Left ArrowWstecz

Nie radzę sobie z rolą matki, żony i partnerki – codzienne poczucie bezsilności w wieku 45 lat

Witam mam 45 lat i nie daję rady z życiem z byciem matka żoną oraz dobrą partnerką. Codziennie budzę się z poczuciem bezsilności że nie podołałam wyzwaniom w życiu.
User Forum

Aga

1 miesiąc temu
Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Dzień dobry

 

 Warto się temu przyjrzeć i odpowiedzieć skąd te obawy? Czy one wynikają z konkretnych sytuacji, czy też są następstwem doświadczeń? A może jest jeszcze coś innego?  Czy była Pani diagnozowana pod kątem depresji? Pani stan budzi we mnie niepokój. Napisała Pani bardzo ogólnie wszystko, wiec jest tutaj coś wiecej napisać. 

1 miesiąc temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Anna Niezabitowska

Anna Niezabitowska

Współczesny świat często sugeruje kobietom, że muszą sprostać wszystkim oczekiwaniom związanym z każdą ze społecznych ról - nie zawsze jest to możliwe, a tym bardziej nie zawsze dobre i zdrowe. Myślę, że Pani sytuacja wymagałaby przyjrzenia się jak długo opisany stan Pani towarzyszy, czy kiedyś było inaczej i co się zmieniło. Zawsze istnieją możliwości oceny czy obecną sytuację można sobie jakoś ułatwić, czy są problemy, które wymagają rozwiązania, może zbyt wiele obaw nagromadziło się w głowie w związku z wszystkimi realizowanymi przez Panią rolami i to woła o uporządkowanie.

Warto byłoby ze specjalistą ocenić czy to co się dzieje wpisuje się w kryteria diagnostyczne zaburzeń nastroju, gdyż w zależności od nasilenia można dobrać formę psychoterapii lub innego wsparcia albo farmakologię (to oczywiście z lekarzem psychiatrą).
Ważne by opisywanej sytuacji nie pozostawiać bez reakcji, nagromadzone przez dłuższy czas trudności i wzorce myślenia i reagowania lubią się nawarstwiać. Zawsze warto zadbać o siebie.

1 miesiąc temu
Paulina Duda

Paulina Duda

W tym co Pani pisze można poczuć ogromne zmęczenie, z którym się Pani mierzy. To, że teraz jest Pani trudno, nie oznacza, że zawiodła Pani jako matka, żona czy partnerka - raczej że od dawna niesie Pani bardzo dużo. Warto poszukać dla siebie wsparcia i porozmawiać z psychologiem, bo nie musi Pani mierzyć się z tym sama.

 

Pozdrawiam

Paulina Duda 
 

1 miesiąc temu
Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Poczucie bezsilności po przebudzeniu to sygnał od Pani organizmu, że narzucone sobie standardy „bycia dobrą we wszystkim” stały się ciężarem nie do uniesienia. W wieku 45 lat wiele kobiet doświadcza momentu, w którym dotychczasowe sposoby radzenia sobie ze stresem przestają wystarczać, a oczekiwania otoczenia i własny krytycyzm zaczynają przytłaczać.

Warto zacząć od przyznania sobie prawa do zmęczenia i odrzucenia definicji „podołania wyzwaniom” jako bycia nieomylną. Ta bezsilność może być objawem wypalenia relacyjnego lub depresji, dlatego kluczowe jest, aby nie zostawała Pani z tym sama. Proszę rozważyć rozmowę ze specjalistą – psychoterapeutą, który pomoże Pani oddzielić realne obowiązki od destrukcyjnego poczucia winy. Zasługuje Pani na to, by budzić się z poczuciem spokoju, a nie porażki, ale pierwszym krokiem do zmiany jest odpuszczenie sobie bycia „idealną” na rzecz bycia dla siebie po prostu dobrą.

