- Strona główna
- Forum
- zdrowie seksualne, związki i relacje
- Kryzys w...
Kryzys w małżeństwie: brak bliskości, nieporozumienia i brak chęci do zmian ze strony męża.
Witam serdecznie! Mam problem w relacji z mężem- jesteśmy razem już 14 lat, w tym roku (o ile dotrwamy) będzie nasza 10 rocznica ślubu. Od jakichś 6 lat w naszym związku jest burzliwie, ale ostatnio jest totalny armagedon- kłótnie, ciche dni, żądania rozwodu, "wyprowadzki" na kanapę, brak bliskości, chamskie odzywki...Mam wrażenie,że to koniec. Ja nie chcę seksu- mąż bardzo przytył, nie dba o siebie-pomimo że ma zalecenia lekarskie związane ze stanem przedcukrzycowym potrafi np.wieczorem zjeść całą paczkę żelek, a na moje stwierdzenia że przecież miał zmienić nawyki żywieniowe stwierdza,że "nie,bo po co mu takie życie", albo że ma to gdzieś. Ma bardzo słomiany zapał-miał ćwiczyć i nie zrobił w tym temacie dosłownie nic,bo jest ciągle zmęczony. Nie widzi,że to błędne koło.Bywa też dla mnie bardzo nieprzyjemny, nie chce współdzielić obowiązków domowych,ma humory-nigdy nie wiadomo w jakim nastroju wróci z pracy. Myślę,że chodzi mu o ten nieszczęsny seks,bo ten ma wielkie znaczenie dla niego, ma on bardzo duże potrzeby,gdzie współżycie 1-2 razy w tygodniu to za mało, natomiast dla mnie to optymalna liczba, szczególnie w sytuacji, kiedy on coraz mniej mnie pociąga (z uwagi na nadwagę i przede wszystkim zachowanie), mogę się też nie kochać w ogóle, szczególnie po kłótni, czy jakichś chamskich odzywkach z jego strony. Tak zamyka się błędne koło nieporozumień w naszym związku,bo on chce seksu, a ja coraz mniej i nie sprawa mi on przyjemności. Próbowałam mu komunikować,żeby się za siebie wziął,zrzucił kilka kg i przede wszystkim zmienił nawyki żywieniowe i swoje zachowanie wobec mnie,ale on nie wykazuje realnej chęci zmiany, za to zaczyna ataki w stylu "jak ci się nie podobam, to sobie zmień". Czy jest tu co ratować, a jeśli tak,to jak?
Anonimka
Zuzanna Barełkowska-Wamberska
Dzień dobry,
Czytając Pani historię czuć ogromne zmęczenie, frustrację i poczucie osamotnienia w relacji. Nie odpowiem na pytanie, czy jest tu co ratować, bo to zależy od Pani. Obecnie wygląda to jak przepychanka między Panią, a mężem o to, kto ma rację, co kto powinien robić itp. Warto sobie przypomnieć, że będąc w relacji powinniście grać do wspólnej bramki i szukać w tym wszystkim porozumienia. Z Pani strony można dostrzec frustrację potrzeb emocjonalnych, a ze strony męża potrzeb seksualnych. Odpowiedni terapeuta par może Wam pomóc nauczyć się komunikować w kryzysie i dostrzegać potrzeby drugiej osoby. Odpowiednia komunikacja jest kluczem, żebyście przestali się kłócić i zaczęli ze sobą rozmawiać. Można spróbować od zmiany komunikatu „Ty nigdy...”, „Ty zawsze…” „Jesteś taki…” na komunikat „Ja” skupiający się na Pani przeżyciach i potrzebach. Zmniejsza to potrzebę obrony u drugiej osoby i daje miejsce na dialog.
Warto też podkreślić, że zmiana stylu życia jest możliwa tylko wtedy, gdy wynika z wewnętrznej motywacji. Pani sugestie, nawet bardzo uzasadnione, nie zadziałają, jeśli mąż sam nie uzna problemu i nie poczuje gotowości do pracy nad sobą.
Pozdrawiam serdecznie
Zuzanna Barełkowska-Wamberska
Psycholog
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Natalia Przybylska
Dzień dobry.
