
Przez kłótnie, które wynikały z nadmiernego przywiązania partnera_ki do matki, zakończyliśmy związek. Ja kocham nadal, ale jest mi ciężko.
Celina
Agnieszka Wloka
Pani Celino,
przede wszystkim “nigdy nie mów nigdy” - póki żyjecie, zawsze macie szansę.
Teraz jednak myślę, że jest czas dla Pani - po pierwsze na terapię związaną z alkoholem i Pani osobistym uwolnieniem się od alkoholu, dwa- Pani przemedytowaniem kwestii tego związku - co było w nim dobrego, do uratowania, do wskrzeszenia, a co przeciwnie, musiałoby zupełnie z niego zniknąć.
Warto dać sobie nieco czasu, warto zainwestować troszkę w siebie, pobyć na łonie natury, poodpoczywać, porobić rzeczy, na które dotąd nie było czasu i dać sobie samej odsapnąć od związku, który sporo energii z Pani wyszarpał.
Agnieszka Wloka
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Joanna Łucka
Dzień dobry,
Pani Celino, przykro mi, że mimo zaangażowania, ważna dla Pani relacja zakończyła się.
Pisze Pani o trudnościach w komunikacji, gdzie frustracje i niewygodne przemyślenia nie były omawiane na bieżąco, a wyrzucane w sytuacjach niesprzyjających konstruktywnej dyskusji - czyli m.in. pod wpływem alkoholu lub też w trakcie imprezy czy wieczornych wyjść. Forma zakomunikowania swoich odczuć poprzez krzyczenie, złośliwość czy krytykę, również będzie elementem uniemożliwiającym realne zmierzenie się z problemem i rozwiązanie go.
Pyta Pani, czy to możliwe, żeby kłótnie były powodem całkowitego rozpadu uczuć drugiej strony - tu musimy pochylić się nad rozumieniem słowa kłótnia. Zapewne sam akt niezgody i wybuchu raz na kilka miesięcy (jak zaznacza Pani w wiadomości) nie doprowadza bezpośrednio do końca relacji, jeśli na ogół - pomiędzy tymi ekspresyjnymi dyskusjami - partnerzy prowadzą dialog i sygnalizują sobie swoje potrzeby, ale także swoje frustracje czy obserwacje dotyczące drugiej osoby. Jeśli kłótnie będziemy rozumieć jako moment wybuchu wulkanu, gdzie magma wrze przez kilka tygodni, do momentu ostatecznego “ulania się”, to konflikt tak naprawdę trwa nieustannie pod powierzchnią, czekając na swój moment erupcji. Klimat emocjonalny panujący wówczas w relacji, napięcie, przeczuwanie, że coś jest nie tak, to trudny do zniesienia element wspólnego funkcjonowania - mimo tych dobrych i miłych momentów, czy ogólnego poczucia bycia kochanym. Reasumując - to, co bardzo często niszczy relacje i doprowadza do ich zakończenia to brak codziennej komunikacji (szczególnie tych trudnych myśli i odczuć ) i regulowania swoich emocji na bieżąco.
Opieka nad matką, czy też silna więź i przywiązanie mimo dorosłości to zagadnienie drażliwe, wymagające rozmów w odpowiednich warunkach i z odpowiednimi zasobami/siłami, by tak ważny temat podjąć. Rozumiem jednocześnie Pani frustracje wobec tej sytuacji - to niełatwe być w związku z osobą, która niejednokrotnie stawia rodzica ponad związek na różnych płaszczyznach - finansowych, emocjonalnych czy związanych z poświęcaniem czasu.
Życzę Pani wszystkiego dobrego!
