Aplikacja TwójPsycholog wsparcie, które masz zawsze pod ręką
pobrań
70 tys.+
App Store
4,8
Google Play
4,6
Oceny na podstawie kilkuset opinii w sklepach
Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Dlaczego moja 11-letnia córka doświadcza napadów płaczu i jak mogę jej pomóc?

Corka rocznikowo 11 lat, ogolnie z natury jest bardzo spokojna taka co muchy nie skrzywdzi, otwarta o wszystkim ze mna rozmawia... latwo ja obrazic ale nie reaguje na to placzem. Od 3tyg corka miala 2epizoty takiego napadu okropnego placzu, tlumaczy ze nie wie skad to sie bierze ze w szkole wszystko ok, w nocy tel jej sprawdzilam nikt nic jej przykrego nie powiedzial... nie wiem czy to jest jakis etap rozwojowy u dziewczynek w tym wieku czy powinnam juz szukac specjalisty, bardzo sie martwie
Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Pani Ewelino,

opisany stan córki w tym wieku najprawdopodobniej wiąże się z początkiem okresu dojrzewania, w którym gwałtowne zmiany hormonalne często wyprzedzają widoczne zmiany fizyczne. W wieku 11 lat układ limbiczny, odpowiedzialny za emocje, rozwija się bardzo intensywnie, co może skutkować napadami płaczu, których dziecko samo nie potrafi logicznie uzasadnić – ono faktycznie „nie wie, skąd to się bierze”. Skoro córka jest z Panią szczera, a w jej otoczeniu rówieśniczym nie dzieje się nic niepokojącego, te epizody mogą być po prostu bezpiecznym rozładowaniem napięcia nagromadzonego w ciągu dnia. Warto na tym etapie zachować spokój i oferować jej jedynie wsparcie obecnością oraz zapewnienie, że ma prawo do takich emocji, bez nadmiernego naciskania na wyjaśnienia. Jeśli jednak te stany zaczną się nasilać, wpłyną na sen, apetyt lub spowodują wycofanie się z dotychczasowych pasji, dopiero wtedy zasadna będzie konsultacja u psychologa dziecięcego, by wykluczyć inne podłoże obniżonego nastroju. Na ten moment kluczowa jest Pani intuicja i cierpliwa obserwacja tego naturalnego, choć trudnego procesu dorastania.

Pozdrawiam

Bożena Nagórska

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Aldona Kozik

Aldona Kozik

To, co Pani opisuje, dość często zdarza się u dziewczynek w tym wieku i nie musi od razu oznaczać czegoś bardzo niepokojącego. Około 10–12 roku życia zaczynają się już zmiany hormonalne i emocjonalne, nawet jeśli jeszcze nie widać typowych oznak dojrzewania. Dzieci często same nie rozumieją swoich emocji i dlatego mówią, że „nie wiedzą, skąd ten płacz”.

Ważne jest to, że córka nadal z Panią rozmawia, jest otwarta, nie zamyka się całkowicie w sobie i nie ma sygnałów, że dzieje się coś złego w relacjach czy w szkole. Dzieci bardzo wrażliwe i spokojne często długo tłumią emocje, a potem napięcie może objawiać się np. intensywnym płaczem.

Na ten moment bardziej obserwowałabym ją spokojnie niż wpadała w panikę. Najważniejsze jest teraz dawanie jej poczucia bezpieczeństwa i nie naciskanie za mocno na tłumaczenie, jeśli sama nie potrafi powiedzieć, co czuje. Czasem najlepsze, co można zrobić, to po prostu być obok i pokazać, że każda emocja jest do przyjęcia.

Gdyby takie epizody zaczęły pojawiać się częściej, gdyby córka stała się wyraźnie smutna, wycofana, drażliwa, gorzej spała, unikała szkoły albo przestała cieszyć się rzeczami, które wcześniej lubiła, wtedy warto poszukać pomocy u  psychologa.

