
- Strona główna
- Forum
- inne, rozwój i praca, związki i relacje
- Jak zrozumieć...
Jak zrozumieć zachowanie kolegi będącego w związku na odległość?
Anonimqa
Agnieszka Włoszycka
Witam Panią,
Myślę, że jego zachowanie może wskazywać na wyraźne zainteresowanie Panią tj. zwłaszcza przez szukanie kontaktu, zazdrość, bliskość fizyczną czy skupianie uwagi głównie na Pani. Rozszerzone źrenice, częste patrzenie w oczy czy inicjowanie rozmów również często pojawiają się przy zauroczeniu lub silnej sympatii. Jednocześnie warto pamiętać, że fakt, iż jest w związku, komplikuje sytuację. Nie zawsze takie zachowania oznaczają gotowość do stworzenia relacji, czasem ktoś po prostu szuka emocjonalnej ekscytacji, uwagi albo ucieczki od własnych braków w obecnym związku.
Sądzę, że najważniejsze jest obserwowanie nie tylko flirtujących sygnałów ale przede wszystkim jego dojrzałości i jasności intencji, bo jeśli ktoś jest w relacji a jednocześnie mocno angażuje emocjonalnie inną osobę, może to z czasem stać się dla Pani bardzo niejasne i raniące, warto więc dać sobie czas na obserwację.
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Łukasz Dyłka
Dzień dobry.
Nie da się z całą pewnością powiedzieć, czego on oczekuje, ale jego zachowanie nie wygląda wyłącznie na neutralną koleżeńskość. Uśmiechy, szukanie kontaktu, siadanie blisko, intensywny kontakt wzrokowy, dotykanie ramienia, odciąganie od rozmów z innymi i reakcja zazdrości, gdy wspomniała Pani innego kolegę, mogą sugerować flirt albo sprawdzanie, na ile może sobie wobec Pani pozwolić.
Ważne jest jednak nie tylko to, co on czuje, ale też to, w jakiej sytuacji Panią stawia. On jest w związku, więc jeśli zachowuje się wobec Pani dwuznacznie, może tworzyć napięcie i niejasność, za którą później Pani również będzie emocjonalnie płacić.
Na Pani miejscu nie próbowałbym długo odgadywać jego intencji. Lepiej ustawić spokojną granicę. Można powiedzieć wprost, ale bez oskarżania: „Mam wrażenie, że czasem nasze rozmowy robią się zbyt dwuznaczne. Wiem, że jesteś w związku i nie chcę wchodzić w niejasną sytuację”. Jeśli dotyk ramienia lub zbyt mały dystans Pani przeszkadza, też warto to nazwać: „Wolałabym, żebyś mnie nie dotykał”.
Jeżeli jemu chodzi tylko o koleżeństwo, powinien uszanować taki komunikat. Jeżeli będzie się obrażał, zaprzeczał, żartował z Pani granic albo dalej zachowywał zazdrośnie, to będzie ważna informacja, że nie chodzi tylko o zwykłą sympatię.
Proszę też zadać sobie pytanie, czego Pani chce. Czy to Pani schlebia, niepokoi, pociąga, męczy? Bo czasem skupiamy się na tym, „co on ma na myśli”, a pomijamy własny komfort. W pracy szczególnie warto trzymać jasne granice, żeby nie wejść w układ pełen niedopowiedzeń, flirtu i późniejszego napięcia.
Łukasz Dyłka
Karolina Jatczak
Witam,
Sytuacja, którą Pani opisuje, może być bardzo dezorientująca. Zachowania kolegi; intensywny kontakt wzrokowy, szukanie fizycznej bliskości, zazdrość o innych mężczyzn czy teksty o „czuciu się wyjątkowo”, wykraczają poza ramy zwykłej koleżeńskiej relacji z pracy.
Osoby w związkach na odległość czasem szukają w swoim otoczeniu ekscytacji, uwagi lub natychmiastowego zaspokojenia potrzeby bliskości, której brakuje im na co dzień. Intencje tego kolegi mogą być różne: od chęci niezobowiązującego flirtu i podbudowania własnego ego Pani kosztem, aż po realne zauroczenie.
