Na początku wychodzenia z depresji rzeczywiście często wygląda to tak, że trzeba wykonywać podstawowe czynności „na siłę” — nie dlatego, że to magicznie od razu przywróci energię, ale dlatego, że depresja często zabiera napęd i sprawia, że człowiek wpada w błędne koło: mniej robię → czuję się gorzej → mam jeszcze mniej siły.
Ważne jest jednak, że celem nie jest całe życie funkcjonować wyłącznie na przymusie. Z czasem, przy odpowiednim leczeniu i stopniowym wracaniu do aktywności, zwykle zaczynają pojawiać się małe oznaki poprawy: łatwiej wstać, coś zaczyna sprawiać przyjemność, pojawia się więcej spontanicznej motywacji. To nie dzieje się zawsze nagle — częściej jest to powolny proces.
Warto też pamiętać, że w depresji nie chodzi o to, żeby nagle „wziąć się w garść” i robić wszystko jak dawniej. Zbyt duże wymagania wobec siebie mogą tylko zwiększać poczucie porażki. Na początku często wystarczą bardzo małe kroki: prysznic, ubranie się, wyjście na kilka minut na zewnątrz, przygotowanie posiłku, kontakt z drugą osobą.
Później ważne jest nie tylko działanie mimo braku chęci, ale też praca nad tym, co podtrzymuje depresję — np. sposobem myślenia, trudnymi emocjami, relacjami czy przyczynami, które doprowadziły do pogorszenia samopoczucia. Dlatego psychoterapia i/lub leczenie psychiatryczne mogą być ważnym elementem powrotu do równowagi.
Nie każdy dzień będzie wyglądał tak samo. Nawet po poprawie mogą zdarzać się dni, kiedy trzeba będzie bardziej się „uruchomić”, ale to różni się od życia w ciągłej walce ze sobą.
~ Jagoda Jek, psycholożka i seksuolożka