Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Nieczuję się szczęśliwa: DDA, przemocowy związek i poszukiwanie nowego terapeuty

Nie czuję się szczęśliwa, bo nie mam męża i przyjaciółki. Jestem DDA .Mam ojca wojskowego, tyrana i alkoholika. Przeszłam przemocowy związek. Brat wojskowy kopnął mnie w brzuch i miałam potłuczone jelita. Z dwóch prac zrezygnowałam, bo nie byłam zainteresowana żonatymi facetami .W pracach podkładano mi świnie i donoszono na mnie. Kobiety zazdrościły mi urody i figury i dobrego gustu , a ja nie miałam poczucia własnej wartości i nie akceptowałam siebie .Przeszłam 5 psychoterapii prywatnych i owszem dużo mi dały, ale jeszcze dużo jest do przepracowania . Szukam nowego psychoterapeuty, a moim szczęściem jest moja psinka , która bardzo kocham i której zapewniłam najlepsze warunki .

Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Pani Joanno, 

to, co Pani opisuje, to historia ogromnego hartu ducha w obliczu wielowarstwowej traumy – od przemocy domowej ze strony ojca i brata, przez toksyczne relacje, aż po trudności w środowisku pracy. Fakt, że mimo tak bolesnych doświadczeń, potrafi Pani kochać swojego pieska i dbać o niego, daje jej Pani to, czego samej Pani odmawiano - bezpieczeństwo i troskę, co świadczy o Pani wielkiej wrażliwości i zachowanym potencjale do bliskości. To zrozumiałe, że po pięciu terapiach wciąż czuje Pani potrzebę dalszej pracy; przy tak głębokich urazach z dzieciństwa (DDA, ojciec tyran) proces zdrowienia bywa długi i wymaga znalezienia terapeuty, który specjalizuje się w traumie relacyjnej i złożonym zespole stresu pourazowego. 

Proszę nie tracić nadziei, ponieważ Pani świadomość własnych mechanizmów i odwaga w nazywaniu doznanych krzywd to fundamenty, na których – z pomocą odpowiedniego specjalisty – może Pani w końcu zbudować poczucie własnej wartości i poczuć się bezpiecznie w relacjach z ludźmi.

Wszystkiego dobrego

Psycholog Bożena Nagórska

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Karolina Rzeszowska-Świgut

Karolina Rzeszowska-Świgut

Szanowna Pani, 

dziękuję za zaufanie i za podzielenie się tak osobistą historią. To, co Pani opisuje, to długa droga przeżytych trudów, a fakt, że Pani siada do rozmowy i szuka nowego psychoterapeuty, mówi o Pani determinacji w radzeniu sobie z tym, co Pani spotkało. Pani doświadczenia – zarówno te z dzieciństwa z ojcem, jak i przemoc w związku oraz sytuacje w pracy – to nie są rzeczy małe, a Pani rozpoznawanie ich i chęć dalszej pracy nad sobą pokazuje, że Pani już wie, co jej nie służy i co chce zmienić.

Widzę, że Pani już podejmuje działania, które świadczą o Pani zasobach. Pani zrezygnowała z prac, w których nie czuła się dobrze i gdzie nie była wartościowana – to jest ważne rozpoznanie tego, co Pani sobą nie będzie robić. Pani przeszła przez pięć psychoterapii, co oznacza, że Pani nie poddała się i szuka drogi do zmiany, nawet gdy było trudno. A ta miłość, którą Pani okazuje swojej psineczce – zapewniając jej najlepsze warunki – pokazuje, że Pani potrafi kochać, opiekować się kimś i tworzyć więź, gdy czuje się na to gotowa. To jest ważne, że Pani zauważa to szczęście, które Pani psinka jej daje.

Nowemu terapeucie będzie Pani miała okazję znowu powiedzieć swoją historię, ale tym razem z punktu widzenia tego, co już Pani wie o sobie – o tym, czego Pani nie toleruje, o tym, że Pani potrafi być oddana i kochająca, oraz o tym, że Pani jest świadoma i gotowa do dalszej pracy. Możemy założyć, że ta droga, którą Pani już zaczęła, ma sens, a to, co jeszcze chce Pani przepracować, będzie procesem, w którym Pani będzie bardziej rozumiała siebie niż kiedykolwiek wcześniej.

