Left ArrowWstecz

Napady lęku po stracie bliskiej osoby i wpływ zachowań kompulsywnych u partnera

Witam, nie wiem od czego zacząć ale muszę gdzieś napisać a już nie raz uzyskałam od was odpowiedź lub trochę otuchy. Od pewnego czasu nic mnie nie cieszy. Chodzę do pracy, uprawiam sport, raczej nic nie robienie mnie męczy i nie mam tak że leżę i nic mi się totalnie nie chce. Nie mogę zrozumieć siebie, mam napady lękowe znikąd np ostatnio pod prysznicem.. dzieje się coś złego ze mną od momentu gdy zmarła moja babcia. Od tamtej pory boję się że komuś z rodziny coś się stanie lub że ja umrę i mam ogromny strach przed własną śmiercią lub najbliższych. Boję się że tak będę miała już zawsze. Moja babcia dożyła pięknego wieku i co najgorsze nie chciała umierać ona chciała żyć, mówiła to do naszej rodziny wprost i to tak utkwiło w mojej głowie że nie mogę się tego pozbyć. Dodatkowo mam problemy z przełykaniem a ostatnio zaczęły się nasilać. Miałam epizody zadławienia się kilka razy ale z czasem ten strach przed przełknięciem przechodził, teraz jest cały czas od jakiś dwóch miesięcy. Wiem że to siedzi w mojej głowie bo czasem jak o tym zapomnę jem normalnie.. i często ostatnio miewam niepohamowane napady złości o błahostki. Kiedyś byłam cierpliwa a teraz coś się zmieniło.. Dodatkowo jeszcze chciałabym zapytać o radę. Zauważyłam ostatnio u bliskiej mi osoby z którą mieszkam na codzień zaburzenia. Sprawdzanie po kilka razy rzeczy lub pytanie mnie czy dobrze wykonało dany ruch. Czytałam że to zaburzenia kompulsywno-obsesyjne. Gdy ja siedzę na telefonie pyta po kilka razy co robię na nim lub czy wszystko dobrze . Jest to bardzo uciążliwe na codzień a gdy nie chce odpowiedzieć lub źle odpowiem obraża się lub złości. Być może moje samopoczucie to skutek tego co się dzieje z moją bliską mi osobą. Po rozmowie nie dopuszcza do myśli że poszlibyśmy do specjalisty z tym problemem, na wszystko ma wytłumaczenie i twierdzi że obca osoba nic nie pomoże. Proszę o jakieś rady..
User Forum

Davina

4 miesiące temu
Karolina Rzeszowska-Świgut

Karolina Rzeszowska-Świgut

Dzień dobry.

Pani wiadomość pokazuje dużą siłę i sprawczość: mimo że „nic nie cieszy”, nadal chodzi Pani do pracy i trzyma się codzienności, zamiast się poddać. To wymaga wytrwałości, zwłaszcza gdy lęk potrafi pojawić się nagle, nawet w tak zwykłej sytuacji jak prysznic.  

Widać też, jak bardzo była Pani związana z babcią. To, że po tej stracie uruchomił się lęk o śmierć Pani i bliskich, brzmi jak wyraz miłości i przywiązania, a nie „coś złego”. Ważnym sygnałem nadziei jest to, że zauważa Pani wyjątki,np: czasem, gdy na chwilę zapomni Pani o przełykaniu i je Pani normalnie. To pokazuje, że w Pani jest dostęp do odpuszczenia napięcia, nawet jeśli teraz bywa to krótkie i kruche.  

To, co opisuje Pani w relacji z bliską osobą (wielokrotne sprawdzanie, powtarzane pytania, złość, gdy nie odpowiadasz), jest obciążające na co dzień. Jednocześnie widać uważność i lojalność: próbuje Pani zrozumieć sytuację, a przy tym nie gubić tego, że Pani też ma być w tej relacji bezpiecznie. Sam fakt, że szuka Pani wsparcia i nazywa, co się dzieje, jest oznaką troski o Siebie i o Wasze wspólne życie—i to zwykle jest początek zmiany, nie jej koniec.

