Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Moje doświadczenia z pornografią i horrorami w dzieciństwie i ich wpływ na zdrowie psychiczne

Treść wrażliwa
To nie jest pytanie, ale próba otworzenia się na to co trzymam w sobie i nikomu nigdy nie powiedziałam. Ostatnio często wracam myślami do tego co było i ponownie analizuję to co już myślałam, że zamknęłam. Dodatkowo jestem ciekawa ile osób może się w tym opisie odnaleźć. Bardzo długo szukałam sensu tego co się działo i co czułam, i niestety do tej pory czuję się niezrozumiana - Na przełomie 5-6 klasy podstawówki oglądałam dużo porno i horrorów (szczególnie typu gore). Chodziło mi o to, żeby coś poczuć. W tamtym czasie odcięło mnie od emocji i zaczęłam chorować na depresję (głównie pustka, apatia, odcięcie), więc podświadomie szukałam bodźców które wyzwolą to co we mnie utknęło. W pewnym momencie zaczęłam oglądać tego typu filmy, też po to by doprowadzić się do gorszego stanu psychicznego. Miałam świadomość, że coś jest nie tak i jest ze mną źle, ale wszystkie próby zrozumienia/szukania pomocy/ wyjścia z tego - kończyły się niepowodzeniem, więc w swoim zaburzonym umyśle doszłam do konkluzji, że najlepiej będzie się dobić, bo najwyraźniej nie każdy ma szansę wyjścia na prostą. Nie dużo czasu minęło jak dotarło do mnie, że to nie jest wyjście i ja na pewno z tego nie skorzystam, więc znowu skupiłam się na poprawieniu swojego zdrowia psychicznego. Jak wyszło że mam problemy z sh to mnie w końcu umówiono na terapię gdzie spędziłam niespełna 3 lata. Finalnie jest ok, ale miałam taki dziwny epizod w swoim życiu i chciałam się tym z kimś podzielić, bo nawet na terapii o tym nie wspomniałam (nie utajniłam tego, po prostu jakoś skupiłam się na czymś innym). Jak sobie teraz myślę to dalej pamiętam niektóre filmy. Takie na prawdę bardzo brutalne. Mam obrazy w głowie scen, których chyba nikt nie powinien widzieć. Wszystko pamiętam jak przez mgłę, może nawet moja wyobraźnia sobie to przekształciła dodatkowo, natomiast to dalej siedzi w mojej głowie. Oglądałam to wszystko nocą, bo często nie mogłam spać. Generalnie mało spałam tamtego czasu. Niesamowite jak często (w sumie to cały czas) szukałam problemu w sobie, a teraz uświadamiam sobie jak bardzo cierpiałam, a wszystko co wtedy robiłam i o czym myślałam to były desperackie próby odnalezienia ulgi oraz kontroli. Sh też nie było karą, a tym bodźcem. To mi dostarczało informacje, że żyje - w pewnym momencie to co czułam (lub nie) zaczęłam interpretować jako chorobę mózgu. Czułam się chora, a fizyczny dyskomfort, czy nawet ból pogłębiał jedynie moją obawę przed chorobą której nie miałam. Widząc wypływającą krew, czułam też że się w pewnym sensie oczyszczałam z toksyn jakie mnie przepełniają. Nie chodziło o ból fizyczny, ani karę. Jak chciałam się ukarać to podświadomie wjeżdżałam na poczucie własnej wartości i dojeżdżałam się myślami, kładąc nacisk na błędy, pomyłki i inne gorsze momenty, jakby tylko one mnie definiowały.
Kamila Grobelna

Kamila Grobelna

To, co opisujesz, pokazuje, że wiele zachowań, które z zewnątrz mogą wydawać się niezrozumiałe, często są próbą poradzenia sobie z ogromnym cierpieniem psychicznym. Przy silnym poczuciu pustki, odcięciu od emocji czy utracie kontaktu z własnym przeżywaniem niektóre osoby zaczynają szukać bardzo intensywnych bodźców, aby na chwilę coś poczuć lub odzyskać poczucie kontroli. 

Podobnie samouszkodzenia nie zawsze wynikają z chęci zadania sobie bólu – nierzadko pełnią funkcję regulacji emocji lub przerwania odrętwienia. To nie są bezpieczne sposoby radzenia sobie, ale z perspektywy psychologicznej często mają swoje znaczenie. 

Myślę, że wiele osób może odnaleźć w tym opisie własne doświadczenia, nawet jeśli ich historia wyglądała nieco inaczej.