Pozdrawiam, Kozik Aldona

Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Dzień dobry

 

 To nie musi być „tylko etap”, ale przy 11-latce dwa silne, nagłe epizody płaczu w 3 tygodnie warto potraktować serio i zaplanować konsultację u pediatry lub psychologa dziecięcego, zwłaszcza jeśli to dla niej nowe zachowanie. U dzieci i nastolatków smutek i napięcie mogą wyglądać właśnie jako płaczliwość, drażliwość, wycofanie albo nagłe wybuchy emocji, a niekoniecznie „smutna mina”. W tym wieku część dzieci przechodzi okres dojrzewania, a zmiany hormonalne mogą wpływać na nastrój, ale nagłe, bardzo intensywne napady płaczu nie powinny być z góry uznane za normę rozwojową. Takie epizody mogą mieć też związek ze stresem, przeciążeniem emocjonalnym, lękiem, problemami ze snem, a czasem z początkiem depresji lub innych trudności psychicznych. Warto też pamiętać, że czasem przyczyną bywają sprawy somatyczne, np. problemy hormonalne, tarczyca albo anemia, które mogą wpływać na nastrój i energię. Przy samych 2 epizodach w 3 tygodnie nie brzmi to jeszcze jak sytuacja „na już do psychiatry”, ale umówienie wizyty w najbliższym czasie jest rozsądne. Najpierw sensowny jest pediatra, żeby ocenić sen, apetyt, masę ciała, ogólny stan zdrowia i ewentualnie zlecić podstawowe badania, a równolegle lub potem psycholog dziecięcy, jeśli emocjonalna przyczyna wydaje się bardziej prawdopodobna. Pilniej trzeba reagować, jeśli pojawią się myśli o skrzywdzeniu siebie, mówienie o bezsensie życia, samookaleczenia, wyraźne wycofanie, spadek funkcjonowania w szkole albo zaburzenia snu i apetytu. Przez 1–2 tygodnie  warto zwracać uwagę, czy epizody mają związek z konkretną porą dnia, zmęczeniem, głodem, miesiączką, okresem dojrzewania, kłótnią, nadmiarem bodźców albo trudnym dniem w szkole. Warto też sprawdzić, czy poza płaczem nie ma zmian w śnie, apetycie, energii, koncentracji, relacjach z rówieśnikami i chęci do ulubionych aktywności. Jeśli chcesz, możesz delikatnie powiedzieć córce, że nie musi od razu wiedzieć „dlaczego płacze”, ale że to ważny sygnał, który chcecie razem zrozumieć. Najlepiej bez nacisku i bez przesłuchiwania: „Widzę, że bardzo cię to zalało. Jestem obok, pomogę ci to poukładać.” Taka spokojna, niewstydząca reakcja zwykle pomaga bardziej niż próba natychmiastowego znalezienia jednej przyczyny. Jeśli napady się powtórzą albo pojawią się inne objawy, proszę nie czekać z konsultacją.

Martyna Kaleta

Martyna Kaleta

Dzień dobry,

to, co Pani opisuje, samo w sobie nie brzmi jeszcze niepokojąco. W wieku 11 lat bardzo dużo zaczyna się dziać – emocjonalnie, hormonalnie, wewnętrznie. I czasem dzieci same nie rozumieją, skąd bierze się nagły smutek czy płacz, bo po prostu zaczynają przeżywać świat intensywniej niż wcześniej.

Mam też poczucie, że bardzo ważne jest to, co Pani napisała o córce – że jest spokojna, wrażliwa i że rozmawia z Panią otwarcie. To naprawdę dużo daje.

Myślę, że na ten moment najważniejsze może być po prostu bycie przy niej z spokojem i wsparciem. Bez oceniania, szukania od razu „powodu” czy prób szybkiego naprawiania. Czasem dzieci najbardziej potrzebują tego, żeby ktoś wytrzymał z nimi te emocje i pokazał, że można je przeżyć bez wstydu czy lęku.

Może warto też delikatnie rozmawiać z nią o tym, że w tym wieku wiele rzeczy zaczyna się zmieniać – ciało, emocje, wrażliwość. I że to jest w porządku, że czasem sama jeszcze nie wie, co dokładnie czuje.