4 miesiące temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Dzień dobry. To, co Pani opisuje, to bardzo czytelna reakcja na traumę po stracie bliskiej osoby. Słowa Pani babci o tym, że nie chce umierać, zburzyły poczucie, że świat jest bezpieczny, a śmierć to coś odległego.

Problemy z przełykaniem to bardzo częsty objaw somatyczny w zaburzeniach lękowych. Gardło to miejsce, w którym metaforycznie „zaciskają się” niewypowiedziane emocje i lęk. Fakt, że czasem zapomina Pani o problemie i je normalnie, jest najlepszym dowodem na to, że Pani przełyk jest zdrowy, a problem tkwi w nadaktywnym układzie nerwowym, który jest w ciągłej gotowości do „walki lub ucieczki”.

Co do osoby bliskiej – Pani podejrzenia dotyczące OCD są zasadne. Ciągłe sprawdzanie, upewnianie się i rytuały to próba opanowania lęku. Niestety, życie pod jednym dachem z osobą z nieleczonym OCD jest niezwykle wyczerpujące. Pani napady złości to prawdopodobnie wynik „przebodźcowania” lękiem partnera i własnym.

Moje rady dla Pani:

Psychoterapia CBT dla Pani:  terapia pomoże Pani oddzielić historię babci od Pani własnego życia.

Granice wobec partnera: udzielanie odpowiedzi na te same pytania po raz dziesiąty tylko „karmi” jego zaburzenie. Warto przeczytać o tym, jak nie wchodzić w rytuały osoby z OCD, by nie pogarszać jej stanu i nie niszczyć siebie.

Badanie kontrolne: dla własnego spokoju warto udać się do laryngologa, by wykluczyć zmiany fizyczne w gardle – świadomość, że wszystko jest w porządku, często pomaga „odblokować” głowę.

Wszystkiego dobrego.

Psycholog Bożena Nagórska

4 miesiące temu
Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Witam Pani Davino,

 

Dziękujemy za wiadomość. Czytajac Pani treść, czuję, że brzmi bardzo obciążająco i jednocześnie… bardzo ludzko.
Objawy, o których Pani mówi (lęki „znikąd”, strach przed śmiercią, trudności z przełykaniem, drażliwość), często pojawiają się po stracie bliskiej osoby i są częścią reakcji żałoby połączonej z nasilonym lękiem. To nie znaczy, że „tak już będzie zawsze” ani że dzieje się z Panią coś złego, raczej że Pani układ nerwowy jest przeciążony i w trybie ciągłego alarmu.Lęk przed śmiercią po odejściu babci, zwłaszcza gdy jej słowa mocno utkwiły w pamięci, jest zrozumiały. Trudności z przełykaniem i napady paniki bardzo często mają podłoże lękowe, skoro zdarza się, że gdy Pani o tym nie myśli, je normalnie, to ważna informacja, że ciało potrafi, tylko lęk je blokuje.
Jeśli chodzi o bliską osobę: zachowania, które Pani opisuje, rzeczywiście mogą być bardzo obciążające i mają wpływ na Pani samopoczucie, nawet jeśli ta osoba nie chce tego widzieć. Pani ma prawo czuć zmęczenie, złość i bezradność w takiej sytuacji.Najważniejsze: Pani nie jest sama z tym i naprawdę warto, żeby Pani sama dostała wsparcie specjalisty, nawet jeśli bliska osoba nie chce terapii. Według mnie to nie jest porażka ani przesada, to troska o siebie. Jeśli lęki i trudności z przełykaniem się utrzymują, prosimy potraktować to jako sygnał, że organizm woła o pomoc, a nie, że Pani „słabnie”.
 

Proszę pisać tu na forum w razie potrzeby.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

4 miesiące temu
Adrianna Szczuchniak

Adrianna Szczuchniak

Dzień dobry! 

To, o czym Pani pisze, brzmi jak ogromne obciążenie emocjonalne, z którym mierzy się Pani na wielu płaszczyznach jednocześnie. Z jednej strony doświadcza Pani trudnych objawów somatycznych i lękowych po stracie bliskiej osoby, a z drugiej – czuje Pani narastającą frustrację i bezradność w relacji z domownikiem. To naturalne, że w takim nagromadzeniu trudności Pani dawna cierpliwość ustępuje miejsca złości, a ciało reaguje uciskiem w gardle czy napadami lęku.