Faktem jest jednak, że jest on w relacji, a jego zachowanie wobec Pani nosi znamiona wysyłania sprzecznych sygnałów.
Warto zadać sobie pytanie: Jak Pani czuje się w tej sytuacji i czego Pani od tej relacji oczekuje?
Jeśli te zachowania Panią krępują, warto postawić jasne, asertywne granice i sprowadzić kontakt wyłącznie na tory służbowe. Jeśli natomiast ten flirt się Pani podoba, dobrze jest mieć z tyłu głowy, że wchodzenie w taką dynamikę z zajętym kolegą z pracy niesie za sobą spore ryzyko emocjonalne.
Pozdrawiam serdecznie,
Karolina Jatczak
Natalia Pisarek
Dzień Dobry, myślę ze w tej sytuacji ważne jest to jak Pani się w tym wszystkim czuje i gdzie są Pani granice. Rozumiem, że możesz mieć mętlik, bo z jednej strony jego zachowanie może wyglądać na zainteresowanie, a z drugiej ma Pani świadomość tego, że kolega jest w związku, więc trudno jednoznacznie odczytać jego intencje.
To, że ktoś jest miły, szuka kontaktu, inicjuje rozmowy czy bliskość, może mieć różne znaczenia. Czasami stoi za tym flirt, czasami potrzeba uwagi, próba okazywania komuś sympatii, a czasami po prostu sposób bycia. Dlatego warto uważać, żeby nie zostawać wyłącznie w domysłach, bo one często potrafią bardzo obciążać emocjonalnie.
Jeżeli czuje Pani się z tym niekomfortowo lub kolega przekracza Pani przestrzeni warto to nazwać i ugłośnić. Ma Pani prawo do swoich granic i do jasności w relacji, niezależnie od tego, jakie on ma intencje. Warto również skupić się na sobie i zadać sobie kilka ważnych pytań m.in Czego ja chce w tej sytuacji? Co jest dla mnie ważne? Czy ten kontakt mi służy? Jak chciałabym, aby wyglądała ta relacja? To zwykle daje więcej spokoju niż próba odczytywania drugiej osoby.
Karolina Koch
Dzień dobry,
to naturalne, że zaczyna się Pani zastanawiać nad jego intencjami, bo z opisu wynika, że jego zachowanie może wykraczać poza całkowicie neutralny kontakt koleżeński, zwłaszcza jeśli pojawia się dużo uwagi, szukanie bliskości, zazdrość czy skupienie głównie na Pani.
Jednocześnie warto pamiętać, że my nie zawsze mamy pełny dostęp do tego, co druga osoba naprawdę przeżywa i czego chce. Czasem ktoś flirtuje, szuka emocjonalnej ekscytacji, lubi uwagę albo buduje napięcie, niekoniecznie planując realną relację czy zmianę swojej sytuacji. A fakt, że jest w związku, dodatkowo może sprawiać, że jego sygnały są niejednoznaczne.
Mam też poczucie, że ważniejsze od pytania „czego on chce?” może być tutaj pytanie: jak Pani się czuje w tej sytuacji i czego sama by chciała? Czy jest to dla Pani przyjemne i komfortowe, czy raczej budzi niepewność, napięcie albo nadzieję, która może być trudna, jeśli on pozostaje w relacji z kimś innym?
W Terapii Skoncentrowanej na Rozwiązaniach (TSR) często staramy się przesuwać uwagę z analizowania drugiej osoby na własne granice, potrzeby i wpływ na sytuację. Bo niezależnie od jego intencji, to Pani może zdecydować, jak blisko chce dopuścić tę relację i co będzie dla Pani dobre emocjonalnie.
