Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Życie w toksycznym domu - jak poradzić sobie z napięciem i krytyką?

Dzień dobry, żyję w domu, który mnie ukształtował, tylko że nie w ten dobry sposób. W dzieciństwie było dużo upokarzania, krzyków i bicia ze strony rodziców. Teraz jestem dorosła, ale mam wrażenie, że mój organizm dalej działa jak wtedy w trybie ciągłego napięcia. Strasznie denerwują mnie drobne rzeczy. Wiem, że dla kogoś z zewnątrz to może wyglądać jak przesada, ale u mnie to jest reakcja na lata życia w stresie. Wystarczy jeden komentarz, jedno spojrzenie i już czuję, jak wszystko się we mnie zaciska. Najbardziej boli mnie to, że nadal mieszkam w tym domu. Próbuję być w nim szczęśliwa, chociaż to miejsce w ogóle temu nie sprzyja. Marzę o wyprowadzce, o własnym kącie, ale zwyczajnie mnie na to nie stać. I to poczucie, że jestem „uwięziona”, bardzo mnie dobija. Robię naprawdę dużo, sprzątam, gotuję, ogarniam dom, płacę rachunki. Staram się być odpowiedzialna i pomocna. A mimo to ciągle słyszę, że to za mało. Zawsze jest coś źle. Zawsze można było lepiej, szybciej, inaczej. Nie ma docenienia, jest ciągła kontrola i krytyka. Czasem marzę o naprawdę prostych rzeczach. O tym, żeby usiąść wieczorem przed telewizorem. Bez stresu. Bez myśli, że ktoś zaraz zwróci mi uwagę, że na blacie w kuchni stoi kubek po kawie. Bez poczucia, że muszę być w ciągłej gotowości, bo inaczej dostanę opieprz. Chciałabym choć raz poczuć, że mogę być niedoskonała i że świat się od tego nie zawali.Ten dom jest bardzo toksyczny. Nie ma w nim rozmowy, tylko ocenianie. Nie ma wsparcia, tylko wypominanie. Moje emocje są bagatelizowane, a granice praktycznie nie istnieją. Mam wrażenie, że cokolwiek zrobię, i tak będzie źle. Widzę, jak bardzo mnie to wszystko zmieniło. Mam problem z odpoczynkiem, bo czuję się winna. Mam problem z radością, bo zaraz spodziewam się krytyki. Żyję w napięciu, jakby coś złego miało się wydarzyć w każdej chwili. za każdym razem, gdy słyszę docinki w stylu „ty nic nie robisz”, mimo że robię naprawdę dużo, mam w głowie myśl, że mam już dość tego życia, że jestem w sytuacji w której nigdy nie chciałam być, że moje życie to porażka, że żyje życiem, którego bałam się jako nastolatka :(

User Forum

Ola

1 miesiąc temu
Dagmara Łuczak

Dagmara Łuczak

Pani Olu, 

Dziękuję za podzielenie się swoimi doświadczeniami, to z pewnością nie jest łatwe.  

Dorastała Pani w mało sprzyjających warunkach, a Pani organizm  nauczył się żyć w ciągłym napięciu. Ten stan nie znika tylko dlatego, że dorastamy. Zapisuje się to w pamięci ciała.  Stałe napięcie, drażliwość i reakcje na drobiazgi to normalne skutki wieloletniego stresu. Pani układ nerwowy wciąż próbuje chronić Panią tak, jak kiedyś.  Najbardziej trudnym w tej sytuacji jest to, że nadal znajduje się Pani w tym samym miejscu, które raniło Panią w dzieciństwie.   Trudno zdrowieć tam, gdzie źródło bólu wciąż jest obecne. Krytyka i kontrola nie są motywacją. Są formą przemocy emocjonalnej. To, co Pani opisuje jako swoje marzenie. Jest podstawową potrzebą każdego człowieka. Miejsce, w którym będziemy czuli się bezpiecznie, spokojnie. 

 

Jeśli ma Pani taką możliwość, bardzo pomogłaby rozmowa z psychologiem lub terapeutą. To mały krok, który może pomóc w kolejnych etapach do osiągnięcia szczęścia.

 

Pozdrawiam i życzę dużo siły, 

Dagmara Łuczak 

Psycholog 

1 miesiąc temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Joanna Rybicka

Joanna Rybicka

Dobry wieczór,

Na pewno nie jest łatwo rozkwitnąć i ruszyć w stronę samodzielnego życia, gdy ma się stały, bezpośredni kontakt z osobami, które regularnie próbują dać do zrozumienia, że „coś jest z nami nie tak”. Życie w takim środowisku bardzo utrudnia budowanie poczucia bezpieczeństwa, szacunku i własnej wartości.