Rozumiem, że rezonują w Pani słowa Babci o chęci życia, może Pani objawy lęku są właśnie "o przeżywaniu tych słów", trudności pogodzenia się z tą stratą i strachem przed utratą swojego życia i tych, których chce Pani zatrzymać przy sobie. Można odnieść wrażenie, że Pani organizm jest w stanie ciągłego czuwania, a problemy z przełykaniem czy napady paniki są sygnałami płynącymi z wnętrza, których nie sposób już ignorować.

W kontekście Pani sytuacji, warto byłoby pochylić się nad kilkoma kwestiami:

 

Pamięć o stracie: Wspomina Pani, że lęk nasilił się po śmierci babci. Czy widzi Pani jakąś zależność między tym, jak babcia podchodziła do życia, a tym, jak Pani obecnie stara się wypełniać swój czas pracą i sportem, byle tylko uniknąć „nicnierobienia”? Czasem ucieczka w aktywność jest sposobem na to, by nie dopuścić do siebie trudnych pytań o przemijanie, które śmierć babci tak wyraźnie postawiła.

Objawy somatyczne: Trudności z przełykaniem, o których Pani pisze, często wiążą się z silnym napięciem emocjonalnym – potocznie mówimy o „ścisku w gardle” lub o czymś, czego „nie możemy przełknąć”. Skoro zauważyła Pani, że w chwilach rozluźnienia objaw znika, to ważny sygnał, że Pani ciało reaguje na poziom stresu.

Sytuacja w domu: Życie z osobą, która przejawia zachowania natrętne i wymaga od Pani ciągłych zapewnień, jest wyczerpujące. Może to powodować poczucie osaczenia i dodatkowo potęgować Pani lęk oraz złość. Trudno jest dbać o własny dobrostan, gdy czuje się Pani odpowiedzialna za spokój drugiej osoby lub jest Pani przez nią kontrolowana.

Zastanawiam się, co w tej chwili jest dla Pani najbardziej uciążliwe – czy ten lęk o życie, który pojawił się po stracie, czy może poczucie uwięzienia w codziennej relacji z bliską osobą? Często te obszary przenikają się, tworząc system naczyń połączonych.

 

Jeśli chodzi o osobę bliską, to choć nie mamy wpływu na to, czy ktoś zdecyduje się na leczenie, ma Pani prawo stawiać granice w obronie własnego zdrowia. W sytuacji, kiedy ciężko jest Pani ustać na nogach samej może być Pani bardzo ciężko dźwigając również nieswój lęk. Jeśli czuje Pani, że te zachowania przekraczają Pani wytrzymałość, warto rozważyć rozmowę z psychoterapeutą dla samej siebie. Specjalista pomoże Pani przyjrzeć się temu, jak odnaleźć równowagę w tej relacji i jak zaopiekować się lękiem, który tak mocno daje o sobie znać w ciele.

 

Życzę Pani dużo siły i znalezienia przestrzeni na oddech w tym trudnym czasie. Powodzenia!

4 miesiące temu
Natalia Przybylska

Natalia Przybylska

Dzień dobry, 


Z tego, co Pani opisuje, Pani reakcje emocjonalne, takie jak lęk napadowy czy trudności z przełykaniem najprawdopodobniej pojawiły się w ścisłym związku z bolesnym doświadczeniem straty. Pani umysł pozostaje w stanie podwyższonej czujności, traktując świat jako miejsce nieprzewidywalne. Dodatkowo wskazuje pani na pewne trudności w do relacji z bliską osobą. Chciałabym zaznaczyć, że Pani zmęczenie i irytacja są naturalną odpowiedzią na powtarzalne schematy zachowań, które wymagają od Pani stałego angażowania się w czyjeś rytuały. Najprostsze co może pani zrobić to próba skupienia się na higienie własnych emocji i wprowadzaniu małych kroków w stronę odzyskiwania radości z aktywności, które Panią cieszyły, traktując ciało z łagodnością w momentach napięcia. W relacji z bliską osobą istotne może natomiast okazać się dbanie o własne zasoby emocjonalne i stawianie łagodnych granic, aby Pani dobrostan nie był całkowicie zależny od zachowań i pytań domownika.

