
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, psychoterapia, zaburzenia nastroju
- Jak wyjść z...
Jak wyjść z depresji i czy zmuszanie się do codziennych czynności zwiększy energię?
Piotr Ziomber
Dzień dobry
Zastanawia mnie to pytanie, a raczej słowo "ponoć". Chcesz się przekonać jak to jest? Wierz mi...nie chcesz, gdyż ten stan jest niezwykle wyczerpujący. Energia nie pojawia się samoistnie, ale człowiek w depresji powinien podjąć jak najszybciej leczenie psychiatryczne przyjmując leki mające za zadanie wyrównanie w mózgu poziomu dopaminy i serotoniny oraz powinien poddać się psychoterapii. Depresja to choroba ciała ale i duszy. Osobiście polecam psychoterapię w nurcie poznawczo - behawioralnym.
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Wiktoria Woldan
Dzień dobry 💙
Rozumiem, że może się wydawać, iż ciągłe zmuszanie się do działania będzie bardzo wyczerpujące. W depresji nawet najprostsze czynności potrafią kosztować ogromny wysiłek. Na szczęście u wielu osób nie trwa to wiecznie. Małe kroki pomagają stopniowo odzyskiwać poczucie sprawczości, a z czasem często pojawia się też więcej energii i motywacji. Każda droga do zdrowienia wygląda jednak nieco inaczej, dlatego warto dać sobie czas i, jeśli jest taka potrzeba, skorzystać z pomocy psychologa lub psychiatry. Nie trzeba przez to przechodzić samemu.
Pozdrawiam serdecznie,
Psycholog Wiktoria
Joanna Kaminiak-Orzechowska
Depresja to choroba, z którą ciężko mierzyć się samemu, dlatego warto rozpocząć od konsultacji z psychiatrą lub psychoterapeutą, którzy wprowadzą odpowiednie leczenie, czasem również farmakologiczne, niezbędne do tego, aby poczuć się lepiej.
Porady na temat ubierania się, wstawania i spaceru mają również sens, ponieważ codzienny ruch ma dobry wpływ na nasze zdrowie i gospodarkę hormonalną, która również wpływa na nastrój.
Jednak podstawą do wyleczenia jest sięgnięcie po pomoc.
Serdeczności
Joanna- psychoterapeuta psychodynamiczny
Sylwia Skibińska
Dzień dobry. Na początku leczenia depresji często trzeba działać „pomimo” braku energii. Nie chodzi jednak o zmuszanie się przez całe życie ale o stopniowe odbudowywanie aktywności. Z czasem u wielu osób pojawia się więcej energii i motywacji, dzięki czemu codzienne czynności wymagają coraz mniej wysiłku. Proces ten zwykle przebiega małymi krokami, od podstawowych czynności, przez powrót do zainteresowań, kontaktów z ludźmi czy pracy. Jeśli mimo podejmowanych działań poprawa nie następuje lub objawy są bardzo nasilone, warto skonsultować się z psychiatrą i psychologiem, ponieważ sama aktywizacja nie zawsze jest wystarczająca. Depresja jest chorobą, którą można skutecznie leczyć, choć wymaga to czasu i cierpliwości.
Pozdrawiam,
Sylwia Skibińska
Bożena Nagórska
Pani Beato,
to zupełnie zrozumiałe, że słowo „zmuszanie się” budzi opór, dlatego na początku drogi warto zastąpić je niezwykle łagodnym zapraszaniem siebie do najmniejszych, wręcz mikroskopijnych kroków. W depresji motywacja nie pojawia się sama z siebie przed działaniem, lecz rodzi się powoli dopiero w trakcie lub po wykonaniu drobnego gestu, takiego jak wypicie szklanki wody czy uchylenie okna. Każde, nawet najmniejsze zaopiekowanie się sobą w kryzysie jest ogromnym sukcesem i dowodem siły, a nie powodem do wywierania na sobie dodatkowej presji.
Pozdrawiam serdecznie.
Bożena Nagórska
Jagoda Jek
Na początku wychodzenia z depresji rzeczywiście często wygląda to tak, że trzeba wykonywać podstawowe czynności „na siłę” — nie dlatego, że to magicznie od razu przywróci energię, ale dlatego, że depresja często zabiera napęd i sprawia, że człowiek wpada w błędne koło: mniej robię → czuję się gorzej → mam jeszcze mniej siły.
Ważne jest jednak, że celem nie jest całe życie funkcjonować wyłącznie na przymusie. Z czasem, przy odpowiednim leczeniu i stopniowym wracaniu do aktywności, zwykle zaczynają pojawiać się małe oznaki poprawy: łatwiej wstać, coś zaczyna sprawiać przyjemność, pojawia się więcej spontanicznej motywacji. To nie dzieje się zawsze nagle — częściej jest to powolny proces.