Pozdrawiam serdecznie
Joanna Łucka
psycholożka

Zobacz podobne
Witam, mam 28 lat. Mam żonę i 8-miesięcznego syna. Często czuję się zagubiony w decyzjach życiowych, często czuję się nie jak na swój wiek, tylko młodziej, niedojrzale. Mam problem, żeby dawać siebie w związku, żeby być dla kogoś w sposób bezinteresowny, żeby myśleć o drugim człowieku tak po prostu. Najgorszym w tej chwili problemem jest to, że jak przychodzi weekend, czyli czas wolny od pracy, kiedy spędzam go z rodziną, to jest tak, że nie podoba mi się, że muszę zająć się dzieckiem, bo myślę sobie, że mógłbym robić teraz coś innego, coś dla siebie. Niestety, często mnie odcina od emocji, od bycia obecnym tu i teraz, tak jakbym gdzieś w swojej głowie lawirował, tak jakbym żył w okreslony sposób, mając rodzinę, ale jednocześnie nie akceptował, że życie powiedzmy bez zobowiązań się skończyło i teraz jest czas większych poświęceń. Mam problem tożsamościowy, mam wrażenie, że na gruncie psychicznym nie potrafię zdecydować, jak mam żyć, jaką drogę życiową wybrać. Gdyby moja żona nie nalegała, żebyśmy mieli dziecko, to jak dla mnie moglibyśmy żyć bez zobowiązań jeszcze długo, ale ona zawsze powtarzała, że chce mieć rodzinę, a ja tego nie czułem, ponieważ cały czas pozostawałem na etapie zabawy w swojej głowie, bez zobowiązań. Dodam, że żona jest moją pierwszą i jedyną dziewczyną, jaką miałem. Mam wrażenie, że po prostu nie dorosłem do bycia mężem i ojcem, ale nie potrafię się do tego przyznać. Kocham żonę i syna, ale nie wiem, czy żyję tak, jakbym chciał, czy to życie jest takie, jakie świadomie wybrałem. Mam problem, bo po prostu nie czuję w sobie instynktu do działania, jestem pogubiony, tak jakbym nie wiedział, a raczej nie czuł w która stronę mam iść. Niepokoją mnie te odcięcia od żony, np. jak oglądamy razem telewizję. Jest jakiś dystans między nami. Jak byliśmy na etapie chłopak dziewczyna przed zamieszkaniem ze sobą, to tego dystansu absolutnie nie było. Może po prostu jest tak, że nigdy nie potrafiłem ostatecznie zdecydować, czy chcę iść drogą posiadania rodziny czy po prostu odejść i żyć w inny sposób. Proszę o podpowiedź, co zrobić, żeby móc odnaleźć radośc z życia.
Dzień dobry. Ostatnio przez złość straciłem bardzo ważną znajomość. W trudnych dla mnie momentach (jak ignorowanie mnie online) reagowałem obrażaniem tej osoby. Dopiero teraz widzę, jak bardzo moje słowa mogły ranić i że zamiast rozwiązywać problem (ataki (w tekście)) pomagały dosłownie na chwilę) , zniszczyłem coś dla mnie wartościowego. Zauważyłem, że właśnie mam tak najbardziej dla osób, które kocham. Jako dziecko- rówieśnicy( którzy chyba przez mój spokój i łagodność- często mnie nazywali zamulencem, zj***m itp. ) mnie bili i znęcali się nade mną. Koleżanka, niestety niezwykle wytrwale znosiła moje ataki; choć ignorując online, osobiście była nadal bardzo miła, ale po latach "powiedziała dość", blokując praktycznie natychmiast wszędzie i zgłaszając moje konta :( Ledwo to przeżyłem :( przez kilka dni miałem myśli samobójcze i czułem się jak jakieś zombi. Myślicie, że terapia mi pomoże? Czy to z charakteru, a może z nieumiejętności kontrolowania się, czy też jakiś odwet za to dzieciństwo ? A może jedno i drugie? I czy są szanse, że koleżanka się kiedyś jeszcze odezwie? Ona niestety wie, że ją kocham. Tysiące razy także w nerwach zrywałem znajomość i wracałem. Pogubiłem się przez to uczucie i ignorowanie mnie zupełnie online. Za wyzywanie zawsze na bieżąco przepraszałem. Kiedyś już odchodziła 2x, ale w znacznie łagodniejszych okolicznościach i po miesiącach wracała Pozdrawiam
Witam...pozostaję załamana i w szoku.
Jestem pisarką (20 książek na tematy duchowe, naukowe, międzynarodowe targi książki). Zaprzyjaźniłam się z panią prezes miesięcznika naukowego, w którym publikowano moje teksty. Przyjaźń trwała kilka lat. Wzajemnie wysyłałyśmy sobie listy i czasem drobne upominki. Ostatni list I upominek wysłałam latem, ale ona kazała przez swojego pracownika odpisać mi, że wyjechała i dziękuję za to, co przysłałam. W grudniu wysłałam moją piękną 20tą księgę z dedykacją. Nie odpisała na życzenia świąteczne i nie podziękowała...dotąd milczy.
Proszę o podpowiedź i pomoc. Czuję się jak kopnięty, niepotrzebny przedmiot...być może padłam ofiarą intrygi i nie mam szans się obronić Doris
