Left ArrowWstecz

Życie w toksycznym domu - jak poradzić sobie z napięciem i krytyką?

Dzień dobry, żyję w domu, który mnie ukształtował, tylko że nie w ten dobry sposób. W dzieciństwie było dużo upokarzania, krzyków i bicia ze strony rodziców. Teraz jestem dorosła, ale mam wrażenie, że mój organizm dalej działa jak wtedy w trybie ciągłego napięcia. Strasznie denerwują mnie drobne rzeczy. Wiem, że dla kogoś z zewnątrz to może wyglądać jak przesada, ale u mnie to jest reakcja na lata życia w stresie. Wystarczy jeden komentarz, jedno spojrzenie i już czuję, jak wszystko się we mnie zaciska. Najbardziej boli mnie to, że nadal mieszkam w tym domu. Próbuję być w nim szczęśliwa, chociaż to miejsce w ogóle temu nie sprzyja. Marzę o wyprowadzce, o własnym kącie, ale zwyczajnie mnie na to nie stać. I to poczucie, że jestem „uwięziona”, bardzo mnie dobija. Robię naprawdę dużo, sprzątam, gotuję, ogarniam dom, płacę rachunki. Staram się być odpowiedzialna i pomocna. A mimo to ciągle słyszę, że to za mało. Zawsze jest coś źle. Zawsze można było lepiej, szybciej, inaczej. Nie ma docenienia, jest ciągła kontrola i krytyka. Czasem marzę o naprawdę prostych rzeczach. O tym, żeby usiąść wieczorem przed telewizorem. Bez stresu. Bez myśli, że ktoś zaraz zwróci mi uwagę, że na blacie w kuchni stoi kubek po kawie. Bez poczucia, że muszę być w ciągłej gotowości, bo inaczej dostanę opieprz. Chciałabym choć raz poczuć, że mogę być niedoskonała i że świat się od tego nie zawali.Ten dom jest bardzo toksyczny. Nie ma w nim rozmowy, tylko ocenianie. Nie ma wsparcia, tylko wypominanie. Moje emocje są bagatelizowane, a granice praktycznie nie istnieją. Mam wrażenie, że cokolwiek zrobię, i tak będzie źle. Widzę, jak bardzo mnie to wszystko zmieniło. Mam problem z odpoczynkiem, bo czuję się winna. Mam problem z radością, bo zaraz spodziewam się krytyki. Żyję w napięciu, jakby coś złego miało się wydarzyć w każdej chwili. za każdym razem, gdy słyszę docinki w stylu „ty nic nie robisz”, mimo że robię naprawdę dużo, mam w głowie myśl, że mam już dość tego życia, że jestem w sytuacji w której nigdy nie chciałam być, że moje życie to porażka, że żyje życiem, którego bałam się jako nastolatka :(

User Forum

Ola

4 miesiące temu
Dagmara Łuczak

Dagmara Łuczak

Pani Olu, 

Dziękuję za podzielenie się swoimi doświadczeniami, to z pewnością nie jest łatwe.  

Dorastała Pani w mało sprzyjających warunkach, a Pani organizm  nauczył się żyć w ciągłym napięciu. Ten stan nie znika tylko dlatego, że dorastamy. Zapisuje się to w pamięci ciała.  Stałe napięcie, drażliwość i reakcje na drobiazgi to normalne skutki wieloletniego stresu. Pani układ nerwowy wciąż próbuje chronić Panią tak, jak kiedyś.  Najbardziej trudnym w tej sytuacji jest to, że nadal znajduje się Pani w tym samym miejscu, które raniło Panią w dzieciństwie.   Trudno zdrowieć tam, gdzie źródło bólu wciąż jest obecne. Krytyka i kontrola nie są motywacją. Są formą przemocy emocjonalnej. To, co Pani opisuje jako swoje marzenie. Jest podstawową potrzebą każdego człowieka. Miejsce, w którym będziemy czuli się bezpiecznie, spokojnie. 

