdrość o związek przyjaciela, ponieważ sam nie pogodziłem się z odrzuceniem. Doprowadza mnie to do myśli samobójczych.
Witam. Mam 23 lata. Mój problem to zazdrość o przyjaciela (homoseksualny), który wszedł w związek. Kiedy rozmowa z nim schodzi na jego chłopaka i ich relacje, zaczynam się cały trząść, ogólne samopoczucie jest straszne i bardzo często doprowadza to nawet do myśli samobójczych. Dobija mnie samo wyobrażenie ich. Nie potrafię szukać swojego związku, bo nadal nie pogodziłem się z odrzuceniem przez chłopaka 5 lat temu i ciągle myślę, że mu się spodobam, kiedy zmienię swój wygląd, przez co sporo ćwiczę. Żyję ludźmi, zamiast sobą. Nie potrafię odpuszczać i nie wiem jak to zmienić. Nic sobie nie zrobię bo wiem, że nie potrafię, ale bardzo chcę przestać się tak czuć. Pracy nie mam, przez co nie jestem ubezpieczony. Wysyłam sporo CV, lecz bez żadnych rezultatów. Chodziłem wcześniej do psychologów, ale był to niezbyt dobry traf. Miałem wrażenie, że nie skupiają sie na moim problemie. Nie wiem co mam teraz zrobić. Czy potrzebuję leków, żeby to wszystko zrozumieć i odpuścić? Z góry dziękuję za wszelkie rady.
Przemoc

Przemoc - definicje, rodzaje i formy zjawiska

Przemoc to globalny problem dotykający miliony osób. Zrozumienie jej definicji, rodzajów i form jest kluczowe dla skutecznego przeciwdziałania. Poznaj skutki i rodzaje przemocy oraz dowiedz się, jakie są możliwości uzyskania pomocy dla ofiar.