
- Strona główna
- Forum
- rodzicielstwo i rodzina, zaburzenia nastroju
- Życie w toksycznym...
Życie w toksycznym domu - jak poradzić sobie z napięciem i krytyką?
Dzień dobry, żyję w domu, który mnie ukształtował, tylko że nie w ten dobry sposób. W dzieciństwie było dużo upokarzania, krzyków i bicia ze strony rodziców. Teraz jestem dorosła, ale mam wrażenie, że mój organizm dalej działa jak wtedy w trybie ciągłego napięcia. Strasznie denerwują mnie drobne rzeczy. Wiem, że dla kogoś z zewnątrz to może wyglądać jak przesada, ale u mnie to jest reakcja na lata życia w stresie. Wystarczy jeden komentarz, jedno spojrzenie i już czuję, jak wszystko się we mnie zaciska. Najbardziej boli mnie to, że nadal mieszkam w tym domu. Próbuję być w nim szczęśliwa, chociaż to miejsce w ogóle temu nie sprzyja. Marzę o wyprowadzce, o własnym kącie, ale zwyczajnie mnie na to nie stać. I to poczucie, że jestem „uwięziona”, bardzo mnie dobija. Robię naprawdę dużo, sprzątam, gotuję, ogarniam dom, płacę rachunki. Staram się być odpowiedzialna i pomocna. A mimo to ciągle słyszę, że to za mało. Zawsze jest coś źle. Zawsze można było lepiej, szybciej, inaczej. Nie ma docenienia, jest ciągła kontrola i krytyka. Czasem marzę o naprawdę prostych rzeczach. O tym, żeby usiąść wieczorem przed telewizorem. Bez stresu. Bez myśli, że ktoś zaraz zwróci mi uwagę, że na blacie w kuchni stoi kubek po kawie. Bez poczucia, że muszę być w ciągłej gotowości, bo inaczej dostanę opieprz. Chciałabym choć raz poczuć, że mogę być niedoskonała i że świat się od tego nie zawali.Ten dom jest bardzo toksyczny. Nie ma w nim rozmowy, tylko ocenianie. Nie ma wsparcia, tylko wypominanie. Moje emocje są bagatelizowane, a granice praktycznie nie istnieją. Mam wrażenie, że cokolwiek zrobię, i tak będzie źle. Widzę, jak bardzo mnie to wszystko zmieniło. Mam problem z odpoczynkiem, bo czuję się winna. Mam problem z radością, bo zaraz spodziewam się krytyki. Żyję w napięciu, jakby coś złego miało się wydarzyć w każdej chwili. za każdym razem, gdy słyszę docinki w stylu „ty nic nie robisz”, mimo że robię naprawdę dużo, mam w głowie myśl, że mam już dość tego życia, że jestem w sytuacji w której nigdy nie chciałam być, że moje życie to porażka, że żyje życiem, którego bałam się jako nastolatka :(
Ola
Dagmara Łuczak
Pani Olu,
Dziękuję za podzielenie się swoimi doświadczeniami, to z pewnością nie jest łatwe.
Dorastała Pani w mało sprzyjających warunkach, a Pani organizm nauczył się żyć w ciągłym napięciu. Ten stan nie znika tylko dlatego, że dorastamy. Zapisuje się to w pamięci ciała. Stałe napięcie, drażliwość i reakcje na drobiazgi to normalne skutki wieloletniego stresu. Pani układ nerwowy wciąż próbuje chronić Panią tak, jak kiedyś. Najbardziej trudnym w tej sytuacji jest to, że nadal znajduje się Pani w tym samym miejscu, które raniło Panią w dzieciństwie. Trudno zdrowieć tam, gdzie źródło bólu wciąż jest obecne. Krytyka i kontrola nie są motywacją. Są formą przemocy emocjonalnej. To, co Pani opisuje jako swoje marzenie. Jest podstawową potrzebą każdego człowieka. Miejsce, w którym będziemy czuli się bezpiecznie, spokojnie.
Jeśli ma Pani taką możliwość, bardzo pomogłaby rozmowa z psychologiem lub terapeutą. To mały krok, który może pomóc w kolejnych etapach do osiągnięcia szczęścia.
Pozdrawiam i życzę dużo siły,
Dagmara Łuczak
Psycholog
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Joanna Rybicka
Dobry wieczór,
Na pewno nie jest łatwo rozkwitnąć i ruszyć w stronę samodzielnego życia, gdy ma się stały, bezpośredni kontakt z osobami, które regularnie próbują dać do zrozumienia, że „coś jest z nami nie tak”. Życie w takim środowisku bardzo utrudnia budowanie poczucia bezpieczeństwa, szacunku i własnej wartości.