To może być też dobry moment na budowanie w niej takiej łagodności wobec siebie i akceptacji tego, jaka jest – bardziej wrażliwa, spokojna, przeżywająca głęboko.

Oczywiście jeśli takich sytuacji zaczęłoby być dużo więcej, pojawiłoby się wycofanie, problemy ze snem, szkołą czy relacjami, wtedy warto byłoby skonsultować to ze specjalistą. Ale z tego, co Pani opisuje teraz, bardziej widzę dziewczynkę, która zaczyna wchodzić w bardzo intensywny emocjonalnie etap życia i potrzebuje bezpiecznej obecności obok.
pozdrawiam,
Martyna Kaleta

Zobacz podobne

Mam dwie córki obecnie 18,5 i 17 lat. Starsza w wieku 16 lat urodziła dziecko, ojciec dziecka jest o 9 lat starszy od niej.
Mam dwie córki obecnie 18,5 i 17 lat. Starsza w wieku 16 lat urodziła dziecko, ojciec dziecka jest o 9 lat starszy od niej. Był to dla mnie duży cios psychiczny, nie umiałam sobie tego wybaczyć, że do tego doszło. Zaczęłam się obwiniać, że źle je wychowałam, że za mało czasu im poświęcałam na rozmowę. Dziecko urodziło się zdrowe. Myślałam, że te relacje między mną a partnerem córki jakoś poukładają. Pozwoliłam, aby zamieszkał z nami, ale cały czas nie mogę się jednak z tym pogodzić, co się stało. Ona kończy teraz liceum, musi się uczyć, a jemu to najlepiej siedzi się w domu. Mnie bardzo to denerwuje, że do pracy nie idzie A dzieckiem ma kto się zająć. Przez to jego zachowanie i nieodpowiedzialne podejście często kłócę się z córką i zawsze kończy się to tym, że ma pretensje do mnie, że nigdy jej nie kochałam, nie rozmawiałam z nią. Chciałabym żyć w zgodzie z nimi, ale to jest silniejsze ode mnie. Mam przez ciągłe poczucie winy. Często mi się płacze wieczorami, mam wrażenie, że oni widzą we mnie wroga, bo często się wtrącam, a wydaje mi się, że źle nie robię, każą mi się leczyć. Wydaje mi się, że ja wszystko robię dobrze, a tak naprawdę to chyba życie przegrałam, pomimo że mam pracę męża, który zresztą nigdy mnie nie wspierał. I wszystko się tak nałożyło. Czasami myślę, że sobie z tym już nie radzę. Nie wiem, co mam robić.
Czy surowe wychowanie męża to już przemoc wobec dzieci?
Nie wiem co mam myśleć o zachowaniu męża? Dzień dobry, chciałabym zapytać o zachowanie męża. Nie daje mi to spokoju. Widzę różne zachowania które dla mnie są nie w porządku, ale nie wiem czy to się mieści jeszcze w ramach, np. surowego wychowania czy to już przemoc? Bardzo źle się z tym czuję a może powinnam odpuścić, bo jestem zbyt łagodna dla córek (według niego). Opiszę kilka wybranych sytuacji. Młodsza córka (9 lat) chciała mu zaśpiewać piosenkę ale się zdenerwowała, bo jej nie wychodziło. Więc zmięła kartkę z tekstem. Kazał jej podnieść, ona powiedziała że nie. Więc zaczął ją ściągać z krzesła na siłę z krzykiem że ma to brać i iść wyprasować tę kartkę. I że nie będzie się tak zachowywać. Wtedy ja zeszłam na dół i powiedziałam że on nie będzie się tak zachowywać. Wywrzeszczał że jesteśmy takie same i nikt go nie słucha. Córka zapłakana, ja roztrzęsiona, wzięłam ją do łazienki i puściłam ulubioną piosenkę. Sytuacja również z młodszą córką. Wysiadamy z auta, mąż mówi że sam wyjmie rzeczy z bagażnika ale było ich dużo więc my też je zabieramy. Córka wzięła grę, wypadły z niej karty. Mąż wrzeszczy