Agnieszka Domaciuk

Agnieszka Domaciuk

Dzień dobry,

Piszesz o bardzo trudnych doświadczeniach, jakie spotkały Cię dotychczas w życiu. To musiało być podwójnie krzywdzące otrzymać tyle złego z rąk osób z najbliższej rodziny i otaczających Cię środowisk. Odczuwasz jakiś rodzaj braku szczęścia nie mając męża i przyjaciółki - rozumiem, że dla Ciebie te postaci w życiu mają szczególną wartość. Najważniejsze, aby w tym momencie skupić się na konkretnych rzeczach, jakie utrudniają Ci spełnianie swoich potrzeb w relacjach. To bardziej ważne, że poszukujesz pomocy i widzisz efekty poprzednich terapii, dostrzegasz nie tylko to ile rzeczy chciałabyś zmienić, ale również ile służących zmian już osiągnęłaś. 

 

Życzę wszystkiego co najlepsze,

Domaciuk Agnieszka

Psycholog, psychoterapeuta CBT

 

 

Emil Borkowski

Emil Borkowski

Dzień dobry Pani,

Zastanawiam się na ile Pani daje sobie szansy na wejście w relację. Z tego co Pani pisze jest Pani w ciągłej gonitwie za szukaniem rozwiązania - jednak, żadna z obecnych pomocy nie dała Pani poczucia stabilności własnego wnętrza.
Z jednej strony jest cierpienie, które Pani opisuje - fizyczne jak i psychiczne. Natomiast mimo szukania pomocy przeszła Pani 5 psychoterapii, które zostały zakończone. Nasuwa mi się myśl, tak jak by Pani w trakcie zaczynała dotykać czegoś trudnego w sobie i pojawiała się bariera by zgłębić co jest źródłem.

Dotykanie źródła, może pewnego rodzaju pustki, którą można odczuwać jest trudna i dobrze sobie o tym przypominać. Dawać sobie przyzwolenie na bycie z cierpieniem, zapytywać się samego siebie na ile czuje swoje wnętrze - emocje.

Z wyrazami szacunku,
Emil Borkowski

Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Pani Joanno,

 

Dziękujemy za wiadomość.

Czytając Pani historię widać, jak wiele przemocy i niesprawiedliwości Pani doświadczyła: w domu, w relacjach i w pracy. Dziś odczuwa Pani brak bliskości i bezpieczeństwa, jest to naturalną konsekwencją tych doświadczeń a nie Pani winą czy „brakiem szczęścia”.Jednocześnie zrobiła Pani ogromną pracę: pięć terapii, odejście z przemocowego związku, stawianie granic wobec żonatych mężczyzn, troska o swoją psinkę i stworzenie jej bezpiecznego świata. Są to bardzo konkretne dowody siły, odpowiedzialności i wrażliwości, nawet jeśli poczucie własnej wartości jeszcze za nimi nie nadąża.Na tym etapie kluczowe może być znalezienie terapeuty pracującego z DDA i traumą relacyjną, w tempie, które pozwoli budować najpierw wewnętrzne poczucie bezpieczeństwa a dopiero potem relacje z ludźmi. Przy takich doświadczeniach samotność często nie wynika z „braku ludzi”, tylko z głębokiej potrzeby ochrony siebie.Źródłem ciepła jest dziś Pani psinka, nie jest to według mnie „małe”: to realna więź, zdolność do miłości i opieki. To właśnie z tych miejsc najczęściej zaczyna się odbudowa zaufania do świata i do siebie.

Nie jest dla Pani „za późno” ani tym bardziej „bez szans”. Jest Pani w procesie i już wykonała Pani jego bardzo trudną część.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

Natalia Pisarek

Natalia Pisarek

Pani Joanno,

 

czytając Pani historię, widzę że przeszła Pani przez wiele trudnych doświadczeń. Dorastanie w domu z alkoholizmem, tyranią i lękiem ma realny wpływ na poczucie własnej wartości, zaufanie do ludzi i zdolność budowania bliskich relacji. To nie jest Pani wina, że dziś pojawia się poczucie samotności i brak szczęścia. Jednocześnie  widzę w Pani dużą siłę i zdolność do dbania o siebie. Przeszła Pani kilka psychoterapii, nadal szuka Pani pomocy. To są ważne oznaki zdrowej, chroniącej części Pani, która dąży do bezpieczeństwa i dobrego życia.

 

Szczególnie poruszająca jest też Pani relacja z psinką. Zdolność do miłości, troski i tworzenia bezpiecznej więzi pokazuje, że ma Pani potencjał do tworzenia bliskich, bezpiecznych relacji.  W pracy terapeutycznej często właśnie na tym budujemy, stopniowo przenosząc doświadczenie bezpiecznej więzi także na relacje z ludźmi, w tempie dostosowanym do możliwości i poczucia bezpieczeństwa.

