Aplikacja TwójPsycholog wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Napady lęku po stracie bliskiej osoby i wpływ zachowań kompulsywnych u partnera

Witam, nie wiem od czego zacząć ale muszę gdzieś napisać a już nie raz uzyskałam od was odpowiedź lub trochę otuchy. Od pewnego czasu nic mnie nie cieszy. Chodzę do pracy, uprawiam sport, raczej nic nie robienie mnie męczy i nie mam tak że leżę i nic mi się totalnie nie chce. Nie mogę zrozumieć siebie, mam napady lękowe znikąd np ostatnio pod prysznicem.. dzieje się coś złego ze mną od momentu gdy zmarła moja babcia. Od tamtej pory boję się że komuś z rodziny coś się stanie lub że ja umrę i mam ogromny strach przed własną śmiercią lub najbliższych. Boję się że tak będę miała już zawsze. Moja babcia dożyła pięknego wieku i co najgorsze nie chciała umierać ona chciała żyć, mówiła to do naszej rodziny wprost i to tak utkwiło w mojej głowie że nie mogę się tego pozbyć. Dodatkowo mam problemy z przełykaniem a ostatnio zaczęły się nasilać. Miałam epizody zadławienia się kilka razy ale z czasem ten strach przed przełknięciem przechodził, teraz jest cały czas od jakiś dwóch miesięcy. Wiem że to siedzi w mojej głowie bo czasem jak o tym zapomnę jem normalnie.. i często ostatnio miewam niepohamowane napady złości o błahostki. Kiedyś byłam cierpliwa a teraz coś się zmieniło.. Dodatkowo jeszcze chciałabym zapytać o radę. Zauważyłam ostatnio u bliskiej mi osoby z którą mieszkam na codzień zaburzenia. Sprawdzanie po kilka razy rzeczy lub pytanie mnie czy dobrze wykonało dany ruch. Czytałam że to zaburzenia kompulsywno-obsesyjne. Gdy ja siedzę na telefonie pyta po kilka razy co robię na nim lub czy wszystko dobrze . Jest to bardzo uciążliwe na codzień a gdy nie chce odpowiedzieć lub źle odpowiem obraża się lub złości. Być może moje samopoczucie to skutek tego co się dzieje z moją bliską mi osobą. Po rozmowie nie dopuszcza do myśli że poszlibyśmy do specjalisty z tym problemem, na wszystko ma wytłumaczenie i twierdzi że obca osoba nic nie pomoże. Proszę o jakieś rady..
Karolina Rzeszowska-Świgut

Karolina Rzeszowska-Świgut

Dzień dobry.

Pani wiadomość pokazuje dużą siłę i sprawczość: mimo że „nic nie cieszy”, nadal chodzi Pani do pracy i trzyma się codzienności, zamiast się poddać. To wymaga wytrwałości, zwłaszcza gdy lęk potrafi pojawić się nagle, nawet w tak zwykłej sytuacji jak prysznic.  

Widać też, jak bardzo była Pani związana z babcią. To, że po tej stracie uruchomił się lęk o śmierć Pani i bliskich, brzmi jak wyraz miłości i przywiązania, a nie „coś złego”. Ważnym sygnałem nadziei jest to, że zauważa Pani wyjątki,np: czasem, gdy na chwilę zapomni Pani o przełykaniu i je Pani normalnie. To pokazuje, że w Pani jest dostęp do odpuszczenia napięcia, nawet jeśli teraz bywa to krótkie i kruche.  

To, co opisuje Pani w relacji z bliską osobą (wielokrotne sprawdzanie, powtarzane pytania, złość, gdy nie odpowiadasz), jest obciążające na co dzień. Jednocześnie widać uważność i lojalność: próbuje Pani zrozumieć sytuację, a przy tym nie gubić tego, że Pani też ma być w tej relacji bezpiecznie. Sam fakt, że szuka Pani wsparcia i nazywa, co się dzieje, jest oznaką troski o Siebie i o Wasze wspólne życie—i to zwykle jest początek zmiany, nie jej koniec.