Pozdrawiam serdecznie
Karolina Koch
Joanna Cichosz
Dzień dobry,
Zachowanie Pani kolegi rzeczywiście może sugerować zainteresowanie Panią (szukanie kontaktu, skupianie uwagi głównie na Pani, zazdrośniejsze reakcje czy próby tworzenia bardziej „wyjątkowej” relacji). Sam fakt bycia w związku nie wyklucza flirtowania poza relacją. Nie musi to jednak oznaczać, że kolega np. chce zakończyć swój związek lub oczekuje od Pani jakiejś deklaracji. Nie wiemy, co jest po drugiej stronie, ale warto byłoby się zastanowić czego Pani oczekuje od tej znajomości i jak się z tym wszystkim czuje? Bo niezależnie od jego intencji, sytuacja zaczyna przekraczać zwykłą koleżeńskość i może prowadzić do niejasności czy emocjonalnego uwikłania. Warto też obserwować, czy zachowanie kolegi jest spójne i dojrzałe, czy raczej opiera się na dawaniu sygnałów bez brania odpowiedzialności za ich konsekwencje.
Wszystkiego dobrego,
Joanna Cichosz
Martyna Kaleta
Dzień dobry,
z tego, co Pani opisuje, wygląda to rzeczywiście na zachowanie, które może mieć znamiona flirtu albo przynajmniej jakiegoś emocjonalnego zainteresowania. Szczególnie ta intensywność uwagi, szukanie kontaktu, zazdrość czy próby „wyciągania” Pani z rozmów z innymi osobami.
Jednocześnie trudno ocenić, co dokładnie dzieje się po jego stronie i jak wygląda jego relacja. Czasem ludzie sami nie do końca świadomie wchodzą w taki rodzaj emocjonalnej gry czy napięcia z kimś innym, nawet będąc w związku.
Ale mam poczucie, że ważniejsze jest tutaj to, co dzieje się po Pani stronie. Bo wygląda na to, że coś w tym kontakcie zaczyna przekraczać Pani granice albo przynajmniej budzić dyskomfort i niepewność.
Nie trzeba od razu robić „wielkiej konfrontacji”, ale można zacząć bardziej jasno pokazywać swoje granice – spokojnie, bez oskarżeń, bardziej mówiąc o sobie.
Na przykład:
„Lubię nasze rozmowy, ale momentami czuję dyskomfort, kiedy ten kontakt robi się bardzo intensywny. Chciałabym, żeby nasze relacje pozostały bardziej koleżeńskie.”
Albo prościej:
„Nie czuję się komfortowo z tak dużą bliskością w pracy.”
To jest bardzo w duchu komunikacji NVC – mówienie o swoim odczuciu i potrzebie, bez oceniania drugiej osoby.
pozdrawiam,
Martyna Kaleta
Bożena Nagórska
Dzień dobry.
Zachowanie kolegi z pracy wykracza poza standardowe relacje zawodowe i niesie jasne sygnały zainteresowania o charakterze romantycznym lub erotycznym. Skracanie dystansu fizycznego, intensywny kontakt wzrokowy, szukanie pretekstów do odosobnienia, dotyk, a zwłaszcza zazdrość i złość w reakcji na wspomnienie o innym mężczyźnie pokazują, że buduje on z Panią relację opartą na flircie. Fakt, że jest w związku na odległość, może sprawiać, że w ten sposób kompensuje sobie brak bliskości, szuka ekscytacji lub po prostu bada grunt, na ile może sobie pozwolić. To, czego oczekuje, zależy w dużej mierze od Pani – jeśli nie odpowiada Pani ta sytuacja i chce Pani uniknąć komplikacji w pracy, warto stanowczo i dyplomatycznie zwiększyć dystans fizyczny, unikać sam na sam w firmowej kuchni oraz ucinać prywatne, kokieteryjne wątki, sprowadzając każdą rozmowę wyłącznie na tory czysto służbowe.
Pozdrawiam
Bożena Nagórska
Marcin Brodowski
Dzień dobry,
To, co Pani opisuje, rzeczywiście może budzić niepewność i mieszane sygnały. Z jednej strony widać, że ten mężczyzna wyraźnie szuka Pani obecności, inicjuje kontakt, zwraca uwagę na bliskość i reaguje emocjonalnie na Pani relacje z innymi osobami. Takie zachowania często świadczą o zainteresowaniu lub o potrzebie szczególnej więzi.