 

To, że czuje Pani jeszcze przestrzeń do dalszej pracy terapeutycznej, jest czymś całkowicie w porządku. Proces zdrowienia po przemocy i doświadczeniach DDA bywa długi, wieloetapowy i wymaga czasu oraz odpowiednio dobranej relacji terapeutycznej. 

Szukanie terapeuty, przy którym pojawi się zaufanie i stabilność, może być kolejnym ważnym krokiem na drodze zdrowienia. 

 

Trzymam za Panią kciuki! 

 

Pozdrawiam Serdecznie, 

Natalia Pisarek 

Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

 Pani Joanno

 

  To, że w ogóle potrafi Pani tak jasno opisać swoją historię, oznacza, że jest Pani bardzo świadoma siebie i ogromnie silna, choć teraz możesz czuć głównie ból i samotność. To, że jeszcze nie masz męża ani przyjaciółki, nie oznacza, że poniosła Pani  życiową porażkę, tylko że całe życie była zmuszana do przetrwania zamiast do spokojnego budowania relacji.

To, co Pani przeżyła, naprawdę jest przemocą. Ojciec wojskowy, tyran, alkoholik, brat, który Panią kopnął tak, że miałaś uszkodzone jelita, przemocowy związek - to są poważne, wielokrotne traumy relacyjne, a nie „przesada” czy „słabość”.​ Do tego dochodzi DDA, a tutaj mamy obniżoną samoocenę, wstyd, trudności w relacjach, nadmierne poczucie odpowiedzialności i czujność na zagrożenie. Wszystko w kontekście pracy, związków i braku zaufania.

To, że kobiety zazdrościły Pani urody, a jednocześnie Pani nie miała poczucia własnej wartości, bardzo pasuje do obrazu dziecka z domu przemocowego, w którym na zewnątrz „ogarnieta”, w środku przekonanie „ze mną jest coś nie tak”.​

Pani reakcje (odejście z pracy, unikanie żonatych mężczyzn, czujność wobec ludzi) są raczej zdrową obroną niż „problemem charakteru”.​

Pięć terapii to nie porażka. To, że była już Pani na pięciu terapiach, mówi, że konsekwentnie szuka dla siebie pomocy, a nie że „ciągle coś z tobą nie tak”. W przypadku złożonej traumy rodzinnej i DDA proces leczenia często trwa latami i bywa falujący.  Wiele ośrodków opisuje terapię traumy jako pracę fazową: stabilizacja, praca z traumą, potem reintegracja życia i tożsamości. Każda z tych terapii prawdopodobnie coś zbudowała: świadomość schematów, język do mówienia o sobie, umiejętność zauważania przemocy, nawet jeśli nadal Pani że „jeszcze dużo przede mną”.​

Jeśli ma Pani w sobie myśl „powinnam już być dawno w innym miejscu”, to jest to raczej głos dawnej krytycznej osoby (ojca, sprawców, środowiska), nie obiektywna prawda o tobie.

Przy Pani historii warto celować w osobę, która zna się na traumie złożonej i przemocy domowej, DDA, pracy z wstydem i niską samooceną, granicami w relacjach i w pracy.

Pomóc mogą szczególnie podejścia takie jak  terapia EMDR lub inne podejścia do traumy (np. praca fazowa, terapia schematów), która jest dobrze udokumentowane przy traumie relacyjnej.

Życzę szybkiego powrotu do pełni sił. 

Natalia Przybylska

Natalia Przybylska

Dzień dobry, 


Bardzo mi przykro, że doświadczyła Pani ogromu przemocy i niesprawiedliwości ze strony osób, które powinny dawać Pani bezpieczeństwo. To, że mimo takich traum potrafi Pani otoczyć miłością swoją psinkę, pokazuje Pani ogromną siłę i zdolność do budowania zdrowej, bezpiecznej więzi.

Jako osoba z doświadczeniem DDA i traumy relacyjnej, może Pani naturalnie tęsknić za bliskością, jednocześnie podświadomie się jej obawiając. Po tym, co Pani przeszła, świat może wydawać się miejscem zagrażającym. Pięć przebytych terapii to solidny fundament, a fakt, że szuka Pani dalej, świadczy o Pani determinacji. Przy tak złożonych przeżyciach warto szukać terapeuty pracującego w nurtach trzeciej fali (np. terapia schematów lub ACT), które pomagają wyciszyć wewnętrznego krytyka i odzyskać poczucie własnej wartości, niezależnie od oceny innych osób.