Aby móc stopniowo zaspokajać te bardzo podstawowe i ważne potrzeby — takie jak bezpieczeństwo emocjonalne czy bycie traktowaną z szacunkiem — warto w pierwszej kolejności skupić się na wzmacnianiu siebie. Małymi krokami. Być może przy wsparciu specjalisty, a jeśli na ten moment jest to trudne finansowo, to chociaż w formie online: poprzez darmowe podcasty, webinary, materiały psychoedukacyjne czy samodzielną pracę nad sobą.
Z czasem, gdy będzie Pani wzmacniać swoją pewność siebie, poczucie własnej wartości i sprawczości, mogą stać się dostępne inne możliwości działania. Być może przełoży się to również na większe zasoby — także finansowe — które w przyszłości umożliwią wyprowadzkę. Jednak pierwszym i kluczowym krokiem jest nauczenie się, że Pani wartość nie zależy od opinii innych osób ani od ich nastroju, krytyki czy oczekiwań.
Już teraz zrobiła Pani bardzo ważny krok — napisała Pani na forum i nazwała to, co Pani przeżywa. To wymaga odwagi. Serdecznie gratuluję tego kroku i trzymam kciuki za kolejne.
Pozdrawiam serdecznie,
Joanna Rybicka
Gizela Maria Rutkowska
Droga Olu,
fakt, żyjesz w zaklętym kręgu i cokolwiek w nim nie zrobisz, będzie oceniane źle i wypominane. Ale. Może czas postawić ostrą granicę? Może powiedzieć, że dość już oceniania i dryllu? Jesteś dorosła, ale jeszcze wciąż szukasz własnej drogi, gdy tymczasem twoje poczucie własnej wartości jest niskie. Brak akceptacji siebie i brak pewności siebie widzą wszyscy. Łatwo to i widzieć i wykorzystać przeciw Tobie.
Proponuję terapię, choćby tę on line, od czegoś zacząć, by stawić priorytety, wartości i zacząć budować swoją tożsamość. Bo kim jesteś? Do czego dążysz? Wiesz wiele, ale to nie przekłada się na racjonalne działania, lecz na chaotyczne poszukiwanie zagubionej duszy. Zrozum, czas na Ciebie. Zacznij działać, wybierz dobrego terapeutę.
Pozdrawiam serdecznie
Dr Gizela Maria Rutkowska
Psycholog
Terapeuta
Zuzanna Zbieralska
Pani Olu,
Dziękuję za podzielenie się swoimi doświadczeniami. Domyślam się, jak może być Pani ciężko w obecnej sytuacji.
Ważne, aby wiedziała Pani, że Pani objawy są całkowicie normalne w stosunku do sytuacji i to nie oznacza, że jest z Panią coś nie tak, tylko, że Pani ciało i organizm chce Panią chronić przed potencjalnym niebezpieczeństwem. Gdy żyjemy w przemocowym środowisku, nasz organizm zapamiętuje sytuacje, które wiązały się dla nas z czymś trudnym i na tej podstawie może ukształtować się lęk, który pojawia się nawet mimo realnego niebezpieczeństwa w podobnych sytuacjach, aby na pewno zdążyć nas uchronić. Niestety sytuacja jest dla Pani dodatkowo utrudniona z racji przebywania stale w takim środowisku, co może niestety wzmacniać objawy. Proponuję wesprzeć się pomocą psychologa lub terapeuty, który pomoże w wypracowaniu najlepszych rozwiązań.
Trzymam kciuki i pozdrawiam ciepło,
Zuzanna Zbieralska, psycholożka
Weronika Wardzińska
Dzień dobry,
to, w jakim stanie Pani dziś funkcjonuje, jest bardzo typową konsekwencją dorastania w przemocy i ciągłym napięciu. Organizm nauczył się być w trybie przetrwania, dlatego reaguje nadmiernie na drobne bodźce, to nie jest przesada ani słabość, tylko utrwalona reakcja stresowa. Życie w tym samym domu podtrzymuje ten stan i nic dziwnego, że czuje się Pani uwięziona, wyczerpana i pozbawiona nadziei. Problemem nie jest to, że robi Pani „za mało”, tylko że funkcjonuje Pani w środowisku, w którym nie ma bezpieczeństwa, uznania ani granic. Najważniejsze teraz są dwie rzeczy: realny plan wyjścia z tego domu (nawet długoterminowy, krok po kroku) oraz wsparcie z zewnątrz,psychoterapia ukierunkowana na traumę i przemoc domową. Pani myśli o porażce i „dość życia” nie mówią prawdy o Pani, tylko o skrajnym przeciążeniu. Ma Pani prawo do odpoczynku, niedoskonałości i własnego miejsca, nawet jeśli dziś wydaje się to bardzo daleko.
Pozdrawiam serdecznie,
Weronika Wardzińska


