Aplikacja TwójPsycholog wsparcie, które masz zawsze pod ręką
pobrań
70 tys.+
App Store
4,8
Google Play
4,6
Oceny na podstawie kilkuset opinii w sklepach
Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Jestem oceniany, czuję się inny - ludzie tworzą okropne plotki.

Ludzie uważają, że jestem ćpunem. Jako nastolatek miałem typową nastoletnią depresję, byłem przybity i roztargniony. Słyszałem jak się ze mnie śmiali, że jestem " naćpany". Możliwe, że mam jakieś dziwne ruchy ciała, które się ludziom nie podobają, bo nawet rodzice i brat mówili mi, że dziwnie chodzę. 

Po latach pracy nad sobą w końcu zacząłem żyć radością i dostrzegać śmieszność we wszystkich rzeczach. Poszedłem do pracy z uśmiechem do ludzi a oni uznali, że "na pewno ćpam, bo szczerzę się jak głupi do sera". Są plotki na mój temat, że ciągle się uśmiecham, bo biorę narkotyki. Nie wiem jak mam żyć. Wszystko co robię to źle, jestem smutny źle, uśmiecham się też źle. Może ja po prostu jestem "jakiś inny" i nie pasuję do społeczeństwa. Raczej stronię od ludzi, bo zawsze spotyka mnie fala krytyki. Czy coś rzeczywiście jest ze mną nie tak?

Maria Sobol

Maria Sobol

Dzień dobry,

To, co Pan opisuje, brzmi bardzo trudno i samotnie. Ma Pan prawo czuć się zagubiony i zraniony, skoro z różnych stron — od młodości — spotykały Pana nieprzyjemne komentarze, krzywdzące oceny i poczucie niezrozumienia. Bardzo możliwe, że te doświadczenia sprawiły, iż dziś ciężko jest Panu uwierzyć, że może być inaczej — że może Pan być po prostu sobą, bez konieczności dopasowywania się do oczekiwań innych.

To, że dziś ludzie odbierają Pana uśmiech czy radość jako coś podejrzanego, może mówić więcej o nich niż o Panu. Świat niestety bywa okrutny wobec tych, którzy nie wpisują się w „średnią” i nie chowają emocji za fasadą obojętności. Ale to nie znaczy, że z Panem jest coś nie tak.

Poczucie, że „wszystko, co robię — to źle”, bywa bardzo bolesne i może z czasem mocno wpłynąć na poczucie własnej wartości. Warto byłoby przyjrzeć się temu bliżej, być może z kimś, kto spojrzy na Pana z uważnością i zrozumieniem — np. w relacji terapeutycznej.

Być może to, co Pan teraz przeżywa, to nie „inność”, którą trzeba naprawiać, ale głęboka wrażliwość, która domaga się przestrzeni, akceptacji i troski.

Z wyrazami szacunku,
Maria Sobol

psychoterapeutka integracyjna

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Aleksandra Wincz- Gajda

Aleksandra Wincz- Gajda

Dzień dobry,

 

Wydaje się, że opisuje Pan przykre konsekwencje, jakie ma negatywna ocena społeczna i wykluczenie przez grupę.  Nawet jeśli,  jakoś inaczej Pan chodzi lub często się uśmiecha, wszystko z Panem w porządku. Doświadczenie depresji i wykluczenia przez rówieśników w wieku nastoletnim mogło zostawić w Panu bolesny ślad. Teraz, kiedy zaczyna Pan coś nowego, ono się odzywa. Całkowicie zrozumiałe jest, że stroni Pan od ludzi i boi się kolejnego urazu z ich strony.  Z pełnym przekonaniem rekomenduję skorzystanie z psychoterapii indywidualnej. Bardzo ważna w Pana przypadku będzie praca nad sobą, nad wzmocnieniem poczucia własnej wartości, autorefleksyjne przyjrzenie się swojemu funkcjonowaniu w grupie. Może to stanowić podstawę dalszej pracy nad doskonaleniem umiejętności społecznych -np. sposobowi wchodzenia w kontakt, umiejętności stawiania granic- odmowy, obrony siebie. Myślę, że wrażliwie się sobą opiekując i wzmacniając w oparciu relację psychoterapeutyczną, będzie Pan mógł doświadczyć, "jak bardzo wszystko z Panem tak".  A to naprawdę niezbędny krok do zmiany w życiu.

 

Pozdrawiam serdecznie,

Aleksandra Wincz- Gajda

psycholog, psychoterapeuta

Monika Marszałek

Monika Marszałek

Dzień dobry,


bardzo mi przykro słyszeć, że doświadczył Pan tak wielu krzywdzących i oceniających komentarzy, zarówno w młodości, jak i teraz. Tego rodzaju etykietowanie – szczególnie we wczesnej dorosłości, gdy potrzeba przynależności i akceptacji jest bardzo silna – może zostawiać głębokie ślady w obrazie siebie i w relacjach z innymi.

