
- Strona główna
- Forum
- LGBTQIA+, psychoterapia, zaburzenia lękowe
- Natrętne myśli...
Natrętne myśli religijne, lęk, poczucie winy i wątpliwości co do tożsamości – jaka terapia mi pomoże?
Anonimowo

Monumental
Dzień dobry,
Dziękuję za wiadomość oraz za podzielenie się swoją historią i doświadczeniami. Jestem poruszona tym, co Pan opisał.
W pierwszej kolejności chcę mocno podkreślić, że to, co Pan przeżywa i czego doświadcza, jest ważne.
Chcę też powiedzieć, że wierzę, iż możliwe jest, aby poczuł się Pan ze sobą dobrze. Jednocześnie nie chciałabym obiecywać, że jest to proces prosty czy szybki. Psychoterapia bywa złożoną drogą, która raczej nie przebiega liniowo - pojawiają się momenty ulgi i większego spokoju, ale też takie, w których pojawia się trud, kryzys czy poczucie regresu.
Napisał Pan, że dotychczasowa terapia nie była dobrze dopasowana do Pana potrzeb, w związku z czym zdecydował się Pan z niej zrezygnować. Jestem ciekawa, co konkretnie dawało Panu poczucie niedopasowania i jak wyglądało to doświadczenie z Pana perspektywy. Być może właśnie to doświadczenie może pomóc Panu lepiej określić, czego oczekuje Pan od psychoterapii, czego potrzebuje, co jest dla Pana wspierające, a co utrudnia proces. To może być ważna wskazówka przy wyborze kolejnego psychoterapeuty.
W psychoterapii jednym z kluczowych elementów jest relacja z terapeutą. Być może warto poszukać osoby, przy której będzie czuł się Pan bezpiecznie i komfortowo. Dobrze jest też dać sobie 2–3 spotkania na sprawdzenie, czy dana relacja wydaje się odpowiednia i czy jest to osoba, z którą chciałby Pan przechodzić przez ten proces.
Życzę Panu wszystkiego dobrego i wierzę, że znajdzie Pan dla siebie właściwe wsparcie.
Z pozdrowieniami,
Adela Szemczak
Certyfikowana Psychoterapeutka
Monumental - miejsce psychoterapii i rozwoju pscyhofizycznego
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Jakub Butkiewicz
Szanowny Panie,
To, co Pan opisuje - ten nieustanny niepokój, konieczność analizowania każdego gestu, myśli czy słowa pod kątem religijnej poprawności- brzmi jak życie wewnątrz bardzo ciasnego, niewidzialnego więzienia. Chciałbym na początku zapewnić Pana, że te zmagania nie są „wymyślone”. To, co Pan czuje, to realne, głębokie cierpienie, które ma swoją logikę, nawet jeśli Panu samemu wydaje się ona czasem dziwna lub niezrozumiała.
Zauważyłem, że w Pana opowieści bardzo silnie obecny jest mechanizm szukania pewności. To sprawdzanie na forach, analizowanie przeszłości i próby upewnienia się, że nie zrobił Pan nic złego, są formą radzenia sobie z lękiem. Problem polega na tym, że ten mechanizm działa jak dolewanie oliwy do ognia - im bardziej próbuje Pan znaleźć ostateczną odpowiedź, tym więcej wątpliwości generuje Pana umysł. To błędne koło, w którym lęk podpowiada Panu, że jeśli tylko znajdzie Pan odpowiednią informację, poczuje Pan spokój. Jednak, jak Pan sam zauważył, ten spokój jest bardzo krótkotrwały lub w ogóle nie nadchodzi, bo odpowiedzi w internecie bywają sprzeczne, a Pana psychika zawsze znajduje „wyjątek” od reguły.
To, co nazywa Pan uwięzieniem w „powinnościach”, to bardzo silne przekonania, które narosły wokół Pana tożsamości. Kiedy jako dziecko słyszał Pan oceniające komentarze rówieśników na temat swojej męskości., Pana system poznawczy prawdopodobnie zaklasyfikował te sytuacje jako zagrażające. W rezultacie zaczął Pan monitorować siebie z ekstremalną czujnością, by uniknąć odrzucenia lub potępienia. Ta fuzja Pana myśli z surowymi zasadami religijnymi sprawiła, że naturalne potrzeby, takie jak słuchanie muzyki czy wybór hobby, zaczęły być postrzegane jako dowód na Pana „zepsucie”.
Pyta Pan, jaka ścieżka byłaby najlepsza. Biorąc pod uwagę to, jak bardzo Pana życie jest zdominowane przez analizowanie, sprawdzanie i poczucie winy, bardzo pomocne mogłoby być podejście, które uczy, jak przestać walczyć z tymi myślami i jak stopniowo ograniczać czynności, które mają Pana „uspokoić” (jak to szukanie informacji w sieci). Istnieją nurty terapeutyczne specjalizujące się właśnie w pracy z tak silną potrzebą kontroli i lękiem przed niepewnością. Warto poszukać specjalisty, który ma doświadczenie w pracy z natrętnymi myślami oraz lękiem o charakterze egzystencjalnym czy religijnym. W mojej ocenie terapia poznawczo - behawioralna (CBT) może sprawdzić się tu idealnie.