Z tego co pani opisuje wynika, że znaleźli się Państwo w niszczącym cyklu, w którym brak dbałości męża o siebie wygasza Pani pożądanie, a jego frustracja seksualna rodzi agresję. Jeśli pani tego jeszcze nie zrobiła może pani uświadomić mężowi, że Pani dystans nie jest złośliwością, a naturalnym skutkiem braku poczucia bezpieczeństwa i atrakcyjności. Ważne jeśli aby mówić wtedy o tym jak „ja się z tym czuję” a nie „to przez to ze ty…”. Warto też rozważyć w rozmowach zastosowanie języka korzyści, komunikując, że powrót do zdrowych nawyków to nie tylko kwestia wagi, ale w zasadzie droga do odbudowania bliskości, której on tak pragnie. Można też spróbować skłonić męża do refleksji nad przyszłością: jak będzie wyglądać jego zdrowie i Państwa relacja za 5 lat, jeśli dzisiejszy „armagedon” nie zostanie zatrzymany? Proszę jednak pamiętać, że nie zmieni Pani nikogo na siłę. Warto teraz skupić się przede wszystkim na własnym dobrostanie i postawieniu twardej granicy: bliskość jest niemożliwa w atmosferze braku szacunku. A jeśli chodzi o samą relację - ratowanie związku ma tylko sens wtedy gdy obie strony uznają problem.
Życzę wszystkiego dobrego!
Natalia Przybylska
Karolina Rzeszowska-Świgut
Dzień dobry! Da się uratować Waszą relację, jeśli wrócicie do minimum szacunku i współpracy (bez przykrych tekstów, karania ciszą, upokarzania) oraz ustalicie "kontrakt": co konkretnie ma się zmienić w codziennym zachowaniu, żeby Tobie było bezpiecznie, a jemu bliżej. Zmiana zaczyna się od małych, realnych i pozytywnych działań, a nie od wielkich obietnic (np. jeden stały domowy obowiązek męża, jeden stały rytuał kontaktu bez presji na seks). Ty możesz od razu wprowadzić granice: nie rozmawiasz, gdy zaczyna się nieprzyjemnie do Ciebie zwracać a wracasz do rozmowy dopiero przy spokojnym tonie. Warto też przez tydzień obserwować, co choć trochę działa i zmniejsza napięcie w relacji (nawet drobiazgi) i to wzmacniać. Jeśli mąż nie podejmie żadnego wysiłku lub nadal będziesz widzieć brak szacunku, terapia par lub mediacja to najszybszy sposób, by sprawdzić, czy oboje naprawdę chcecie to odbudować.
Piotr Ziomber
Witam serdecznie! Pani związek przechodzi poważny kryzys, ale po 14 latach wspólnego życia i z wzajemną historią warto rozważyć kroki ratujące, zanim podejmiesz ostateczne decyzje. Czy jest co ratować? Tak, jeśli oboje macie wolę pracy nad sobą to w takim przypadku terapia małżeńska pomaga w sytuacjach z częstymi konfliktami, brakiem bliskości i problemami seksualnymi, jak u was. Nadwaga męża wpływa negatywnie na jego libido i erekcję (spadek testosteronu), co zamyka błędne koło frustracji, ale zmiany nawyków mogą to poprawić. Brak przemocy czy zdrady sugeruje potencjał, choć jego opór ("ma to gdzieś") i wymaga profesjonalnej mediacji. Zalecam rozpoczęcie od spokojnej rozmowy z komunikatami "ja" zamiast oskarżeń. Proszę słuchać aktywnie bez przerywania i dawania rad i dać przestrzeń na emocje rozmówcy. Należy unikać w kwestii żądań seksu, a zamiast tego proszę się skupić się na odbudowie zaufania drobnymi gestami czułości. Pod żądnym pozorem nie naciskamy , ale wzmacniamy drobne próby (np. "Super, że wybrałeś owoce zamiast żelek") i zarażamy przykładem jak wspólne zdrowe posiłki czy spacery. Proszę podkreślić korzyści dla niego (zdrowie, energia, libido).. Jeśli słomiany zapał prysł, warto zasugerować mężowi wizytę u lekarza endokrynologa ze względu na możliwy stan przedcukrzycowy gdyż to medyczny problem, nie tylko lenistwo. Co robić dalej? Zalecam terapię par, ale idźcie na nią razem (nawet jeśli mąż początkowo nie chce to może zacząć Pani sama, by wzmocnić swoją pozycję). Warto rozważyć romantyczne wyjścia bez presji seksu, by odbudować bliskość. Proszę pracować nad granicami (np. brak seksu po kłótniach) . Jeśli mąż odmówi zmian po terapii, prozę ocenić, czy relacja daje Pani szczęście, gdyż czasem separacja motywuje i zmienia perspektywę oraz pozwala na odzyskanie tego, co stało się zwyczajnie i powszechne. Życzę powodzenia.
