
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, traumy, zaburzenia nastroju
- Moje doświadczenia...
Moje doświadczenia z pornografią i horrorami w dzieciństwie i ich wpływ na zdrowie psychiczne
Treść wrażliwaKamila Grobelna
To, co opisujesz, pokazuje, że wiele zachowań, które z zewnątrz mogą wydawać się niezrozumiałe, często są próbą poradzenia sobie z ogromnym cierpieniem psychicznym. Przy silnym poczuciu pustki, odcięciu od emocji czy utracie kontaktu z własnym przeżywaniem niektóre osoby zaczynają szukać bardzo intensywnych bodźców, aby na chwilę coś poczuć lub odzyskać poczucie kontroli.
Podobnie samouszkodzenia nie zawsze wynikają z chęci zadania sobie bólu – nierzadko pełnią funkcję regulacji emocji lub przerwania odrętwienia. To nie są bezpieczne sposoby radzenia sobie, ale z perspektywy psychologicznej często mają swoje znaczenie.
Myślę, że wiele osób może odnaleźć w tym opisie własne doświadczenia, nawet jeśli ich historia wyglądała nieco inaczej.
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Kinga Osmulska
Dzień dobry,
Dziękuję, że zdecydowała się Pani o tym napisać. Czytając Pani słowa, mam wrażenie, że przez długi czas próbowała Pani za wszelką cenę znaleźć sposób, żeby poczuć cokolwiek i nadać sens temu, co się z Panią działo. To brzmi jak ogromne cierpienie, a nie jak „dziwność” czy coś, czego należałoby się wstydzić. Bardzo poruszyło mnie to, jak opisuje Pani samookaleczanie – nie jako chęć zadania sobie kary, ale próbę odzyskania kontaktu ze sobą i poczucia, że Pani żyje. Wiele osób dopiero po czasie potrafi spojrzeć na swoje zachowania z taką refleksją i zobaczyć, że były one rozpaczliwą próbą poradzenia sobie z bólem. Cieszę się, że pisze Pani, że dziś jest lepiej. A jednocześnie rozumiem, że wspomnienia i obrazy z tamtego okresu nadal mogą wracać. Dziękuję, że podzieliła się Pani czymś tak osobistym. Mam nadzieję, że spotka się Pani z życzliwością i zrozumieniem. 💛
Pozdrawiam
Kinga Osmulska
Psycholog, psychoterapeutka
Edyta Kotula
Dzień dobry,
Myślę, że samo napisanie tego wymagało od Ciebie dużej odwagi. Otwieranie się na doświadczenia, o których nigdy wcześniej nikomu się nie powiedziało, nie jest łatwe, zwłaszcza jeśli wiążą się z tak trudnym okresem życia.
Czytając to, przede wszystkim widzę ogrom cierpienia i dziecko, które próbowało poradzić sobie z czymś, czego samo nie rozumiało. To, co opisujesz, ma sens z psychologicznego punktu widzenia. Kiedy człowiek doświadcza silnej pustki i odcięcia od emocji, czasem zaczyna szukać bardzo mocnych bodźców. Podobnie bywa z samouszkodzeniami, dla wielu osób nie są one karą, ale próbą odzyskania kontaktu ze sobą, zmniejszenia napięcia albo poczucia, że wciąż się żyje. To, że do dziś pamiętasz niektóre obrazy, również nie jest niczym niezwykłym. Mózg potrafi na długo zapamiętać bardzo intensywne doświadczenia, szczególnie z okresu dużego przeciążenia psychicznego. Dobrze, że dziś potrafisz spojrzeć na tamtą siebie z większym zrozumieniem. Coraz mniej słyszę w Twoich słowach ocenę, a coraz więcej współczucia dla dziewczynki, która robiła wszystko, co umiała, żeby przetrwać. Myślę, że wiele osób mogłoby odnaleźć się w Twoim opisie, nawet jeśli ich historia wyglądała inaczej.
Dziękuję, że zdecydowałaś się o tym opowiedzieć.
