Jak zapomnieć o byłej partnerce i odnaleźć spokój po zakończonym związku?
Dzień dobry. Chciałem się poradzić odnośnie do związku, który zakończył się już ponad rok temu. Mój problem jest taki, że ponad rok temu zakończyłem swój związek z kobietą, z którą przeżyłem 7 lat (ja zostawiłem ją). Po zakończeniu związku szybko zrozumiałem, że jednak ją kocham i jest to miłość mojego życia, lecz niestety ona w tym czasie zaczęła spotykać się z kimś innym (kolegą z pracy). Przez cały rok próbowałem ją odzyskać, lecz nieskutecznie, ona niejednokrotnie zwodziła mnie, dając mi nadzieje na odbudowanie tego związku, lecz tak się nie stało, aż w końcu przyszedł czas, w którym dowiedziałem się, że ona spotyka się ciągle z kolegą z pracy, a wtedy załamało mnie to bardzo i postanowiłem raz na zawsze zakończyć nasz kontakt. Po tych wszystkich wydarzeniach starałem się na nowo odnaleźć siebie, lecz myśl o byłej partnerce była ze mną każdego dnia i o każdej porze. Pracujemy razem, przez co widywałem ją ciągle w pracy i to w dodatku z jej nowym partnerem. Po roku czasu odezwała się do mnie ze skrucha, ze przeprasza i że nadal ma do mnie jakieś uczucia, postanowiłem, że zapomnę o wszystkim, co się działo i będę próbował z nią stworzyć związek na nowo, ponieważ bardzo mocno ją kocham. Po jakimś czasie dowiedziałem się, że ona poszła do łóżka z tym facetem, z którym się spotykała, starałem się o tym nie myśleć, lecz myślałem bardziej o odbudowaniu naszej relacji. Po tym, co się dowiedziałem, postanowiłem przyznać się jej, że też poszedłem z kimś do łóżka, gdy nie byliśmy razem, lecz ona już nie chciała nic więcej słuchać, po prostu napisała mi, ze mnie nienawidzi, że zmarnowałem jej życie itp. Ogólnie nasz związek nie był też idealny, dużo zawiniłem swoją niedojrzałością i brakiem starań. Dopiero po stracie jej zrozumiałem, że powinienem się zmienić i byłem gotów zrobić to dla niej, ze względu na to, że ją bardzo kocham. Teraz niestety jest już za późno na wszystko, lecz niestety ja ją nadal bardzo mocno kocham i pytanie moje jest takie „W jaki sposób mogę jej pomóc, żeby zapomniała o nas i o uczuciu do mnie? „Co mam zrobić, żebym sam zapomniał i dał jej wolność?”
KAP

Kacper Urbanek
Dzień dobry
Po pierwsze bardzo Ci współczuję Twoja sytuacja jest złożona jednej strony kochasz swojego partnera i chcesz odbudować Waszą relację, z drugiej masz w sobie ogromny ciężar emocjonalny związany z jego relacją z inną kobietą. To, co teraz czujesz niepewność, lęk, chęć dopytywania o szczegóły jest zupełnie naturalne. Chcesz zaufać, ale umysł wciąż analizuje i podsuwa pytania, które nie dają Ci spokoju. Najważniejsze w tym momencie jest to, abyś dała sobie prawo do tych emocji. Nie musisz od razu „przełknąć” tej sytuacji i udawać, że wszystko jest w porządku. Potrzebujesz czasu, by poukładać to w sobie i sprawdzić, czy jesteś w stanie zbudować z nim nową jakość związku, czy ta rana będzie Cię zbyt mocno obciążać. Spróbuj odpowiedzieć sobie na kilka pytań: Czy gdybyś nigdy nie dowiedziała się o tej dziewczynie, byłabyś gotowa na odbudowę relacji? Czy bardziej boli Cię myśl o tej relacji, czy fakt, że partner w tym czasie szukał wsparcia u kogoś innego? Czy masz pewność, że Twój partner rozumie, jak bardzo Cię to zraniło? Czy zrobił coś, by odbudować Twoje poczucie bezpieczeństwa? Czy jesteś też gotowa nauczyć się odpuszczać kontrolę nad przeszłością, by skupić się na przyszłości? To, że cały czas chcesz go wypytywać o szczegóły, jest naturalnym mechanizmem próbujesz znaleźć w tym sens, zrozumieć, dlaczego tak się stało. Ale im więcej szczegółów poznasz, tym więcej możesz mieć pytań i wątpliwości. Możesz powiedzieć partnerowi wprost np. „Nie chcę żyć w przeszłości, ale wciąż boli mnie to, co się wydarzyło. Potrzebuję Twojej cierpliwości i otwartości, żeby móc znów Ci zaufać.” To postawi przed nim jasne oczekiwanie, nie chodzi o niekończące się wyjaśnienia, ale o jego postawę wobec Ciebie. Związek po kryzysie można odbudować, ale tylko jeśli obie strony będą gotowe na pracę. Możesz spróbować terapii par nie jako „ostatniej deski ratunku”, ale jako przestrzeni do lepszego zrozumienia siebie nawzajem. Jeśli zdecydujesz się na dalszą relację, postaraj się skupić na przyszłości, a nie rozdrapywaniu przeszłości, bo jeśli zdecydujesz się mu wybaczyć, to kluczowe jest, by robić to w pełni świadomie, a nie tylko na poziomie słów. Najważniejsze jest to, byś nie bagatelizowała swoich uczuć. Masz prawo do bólu i wątpliwości, ale masz też prawo do szczęścia, niezależnie od tego, czy będzie to z nim, czy bez niego. Jeśli wybierzesz odbudowę, upewnij się, że to relacja, w której i Ty czujesz się ważna, a nie tylko taka, którą trzeba ratowa.