Jednocześnie warto pamiętać, że dopóki ktoś wprost nie komunikuje swoich intencji, możemy jedynie interpretować jego zachowanie, a interpretacje bywają mylące. Fakt, że jest w związku, dodatkowo komplikuje sytuację - czasem ludzie szukają emocjonalnej uwagi lub flirtu, nie będąc gotowymi na realne konsekwencje czy jasne deklaracje.
Najważniejsze wydaje się więc nie tyle pytanie „czego chce kolega”, ale raczej: jak Pani się z tym czuje i czego sama potrzebuje w tej relacji. Czy ten kontakt jest dla Pani komfortowy, czy budzi napięcie, nadzieję, a może dezorientację? To może być dobry punkt odniesienia do dalszych decyzji i stawiania granic.
Pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego,
Marcin Brodowski
Joanna Michałek
Droga Anonimko,
a jakby to było zapytać kolegę wprost?
Jak mam rozumieć twoje zachowanie?
Nie rozumiem twojego zachowania?
Tak po prostu, po ludzku zapytać.
Jest jeszcze jedna kwestia, co Tobie to robi (jego zachowanie?)?
Dlatego tak Cię frapuje?
Może jakieś fajne wnioski będą z tej historii.
Powodzenia!

Zobacz podobne
Ponad 3 lata po pierwszym rozwodzie związałam się z mężczyzną 9 lat młodszym. Szybko się wprowadził (nie do końca to była wspólna decyzja), zaskarbił sobie zaufanie dzieci. Był spokojny, małomówny, tolerancyjny. Rodzice jego też nas zaakceptowali. Przeszliśmy razem covid, śmierć mojego Taty. Sprawiła ona, że zawalił mi się świat. Szybko, niemal bez zastanowienia podjęłam decyzję, że tak-to jest ten na resztę życia. I udawałam, że nie widzę, że jest obrażalski nie wiadomo z jakich powodów, że po alkoholu nie jest ok, że najlepiej nie mieć swojego zdania.
Wzięłam Mamę pod swój dach, żeby ją wspierać po śmierci Taty. Zrobiło nam się ciasno, więc decyzja o kupnie domu, wspólny kredyt (mój wkład własny to w zasadzie materiały, wszystkie prawie sprzęty są kupione za pieniądze z darowizny Mamy i spadku). Mąż zadeklarował, że on wszystko zrobi (naprawdę potrafi wszystko). Sytuacja niemal idealna.
Ale zaczął odkrywać swoje oblicze. Skoro już nie mieszkał u mnie, to przestał się kryć ze swoimi socjopatycznymi zachowaniami. Dodam, że mąż jest osobą bardzo inteligentną ze świetną pamięcią. Wyzwiska i groźby z byle powodu- zjeb genetyczny, strzęp, pier..kretynka, Nie tylko po alkoholu. Poniżanie mnie i dzieci, że jesteśmy patusami, że zgnijemy bez niego, że on będzie stał i patrzył jak to wszystko sie wali.
Żale do teściowej tylko wzmogły jej wielką chorobliwą miłość do syna. Była nawet konfrontacja - w której mamunia ostatecznie wygłaskała i wyściskała synusia, bo to my jesteśmy tym złym obozem, a on najcudowniejszy.
I tak cyklicznie sie wszystko powtarzało, moje uczucie wyparowało, kiedy przyskoczył do mnie z nożem. Dlaczego mu na to pozwalałam- nie wiem.
Za chwilę były Święta, wtedy nagle zmarła moja Mama. Mam do siebie ogromny żal, że powiedziałam jej wiele przykrych słów, kierowana fałszywym poczuciem solidarności z panem i władcą.
Niedługo on się zwolnił z pracy, bo miał podjąć lepiej płatną załatwioną przez jego ojca. 4 miesiące siedział na moim utrzymaniu. Teściowie dokładali do kredytu i głaskali po glowie.