1 dzień temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Kinga Osmulska

Kinga Osmulska

Dzień dobry,

Dziękuję, że zdecydowała się Pani o tym napisać. Czytając Pani słowa, mam wrażenie, że przez długi czas próbowała Pani za wszelką cenę znaleźć sposób, żeby poczuć cokolwiek i nadać sens temu, co się z Panią działo. To brzmi jak ogromne cierpienie, a nie jak „dziwność” czy coś, czego należałoby się wstydzić. Bardzo poruszyło mnie to, jak opisuje Pani samookaleczanie – nie jako chęć zadania sobie kary, ale próbę odzyskania kontaktu ze sobą i poczucia, że Pani żyje. Wiele osób dopiero po czasie potrafi spojrzeć na swoje zachowania z taką refleksją i zobaczyć, że były one rozpaczliwą próbą poradzenia sobie z bólem. Cieszę się, że pisze Pani, że dziś jest lepiej. A jednocześnie rozumiem, że wspomnienia i obrazy z tamtego okresu nadal mogą wracać. Dziękuję, że podzieliła się Pani czymś tak osobistym. Mam nadzieję, że spotka się Pani z życzliwością i zrozumieniem. 💛

Pozdrawiam 

Kinga Osmulska 

Psycholog, psychoterapeutka 


 

1 dzień temu
Edyta Kotula

Edyta Kotula

Dzień dobry, 

Myślę, że samo napisanie tego wymagało od Ciebie dużej odwagi. Otwieranie się na doświadczenia, o których nigdy wcześniej nikomu się nie powiedziało, nie jest łatwe, zwłaszcza jeśli wiążą się z tak trudnym okresem życia.

Czytając to, przede wszystkim widzę ogrom cierpienia i dziecko, które próbowało poradzić sobie z czymś, czego samo nie rozumiało. To, co opisujesz, ma sens z psychologicznego punktu widzenia. Kiedy człowiek doświadcza silnej pustki i odcięcia od emocji, czasem zaczyna szukać bardzo mocnych bodźców. Podobnie bywa z samouszkodzeniami, dla wielu osób nie są one karą, ale próbą odzyskania kontaktu ze sobą, zmniejszenia napięcia albo poczucia, że wciąż się żyje. To, że do dziś pamiętasz niektóre obrazy, również nie jest niczym niezwykłym. Mózg potrafi na długo zapamiętać bardzo intensywne doświadczenia, szczególnie z okresu dużego przeciążenia psychicznego. Dobrze, że dziś potrafisz spojrzeć na tamtą siebie z większym zrozumieniem. Coraz mniej słyszę w Twoich słowach ocenę, a coraz więcej współczucia dla dziewczynki, która robiła wszystko, co umiała, żeby przetrwać. Myślę, że wiele osób mogłoby odnaleźć się w Twoim opisie, nawet jeśli ich historia wyglądała inaczej. 

Dziękuję, że zdecydowałaś się o tym opowiedzieć.

1 dzień temu
Jagoda Jek

Jagoda Jek

Dziękuję, że zdecydowałaś się podzielić tak osobistym doświadczeniem. Z tego, co opisujesz, wybrzmiewa przede wszystkim ogrom cierpienia, z którym jako dziecko próbowałaś sobie poradzić najlepiej, jak potrafiłaś. To, że szukałaś bardzo silnych bodźców czy sięgałaś po samouszkodzenia, nie brzmi jak chęć „zrobienia sobie krzywdy dla samej krzywdy”, ale raczej jako próba poradzenia sobie z pustką, odcięciem od emocji i odzyskania poczucia, że w ogóle żyjesz.

To, że do dziś pamiętasz obrazy z tamtego okresu, również nie musi dziwić – szczególnie jeśli oglądałaś je w czasie, kiedy Twój organizm był w bardzo trudnym stanie psychicznym. Jednocześnie bardzo poruszyło mnie to, że dziś potrafisz spojrzeć na tamtą siebie z większym zrozumieniem i dostrzec, że za tymi zachowaniami kryło się cierpienie, a nie „zepsucie” czy zła wola.

Myślę też, że jeśli ten wątek nadal do Ciebie wraca, warto dać mu przestrzeń – nawet jeśli wcześniejsza terapia już się zakończyła. Czasami dopiero po latach jesteśmy gotowi nazwać i opowiedzieć o doświadczeniach, na które wcześniej nie było miejsca. 