Jagoda Jek
Dziękuję, że zdecydowałaś się podzielić tak osobistym doświadczeniem. Z tego, co opisujesz, wybrzmiewa przede wszystkim ogrom cierpienia, z którym jako dziecko próbowałaś sobie poradzić najlepiej, jak potrafiłaś. To, że szukałaś bardzo silnych bodźców czy sięgałaś po samouszkodzenia, nie brzmi jak chęć „zrobienia sobie krzywdy dla samej krzywdy”, ale raczej jako próba poradzenia sobie z pustką, odcięciem od emocji i odzyskania poczucia, że w ogóle żyjesz.
To, że do dziś pamiętasz obrazy z tamtego okresu, również nie musi dziwić – szczególnie jeśli oglądałaś je w czasie, kiedy Twój organizm był w bardzo trudnym stanie psychicznym. Jednocześnie bardzo poruszyło mnie to, że dziś potrafisz spojrzeć na tamtą siebie z większym zrozumieniem i dostrzec, że za tymi zachowaniami kryło się cierpienie, a nie „zepsucie” czy zła wola.
Myślę też, że jeśli ten wątek nadal do Ciebie wraca, warto dać mu przestrzeń – nawet jeśli wcześniejsza terapia już się zakończyła. Czasami dopiero po latach jesteśmy gotowi nazwać i opowiedzieć o doświadczeniach, na które wcześniej nie było miejsca.
Jakub Pawłowski
Dziękuję, że zdecydowałaś się o tym napisać. To, co opisujesz, brzmi jak historia osoby, która przez długi czas próbowała poradzić sobie z ogromnym cierpieniem i emocjonalnym odcięciem, używając jedynych sposobów, jakie wtedy były dla niej dostępne. Z Twojego opisu nie wynika, że „chciałaś zła” – raczej desperacko szukałaś czegokolwiek, co pozwoliłoby Ci coś poczuć, odzyskać poczucie kontroli lub przerwać wewnętrzną pustkę.
Zwróciło moją uwagę, że dziś patrzysz na tamten okres z większym współczuciem wobec siebie. To ważna zmiana. Osoby, które doświadczają depresji, dysocjacji czy silnego przeciążenia psychicznego, często później odkrywają, że zachowania, których się wstydziły, były próbą regulowania cierpienia, a nie wyrazem ich charakteru.
Dobrze też czyta się to, że skorzystałaś z terapii i że potrafisz napisać „finalnie jest ok”. To nie wymazuje przeszłości, ale pokazuje, że nawet bardzo trudne doświadczenia nie muszą definiować całego życia.
Myślę, że wiele osób może odnaleźć się w Twoim opisie – może nie w konkretnych treściach, które oglądałaś, ale w poczuciu pustki, niezrozumienia, szukaniu ulgi za wszelką cenę czy przekonaniu, że jest się „zepsutym”. Dziękuję, że nazwałaś to tak szczerze. Takie świadectwa pomagają innym poczuć, że nie są sami i że z nawet bardzo ciemnego miejsca można stopniowo wyjść.
Piotr Ziomber
Dzień dobry
W okresie adolescencji czasami młodzi ludzie prowokują zachowania, których nie potrafią zrozumieć po latach, ale które jednak rzutują na ich tu i teraz. Samookaleczenia niosą formę w stylu "zauważcie mnie", albo są próbą na zbyt duże napięcie, z którym dana osoba nie jest sobie w stanie poradzić. Poszukiwanie swojej tożsamości i ukojenia w życiu dorosłym może okazać się być wyjątkowym cierpieniem, które może być mocno traumatyczne. W Pani przypadku mogły się wydarzyć rzeczy które Pani wyparła i o których Pani nie pamięta, ale ciało pamięta. Zalecam spotkanie z psychotraumatologiem, który rozpocznie terapie MDR lub brian spotting.
Bożena Nagórska
Dzień dobry.