Z pozdrowieniami
Kacper Urbanek
Psycholog, diagnosta

Tomasz Gromadka
Dzień dobry Panu,
opisał Pan burzliwą historię miłosną, która kosztowała Was oboje mnóstwo energii. Na pewno nie jest za późno na Pana, na zajęcie się sobą, poznanie siebie lepiej. Na psychoterapii mógłby Pan przyjrzeć się, jak wchodzi Pan w relacje, co Pan odczuwa na początku, co w trakcie, co na końcu takiego związku. Mógłby Pan dotrzeć do wiedzy o sobie: jaki ma Pan styl przywiązania, jakie przekonania wpływają na Pana widzenie związku, kobiet i generalnie relacji międzyludzkich. Nie radzę na pewno dążyć do zapomnienia, wręcz odwrotnie: do poznania, co tak naprawdę działo się w Panu w tej relacji. Tylko poprzez poznanie i przeżycie dowie się Pan o sobie. Zapomnienie za to, sprawi, że nierozwiązane sprawy w Panu będę powracały, bo niestety nie da się zapomnieć: ciało, umysł, podświadomość pamiętają za nas.
Pozdrawia serdecznie
Tomasz Gromadka

Urszula Małek
To, przez co przechodzisz, jest bardzo trudne, ale pokazuje, jak mocno trwasz w przeszłości i uczuciu, które -mimo prób -nie udało się odbudować. Chcesz jej pomóc zapomnieć, ale to nie jest Twoja rola. Ona już podjęła decyzję i to, co możesz zrobić, to zaakceptować jej wybór oraz skupić się na sobie.
Nie da się "wymusić" zapomnienia ani dla niej, ani dla siebie, ale można pozwolić sobie na stopniowe odpuszczenie. Nie warto się obwiniać, dobrze jest wyciągnąć wnioski na przyszłość i skierować uwagę na swoje życie, pasje, ludzi, którzy Cię otaczają. Jeśli to wszystko wydaje się zbyt trudne, warto pomyśleć o rozmowie z terapeutą, który pomoże Ci przejść przez ten etap. Ufam, że z czasem poczujesz ulgę.
Powodzenia, życzę wszystkiego dobrego.
Urszula Małek

Żaneta Kędzierska
Rozumiem, że sytuacja, w której się Pan znalazł, jest dla Pana bardzo trudna i pełna emocji. Rozstanie po tylu latach i świadomość własnych błędów mogą wywoływać poczucie straty, żalu, a także chęć naprawienia tego, co wydaje się nieodwracalne. Jednak to, co teraz najważniejsze, to danie sobie czasu i przestrzeni na przepracowanie tego doświadczenia. Przede wszystkim warto skupić się na sobie – na własnym rozwoju, swoich emocjach i potrzebach. Pozwolić sobie na przeżywanie tej straty, ale jednocześnie stopniowo budować nowe fundamenty swojego życia, które nie będą już oparte wyłącznie na tej relacji. Proszę pamiętać, że prawdziwe zapomnienie nie polega na wypieraniu uczuć, ale na ich przepracowaniu i zaakceptowaniu przeszłości. Jeśli chodzi o byłą partnerkę – najlepsze, co może Pan dla niej zrobić, to pozwolić jej iść własną drogą. Ostatecznie to ona sama musi przepracować swoje uczucia i podjąć decyzję, jak chce kształtować swoje życie. Pana zadaniem nie jest ułatwianie jej tego procesu czy próba sterowania jej emocjami – wystarczy, że Pan skupi się na sobie, a czas i dystans zrobią swoje. To naturalne, że teraz trudno wyobrazić sobie przyszłość bez tej relacji, ale proszę pamiętać, że życie toczy się dalej, a ból z czasem słabnie. Kluczowe jest, by nie zamykać się na siebie i na świat, ale krok po kroku odnajdywać nowe wartości i cele.