 

1 dzień temu
Jakub Pawłowski

Jakub Pawłowski

Dziękuję, że zdecydowałaś się o tym napisać. To, co opisujesz, brzmi jak historia osoby, która przez długi czas próbowała poradzić sobie z ogromnym cierpieniem i emocjonalnym odcięciem, używając jedynych sposobów, jakie wtedy były dla niej dostępne. Z Twojego opisu nie wynika, że „chciałaś zła” – raczej desperacko szukałaś czegokolwiek, co pozwoliłoby Ci coś poczuć, odzyskać poczucie kontroli lub przerwać wewnętrzną pustkę.

Zwróciło moją uwagę, że dziś patrzysz na tamten okres z większym współczuciem wobec siebie. To ważna zmiana. Osoby, które doświadczają depresji, dysocjacji czy silnego przeciążenia psychicznego, często później odkrywają, że zachowania, których się wstydziły, były próbą regulowania cierpienia, a nie wyrazem ich charakteru.

Dobrze też czyta się to, że skorzystałaś z terapii i że potrafisz napisać „finalnie jest ok”. To nie wymazuje przeszłości, ale pokazuje, że nawet bardzo trudne doświadczenia nie muszą definiować całego życia.

Myślę, że wiele osób może odnaleźć się w Twoim opisie – może nie w konkretnych treściach, które oglądałaś, ale w poczuciu pustki, niezrozumienia, szukaniu ulgi za wszelką cenę czy przekonaniu, że jest się „zepsutym”. Dziękuję, że nazwałaś to tak szczerze. Takie świadectwa pomagają innym poczuć, że nie są sami i że z nawet bardzo ciemnego miejsca można stopniowo wyjść.


