Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Paniczny lęk przed rakiem trzustki i hipochondria – czy da się wyleczyć lęk o zdrowie?

Mam w domu cały segregator z badaniami z ostatnich dwóch lat. Robię USG brzucha co 3 miesiące, bo boję się raka trzustki, o którym czytałam, że nie daje objawów. Jak tylko poczuję jakiś ucisk pod żebrem, to od razu wpadam w taki lęk, że nie mogę oddychać. Wydaję fortunę na prywatne badania, bo na NFZ terminy są za odległe dla mojego lęku. Wiem, że to nielogiczne, ale ten strach jest silniejszy ode mnie, czuję go w każdej komórce ciała. Ostatnio lekarz zasugerował, że to hipochondria i żebym poszła do psychologa zamiast na kolejny rezonans. Poczułam się zlekceważona, ale może on ma rację? Czy ktoś z was wyleczył się z takiego panicznego strachu o zdrowie?
Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Dzień dobry.

Lekarz, sugerując pomoc psychologiczną, nie zlekceważył Pani – wręcz przeciwnie, zdiagnozował źródło Pani cierpienia, które być może znajduje się w psychice, a nie w narządach wewnętrznych. To, co Pani opisuje, może być objawem hipochondrii, która jest zaburzeniem równie męczącym i bolesnym jak choroba somatyczna. Ciągłe badania i USG dają Pani ulgę tylko na chwilę, po czym lęk wraca ze zdwojoną siłą, ponieważ karmi się on każdą Pani myślą o potencjalnym zagrożeniu.

Paniczny strach, który czuje Pani w każdej komórce ciała, to być może wynik chronicznego stresu, który sam w sobie może powodować uciski pod żebrami czy duszności, co tworzy błędne koło objawów. Psychoterapia, szczególnie poznawczo-behawioralna, jest bardzo skuteczna w leczeniu takich stanów, ponieważ uczy, jak przerwać przymus wykonywania kolejnych badań i jak inaczej interpretować sygnały płynące z ciała. Wielu ludziom udało się odzyskać spokój i przestać wydawać fortunę na diagnostykę, ale wymaga to odwagi, by zamiast kolejnego rezonansu wybrać gabinet psychologa i zmierzyć się z samym lękiem, a nie z wyimaginowaną chorobą.

 

Wszystkiego dobrego

Bożena Nagórska

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Jakub Butkiewicz

Jakub Butkiewicz

Dzień dobry,

Rozumiem, że te doświadczenia są dla Pani niezwykle wyczerpujące. Z perspektywy poznawczo-behawioralnej warto przyjrzeć się mechanizmowi, który Pani opisuje: pojawia się sygnał z ciała (ucisk), który interpretuje Pani jako śmiertelne zagrożenie, co z kolei napędza paraliżujący lęk.
 

 

Interpretacja lekarza: Słowo "hipochondria" (obecnie częściej nazywana lękiem o zdrowie) bywa odbierane jako lekceważące, ale w rzeczywistości opisuje ono realne cierpienie psychiczne, a nie brak fizycznych objawów.
Gdy rzetelna diagnostyka medyczna wyklucza podłoże somatyczne, w procesie diagnozy różnicowej naturalnym krokiem jest skierowanie uwagi na sferę psychiczną. Warto przyjąć perspektywę, w której Pani objawy są realne, ale ich źródło nie leży w uszkodzeniu narządów, lecz w sposobie, w jaki Pani mózg interpretuje sygnały płynące z ciała. Jeśli wielokrotne badania nie potwierdzają choroby, może to być sygnał, by z pomocą specjalisty przyjrzeć się lękowi jako mechanizmowi, który „produkuje” lub potęguje te fizyczne odczucia. Zrozumienie tego mechanizmu pozwala przestać szukać zagrożenia tam, gdzie go nie ma.
 

Terapia poznawczo-behawioralna (CBT) ma  narzędzia do pracy z takim lękiem – pomaga zmienić sposób interpretacji sygnałów z ciała i przerwać błędne koło wykonywania badań.