Barbara Ostrowska
Pragnę zacząć od tego, że wieloletnią relację kończymy inaczej niż 6-miesięczną znajomość – mamy wspólną historię, być może jakieś plany i naturalnie w momencie rozstania mamy więcej wspólnych spraw, które należy podomykać. Z Pana opisu mogę wywnioskować, że pierwotne rozstanie mogło być bardziej impulsem niż świadomą i dobrze przemyślaną decyzją. Tak czasami po prostu się zdarza, niestety każde rozstanie ma swoje konsekwencje, pomimo emocji, które nie wygasają z dnia na dzień. Z Pana wiadomości wybrzmiewa kilka czynników mogących mieć wpływ na taki przebieg sytuacji, zarówno po Pana stronie, jak i po stronie byłej partnerki.
Z Pana strony - zakończył Pan związek, zapewne z jakiś istotnych powodów, ale dopiero po czasie uświadomił sobie, jak ważna była ta relacja. Przez dłuższy czas próbował Pan ją odzyskać, mimo braku zaangażowania partnerki, a wręcz wejścia przez nią w kolejną relację z kolegą z waszej wspólnej pracy. Pojawia się pytanie, co w tym wszystkim dominowało?
Czy emocje związane z utratą i silne przywiązanie do tego, co było, czy realna refleksja nad wspólnymi wartościami, celami i przyszłością, czy może idealizowanie przeszłości?
Odpowiedź na każde z tych pytań może rodzić inne emocje, w tym lęk i smutek, które często identyfikujemy jako miłość. W trakcie starań przyznał się Pan do swojej niedojrzałości i braku starań w trakcie związku, co jest odważnym krokiem i punktem wyjścia dla zmian ale też co mogło wpłynąć na jego rozpad. Starał się Pan zerwać kontakt, jednak nie został on zerwany – pracowaliście razem – nie było miejsca na domknięcie relacji.
Po stronie byłej partnerki – jako osoba „zostawiona” z dnia na dzień nie odcięła się od emocji związanej z Wami. Mimo angażu w nowy związek dawała Panu sprzeczne sygnały – raz sugerując możliwość odbudowy związku, raz budując dystans, co wskazuje na brak obojętności. Kiedy już zdecydowała się wrócić i dać Wam kolejną szansę (gdy Pan już się oddalał) to pomimo własnych zachowań gwałtownie zareagowała na informację o Pana wcześniejszym kontakcie z inną osobą.
Co może wskazywać, że jej emocje również mogły być nieuporządkowane, a decyzje podejmowane impulsywnie.
Reasumując, po obu stronach jest dużo emocji, wszystkie wymagają zaopiekowania się, ale przede wszystkim dystansu i ochłonięcia.
Jak zatem może Pan sobie z tym poradzić?
1. Zakończyć definitywnie kontakt – to trudne, ale konieczne, aby móc ruszyć naprzód i uwolnić się od emocjonalnego chaosu.
2. Nie starać się „pomóc jej zapomnieć” – cokolwiek Pan zrobi, nie ma Pan 100% wpływu na dobrostan drugiej osoby, jest wiele czynników, które są poza kontrolą. Każdy z Was ma swój własny proces rozstania i żałoby oraz radzenia sobie z przeszłością do przepracowania.
3. Zamiast skupiać się na stracie, skupić się na sobie – to dobry moment, by zastanowić się, czego ta sytuacja Pana nauczyła i co można zrobić, by w przyszłych relacjach nie popełniać tych samych błędów.
4. Dopuścić do siebie żałobę po tej relacji – smutek, lęk, złości i inne emocje, które pojawiają się razem z myślami o tej relacji. Strata wymaga przepracowania emocji, zamiast ich tłumienia.
5. Nie idealizować przeszłości – to naturalne, że po rozstaniu nasz umysł bardziej widzi dobre momenty, tak po prostu działa nasza pamięć w relacjach. Warto spojrzeć byłą relację obiektywnie, dostrzegając jej trudne aspekty i pamiętając, dlaczego zakończyła się w pierwszej kolejności?
Tam jakaś Pana istotna potrzeba nie była zaspakajana, czegoś Panu brakowało? Warto się temu przyjrzeć na przyszłość.
6. Zadbać o siebie – skupić się na własnym rozwoju, aktywności fizycznej, skupić się na relacjach z innymi ludźmi i zdrowych nawykach.
7. Świadome kierowanie uwagą – unikanie zamartwiania się i wracania do przeszłości i zamiast tego skupienie się na przyszłości - wprowadzić techniki oddechowe i medytacyjne.