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Dzień dobry. To, co Pani opisuje, to bardzo czytelna reakcja na traumę po stracie bliskiej osoby. Słowa Pani babci o tym, że nie chce umierać, zburzyły poczucie, że świat jest bezpieczny, a śmierć to coś odległego.

Problemy z przełykaniem to bardzo częsty objaw somatyczny w zaburzeniach lękowych. Gardło to miejsce, w którym metaforycznie „zaciskają się” niewypowiedziane emocje i lęk. Fakt, że czasem zapomina Pani o problemie i je normalnie, jest najlepszym dowodem na to, że Pani przełyk jest zdrowy, a problem tkwi w nadaktywnym układzie nerwowym, który jest w ciągłej gotowości do „walki lub ucieczki”.

Co do osoby bliskiej – Pani podejrzenia dotyczące OCD są zasadne. Ciągłe sprawdzanie, upewnianie się i rytuały to próba opanowania lęku. Niestety, życie pod jednym dachem z osobą z nieleczonym OCD jest niezwykle wyczerpujące. Pani napady złości to prawdopodobnie wynik „przebodźcowania” lękiem partnera i własnym.

Moje rady dla Pani:

Psychoterapia CBT dla Pani:  terapia pomoże Pani oddzielić historię babci od Pani własnego życia.

Granice wobec partnera: udzielanie odpowiedzi na te same pytania po raz dziesiąty tylko „karmi” jego zaburzenie. Warto przeczytać o tym, jak nie wchodzić w rytuały osoby z OCD, by nie pogarszać jej stanu i nie niszczyć siebie.

Badanie kontrolne: dla własnego spokoju warto udać się do laryngologa, by wykluczyć zmiany fizyczne w gardle – świadomość, że wszystko jest w porządku, często pomaga „odblokować” głowę.

Wszystkiego dobrego.

Psycholog Bożena Nagórska

Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Witam Pani Davino,

 

Dziękujemy za wiadomość. Czytajac Pani treść, czuję, że brzmi bardzo obciążająco i jednocześnie… bardzo ludzko.
Objawy, o których Pani mówi (lęki „znikąd”, strach przed śmiercią, trudności z przełykaniem, drażliwość), często pojawiają się po stracie bliskiej osoby i są częścią reakcji żałoby połączonej z nasilonym lękiem. To nie znaczy, że „tak już będzie zawsze” ani że dzieje się z Panią coś złego, raczej że Pani układ nerwowy jest przeciążony i w trybie ciągłego alarmu.Lęk przed śmiercią po odejściu babci, zwłaszcza gdy jej słowa mocno utkwiły w pamięci, jest zrozumiały. Trudności z przełykaniem i napady paniki bardzo często mają podłoże lękowe, skoro zdarza się, że gdy Pani o tym nie myśli, je normalnie, to ważna informacja, że ciało potrafi, tylko lęk je blokuje.
Jeśli chodzi o bliską osobę: zachowania, które Pani opisuje, rzeczywiście mogą być bardzo obciążające i mają wpływ na Pani samopoczucie, nawet jeśli ta osoba nie chce tego widzieć. Pani ma prawo czuć zmęczenie, złość i bezradność w takiej sytuacji.Najważniejsze: Pani nie jest sama z tym i naprawdę warto, żeby Pani sama dostała wsparcie specjalisty, nawet jeśli bliska osoba nie chce terapii. Według mnie to nie jest porażka ani przesada, to troska o siebie. Jeśli lęki i trudności z przełykaniem się utrzymują, prosimy potraktować to jako sygnał, że organizm woła o pomoc, a nie, że Pani „słabnie”.
 

Proszę pisać tu na forum w razie potrzeby.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

Adrianna Szczuchniak-Kiszkowska

Adrianna Szczuchniak-Kiszkowska

Dzień dobry! 