Agnieszka Włoszycka
Dzień dobry.
Dziękujemy za wiadomość. Czytając Pani słowa, czuję, jak bardzo jest Pani zmęczona tym związkiem, jakby codzienność stała się polem minowym: każde słowo, każdy gest może wywołać kłótnię, poczucie odrzucenia, brak bliskości. Pani niechęć do seksu w takiej sytuacji to naturalna reakcja organizmu i emocji: ciało i serce mówią „nie czuję bezpieczeństwa, nie czuję przyjemności, nie chcę cierpieć”.
Ważne jest dziś, by Pani usłyszała siebie, a nie tylko jego oczekiwania. Pytania do Pani refleksji:
Jak wyglądałaby relacja, w której czułaby się Pani naprawdę szanowana, bez poczucia presji i krytyki?
Co w nim jeszcze Pani przyciąga a co codziennie odbiera energię i radość?
Czy widzi Pani przestrzeń na zmianę, która nie będzie jednostronna a obopólna?
Również uważam, że ratowanie związku możliwe jest tylko wtedy, gdy obydwoje chcą pracować nad sobą i relacją. Jeśli tej gotowości nie ma, najważniejsza jest Pani granica i dobrostan, Pani ciało, emocje i serce mają prawo być wysłuchane i chronione. Pani potrzeby są realne i zasługują na uwagę.
Wszystkiego dobrego!
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Wloszycka
Łukasz Dyłka
Dziękuję, że tak szczerze to opisałaś. To, co przeżywasz, brzmi naprawdę bardzo trudno i wyczerpująco emocjonalnie. Z tego, co piszesz, nie chodzi już tylko o seks czy wagę męża, ale o poczucie bycia niewidzianą, nieszanowaną i zostawioną samej sobie w relacji, która miała być partnerstwem.
Kilka ważnych rzeczy warto tu jasno nazwać.
Po pierwsze, Twoja niechęć do seksu w tej sytuacji jest zrozumiała. Libido bardzo silnie reaguje na atmosferę w związku. Brak czułości, chamskie odzywki, ciągłe konflikty, poczucie presji i żądań skutecznie zabijają pożądanie. Seks nie jest oderwany od relacji. To, że nie masz ochoty na bliskość po kłótniach czy w poczuciu braku szacunku, nie jest Twoją winą ani „problemem do naprawy”.
Po drugie, waga i zdrowie męża są tu tylko wierzchołkiem góry lodowej. Z opisu wynika, że bardziej niż same kilogramy odpycha Cię jego postawa. Brak odpowiedzialności za zdrowie, zaprzeczanie problemom, złość zamiast refleksji, przerzucanie odpowiedzialności na Ciebie, huśtawki nastroju, unikanie obowiązków. To wszystko niszczy atrakcyjność emocjonalną, a bez niej trudno o fizyczną.
Po trzecie, bardzo niepokojące są komunikaty w stylu „jak ci się nie podoba, to sobie zmień”. To nie jest zaproszenie do rozmowy ani do pracy nad związkiem. To jest forma emocjonalnego szantażu i ucieczki od odpowiedzialności. W praktyce oznacza: „nie zamierzam się zmieniać, a problem jest w Tobie”.
Jeśli pytasz, czy jest tu co ratować, to odpowiedź brzmi: tak, ale tylko pod pewnymi warunkami. Związek da się ratować wyłącznie wtedy, gdy obie strony są gotowe wziąć odpowiedzialność za swoją część problemu. Ty już ją bierzesz, analizujesz, próbujesz rozmawiać, szukasz rozwiązań. On na ten moment wygląda na osobę, która raczej broni swojego status quo, nawet jeśli jest ono destrukcyjne.