Powodzenia

Bożena Nagórska

1 miesiąc temu
Dorota Kuffel

Dorota Kuffel

Witaj

 napisałaś krótko, ale słyszę dużo krytyki, samopotepienia, poczucia winy. Szczerze polecam wsparcie teraoeutyczne, że rozbroić ten krytyczny glos lub przyjrzeć się temu co przeżywasz i skąd taka ocena. Jeśli dzieje sue tak, że nie dajesz rady jak piszesz, to warto przyjrzeć się temu co powoduje Twój stan.

 

Pozdrawiam

Dorota

1 miesiąc temu
Karolina Grabka

Karolina Grabka

Dzień dobry,

Jeśli codziennie budzi się Pani z poczuciem bezsilności i przekonaniem, że nie daje Pani rady w życiu, to jest wyraźny sygnał, że potrzebne jest profesjonalne wsparcie, a nie dalsze zmaganie się z tym samodzielnie. Takie objawy mogą wskazywać na depresję, silne przeciążenie psychiczne lub wypalenie i wymagają oceny przez specjalistę.

Najważniejszym krokiem w tej sytuacji jest zgłoszenie się po pomoc do lekarza psychiatry lub psychologa. Im wcześniej pojawi się wsparcie, tym większa szansa na poprawę samopoczucia i odzyskanie energii.

Jeżeli trudno jest umówić wizytę prywatnie, można skorzystać z pomocy w ramach publicznej opieki zdrowotnej, na przykład w poradni zdrowia psychicznego lub centrum zdrowia psychicznego dla dorosłych. W sytuacji, gdy poczucie bezradności zaczyna być bardzo silne, pojawia się rozpacz, płaczliwość lub myśli, że nie ma już siły żyć tak dalej, warto pilnie skontaktować się z całodobowym wsparciem, takim jak telefon zaufania lub ośrodek interwencji kryzysowej.

Pozdrawiam i życzę powodzenia,
Karolina Grabka

1 miesiąc temu
Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Pani Ago,

 

W tych słowach czuć ogromne zmęczenie i ciężar „muszę dawać radę we wszystkim” i sądzę, że to nie jest kwestia tego, że sobie nie radzisz, tylko że jest Pani bardzo przeciążona.Bycie jednocześnie mamą, żoną i partnerką to dużo. Jeśli do tego dochodzi wewnętrzny głos, który mówi „ciągle za mało”, to trudno poczuć cokolwiek poza bezsilnością.Uważam, że teraz ważniejsze od „bycia lepszą” jest zatrzymanie się przy sobie i zobaczenie, gdzie jesteś już na granicy.

Na chwilę do refleksji: co najbardziej Panią dziś wyczerpuje konkretnie?

gdzie daje Pani więcej, niż ma siły?

czego najbardziej teraz Pani potrzebuje, ale tego sobie nie daje? Myślę, że to nie wygląda jak porażka. Bardziej jak sygnał, że dźwiga Pank za dużo sama.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

1 miesiąc temu
Rafał Hille

Rafał Hille

Proszę pamiętać, że jest Pani najlepszą wersją samej siebie i to że ma Pani odwagę spojrzeć na siebie, niezależnie od tego jaka towarzyszy temu konkluzja tylko świadczy o Pani sile do zmierzenia się z rzeczywistością i swoimi problemami

pozdrawiam

1 miesiąc temu
Karol Barra

Karol Barra

Dzień dobry,

dziękuję, że zdecydowała się Pani o tym napisać – to ważny i odważny krok. To, co Pani opisuje, czyli poczucie bezsilności, przeciążenia rolami oraz przekonanie, że „nie daje Pani rady”, jest doświadczeniem wielu osób, które przez długi czas funkcjonują w dużym napięciu i odpowiedzialności. Nie oznacza to, że jest Pani „słaba” czy że coś jest z Panią nie tak – raczej, że jest Pani bardzo obciążona i być może od dłuższego czasu przekracza swoje zasoby.