8. Dać sobie czas - nie ma jednej konkretnej liczby ile to, ponieważ proces ten zależy od wielu czynników (np. długości związku, zaangażowania emocjonalnego, strategii radzenia sobie ze stresem). Pierwsze 3–6 tygodni – to czas największego "głodu" emocjonalnego, kiedy mózg najbardziej tęskni i domaga się kontaktu z drugą osobą. Około 3 miesięcy – zachodzi pierwsza stabilizacja neurochemiczna, jeśli skutecznie ograniczymy kontakt i nie będziemy się poddawać impulsom powrotu. 6–12 miesięcy – dla większości osób to okres, w którym zmniejsza się intensywność wspomnień, a emocje się stabilizują. Powyżej 12 miesięcy – pełne "przeprogramowanie" mózgu, może trwać dłużej w przypadku głębokich więzi, trudnych relacji (np. toksycznych) lub kiedy rozstanie nie zostało w pełni przepracowane.
Jeśli czuje Pan, że trudno samodzielnie poradzić sobie z tymi emocjami, warto rozważyć wsparcie psychoterapeuty.
Pozdrawiam
Barbara Ostrowska

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Dobierz psychologaZobacz podobne
Chciałbym opisać w skrócie swoją historię, bo już nie wiem, co mam zrobić. Jestem osobą uzależniona od hazardu i alkoholu, od dwóch lat borykam się z uzależnieniem w stopniu zaawansowanym. Rok temu odbyłem terapię zamkniętą, potem była kontynuowana indywidualna. Niestety od poprzedniego roku miałem już kilka wpadek, gdzie wpadałem w ciągi hazardowe i alkoholowe i zawsze to kończyło się drastycznie dla mnie i mojej rodziny. Mam żonę i córkę 2-letnia, Niestety po ostatnim moim potknięciu żona ostatecznie kazała mi l się wyprowadzić. Mieszkam obecnie u rodziców, czuje się na co dzień tragicznie mimo brania od kilku dni leki od psychiatry. Czuję, że moje życie się w jakimś stopniu zakończyło, nie wyobrażam sobie życia bez mojej żony, którą kocham strasznie mocno, ale uzależnienie kompletnie zniszczyło mi głowę. Tak naprawdę po tylu szansach, jakie otrzymywałem od rodziny i żony widzę swoją przyszłość tylko w czarnych barwach, bo ileż można takich sytuacji.
Obecnie też pracuje, mam długi, które też niszczą mnie psychicznie. Tak naprawdę nie wiem co dalej, widzę jak inni męczą się, z mojego powodu, widzę ich smutek i tym bardziej się dobijam, że kolejny raz mi nie wyszło. Tak naprawdę nie mam woli życia już w sobie, trzyma mnie przy życiu córka... proszę o odpowiedź, co w mojej sytuacji powinienem w ogóle dalej robić, że sobą oprócz walki z uzależnieniem, bo to wiem i mam zalecenia, ale czuje ze wszystko już stracone, co dla mnie było najważniejsze, czyli bliskość żony, córki. Moja żona już widzę po niej, jest kompletnie obojętna, choć minęło kilka dni dopiero, uświadamia mnie ze, to koniec definitywny...jak mam dalej żyć i funkcjonować, bo nie widzę i nie czuje żadnej szansy dla siebie, żeby odzyskać spokojne życie, nie wyobrażam sobie życia bez mojej żony... z mojej perspektywy jestem już całkowicie skończony po tych kilku razach, kiedy mi nie wychodziło, ale tyle miałem szans na staniecie na nogi...nie daje rady już funkcjonować normalnie. Błagam o pomoc.
Mój mąż chodzi od jakiegoś czasu na siłownię.
Podziwia ćwiczące tam kobiety i pisze potem do kolegi w dość wulgarnych słowach, na którą ma ochotę i często robi im też zdjęcia. Czuję się z tym nie najlepiej, mimo, że sama jestem dość wysportowana i atrakcyjna. Co robić, nie mogę powiedzieć, że zajrzałam mu do telefonu, a boję się zdrady.
Zauważyłam, że mój mąż ma w kontaktach numer telefonu do byłej kochanki, ma ją też w obserwowanych na TikToku (tylko ją, nie ma nawet kolegów ani mnie). Wiem, że ma ona męża i małe dziecko i nie wiem, co o tym sądzić.
Jestem w rozsypce i mój świat się zawalił. Jestem po ślubie 8 lat i miesiąc temu dowiedziałam się, że mój mąż mnie zdradza. Zdradzał mnie od pół roku z koleżanką z pracy, która sama ma rodzinę i dzieci. Gdy dałam mężowi ultimatum, z dnia na dzień zostawił ją i zaczął się starać o nasze małżeństwo.
Widzę, że się zmienił, chce pójść ze mną na terapię i zachowuje się całkiem inaczej. Ale ból, który mam w sobie, mnie przerasta i boli mnie to, że przez pół roku prowadził dwa życia.