Pomyślałam też o tych trudnościach z przełykaniem które Pani opisała. W tym przypadku może Pani wypróbować technikę uważnego jedzenia wywodzącą się z treningu mindfulness. Pozwala ona przekierować uwagę z lękowych myśli na fizyczne doznania płynące z zmysłów. Gdy poczuje Pani napięcie w gardle, proszę nie walczyć z tym skurczem, lecz na chwilę odłożyć sztućce, wziąć spokojny oddech przeponowy (do brzucha) i skupić się na teksturze jedzenia w ustach oraz jego smaku, opisując te wrażenia w myślach w sposób czysto techniczny.

Oczywiście jeśli trudności będą się utrzymywać warto rozważyć spotkania ze specjalistą, który może jeszcze bardziej dopasować techniki do trudności z którymi Pani się mierzy. 

Życzę wszystkiego dobrego! 
Natalia Przybylska 

4 miesiące temu
Daria Składanowska

Daria Składanowska

Dzień dobry,

czytając Twój opis, widać, że przeżywasz bardzo dużo stresu i napięcia – zarówno związanego z utratą bliskiej osoby, jak i codziennym życiem z osobą, której zachowania są wymagające i uciążliwe. To naturalne, że pojawiają się napady lęku, trudności z poczuciem bezpieczeństwa, złość czy problemy z ciałem, kiedy umysł i emocje są w ciągłym napięciu. Twoje odczucia są w pełni uzasadnione i ważne.

W takich sytuacjach wsparcie psychologa lub psychoterapeuty może okazać się bardzo pomocne – pomoże Ci zrozumieć swoje reakcje, znaleźć sposoby na radzenie sobie z lękiem, napięciem i codziennymi trudnościami oraz uporządkować emocje związane z żałobą. Nawet jeśli Twoja bliska osoba nie zgadza się na wsparcie, Ty sama możesz zadbać o swoje zdrowie psychiczne i poczucie bezpieczeństwa.

Twoje doświadczenia nie muszą być tym, czym pozostaną na zawsze – rozmowa ze specjalistą może dać Ci narzędzia do odzyskania spokoju, pewności siebie i poczucia kontroli nad własnym życiem. Wszystkiego dobrego!