Aby móc stopniowo zaspokajać te bardzo podstawowe i ważne potrzeby — takie jak bezpieczeństwo emocjonalne czy bycie traktowaną z szacunkiem — warto w pierwszej kolejności skupić się na wzmacnianiu siebie. Małymi krokami. Być może przy wsparciu specjalisty, a jeśli na ten moment jest to trudne finansowo, to chociaż w formie online: poprzez darmowe podcasty, webinary, materiały psychoedukacyjne czy samodzielną pracę nad sobą.

Z czasem, gdy będzie Pani wzmacniać swoją pewność siebie, poczucie własnej wartości i sprawczości, mogą stać się dostępne inne możliwości działania. Być może przełoży się to również na większe zasoby — także finansowe — które w przyszłości umożliwią wyprowadzkę. Jednak pierwszym i kluczowym krokiem jest nauczenie się, że Pani wartość nie zależy od opinii innych osób ani od ich nastroju, krytyki czy oczekiwań.

Już teraz zrobiła Pani bardzo ważny krok — napisała Pani na forum i nazwała to, co Pani przeżywa. To wymaga odwagi. Serdecznie gratuluję tego kroku i trzymam kciuki za kolejne.

 

Pozdrawiam serdecznie,

Joanna Rybicka

1 miesiąc temu
Gizela Maria Rutkowska

Gizela Maria Rutkowska

Droga Olu,

fakt, żyjesz w zaklętym kręgu i cokolwiek w nim nie zrobisz, będzie oceniane źle i wypominane. Ale. Może czas postawić ostrą granicę? Może powiedzieć, że dość już oceniania i dryllu? Jesteś dorosła, ale jeszcze wciąż szukasz własnej drogi, gdy tymczasem twoje poczucie własnej wartości jest niskie. Brak akceptacji siebie i brak pewności siebie widzą wszyscy. Łatwo to i widzieć i wykorzystać przeciw Tobie. 

Proponuję terapię, choćby tę on line, od czegoś zacząć, by stawić priorytety, wartości i zacząć budować swoją tożsamość. Bo kim jesteś? Do czego dążysz? Wiesz wiele, ale to nie przekłada się na racjonalne działania, lecz na chaotyczne poszukiwanie zagubionej duszy. Zrozum, czas na Ciebie. Zacznij działać, wybierz dobrego terapeutę.

 

Pozdrawiam serdecznie

Dr Gizela Maria Rutkowska

Psycholog

Terapeuta

1 miesiąc temu
Zuzanna Zbieralska

Zuzanna Zbieralska

Pani Olu,

Dziękuję za podzielenie się swoimi doświadczeniami. Domyślam się, jak może być Pani ciężko w obecnej sytuacji.

Ważne, aby wiedziała Pani, że Pani objawy są całkowicie normalne w stosunku do sytuacji i to nie oznacza, że jest z Panią coś nie tak, tylko, że Pani ciało i organizm chce Panią chronić przed potencjalnym niebezpieczeństwem. Gdy żyjemy w przemocowym środowisku, nasz organizm zapamiętuje sytuacje, które wiązały się dla nas z czymś trudnym i na tej podstawie może ukształtować się lęk, który pojawia się nawet mimo realnego niebezpieczeństwa w podobnych sytuacjach, aby na pewno zdążyć nas uchronić. Niestety sytuacja jest dla Pani dodatkowo utrudniona z racji przebywania stale w takim środowisku, co może niestety wzmacniać objawy. Proponuję wesprzeć się pomocą psychologa lub terapeuty, który pomoże w wypracowaniu najlepszych rozwiązań.

 

Trzymam kciuki i pozdrawiam ciepło,

Zuzanna Zbieralska, psycholożka

1 miesiąc temu
Weronika Wardzińska

Weronika Wardzińska

Dzień dobry,


to, w jakim stanie Pani dziś funkcjonuje, jest bardzo typową konsekwencją dorastania w przemocy i ciągłym napięciu. Organizm nauczył się być w trybie przetrwania, dlatego reaguje nadmiernie na drobne bodźce, to nie jest przesada ani słabość, tylko utrwalona reakcja stresowa. Życie w tym samym domu podtrzymuje ten stan i nic dziwnego, że czuje się Pani uwięziona, wyczerpana i pozbawiona nadziei. Problemem nie jest to, że robi Pani „za mało”, tylko że funkcjonuje Pani w środowisku, w którym nie ma bezpieczeństwa, uznania ani granic. Najważniejsze teraz są dwie rzeczy: realny plan wyjścia z tego domu (nawet długoterminowy, krok po kroku) oraz wsparcie z zewnątrz,psychoterapia ukierunkowana na traumę i przemoc domową. Pani myśli o porażce i „dość życia” nie mówią prawdy o Pani, tylko o skrajnym przeciążeniu. Ma Pani prawo do odpoczynku, niedoskonałości i własnego miejsca, nawet jeśli dziś wydaje się to bardzo daleko.