Może warto rozważyć propozycję lekarza i skonsultować się z psychoterapeutą? Pozwoli to Pani sprawdzić, czy praca nad mechanizmami lękowymi nie przyniesie Pani większej ulgi niż kolejny arkusz wyników w segregatorze.

Marta Lotysh

Marta Lotysh

Dzień dobry

To, co Pani opisuje wygląda jako zaburzenie hipochondryczne. I najczęściej polecaną terapią w danej sytuacji jest praca w nurcie CBT proponującą odpowiednie protokoły skonstruowane pod tą trudność. Również polecam terapię w nurcie EMDR

Patrycja Wójcik

Patrycja Wójcik

Dzień dobry.

 

 w Pani słowach wyłania się napięcie i osamotnienie w walce z lękiem, który wydaje się przejmować kontrolę nad Pani życiem, finansami i ciałem. Opisuje Pani stan, w którym lęk nie jest tylko myślą, ale staje się fizycznym doznaniem – tym uciskiem w klatce piersiowej i trudnością w złapaniu oddechu. To, co Pani przeżywa, to rodzaj ciągłego czuwania w oczekiwaniu na zagrożenie, co jest niezwykle wyczerpujące dla układu nerwowego.

 

To, co Pani robi – gromadzenie wyników badań w segregatorze i częste USG – to w psychologii nazywamy zachowaniami zabezpieczającymi. Przynoszą one chwilową ulgę (kiedy wynik jest dobry), ale ta ulga trwa tylko do następnego sygnału z ciała. Problem polega na tym, że badania nie leczą lęku, one go jedynie na chwilę karmią. Z każdym kolejnym rezonansem czy USG mózg uczy się, że tylko kolejna maszyna diagnostyczna może Panią „uratować”, co sprawia, że Pani wewnętrzne poczucie bezpieczeństwa staje się coraz słabsze.

 

Słowa lekarza o hipochondrii mogły zaboleć, bo często są odbierane jako: „zmyślasz sobie”, „nic ci nie jest”. Chcę podkreślić, że lęk o zdrowie jest realną i bardzo dojmującą dolegliwością. Pani ból pod żebrem i duszność są prawdziwe, nawet jeśli ich źródło nie leży w uszkodzeniu trzustki, lecz w skrajnym napięciu mięśniowym wywołanym przez stres. Sugestia wizyty u psychologa nie oznacza, że lekarz Panią zlekceważył, ale może być sygnałem, że medycyna somatyczna (leki, badania) wyczerpała już swoje możliwości pomocy Pani w odzyskaniu spokoju.

 

Lęk przed rakiem trzustki, który „nie daje objawów”, jest szczególnie trudny, bo jest lękiem przed czymś nieuchwytnym. To sprawia, że każdy normalny sygnał z ciała (jak ucisk po jedzeniu czy napięcie mięśni) jest interpretowany przez Pani umysł jako „ten pierwszy, ukryty objaw”. W takim stanie umysłu ciało przestaje być Pani domem, a staje się polem minowym, na którym każdy ruch może być niebezpieczny.

 

Wspomniała Pani o fortunie wydawanej na badania. Ten aspekt pokazuje, jak bardzo lęk potrafi zdominować każdą sferę życia, zmuszając do wyrzeczeń w imię szukania gwarancji, której medycyna – paradoksalnie – nigdy nie daje w 100%. To dążenie do absolutnej pewności jest właśnie tym, co nie pozwala Pani odpocząć.

To, co Pani czuje w każdej komórce ciała, to sygnał, że Pani umysł i ciało są w stanie przewlekłego alarmu.Wyleczenie z takiego lęku nie polega na znalezieniu idealnego badania, które wykluczy chorobę, ale na odbudowaniu zaufania do własnego organizmu i nauczeniu się tolerowania niepewności, która jest częścią ludzkiego życia.

Kiedy patrzy Pani na ten segregator z wynikami z ostatnich dwóch lat, co Pani czuje: dumę, że o siebie dba, czy raczej smutek, że mimo tych wszystkich „czystych” wyników, spokój nadal nie nadszedł?

 

Dużo dobrego!