 

Warto podkreślić: to, że ktoś postrzega Pana przez pryzmat stereotypów czy powierzchownych obserwacji, nie świadczy o Panu, tylko o ich braku zrozumienia i empatii. Smutek, roztargnienie, a także radość i ekspresyjność nie są "złe" same w sobie — to ludzkie emocje i sposoby ich przeżywania, które u każdego mogą wyglądać inaczej.

 

To, co Pan opisuje – poczucie, że cokolwiek Pan zrobi, jest źle – może wskazywać na głęboko zakorzenione zranienia, być może wynikające z wielokrotnego niezrozumienia lub odrzucenia. I to zrozumiałe, że może się Pan czuć inny czy wręcz niepasujący. Ale to nie znaczy, że coś jest z Panem "nie tak".

 

Chciałabym jednak podkreślić coś ważnego: dobra wiadomość jest taka, że pracując z psychologiem lub psychoterapeutą, może Pan odbudować swoje poczucie tożsamości, wartości i zacząć patrzeć na siebie z większą życzliwością i stabilnością.

 

Serdeczności i dużo siły dla Pana, 

Monika Marszałek

psycholog, coach kryzysowy

Katarzyna Kania-Bzdyl

Katarzyna Kania-Bzdyl

Drogi Anonimie,

 

1) co to znaczy "typowa nastoletnia depresja"? Nie każdy nastolatek ma zaburzenia depresyjne;)

2) czy te ruchy, o których wspominasz, utrudniają Ci codzienne funkcjonowanie? Czy miałeś może w tym kierunku specjalistyczną konsultację lekarską?

 

Pozdrawiam,

 

Katarzyna Kania-Bzdyl

Zobacz podobne

Jak radzić sobie po rozstaniu i depresji po odejściu żony?

Dzień dobry. Mam ogromny problem ze sobą, rozstaliśmy sie żoną - to ona odeszła, jesteśmy ze sobą w małżeństwie pół roku a w związku 3 lata i koniec, a ja ją cały czas kocham..nie mogę o niej zapomnieć, a minęło 2 miesiące od rozstania. Oglądam zdjęcia, płacze, przeszukuje ja w mediach społecznościowych i aż płacze jak ją widzę jedynie tylko na zdjęciach. Byłem u psychiatry, biorę leki na depresję, ale czuję, że to mi nie pomaga ...co mam robić, jak mam dalej żyć? Proszę o poradę

Partnerka wyniosła się, bo zacząłem pić alkohol. Sama ma problem z uzależnieniem od marihuany.
Mamy z partnerką ponad 50 lat. Jesteśmy ze sobą 1 rok, i wszystko zaczęło się psuć. Ja zacząłem od paru miesięcy pić i po alkoholu czepiam się o niekiedy wymyślone historie. Partnerka stwierdziła, że ma dosyć i się wyniosła. Ja wziąłem wszystkie winy na siebie i mam z tym teraz duży nerwicowy problem. A nie nadmieniłem, że moja partnerka jara marihuanę codziennie od 30 lat, ale nie pali, ona jara do zgonu. I tak każdego dnia, że odprowadzam ją do sypialni z łóżka, w którym odpływa. I uważa, że nie ma sobie nic do zarzucenia. Jest idealna. A gdybym tak patrzył na to z akceptacją, wszystko byłoby dobrze..
Czuję się samotna, co tworzy u mnie ogromny lęk o siebie, o swoje zdrowie. Proszę o pomoc
Nie wiem co mam ze sobą zrobić, siedzę i cały czas się marwię o siebie co dalej mnie w życiu spotka. Mam 29 lat i wile chorób współistniejących, boję się o siebie i swoje życie boję się, że coś może się stać i nikt mi nie pomoże. Jestem sama, mam brata, który nie utrzymuje kontaktu mieszka w Norwegii, rodzice nie żyją zginęli w wypadku samochodowym. Nie ma zbyt wielu zaufanych osób. W nocy też się wybudzam i martwię się co ze mną będzie i jak dalej będzie ze mną i na kogo mam liczyć. Ogromnie się martwię każdego dnia. To mnie wykańcza. Proszę o podpowiedź co mam z tym zrobić
Jestem w związku już 8 lat. Bardzo się kochamy. Jednak zdarzyło się kilka sytuacji, w których naruszył moje zaufanie do niego.
Witam, jestem w związku już 8 lat. Bardzo się kochamy. Chłopak często mi powtarza, że mnie kocha i że to ja nauczyłam go wrażliwości na wiele rzeczy. Jednak zdarzyło się kilka sytuacji, w których naruszył moje zaufanie do niego. Pisał do wielu dziewczyn, nawet naszych wspólnych znajomych, wiadomości typu, że potrzebuje przyjaźni, ale żeby nikt o tym nie wiedział. W kółko przejawiała się tematyka przyjaźni i że tego właśnie potrzebuje. Mieliśmy przez to spory kryzys, nie odzywaliśmy się miesiąc czasu, jednak wybaczyłam mu. On sam stwierdził, że pisał do nich, bo brakowało mu bliskości… Minęło już trochę czasu i niedawno dostałam wiadomość od dziewczyny, która wysłała mi zdjęcia rozmowy z nim z poprzedniego weekendu. On miał wigilię firmową i trochę się opił. Napisał do niej, że jest piękna. Ciągle do niej dzwonił… Sama nie wiem, co robić. Nie potrafię spać, bo ciągle myślę o tym. Kocham go, on sam się popłakał i mówi, że nie paletą tego, żeby do kogoś pisało. Pousuwał wszystkie portale na telefonie i ciągle powtarza, że chce na nowo odbudować moje zaufanie. Tylko ja ciągle o tym myślę i boję się, że to może z nim jest coś nie tak. Chciałbym nam jakoś pomóc, ale nie wiem jak.
Zmagania z chorobą, uzależnienie od leczenia i ignorancja bliskich - moja historia

