
- Strona główna
- Forum
- związki i relacje
- Zostałam oszukana...
Zostałam oszukana przez partnera - jak odzyskać zaufanie po zdradzie i kłamstwach?
zdradzonaOna
Iwona Chrzanowska
Rozumiem, że jest Pani trudno w zaistniałej sytuacji. Temat w moim odczuciu jest skomplikowany i nie na jedną poradę na forum. Zbyt dużo się zadziało i w długim okresie, a kłamstwa partnera świadczą o tym, że sam jest w jakiś sposób rozdarty i nie potrafił/ nie chciał dokonać wyboru. To, o czym teraz Panią zapewnia może też niekoniecznie być podyktowane szczerymi intencjami, ale chociażby strachem, że np. ostatecznie zostanie sam. Sugerowałabym skorzystanie z pomocy specjalisty w pracy 1:1, żeby Pani przepracowała całą sytuację i zdecydowała co dalej.
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Zuzanna Zbieralska
Dzień dobry,
Dziękuję za Pani wiadomość, to musi być dla Pani naprawdę trudne.
Najważniejsze jest to, aby wiedziała Pani, że ma Pani absolutnie prawo się tak czuć i nie musi Pani od razu wiedzieć, co dalej, nawet jeśli ktoś tego od Pani wymaga. Pani zaufanie zostało mocno naruszone przez partnera, a zaufania nie da się odbudować z dnia na dzień, jest to proces, w którym osoba udowadnia nam, że możemy jej na nowo zaufać po przez swoje zachowanie. Jeśli Pani potrzebuje, to niech da sobie Pani czas na poukładanie wszystkiego na chłodno i sprawdzenie, czy jest Pani w stanie kontynuować tą relację. Partner mocno naruszył Pani poczucie stabilności i bezpieczeństwa oraz granice, dlatego ma Pani prawo mieć do niego żal. Jeśli zdecydowałaby się Pani na kontynuowanie tej relacji, to ważne, aby określić na samym początku, jakie zachowania są dla obu stron akceptowalne i jakie są nasze wzajemnie oczekiwania, abyśmy na pewno zmierzali w tym samym kierunku i mieli jasno ustalone zasady. Wsparcie psychologiczne w tym trudnym czasie także mogłoby się okazać pomocne.
Trzymam kciuki i pozdrawiam ciepło,
Zuzanna Zbieralska, psycholożka
Izabela Koczur
Dzień Dobry,
To, co Pani opisuje, jest ogromnie trudną i emocjonalnie obciążającą sytuacją. To, co Pani przeżyła przez te lata kłamstwa, manipulacje, kontrola telefonu, awantury i izolowanie to forma poważnego nadmiernego wpływu i emocjonalnej manipulacji, nawet jeśli Pani partner twierdzi, że nie chciał Pani skrzywdzić. To naturalne, że teraz czuje Pani szok, dezorientację, złość i brak zaufania te emocje są w pełni uzasadnione.
Kilka punktów, które mogą pomóc Pani uporządkować myśli:
To, co się wydarzyło, jest realne – jego wcześniejsze obietnice i zachowania pozostawiają ślady w Pani poczuciu bezpieczeństwa i zaufaniu. Nie ma sensu próbować „przyspieszać” przebaczenia ani natychmiastowego odbudowania relacji.
Pani emocje są ważne – poczucie zdrady, gniew, smutek, zagubienie są naturalne. Nie powinna Pani czuć presji, żeby od razu „uwierzyć” w jego słowa czy zaakceptować wyjaśnienia.
Granice są kluczowe – w takiej sytuacji ważne jest, aby wyraźnie ustalić, czego Pani potrzebuje, by czuć się bezpiecznie. To może być dystans, czas do przemyślenia, brak kontaktu na jakiś czas lub rozmowy w obecności neutralnej osoby (np. terapeuty).
Konfrontacja i decyzje wymagają czasu – próba natychmiastowego odbudowania związku po tak długim okresie manipulacji i kłamstw zwykle nie działa. Potrzebny jest czas na przetworzenie emocji, zrozumienie sytuacji i określenie, czego Pani naprawdę chce.