Warto też pamiętać, że w depresji nie chodzi o to, żeby nagle „wziąć się w garść” i robić wszystko jak dawniej. Zbyt duże wymagania wobec siebie mogą tylko zwiększać poczucie porażki. Na początku często wystarczą bardzo małe kroki: prysznic, ubranie się, wyjście na kilka minut na zewnątrz, przygotowanie posiłku, kontakt z drugą osobą.
Później ważne jest nie tylko działanie mimo braku chęci, ale też praca nad tym, co podtrzymuje depresję — np. sposobem myślenia, trudnymi emocjami, relacjami czy przyczynami, które doprowadziły do pogorszenia samopoczucia. Dlatego psychoterapia i/lub leczenie psychiatryczne mogą być ważnym elementem powrotu do równowagi.
Nie każdy dzień będzie wyglądał tak samo. Nawet po poprawie mogą zdarzać się dni, kiedy trzeba będzie bardziej się „uruchomić”, ale to różni się od życia w ciągłej walce ze sobą.
~ Jagoda Jek, psycholożka i seksuolożka
Justyna Czerniawska (Karkus)
Dzień dobry,
samo „zmuszanie się” do wstawania z łóżka czy wykonywania różnych czynności nie sprawi, że depresja zniknie.
W terapii Poznawczo-Behawioralnej takie działania mogą być jednak częścią procesu aktywizacji behawioralnej.
Aktywizacja behawioralna nie polega na przypadkowym zmuszaniu się do aktywności, lecz na stopniowym, zaplanowanym podejmowaniu działań, które są ważne, potrzebne lub mogą dostarczać poczucia przyjemności oraz satysfakcji. Jej celem jest przerwanie błędnego koła bierności i obniżonego nastroju.
Bardzo ważne jest, aby najpierw jednak zrozumieć, jak ten mechanizm działa oraz dostosować aktywności do aktualnych możliwości osoby doświadczającej depresji. Nie chodzi o to, by robić dużo, lecz by zaczynać od małych i realistycznych kroków, które mają sens.
Aktywizacja behawioralna jest jednym z możliwych elementów pracy terapeutycznej. W zależności od potrzeb może być uzupełniana (a nawet powinna) między innymi o pracę z myślami, przekonaniami, czy snem.
Pozdrawiam serdecznie,
Justyna Czerniawska (Karkus) - psycholog, psychoterapeuta CBT
Agnieszka Włoszycka
Dzień dobry,
Pani Beato, myślę, że warto odczarować samo słowo „zmuszać się”, gdyż zdrowienie z depresji nie powinno polegać na tym, że przez resztę życia będzie Pani codziennie walczyć ze sobą, żeby wstać z łóżka.
Na początku często trzeba zrobić coś zanim pojawi się ochota, ale z czasem, jeśli leczenie działa, aktywność zaczyna kosztować mniej, a energia i spontaniczna chęć działania stopniowo wracają. To bardziej przypomina wychodzenie z bardzo głębokiego dołka niż ciągnięcie siebie pod górę przez całe życie.I jeszcze jedno: nie każdy spacer, prysznic czy wyjście z domu musi być „zadaniem terapeutycznym”. Celem jest przecież odzyskanie życia, a nie stworzenie sobie kolejnej listy obowiązków. Może więc zamiast pytać: „Jak długo będę musiała się zmuszać?”, warto zapytać: „Co mogłoby sprawić, że życie będzie mi choć odrobinę mniej ciężko?”
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka

Zobacz podobne
TW: myśli samobójcze
Witam, mam na imię Telimena i mam 30 lat. Jestem bardzo nieszczęśliwą i samotną osobą.
Moja mama wychowywała mnie samotnie. Gdy byłam dzieckiem, mój tata się mną nie interesował.
Jako dziecko byłam odrzucana i zaniedbana. Moja rodzina się mną nie interesowała, moja mama wychowywała mnie samotnie.
W szkole byłam bita i nikt nie chciał się ze mną przyjaźnić.
W szkole podstawowej byłam bardzo zamknięta w sobie. Nauczyciele się mną nie interesowali, dzieci mnie biły i odrzucały. W szkole nie miałam żadnych przyjaciół.
Jako dziecko czy nastolatka nigdy nie miałam przyjaciół. Nie wiem, co to znaczy mieć prawdziwą przyjaciółkę.
Zawsze marzyłam, by iść na huśtawkę z koleżanką. Zawsze marzyłam, by iść na urodziny do koleżanki.
Jako dziecko zawsze byłam sama i nikt się ze mną nie bawił. Byłam odrzucana przez rówieśników.