Niedawno napisałam zapytanie o chorobę Munchausena. 

Jedna z Pań zapytała, co daje mi ból. Od nastoletnich lat się okaleczałam i po prostu sprawiało mi to przyjemność. I fizyczną i psychiczną. Czułam fizyczną ulgę i choć przez chwilę ktoś się mną interesował. W wieku 17 lat poznałam mężczyznę, który jest teraz moim mężem. Zaszłam też wtedy w ciążę i przysięgłam wtedy mojemu dziecku, że więcej się nie okaleczę. Prawie mi się udało, bo przez 13 lat zrobiłam to tylko raz. Gdy zachorowałam, na początku nikt nie wierzył mi, że naprawdę źle się czuję. Lekarz wysłał mnie do psychiatry, twierdząc, że mam depresję i załamanie psychiczne, bo zbiegło się to z utratą pracy, chociaż w ogóle mnie to wtedy nie zmartwiło, bo miałam jeszcze jedną pracę. Nikt mnie nie słuchał, po prostu ładowali we mnie antydepresanty. Aż pewnego dnia przy zwyczajnej kontroli holterem, bo byłam kilka miesięcy po zabiegu kardiologicznym, po prostu zatrzymało mi się serce. I wtedy okazało się, że mam ostrą postać boreliozy, która zniszczyła serce i prawie mnie zabiła. Jeszcze okazało się, że jestem w ciąży. Przez całą ciążę umierałam ze strachu o życie dziecka i o swoje życie. Niecały rok później miałam nawrót boreliozy, też mnie nikt nie słuchał. Zrobiłam badania na własną rękę i oczywiście nawrót. Wyleczono, ale problemy kardiologiczne się pogłębiły. 

Zrobiono mi eksperymentalny zabieg, który tylko pogorszył wszystko jeszcze bardziej. Nie byłam w stanie funkcjonować, nie miałam siły, serce szalało, wywoływało utraty przytomności, a lekarze mówili, że to przejdzie, bo to etap gojenia. Trwało to rok. W międzyczasie umarła moja przyjaciółka poznana w szpitalu z wręcz identyczną historią choroby jak moja. Byłam przerażona, gdy zaproponowano wstawienie rozrusznika, nawet się nie zawahałam. Przyniosło to ulgę na chwilę, ale strach o własne zdrowie i życie przerodził się w potrzebę. Uświadomiłam sobie, że ja nie chcę zostać wyleczona, chcę być leczona, bo tylko wtedy ktoś mnie słucha, poświęca mi uwagę. Mój mąż nie był przy mnie, nawet gdy wszczepiali mi rozrusznik. Ograniczał się do podrzucenia mnie kolejny raz do szpitala i na tym zainteresowanie się kończyło. Zresztą tak jest cały czas. Mam wrażenie, że jestem mu potrzebna tylko do codziennych obowiązków, żeby miał mniej na głowie i nic więcej. Rok temu próbowałam popełnić samobójstwo. Wzięłam ogromną dawkę antydepresantów, ledwo mnie uratowano, spędziłam 10 dni w szpitalu psychiatrycznym. Nie wstrząsnęło to za bardzo moim mężem. Raczej cieszył się, że dalej będę użyteczna. Nikt nie wie o próbie samobójczej, ukryłam to, wstydząc się, a mój mąż też stwierdził, że lepiej to ukryć. Wołał zamieść wszystko pod dywan, zamiast mi pomóc i mieć gdzieś opinię innych. Jestem w tym sama, nie potrafię pójść dalej. Zostałam tylko ja i moje choroby. Na szczęście mój stan zdrowia znów się zaczął pogarszać, więc przynajmniej czuję spokój.

myśli samobójcze

Myśli samobójcze – przyczyny, rozpoznanie, pomoc

Myśli samobójcze to poważny problem dotykający wielu osób. Ważne jest rozpoznanie objawów i wiedza o sposobach radzenia sobie z nim. Jeśli Ty lub ktoś bliski zmaga się z takimi myślami, pamiętaj, że warto szukać pomocy!