Kłamał mnie, a ja nawet się nie zorientowałam. Cały czas zadaję sobie pytanie, czemu mi to zrobił i czemu to tyle trwało? Dlaczego? Widzę, że się stara, ale nie wierzę mu, gdy mówi, że już nigdy tego nie zrobi, że był to błąd, że kocha mnie.
Tłumaczy się, że nie wie, dlaczego tak zrobił, że miał mętlik w głowie, że nie myślał, że tak bardzo mnie zrani. Nie wiem, co mam myśleć, bo to nie było jednorazowe spanie z kimś. Proszę, o odpowiedź, co ja mam zrobić? Zostać z nim i dać szansę? Czy romans, który trwa pół roku, jest za długi i powinnam go zostawić?
Dzień dobry, Zostałam porzucona z dnia na dzień, przez whatsapp po ponad rocznym związku. Próbowałam przeprowadzić rozmowę choćby przez telefon, ale były partner nie odebrał. Otrzymałam tylko zdawkowe wyjaśnienia, że nie jest w stanie „rozwijać tej znajomości”, że byłam dla niego najlepsza osoba, że mnie przeprasza i chce być sam. Wydarzyło się to w trakcie jego wyjazdu służbowego. Od kilku dni ograniczył ze mną kontakt i zachowywał się oschle. Mam wrażenie, że te ostatnie wiadomości, które do mnie wysłał, miał przygotowane wcześniej. Czułam, jakby wysyłał mi jakiś schemat opracowany wcześniej. Pomimo moich prób wyjaśnienia mi co się stało, w ogóle nie zareagował. Mieliśmy razem zamieszkać, zostawił u mnie też sporo swoich rzeczy. Cała sytuacja miała miejsce po ok. miesiącu od przegranej sprawie sądowej w związku z opieką nad dziećmi. Chodziło o możliwość opieki w innym mieszkaniu (w tym samym mieście). Sąd nie przychylił się do wniosku. Były partner twierdził, że sytuacja spowodowała u niego kryzys psychiczny. Od pewnego czasu chodził na psychoterapię, która jednak w jego opinii nie przynosiła odpowiednich skutków. Starałam się go wspierać, dać mu przestrzeń, podkreślałam, że wspólnie poradzimy sobie z sytuacją. Wcześniej rozmawialiśmy również o takiej sytuacji, co zrobimy, jeśli sprawa nie zostanie wygrana. Choć on nie przyjmował takiej możliwości (z zawodu jest prawnikiem i sam prowadził dużo spraw rozwodowych) Ze względu na trudne i nieuregulowane kontakty z byłą żoną, często miał z tego tytułu problemy, Które odbijały się na naszej relacji. Często stawiał siebie w roli ofiary, powtarzał, że nie potrafi nic z tym zrobić. Jednocześnie jednak utwierdzał mnie w przekonaniu, że mnie kocha i wie, że zmiana jest mu niezbędna. Od pewnego momentu miałam wrażenie, że skupia się głównie na sobie, na swoich uczuciach. Jednak uważałam, że przechodzi kryzys i należy go wspierać. Mam poczucie, że dopóki mógł mi dawać obietnice do spełnienia, które można odsunąć w czasie, to relacja trwała. Gdy przyszedł czas na konkretne działania, po prostu zniknął. Zapadł się pod ziemie. Od ponad dwóch tygodni nie dał znaku życia. Niestety w trakcie moich spotkań z psychologiem został poruszony temat ukrytego narcyzmu u partnera. Wnioski zostały wysnute na podstawie informacji: o jego braku decyzyjności, stawianiu się w roli ofiary, skupieniu na swoich emocjach i odnoszeniu się do nich, wyolbrzymianiu najmniejszych problemów związanych z sytuacjami konfliktowymi, momentami bombardowania miłością, by za chwilę zamknąć się w sobie i znowu skupiać na tym, czego nie może zrobić i wpadać w stany depresyjne i lękowe. Wciąż nie wiem, jaki był ostateczny powód jego decyzji, potraktował mnie bardzo ozięble i czułam, jakbym nie rozmawiała z osobą, którą znałam wcześniej. Psycholog zwróciła mi uwagę na niedotrzymane przez niego wcześniej obietnice, na mówienie o zmianach, ale nie działanie. Na utrzymywanie mnie w pobocznej roli przez okres trwania związku. Wciąż zastanawiam się, czy miałam do czynienia z ukrytym narcyzem.