Co można zrobić konkretnie.
Potrzebna jest bardzo jasna, spokojna rozmowa, nie w trakcie kłótni, nie w emocjach. Rozmowa nie o seksie, tylko o relacji. O tym, że nie czujesz się bezpiecznie emocjonalnie, że brak szacunku i agresja słowna zamykają Cię na bliskość, że nie chodzi o to, żeby on schudł „dla seksu”, tylko żeby wziął odpowiedzialność za siebie, zdrowie i waszą relację. Ważne, żeby mówić o sobie, a nie go oskarżać, ale jednocześnie jasno postawić granice.
Warto zaproponować terapię par. Nie jako straszak, tylko jako realną szansę. Jeśli on kategorycznie odmówi, zbagatelizuje albo wyśmieje ten pomysł, to jest bardzo ważna informacja o jego gotowości do ratowania związku.
Równolegle naprawdę warto, żebyś miała swoje wsparcie. Indywidualna terapia dla Ciebie może pomóc uporządkować emocje, odzyskać poczucie własnej wartości i zobaczyć, gdzie są Twoje granice. Bo z Twojego opisu czuć ogromne zmęczenie i samotność w tej relacji.
I teraz najważniejsze, choć trudne. Nie uratujesz związku sama. Nie zmusisz drugiej osoby do zmiany, dbania o zdrowie, pracy nad sobą ani szacunku. Możesz dać szansę, zaprosić do rozmowy i pomocy, ale jeśli on konsekwentnie wybiera zaprzeczanie, złość i brak współpracy, to pytanie nie brzmi już „czy da się go zmienić”, tylko „jakim kosztem Ty zostajesz”.
Twoje potrzeby, granice i poczucie bezpieczeństwa są równie ważne jak jego potrzeby seksualne. Związek, w którym jedna strona czuje presję, lęk i emocjonalne opuszczenie, prędzej czy później się rozpada, nawet jeśli formalnie trwa.
Nie jesteś w tym sama.
Elza Grabińska
Szanowna Pani,
To, czy jest co ratować, to pytanie, na które przede wszystkim Pani musi odpowiedzieć sama, patrząc na to, ile w tej relacji jest jeszcze gotowości, a ile już wyczerpania. Ma Pani pełne prawo mieć swoje granice, potrzeby i oczekiwania wobec partnera. Także te dotyczące bliskości, szacunku i dbania o siebie. Z opisu wygląda, że związek utknął w trudnym schemacie, którego sama Pani nie jest w stanie przerwać, jeśli mąż nie będzie chciał wziąć odpowiedzialności za swoją część. Terapia par mogłaby być przestrzenią do sprawdzenia, czy po drugiej stronie występuje gotowość, aby pracować nad sobą i relacją, ale warto pamiętać, że jedna osoba nie uratuje małżeństwa w pojedynkę. Jeśli tej gotowości ze strony partnera nie ma, Pani nie musi brać na siebie całego ciężaru ani rezygnować z siebie, żeby ten związek trwał.
Wszystkiego dobrego,
Elza Grabińska, psycholog.