Wsparcie profesjonalne jest wskazane – w takiej sytuacji rozmowa z psychologiem lub psychoterapeutą może bardzo pomóc w: uporządkowaniu emocji, odzyskaniu poczucia własnej wartości, decyzji, czy chce Pani kontynuować relację i na jakich warunkach.
Pani nie musi się teraz decydować na „wybaczenie” ani kontynuowanie związku. Ważne jest, aby najpierw zatroszczyć się o siebie i swoje emocje, a dopiero potem podejmować jakiekolwiek decyzje dotyczące przyszłości tej relacji.
pozdrawiam
Izabela Koczur
Weronika Wardzińska
Dzień dobry,
to, co Pani przeżyła, jest poważną traumą relacyjną. Przez cztery lata była Pani okłamywana, izolowana, kontrolowana i wciągnięta w układ, w którym on prowadził podwójne życie. To nie była „trudna sytuacja”, tylko systematyczna manipulacja: wzbudzanie lęku, zazdrości, poczucia winy, tłumaczenie wszystkiego „dobrem dzieci”, przy jednoczesnym zdradzaniu i kłamaniu obu kobiet. Nic dziwnego, że nie potrafi się Pani z tym pogodzić, bo to nie do pogodzenia, a próby zrozumienia go teraz tylko pogłębiają Pani ból. Ważne jest jedno: jego wyjaśnienia nie unieważniają faktów. Kłamał latami, kontrolował Panią, a gdy zaczęła Pani stawiać granice, oskarżał jeszcze mocniej. To są mechanizmy przemocy psychicznej, nie miłości. Deklaracje po zdemaskowaniu nie są dowodem zmiany, tylko próbą zatrzymania Pani przy sobie. Najważniejsze teraz to zatrzymać kontakt (choćby czasowo), nie podejmować decyzji „czy wracać”, tylko zająć się sobą i swoim bezpieczeństwem psychicznym. Bardzo wskazana jest terapia indywidualna, bo to doświadczenie rozbija zaufanie do siebie i do świata. Pani dezorientacja, ból i niemożność „zrozumienia” są zdrową reakcją na coś, co było głęboko niezdrowe.
Pozdrawiam serdecznie,
Weronika Wardzińska

Zobacz podobne
Jestem 37-letnią kobietą w 14-letnim niesformalizowanym związku. Od początku związku podchodziłam do niego — i generalnie do życia — dość poważnie. Jednak byłam wtedy młoda i oboje stwierdziliśmy, że na ślub, założenie rodziny przyjdzie jeszcze czas. Sporo na początku podróżowaliśmy, było generalnie dobrze. Oboje zgodnie czasem omawialiśmy przyszłość naszej rodziny. W luźnych rozmowach mówiliśmy o pierwszym dziecku przed moją trzydziestką — i tak praktycznie co rok, aż mam 37 lat i jestem w kompletnej rozsypce.
Problemy chyba zaczęły się już dawno. Pojawiły się delikatne problemy z alkoholem — nie były to duże ilości, ale bardzo często. Tak jest do dziś. Wie o tym, że nie akceptuję alkoholu w takiej częstotliwości. Kilka lat temu ja, planując rodzinę, otworzyłam firmę. Starałam się ją rozkręcić tak, by stać mnie było na czas ciąży i po urodzeniu dziecka. Trochę mnie to pochłonęło i kompletnie nie zauważyłam tego, że tylko ja planuję ciążę, rodzinę.
Tymczasem mój partner nie ma stałego źródła dochodu, regularnie spożywa alkohol, a do tego nasze kontakty seksualne są praktycznie zerowe. Jeśli się zdarzyły — były tylko i wyłącznie z mojej inicjatywy. Wielokrotnie mówiłam mu o wszystkim, co jest nie tak, czego oczekuję. Dwa lata temu go zostawiłam — na krótko, niestety — bo przekonywał mnie i rodzinę, że będzie starał się to zmieniać. Zmieniło się na krótko, bo myślę, że kolejny raz jesteśmy w tym samym położeniu, tzn. jest alkohol, brak stałego zajęcia, zerowa inicjacja seksualna i — niestety — odkryte kilka miesięcy temu uzależnienie od pornografii.
Jestem kompletnie zdruzgotana tym, że czuję się okłamywana i zdradzana, a wiedząc, ile lat mu poświęciłam i że być może nigdy nie założę już normalnej rodziny... Jestem wykończona psychicznie i samotna.