Dzień dobry. Chciałem się poradzić odnośnie do związku, który zakończył się już ponad rok temu. Mój problem jest taki, że ponad rok temu zakończyłem swój związek z kobietą, z którą przeżyłem 7 lat (ja zostawiłem ją). Po zakończeniu związku szybko zrozumiałem, że jednak ją kocham i jest to miłość mojego życia, lecz niestety ona w tym czasie zaczęła spotykać się z kimś innym (kolegą z pracy). Przez cały rok próbowałem ją odzyskać, lecz nieskutecznie, ona niejednokrotnie zwodziła mnie, dając mi nadzieje na odbudowanie tego związku, lecz tak się nie stało, aż w końcu przyszedł czas, w którym dowiedziałem się, że ona spotyka się ciągle z kolegą z pracy, a wtedy załamało mnie to bardzo i postanowiłem raz na zawsze zakończyć nasz kontakt. Po tych wszystkich wydarzeniach starałem się na nowo odnaleźć siebie, lecz myśl o byłej partnerce była ze mną każdego dnia i o każdej porze. Pracujemy razem, przez co widywałem ją ciągle w pracy i to w dodatku z jej nowym partnerem. Po roku czasu odezwała się do mnie ze skrucha, ze przeprasza i że nadal ma do mnie jakieś uczucia, postanowiłem, że zapomnę o wszystkim, co się działo i będę próbował z nią stworzyć związek na nowo, ponieważ bardzo mocno ją kocham. Po jakimś czasie dowiedziałem się, że ona poszła do łóżka z tym facetem, z którym się spotykała, starałem się o tym nie myśleć, lecz myślałem bardziej o odbudowaniu naszej relacji. Po tym, co się dowiedziałem, postanowiłem przyznać się jej, że też poszedłem z kimś do łóżka, gdy nie byliśmy razem, lecz ona już nie chciała nic więcej słuchać, po prostu napisała mi, ze mnie nienawidzi, że zmarnowałem jej życie itp. Ogólnie nasz związek nie był też idealny, dużo zawiniłem swoją niedojrzałością i brakiem starań. Dopiero po stracie jej zrozumiałem, że powinienem się zmienić i byłem gotów zrobić to dla niej, ze względu na to, że ją bardzo kocham. Teraz niestety jest już za późno na wszystko, lecz niestety ja ją nadal bardzo mocno kocham i pytanie moje jest takie „W jaki sposób mogę jej pomóc, żeby zapomniała o nas i o uczuciu do mnie? „Co mam zrobić, żebym sam zapomniał i dał jej wolność?”
Byłam ze swoim facetem prawie 9 lat, jednak od stycznia przechodzimy kryzys. W lutym się wyprowadził i teoretycznie nie byliśmy parą. Ciągnie nas do siebie, próbowaliśmy się dogadać, ale bezskutecznie. Dowiedziałam się jednak, że w czasie kiedy mieliśmy tą 'przerwę' poznał dziewczynę, z którą spędzał czas i rozmawiał. Mówił, że zakończył tę znajomość, bo wie, że kocha mnie i to ze mną chcę odbudować to, co budowaliśmy przez tyle lat. Jest mi bardzo ciężko, bo kocham Go naprawdę mocno, ale nie wiem, czy jestem w stanie poradzić sobie z myślą, że ktoś był w jego życiu. Mówił, że nie zdradził, a ja zaczynam się zastanawiać czy jest to prawdą. Boję się, że z czasem dostanę jakieś dowody. Mam pełno myśli, z którymi nie mogę sobie poradzić. Mieliśmy od kwietnia zamieszkać razem i zacząć budować nowy, silniejszy związek, nie wracając już do tego starego. Mówił, że szukał zrozumienia i wsparcie w tej osobie, ale nie czuje nic do niej. Boję się, że będąc ze mną, będzie rozmyślał o niej. Jestem rozbita... Chciałabym sobie bardzo poradzić z tymi myślami, zamknąć ten ciężki rozdział i faktycznie zacząć budować relację opartą na szczerości, wierności, zaufaniu, wspieraniu się wzajemnym. Nie wiem tylko, czy jestem w stanie udźwignąć całą tę sytuację. Cały czas chciałabym Go wypytywać o relację z tą dziewczyną, co miała, czego ja nie miałam, jak się poznali, dlaczego do niej zagadał, skoro wiedział, że może mnie to skrzywdzić... Jest mi po prostu bardzo ciężko... Ale kocham Go całym sercem, on mówi, że też mnie kocha, że zostawił za sobą to wszystko i chcę angażować się w naszą relację... Proszę o pomoc! Jestem bezradna.
Co mam robić??? Mąż ciągle pracuje, twierdząc, że ludzi nie ma do pracy jest kucharzem razem 20 lat wiecznie praca praca zaniedbuje dom dzieci mnie tylko zawsze rano wspólną kawę praca wieczorami sex spanie i tak w kółko.