Patrycja Wójcik

Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Dzień dobry

 

Znam kilka osób o podobnym problemie i widzę, jak potrafi on dezorganizować codzienność. lekarz może mieć rację, wspominając o hipochondrii, ale warto to potwierdzić odpowiednimi testami i rozmową ze specjalistą. Warto udać się do psychologa i  rozpocząć pracę nad tym problemem. 

Karolina Grabka

Karolina Grabka

Dzień dobry :)

Można zauważyć, że ten strach działa jak błędne koło: pojawia się sygnał z ciała (np. ucisk pod żebrem), potem natychmiastowa myśl o poważnej chorobie, a następnie bardzo silna reakcja lękowa. Badania przynoszą chwilową ulgę, ale po pewnym czasie lęk wraca i potrzeba kolejnego sprawdzenia. To nie oznacza, że strach jest „nielogiczny” czy wymyślony. To, że lekarz zasugerował konsultację psychologiczną, nie musi oznaczać lekceważenia objawów. Często jest to sygnał, że od strony medycznej wykonano już wiele badań, a problem przeniósł się bardziej na poziom lęku i interpretowania sygnałów z ciała. W takich sytuacjach pracuje się nie nad „udowodnieniem, że nic nie ma”, lecz nad zmniejszeniem samego mechanizmu strachu.
 

Wiele osób z panicznym lękiem o zdrowie rzeczywiście doświadcza poprawy, kiedy zaczynają stopniowo ograniczać nadmierne sprawdzanie i uczą się inaczej reagować na objawy z ciała. Kluczowe bywa zwrócenie uwagi na moment pojawienia się pierwszej myśli („to może być rak”) i traktowanie jej jako hipotezy, a nie faktu. Pomocne jest też ustalenie z jednym lekarzem jasnego planu kontroli zdrowia (np. określone badania w określonych odstępach), zamiast wykonywania ich pod wpływem nagłego lęku.
 

Jeśli wydaje Pani dużo pieniędzy na badania i lęk zaczyna dominować nad codziennym funkcjonowaniem, konsultacja z psychologiem lub psychiatrą może być realnym krokiem w stronę odzyskania poczucia kontroli. Tego typu lęk jest dobrze poznany i istnieją skuteczne metody pracy z nim, szczególnie gdy podejmuje się ją systematycznie.