Byłam u prawnika, jeszcze rok temu było mnie stać na rozwód z jego pomocą, dziś nie. Kredyt, pożyczka, bo siostra upomniała sie o zachowek.. Wszystkie oszczędności poszły w remont i na utrzymanie domu i rodziny. On o tym dobrze wie, od początku jak powyzywał, pogroził to uciekał pod skrzydła mamusi. A ona cieszyła się z jego obecności i nawet nie zapytała czy mam z czego żyć i czy może mi jakoś pomóc. W końcu jej powiedziałam, że w tym trójkącie ja nie chcę żyć. Niewiele to dało.
Kolejna akcja, kolejna ucieczka, tekst teściowej - że może mu coś powiedziałam skoro sie tak zachował (wyzwiska i link do artykułu, gdzie mąż dusił i zakopał zwłoki żony). Przestałam odbierać telefony od teściowej, prawie miesiąc nie mieszkaliśmy razem. Byłam szczęśliwa, ale i pełna niepokoju o przyszłość. Doradca kredytowy utwierdził mnie w przekonaniu, że nie udźwignę zobowiązań, więc nadal z nim jestem i dzień w dzień myślę co z tym zrobić. Dodam, że syn rozpłakał się przy wychowawczyni, że ojczym mu groził, byłam wzywana do szkoły, niczemu nie zaprzeczyłam, ale powiedziałam, że kontroluję sytuację. Dzieci są dla mnie najważniejsze, córka ma 19 lat i ma lęk społeczny, nie odzywa się do mnie po tym, jak pozwoliłam mu wrócić do domu. Nie chcę kolejnej przeprowadzki, fundować dzieciom i sobie. Całe życie moich rodziców jest włożone w ten dom(pieniążki z darowizny i spadku). Chcę tu zostać, ale uwolnić się od tego socjopaty (sam sie do tego przyznał). Proszę o odpowiedź, czy mamy szansę na normalne życie.
Witam. Jesteśmy małżeństwem z 20 letnim stażem i 11-letnią córką. Od pewnego czasu stałam sie mężowi bardzo obojętna i nie zauważa moich potrzeb. Kiedy o tym mówiłam to milczał co nie bylo przyjemne, bo ja traktowałam to jak karę. Dawno ustaliliśmy, że on pracuje na miejscu, żeby w razie czego móc coś załatwić, a ja będę pracować w stolicy, żeby móc zarobić większe pieniądze. Mąż pracuje do 15, a ja wracam po wyczerpującej psychicznie pracy po 17 i potrzebuje czasu, żeby dojść do siebie po pracy. Czasem nie mam siły na nic i włączam tv. Mąż gotuje i robi ciężkie zakupy, uczy się z córką matematyki. Ja robię lekkie codzienne zakupy, ucze sie z córka do sprawdzianów, dbam by miała ubrania i była przyszykowana do szkoły, w soboty sprzątam. Mąż ma odskocznie w postaci siłowni. Ostatnia sytuacja była taka, że był roczek jego chrześnicy daleko ponad trzysta kilometrów, a myliśmy zepsuty samochód. Mówił mu, żeby jechał pociągiem. Nie poinformował mnie, że załatwił samochód od kolegi, nie zaproponował, żebyśmy jechali razem tylko poinformował ,że jedzie razem z córką. Ustaliliśmy, że wróci w niedzielę na obiad. Po tym nie raczył zadzwonić. I powiedzieć, że jedzie jeszcze do mamy. A ja siedziałam w domu i czekałam. Nie wytrzymałam tego psychicznie. Jak wrócił i kazałam mu się wyprowadzić w domu. I co mój mąż zrobił? Bez słowa następnego dnia się wyprowadził. Co prawda przyjeżdża niby rozmawia. Ale wczoraj znowu powiedział córce, że jadą do McDonalda, ale bez mamy, bo mama śmiedzi. Mąż nie zauważa moich potrzeb od dwóch lat proszę, żeby kupił mi rower. Chcę z nimi wspólnie jeździć na rowery. A on kupił telewizor, zegarek i inne rzeczy sobie. Cały czas mówi, że on wszystko załatwia i jadę na jego plecach. Od paru lat nie kupił mich sam siebie kwiatówczy gokolwiek? Cały czas wypomina mi, że musi mnie wozić do sklepu. Bo skutecznie zrazi mnie do prowadzenia samochodu krytykując mnie. Cokolwiek nie zrobię, nie kupię, to jest skrytykowane. Ciągle siedzi naburmuszony i taki napompowany. Wczoraj napisał mi na przykład, że w gosposi ze mnie nie będzie i że trzeba tworzyć związek. Ale jak on to widzi już nie napisał Nie pamietam kiedy zapytal jak sie czuje i co u mnie.