1 dzień temu

Zobacz podobne

Jak zrozumieć osobę z zaburzeniami odżywiania i jak jej pomóc?
Jak pozbyć się tego wszystkiego? Cierpię na zaburzenia odżywiania od kilku lat, już od dziecka mi się rozwijało przez moją matkę. Kiedy mam pik ed wyrzyguję z siebie posiłki, dlatego przyzwyczaiłam się jeść szybko, żeby umieścić się w 30 min. Nie jem wtedy "niezdrowego" jedzenia, co znaczy, że jak już coś jem co ma być zdrowe, to jest to jabłko, pół obiadu bądź jajecznica bez oleju. Także ćwiczę pilates 4 godziny dziennie, nawet w wigilię. Potrzebuję motywacji, którą jest skrajna nienawiść do siebie i obrzydzenie moją sylwetką. Mam też dużo innych dziwnych zwyczajów, typu joga twarzy po zjedzeniu tłustego posiłku. Robię to wszystko, żeby poczuć kontrolę. Bez zaburzeń odżywiania jestem nikim. Teraz nie mam piku ed, ale chciałabym powrócić do tego, co było kiedyś, bo wydaje mi się, że byłam wtedy szczęśliwa, a teraz jestem fleją, brudasem, grubasem i nie potrafię trzymać się rutyny. Żyję ze skrajności w skrajność. Chcę odzyskać dyscyplinę, którą miałam wtedy. Taki opis swojego stanu udzieliła mi moja przyjaciółka. Nie wiem co mam robić, lecz jest to nieistotne. Chciałabym tylko ją zrozumieć. Co ona ma w głowie i ogólnie ludzie z ed? Co ja mogę zrobić? Czy jest szansa, że kiedyś się z tego wyleczy? Jest to bardzo męczące, a nie mam z kim się tym podzielić
Czy da się odzyskać zatraconą miłość? Ona zakochała się w Innym po 13 latach bycia razem.
Czy da się odzyskać zatraconą miłość? Ona zakochała się w Innym po 13 latach bycia razem. Tłumaczy mi to, że nasza miłość to szczeniaczka miłość. Że całe życie mną dominowała... ślub wzięty, bo ona chciała, drugie dziecko, bo ona chciała. Chciałbym w to wierzyć. Ale to nie prawda. Że tamten ją pociąga psychicznie (dominują ją) jest bardzo w niego zaangażowana. Powiedziała, że wybrała rozsądkiem nie sercem, bo rodzina tak chciała nie ona. Że jest ze mną w tym małżeństwie nieszczęśliwa i nie kocha mnie. Kocha jego. Że ja nie miałem nigdy innej, że nie mam doświadczenia życiowego. A ona ma już go za sobą. Że czuje się jak ja bym miał 15 lat a ona 30. Ciągle mówi, że jestem niedojrzały. Sam już nie wiem, co robić. Dziś trochę się opiła i chciała bardzo do niego jechać. Sam już nie wiem, co robić. Czuję, że ją kocham. W przyszłości bardzo ja skrzywdziłem psychicznie, lecz teraz bardzo tego żałuje i pokazuje to. Że nie szanowałem jej.
Podejrzewam u siebie PTSD, nie mam żadnego wsparcia, jednocześnie muszę opiekować się matką, nie mam siły ani zdrowia psychicznego na to. Proszę o pomoc!
Witam, mam na imię Damian i mam 30 lat. Gdy miałem 24 cały mój świat legł w gruzach. Zmarł mój ojciec śmiercią tragiczną, przez co się poniekąd obwiniałem i mam podejrzenie zespołu stresu pourazowego aczkolwiek nie badałem tego. Przez te 6 lat wszystko w rodzinie było na mojej głowie, ponieważ siostra, jak i matka uciekły w alkohol. Mi się też to udzieliło niestety jednakże panuje nad życiem. Ale do sedna sprawy i pytania: Moja mama przez wiadomość o tym, iż rozchodzę się z kobietą, z którą byłem 8 lat doznała udaru mózgu. Teraz jest w stanie stabilnym, aczkolwiek po udarze nastąpił zespół Korsakowa. Mama za 3 tyg prawdopodobnie wyjdzie ze szpitala, ale lekarz powiedział, że będzie potrzebowała opieki do końca życia. Stąd moje pytanie: co ja mam zrobić? Mam w końcu pomyśleć o sobie i zachować się egoistycznie i poświęcić się sobie czy opiekować się matką, która tak naprawdę pół życia miała mnie, gdzieś, bo dzieciństwo też łatwe nie było. Boję się o swoje zdrowie. Mam napady lęków w nocy i problemy ze snem. Byle błachostka potrafi u mnie wywołać uderzenia stresu. Czuję się, jakbym był za wszystkich odpowiedzialny, ale o mnie nikt nie pomyśli. Co robić?
Nie potrafię poradzić sobie ze zdradą emocjonalnej żony.
Witam, żona dokonała zdrady emocjonalnej, pech chciał, że ją złapałem i nie mogę tego udźwignąć.
Z moich kontaktów ze specjalistami nasuwa mi się wniosek, że duża część po jednym wpisie zaleca kontakt z psychoterapeutą
Może zadam wcześniej jeszcze jedno pytanie. Z moich kontaktów ze specjalistami nasuwa mi się wniosek, że duża część po jednym wpisie zaleca kontakt z psychoterapeutą, uważając, że to ja mam problemy ze sobą. Ok. Ale staram się logicznie myśleć i patrzę na siebie z boku. Analizując te problemy z bliskimi, obserwując ich i wiele innych czynników, które wpłynęły na to, gdzie jestem, myślę, że muszę to właśnie przeanalizować z psychologiem. Przeglądając FB i grupy oraz informacje medialne z branży dochodzę do wniosku, że nie będzie lekko. Ceny usług zaczynają szybować, braki specjalistów nie tylko dla dzieci, ale i dorosłych, np. lista przyjęć przez NFZ. Staram się znaleźć rozwiązania na moje problemy w kontaktach z bliskimi, bo rodzina się rozpada i część zauważa przyczyny rozpadu. Nie wiem, jak sobie z takimi osobami poradzić, dlatego szukam psychologa. Byłem kilkanaście lat poza rodziną, za granicą i po przyjeździe zastałem to wszystko. Starałem się rozmawiać i obserwowałem. Część liczyła, że pomogą, pozałatwiam czyjeś problemy jak czarodziej. Ale osoby z zaburzeniami wpadają w problemy zwłaszcza finansowe i nie można do nich dotrzeć. Depresja, stres itp. zrobiły swoje i wciągają w problemy, oszukują, kłamią, spiskują itp. Znane schematy. Muszę znaleźć wiarygodnego i zaufanego psychologa. Na dodatek osoby te mają kontakt ze służbą zdrowia, a wiadomo, że świat jest mały, malutki i wszyscy się tu dobrze znają. Jakieś wnioski?
Przemoc

Przemoc - definicje, rodzaje i formy zjawiska

Przemoc to globalny problem dotykający miliony osób. Zrozumienie jej definicji, rodzajów i form jest kluczowe dla skutecznego przeciwdziałania. Poznaj skutki i rodzaje przemocy oraz dowiedz się, jakie są możliwości uzyskania pomocy dla ofiar.