Pozdrawiam i życzę powodzenia :)
Karolina Grabka

Zobacz podobne

Żona przeżyła ogromną traumę po doznanej przemocy wobec niej i innych. Miesiąc temu wyprowadziła się ode mnie, obwiniając mnie o znęcanie się. Co mam robić?
Żona została wykorzystana 15 lat temu, 13 lat temu jej oprawca zabił 12-letnią dziewczynkę. Ponad 2 lata temu zaczęła się leczyć, ale leczenie łączyła z alkoholem. Pisała, że po tym zdarzeniu prowadziła ryzykowny tryb życia. Reumatyzowała się. Miesiąc temu wyprowadziła się do koleżanki poznanej w psychiatryku i obwina mnie o znecanie się. Ktoś może pomóc, mamy 3 dzieci?
Jak opanować nagłe wybuchy złości i poprawić relacje w życiu prywatnym i zawodowym?
Cześć, jestem Facetem mam 38L, właśnie uczęszczam drugi raz na intensywną indywidualną psychoterapię(CBT + Schematy) uważam że mam świetnego terapeutę. Obecnie chodzę drugi miesiąc. Wcześniej, ponad 4 lata temu uczęszczałem na psychoterapię CBT przez 1,5 r. za krótko. Odtworzyłem schematy kilkakrotnie. Obecnie mam po prostu pytanie do osób, które będą w podobnym wieku do mnie, czy udało się komuś opanować. Nagłe wybuchy złości gdy ktoś nam coś karze, np w pracy i od razu się sprzeciwiam, chce konfrontacji. Ponadto czuje się niezrozumiany, mam ochotę uciec, opanowuje mnie ogromna złość. Często własnie te emocje które mnie opanowują rozwalają moje związki. Jestem załamany tym wszystkim, że nie umiem jak normalny człowiek się dogadać. Jestem po rozstaniu na kim bardzo mocno mi zależało, a dużo zniszczyłem w tej relacji i się posypało. Wiem że mam zdiagnozowaną Deprywacje emocjonalna, rys narcystyczny(u poprzedniej terapeutki) a jak się z kimś dla mnie ważnym rozstaje to mam takiego doła i depersję że najchętniej chcialbym żeby to się już skończyło. Przeżywam ogromny ból. Ja po prostu chciałbym być kochany, aby ktoś został ze mną i był mnie pewny i ja jego. Ponadto dochodzi do tego, niskie poczucie własnej wartości, brak wiary w Siebie, bardzo mała cierpliwość, kiepska dyscyplina, przekraczanie granic, zakładanie apek randkowych nawet jak jestem z kimś związku, w zasadzie nawet nie wiem po co i dlaczego? Dochodzi dodatkowo w momencie napiecia stresowego, aby rozładować je (oglądanie p0rno + masturb@cja), Terapeutą uważa że to nie ma związku z problemami ;) Ja się zastanawiam czy jednak ma, dodatkowo dużo czasu spędzam w telefonie, brak znajomych - każdy ma swoje życie. Rodzice szkoda gadać relacje takie że ojciec był hazardzistą a jak nieuleczalnie zachorował to alkoholizm. :/
Dzień dobry, kręci mi się w głowie, mam wrażenie, że zaraz upadnę
Dzień dobry, kręci mi się w głowie, mam wrażenie, że zaraz upadnę, przeszywają mnie poty, ręce mi się trzęsą i nogi robią mi się bezwładne. Dokąd mogę udać się po pomoc?
OCD - myśli natrętne dotyczące zabójstwa, wysoki lęk. Nie umiem sobie poradzić.
Dzień dobry. Zadawałem już tutaj kiedyś pytanie. Można podejrzeć je tutaj: https://twojpsycholog.pl/forum/pytanie/poczucie-winy-z-powodu-natretnych-mysli-2542 Cierpię na natręctwa, lęki, nie wiem dokładnie na co. Byłem u psychiatry, powiedział mi, że mam zespół natrętnych myśli i lęków, coś takiego. W zasadzie od dziecka to już u siebie zaobserwowałem. Gdy byłem mały, byłem na turnieju piłkarskim, spojrzałem się przypadkowo na spodnie trenera, w miejsce członka i zacząłem mieć natrętną myśl o jego członku. Oczywiście tej myśli mieć nie chciałem, nie mogłem się jej pozbyć. Potem do tego doszła natrętna myśl o stosunku z 7 lat młodsza siostra. Też nie chciałem mieć tej myśli. Podzieliłem się tym z mamą, ona mnie jakoś uspokoiła i potem był spokój na parę lat (tak mniemam). Mam przebłysk, że w gimnazjum podzieliłem się raz z kumplem po pijaku, że boję się trochę z nim spać, bo się boję, że mógłbym mu coś zrobić (w domyśle zabić), on na to zareagował względnie niespokojnie, ale jakoś ten temat się wyciszył, normalnie położyliśmy się spać, oczywiście nic się nie stało. W tym okresie generalnie bałem się dość chodzić spać, obawiając się, że lunatykując kogoś zabiję bądź coś w tym stylu. Na studiach (z psychologii nomen omen, z których już zrezygnowałem - chyba na szczęście dla moich potencjalnych pacjentów) zacząłem mieć natrętne myśli dotyczące zabójstwa. Czytałem coś tam w internecie, jakąś książkę przeczytałem i względnie sobie poradziłem. Czasami te myśli wracały, ale potrafiłem sobie poradzić z nimi jakimiś mini-kompulsjami, mini-rytuałami, np. poprzez śpiewanie sam do siebie po cichu, że to nieprawda i potem z czasem to jakoś mijało. No i od 1,5 roku jestem z dziewczyną, z którą zacząłem bardzo dużo podróżować. Każdy wyjazd wiązał się z lękiem przed położeniem się spać oraz z natrętnymi myślami o zabójstwie - ale jakoś sobie radziłem. Każdy następny wyjazd wiązał się też z rozwijaniem się skrupulatyzmu - potrafiłem nawet wysyłać zdjęcia do księdza koszulki, którą kupiłem chrześniaczce, na której była katedra Duomo i motylek. Pytałem się, czy mogę jej to wręczyć, bo przecież tu jest motylek, który jest symbolem ideologii New Age. Ksiądz nawet nie wiedział, o co chodzi, a gdy mu doprecyzowałem właśnie z tą ideologią