Pani poruszające wyznanie pokazuje, że oglądanie drastycznych treści oraz samookaleczenia w dzieciństwie nie były przejawem „zepsucia”, lecz instynktowną próbą przerwania paraliżującej pustki i odzyskania jakiejkolwiek kontroli nad zamrożonym przez depresję ciałem. Fakt, że te brutalne obrazy do dziś powracają w Pani wspomnieniach, świadczy o głębokim śladzie, jaki to ekstremalne przebodźcowanie zostawiło w młodej psychice, która próbowała wtedy po prostu przetrwać i poczuć, że żyje. To niezwykle ważny i uzdrawiający moment, w którym przestaje Pani winić siebie za tamte zachowania, a zaczyna widzieć w małej dziewczynce ogromnie cierpiące dziecko – jeśli te wspomnienia nadal ciążą, warto w przyszłości wnieść ten wątek na terapię, by ostatecznie oczyścić głowę z tamtych obrazów.
Powodzenia
Bożena Nagórska
Sylwia Skibińska
Dzień dobry. Z Pani opisu wybrzmiewa przede wszystkim ogrom cierpienia, ale też długa droga, jaką przeszła Pani w kierunku zdrowienia. To, że dziś potrafi Pani spojrzeć na tamte doświadczenia z większym zrozumieniem pokazuje jak wiele pracy już zostało wykonane. Życzę, aby dalszy proces zdrowienia pozwalał stopniowo uwalniać się również od tych bolesnych wspomnień. Jeśli czuje Pani, że ten temat nadal jest w Pani żywy, warto wrócić do niego podczas terapii, nawet po czasie.
Pozdrawiam,
Sylwia Skibińska
Agnieszka Włoszycka
Dzień dobry,
Dziękuję, że zdecydowała się Pani podzielić tym doświadczeniem. Czytając Pani słowa, nie widzę „dziwnego epizodu”, ale historię dziecka, które przeżywało ogromne cierpienie i desperacko szukało sposobu, by poczuć cokolwiek.Sądzę że, ma to głęboki sens psychologiczny. Kiedy człowiek doświadcza silnej pustki, odcięcia od emocji czy depresji, czasem zaczyna szukać bardzo intensywnych bodźców. Nie dlatego, że ich chce, ale dlatego, że próbuje odzyskać kontakt ze sobą. Podobnie samouszkodzenia nie zawsze są próbą ukarania siebie: często są próbą regulacji emocji, odzyskania poczucia kontroli lub upewnienia się, że „nadal żyję”.Bardzo poruszyło mnie, że dziś potrafi Pani spojrzeć na tamtą siebie z większą łagodnością. To ważna zmiana. Zamiast widzieć w sobie „problem”, zaczyna Pani dostrzegać dziecko, które nie miało odpowiednich narzędzi, aby poradzić sobie z ogromnym bólem.
Uwazam też, to, że niektóre obrazy z tamtego okresu nadal wracają, również nie jest niczym niezwykłym. Mózg potrafi bardzo długo przechowywać wspomnienia związane z silnym przeciążeniem emocjonalnym.Jeżeli czuje Pani, że ten temat nadal w Pani żyje, warto kiedyś do niego wrócić podczas terapii. Nie dlatego, że zrobiła Pani coś złego, ale po to, by domknąć fragment swojej historii, który do tej pory pozostawał niewypowiedziany.Myślę, że wiele osób może odnaleźć się w Pani opisie. Być może nie w samych zachowaniach, ale w doświadczeniu pustki, niezrozumienia i desperackiego szukania ulgi. Sam fakt, że dziś potrafi Pani o tym napisać, świadczy o ogromnej drodze, jaką Pani przeszła.
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka

Zobacz podobne
TW: myśli samobójcze
Chyba mam myśli samobójcze, mam dla kogo żyć mam syna 3,5 latka, na którego czekałam tyle lat. Żyje z ojcem dziecka już bardzo długo, ale jest to ciężki człowiek, dużo od siebie wymaga, i też od innych, jest pracowity, kocha syna, wszystko robi, żeby miał w życiu lepiej niż on. Pracuje ciężko na nasz dom. Często mamy odmienne zdania, przez co często są małe sprzeczki. Często jak chce mu opowiedzieć, co wydarzyło się w pracy lub co spotkało mnie dziś, lub jaki mieliśmy z synem dzień jestem prawie zawsze atakowana ….. że powinnam była zrobić tak powiedzieć tak zachować się tak itp itd. Uważam, że nie jest dla mnie wsparciem psychicznym, bo często z tego powodu płacze. Ja też pracuję, nie zarabiam tyle, co on, ale pracuje, daje z siebie wszystko, praca dom itd, to co robi większość kobiet.