Składanowska Daria

4 miesiące temu

Zobacz podobne

Witam, sama nie wiem, do kogo powinnam zwrócić się o pomoc. Ciężko jest mi również wyrazić w sposób precyzyjny mój stan, który bywa zmienny z dnia na dzień.
Witam, sama nie wiem, do kogo powinnam zwrócić się o pomoc. Ciężko jest mi również wyrazić w sposób precyzyjny mój stan, który bywa zmienny z dnia na dzień. Odkąd pamiętam, jestem osobą niezwykle ambitną. Zawsze zależało mi na nauce, ale także często angażowałam się w wiele innych aktywności poza szkołą, takie jak śpiewania, nauka języków obcych, sport, podróże. Mój własny rozwój i aktywne działanie od zawsze sprawiało mi dużą satysfakcję, mimo że środowisko, w którym się otaczałam, nie dostarczało mi w tym odpowiedniego wsparcia. Nie mieliśmy tych samych priorytetów w życiu, ani podobnych pasji, nad czym bardzo ubolewałam, bo często ukrywałam moje problemy, pomysły, marzenia, sukcesy. Nie chciałam się z nikim dzielić tym wszystkim. Miałam wrażenie, że to nieskromne, że tak nie wypada, a poza tym oni mają inne zainteresowania i pasję, więc nie do końca się zrozumiemy. Z czasem niektóre relacje same się zakończyły, niektóre nadal utrzymywałam, ale nie czułam, że się w nich rozwijam, że mogę dzielić z kimś wspólne pasje, czy aktywnie spędzać czas. Za każdym razem, gdy chciałam zrobić coś ciekawego np. wyjechać w góry na weekend, wyjść na miasto, koncert usłyszałam słowa "super pomysł, jedziemy", po czym, gdy przychodziło co do czego, pojawiało się mnóstwo wymówek. W ostatnim czasie sporo w moim życiu się wydarzyło, szczególnie w trakcie pandemii. Byłam w klasie maturalnej, gdzie zajęcia były prowadzone zdalnie. Od gimnazjum i później przez okres liceum pasjonowały mnie języki obce, marzyłam o wymianie językowej (jednak moja szkoła nie oferowała takiej możliwości), pomyślałam więc o studiach za granicą, to było moje marzenie. W klasie maturalnej zaczęłam wszystko planować, dowiedziałam się wszystkich możliwych informacji na ten temat, rozmawiałam z mnóstwem osób. Byłam przekonana, że jest to do zrealizowania, ale brakowało mi tego wsparcia od ludzi obok, którzy nie potrafili mnie zrozumieć. Po maturze, która niestety nie poszła mi tak, jak chciałam, od razu poszłam do pracy na czas wakacji. Stwierdziłam, że wezmę sobie rok przerwy między studiami, aby móc lepiej się przygotować formalnie i zgromadzić oszczędności, które pomógłby mi w dalszej realizacji planu. W tamtym czasie straciłam kontakt z większością moich znajomych. Zostałam z tym wszystkim sama. Moi rodzice starali się wesprzeć mnie w moich planach, jednak czułam, że nie wierzą w ich realizacje. Sądzili, że to bardzo wymagający pomysł. Nie chciałam już obarczać innych moimi wymysłami, zaczęłam sama przygotowywać się do egzaminu językowego niezbędnego na studia, szukać lokum i tak dalej. Miałam wtedy jeszcze kontakt z jedną koleżanką ze szkoły średniej, mówiłam jej o moich planach, ale nie czułam, że do końca się rozumiemy. Zmieniłam pracę, gdzie środowisko było zupełnie różne, ludzi dużo ode mnie starszych, ustatkowanych, mających własne rodziny, stałą pracę i tak dalej. W tym miejscu trudno mi było znaleźć kogoś, z kim mogłabym nawiązać wspólny język. Mimo to, poza pracą próbowałam jeszcze szukać wsparcia w internecie i też nadal kontynuowałam przygotowania do egzaminu. Z czasem jednak straciłam wiarę, że mi się uda. Patrzyłam tylko, jak inni układają sobie życie na studiach, jak nawiązują nowe znajomości i jak ciekawie spędzają czas. Było mi przykro, byłam zła na siebie, że postawiłam tak wysoko, że wpadłam na pomysł nie do zrealizowania. Nie miałam się do kogo zwrócić, nie czułam, że ktokolwiek mnie rozumie, nie wiedziałam już co robić. Rodzina zbuntowała się przeciwko mnie, że popełniłam duży błąd, nie idąc na studia po liceum. Z biegiem czasu wybiłam sobie z głowy pomysł związany ze studiami za granicą. Przekonałam się, że jednak to chyba nie dla mnie, nie jestem w stanie zarobić tyle pieniędzy, mieszkać tak daleko od domu. Pomyślałam, że przecież uczelnie w Polsce oferują dużo ciekawych możliwości związanych z wymianami studenckimi typu Erasmus+. W czasie przerwy przemyślałam wszystko, zastanowiłam się poważnie nad tym, czego tak naprawdę chciałabym się uczyć, co w zasadzie najbardziej mnie interesuje. Wcześniej myślałam o psychologii po angielsku (właśnie za granicą). Jednak stwierdziłam, że