New Age, to mi odpisał, że przecież tu nie chodzi o tego typu kontekst motylka. Albo np. kupiłem misia dla chrześniaczki, a potem się zastanawiałem cały czas, czy jego oczy to nie są "Oczy Proroka", też wysyłałem zdjęcia i pytanie do księdza, też odpowiedź oczywista. Nawet teraz zastanawiałem się, jak napisać "Oczy Protoka" czy z dużych, czy z małych, bo jeśli to nie jest akceptowalne w religii chrześcijańskiej, to przez Boga również, a więc jeśli to czy powinienem to pisać wielką literą? W cudzysłowie czy nie? Czy napisanie tego wielką literą to grzech? Czy mała to grzech? Czy to zniewaga symbolu kogoś innego, a zatem brak szacunku? Nie zastanawiałem się pisząc to oczywiście aż tak literalnie jak tu teraz opisuje, tylko bardziej podświadomie - zauważyłem to, wymazując te słowo kilkukrotnie, bo zastanawiałem się właśnie, jak powinienem to napisać. Trochę absurd. Odkąd jestem z dziewczyną, przestałem nadużywać alkoholu, jak robiłem to przed związkiem, ale lubiłem też sobie całkiem wypić na wyjazdach. Nie wiem, czy to mnie nie wyniszczyło. Jak byliśmy na jednym z wyjazdów, strasznie się bałem, że pewien człowiek mnie opętał, bo coś gadał do mnie dialektem indyjskim, dziwnie wyglądał (przerażająco dla mnie), rękę tak do mnie wystawiał. Wróciliśmy do kraju, poszedłem z tydzień-dwa później do Kościoła na niedzielną Mszę, i zacząłem się strasznie bać, że jestem opętany, że zwariuję, że będę zabijał ludzi, nie mogłem złapać oddechu. Wytrzymałem całą Mszę, usilnie się modląc, żeby wszystko było w porządku. Pojechałem autem do dziewczyny, mówiąc, że nie wiem co mi jest i że jadę do siebie. Pojechałem do siebie, ale jadąc po drodze musiałem się zatrzymać, bo czułem, że tracę czucie w całym ciele. Myślałem, że umieram, byłem pewny. Mrowienie wszędzie, hiperoddech, uczucie zawału - przyjechała karetka, ludzie mi pomogli - diagnoza: atak paniki, wszystko w porządku. Po tym wydarzeniu wszystko się nawarstwiło. Zacząłem się bać następnego ataku (nie było go dotychczas więcej), bardzo się bałem natrętnych myśli, które nawróciły mocno i nie mogłem sobie z nimi poradzić (na początku szczególnie z zabójstwem, czułem nawet objaw somatyczny, cała napięta prawą dłoń i się bardzo bałem, że ta dłoń zrobi właśnie coś złego). Ruminacje myślowe, które zostały wspomniane w pytaniu zadanym ostatnim razem (do teraz zresztą je mam, przypominają mi się różne myśli, to tworzy wyrzuty sumienia). Teraz też mam natrętne myśli, lęk, że mogę zostać pedofilem. Nigdy nie interesowały mnie dzieci, jeśli chodzi o pornografię, to preferencje miałem normalne, nawet bardziej dojrzałe kobiety mnie interesowały. Nigdy nie obejrzałem dziecięcego porno, nie wyrządziłem nikomu krzywdy i nie mam zamiaru, ale boję się, że jestem pedofilem. Miałem coś takiego, że widząc dziecko obojętnie jakie, nawet mu się nie przyglądałem, to czułem taki przepływ energii przez penisa, nie że podniecenie ani wzwód, tylko bardziej to utożsamiałem z takim strachem jak wtedy z tą ręką - że ta ręka mnie bolała gdy miałem natręctwa o zabójstwie, ale gdy uspokoiłem natręctwa i lęk, to uspokoił się także i ból w ręce. Z tym też sobie poradziłem, ale ten lęk powrócił i strasznie się boję, naprawdę mnie nie interesują żadne dzieci i nie chciałbym nikomu krzywdy żadnej jakiejkolwiek zrobić, tylko że to się uwiarygadnia na różne sposoby i sam zaczynam w siebie wątpić. Trochę się boję pójść na terapię, leki przyjmuję Fluoxetin, nawet pomaga, ale bez szału. Na co dzień ogólnie względnie nieźle sobie radzę, nie wspomniałem o pozytywnych skutkach ataku paniki; odstawienie na stałe alkoholu, mocne zainwestowanie w sport, trening (obecnie przygotowuje się do półmaratonu praskiego w Warszawie we wrześniu, a generalnie poczułem na tyle dużą zajawkę, że w przyszłości planuje triathlon, duathlon, biegi górskie itd., bardzo dużo trenuje) Skończę w tym roku 22 lata. Niby radzę sobie coraz lepiej i sobie uzmysławiam, że to natręctwa, zresztą czytałem w internecie o tych wszystkich moich natręctwach i nie tylko ja tak mam, ale czasami znowu wpadam w błędne koło i przegrywam. Natręctwa, które najbardziej mi doskwiera to na ogół te z zabójstwem (natrętne myśli + lęk). Potem ruminacje myślowe o tym, że mogłem mentalnie zdradzić moją kobietę Aktualnie mi doskwiera bardzo mocny lęk przed zostaniem pedofilem Inne natręctwa z jakimi się zmagałem to: - natrętne myśli o powołaniu kapłańskim (mimo że przecież nie chciałem), - lęk przed opętaniem, strach że jestem opętanym faktycznie, strach że zaraz zwariuję i zacznę wyrządzać krzywdę innym Brak dostrzegalnych kompilacji, może jedynie drobne rytuały, wmawianie sobie, że to nieprawda, "łamanie" palcami w różne strony, modlitwa, ostatnio też dużo rozmawiam z dziewczyną, mówię jej praktycznie o wszystkim, ale też nie chcę na nią takiego ciężaru zrzucać. Niemniej nie potrafię sobie z tym poradzić na dłuższą metę finalnie zawsze przegrywam. Potem już myślę, że wygrywam, że już jest ok, że sobie radzę i znowu przegrywam. I bardzo się boję.
Jak radzić sobie ze stalkerami i zastraszaniem? Procedury przy wezwaniu karetki