Witam. Mam problem z komunikacją w związku ze strony faceta. Jesteśmy ze sobą już 13 lat, wychowujemy córkę (14-latka z poprzedniego Związku) oraz naszego syna 11-latka. Problemy bywały różne, mieliśmy inne podejście do podziału obowiązku, odpowiedzialności i funkcjonowania w rodzinie. Między nami jest różnica 12 lat (mój narzeczony jest starszy). Pokonaliśmy wiele różnic i wypracowaliśmy normalny system rodzinny. Codziennie praca, dom i dzieci. Od pewnego czasu dzieci jeżdżą na weekendy do dziadków i mamy wtedy czas dla siebie i wspólnych znajomych, z którymi spotykamy się co jakiś czas. Od dłuższego czasu mój facet miewa zachwiania humoru, gdy coś mu się nie podoba, to w sposób bardzo dosadny o tym mówi. Często słyszę, że to moja wina, bo mam inne zdanie. Gdy zwraca uwagę bezpodstawnie dzieciom i one komunikują, że coś nie jest zgodne z prawdą, to słyszą, że nie musi z nimi rozmawiać, żeby nic od niego nie chcieli itp. Gdy przesadza, to rozmawiam z nim i próbuje zażegnać konflikt, wtedy słyszę, że podważam jego autorytet. Od kilku dni obraził się właśnie o wymianę zdań i nieodzywanie też do dzieci. Nie interesuje się czy coś im potrzeba, czy są głodne itp. Wraca z pracy, bierze coś do jedzenia, myje się i siada przed komputer, na którym ogląda różne filmy. Potem się kładzie i tak następny dzień nastaje. Na co dzień oboje pracujemy, ale w domu sprzątam tylko ja, robię zakupy, gotuję, szykuje śniadania, piorę itp. A gdy mówię, że nie jestem służącą i chcę, żeby robił, to ze mną to słyszę, że on pracuje ciężej i nie umie gotować, po co Sprzątać i prać codziennie, a zjeść można na mieście. Czasem wysyłam go z kolegą na działkę na ryby, żeby się zrelaksował i odpoczął od pędu i obowiązków (3/5 dni) ja oczywiście zostaje z dziećmi i żyje jak co dzień. Nigdzie nie chodzę po imprezach i nie wyjeżdżam sama, bo lubię wspólne podróże i wspomnienia. Czasami mam dość, bo to tak jak bym miała trójkę dzieci. Gdy jest ok, to potrafi dużo załatwić i ogarnąć spraw, ale gdy już się obrazi i jak mi dzieci świadkiem o jakiś wymysł to palcem nie ruszy i traktuje nas jak powietrze. Często podkreśla, że mieszkanie jest jego, że on to się dorobił, bo ma swoją firmę, a ja nie mam nic (jestem nauczycielem w przedszkolu) i na nic mnie sama nie stać. Że wychowuje dzieci na niezaradne, bo pozwalam im na telefon czy wyjazdy weekendowe i jedyne co będą w życiu mogli Robić to pracować w biedronce. Często myślę sobie, że nie zasługuje na takie komentarze i nie mam czasu na fochy, bo gdy mam dość i nie chce rozmawiać, to rozmawiam służbowo przez dzień czy dwa, ale dzieci nie odczuwają tego, bo funkcjonuje wtedy normalnie tyle, że w większej ciszy do ich ojca. Kiedyś wspomniałam o terapii, że może warto pójść do psychologa i porozmawiać, bo może oboje coś źle robimy bądź źle widzimy, ale wtedy słyszę „to idz, tobie się przyda psycholog, bo coś jest z tobą nie tak, ja nie mam potrzeby”. Jak mogę pomóc sobie bądź nam, żeby żyło się łatwiej ?