Czy jest możliwe, żeby poczuł się Pan ze sobą dobrze? Tak, jest to możliwe, choć droga do tego prowadzi raczej przez naukę akceptacji niepewności niż przez znalezienie dowodów na swoją „niewinność”. Zastanawiam się, co by się stało, gdyby spróbował Pan spojrzeć na ten swój niepokój nie jako na głos Boga czy sumienia, ale jako na „alarm” w Pana mózgu, który po prostu jest nadwrażliwy i włącza się bez realnego powodu?
Pozdrawiam serdecznie,
Bożena Nagórska
Dzień dobry
Opisane przez Pana trudności wskazują na głębokie uwięzienie w sztywnych schematach lękowych, które od dzieciństwa blokują Pana naturalną ekspresję i poczucie wolności. Pana stan można określić jako życie w chronicznym napięciu wywołanym przez wewnętrznego "cenzora", który każdą myśl i działanie poddaje surowej ocenie moralnej i społecznej. Doświadczenia związane z rówieśniczą presją na określony model męskości oraz lęk przed potępieniem sprawiły, że Pana autentyczna osobowość została zepchnięta na bok, co jest realnym ciężarem emocjonalnym zasługującym na miano traumy relacyjnej.
Najlepszym kierunkiem byłaby terapia humanistyczno-egzystencjalna lub terapia schematów, które koncentrują się na odbudowie poczucia własnej wartości, akceptacji swojej wrażliwości i odróżnianiu narzuconych lęków od własnych, prawdziwych potrzeb. Jest absolutnie możliwe, aby odzyskał Pan radość z muzyki, filmów i własnych marzeń, ponieważ te zainteresowania nie są "złe" – są częścią Pana unikalnej tożsamości. Proces ten wymaga czasu i pracy z terapeutą, który zamiast oceniać, pomoże Panu bezpiecznie odkryć, kim naprawdę Pan jest poza głosem lęku. Proszę pamiętać, że jest Pan wystarczający i ma Pan prawo do życia w zgodzie ze sobą, bez ciągłego poczucia winy.
Powodzenia
Bożena Nagórska
Karol Boruch-Gruszecki
Dzień dobry,
Na start chciałbym powiedzieć, że Pana problemy nie są wymyślone - są realne i sprawiają Panu dużą ilość cierpienia - ból emocjonalny, ciągły niepokój oraz poczucie uwięzienia.
Widzę, że żyje Pan w ciągłym stresie, spowodowanym nie kończącą się analizą tego, czy to co Pan robi jest dobre lub złe. Ciągłe poczucie wstydu, lęku oraz niepewności jest wyczerpującym i bardzo trudnym doświadczeniem. Bardzo sztywne podejście do moralności i wiary, bez wyrozumiałości dla samego siebie, wydaje się być częścią błędnego koła, które utrzymuje Pana cierpienie. Ponadto myślę, że mógłby Pan skorzystać z bezpiecznego miejsca w którym miałby Pan szansę zastanowić się nad kwestią własnej orientacji seksualnej - bez oceniania i bez drugiej osoby, która stara się Pana nakierować na jedną czy drugą opcję.
To, że inne osoby “mogły mieć ciężej” nie oznacza, że trudne momenty, które przeszedł Pan w dzieciństwie mogły nie wpłynąć na Pana negatywnie. Cierpienie, jest cierpieniem, nie ważne w jakim stopniu.
Myślę, że terapia poznawczo-behawioralna, szczególnie u osoby pracującej z ludźmi głęboko wierzącymi, może być dla Pana dobrym wyborem. Pomimo tego, że mogę być stronniczy ze względu na to, że jest to nurt, w którym aktualnie się szkolę, to chciałbym powiedzieć, że jest to bardzo efektywny sposób w pracy z myślami obsesyjnymi, obniżonym nastrojem, poczuciem niepokoju jak i potencjalną traumą.
Do tego nurt poznawczo-behawioralny jest nastawiony na wczesną diagnozę i pracę z konkretnymi problemami - co mogłoby być dla Pana definitywną odpowiedzią na temat źródła i natury cierpienia, które Pan przeżywa.
Pozdrawiam serdecznie,
Karol Boruch-Gruszecki

Zobacz podobne
Witam. Chciałam zapytać, jak żyć z niepewnością.
Leczę się na nerwicę lękową od dziecka. Pamiętam wiele sytuacji, w których nie wiedziałam, czy coś komuś zrobiłam złego, czy nie. Odwracałam się za ludźmi itp. Mam w głowie milion takich sytuacji, ale zawsze szlam na przód, co daje mi sile wierzyć w to, że wtedy musiałam coś czuć, w takim sensie, że może jednak miałam to poczucie, że nic jednak nie robię złego.
Tak czy siak, ta niepewność jest wykańczająca.
Wyleczyłam się ze strachu lekami, w takim sensie, że teraz się nie boję, idąc ulica i mijając ludzi, że im coś robię, ale za nic nie jestem w stanie przypomnieć sobie, jak było kiedyś.
Dlaczego odpuszczałam, żyłam dalej nie uciekałam przed policja, co w ogóle czułam, kim byłam, czy wtedy to tez była tylko choroba pamiętam np. skutek ze szlam i się balam, ale nie mogę dać teraz gwarancji, że wtedy faktycznie tylko szlam.
W zasadzie na nic nie mogę dać gwarancji, do tego stopnia, że nawet jak by ktoś powiedział, że od dziecka zabiłam wiele ludzi to ja nie czułabym się za to w tym momencie odpowiedziałam, bo ja nie wiem nic, pamiętam 1 % życia. Pomaga mi tylko bezgranicznie ufanie sobie, ale ja nie wiem, tak na prawdę, jak było