 

Jeśli ma Pani taką możliwość, bardzo pomogłaby rozmowa z psychologiem lub terapeutą. To mały krok, który może pomóc w kolejnych etapach do osiągnięcia szczęścia.

 

Pozdrawiam i życzę dużo siły, 

Dagmara Łuczak 

Psycholog 

4 miesiące temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Joanna Rybicka

Joanna Rybicka

Dobry wieczór,

Na pewno nie jest łatwo rozkwitnąć i ruszyć w stronę samodzielnego życia, gdy ma się stały, bezpośredni kontakt z osobami, które regularnie próbują dać do zrozumienia, że „coś jest z nami nie tak”. Życie w takim środowisku bardzo utrudnia budowanie poczucia bezpieczeństwa, szacunku i własnej wartości.

Aby móc stopniowo zaspokajać te bardzo podstawowe i ważne potrzeby — takie jak bezpieczeństwo emocjonalne czy bycie traktowaną z szacunkiem — warto w pierwszej kolejności skupić się na wzmacnianiu siebie. Małymi krokami. Być może przy wsparciu specjalisty, a jeśli na ten moment jest to trudne finansowo, to chociaż w formie online: poprzez darmowe podcasty, webinary, materiały psychoedukacyjne czy samodzielną pracę nad sobą.

Z czasem, gdy będzie Pani wzmacniać swoją pewność siebie, poczucie własnej wartości i sprawczości, mogą stać się dostępne inne możliwości działania. Być może przełoży się to również na większe zasoby — także finansowe — które w przyszłości umożliwią wyprowadzkę. Jednak pierwszym i kluczowym krokiem jest nauczenie się, że Pani wartość nie zależy od opinii innych osób ani od ich nastroju, krytyki czy oczekiwań.

Już teraz zrobiła Pani bardzo ważny krok — napisała Pani na forum i nazwała to, co Pani przeżywa. To wymaga odwagi. Serdecznie gratuluję tego kroku i trzymam kciuki za kolejne.

 

Pozdrawiam serdecznie,

Joanna Rybicka

4 miesiące temu
Gizela Maria Rutkowska

Gizela Maria Rutkowska

Droga Olu,

fakt, żyjesz w zaklętym kręgu i cokolwiek w nim nie zrobisz, będzie oceniane źle i wypominane. Ale. Może czas postawić ostrą granicę? Może powiedzieć, że dość już oceniania i dryllu? Jesteś dorosła, ale jeszcze wciąż szukasz własnej drogi, gdy tymczasem twoje poczucie własnej wartości jest niskie. Brak akceptacji siebie i brak pewności siebie widzą wszyscy. Łatwo to i widzieć i wykorzystać przeciw Tobie. 

Proponuję terapię, choćby tę on line, od czegoś zacząć, by stawić priorytety, wartości i zacząć budować swoją tożsamość. Bo kim jesteś? Do czego dążysz? Wiesz wiele, ale to nie przekłada się na racjonalne działania, lecz na chaotyczne poszukiwanie zagubionej duszy. Zrozum, czas na Ciebie. Zacznij działać, wybierz dobrego terapeutę.

 

Pozdrawiam serdecznie

Dr Gizela Maria Rutkowska

Psycholog

Terapeuta

4 miesiące temu
Zuzanna Zbieralska

Zuzanna Zbieralska

Pani Olu,

Dziękuję za podzielenie się swoimi doświadczeniami. Domyślam się, jak może być Pani ciężko w obecnej sytuacji.

Ważne, aby wiedziała Pani, że Pani objawy są całkowicie normalne w stosunku do sytuacji i to nie oznacza, że jest z Panią coś nie tak, tylko, że Pani ciało i organizm chce Panią chronić przed potencjalnym niebezpieczeństwem. Gdy żyjemy w przemocowym środowisku, nasz organizm zapamiętuje sytuacje, które wiązały się dla nas z czymś trudnym i na tej podstawie może ukształtować się lęk, który pojawia się nawet mimo realnego niebezpieczeństwa w podobnych sytuacjach, aby na pewno zdążyć nas uchronić. Niestety sytuacja jest dla Pani dodatkowo utrudniona z racji przebywania stale w takim środowisku, co może niestety wzmacniać objawy. Proponuję wesprzeć się pomocą psychologa lub terapeuty, który pomoże w wypracowaniu najlepszych rozwiązań.