To, o czym Pani pisze, brzmi jak ogromne obciążenie emocjonalne, z którym mierzy się Pani na wielu płaszczyznach jednocześnie. Z jednej strony doświadcza Pani trudnych objawów somatycznych i lękowych po stracie bliskiej osoby, a z drugiej – czuje Pani narastającą frustrację i bezradność w relacji z domownikiem. To naturalne, że w takim nagromadzeniu trudności Pani dawna cierpliwość ustępuje miejsca złości, a ciało reaguje uciskiem w gardle czy napadami lęku.

Rozumiem, że rezonują w Pani słowa Babci o chęci życia, może Pani objawy lęku są właśnie "o przeżywaniu tych słów", trudności pogodzenia się z tą stratą i strachem przed utratą swojego życia i tych, których chce Pani zatrzymać przy sobie. Można odnieść wrażenie, że Pani organizm jest w stanie ciągłego czuwania, a problemy z przełykaniem czy napady paniki są sygnałami płynącymi z wnętrza, których nie sposób już ignorować.

W kontekście Pani sytuacji, warto byłoby pochylić się nad kilkoma kwestiami:

 

Pamięć o stracie: Wspomina Pani, że lęk nasilił się po śmierci babci. Czy widzi Pani jakąś zależność między tym, jak babcia podchodziła do życia, a tym, jak Pani obecnie stara się wypełniać swój czas pracą i sportem, byle tylko uniknąć „nicnierobienia”? Czasem ucieczka w aktywność jest sposobem na to, by nie dopuścić do siebie trudnych pytań o przemijanie, które śmierć babci tak wyraźnie postawiła.

Objawy somatyczne: Trudności z przełykaniem, o których Pani pisze, często wiążą się z silnym napięciem emocjonalnym – potocznie mówimy o „ścisku w gardle” lub o czymś, czego „nie możemy przełknąć”. Skoro zauważyła Pani, że w chwilach rozluźnienia objaw znika, to ważny sygnał, że Pani ciało reaguje na poziom stresu.

Sytuacja w domu: Życie z osobą, która przejawia zachowania natrętne i wymaga od Pani ciągłych zapewnień, jest wyczerpujące. Może to powodować poczucie osaczenia i dodatkowo potęgować Pani lęk oraz złość. Trudno jest dbać o własny dobrostan, gdy czuje się Pani odpowiedzialna za spokój drugiej osoby lub jest Pani przez nią kontrolowana.

Zastanawiam się, co w tej chwili jest dla Pani najbardziej uciążliwe – czy ten lęk o życie, który pojawił się po stracie, czy może poczucie uwięzienia w codziennej relacji z bliską osobą? Często te obszary przenikają się, tworząc system naczyń połączonych.

 

Jeśli chodzi o osobę bliską, to choć nie mamy wpływu na to, czy ktoś zdecyduje się na leczenie, ma Pani prawo stawiać granice w obronie własnego zdrowia. W sytuacji, kiedy ciężko jest Pani ustać na nogach samej może być Pani bardzo ciężko dźwigając również nieswój lęk. Jeśli czuje Pani, że te zachowania przekraczają Pani wytrzymałość, warto rozważyć rozmowę z psychoterapeutą dla samej siebie. Specjalista pomoże Pani przyjrzeć się temu, jak odnaleźć równowagę w tej relacji i jak zaopiekować się lękiem, który tak mocno daje o sobie znać w ciele.

 

Życzę Pani dużo siły i znalezienia przestrzeni na oddech w tym trudnym czasie. Powodzenia!

Natalia Przybylska

Natalia Przybylska

Dzień dobry, 


Z tego, co Pani opisuje, Pani reakcje emocjonalne, takie jak lęk napadowy czy trudności z przełykaniem najprawdopodobniej pojawiły się w ścisłym związku z bolesnym doświadczeniem straty. Pani umysł pozostaje w stanie podwyższonej czujności, traktując świat jako miejsce nieprzewidywalne. Dodatkowo wskazuje pani na pewne trudności w do relacji z bliską osobą. Chciałabym zaznaczyć, że Pani zmęczenie i irytacja są naturalną odpowiedzią na powtarzalne schematy zachowań, które wymagają od Pani stałego angażowania się w czyjeś rytuały. Najprostsze co może pani zrobić to próba skupienia się na higienie własnych emocji i wprowadzaniu małych kroków w stronę odzyskiwania radości z aktywności, które Panią cieszyły, traktując ciało z łagodnością w momentach napięcia. W relacji z bliską osobą istotne może natomiast okazać się dbanie o własne zasoby emocjonalne i stawianie łagodnych granic, aby Pani dobrostan nie był całkowicie zależny od zachowań i pytań domownika.