Dzieci nie widzą ojca, nie wiedzą co to wakacje, ja ciągle sama. Co mam robić, do męża nic nie dociera, potrafi powiedzieć co ja poradzę nie pasuje, znajdź sobie takiego, z którym będzie Ci lepiej. Jestem zmęczona takim związkiem, czuje się jakby wracał do hotelu, spać, sex, zjeść i pa. Na odległość pisze, ze tęskni, że kocha, pragnie. Z tego wszystkiego nawet sex nie zadawała mnie. Nigdzie nie wychodzimy jedynie z psem wokoło bloku.
Dzień dobry, Od pewnego czasu mój mąż mówi, że nawet gdybym go zdradziła, nic to dla niego nie znaczy, bo jesteśmy w związku od 20 lat, więc nie robi to na nim wrażenia.
Dziwnie się składa, bo kilka miesięcy temu odkryłam, że zacieśnia więzi w pracy z koleżanką, szybko zareagowałam i zerwał z nią kontakt. Zablokował na mediach społecznościowych i wiem, że nie ma z nią kontaktu, poza sprawami zawodowymi.
Skąd u niego brak zainteresowania moją osobą, nie zależy mu już na mnie? Co mam o tym sądzić? Nasze życie intymne ma się bardzo dobrze, zawsze tak było. Nie wiem, co myśleć o tej sytuacji. Proszę o poradę.
Ostatnio moje relacje z koleżanką znacznie się pogorszyły. Przestała do mnie pisać prywatnie, nawet jeśli coś ode mnie chce, to pisze przez grupę, a moje wiadomości ma w głębokim poważaniu. W relacji "na żywo" jakoś zobojetniałem w jej oczach, nie ma już uśmiechu na przywitanie ani nic. Dzisiaj mnie nawet zignorowała zupełnie i się nie przywitała. Podobnie jak ona dla mnie, tak ja dla niej byłem "głównym" znajomym. Wiem, że ma chłopaka i zna się z nim co najmniej od roku. Przyznam, że mi się podoba, ale nigdy jej tego nie okazywałem, żeby nie psuć relacji... a jednak. nie wiem, co zrobić.
Czy to normalne, że mam tylko jednego przyjaciela?
Rozmowy z innymi nie są łatwe dla mnie i nawet nie wiem, czy chce mieć jakichkolwiek innych znajomych. Czuję, jakbym nie powinna należeć do tego społeczeństwa i mojej grupy wiekowej. Osoby w liceum interesują się tylko alkoholem, imprezami i zboczonymi żartami. Nie mam prawie żadnych tematów, jakie mogłabym z nimi poruszyć. Rozumie mnie tak naprawdę tylko mój przyjaciel, co ma podobne poglądy, jak ja. Nie wiem, czy mam jakąś fobię społeczną, czy coś. Zawsze nauczyciele nazywali mnie po prostu nieśmiała. Jednak prezentacje przed klasą czy nawet pogadanie z “kolega” z klasy jest dla mnie trudne. Do połowy osób z klasy nigdy się nawet nie odezwałam, mimo że znam ich już od połowy roku. W podstawówce sytuacja wyglądała bardzo podobnie. Zmiana środowiska nic nie zmieniła, pomimo dużych chęci. Niedobrze się czuję, jak widzę, że każdy jest inny ode mnie. Wychowawca na siłę proboje mnie zmusić do gadania z kimś innym, grożąc obniżeniem zachowania.
Podobno w przedszkolu byłam bardzo rozgadana i gadałam z każdym. W grupach z większą ilością osób czuję się po prostu niekomfortowo. Próbowałam na początku nowej szkoły spotykać się z kilkoma dziewczynami z klasy. Nie było to jednak przyjemne i wolę być z kimś na osobności. Gdy jestem w grupie, po prostu się nie odzywam. Nikogo też raczej to nie obchodzi. Potem utworzyły się tylko grupki w klasie, które tylko śmieją się ze mnie i mojej przyjaciółki. Utrzymuje jakiś kontakt z innymi w klasie, ale jest on raczej przymusowy. I to nawet nie do końca z mojej winy. Gdy są rozmowy w parach na np angielskim inne dziewczyny wolą po prostu gadać z sobą. Czy naprawdę jest coś nie tak we mnie?
Jak odpuścić relacje, które nie ma sensu, ale czuję, że tylko dzięki niemu byłam sobą, potrzebuje go i mecze się z tym rok. Chce do niego wrócić, ale on musi się wyszaleć...
Witam. Około od roku czasu już nie jestem z byłym partnerem, jednak ze względu na dziecko oraz inne wiążące nas sprawy (kredyty), musimy mieć jakikolwiek kontakt. Kontakt jest rzadki. Rozwód był z winy obu stron. Czasem da się dogadać z byłym partnerem na spokojnie, a czasem czuję się atakowana. Pisze rzeczy typu, że ja mam się ogarnąć, że jestem nienormalna, że był moim sponsorem, wypomina mi rzeczy, które kupił, lub remont mieszkania, który zrobił, kiedy byliśmy razem. Dodam, że sama pracowałam, poza czasem w części ciąży i po ciąży.