Witam!

Mam pytanie, co zrobić?

Mam stalkerów i mnie strasz na wszystkie sposoby ,np. że jak zacznę dbać o siebie, się malować i umawiać z mężczyznami w miarę przystojnymi, to będą wzywać na mnie karetkę, by mnie zabrała do szpitala psychiatrycznego. Przez te osoby już byłam w szpitalu, sama się zamknęłam, na własne życzenie, bo do załamania nerwowego mnie doprowadzili swoim zastraszaniem. Generalnie mi życie uprzykrzają od kilku lat. Czy można mnie tak po prostu zabrać, bo ktoś ma kaprys i chce mnie zastraszyć?

Czy ja będę miała możliwość wytłumaczenia, gdy karetka przyjedzie się czy po prostu mnie na siłę wezmą?

Jakie są procedury? A ja mimo strachu, chcę być zadbana, ładnie ubrana, a nie poddać się ludziom, którzy mi życzą źle. Po prostu się boję żyć, dzięki tym osobom, boję się ich gróźb.

Jak mam sobie poradzić z tym? Proszę o radę. Moja psychika siada po prostu.

zdrada

Zdrada – przyczyny, skutki i jak sobie z nią radzić?

Zdrada to głębokie naruszenie zaufania w związku, występujące w formie fizycznej lub emocjonalnej. Powoduje trwałe rany psychiczne u obu partnerów. Analizujemy przyczyny zdrad, ich konsekwencje oraz metody odbudowy relacji po takim doświadczeniu.