 

Trzymam kciuki i pozdrawiam ciepło,

Zuzanna Zbieralska, psycholożka

4 miesiące temu
Weronika Wardzińska

Weronika Wardzińska

Dzień dobry,


to, w jakim stanie Pani dziś funkcjonuje, jest bardzo typową konsekwencją dorastania w przemocy i ciągłym napięciu. Organizm nauczył się być w trybie przetrwania, dlatego reaguje nadmiernie na drobne bodźce, to nie jest przesada ani słabość, tylko utrwalona reakcja stresowa. Życie w tym samym domu podtrzymuje ten stan i nic dziwnego, że czuje się Pani uwięziona, wyczerpana i pozbawiona nadziei. Problemem nie jest to, że robi Pani „za mało”, tylko że funkcjonuje Pani w środowisku, w którym nie ma bezpieczeństwa, uznania ani granic. Najważniejsze teraz są dwie rzeczy: realny plan wyjścia z tego domu (nawet długoterminowy, krok po kroku) oraz wsparcie z zewnątrz,psychoterapia ukierunkowana na traumę i przemoc domową. Pani myśli o porażce i „dość życia” nie mówią prawdy o Pani, tylko o skrajnym przeciążeniu. Ma Pani prawo do odpoczynku, niedoskonałości i własnego miejsca, nawet jeśli dziś wydaje się to bardzo daleko.


Pozdrawiam serdecznie,

Weronika Wardzińska

4 miesiące temu
dep.pop

Darmowy test na depresję poporodową (Edynburska Skala Depresji Poporodowej)

