Dzień dobry.
Czytając Pana wiadomość, mam poczucie, że w ostatnich miesiącach przyszło się Panu mierzyć z wieloma bardzo trudnymi doświadczeniami jednocześnie. Mam również wrażenie, że próbuje Pan odnaleźć się pomiędzy potrzebami córki, emocjami partnerki i własnym pragnieniem utrzymania tej relacji. To niezwykle wymagająca sytuacja i trudno się dziwić, że towarzyszy Panu zmęczenie, niepewność oraz poczucie zagubienia.
Odnoszę wrażenie, że od momentu, w którym córka przypadkowo zobaczyła Państwa w intymnej sytuacji, relacje zaczęły stopniowo się zmieniać. Z perspektywy psychologii rozwojowej takie doświadczenie mogło być dla 11-letniego dziecka zbyt trudne, aby samodzielnie je zrozumieć i uporządkować. Dzieci często wyrażają swoje napięcie nie wprost, lecz poprzez zmianę zachowania czy dystans wobec osoby, z którą dane przeżycie zaczęły kojarzyć. Nie oznacza to złej woli ani świadomego działania przeciwko partnerce, ale może być naturalnym sposobem radzenia sobie z silnymi emocjami.
Z drugiej strony można przypuszczać, że zgłoszenie do safeguarding było dla Pana partnerki doświadczeniem bardzo obciążającym. Takie sytuacje często wywołują lęk, poczucie zagrożenia i utraty wpływu na własne życie. Zdarza się wtedy, że pojawia się potrzeba znalezienia osoby odpowiedzialnej za własne cierpienie. Jednocześnie warto pamiętać, że córka zrobiła to, czego uczymy dzieci podczas terapii – powiedziała zaufanej osobie o czymś, co wzbudziło jej niepokój, a terapeuta miał obowiązek potraktować tę informację poważnie.
Najbardziej poruszyło mnie jednak to, jak opisuje Pan swoje miejsce w tej relacji. Z Pana słów wybrzmiewa, że od dłuższego czasu to Pan podejmuje kolejne próby zbliżenia, inicjuje kontakt i stara się podtrzymywać więź, a jednocześnie coraz częściej doświadcza Pan chłodu i wycofania ze strony partnerki. To bardzo trudne doświadczenie, ponieważ kiedy bliskość staje się jednostronnym wysiłkiem, łatwo zaczynają pojawiać się pytania o własną wartość i o to, czy nadal jest się ważnym dla drugiej osoby.
Myślę, że sytuacja z wyjściem do koleżanki nie jest tu najistotniejsza. Mam raczej wrażenie, że stała się ona kolejnym momentem, który potwierdził Pana wcześniejsze poczucie odsunięcia i samotności w tej relacji. W kryzysie to właśnie powtarzające się doświadczenia, a nie pojedyncze wydarzenia, najbardziej wpływają na nasze emocje.
Zachęcałabym Pana do spokojnej rozmowy z partnerką nie tyle o konkretnych sytuacjach, ile o tym, jak każde z Państwa przeżyło ostatnie miesiące i czy oboje nadal widzą przestrzeń do odbudowania tej relacji. Tylko szczere nazwanie emocji i potrzeb daje szansę na odzyskanie bliskości. Jeśli natomiast okaże się, że tylko jedna strona jest gotowa o tę relację zabiegać, warto również zadać sobie pytanie, czy nie bierze Pan na siebie odpowiedzialności za coś, co wymaga zaangażowania dwóch osób.
Proszę również pamiętać, aby w tym wszystkim nie pomijać własnych emocji. Z Pana opisu wynika, że przez dłuższy czas skupia się Pan przede wszystkim na potrzebach innych osób. Tymczasem Pana poczucie bezpieczeństwa, szacunku i bliskości w związku są równie ważne i zasługują na uważność. Czasami właśnie od uznania własnych przeżyć zaczyna się możliwość podjęcia dobrych decyzji – zarówno dla siebie, jak i dla dzieci.