Czuję się atakowana, czuję, że nie szanuje mnie jako człowieka, jako matkę jego dziecka, które wychowuje właściwie samodzielnie. Pozwala swojej aktualnej partnerce obrażać mnie i oskarżać na przykład o buntowanie syna przeciwko ojcu, a to wszystko zdarzyło się nawet na oczach mojego syna. Czuję się umniejszana jak podczas naszego związku, gdzie zawsze jego zdaniem miałam lekką pracę, a on ciężką. Nieważne czy to była praca za biurkiem, czy fizyczna, moja praca zawsze była łatwiejsza. Dodam, że w tamtym roku groził mi też przez kilka miesięcy wyjawieniem prywatnych naszych spraw mojej najbliższej rodzinie. Czułam się wtedy zastraszona. Mam taki problem, że gdy dochodzi do sytuacji, kiedy czuję się atakowana, bardzo emocjonalnie reaguje, zanoszę się płaczem, analizuje jego słowa, biorę je strasznie do siebie. Sytuacja taka zabiera mi od godziny do kilku następnych godzin z dnia, w którym się to wydarzyło. Zamraża mnie tak, że nie mogę nic zrobić. Szukam w sobie problemu i tłumaczę, że jestem wrażliwa i emocjonalna oraz że potrzebuje czasu, żeby zacząć to olewać. Dopiero wczoraj pomyślałam, czy czasem to nie podchodzi pod przemoc psychiczną. Męczą mnie takie sytuacje, a najgorsze, że nigdy nie wiem, kiedy to nadejdzie. Mam 7-letniego syna z diagnozą autyzmu. Muszę być dla niego w pełni zdrowa psychicznie, aby móc go wspierać na co dzień. A takie sytuacje z moim byłym partnerem zabierają mi bardzo dużo energii i podejrzewam, że zdrowia też. Nie wiem, co mam robić w takiej sytuacji. Marzę o tym, żebym nie musiała się z nim wgl kontaktować, ale to niemożliwe.
Dzień dobry, mam pewien problem, a raczej taki którego sama nie zauważam. Jestem z partnerem od ponad roku, na ogół dobrze się dogadujemy, kochamy się, wszystko idzie w dobrym kierunku, jednak czasem pojawiają się pewne problemy, jak w każdej relacji. Pół roku temu zaczął się u niego problem z zazdrością wsteczną, która ingerowała w jego humor, samopoczucie, ogólnie na codzienne życie. Starałam się go bardzo wspierać, dużo wysłuchałam, starałam się zrozumieć, ale dzisiaj dostałam pewną przykrą informację. Że przez ten cały czas nie zrobiłam nic, co by go podniosło na duchu. Czasem dostaje zażalenie odnośnie tego, ze nie czuje się chciany i pożądany w relacji… Ja na ogół jestem typem osoby spokojnej, trochę samotniczka. Wydaje mi się, że jego problemy są troszkę przesadne i że jest dobrze, tak jak jest. Ale skoro jesteśmy w relacji, to chodzi w niej o kompromisy i zrozumienie dlatego starałam się coś zmienić, żeby było lepiej, ale niestety wciąż słyszę ten sam zarzut. Nie wiem, w czym może być problem. Bardzo go kocham, chce z nim być, wspierać go, ale wydaje mi się, że czasem nie umiem i zawodzę bardzo na każdej płaszczyźnie
Witam. Czwartego marca mąż odebrał sobie życie, nie jestem w stanie zrozumieć dlaczego, był osobą pełną życia, ciągle coś planował, chciał żyć. Teraz kiedy została taka pustka, szukam jakiegoś wyjaśnienia, wskazówki czy ja zawiodłam, czy mogłam zrobić więcej, żeby go uratować. Mąż już raz próbował, ale wtedy wydawało się, że on nie chciał tego zrobić, był pod wpływem alkoholu i tłumaczyłam sobie, że chciał w ten sposób uniknąć konsekwencji, żebym nie robiła mu wyrzutów, że pił, chciał mnie nastraszyć, czekał aż wrócę do domu napisał smsa itp.
Nie wzięłam tego na serio, teraz bardzo żałuję, może gdybym wtedy inaczej postąpiła, mąż dziś by żył. Pisał mi wiadomości, że musi żyć dla mnie i dla dzieci. Mąż brał leki od psychiatry, łączył je z alkoholem, mówił, że ma problem ze swoją głową, nie wiem czemu to robił i tak się zachowuje ,mimo wszystko czuję się strasznie winna, mogłam coś zrobić...