na całe podwórko: „Widzisz! Popatrz co zrobiłaś”. Ja mu mówię, że pozbieramy i nic się nie stało. Potem mi wykrzyczał, że wcale nie chodziło o karty, tylko o to, że go nie posłuchałyśmy, czyli go nie szanujemy, ponieważ on uważa, że szacunek to posłuszeństwo. Kolejna sytuacja z młodszą córką. Ja rano stoję już w drzwiach, w kurtce, gotowa do wyjścia. Na dół wpada mąż z tekstem, że córka nie umyła zębów. Ja mu powiedziałam, że trudno, bo ja muszę już iść. On wysyczał „Proszę cię o wsparcie bo ona mnie nie słucha” (wszystko przy córce). Dla świętego spokoju poszłam po szczoteczkę i umyła te zęby. Zapłakana pojechała do szkoły. Sytuacja ze starszą córką (11 lat). Byliśmy razem w parku. Poszłam do toalety, zostawiłam mężowi torebkę. Kiedy wróciłam, stali kilka kroków od ławki, na której leżała torebka. Powiedziałam: „O, sama sobie leży”. To go odpaliło, chwycił córkę za kark i lekko popchnął. Ja byłam w szoku. Wyjaśnił, że kazał jej przypilnować tej torebki. Wieczorem kazałam mu ją przeprosić, on sam by tego nie zrobił. Córka była zdruzgotana. Odrabianie zadania również ze starszą córką. Ona nie rozumie matematyki, rozkleja się i krzyczy. On przez chwilę to znosił a potem się zaczęło. On jej coś tłumaczy, ona do niego: I co?? (bo nie rozumiała) a on: gówno! Potem jej wykrzyczał że tego nie wytrzyma psychicznie i ma się mu nie pokazywać na oczy. Poszła zapłakana na górę, razem odrobiłyśmy to zadanie. Nie chciała potem zejść na dół bo tata nie chce jej widzieć. A z drugiej strony czuję, że robi z niej swoją sojuszniczkę albo powierniczką? Kiedyś po kłótni wykrzyczał do mnie: Tak, jestem beznadziejnym ojcem i mężem!(nic takiego nie powiedziałam). Poszedł do starszej córki, przytulił się do niej, ona zapytała czemu jest smutny. Powiedział jej, że mama mu powiedziała że jest beznadziejnym mężem i ojcem. Kiedy mu powiedziałam, że nie może obarczać dziecka takimi słowami nawet jeśli to byłaby prawda, powiedział, że głośno się kłóciliśmy i to nasza wspólna wina. To tylko drobne wyrywki z naszej rzeczywistości. Nie ma tygodnia, żeby coś takiego się nie działo. Słyszałam, że jesteśmy nie do wytrzymania, ja jestem nienormalna, wszystko to moja wina. Zarzuca córce kłamstwo, bo np. nie przeczytała kilku kartek książki mimo że obiecała, a sam nie dotrzymuje obietnic wobec nich i mnie zresztą też. Mamy być wdzięczne i zauważać jego trud, np. jak nam nie smakuje obiad to nie powinnyśmy tego pokazywać bo on się natrudził. Że córki to już dorosłe kobiety i nie trzeba im pomagać, że wychowuję je na niezaradne życiowo bo im pomagam. Ja mu ciągle powtarzam, że nie pozwolę mu na nie krzyczeć. On mówi, że nie będzie wychowywał ich bezstresowo. I ciągle krążymy w zamkniętym kręgu. Do niedawna układ był mniej więcej stabilny, bo on się nie wtrącał, dzieci były chyba według niego za małe. Martwi mnie ta jego teoria o posłuszeństwie i szacunku. O metodzie kija i marchewki, bo według niej chce wychowywać dziewczynki. Tak jak pisałam, wybrałam tylko kilka przykładów, ale tego jest znacznie, znacznie więcej. Czy jestem przewrażliwiona i przesadzam? Czy to jest model rodziny w której rządzi surowy ojciec? Dziękuję za przeczytanie mojego maila i dziękuję za odpowiedź.