Łączenie ról matki, żony i partnerki często wiąże się z wysokimi oczekiwaniami – zarówno ze strony otoczenia, jak i wobec samej siebie. Jeśli dodatkowo towarzyszy temu ciągłe poczucie niespełnienia, może to prowadzić do wyczerpania emocjonalnego i obniżenia nastroju. Poranne poczucie bezsilności, o którym Pani wspomina, bywa sygnałem, że organizm i psychika potrzebują zatrzymania się, wsparcia i przyjrzenia się temu, co jest dla Pani teraz najtrudniejsze.

W takiej sytuacji warto zadać sobie kilka łagodnych pytań:

co obecnie najbardziej mnie obciąża?

czy moje oczekiwania wobec siebie są możliwe do spełnienia w obecnych warunkach?

gdzie mogę sobie pozwolić na „wystarczająco dobrze”, zamiast „idealnie”?

Pomocne może być także stopniowe wprowadzanie małych zmian – np. zadbanie o krótkie momenty tylko dla siebie, rozmowa z bliską osobą o swoim samopoczuciu lub próba podzielenia się obowiązkami.

Jednocześnie, jeśli to poczucie bezsilności utrzymuje się przez dłuższy czas, nasila się lub wpływa na codzienne funkcjonowanie, warto rozważyć kontakt z psychologiem lub psychoterapeutą. W bezpiecznej relacji terapeutycznej można przyjrzeć się źródłom tych emocji, obciążeniom oraz nauczyć się bardziej wspierających sposobów radzenia sobie.

Nie musi Pani radzić sobie z tym sama. Wsparcie jest dostępne, a Pani trudności są ważne i zasługują na uwagę.

Pozdrawiam serdecznie.

1 miesiąc temu
Weronika Babiec

Weronika Babiec

Dzień dobry,
 

Poczucie, że nie podołała Pani wyzwaniom w życiu, mimo pełnienia wielu ról, może wskazywać na wyczerpanie emocjonalne, a także możliwe objawy depresji. To prawdopodobnie sygnał, że potrzebuje Pani wsparcia.
 

Bardzo zachęcam do skontaktowania się z psychologiem. Specjalista pomoże zrozumieć, skąd biorą się te trudności i wspólnie z Panią wypracować sposoby radzenia sobie z codziennymi wyzwaniami. 

 

Życzę dużo siły,

Weronika Babiec, 
Psycholożka, Terapeutka ACT

1 miesiąc temu
Daria Składanowska

Daria Składanowska

Dzień dobry,


to, co Pani opisuje, brzmi jak bardzo duże przeciążenie i długotrwałe zmęczenie emocjonalne. Przy takim napięciu może pojawiać się poczucie bezsilności i „niewystarczania”.

 

Warto, żeby nie zostawała Pani z tym sama – rozmowa z psychologiem mogłaby być miejscem, w którym można bez oceny przyjrzeć się temu, co Pani dźwiga i jak sobie z tym ulżyć.

 

Pozdrawiam,

Składanowska Daria 

1 miesiąc temu

Zobacz podobne

Jak ratować małżeństwo po przemocy i problemach z alkoholem?

Witam serdecznie – dziękuję ogromnie za wsparcie, troskę i pomoc odnośnie mojej osoby – jak psychiczną, czy nawet psychologiczną, psychiatryczną i opinii seksuologa. Bardzo mi zależy na uratowaniu mojego małżeństwa z 16-letnim stażem, a razem 20 lat. Doznałam za dużo krzywdy w życiu – nie tylko w tym małżeństwie, lecz przez kupę lat, co dłuższy czas siedzi w sercu, jak i w głowie. Powodem ratowania małżeństwa nie tylko jest silne z mojej strony uczucie do męża – strasznie go kocham, świata nie widzę poza nim. On twierdzi, iż za mną też nie widzi świata, że jestem wyjątkową osobą i ważną w jego życiu. Lecz omówienie chęci ratowania nas jest dla mnie bardzo trudne – jednym słowem: doznałam traumy, załamania psychicznego, nerwowego, jak depresję. Aż biorę leki, które mnie uspokajają, choć jest to chwilowe.