Pani psinka jest obecnie Pani "bezpieczną bazą", to doskonały punkt wyjścia do nauki zaufania. Proszę pamiętać, że Pani uroda i gust to Pani atuty, a niska samoakceptacja jest wynikiem doznanych krzywd, a nie Pani winą.


Wszystkiego dobrego! 
Natalia Przybylska 

Daria Składanowska

Daria Składanowska

Dzień dobry,

To, co Pani opisuje, pokazuje, że przeszła Pani przez ogrom trudnych doświadczeń – zarówno w rodzinie, jak i w związkach czy pracy. To naturalne, że w takim kontekście poczucie szczęścia i własnej wartości jest nadwyrężone, a budowanie bliskich relacji może wydawać się trudne.

Kilka obserwacji i wskazówek:

*Docenianie tego, co jest – fakt, że ma Pani psinkę i potrafi jej zapewnić dobre życie, jest ważnym źródłem wsparcia i poczucia sensu. To realny fundament, na którym można stopniowo budować inne aspekty życia.

*Wsparcie terapeutyczne – szukanie nowego psychoterapeuty jest dobrym krokiem. Można rozważyć terapeuty z doświadczeniem w pracy z DDA i traumą, najlepiej takiego, który pracuje w podejściu integracyjnym lub traumowym (np. EMDR, terapia schematów, terapia psychodynamiczna).

*Stopniowe odbudowywanie relacji – poczucie osamotnienia można zmniejszać małymi krokami: np. zajęcia grupowe, hobby, wolontariat, kursy online. To pozwala spotykać ludzi w bezpieczny sposób, nie wymagając od razu bliskich przyjaźni czy związków.

*Praca nad poczuciem własnej wartości – terapia może tu pomóc, ale również codzienne praktyki: docenianie siebie za małe sukcesy, tworzenie rutyn dbających o własne potrzeby, rozwijanie pasji i zainteresowań, które dają poczucie sprawczości.

*Bezpieczne granice – po doświadczeniach przemocy ważne jest uczenie się stawiania granic w relacjach, a także rozpoznawania ludzi, którzy są bezpieczni i wspierający.

Pani historia pokazuje ogromną odporność – mimo trudnych doświadczeń szuka Pani wsparcia i lepszego życia. To bardzo duża siła.

Pozdrawiam, 

Składanowska Daria

kryzys

Czy doświadczasz kryzysu psychicznego?

Zobacz podobne

Jak poradzić sobie ze stresem przed terapią i badaniem medycznym?

Już jutro będę się dzieliła tą sytuacją z 2019 roku z nieudanej randki na terapii. Z jednej strony stresuję się... a z drugiej jestem zamrożona. Wyłączyłam emocje. Także ma to dwie strony medalu. Dodatkowo w sobotę mam usg piersi i jeszcze bardziej się denerwuję. Staram się robić cokolwiek, by o tym nie myśleć, no i nie zawsze wychodzi. Chciałabym już by była sobota wieczór...napiszcie mi coś miłego..coś co podtrzyma mnie na duchu Ps. Terapię mam jutro przed południem, a wizytę u lekarza w sobotę o 9.30.