Nie mam własnego życia oprócz domu, nie chodzę na siłownię, nie spotykam się z koleżankami, bo ich też nie mam. Nie jestem dobrą kucharką, ale zawsze ciepły obiad w domu jest. Zawsze wszędzie się spieszę, żeby zrobić zakupy, posprzątać itd. odebrać dziecko ze szkoły, nigdy nie myślę o sobie. Fryzjer phiiii 2 razy w roku, kosmetyczka na urodziny. Nie kupuje nowych ciuchów, butów, nie maluje się, bo szkoda mi czasu. Ogólnie czuję się, jak bym miała 60 lat. Nie potrafię już nawet zadbać o siebie. Brakuje mi kogoś, z kim mogę pogadać. Mam kochaną mamę, ale nie chce jej martwić. Ojciec dziecka nigdy sam z siebie mnie nie przytulił, nie jest to człowiek, który okazuje miłość. Mówi, że kocha, bo na nas pracuje i wszystko robi dla nas. Ja to rozumiem, ale gdzie jest w tym wszystkim zwykły przystulas, gdy boli brzuch, gdy gorsze dni. Sam o sobie mówi, że jest materialista, tylko pieniądze go motywują. Jest to też zrozumiałe, ale moim zdaniem przy tym wszystkim jest trochę może za mocne słowo użyje, ale “ moim katem “nieraz jak jest jakiś temat to żałuje, że go rozpoczęłam. Wydaje mi się, że w przyszłości przestanę mu mówić o różnych rzeczach, żeby uniknąć kłótni. Jestem osobą prostą, niewymagającą wiele, chce nauczyć syna być dobrym człowiekiem z empatią do innych i szacunkiem do 2 osoby. On wprowadza do domu trochę “wojska”. Wiem ,że jest to dobry człowiek do tego stopnia, że jeśli stałoby się coś moim rodzicom to nie wstydziłby się im d.. podcierać. Ale to, co ja czuję chyba też jest ważne. Nie mamy życia seksualnego w ogole, bo on ciągle zmęczony pracą i nie potrzebuje tego, jak sam mówi . Ja niby też, ale przez to nie czuję się jak kobieta, żyjemy jak brat z siostrą. Chciałabym sobie jakoś pomóc, bo boję się że sama sobie nie poradzę . Dużo by pisać, ale w sumie po co . Mieszkamy za granicami Polski sami z dzieckiem, bez rodziny. Coraz częściej patrzę na garaż z dziwnymi myślami, bo przecież, po co ktoś słaby psychicznie ma na tym świecie być. Ja nic tu nie wnoszę. W pracy wszyscy mnie lubią, wręcz widzą, że ja to taka ogarnięta, ale nie widzą, co się dzieje u mnie w środku. Chce mi się wyć i krzyczeć.
Ludzie uważają, że jestem ćpunem. Jako nastolatek miałem typową nastoletnią depresję, byłem przybity i roztargniony. Słyszałem jak się ze mnie śmiali, że jestem " naćpany". Możliwe, że mam jakieś dziwne ruchy ciała, które się ludziom nie podobają, bo nawet rodzice i brat mówili mi, że dziwnie chodzę.
Po latach pracy nad sobą w końcu zacząłem żyć radością i dostrzegać śmieszność we wszystkich rzeczach. Poszedłem do pracy z uśmiechem do ludzi a oni uznali, że "na pewno ćpam, bo szczerzę się jak głupi do sera". Są plotki na mój temat, że ciągle się uśmiecham, bo biorę narkotyki. Nie wiem jak mam żyć. Wszystko co robię to źle, jestem smutny źle, uśmiecham się też źle. Może ja po prostu jestem "jakiś inny" i nie pasuję do społeczeństwa. Raczej stronię od ludzi, bo zawsze spotyka mnie fala krytyki. Czy coś rzeczywiście jest ze mną nie tak?