Również mogę to powiedzieć w drugą stronę – w stronę męża – też przeze mnie dużo przeszedł, choć on do wszystkiego podchodzi obojętnie, nawet lekceważąco, nie biorąc żadnej odpowiedzialności za swoje czy błędy, zawsze wszystkim obarcza mnie, na mnie zwala cały syf. Staram się bardzo często rozmawiać z mężem o swoich, jak i jego potrzebach, uczuciach, pragnieniach, nawet o pożądaniu, chemii, magii, więzi uczuciowej między nami – lecz nie wiem, jak wszystko odbierać. Mąż zachowuje się tak, jakby nie chciał brać udziału w ratowaniu relacji, chęci naprawy w pozytywną stronę, lecz w negatywną. Każde kłopoty, kłótnie, sprzeczki przerzucać potrafi na mnie, jakbym to tylko ja wszystkiemu była winna.

Rok temu oboje przeszliśmy poważny i pierwszy kryzys małżeński. Przyznaję się bez bicia – byłam uzależniona od życia towarzyskiego – dochodził alkohol, tak, coraz częściej piłam, nawet około 8 lat. Wolałam każdą chwilę, czas spędzać poza domem, nie w obecności męża, ponieważ wiecznie kłótnie, poniżanie, wyzwiska, bicie, niechęć do zbliżeń. Oddalałam się od męża, zaczynałam się czuć w jego obecności ciągłą walkę, rutynę, brak komunikacji. Popadałam w bezsilność, dlatego poszłam swoją i niestety złą drogą – alkohol, znajomi. Kiedy tłumaczę mężowi, twierdzi, iż nie ma żadnego to wytłumaczenia – z jednej strony ma rację, a z drugiej – sama nie wiem, to była zwykła ucieczka, bezradność.

Nie ukrywam, że nie byłam mężowi dłużna, nie grałam fair, też atakowałam, nakręcałam się – a to jedynie, aby się bronić. Mąż twierdzi, iż to ja źle go traktuję, że nie pozwoli sobie na traktowanie siebie jak psa z mojej strony, z kolei to, jak traktuje mnie – ja mam na to wyrażać zgodę, a on puszcza to płazem, sądząc, że nic złego nie robi???

Tak, zdarzyło się, iż miałam rozwaloną głowę, którą trzeba było szyć – popchnął mnie, uderzyłam w kaloryfer. Następnie miałam tzw. cyt. „pizdę pod okiem” – uderzył mnie z pięści. Mimo to nie chciałam – jak nie mam dokąd uciekać – choć rozważałam odejście, podanie o rozwód, lecz za bardzo męża kocham. To nie jest tak, że przyzwyczaiłam się do takiego życia – NIE. Po prostu czuję bardzo mocne uczucie co do jego osoby – życia sobie nie wyobrażam poza nim. Potrafi być wspaniały, choć z tego kochającego, troskliwego człowieka nagle pokazuje się obraz potwora – damskiego tyrana. Wydaje mi się, że mąż nawet w sobie tego nie dostrzega – zawsze się przed tym broni, iż z nim wszystko w porządku.

Na chwilę wszystko ucichło – poszliśmy na terapię małżeńską, coś pomogło mężowi, lecz na chwilę. Stwierdził, iż nam niepotrzebne terapie, a sami powinniśmy sobie z tym wszystkim poradzić – choć nie wychodzi???

Mąż złamał ogromnie moje serce – nie mówię, że ja jemu również. Wyrzucił mnie z domu, bo się po prostu rozpiłam, szukałam wyjścia z tego wszystkiego. Po tygodniu chciał, abym wróciła, i tak się stało – zaczynało układać się nawet dobrze – mega seks, lecz często nieudane noce, tzw. „spontan sex – wtulić, spać”. Chcieliśmy tak sami to wprowadzić i było super, cieplej, czuło się bezpiecznie.