Witam. Proszę o pomoc, jakieś słowa wsparcia czy też jakąś radę na już. Ostatnio coraz częściej zauważam, że nienawidzę alkoholu, nie chodzi tu o smak, tylko o działanie. Gdy byłam jeszcze dzieckiem, to mój tato pił, nigdy mnie nie skrzywdził fizycznie więc była między nami jakąś duża więź. Tato jest dobrym człowiekiem, jest jak każdy inny, tylko że w przeszłości się upijał. Moja mama nie wytrzymała i się rozwiedli. Byłam dzieckiem, więc nie zwracałam uwagi na to, czy jest to jakaś trauma, czy coś. Jednak gdy już weszłam w ten wiek, w którym mam znajomych pijących, palących, a niektórzy nawet gorsze rzeczy robią...zaczęły pojawiać się problemy. Mój chłopak, który jest starszy ode mnie, już kiedyś miał jakieś doznania z tego typu używkami jeszcze zanim się znaliśmy (i dobrze, bo na samą myśl, że on kiedyś tak imprezował, się denerwuje). No ale skończył w tym, teraz w zasadzie to tylko pali papierosy, ale będzie rzucał. Jednak nie może być tak kolorowo, nie wiem, czy on jest uzależniony, czy co ale często sięga do tego alkoholu, niby normalne, 18 lat już dawno ma za sobą, ale gdy wczoraj piliśmy razem piwo na festynie, to on sięgał również po samogony na stoiskach, wiadomo, że to festyn, chłopak ma dużo stresów, więc chce odpocząć, ale moja głowa już jest wkurzona na całego. Z dobrej zabawy wyszłam na jakaś wredną małpę. Nie chciało mi się tańczyć, nie chciało śpiewać, ale za to strasznie chciałam nakrzyczeć na niego, chciałam się na nim wyżyć, chciałam, żeby poczuł smutek, żeby żałował. Byłam na niego niesamowicie zła i czułam chęć ucieczki, myśli z zerwaniu. Wiem, że ja tak naprawdę nie chce z nim zrywać, kocham go mocno, ale jednocześnie boję się alkoholu i tego typu życia, jakim żyli kiedyś moi rodzice. Patrze na niego jak odsypia tę noc i myślę, że czego on jest winien, przecież miał prawo się napić, aż kusi, żeby położyć się obok i po prostu przytulić, ale mechanizm obronny krzyczy, żebym go zostawiła, wyszła z domu, pod żadnym pozorem nie była dla niego miła. Zaznaczę jeszcze, że chłopak nigdy się ze mną nie awanturował po alkoholu, nigdy nie powiedział nic złego i nie skrzywdził mnie. Pozdrawiam
Co mam zrobić, żeby koleżanka nie myślała, że jestem natarczywa, a nie jestem, tylko po prostu ufam koleżance i lubię pomagać i martwię się, a niektórzy uważają, że osaczam ją, a ja po prostu chce dobrze?
Jestem w związku z dziewczyną od 7 miesięcy. Nie wiem, jak to określić. Jestem zaniepokojony tym, że ma na swoim profilu FB relację z byłym „kochankiem” – relacja została zakończona przez niego, bo dowiedziała się żona. Nie polubiła jej zdjęć, ale raz na jakiś czas pisze do niej na WhatsAppie z prośbą o kontakt – typu: „daj znać, żyjemy?”, „czy jesteś szczęśliwa?”. Ufam dziewczynie, ale trudno mi się pogodzić z tym, że zakochany w niej facet się kręci obok. Byliśmy na wspólnej imprezie, szukał kontaktu, ona go odtrącała, ale on nie daje za wygraną, widać, że ją kocha. Spytałem, dlaczego ma go na FB, powiedziała, że i tak on nie kontaktuje się tą drogą, tylko pisze na WhatsAppie, ale ona nie odpisuje. To fakt. Kocha mnie i tego jestem pewien na 120%. Jednak gdy spytałem, dlaczego go nie usuniesz, to odpisała, że to by było dziwne, że pomyślałby, że jest nienormalna. Jak to odbierać…? Nie przejmować się? A przyznam, że jestem człowiekiem, który analizuje, boi się, mimo że jej ufam — nie ufam temu facetowi.