Zobacz podobne

Związek na odległość: wyzwania w relacji z partnerką z dziećmi
Witam, jestem z zwiazku na odleglosc, moja partnerka ma dzieci. Ja wlasciwie zakochalem sie w niej a nie w jej dzieciach - jestem pierwszy raz w takiej sytuacji i zawsze myslalem, ze nie jest to problem, i moglbym latwo nawiazac wiez. Niestety ciezko mi to okreslic, pewnie czas pokaze ale mam wrazenie, ze nie moglbym sie na prawde zwiazac emocjonalnie z jej dziecmi, i nie czulbym sie naturalnie gdyby np. Mowily do mnie tato - maja swoich ojcow. I skoro mowa o ich ojcach uwazam, ze kwestie finansowe powinny spoczywac na ich rodzicach, teraz zarabiam dobrze ale po powrocie do kraju moje finanse zmniejsza sie kilkukrotnie i jeszcze gdybym mial brac udzial w finansowaniu nie swoich dzieci to moje zycie polegaloby tylko na jedzeniu i pracy. To kwestia finansowa - mam tylko nadzieje, ze z mojej wypowiedzi nie wynikaja jakies negatywne cechy charakteru. Kwestia podejscia do wydatkow - ja jestem bardzo oszczedny i podchodze bardzo ostroznie do wydawania nawet jak mam pieniadze. Moja partnerka budzet koncentruje nawet kosztem siebie wokol dzieci - byc moze calkiem naturalnie, tylko tutaj sila rzeczy nie bede umial patrzyc na to jak, odmawia sobie jedzenia bo musi zaplacic za wycieczke szkolna - w rezultacie pewnie bede wydawac pieniadze posrednio “na nie swoje dzieci” (to co pisze brzmi troche niezrecznie i dziwnie). Poza tym - ona nie chce podnosic alimentow, wydaje na rzeczy ktore uwazam sa niekonieczne i zbedne ale jezeli dzieci bardzo chca.. to robi wszystko zeby zaspokoic ich potrzeby. Ja tak nie potrafie - sa pewne priorytety na ktore planuje budzet a reszta to dodatki. Kolejna kwestia - czas. Ja chce spedzac go jak najwiecej z nia… nawet teraz kiedy widzimy sie raz na dlugi czas mam wrazenie, ze moglaby rozplanowac go bardziej dla nas jednak odnosze chwilami wrazenie, ze dla niej “czas dla nas rowna sie czas dla nas i dzieci”. Ostatnia noc przed wyjazdem - mam ochote wykorzystac czas maksymalnie i mysle sobie w glebi - fajnie jakby wyslala dzieci do babci… ale u niej wyglada to nieco inaczej. Kolejna kwestia dot. Czasu - kieds byla sytuacja ze partnerka musiala wstac wczesniej do pracy - wiec jak rozumiem w takie dni dzieci organizuja sobie sniadanie same - ona bez zadnego porozumienia, rozmowy mowi “wstaniesz rano i przyszykujesz sniadanie dzieciom”. Raz ze moga zrobic to same dwa to czas mojego urlopu i mam ochote odespac czas pracy a trzy… moze to nic wielkiego ale mam wrazenie ze takie podejscie moze “sie rozrosnac” i w kazdym wolnym czasie bede slyszec “zrob, zawiez, kup, musisz”. Ja osobiscie uwazam, ze najpierw powinno sie takie kwestie omawiac i szukac ewentualnie kompromisu - ja wlasciwie staram sie totalnie nie dzielic/narzucac swoich obowiazkow na kogos innego. Ostatnia rzecz - przepraszam i mam nadzieje, ze to nie problem, ze tak duzo pisze. Kocham podroze, chcialbym ulozyc zycie tak zeby moc czesciej robic sobie wolne i leciec gdzies pozwiedzac - najchetniej z nia ale nie ma tyle urlopu a dwa - nie bylbym w stanie finansowo tego udzwignac kilka razy w roku na dwoje - nie mowiac juz 4 bo wtedy musialbym zapomniec totalnie o jedynej wlasciwie rzeczy w zyciu ktora daje mi satysfakcje - nie umiem z nia o tym porozmawiac bo czuje, ze bylaby zawiedziona i wyniknalby z tego konflikt. Podsumowujac - kocham ja ale jednoczesnie w zwiazku z tym ze ma dzieci nie chcialbym rezygnowac ze swojego zycia ktore sobie zbudowalem w oparciu o moje potrzeby a ona chyba uwaza, ze “powinna mi narzucic jej realia bo tak wyglada zycie”.
Czy to normalne, że mając 41 lat, martwię się, jak moje decyzje wpłyną na najbliższych, rodzinę?
Czy to normalne, że mając 41 lat, martwię się, jak moje decyzje wpłyną na najbliższych, rodzinę, że nie chcę się wychylać i zgadzam się, a jak postawiłam na swoim, to cała rodzina odwróciła się? I czy to normalna sytuacja, że partner usprawiedliwia złośliwości przyjaciółki w stosunku do obecnej partnerki, zbywa je, bo nie chce robić przykrości przyjaciółce?
6-latek stresuje się przed przedszkolem; stres i bóle brzucha.

Syn 6 lat (zerówka) chętnie chodził do przedszkola, lubił kontakt z dziećmi i panie opiekunki. Od pewnego czasu płacze, gdy musi wejść do sali, nie chce tam być. Prosi o zmianę przedszkola. W domu wszystko jest dobrze, stres przychodzi przed salą. Od dwóch dni skarży się na ból brzucha, gdy jest w przedszkolu, po odebraniu jest wesoły, ruchliwy jak zawsze, ból mija. Na próby pytań dlaczego nie chce tam być odpowiada: już nie lubię tego przedszkola. Problem z brzuszkiem (silny ból momentami wykręcający w różnych porach dnia i nocy) był diagnozowany wcześniej (zespół jelita drażliwego) lekarka powiedziała, że to najprawdopodobniej reakcja na stres lub jakieś wydarzenia, ale to działo się od urodzenia- minęło samoistnie ponad rok temu. Teraz bóle wróciły, a syn nie chce powiedzieć, dlaczego jest taki zdenerwowany i czemu nie chce być w przedszkolu.