Od tego się zaczęło – kiedy nie ma seksu raz, dwa, pośród nocy jestem zniesmaczona, zaraz wybucham, robię dramy. Mąż ma mnie dość, lecz po prostu potrzebuję zbliżeń dosyć często, ponieważ po takim przeżyciu, co nas spotkało, szczerze czuję coś jeszcze więcej do męża – podnieca mnie, stał się dla mnie bardziej atrakcyjny. Mówiłam mężowi, iż powinien się cieszyć, a nie narzekać. Mąż mówi nieraz: „podejdź w nocy do mnie, zaczep, zacznij pierwsza grę wstępną”, a kiedy podchodzę – odpycha, po prostu nie wychodzi mi. Co do czego, odwróci kota ogonem zaraz i powie na drugi dzień, cyt.: „a ty mnie w nocy przytulasz, zaczepiasz???” Nie, nie robię tego dosyć często, ponieważ zdaję sobie sprawę, że kiedy będę podchodzić pierwsza – nic to nie da.

Przeszłam tzw. terapię odwykową, terapeutyczną, co w zupełności mi wystarczyła – i nie tylko ja jestem z siebie dumna, ale mąż twierdzi oraz rodzina, że są ze mnie dumni, iż mąż docenia, co zrobiłam dla samej siebie, choć jemu tłumaczę za każdym razem, że zrobiłam to dla niego, bo bardzo go kocham. Tak, własnymi siłami wyszłam z nałogu – to ja postawiłam na ratowanie małżeństwa, jak i własnego zdrowia. A teraz walczę o dalszy i piękny związek oparty na szacunku, wsparciu, trosce, zrozumieniu, magii miłości, chemii, namiętności i pożądaniu – obustronnie.

Czasem uważam, że ze strony męża jest w moją stronę jakaś ukryta manipulacja, często zastraszanie i ciągłe krytykowanie – jakby w coś grał, jakbym była zapasowym kołem, mimo iż zaprzecza. Dosyć często sprzeczamy się o sprawy łóżkowe. Tłumaczę mężowi, iż przez to, co przeszliśmy, obłędny seks, czułość, ciepło, jak i pożądanie – jest bardzooo potrzebne, tym bardziej, jak nie było tego przez wiele, wiele lat. Nie widać, aby do męża cokolwiek docierało. Potrafi mnie krytykować – jakby nie dorósł do związku, a mi powie: „czy ja dorosłam?”. Potrafi mówić takie słowa, cyt.: „twój problem, nie mój, twoja bajka, a w takiej bajce nie będę tkwił, mam wyjebane, znajdź innego na ruchanie, jesteś toksyczna i dramat, wiecznie pierdolisz w kółko o tym samym, ryjesz mi łeb, wchodzisz mi do łba, to przez ciebie taki się robię, takim jestem, kto by z tobą wytrzymał, powinnaś się leczyć, z tobą jest bardzo źle, kawał suki z ciebie...”.

Kiedy opanuję swoje emocje, po max 8 godzinach – bo nie da się do niego podejść, aby spokojnie pogadać – on nagle żałuje, przeprasza, jakby nigdy nic. Zaraz że ja go podniecam, jaram, że zawsze ma na mnie ochotę, że tylko ja, nikt inny, że jestem wyjątkową i ważną dla niego osobą. Po 3 dniach magii, spokoju i harmonii – nagle ze strony męża uszczypliwość i ataki agresji słownej, kiedy jego o coś zapytam. Potrafi w szaleństwie emocji złapać mnie za gardło, nawyzywać mnie od suki, dziwki, po czym żałuje, twierdząc, iż tak postąpił, bo ja niby go, cyt.: „wkurwiłam”. Mówię, że nie ma to żadnego wytłumaczenia, a mąż – wymówka: trzeba było inaczej podejść, a nie w taki sposób – tak właśnie z mężem się rozmawia. Z niczego nic sobie nie robi, a najgorsze jest to, że całe zło, kłótnie, bicie, jego złe podejścia – przerzucać potrafi jedynie na mnie!!! Aby się wybielać??? Oczyszczać??? Jakie to jest niewinne, nic nie robiące złego stworzenie???