przecież mogę studiować w Polsce i wyjechać na wymianę. Wzięłam się więc do działania i zaczęłam przygotowywać się ponownie do matury. W czasie mojego gap year z racji tego, że pracowałam, bardzo chciałam zacząć podróżować (w tani sposób). Pomyślałam, że później nie będę miała już tak wiele czasu. Jednak nie mogłam liczyć na moich znajomych. Informowałam ich zawsze dużo wcześniej, żeby mogli mieć możliwość zgromadzenia oszczędności. Uznawali zazwyczaj pomysł za świetny, jednak, gdy już przychodziło co do czego, to chętnych brakowało. Strasznie mnie to drażniło, że nie miałam z kim wykorzystać tego wolnego czasu w ciekawy sposób. Udało mi się poprawić maturę w maju, miałam jeszcze sporo wolnego czasu, więc stwierdziłam, że sama zacznę podróżować. Początkowo bardzo się bałam i stresowałam, ale pokonałam swój lęk, ostatecznie udało mi się odwiedzić trzy kraje. Może i niewiele, ale cieszę się, że przestałam czekać na innych i zaczęłam działać samodzielnie. W wakacje otrzymałam wyniki z uczelni, bardzo chciałam dostać się na studia dzienne (podobała mi się wizja mieszkania w akademiku i ogólnie życia studenckiego), ale dostałam się tylko na zaoczne. Tak też zrobiłam, stwierdziłam, że spróbuję. W końcu psychologia jest czymś, z czym chcę wiązać przyszłość, a poza tym będę mogła zdobywać doświadczenie w pracy. Od października łączyłam pracę ze studiami, byłam bardzo zafascynowana i z przyjemnością przykładałam się do nauki. Pod koniec roku straciłam pracę i przez dwa miesiące siedziałam w domu. Miałam wtedy sporo czasu na przygotowywania się do zaliczeń i egzaminów, jednocześnie też próbowałam znaleźć nową pracę, gdyż czułam, że moim rodzicom może to trochę przeszkadzać. Zresztą często pytali mnie, czy udało mi się już coś znaleźć itp. Nikt jednak się nie odzywał. Zastanawiałam się, czy nie znaleźć sobie może pracy związanej już z moim zawodem lub może podjąć jakiś staż. Sama już nie wiem, co mam robić, czego ja właściwie chcę. Boję się, że przez to nie będę już miała czasu na inne aktywności poza studiami. Chciałabym też jak najlepiej wykorzystać ten czas na studiach, poznać nowych ludzi, mieć czas na wyjścia itp. Z drugiej strony boję się, że faktycznie, jeśli nie zacznę działać w tym kierunku, to faktycznie będę żałować, że nie zaczęłam już zdobywać doświadczenia. Wszystkie osoby, które poznałam na studiach, studiowały wcześniej dziennie i miały też okazje skorzystania jeszcze z "życia studenckiego" i dobrze wspominają ten okres. Ja czuje się źle, że nie miałam szansy spróbować. Z jednak strony chciałabym studiować dziennie, chciałabym tego doświadczyć, ale teraz to nie wiem, czy uda mi się zmienić tryb i czy w ogóle mam szansę, czy to ma sens. Z drugiej strony fajnie jest zdobywać doświadczenie, pracować i mieć czas na inne rzeczy. Jeśli chodzi o relację, staram się być jak najbardziej otwarta na nowe znajomości. Nadal jestem bardzo ambitna i chciałabym realizować mnóstwo moich pomysłów, poznałam już kilka osób, jednak nie trafiłam jeszcze na osobę podobną do mnie. Cały czas czekam, że pojawi się ktoś, komu będę mogła się zwierzyć, kto zawsze będzie obok, z kim będę mogła wyjść na miasto, kto będzie chciał podróżować tak jak ja i przede wszystkim mnie zrozumie. Chciałabym podjąć terapię, czy konsultację psychologiczną, z kimś, kto pomógłby mi przepracować i przeanalizować wszystkie wydarzenia, które prawdopodobnie wpłynęły na mój stan, ale także to jak wygląda moje życie. Czuję, że posiadam mnóstwo schematów i przekonań, które blokują mnie przed osiągnięciem poczucia satysfakcji w życiu i budowaniu wartościowych relacji. Moja historia jest dosyć długa (i tak wiele wątków pominęłam) i z pewnością trudno jest wyczytać z niej, jaką naprawdę jestem osobą. Chciałabym jednak, aby ktoś zechciał wesprzeć mnie w tym, co przeżywam i pomógł odnaleźć mi właściwy kierunek w życiu.
Dzień dobry, jeśli mam uczucie ciągłego martwienia się, analizowania wszystkiego, gdy słyszę że może wydarzyć się coś, co sprawi ból to już wgl się stresuję, i bardzo poważnie analizuje co za chwilę się wydarzy np: jadę autem, ale zwalniam dużo przed bo tam może ktoś wyskoczyć? Czy to są zaburzenia lękowe? Dodam jeszcze że gdy się stresuję przechodzą mnie drgawki na całym ciele i trochę to trwa zanim ustąpią.
Nie wiem czy terapia psychodynamiczna jest dla mnie. Czuję pogorszenie, chaos w głowie.