Lata mijały, przestałam chodzić do szkoły. Zaczęłam uczyć się w domu, ponieważ nie mogłam wytrzymać w szkole. Zachorowałam na depresję i izolowałam się od ludzi.
Z jednej strony chciałam mieć przyjaciół, ale z drugiej strony — gdy poznawałam ludzi — cierpiałam.
Ludzie nigdy nie chcieli mnie poznać, choć bardzo pragnęłam przyjaźni. Nigdy jej nie doświadczyłam.
Gdy już dorosłam, poznałam pewną znajomą. Dużo w życiu jej pomogłam. Ta osoba bardzo mnie skrzywdziła — znęcała się nade mną psychicznie przez 15 miesięcy.
Zgłosiłam sprawę do Prokuratury Rejonowej oraz na policję. Pomimo dużych dowodów i zeznań świadków, Prokuratura Rejonowa nic mi nie pomogła.
Prokurator wydał na mnie nakaz przeszukania i nasłał na mnie policję. Prokurator nie uwierzył mi jako pokrzywdzonej przestępstwem, tylko sprawcy.
Przez 15 miesięcy żyję w strachu. Cierpię na depresję, ponieważ ta osoba mnie niszczyła i psychicznie się nade mną znęcała.
Pomimo moich cierpień, prokurator zamiast mi pomóc — wystawił nakaz. 18 lutego 2025 r. przyszła do mnie policja i zaczęła mnie szarpać za ręce.
Zabrali mi telefon, laptop. Policja szarpała mnie za ręce i krzyczała na mnie. Płakałam, prosiłam, by mi nie zabierali rzeczy — zabrali, a potem straciłam przytomność.
Dostałam arytmii serca i ataku padaczkowego.
Policja przez 2 miesiące trzymała moje rzeczy — jako osobie pokrzywdzonej. A sprawcą w ogóle się nie zajęli.
Czuję wielką niesprawiedliwość. Nikt mi nie chce pomóc.
Myślałam już, żeby napisać do Rzecznika Praw Obywatelskich.
Jestem załamana. Nie wiem, co mam robić.
W 2014 r. moja mama miała ciężką operację — jej życie było zagrożone. Nikt mi nie pomagał, musiałam radzić sobie sama. Dobrze, że moja mama wyzdrowiała. Moja rodzina mnie nie kocha. Moje kuzynki nie przyznają się do mnie, wstydzą się mnie, bo jestem biedna.
Czuję niesprawiedliwość i wielki ból.
Codziennie płaczę i mam myśli samobójcze. Boli mnie serce, że nikt nie chce mi pomóc. Ludzie mnie krzywdzą, a policja nie chce mi pomóc. Nie chce mi się już żyć. Moje życie to jedno wielkie cierpienie. W dodatku wpadłam w długi. Nie mam pracy, przyjaciół. Jestem samotna. Szukam pracy, ale nie mogę znaleźć. Nie mam środków do życia. Moja mama mnie utrzymuje.
Czuję się niepotrzebna. Nie daję sobie rady w życiu.
Mam depresję i nerwicę lękową. Nie umiem sobie poradzić sama.
Nie mam wsparcia. Szybko się załamuję. Mam bardzo słabą psychikę i jestem wrażliwa. Wolę zwierzęta niż ludzi. Przestałam ufać ludziom, ponieważ zostałam wiele razy skrzywdzona.
Czuję od ludzi niechęć, obojętność i znieczulicę.
Mam dobrą intuicję. Nie chcę już cierpieć.
Co mam zrobić? Proszę o pomoc. Jestem w rozpaczy.
Witam. Nie wiem, jak zacząć, nie wiem, po co to pisze, ale muszę komuś obcemu się wyżalić. Jestem tak psychicznie zmęczenia tym życiem tą wegetacją, samotnością. Nie mam przyjaciół, chłopaka, nigdy nie będę mieć dzieci. Mieszkam w domu, w którym nie ma rodzinnej atmosfery. Czuję się taka samotna.
Nie wiem, ile dam rady nieść jeszcze ten krzyż. Czuję, że dzieje się ze mną coraz gorzej. Nie potrafię się podnieść z tej rozpaczy, coraz trudniej jest mi udawać przed bliskimi, że wszystko jest ok. Zdarzają się mi sytuacje, że sprawiam sobie ból fizyczny, żeby na chwilę zapomnieć. Chciałabym móc w końcu szczęśliwa, wyjść z tego doła, ale nie potrafię. Nie wierzę, że spotka mnie coś dobrego, że zmieni się moje życie. Coraz bardziej ogarnia mnie strach i rozpacz. Proszę, powiedzcie, że kiedyś będzie lepiej. Dziękuję.