Z dnia na dzień czuję, że moje uczucia do męża zaczynają na nowo wygasać, że jestem gotowa odejść – mimo iż nie mam dokąd, nawet pod tzw. „chmurkę”. W głębi duszy bardzo męża kocham. Uświadamianie mężowi, że chęć bliskości, czułości, troski i zrozumienia itp. jest kluczową rolą – nie dociera. Czuję, że mąż bawi się moimi uczuciami, że ma ukryty cel, alibi – aby mnie wykończyć psychicznie, z kimś ma plan, może ma kogoś, a ja jestem przykrywką?? Popadłam już w depresję, nie mam co liczyć na wsparcie ze strony męża, troskę, opiekę. Nie wierzę i nie widzę, ażeby mąż okazywał odrobinę chęci, zainteresowania związkiem, naszą relacją. Co ja mam myśleć, robić, gdzie, co, jak???

Nic mi się nie chce, jestem po 8 tyg. terapii AA. 3 dni temu zapiłam, nie daję sobie rady
Nic mi się nie chce, jestem po 8 tyg. terapii AA. 3 dni temu zapiłam, nie daję sobie rady, partner mnie zostawił, nie chce ze mną przez to rozmawiać, ja się boję. Mieszkam sama, zła, smutna nie daję sobie rady, cały czas płaczę, odkąd wyszłam z terapii, a było to 23 stycznia, Z partnerem byłam 16 lat. Obecnie szukam pracy. Co zrobić?
Utrata pracy, poczucie odrzucenia przez społeczeństwo i brak zaufania do psychoterapii – co mogę zrobić?
Dzień dobry, Byłem zwalniany z większości prac, w tym z dwóch ostatnich pod rząd, dostałem tzw. ciche zwolnienie, czyli szereg działań mających na celu zmusisz mnie do dobrowolnego odejścia samodzielnie poprzez niszczenie mojej samooceny, przynależności do zespołu i bycia potrzebnym jako pracownik. Firma w takim przypadku jest czysta pod kątem prawnym. Z rodzicami jestem całkowicie pokłócony, nie rozmawiamy, żyję bardzo daleko od nich, aktualnie bez dochodu i nie wiem jak będzie dalej, najwyżej stanę się bezdomny. Od roku jestem bezrobotny i nie chcę już pracować. Przez ogromny stres w pracy bardzo przytyłem i uważam to za jedną z przyczyn zwolnień. Kontynuję dietę i treningi, aby wyglądać lepiej, lecz mentalnie naprawdę mam dość ludzi i społeczeństwa. Jeden z psychologów kiedyś mi powiedział, że On by chciał mnie przywrócić do społeczeństwa i pracować nad tym, ale ja tego nie chcę, więc i Jego olałem, tak jak pozostałe ok. 10 terapii. Mam wrażenie, że terapeuci chcą ode mnie wyciągnąć pieniądze, nigdy sami nie powiedzią, że terapia dobiegła końca i mają szereg narzędzi wyuczonych na studiach i superwizji do rozbijania obiekcji klienta, takich jak moje, żeby tylko trzymać źródło dochodu i wzmacniać popyt na siebie. Nie piję alkoholu, nie stosuję żadnych używek ani leków. Tak bardzo boli, ale wolę to czuć całym sobą.
Mam dziewczynę z którą jesteśmy już razem 2 lata i związek przeszedł naprawdę wiele