Zuzanna Szczepańska
To, co Pani opisuje, wygląda na kryzys relacyjny, a nie chwilowe nieporozumienie, i bardzo ważne jest, że Pani to widzi i nazywa. W tym, co Pani pisze, wyraźnie widać zamknięty krąg: narastający brak szacunku i współpracy strony obniża Pani poczucie bezpieczeństwa i atrakcyjność emocjonalną partnera, co naturalnie zmniejsza potrzebę bliskości i seksu, a to z kolei uruchamia u męża frustrację, presję i agresywne komunikaty, które jeszcze bardziej oddalają. Warto jasno powiedzieć, że brak ochoty na seks w sytuacji konfliktu, przykrych zachowań, braku troski o zdrowie i nierównego podziału obowiązków nie jest „problemem z libido”, tylko reakcją na relację, w której nie ma wsparcia, czułości i poczucia bycia ważną. Seks nie funkcjonuje w próżni i nie da się go „naprawić” bez zajęcia się fundamentami związku. Jednocześnie trzeba zaznaczyć, że Pani nie ma pełnego wpływu na to, czy mąż zmieni styl życia, podejście do zdrowia czy sposób traktowania Pani – to są wyłącznie jego decyzje, a z opisu wynika, że obecnie nie bierze on za nie odpowiedzialności, a reaguje zaprzeczaniem, buntem lub atakiem. To bardzo istotny sygnał. Jeśli mowa o ratowaniu, to pod warunkiem, że obie strony uznają, że problem istnieje i że każda z nich ma swój udział w jego rozwiązaniu, a nie że jedna strona „ma się dostosować”. W praktyce oznaczałoby to gotowość męża do pracy nad sobą, także z pomocą specjalisty, oraz Pani gotowość do postawienia jasnych granic, czego Pani nie akceptuje w relacji. Terapia par mogłaby być sensownym krokiem, ale tylko wtedy, gdy nie będzie kolejną próbą „naprawienia Pani”, żeby było więcej zbliżeń. Jeśli natomiast mąż konsekwentnie komunikuje „taki jestem, nie zmienię się, jak się nie podoba to odejdź”, warto zadać sobie pytanie, czy chce Pani żyć w relacji, w której brakuje szacunku, współodpowiedzialności i bezpieczeństwa emocjonalnego. Czasem najzdrowszą decyzją nie jest ratowanie związku za wszelką cenę, lecz zadbanie o siebie i swoje granice.
Karolina Grabka
Dzień dobry :)
W kontekście relacji często mówi się o bezpiecznej komunikacji, czyli takiej, w której obie strony mają szansę mówić o sobie bez lęku przed atakiem, wyśmianiem czy karą emocjonalną. Jej celem nie jest wygranie rozmowy ani przekonanie drugiej osoby, lecz zwiększenie wzajemnego zrozumienia. Jedną z form, które mogą w tym pomagać, jest mówienie z perspektywy własnych uczuć i potrzeb, na przykład czuję (lęk/złość/...) kiedy ty robisz (...), bo potrzebuję (...). Taki komunikat nie opisuje drugiej osoby, tylko własne doświadczenie. Odnosząc się do kawałka związanego z drugą osobą mówimy wyłącznie o jej zachowaniu a nie emocjach czy ocenie.
Bezpieczna komunikacja zwykle zakłada unikanie ocen, uogólnień i etykiet typu zawsze, nigdy, ty jesteś. Zamiast tego można odnosić się do konkretnych sytuacji i ich wpływu na siebie. Ważnym elementem bywa też ciekawość drugiej strony, czyli zadawanie pytań w stylu jak ty to widzisz, czego ty w tej sytuacji potrzebujesz, bez zakładania odpowiedzi z góry.
Częścią bezpiecznej komunikacji może być również uzgadnianie warunków rozmowy. Na przykład rozmowa w momencie, gdy emocje są niższe, umówienie się, że w trakcie nie używa się obraźliwych słów, szantażu rozwodem, albo że każda ze stron ma prawo zrobić przerwę, gdy czuje zalew emocji (można ustalić hasło "bezpieczeństwa", które oznacza czasową przerwę w rozmowie). Wypowiedziana, ustalona obustronnie przerwa w rozmowie zamiast karania ciszą. Nie należy ich traktować jako sztywne zasady, ale raczej propozycje, które mogą zwiększać poczucie bezpieczeństwa.
Jeśli rozmowy regularnie wymykają się spod kontroli, jedną z możliwości jest uczenie się takich form komunikacji z pomocą specjalisty, na przykład na terapii par lub podczas indywidualnych konsultacji. Dla części osób już sama nauka nazywania emocji i potrzeb w bezpieczny sposób bywa dużym krokiem w stronę zmniejszenia napięcia w relacji.
Pozdrawiam i życzę powodzenia :)
Karolina Grabka
Izabela Kuminiak
Dzień dobry.