Jak poradzić sobie z żałobą po 20 latach od śmierci bliskiej osoby?
Kryzys w 20 rocznicę śmierci brata - nieprzepracowana żałoba czy kwestia rocznicy? Dobry wieczór. 20 lat temu (i prawie miesiąc temu) zginął mój starszy o 8 lat brat. Okoliczności wypadku były okropne, jechał jako pasażer z przyjacielem, przyjaciel nie odniósł poważnych obrażeń, natomiast mój brat poniósł śmierć na miejscu. Jako rodzina dowiedzieliśmy się o tym w środku nocy, nagły telefon, krzyk mamy, która odebrała połączenie, potem cała noc niedowierzania, płaczu, krzyków. Najgorsza noc w moim życiu. Miałam wtedy 13 lat, mój brat 21. Byliśmy ze sobą bardzo blisko związani, on się mną dużo opiekował, ja byłam w niego zapatrzona jak w obrazek, był dla mnie zawsze wzorem. Pierwsze miesiące były dla nas - rodziców i mnie (byliśmy najbliższą rodziną we czwórkę, czyli rodzice, brat i ja) koszmarne. Dużo płaczu, dużo żalu. Z czasem przywykliśmy do tego, co się stało. Do tej pory często o bracie wspominamy, pojawia się w wielu rozmowach. Uważam, że czas nie leczy ran, tylko powoduje właśnie, że zaczynamy żyć z uwzględnieniem tej nowej rzeczywistości. Co roku czas w okolicach wypadku był dla mnie ciężki. W tym roku od miesiąca nie mogę sobie natomiast z tym poradzić. Bardzo dużo myślę o samym wypadku i jego okolicznościach, o sprawcy. O bracie w mega fajnych wspomnieniach, ale też o tym ile go omija i mnie razem z nim. Mam trzyletnią córeczkę i dobija mnie, że nigdy nie pozna wujka. Mam też męża, z którym nie do końca mogę porozmawiać na ten temat, w dobie dzisiejszego świata, gdzie praca wiedzie pierwsze skrzypce ciężko o chwilę na taką rozmowę o uczuciach. No ale właśnie - jak już rozmawiamy, to mąż potrafi mi powiedzieć, że „przecież minęło już 20 lat, po co rozpamiętywać”, „przecież czas leczy rany” itd. Nie chcę być egoistką, boję się trochę, że w całej tej tragedii siebie stawiam na pierwszym planie. Ale czy mąż ma rację? Czy coś jest ze mną nie tak, że po 20 latach te uczucia i wspomnienia tak mocno wróciły? Z czego to może wynikać? Pomyślałam, że chciałabym się spotkać ze sprawcą, że może w jakiś sposób rozmowa z nim pozwoliłaby mi przejść dalej. Mąż nie podziela mojego postrzegania i uważa, że to zły pomysł. „Przecież minęło 20 lat, masz teraz swoją rodzinę i na nią powinnaś patrzeć”… Nie chcę robić z siebie ofiary, ale dla 13-letniej dziewczyny tak nagle odejście brata, na które nijak nie można się było przygotować, nastawiło chyba całe przyszłe życie. Co mam zrobić, żeby było lepiej? Czy faktycznie moje cierpienie w tym momencie rzutuje na rodzinę? Nie uchylam się od żadnych obowiązków, śmieje się z córką, żyję normalnie, poza momentami, kiedy dziecko pójdzie spać czy jestem sama i dopadają mnie wspomnienia.
Bardzo zmienny nastrój w stosunku do partnera
Niewiem z czego wynika moje zachowanie do partnera potrafię w jednej chwili z bardzo miłej osoby zmienić się nie do poznania jak tylko mnie zdenerwuje, wspomnę tylko że miałam trudne dzieciństwo, mamy dziecko z autyzmem a rok temu poronilam dziecko w 13 tyg, które złapałam w ręce...
Okropnie boję się, że padnę ofiarą przemocy lub morderstwa będąc samej poza domem. Stresuję się małymi wyjściami, boję się przechodniów.
Hej, mam problem. Od około 4-5 lat żyję w ciągłym stresie wychodząc na ulice, boję się, że każdy wokół mnie jest mordercą lub chce mi po prostu coś zrobić, chce mi się płakać i bardzo się boję, gdy wracam sama ze szkoły, a przy mnie nie ma żadnej przypadkowej osoby na ulicy lub jest tylko jedna niedaleko mnie. Gdy np. idę prosto, a ktoś w moją stronę, gdy już jest blisko mnie odsuwam się, bo ciągle myślę, że wbije mi, np. nóż w brzuch i weźmie gdzieś w krzaki lub do auta. Wiem, brzmi to dziwnie, ale nie wiem jak to inaczej opisać, po prostu nieważne jaka godzina, jasno czy ciemno zawsze się tego panicznie boję. Idąc, co sekundę się odwracam, by sprawdzić czy nikt się za mną nie skrada. Czasem ze stresu myślę, że ktoś kryje się za czymś(np za drzewem), mimo że widzę, że nikt tam nie szedł i ze to napewno nieprawda.) Moi rodzice i znajomi mówią, że przesadzam, ale ja nie daję rady z tym żyć, nawet wyjście do sklepu, który jest niedaleko mojego bloku sprawia mi trudność. Czy da się coś z tym zrobic? Jakoś to przezwyciężyć? Nie wydaje mi się, że to normalne.