Pozdrawiam serdecznie,

Weronika Wardzińska

1 miesiąc temu
komunikacja w zwiazku

Darmowy test na jakość komunikacji w związku

Zobacz podobne

Związek na odległość – brak entuzjazmu partnerki i poczucie niezrozumienia
Witam. Zwiazek na odleglosc. Rozne jezyki wsparcia i milosci… Po roku czasu oznajmilem swojej partnerce, ze jak sie uda to byc moze wreszcie zjade za 3 tygodnie i zostane na dluzej - zobacze jak wszystko sie uklada i wyglada zeby moc zdecydowac o powrocie do kraju. Bylem zadowolony sam z tej decyzji ktora zalezala od mozliwosci pracy zdalnej, co jednak niestety sie nie udalo. Problemem przynajmniej dla mnie jest to, ze spodziewalem sie jakiegos entuzjazmu, jakiejs pozytywnej reakcji. Jakichs slow albo chociaz jednego “wreszcie”. Dostalem w odpowiedzi jednak bardziej odpowiedz ksiegowej “wiesz musisz to sobie dobrze przemyslec, czy znajdziesz prace, czy bedzie Ci sie to tutaj oplacac, zeby potem nie bylo, ze to moja wina, bo tam wrocic juz nie bedziesz mogl. Sprawilo to u mnie bardzo duze rozczarowanie i zawod. Dzisiaj ona tlumaczy to tym, ze “to byly tylko slowa, gadanie z ktorego nic nie wyniknelo a ona chce konkretow a przypuszczen, dlatego nie nastawia sie zeby sie nie rozczarowac”. Ale nawet jednego “byloby super”…. Dzisiaj planowalismy lot na krotki urlop w zwiazku z feriami jej dziecka. Jednak bilety bardzo drogie i rozwazam moze zmiane planow… rozmawialismy chwile o tym, ona mowi “to jednak moze nie przylecimy bo ta cena jest kosmiczna ja jednak na pewno wezme urlop, zeby spedzic go tutaj z dzieckiem” na co w kolejnej wiadomosci napisala “a Ty przyjezdzasz w lutym”. Odebralem to dosyc byc moze negatywnie bez potrzeby… ale poczulem sie jak ktos na doczepke - najwazniejsze zorganizowac czas dziecku a Ty tez moze bedziesz? Nie poczulem “wreszcie wezme urlop, musisz byc zebysmy go wykorzystali - skoro nie przylecimy to Ty do nas?”… Nie wiem co mam myslec ani o swoim zachowaniu/wrazliwosci ani o jej…
Czy to zaburzenia osobowości? - przemoc w dzieciństwie, ogromna potrzeba współczucia i związane z tym zachowania
Zaburzenia osobowości? Nie rozumiem swojego zachowania i nienawidzę siebie za nie, ale nie potrafię zmienić. Najprościej rzecz ujmując, chcę od innych litości, chociaż nie dzieje się nic, czego mogliby mi współczuć. Posuwam się do tego, że wymyślam smutne historie i to są naprawdę poważne kłamstwa. Szczególnie tyczy się to osób, które ja lubię. Ja tego nienawidzę, brzydzę się sobą, a jednocześnie nie potrafię inaczej. Zawsze mam jedną osobę, o której myślę wręcz obsesyjnie i wyobrażam sobie, że on dowiaduje się o mnie czegoś i patrzy na mnie z takim zrozumieniem/współczuciem. I to nie jest związane z tym, że ktoś mi się podoba. To są osoby starsze, ja mam 20 lat, w gimnazjum była to jedna nauczycielka, w liceum wychowawczyni, teraz zaczęłam studia i też jest jeden wykładowca, w międzyczasie instruktor prawa jazdy. Tak naprawdę nie potrafię przestać, dopóki nie skończą się kontakty z tą osobą, tzn nie skończę szkoły. Mnie już to strasznie męczy, poza tym czasami żeby pokryć głupie kłamstwa muszę wymyślać kolejne i kolejne. W gimnazjum zostałam "zdemaskowana" i niczego mnie to nie nauczyło. Nie wiem, z czego to wynika, być może z tego, co działo się w dzieciństwie. Mój ojciec robił codziennie awantury, podczas których niszczył sprzęty i był bardzo agresywny, ale nas nie bił. Paskiem po tyłku albo szarpnął, ale nigdy nie miałam nawet siniaka. Potrafił zrobić kilkugodzinną awanturę o to, że ktoś posmarował kanapkę wg niego zbyt dużą ilością masła. Ja wiem, że to na mnie wpłynęło, generalnie ja nie potrafię odnaleźć się w społeczeństwie, mam bardzo niską samoocenę. Często palnę coś głupiego, albo jakoś dziwnie się zachowuję, często jestem też przygnębiona (mam zdiagnozowaną i leczoną depresję). Może szukam w ten sposób akceptacji swojego zachowania? Bo przecież nie powiem ludziom "mój ojciec był tyranem i dlatego jestem dziwna, proszę zaakceptujcie mnie". Tym bardziej, że awantury są w co drugiej rodzinie i ludzie jakoś sobie radzą. Więc łatwiej podciągnąć to pod coś, co dzieje się aktualnie... Co z tym mogę zrobić?
