Witam,
Dziękujemy za wiadomość. Tak...to bardzo bolesne, kiedy człowiek zaczyna patrzeć na siebie wyłącznie przez pryzmat porażek i porównań. Słychać w tym dużo wstydu, zniechęcenia i przekonanie, że „już jest za późno” ale to są wnioski, które powstały z emocji i doświadczeń a nie obiektywny wyrok na całe życie. Taka jest moja perspektywa.
Najpierw jedna ważna rzecz: 23 lata to nie moment na podsumowanie życia, to etap, w którym wiele osób dopiero szuka kierunku, zmienia pracę, próbuje, rezygnuje i zaczyna od nowa i to, że coś nie wyszło (jak prawo jazdy), nie definiuje wartości jako mężczyzny ani człowieka, to jedno konkretne doświadczenie, nie tożsamość.
Myślę, że to, co może bardzo ciążyć, to sposób mówienia do siebie: „jestem nikim”, „przegrywem”. Umysł potrafi zbudować bardzo surową narrację, zwłaszcza po kilku trudnych doświadczeniach. Problem w tym, że kiedy zaczyna się w nią wierzyć, odbiera ona energię do jakiejkolwiek zmiany i zamyka w miejscu. W rzeczywistości:
masz stałą pracę (to jest forma stabilności, nie „zero”), podjąłeś leczenie ortodontyczne (czyli jednak inwestujesz w siebie),próbowałeś zdawać egzamin wielokrotnie (to pokazuje wytrwałość, nawet jeśli efekt nie przyszedł).
Dla mnie to nie jest obraz „nikogo”, tylko osoby, która utknęła i straciła wiarę ale nadal funkcjonuje.
Jeśli chodzi o relacje czyli unikanie kobiet z powodu wstydu i jednego doświadczenia odrzucenia jest zrozumiałe ale bardzo wzmacnia samotność i przekonanie, że „tak już będzie zawsze”. Prawda jest mniej czarno-biała: ludzie są różni, a relacje nie opierają się wyłącznie na statusie czy „osiągnięciach”. Zamiast próbować „zaakceptować bycie przegrywem”, warto zrobić mały zwrot np: co jest jedną, najmniejszą rzeczą, którą możesz zmienić w najbliższym czasie? Nie całe życie naraz tylko jeden krok (np. zmiana zakresu obowiązków w pracy, kurs, powrót do prawa jazdy w innym trybie, kontakt z kimś).
Problemem nie jest to, kim jesteś „na zawsze”, tylko to, że teraz jesteś w miejscu bez kierunku i nadziei, a to jest stan, który można zmieniać, krok po kroku. Pamiętaj: wstyd związany z byciem prawiczkiem czy brakiem relacji jest bardzo społecznie nakręcony, dla wielu osób to wcale nie jest „dyskwalifikacja”, tylko coś, co po prostu jest częścią historii.
Nie trzeba zgadzać się na życie w roli, która tak bardzo boli...od tego właśnie zaczyna się zmiana, od zakwestionowania tego jednego zdania: „taki już jestem na zawsze” - bo nie jesteś.
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka