
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, rodzicielstwo i rodzina, zaburzenia nastroju
- Nie radzę sobie z...
Nie radzę sobie z rolą matki, żony i partnerki – codzienne poczucie bezsilności w wieku 45 lat
Aga
Piotr Ziomber
Dzień dobry
Warto się temu przyjrzeć i odpowiedzieć skąd te obawy? Czy one wynikają z konkretnych sytuacji, czy też są następstwem doświadczeń? A może jest jeszcze coś innego? Czy była Pani diagnozowana pod kątem depresji? Pani stan budzi we mnie niepokój. Napisała Pani bardzo ogólnie wszystko, wiec jest tutaj coś wiecej napisać.
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Anna Niezabitowska
Współczesny świat często sugeruje kobietom, że muszą sprostać wszystkim oczekiwaniom związanym z każdą ze społecznych ról - nie zawsze jest to możliwe, a tym bardziej nie zawsze dobre i zdrowe. Myślę, że Pani sytuacja wymagałaby przyjrzenia się jak długo opisany stan Pani towarzyszy, czy kiedyś było inaczej i co się zmieniło. Zawsze istnieją możliwości oceny czy obecną sytuację można sobie jakoś ułatwić, czy są problemy, które wymagają rozwiązania, może zbyt wiele obaw nagromadziło się w głowie w związku z wszystkimi realizowanymi przez Panią rolami i to woła o uporządkowanie.
Warto byłoby ze specjalistą ocenić czy to co się dzieje wpisuje się w kryteria diagnostyczne zaburzeń nastroju, gdyż w zależności od nasilenia można dobrać formę psychoterapii lub innego wsparcia albo farmakologię (to oczywiście z lekarzem psychiatrą).
Ważne by opisywanej sytuacji nie pozostawiać bez reakcji, nagromadzone przez dłuższy czas trudności i wzorce myślenia i reagowania lubią się nawarstwiać. Zawsze warto zadbać o siebie.
Paulina Duda
W tym co Pani pisze można poczuć ogromne zmęczenie, z którym się Pani mierzy. To, że teraz jest Pani trudno, nie oznacza, że zawiodła Pani jako matka, żona czy partnerka - raczej że od dawna niesie Pani bardzo dużo. Warto poszukać dla siebie wsparcia i porozmawiać z psychologiem, bo nie musi Pani mierzyć się z tym sama.
Pozdrawiam
Paulina Duda
Bożena Nagórska
Poczucie bezsilności po przebudzeniu to sygnał od Pani organizmu, że narzucone sobie standardy „bycia dobrą we wszystkim” stały się ciężarem nie do uniesienia. W wieku 45 lat wiele kobiet doświadcza momentu, w którym dotychczasowe sposoby radzenia sobie ze stresem przestają wystarczać, a oczekiwania otoczenia i własny krytycyzm zaczynają przytłaczać.
Warto zacząć od przyznania sobie prawa do zmęczenia i odrzucenia definicji „podołania wyzwaniom” jako bycia nieomylną. Ta bezsilność może być objawem wypalenia relacyjnego lub depresji, dlatego kluczowe jest, aby nie zostawała Pani z tym sama. Proszę rozważyć rozmowę ze specjalistą – psychoterapeutą, który pomoże Pani oddzielić realne obowiązki od destrukcyjnego poczucia winy. Zasługuje Pani na to, by budzić się z poczuciem spokoju, a nie porażki, ale pierwszym krokiem do zmiany jest odpuszczenie sobie bycia „idealną” na rzecz bycia dla siebie po prostu dobrą.
Powodzenia
Bożena Nagórska
Dorota Kuffel
Witaj
napisałaś krótko, ale słyszę dużo krytyki, samopotepienia, poczucia winy. Szczerze polecam wsparcie teraoeutyczne, że rozbroić ten krytyczny glos lub przyjrzeć się temu co przeżywasz i skąd taka ocena. Jeśli dzieje sue tak, że nie dajesz rady jak piszesz, to warto przyjrzeć się temu co powoduje Twój stan.
Pozdrawiam
Dorota
Karolina Grabka
Dzień dobry,
Jeśli codziennie budzi się Pani z poczuciem bezsilności i przekonaniem, że nie daje Pani rady w życiu, to jest wyraźny sygnał, że potrzebne jest profesjonalne wsparcie, a nie dalsze zmaganie się z tym samodzielnie. Takie objawy mogą wskazywać na depresję, silne przeciążenie psychiczne lub wypalenie i wymagają oceny przez specjalistę.
Najważniejszym krokiem w tej sytuacji jest zgłoszenie się po pomoc do lekarza psychiatry lub psychologa. Im wcześniej pojawi się wsparcie, tym większa szansa na poprawę samopoczucia i odzyskanie energii.
Jeżeli trudno jest umówić wizytę prywatnie, można skorzystać z pomocy w ramach publicznej opieki zdrowotnej, na przykład w poradni zdrowia psychicznego lub centrum zdrowia psychicznego dla dorosłych. W sytuacji, gdy poczucie bezradności zaczyna być bardzo silne, pojawia się rozpacz, płaczliwość lub myśli, że nie ma już siły żyć tak dalej, warto pilnie skontaktować się z całodobowym wsparciem, takim jak telefon zaufania lub ośrodek interwencji kryzysowej.
Pozdrawiam i życzę powodzenia,
Karolina Grabka
Agnieszka Włoszycka
Pani Ago,
W tych słowach czuć ogromne zmęczenie i ciężar „muszę dawać radę we wszystkim” i sądzę, że to nie jest kwestia tego, że sobie nie radzisz, tylko że jest Pani bardzo przeciążona.Bycie jednocześnie mamą, żoną i partnerką to dużo. Jeśli do tego dochodzi wewnętrzny głos, który mówi „ciągle za mało”, to trudno poczuć cokolwiek poza bezsilnością.Uważam, że teraz ważniejsze od „bycia lepszą” jest zatrzymanie się przy sobie i zobaczenie, gdzie jesteś już na granicy.
Na chwilę do refleksji: co najbardziej Panią dziś wyczerpuje konkretnie?
gdzie daje Pani więcej, niż ma siły?
czego najbardziej teraz Pani potrzebuje, ale tego sobie nie daje? Myślę, że to nie wygląda jak porażka. Bardziej jak sygnał, że dźwiga Pank za dużo sama.
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka
Rafał Hille
Proszę pamiętać, że jest Pani najlepszą wersją samej siebie i to że ma Pani odwagę spojrzeć na siebie, niezależnie od tego jaka towarzyszy temu konkluzja tylko świadczy o Pani sile do zmierzenia się z rzeczywistością i swoimi problemami
pozdrawiam
Karol Barra
Dzień dobry,
dziękuję, że zdecydowała się Pani o tym napisać – to ważny i odważny krok. To, co Pani opisuje, czyli poczucie bezsilności, przeciążenia rolami oraz przekonanie, że „nie daje Pani rady”, jest doświadczeniem wielu osób, które przez długi czas funkcjonują w dużym napięciu i odpowiedzialności. Nie oznacza to, że jest Pani „słaba” czy że coś jest z Panią nie tak – raczej, że jest Pani bardzo obciążona i być może od dłuższego czasu przekracza swoje zasoby.
Łączenie ról matki, żony i partnerki często wiąże się z wysokimi oczekiwaniami – zarówno ze strony otoczenia, jak i wobec samej siebie. Jeśli dodatkowo towarzyszy temu ciągłe poczucie niespełnienia, może to prowadzić do wyczerpania emocjonalnego i obniżenia nastroju. Poranne poczucie bezsilności, o którym Pani wspomina, bywa sygnałem, że organizm i psychika potrzebują zatrzymania się, wsparcia i przyjrzenia się temu, co jest dla Pani teraz najtrudniejsze.
W takiej sytuacji warto zadać sobie kilka łagodnych pytań:
co obecnie najbardziej mnie obciąża?
czy moje oczekiwania wobec siebie są możliwe do spełnienia w obecnych warunkach?
gdzie mogę sobie pozwolić na „wystarczająco dobrze”, zamiast „idealnie”?
Pomocne może być także stopniowe wprowadzanie małych zmian – np. zadbanie o krótkie momenty tylko dla siebie, rozmowa z bliską osobą o swoim samopoczuciu lub próba podzielenia się obowiązkami.
Jednocześnie, jeśli to poczucie bezsilności utrzymuje się przez dłuższy czas, nasila się lub wpływa na codzienne funkcjonowanie, warto rozważyć kontakt z psychologiem lub psychoterapeutą. W bezpiecznej relacji terapeutycznej można przyjrzeć się źródłom tych emocji, obciążeniom oraz nauczyć się bardziej wspierających sposobów radzenia sobie.
Nie musi Pani radzić sobie z tym sama. Wsparcie jest dostępne, a Pani trudności są ważne i zasługują na uwagę.
Pozdrawiam serdecznie.
Weronika Babiec
Dzień dobry,
Poczucie, że nie podołała Pani wyzwaniom w życiu, mimo pełnienia wielu ról, może wskazywać na wyczerpanie emocjonalne, a także możliwe objawy depresji. To prawdopodobnie sygnał, że potrzebuje Pani wsparcia.
Bardzo zachęcam do skontaktowania się z psychologiem. Specjalista pomoże zrozumieć, skąd biorą się te trudności i wspólnie z Panią wypracować sposoby radzenia sobie z codziennymi wyzwaniami.
Życzę dużo siły,
Weronika Babiec,
Psycholożka, Terapeutka ACT
Daria Składanowska
Dzień dobry,
to, co Pani opisuje, brzmi jak bardzo duże przeciążenie i długotrwałe zmęczenie emocjonalne. Przy takim napięciu może pojawiać się poczucie bezsilności i „niewystarczania”.
Warto, żeby nie zostawała Pani z tym sama – rozmowa z psychologiem mogłaby być miejscem, w którym można bez oceny przyjrzeć się temu, co Pani dźwiga i jak sobie z tym ulżyć.
Pozdrawiam,
Składanowska Daria

Zobacz podobne
Witam serdecznie – dziękuję ogromnie za wsparcie, troskę i pomoc odnośnie mojej osoby – jak psychiczną, czy nawet psychologiczną, psychiatryczną i opinii seksuologa. Bardzo mi zależy na uratowaniu mojego małżeństwa z 16-letnim stażem, a razem 20 lat. Doznałam za dużo krzywdy w życiu – nie tylko w tym małżeństwie, lecz przez kupę lat, co dłuższy czas siedzi w sercu, jak i w głowie. Powodem ratowania małżeństwa nie tylko jest silne z mojej strony uczucie do męża – strasznie go kocham, świata nie widzę poza nim. On twierdzi, iż za mną też nie widzi świata, że jestem wyjątkową osobą i ważną w jego życiu. Lecz omówienie chęci ratowania nas jest dla mnie bardzo trudne – jednym słowem: doznałam traumy, załamania psychicznego, nerwowego, jak depresję. Aż biorę leki, które mnie uspokajają, choć jest to chwilowe.
Również mogę to powiedzieć w drugą stronę – w stronę męża – też przeze mnie dużo przeszedł, choć on do wszystkiego podchodzi obojętnie, nawet lekceważąco, nie biorąc żadnej odpowiedzialności za swoje czy błędy, zawsze wszystkim obarcza mnie, na mnie zwala cały syf. Staram się bardzo często rozmawiać z mężem o swoich, jak i jego potrzebach, uczuciach, pragnieniach, nawet o pożądaniu, chemii, magii, więzi uczuciowej między nami – lecz nie wiem, jak wszystko odbierać. Mąż zachowuje się tak, jakby nie chciał brać udziału w ratowaniu relacji, chęci naprawy w pozytywną stronę, lecz w negatywną. Każde kłopoty, kłótnie, sprzeczki przerzucać potrafi na mnie, jakbym to tylko ja wszystkiemu była winna.
Rok temu oboje przeszliśmy poważny i pierwszy kryzys małżeński. Przyznaję się bez bicia – byłam uzależniona od życia towarzyskiego – dochodził alkohol, tak, coraz częściej piłam, nawet około 8 lat. Wolałam każdą chwilę, czas spędzać poza domem, nie w obecności męża, ponieważ wiecznie kłótnie, poniżanie, wyzwiska, bicie, niechęć do zbliżeń. Oddalałam się od męża, zaczynałam się czuć w jego obecności ciągłą walkę, rutynę, brak komunikacji. Popadałam w bezsilność, dlatego poszłam swoją i niestety złą drogą – alkohol, znajomi. Kiedy tłumaczę mężowi, twierdzi, iż nie ma żadnego to wytłumaczenia – z jednej strony ma rację, a z drugiej – sama nie wiem, to była zwykła ucieczka, bezradność.
Nie ukrywam, że nie byłam mężowi dłużna, nie grałam fair, też atakowałam, nakręcałam się – a to jedynie, aby się bronić. Mąż twierdzi, iż to ja źle go traktuję, że nie pozwoli sobie na traktowanie siebie jak psa z mojej strony, z kolei to, jak traktuje mnie – ja mam na to wyrażać zgodę, a on puszcza to płazem, sądząc, że nic złego nie robi???
Tak, zdarzyło się, iż miałam rozwaloną głowę, którą trzeba było szyć – popchnął mnie, uderzyłam w kaloryfer. Następnie miałam tzw. cyt. „pizdę pod okiem” – uderzył mnie z pięści. Mimo to nie chciałam – jak nie mam dokąd uciekać – choć rozważałam odejście, podanie o rozwód, lecz za bardzo męża kocham. To nie jest tak, że przyzwyczaiłam się do takiego życia – NIE. Po prostu czuję bardzo mocne uczucie co do jego osoby – życia sobie nie wyobrażam poza nim. Potrafi być wspaniały, choć z tego kochającego, troskliwego człowieka nagle pokazuje się obraz potwora – damskiego tyrana. Wydaje mi się, że mąż nawet w sobie tego nie dostrzega – zawsze się przed tym broni, iż z nim wszystko w porządku.
Na chwilę wszystko ucichło – poszliśmy na terapię małżeńską, coś pomogło mężowi, lecz na chwilę. Stwierdził, iż nam niepotrzebne terapie, a sami powinniśmy sobie z tym wszystkim poradzić – choć nie wychodzi???
Mąż złamał ogromnie moje serce – nie mówię, że ja jemu również. Wyrzucił mnie z domu, bo się po prostu rozpiłam, szukałam wyjścia z tego wszystkiego. Po tygodniu chciał, abym wróciła, i tak się stało – zaczynało układać się nawet dobrze – mega seks, lecz często nieudane noce, tzw. „spontan sex – wtulić, spać”. Chcieliśmy tak sami to wprowadzić i było super, cieplej, czuło się bezpiecznie.
Od tego się zaczęło – kiedy nie ma seksu raz, dwa, pośród nocy jestem zniesmaczona, zaraz wybucham, robię dramy. Mąż ma mnie dość, lecz po prostu potrzebuję zbliżeń dosyć często, ponieważ po takim przeżyciu, co nas spotkało, szczerze czuję coś jeszcze więcej do męża – podnieca mnie, stał się dla mnie bardziej atrakcyjny. Mówiłam mężowi, iż powinien się cieszyć, a nie narzekać. Mąż mówi nieraz: „podejdź w nocy do mnie, zaczep, zacznij pierwsza grę wstępną”, a kiedy podchodzę – odpycha, po prostu nie wychodzi mi. Co do czego, odwróci kota ogonem zaraz i powie na drugi dzień, cyt.: „a ty mnie w nocy przytulasz, zaczepiasz???” Nie, nie robię tego dosyć często, ponieważ zdaję sobie sprawę, że kiedy będę podchodzić pierwsza – nic to nie da.