Jestem w terapii psychodynamicznej od prawie 9 miesięcy i mam wrażenie, że zamiast pomóc, to tylko spotęgowała chaos panujący w mojej głowie. 

Moimi celami terapeutycznymi były i dalej są odbudowanie poczucia własnej wartości, sprawczości, umiejętność budowania i utrzymywania relacji w szczególności z płcią przeciwną. Zdecydowałem się na ten rodzaj terapii, ponieważ wydawał mi się najbardziej odpowiedni do moich problemów. 

Po tym czasie mam poczucie, że jestem w jeszcze gorszym miejscu niż na początku, w mojej głowie panuje jeden wielki chaos. Sam już nie wiem co czuję, myślę, w jakim kierunku idę czy w ogóle w jakimkolwiek idę, co powinienem robić w trakcie sesji i pomiędzy nimi, czy wkładam w to wystarczająco dużo wysiłku czy może się nie przykładam odpowiednio lub może nie jestem odpowiednio otwarty na zmianę. 

Czuję frustrację oraz wątpliwości czy to ma jakimkolwiek sens, czy ja jestem w stanie cokolwiek w sobie zmienić, czy może jestem tak beznadziejnym przypadkiem któremu już nic nie pomoże. 

Zamiast się sukcesywnie przybliżać do celu to chyba się tylko oddalam, co tylko potęguje rozczarowanie. Często na pytania zadawane przez terapeutkę moje odpowiedzi to "nie wiem" lub "nie jestem w stanie odpowiedzieć" co mnie doprowadza do irytacji tym bardziej, że często zachęca mnie do mówienia o wszystkim, co mi po głowie chodzi, emocjach, które czuję czy fantazjach. Nawarstwiać się to zaczęło od kiedy został poruszony temat "wewnętrznego dziecka" oraz odpuszczenia i pożegnania "starego" życia. Czuję, że to za duży ciężar dla mnie i przerasta mnie, coraz częściej mam myśli o rezygnacji z terapii, bo widzę coraz mniejszy jej sens, jednak z drugiej strony wiem, że to mógłby być duży błąd. Poruszałem te wątpliwości z moją terapeutką i dalej jestem tu, gdzie byłem. Nie wiem już sam co myśleć i robić.

Jak poradzić sobie z traumą po stracie przyjaciółki w wypadku samochodowym?

Dzień dobry, poproszę o poradę. Ponad 20 lat temu w wypadku samochodowym zmarła moja przyjaciółka. Miałam wtedy 11/12 lat. Przez 20 lat nie byłam na jej grobie. W tym długim czasie przeszłam wiele rodzajów rozwoju osobistego, jestem bardzo świadomą osobą. Dużo pracowałam z ciałem, medytowałam, miałam terapie itd. Miałam wrażenie, że przerobiłam ten temat wzdłuż i wszerz, gdy pewnego dnia poszłam do osteopaty. Podczas wizyty ciekły mi łzy i następnego dnia (po 20 latach) jedyne o czym mogłam myśleć to pojechanie na cmentarz i tak zrobiłam. To było kilka lat temu i było to bardzo emocjonujące przeżycie. Jednak co roku (mniej więcej w okresie rocznicy śmierci) przychodzi mi na myśl Ona, czasem przychodzą na myśl krwawe obrazy z wypadku (wyobrażone), czasem jakby złość itd. Znów czuję się tak jakby opuszczona, trochę jak ta mała 11-latka (co jest nieracjonalne, bo jestem już dorosłą kobietą).. Jak mogę wreszcie raz na zawsze zintegrować ten temat?

Relacja z terapeutą jest ważna, a jak jest z psychiatrą?
Z psychoterapeutą trzeba nadawać na tej samej fali, a jak jest z psychiatrą? Bo ja nie czuję, że z moją psychiatrką się tak wspaniale rozumiemy, ale może nie trzeba?
kryzys w związku

Kryzys w związku – jak go przetrwać i odbudować relację?

Twój związek w kryzysie? To naturalny etap, który może wzmocnić relację. Poznaj sprawdzone strategie i porady ekspertów, by skutecznie przez niego przejść i odbudować więź. Czytaj dalej!