Z tego jak rozumiem Pani wypowiedź, to utknęliście w trudnym momencie Waszej relacji. Życiowe: fizyczne, relacyjne, zdrowotne zmiany wzajemnie na Was oddziałują i tworzą błędne koło niezrozumienia, niespełnienia, rozczarowania. Mam odczucie, że Pani chce ratować związek, a nie ma pewności czy mąż też? Trudno i niewystarczająco jest podpowiadać Pani co zrobić ,bo związek dwojga ludzi to złożony system .To co mogłoby dać jakieś inne światło na punkt w którym jesteście to kolejna Wasza rozmowa ale z z rozważeniem możliwości skorzystania z terapii partnerskiej, przy wspólnej decyzji o chęci pójścia na nią. Rozmowa przy wsparciu psychoterapeuty pozwala na wzajemne wypowiedzenie się, wysłuchanie , spojrzenie z innej perspektywy i zobaczenie jak jest obecnie. A potem zdecydowanie co dalej. Brak gotowości męża do zmiany w tej chwili nie musi Pani ograniczać. Warto spróbować nawet indywidualnej rozmowy z psychoterapeutą w bezpośrednim kontakcie.
Pozdrawiam serdecznie.
Izabela Kuminiak
Daria Składanowska
Dzień dobry,
nie musi Pani zostawać z tym sama. Rozmowa z psychologiem może pomóc uporządkować emocje, zobaczyć sytuację z szerszej perspektywy i spokojnie zastanowić się nad możliwymi krokami. Zachęcam do skorzystania ze wsparcia — nawet kilka spotkań może przynieść ulgę i większą jasność co do tego, czego Pani potrzebuje. Jeśli poczuje Pani gotowość, warto umówić się na konsultację i dać sobie bezpieczną przestrzeń na rozmowę.
Wszystkiego dobrego :)
Składanowska Daria
Anna Błażejewska-Woźniak
Witam,
Z opisu widać, że znajdują się Państwo w bardzo trudnym momencie związku i że napięcie między Wami narasta od dłuższego czasu. To, co Pani opisuje, wygląda na tzw. błędne koło relacyjne, w którym obie strony reagują na siebie, ale ich reakcje - zamiast zbliżać - pogłębiają dystans. Z jednej strony pojawia się u Pani spadek pociągu i potrzeby bliskości, co jest częstą reakcją, gdy w relacji pojawia się brak poczucia bezpieczeństwa, napięcie, konflikty czy poczucie bycia traktowaną nie z szacunkiem. Z drugiej strony u Pani męża może narastać frustracja i poczucie odrzucenia, co bywa wyrażane złością, wycofaniem lub atakiem. Niestety takie mechanizmy często wzajemnie się napędzają.Warto też zauważyć, że kwestie zdrowotne, zmiana stylu życia czy wyglądu są tematami bardzo wrażliwymi. Nawet jeśli wynikają z troski, druga osoba może odbierać je jako krytykę lub presję, co może dodatkowo wzmacniać opór.
Czy jest co ratować?
Na podstawie samego opisu nie da się jednoznacznie tego ocenić, ale bardzo często związki w podobnym kryzysie można odbudować – pod warunkiem, że obie strony są gotowe zobaczyć swój udział w trudnościach i podjąć pracę nad relacją.
To, co zwykle pomaga w takich sytuacjach, to: spokojna rozmowa nie o seksie czy wyglądzie, ale o emocjach i potrzebach, próba nazwania, czego każdemu z Państwa najbardziej brakuje w relacji, zatrzymanie się przy wzajemnych zranieniach, zamiast szukania winnego czy rozważenie terapii par- szczególnie gdy pojawiają się ciche dni, eskalujące kłótnie i poczucie oddalenia.
Warto też pamiętać, że bliskość fizyczna bardzo często jest skutkiem jakości relacji emocjonalnej, a nie jej przyczyną.
Jeżeli jednak tylko jedna osoba chce pracować nad relacją, sytuacja staje się dużo trudniejsza. Wtedy często ważnym krokiem bywa indywidualna konsultacja psychologiczna, która pomaga uporządkować własne granice, potrzeby i podjąć decyzję, co dalej.
Zachęcałabym Panią przede wszystkim do zadania sobie pytania:
„Czy w tym związku jest jeszcze gotowość do wspólnej pracy - po obu stronach?”
Bez tej gotowości zmiana jest bardzo trudna, ale jeśli ona istnieje – nawet w niewielkim stopniu – bywa dobrym punktem wyjścia.
Pozdrawiam serdecznie
i życzę Pani dużo siły w tej sytuacji.