Przeszłam tzw. terapię odwykową, terapeutyczną, co w zupełności mi wystarczyła – i nie tylko ja jestem z siebie dumna, ale mąż twierdzi oraz rodzina, że są ze mnie dumni, iż mąż docenia, co zrobiłam dla samej siebie, choć jemu tłumaczę za każdym razem, że zrobiłam to dla niego, bo bardzo go kocham. Tak, własnymi siłami wyszłam z nałogu – to ja postawiłam na ratowanie małżeństwa, jak i własnego zdrowia. A teraz walczę o dalszy i piękny związek oparty na szacunku, wsparciu, trosce, zrozumieniu, magii miłości, chemii, namiętności i pożądaniu – obustronnie.
Czasem uważam, że ze strony męża jest w moją stronę jakaś ukryta manipulacja, często zastraszanie i ciągłe krytykowanie – jakby w coś grał, jakbym była zapasowym kołem, mimo iż zaprzecza. Dosyć często sprzeczamy się o sprawy łóżkowe. Tłumaczę mężowi, iż przez to, co przeszliśmy, obłędny seks, czułość, ciepło, jak i pożądanie – jest bardzooo potrzebne, tym bardziej, jak nie było tego przez wiele, wiele lat. Nie widać, aby do męża cokolwiek docierało. Potrafi mnie krytykować – jakby nie dorósł do związku, a mi powie: „czy ja dorosłam?”. Potrafi mówić takie słowa, cyt.: „twój problem, nie mój, twoja bajka, a w takiej bajce nie będę tkwił, mam wyjebane, znajdź innego na ruchanie, jesteś toksyczna i dramat, wiecznie pierdolisz w kółko o tym samym, ryjesz mi łeb, wchodzisz mi do łba, to przez ciebie taki się robię, takim jestem, kto by z tobą wytrzymał, powinnaś się leczyć, z tobą jest bardzo źle, kawał suki z ciebie...”.
Kiedy opanuję swoje emocje, po max 8 godzinach – bo nie da się do niego podejść, aby spokojnie pogadać – on nagle żałuje, przeprasza, jakby nigdy nic. Zaraz że ja go podniecam, jaram, że zawsze ma na mnie ochotę, że tylko ja, nikt inny, że jestem wyjątkową i ważną dla niego osobą. Po 3 dniach magii, spokoju i harmonii – nagle ze strony męża uszczypliwość i ataki agresji słownej, kiedy jego o coś zapytam. Potrafi w szaleństwie emocji złapać mnie za gardło, nawyzywać mnie od suki, dziwki, po czym żałuje, twierdząc, iż tak postąpił, bo ja niby go, cyt.: „wkurwiłam”. Mówię, że nie ma to żadnego wytłumaczenia, a mąż – wymówka: trzeba było inaczej podejść, a nie w taki sposób – tak właśnie z mężem się rozmawia. Z niczego nic sobie nie robi, a najgorsze jest to, że całe zło, kłótnie, bicie, jego złe podejścia – przerzucać potrafi jedynie na mnie!!! Aby się wybielać??? Oczyszczać??? Jakie to jest niewinne, nic nie robiące złego stworzenie???
Z dnia na dzień czuję, że moje uczucia do męża zaczynają na nowo wygasać, że jestem gotowa odejść – mimo iż nie mam dokąd, nawet pod tzw. „chmurkę”. W głębi duszy bardzo męża kocham. Uświadamianie mężowi, że chęć bliskości, czułości, troski i zrozumienia itp. jest kluczową rolą – nie dociera. Czuję, że mąż bawi się moimi uczuciami, że ma ukryty cel, alibi – aby mnie wykończyć psychicznie, z kimś ma plan, może ma kogoś, a ja jestem przykrywką?? Popadłam już w depresję, nie mam co liczyć na wsparcie ze strony męża, troskę, opiekę. Nie wierzę i nie widzę, ażeby mąż okazywał odrobinę chęci, zainteresowania związkiem, naszą relacją. Co ja mam myśleć, robić, gdzie, co, jak???

Toksyczny związek – jak go rozpoznać i zakończyć?
Czy zastanawiasz się, czy Twój związek jest zdrowy? Nie każda trudność jest toksyczna, ale jeśli czujesz lęk, winę, wątpisz w siebie, boisz się mówić, co myślisz – warto się zatrzymać. Tutaj dowiesz się, jak rozpoznać toksyczny związek i jak go zakończyć.