Dzień dobry. Trudno jest mi zacząć pisać wątek na ten temat, ale potrzebuję nakierowania na dobrą drogę w tej sprawie. Mam dziewczynę z którą jesteśmy już razem 2 lata i związek przeszedł naprawdę wiele. Jestem 22 letnim chłopakiem po technikum, a ona jest 17-letnią dziewczyną z technikum. Były złe jak i dobre chwile, natomiast wszystko po czasie ułożyło się dobrze. Cały sezon letni zajmuję się rozwijaniem działalności, ale problemy związkowe również zajmują moją głowę i czuję, że to już nie jest to samo co na początku. Odbieram dziwne sygnały, że już jej nie zależy tak samo jak na początku. Nie odzywam się za wiele bo odrazu zostaje atakowany, że wszystkiego jej zabraniam, albo że musi być tak jak ja chcę. Natomiast nie czuję sie z tym aby liczyła się w ogóle z moim zdaniem i moją osobą. Często zdarzają/ły sie sytuacje, że w okresie zimowym jak i letnim gdy mam wolne i widzimy się więcej. Widzimy się chwilę po szkole i później ona ma widzieć się z przyjaciółka od godziny 16-19, ponieważ później ona się uczy i nie jest w stanie przełożyć swojej codziennej rutyny (a tak naprawdę wraca jej chłopak z pracy i chcą się widzieć same, a jej przyjaciółka później widzi się sama z chłopakiem). Ja w tym czasie mam szukać sobie zajęcia na siłę albo jechać do domu (około 30min drogi samochodem w jedną stronę). I później jest straszne naleganie aby byc od 19-22 (do tej możemy się widzieć). Jesli nie przyjadę to szuka sobie innej osoby z którą może spędzić ten czas żeby się nie nudzić. Gdy jednak napiszę, czy przyjaciółka nie mogła by sobie przełozyc rutyny, abym nie musiał tracić czasu na to dojezdzanie i proponuję czy nie mogły by się widzieć trochę pózniej przy czym wracał bym do domu to zostaje atakowany i odrzucany. Pragnę zaznaczyć, że one muszą się widziec tak codziennie i jest to dla mnie strasznie męczące psychicznie ponieważ strasznie ją kocham i mój charakter jest bardziej uległy. Czuję, że nie liczy się ze mną jak powinny liczyć się osoby w zdrowym związku i wydaje mi się, że jestem mniej brany pod uwagę (manipulowany). Drugim problemem są koledzy. Twierdzi, że nie chce mieć koleżanek bo ją bardzo zraniły niektóre, a oni jej nie ranią. Otacza się głownie nimi, do niektórych nie mam zastrzeżen bo naprawdę są w porządku, natomiast kilku poznałem i wiem, że oni mogą liczyc na coś wiecej. Zapytała mnie czy może isc z jednym z nich na basen i pokłóciliśmy się o to, ponieważ powiedziałem, że nie podoba mi się ten pomysł i będę sie źle z tym czuł (zazdrość). Po czym zostałem zaatakowany, że zabraniam jej mieć kolegów i przyjaciół. Dodam, że ten kolega, a mój przyjaciel napisał, że wydaje mu się że jestem o niego zazdrosny i nie chce wyciągać jej na basen, a ona odpisała mu, że raczej nie będę miał z tym problemu. Naprawdę nie chcę sie czuć jak KAT. Wydaje mi się, że w związku zasługuje na trochę szacunku i lojalności, nie spotykam się z żadnymi nawet przyjaciółkami sam na sam ponieważ ona jest zazdrosna, miałem nawet kilka sytuacji, gdzie pomogłem z zadaniem z matematyki jednej koleżance przez aplikację czatującą i dostałem straszną awanturę z tego powodu. Potrafię respektować jej zdanie, a ona mojego już niestety nie. Chciałbym aby ten związek polegał na zdrowej relacji, ale brakuje mi już sił i często mam ochotę odpuscić. Proszę
Problematyczne relacje rodzinne, niezrozumiałe zachowanie przyszłej teściowej