Pomyślałam też o tych trudnościach z przełykaniem które Pani opisała. W tym przypadku może Pani wypróbować technikę uważnego jedzenia wywodzącą się z treningu mindfulness. Pozwala ona przekierować uwagę z lękowych myśli na fizyczne doznania płynące z zmysłów. Gdy poczuje Pani napięcie w gardle, proszę nie walczyć z tym skurczem, lecz na chwilę odłożyć sztućce, wziąć spokojny oddech przeponowy (do brzucha) i skupić się na teksturze jedzenia w ustach oraz jego smaku, opisując te wrażenia w myślach w sposób czysto techniczny.

Oczywiście jeśli trudności będą się utrzymywać warto rozważyć spotkania ze specjalistą, który może jeszcze bardziej dopasować techniki do trudności z którymi Pani się mierzy. 

Życzę wszystkiego dobrego! 
Natalia Przybylska 

Daria Składanowska

Daria Składanowska

Dzień dobry,

czytając Twój opis, widać, że przeżywasz bardzo dużo stresu i napięcia – zarówno związanego z utratą bliskiej osoby, jak i codziennym życiem z osobą, której zachowania są wymagające i uciążliwe. To naturalne, że pojawiają się napady lęku, trudności z poczuciem bezpieczeństwa, złość czy problemy z ciałem, kiedy umysł i emocje są w ciągłym napięciu. Twoje odczucia są w pełni uzasadnione i ważne.

W takich sytuacjach wsparcie psychologa lub psychoterapeuty może okazać się bardzo pomocne – pomoże Ci zrozumieć swoje reakcje, znaleźć sposoby na radzenie sobie z lękiem, napięciem i codziennymi trudnościami oraz uporządkować emocje związane z żałobą. Nawet jeśli Twoja bliska osoba nie zgadza się na wsparcie, Ty sama możesz zadbać o swoje zdrowie psychiczne i poczucie bezpieczeństwa.

Twoje doświadczenia nie muszą być tym, czym pozostaną na zawsze – rozmowa ze specjalistą może dać Ci narzędzia do odzyskania spokoju, pewności siebie i poczucia kontroli nad własnym życiem. Wszystkiego dobrego!