Mojego synka, jeden z kolegów (z klasy) ma trudną sytuację w domu. Nigdy nikogo nie zaprasza do swego domu.
Mojego synka, jeden z kolegów (z klasy) ma trudną sytuację w domu. Nigdy nikogo nie zaprasza do swego domu. Przez cały rok szkolny zaraz po lekcjach chodzi po mieście, nieraz do późnej godziny. Napomnę, że chłopiec ten jest jedynakiem. Problem polega na tym, że to dziecko dręczy inne dzieci, w tym mojego syna, poniżając go i stosując rękoczyny. Ostatnio zaniepokoiła mnie sytuacja na przyjęciu komunijnym, kiedy to ten chłopiec przyszedł prawie 20min po czasie, zapłakany, zasmarkany, rozstrzęsiony. Jego matka stała ode mnie w kościele gdzieś z 1,5m. Czuć było od niej alkohol, była "wczorajsza"...Bardzo się zniszczyła na twarzy, widać, że pije regularnie. Ojca widziałam pierwszy raz i też stwierdzam, że pije, to poprostu widać. I moje pytanie, co robić? Bo nikt nie reaguje, chociaż wszyscy o tym wiedzą, widzą, co się dzieje, a nawet szkoła nic z tym nie robi... Ja nie chcę sobie zrobić problemów, ale chciałabym jakoś zareagować, bo mam dość, gdy moje dziecko wierzy w to, co słyszy od jakiegoś kolegi, który wyżywa się i tym samym wylewa swoje bolączki i problemy.
Mam 11 lat, a płaczę z każdej najmniejszej rzeczy. Każdy mi zwraca uwagę, a ja nie umiem nad tym zapanować.
Chciałbym się zapytać czy płakanie z totalnie błahej rzeczy albo małej kłótni jest normalne, bo nie wiem jak z tym walczyć i bardzo mnie to dręczy i każdy mi zwraca uwagę, a ja nie mogę nic z tym zrobić, mam 11 lat.
Problemy z nawiązywaniem nowych relacji i życie w izolacji pomimo chęci zmiany
Dzien dobry, od 2 lat mam problem z nawiazywaniem i utrzymywaniem kontaktow spolecznych. Brakuje mi checi do poznawania nowych ludzi, ale takze mam dosyc zycia w samotnosci. Wychodzenie z domu sprawia mi problem przez co zaczelam sie w wakacje i weekendy izolowac od jakiejkolwiek formy komunikacji, nawet z wlasna rodzina. (przez jakis czas mialam znajomych ale z powodu tego ze nie mialam sily do nich nawet slowa powiedziec juz ich nie mam). W szkole nie rozmawiam z nikim. Umiem zamknac sie w swoim pokoju na caly dzien i z nikim nie rozmawiac. Nawet potrafie sie poplakac na sama mysl, ze mialabym gdzies wyjsc i cos do kogos powiedziec. Mysle, ze problem zaczal sie od kiedy stracilam kontakt z moja jedyna znajoma. Twierdze, ze cos jest ze mna nie tak, wiec lepiej zebym z nikim nie wchodzila w relacje (romantyczna i przyjacielska) niz zebym byla dla niej/niego problemem /; Dodam rowniez, ze koncze 16 lat w tym roku i wiedzac, ze wszyscy dookola maja juz swoje grupki znajomych, a ja spedzam kazde popoludnie sama jeszcze mnie bardziej dobija. Wiem, ze to co pisze nie ma najmniejszego sensu,(troche zapomnialam jak sie mowi po polsku,przez to ze dawno w tym jezyku nie mowilam mimo ze mieszkam tu od urodzenia) ale musi byc jakis powod dlaczego tak funkcjonuje, wiec prosze o odpowiedz.
Przemoc

Przemoc - definicje, rodzaje i formy zjawiska

Przemoc to globalny problem dotykający miliony osób. Zrozumienie jej definicji, rodzajów i form jest kluczowe dla skutecznego przeciwdziałania. Poznaj skutki i rodzaje przemocy oraz dowiedz się, jakie są możliwości uzyskania pomocy dla ofiar.