Jak poradzić sobie z bezradnością i złością na wieść o ciężkiej chorobie bliskiego?

Dzień dobry. Piszę z bardzo ciężką dla mnie sprawą. Dwa tygodnie temu dowiedzieliśmy się, że mój 67-letni dziadek jest ciężko chory i czeka go leczenie paliatywne - ma raka płuc z przerzutami do głowy i na nadnercza. Dziadek przez 52 lata ciężko pracował, nie pozwalał sobie na urlopy i bezrobocie. Mimo emerytury nadal chodził do pracy, bo jak to mówił "nie da się zamknąć w domu'. Tydzień temu oficjalnie miał rozpocząć emeryturę. Jednak nasze życie przewróciło się do góry nogami. Czuję ogromną złość, że dziadkowi nie jest dane cieszyć się wolnym czasem, przejażdżkami autem z babcią, jeżdżenia i odwiedzania rodziny jak to zawsze lubią, pracy w ogrodzie, wyjazdów na ryby... Jestem taka zła! Czuję taką bezradność. Chciałabym, żeby nacieszył się wolnym, rodziną... Dziadek wciąż jest młody i nie mogę sobie poradzić z tą bezradnością :(

Czy jakikolwiek powód może usprawiedliwić zabieranie innym domownikom pensji?
Dzień dobry. Moja matka zabiera całą pensję swojemu mężowi. Podobna sytuacja miała miejsce, gdy była związana z moim ojcem, może z tą różnicą, że ojciec oddawał jej pensję z własnej woli, a jej obecny mąż ma co do tego zastrzeżenia. Moja matka usprawiedliwia to skłonnością swojego obecnego męża do trunków. Nie jestem specjalistką w tej dziedzinie, ale wydaje mi się, że jej mąż nie jest uzależniony od alkoholu — pochodzi z rodziny, w której kolokwialnie mówiąc lubią wypić. Gdy kiedyś matka zmusiła obecnego męża do tzw. zaszycia się, on bez problemu przestał pić, nie szukał sposobów ani okazji do picia i nie był ani trochę nerwowy z tego powodu. Po czasie, gdy wszyty preparat przestał działać, oczywiście mąż wrócił do dawnych nawyków. Generalnie pije dość często, ale gdy chce może nie pić. Czy nawet, gdyby był alkoholikiem, to usprawiedliwia zabieranie mu całej pensji? Jeżeli okaże się, że ukrył przed nią gdzieś pieniądze i na przykład matka znajdzie je w kieszeni spodni robiąc pranie, jest okropna awantura. Dodam, że brat, który mieszka z matką również oddaje jej swoją pensję. Podobno robi to dobrowolnie. Gdy chce coś sobie kupić musi prosić ją o swoje pieniądze. Gdy drugi brat mieszkał jeszcze z nimi, matka również wymagała, by się "dokładał do wydatków", ale brat żalił się wielokrotnie, że jej tak naprawdę chodzi o to, by oddawał jej wszystkie pieniądze, a nie ich część. Mam wrażenie, że moja matka jest terrorystką finansową. Czy jakikolwiek powód może usprawiedliwić zabieranie innym domownikom pensji? Albo manipulowanie tak, aby "dobrowolnie" ją oddawali?
zaburzenia zachowania

Zaburzenia zachowania - przyczyny, objawy i metody wsparcia

Zaburzenia zachowania to problem zdrowotny wpływający na życie osoby i jej otoczenia. Warto poznać objawy, by w razie potrzeby wiedzieć, kiedy skonsultować się ze specjalistą. Wczesna diagnoza i leczenie mogą znacząco poprawić jakość życia.