Składanowska Daria

Zobacz podobne

Mam 23 lata i jestem bardzo dziecinna oraz nieogarnięta życiowo. Oglądam bajki, bawię się patykami, chodzę po krawężniku itp.
Mam 23 lata i jestem bardzo dziecinna oraz nieogarnięta życiowo (to nie tylko moja opinia). Oglądam bajki, bawię się patykami, chodzę po krawężniku itp. Jeśli są wokół ludzie to umiem się powstrzymać. Oprócz tego jestem też dziecinna psychiczne. W sensie reaguję emocjonalnie, cieszę się jak dziecko, zdarza mi się płakać w miejscu publicznym. Przy obcych ludziach jestem nieśmiała. Jestem także niesamodzielna. Nawet do lekarza nadal chodzę z mamą. Mam trudności z podejmowaniem decyzji. Nie umiem przyjmować krytyki. Żebym jeszcze bardziej była jak dziecko, to wyglądam na o wiele młodszą i bardzo sobie seplenię. Jak mogę sama nad tym popracować?
Największym moim problemem jest to, że po prostu mi na sobie nie zależy, tak jakbym się sama karała za to, że taka jestem
W sumie nawet nie wiem, jak mam ująć to w pytaniu. Prawdopodobnie zajęłoby mi kilkanaście stron formatu A4, żeby w miarę spójnie i logicznie przekazać to, co mam na myśli. Spróbuję jednak to streścić. Mam 24, studiuję zaocznie i szukam nowej pracy. Ogólnie jestem osobą bardzo zamkniętą od dzieciństwa. Ma to głównie związek z domem, w jakim dorastałam (fanatyzm religijny, brak rozmów etc etc..) Dodatkowo mieszkałam z rodzicami na wsi (wyprowadziłam się 2 lata temu), a to się przełożyło na moje odizolowanie się od reszty. Byłam takim zwykłym nieśmiałym dzieckiem, szarym bez jakiegokolwiek grama charyzmy. Nawet uczyłam się średnio. Takie dzieciństwo z roku na rok wraz z nadejściem dorosłości zaowocowało również silnymi objawami fobii społecznej. Największym moim problemem jest to, że po prostu mi na sobie nie zależy, tak jakbym się sama karała za to, że taka jestem. A nie mam siły się zmienić. Jeśli coś dotyczy mnie i mojego życia, to automatycznie się poddaję. Dlaczego piszę o tym teraz? Przez to moje wieczne zamartwianie się, zerowy brak pewności siebie, roztrząsanie przeszłości i fobię społeczną nie mogę znaleźć pracy od stycznia. Wcześniej takie automatyczne działanie pod przymusem (takim zwyczajnym przymusem człowieka dorosłego, który bierze się w garść) jakoś tam działało.. Teraz jednak sytuacja mnie po prostu przerosła. Jak kiedyś takie sytuacje były do przeczekania i jakoś po paru dniach się z tego otrząsnęłam ..tak teraz mam wrażenie, że przyszło to ze zdwojoną siłą. Kilka rozmów odwołałam w ostatniej chwili, żeby uniknąć kompromitacji. Przestałam już nawet szukać jakiś ofert. Jeśli miałabym szukać pracy dla kogoś innego, to wyglądałoby to całkowicie inaczej.. Zero chęci, nie czuję kompletnie nic. Wiem, że to głupie i że robię źle, że działam na własną niekorzyść..Podświadomie chcę osiągnąć porażkę i się na nią skazuję. Całymi dniami czytam książki, oglądam seriale...Szukam wszystkiego, żeby zagłuszyć myśli. Opowiedziałam to w tak nieskładny sposób, że wątpię, aby ktoś to tutaj odszyfrował. Nic mi innego na razie nie zostaje, więc pomyślałam, że dam o sobie znać na tej stronie. Z pewnością potrzebuję rozmowy ze specjalistą w cztery oczy, ale chwilowo (oby) mnie na nią nie stać, a psycholog na NFZ jest w mojej okolicy dostępny jakoś w październiku:) Więc moje pytanie do Państwa jest w sumie takie: Od czego mogłabym/ powinnam zacząć? Czy da się coś zdziałać w chwili obecnej? Z pewnością mieliście Państwo masę gorszych przypadków, więc dla Was to może być bułka z masłem i jednak moja sytuacja rysuje się tak beznadziejnie wyłącznie w moich oczach.. Sama nie wiem..Nic nie czuję.
Problemy z relacjami społecznymi, nadwrażliwość sensoryczna i trudności w komunikacji - co to może być?