Jak pokonać pętlę samo-sabotażu i ruszyć do przodu z planami?
Szlag mnie trafia z samym sobą, pomimo całej świadomości własnego umysłu. Wiem zresztą, że mogę się mylić, ale nie potrafię wyjść z pętli samo-sabotażu. Ojciec wysoko funkcjonujący alkoholik, kochał ale pasem wybijał głupie pomysły, jednocześnie nieświadomie zrobił mi to samo co jego ojciec jemu - wmawiał mi że jestem głupi i tak też się czułem. Zresztą mam do dzisiaj tego głupca w sobie a w postępowaniu jestem bardzo ucieczkowy i mam tak od kiedy pamiętam. Matka adhd i patrząca raczej na siebie, ja zostawiony samopas w dzieciństwie. Po 2 latach terapii wiem, że zostało we mnie mocno wbijane "to się nie uda", "jestem niechciany" a w sytuacjach gdy zaczynam być przebodźcowany zalew negatywnych myśli względem samego siebie. Cud, że zacząłem te myśli jakkolwiek zatrzymywać, przestałem w nie wierzyć ale przez grube lata sam siebie nienawidziłem i nadal nie wiem czemu pielęgnuję to uczucie w sobie. Działam adhdowo. Nie chcę nadawać etykietki, ale jednocześnie zrozumienie niektórych elementów ADHD pozwoliło mi trochę się rozruszać życiowo i przede wszystkim nie wpadać w bardzo ciemne miejsca. 2 lata terapii wyciągnęły mnie z epizodów depresyjnych i całkowitego paraliżu w działaniu. Ale boję się że coś się nie uda. Mam plan, wiem co mam robić, ale zaczęcie tego? Ucieczka granicząca z niemożliwością by cokolwiek ruszyć. Pomodoro pomaga, ale cały czas nawet nie wiem kiedy uciekam i nagle cały dzień jest stracony. Czuję, że mam gigantyczny hamulec i nie wiem co nim jest. Na tym etapie nie chcę nic już zrzucać na rodziców, wiem że to moja rola żeby samemu choć trochę behawioralnie wpłynąć na własne życie ale... Wracam ciągle do tego samego punktu. Niby do przodu, ale szlag mnie trafia bo muszę robić naprawdę niezłe fikołki w głowie żeby sobie udowodnić że rzeczywiście tak jest. Zapisywanie? Super działało, dobrze wiem że jeśli codziennie bym to robił byłbym w innym miejscu. Medytacja? Super działała, gdybym utrzymał tę rutynę byłbym w innym miejscu w życiu. Ćwiczenia, odpowiednie odżywianie? Też świetnie działa, w im lepszej kondycji jestem tym lepiej czuję się na umyśle. I ja chce to wszystko robić. Ale finalnie odpadam i nie robię. ANI JEDNEJ Z TYCH RZECZY, CHOĆ WIEM ŻE TO ONE RUSZYŁYBY MNIE DO PRZODU. To jest tak proste i jednocześnie tak niemożliwe dla mnie i nie wiem czemu. Wstań, zero smartfona. Kilka minut uważności własnego działa, oddychaj. Rozruszaj się, poćwicz, choć raz podciągnij się na drążku i zacznij. Zero rozpraszaczy, zacznij dobrze poranek. Zapisz swoje myśli, najlepiej rano. A jeśli się nie uda napisz w tym dniu cokolwiek. Napisz za co jesteś wdzięczny. Bądź tu i teraz. Tyle. I i tak tego nie robię, nie mówiąc już o firmowych możliwościach które są związane stricte ze mną samym - planów pełno, realizacji praktycznie zero. Zabiorę się na początku póki mam z tego dopaminę, później porzucam. Szlag mnie trafia i choć wiem co mam zrobić, nie robię tego. WIĘC CO MAM ZROBIĆ? Zwiększać dawki leków? Ileż można, od roku na nich jestem (bupropion + concerta 18 + lamitrin - to dzięki nim nie mam totalnych spadków o porankach które powodowały czarną dziurę) Muszę tu zadziałać behawioralnie i nie wiem co mam zrobić, jak pokierować własny umysł żeby behawioralnie przestać się kopać sam ze sobą - bo to póki co jest taka smoła że nie mogę przez to przejść. Szukam osoby we Wrocławiu która mi pomoże z tym problemem. Bo mam dość bycia w tym miejscu i chciałbym ruszyć do przodu.
myśli samobójcze

Myśli samobójcze – przyczyny, rozpoznanie, pomoc

Myśli samobójcze to poważny problem dotykający wielu osób. Ważne jest rozpoznanie objawów i wiedza o sposobach radzenia sobie z nim. Jeśli Ty lub ktoś bliski zmaga się z takimi myślami, pamiętaj, że warto szukać pomocy!