Ciąża wysokiego ryzyku - czym uspokoić ciało i głowę?
Jestem w ciąży, która jest wysokiego ryzyka z powodu nadciśnienia. Nie umiem zapanować nad lękiem i robi się z tego samonakręcająca się spirala, czyli boję się że będzie źle, że wysokie ciśnienie będzie no i tciśnienie rośnie z powodu stresu. Co mogę zrobić, żeby się zrelaksować? Czym mogę uspokoić ciało i głowę?
Witam. Niecałe 5 lat temu nastąpiła dla mnie traumatyczna sytuacja życiowa z mężem( w skutek zażywania amfetaminy przez jakiś czas, mąż zaczął mieć urojenia dotyczące moich rzekomych zdrad) przeszłam dla mnie myślę horror:( po wizycie u psychiatry dostałam leki po diagnozie " inne zaburzenia nerwicowe" niestety brałam je krótko, przerwałam leczenie ponieważ razem z mężem pokonaliśmy razem te trudności, mamy 4 dzieci a najmłodszy syn ma 18 miesięcy. Niestety w ostatnim czasie w szkole syna pojawiły się problemy, widzę teraz jak odbiły się na mnie, mam duże wahania nastrojów, raz jestem agresywna( bez przemocy fizycznej) a za chwilę płaczę a poczucie winy sprawia że mam pełne objawy fizyczne tj. Bóle pulsowanie głowy, ból brzucha z uczuciem trzęsienia się brzucha, sztywnienie nadgarstków i palcy u rąk, "góla" w gardle, bardzo szybkie bicie serca, kołotani, zimne poty itp. Z domu nie chce mi się wychodzić, każde wyjście w załatwienu sprawy jest dla mnie przytłaczające" że znowu muszę iść i rozmawiać z ludzmi" przez co zawalam dużo spraw, bardzo odbija się to na mężu ponieważ to w nim szukam wtedy winy o wszystko:( sama sobie ze wszystkiego robię problem, nie ma dla mnie pozytywnych myśli, zawsze jest coś co przekona mnie żeby jednak zrezygnować z danych rzeczy, w tym roku pierwszy raz byłam nad morzem z rodziną i nawet chwilę nie cieszyłam się z tego, wszystko ma dwie barwy białe i szare. Planuje wrócić do psychiatry, czy to konieczne czy ten zły czas minie jak wtedy? Dziękuję
Witam, Napiszę w wielkim skrócie , jestem dda ddd, pochodzę z rodziny, gdzie ojciec był alkoholikiem
Witam, Napiszę w wielkim skrócie , jestem dda ddd, pochodzę z rodziny, gdzie ojciec był alkoholikiem, dodatkowo jak miałem 3 lata to zachorował na wodniaka mózgu , całe życie leżał na łóżku, spał po 15-18 godzin, nigdy się mną nie interesował i nie spędzał czasu. Odczuwam tylko negatywne uczucia, nie odczuwam pozytywnych uczuć ( nikt mi w to nie wierzy) , 12 lat walczyłem z masturbacją, którą udało mi się pokonać. Niestety nie mogę znaleźć psychologa, który mi pomoże, każdemu jak opowiadam moją historie to przekazuje mi informację, że raczej nie będzie mógł mi pomóc, bo to ciężki przypadek. Mam żonę, dzieci, ale nie umiem z nimi funkcjonować w rodzinie, bo moja też nie funkcjonowała . Jestem z okolic Warszawy, ktoś poleci psychoterapeutę, który podejmie się tego wyzwania?
Rozwój osobisty

Rozwój osobisty - jak skutecznie rozwijać siebie i osiągać cele

Chcesz skutecznie rozwijać siebie i osiągać cele? Poznaj kluczowe aspekty rozwoju osobistego, które pomogą Ci w realizacji Twoich ambicji. Dowiedz się, jak wykorzystać swój potencjał i stać się najlepszą wersją siebie!