Odkąd pamiętam, miałam problemy w relacjach. Jako małe dziecko potrzebowałam przynajmniej godziny, żeby przestać bać się rówieśników. Bawiłam się lalkami inaczej niż inne dziewczynki. Wymachiwałam rękami i nogami tych lalek, dotykałam tekstur różnych figurek i domku dla lalek- wtedy wyobrażałam sobie lub wymyślałam historię, przez co zaczynałam się bawić. Dla mnie to właśnie było zabawą. Z moim bratem bawiliśmy się samochodami w taki sposób, że bawiłam się kołami samochodu. Jako dziecko, gdy cieszyłam się, wymachiwałam rękami, co mój tata bardzo karcił, ponieważ w rodzinie mam przyrodniego brata niepolelnosprawnego właśnie z tego powodu. Zaczęłam zaciskać więc pięści, ale to też było widać i też byłam karcona. W końcu zaczęłam wymachiwać dwoma palcami u ręki, kiedy czułam duża ekscytacje. To ostatnie mam do dzisiaj, kiedy zrobię np obiad i smakuje mojemu partnerowi, on mi za niego podziękuję, to nie mogę się cieszyć, dopóki nie zacznę wymachiwać palcami u ręki. To samo w pracy, gdy coś mi się uda, muszę iść do łazienki, żeby ogarnąć w sobie emocje. Najgorzej przychodzi mi komunikacja z drugim człowiekiem, a raczej z grupą ludzi. Ciężko mi powiedzieć czy to sposób, w jaki zostałam wychowana, ale nie potrafię odezwać się w grupie, dopóki ktoś mnie o to nie poprosi. Po pierwsze, nie mogłam Jako dziecko odezwać się bez pytania, a po drugie nie potrafię, Jako osoba dorosła wejść w tok rozmowy. Zawsze wydawało mi się bardzo szybkie, ton, odgłosy, tryb rozmowy. Kiedyś myslalam, że to jakaś dana grupa ludzi,ale teraz wiem że w każdej grupie ludzi tak mam. Ja jak coś zacznę mówić, to nie potrafię przestać. Ciężko rozmawia się, że mną na zasadzie dialogu,chociaż 1 na 1 wychodzi mi to znacznie lepiej i naturalniej niż w grupie. Możliwe że to lęk społeczny,ale czy lęk społeczny powodowałby takie objawy? Sama nie wiem. Potrafię mniej więcej wyczuc intencje drugiego człowieka,ale po dłużej analizie,po obserwacji tej osoby i tonie głosu. Zawsze podziwiałam ludzi,którzy "ripostowali" innych, bo przychodzi to im z wielką łatwością. Najgorszą zmorą dla mnie są tekstury ubrań,metki od ubrań. Nie cierpię tekstury mąki, niektórych tekstur książek,naczyń. Nie cierpię zapachów niektórych kosmetyków i perfum, tak samo mocno zapalonego światła i głośnych dźwięków telewizora. Jest bardzo łatwo mnie przebodzcowac. W autobusie Zawsze patrzę przez okno,bo nie jestem w stanie skupić się nawet na telefonie i co mam robić w tym telefonie podczas jazdy. Moim konikiem jest muzyka i mogłabym godzinami opowiadać jaki gatunek lubię, jaką jest historia gatunku i jaki typ głosu lubię słuchać najbardziej. Moim problemem jest zapamiętywanie imion i nazwisk, nazw. Jestem w stanie słuchać albumu 20 razy i nie pamiętam tekstu piosenek, a czasami nawet nazw piosenek. Naprawdę ciężko opowiadać komuś o swoim hobby, gubiąc się w co drugim zdaniu - jak na nazwisko ma muzyk, którego słucham. Gubią mi się słowa i nazwy, odkąd pamiętam. Dlatego też Ciężko mi rozmawiać na różne tematy,bo czasami wiem,znam jakiś temat ale nie potrafię czegoś nazwać w odpowiednim czasie,a temat rozmowy idzie dalej. Co to może być?

Kontrola złości i agresji
Jak kontrolowac złość i agresję oraz jak budować niska samoocenę
Czy wizyty online u psychiatry są tak samo skuteczne, jak stacjonarne?
Czy wizyty u psychiatry w formie teleporad są tak samo skuteczne jak te odbywające się stacjonarnie? Ja będę miała teleporady u psychiatry, pierwsze dwie wizyty odbędą się stacjonarnie, a reszta już w formie teleporad, bo nie mam jak dojeżdżać
Przemoc

Przemoc - definicje, rodzaje i formy zjawiska

Przemoc to globalny problem dotykający miliony osób. Zrozumienie jej definicji, rodzajów i form jest kluczowe dla skutecznego przeciwdziałania. Poznaj skutki i rodzaje przemocy oraz dowiedz się, jakie są możliwości uzyskania pomocy dla ofiar.