Dzień dobry. Zwracam się z problemem, potrzebuje rady w kwestii relacji rodzinnych. Jestem w związku narzeczeńskim od pół roku. Matka mojego narzeczonego zachowuje się do mnie w normalny sposób, niekiedy przesadza (obgaduje do mnie członków jej rodziny, po czym ich komplementuje np. „Ale przesoliła tą pizzę, strasznie słona” po czym zwraca się do osoby która wykonała jedzenie „Kasiu pyszna pizza, taka doprawiona”). Pomijając takie sytuacje zwracała się zawsze do mnie dobrze, była miła, dawała prezenty, dopytywała o mnie i pracę. Relacje ze swoim synem a moim narzeczonym miała naprawdę dziwne traktowała go bardziej jak partnera, później jak „sługę” na zasadzie „przywieź mi 2 jabłka, idź zanieść moje faktury do księgowej”, dzwonienie kilka razy dziennie z pytaniami „co robicie, co tam” później to ustało kiedy mój partner zaczął stawiać granice. Ale kilka dni temu napisała wiadomość obrażająca mnie po kłótni z moim narzeczonym na zasadzie „niech Monika zajmie się swoją psychika bo ona i cała jej rodzina to ludzie z bardzo złą opinią i to nie tylko moje zdanie, jestem dla niej miła i staram się tolerować tylko ze względu na ciebie synu” po czym w dalszym toku kłótni z nią mój narzeczony zapytał ponownie i zwrócił uwagę na to czemu tak pisze skoro zawsze jest miła i żeby przestała mnie obrażać ona napisała: „zawsze chciałam dla was szczęścia, nigdy nie mówiłam źle o rodzinie Moniki, ani Monice, chce się z nią przyjaźnić”. W rozmowie z nim twarzą w twarz następnego dnia skonfrontowana stwierdziła że zachowałam się kiedyś niepoprawnie bo „kuzynka powiedziała mi że na grillu jak ktos się jej zapytał o ślub to powiedziała do ciebie na ucho że wiedziałam jak powiemy twojej mamie to wszyscy będą wiedzieć” taka sytuacja nie miała miejsca ale ona tego dalej do siebie nie przyjmuje mimo tłumaczenia mojego narzeczonego. Teraz cała rodzina jest wkręcona w jakąś aferę bez powodu jeden odbija na drugiego, a ja sama nie wiem co powinnam zrobić bo teoretycznie sama z nią nie rozmawiałam bo uważam że to wciąż nie moja sprawa ponieważ cała kłótnia między nią a moim narzeczonym wyszła ze względu jego pracy i relacji z siostrą i nagle coś o mnie. Całą ich kłótnią zaczęła się przez jego pracę, jego zachowanie w stosunku do niej i kłótnie z siostrą. Ale ona jak słyszy jakiekolwiek argumenty od niego to odwraca to na siebie, że jest ofiarą i że się usuwa z jego życia, po czym znów narzeka na moje zachowanie podając te dwie sytuacje. Po czym skonfrontowana że to nie jest prawda mówi że ona chce naszego szczęścia i że zawsze chciała. Co ja mam zrobić w takiej sytuacji? Bo zależało mi na dobrych relacjach z nią i całą rodziną a teraz czuję że cała rodzina będzie przeciwko mnie. Proszę o radę co mogę zrobić w takiej sytuacji?
toksyczny związek

Toksyczny związek – jak go rozpoznać i zakończyć?

Czy zastanawiasz się, czy Twój związek jest zdrowy? Nie każda trudność jest toksyczna, ale jeśli czujesz lęk, winę, wątpisz w siebie, boisz się mówić, co myślisz – warto się zatrzymać. Tutaj dowiesz się, jak rozpoznać toksyczny związek i jak go zakończyć.