Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Poczucie samotności w związku na odległość w Walentynki

Witam, mam wrazenie, ze towarzyszy mi jakis rodzaj pernamentnego poczucia samotnosci w kazdym zwiazku. Teraz pisze pod wplywem emocji i zastanawiam sie czy sa prawidlowe czy przesadzone… Jestem w zwiazku na odleglosc, sa dzisiaj walentynki. Kupilem prezent online - sam nic nie otrzymalem (podejrzewam, ze jakas kartka idzie poczta). Wczoraj wieczorem moja dziewczyna wyszla z kolezankami na 4 godziny… nie mielismy zadnego kontaktu telefonicznego… na czym mi zalezy dzisiaj rano pisalismy potem nie uslyszalem jej telefonu i wlasciwie mialem troche zajety dzien, trening zakupy, wiedzialem, ze o 17 ma zaplanowany mecz i idzie ze swoimi dziecmi - mysle sobie - tez wszystko zalatwie i pewnie po meczu ktory trwa ze 2 godziny sie zdzwonimy… pisze wiec czy jest juz moze w domu… nie odpisuje wiec pomyslalem juz zadzwonie… dzwonilem dlugo ale nie odebrała napisala tylko, ze jest u znajomych sie ogrzac odezwie sie z domu… napisalem wiec czy wie o ktorej cisza… wiec dzwonię ponownie…cisza… stwierdzilem, ze po prostu wyjde z domu… ale zadzwonila, ze jest w drodze do domu - i “jak wroce ogarne dzieci i moge zadzwonic jak nie bedziesz spac”… spytalem “mozesz czy chcesz?”. Nie pamietam juz nawet co odpowiedziala… stwierdzila ze mamy caly dzien kontakt bo piszemy. Mowilem jej juz kiedys ze ja potrzebuje rozmowy, glosu, czulosci… i mam wrazenie ze taki dzien jak walentynki moze byc dniem kiedy nawet nie porozmawiamy normalnie, kiedy nie znajdzie czasu tylko dla mnie sam na sam… czuje w srodku taki lek, nie wiem jak to nazwac pustke, jestem rozzalony, zawiedziony i jest mi cholernie przykro. Aczkolwiek mam wrazenie, ze dla innych ludzi to moze byc zwykla sytuacja w ogole nie majaca nic wspolnego z emocjami… jest 20:30 a ja w walentynki pisze na forum psychologicznym, ze czuje sie samotny w zwiazku…
Magdalena Król

Magdalena Król

Dzień dobry.

Przede wszystkim jest mi bardzo przykro, że mimo podjęcia próby rozmowy o swoich uczuciach z partnerką — co jest dojrzałym, zdrowym i odpowiedzialnym zachowaniem — nie poczuł się Pan wysłuchany. To może być naprawdę trudne i frustrujące doświadczenie.

Relacje bywają wymagające, a komunikacja często okazuje się obszarem, w którym pojawiają się nieporozumienia, niedomówienia czy poczucie braku zrozumienia. W przypadku związku na odległość te wyzwania mogą być jeszcze bardziej odczuwalne.

W Pana wypowiedzi wybrzmiewa niepokój związany z brakiem informacji o tym, gdzie partnerka przebywa, co robi i jak spędza czas — zwłaszcza gdy odpowiedzi na wiadomości pojawiają się z dużym opóźnieniem lub nie pojawiają się wcale. To naturalne, że może to budzić niepewność. Oczywiście każdy z nas bywa zajęty i nie ma obowiązku stale sprawdzać telefonu. Warto jednak spokojnie i wprost powiedzieć partnerce, że nawet krótka wiadomość w rodzaju: „Hej, jestem tu i tu, myślę o Tobie” ma dla Pana duże znaczenie i daje poczucie bliskości.

Wydaje się, że rozmowa o Pana potrzebach i wątpliwościach — najlepiej twarzą w twarz — mogłaby być pomocna. Wiadomości tekstowe czy rozmowa telefoniczna nie zawsze oddają w pełni emocje i intencje. Bezpośrednie spotkanie sprzyja lepszemu zrozumieniu i daje przestrzeń do spokojnego wyrażenia tego, co jest dla Pana ważne. Nawet w tej sytuacji wideo rozmowa na np. WhatsApp lub Messenger wydaje się być lepszym rozwiązaniem niż sms. 

Nie znam szczegółów dotyczących odległości, jaka Państwa dzieli, ani tego, jak często się widujecie. Niezależnie od tego, szczera i otwarta rozmowa wydaje się kluczowa, jeśli zależy Panu na zmianie obecnej sytuacji. Partnerka, nie mając pełnej świadomości Pana przeżyć i emocji, może nie zdawać sobie sprawy, jak bardzo ta sytuacja Pana dotyka.

Na początek najważniejsze wydaje się właśnie to — spokojne, szczere wyrażenie swoich potrzeb i uczuć. To pierwszy krok do budowania większego zrozumienia i wzajemnej bliskości.

Trzymam kciuki by się udało.

 

pozdrawiam serdecznie 

Magdalena Król

1 dzień temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Szanowny Panie,

To, co Pan opisuje – ten ścisk w klatce piersiowej, żal i poczucie bycia nieważnym w dniu, który symbolicznie celebruje bliskość – jest trudnym doświadczeniem. Chciałabym na początku podkreślić, że Pana emocje nie są przesadzone. Są informacją o Pana niezaspokojonych potrzebach.

Z Pana listu wyłania się kilka istotnych obszarów, którym warto się przyjrzeć:

Dla Pana partnerki komunikacja tekstowa może być wystarczająca, by czuć kontakt, podczas gdy dla Pana jest ona jedynie namiastką. Ta różnica w definicji "bycia w kontakcie" generuje u Pana poczucie osamotnienia.

Gdy partnerka nie odbiera lub proponuje rozmowę "jeśli nie będziesz spać", może to u Pana aktywować lęk przed odrzuceniem. Pustka, o której Pan pisze, często pojawia się wtedy, gdy czujemy, że nie jesteśmy priorytetem dla bliskiej osoby.

Wspomniał Pan, że to poczucie towarzyszy Panu w każdym związku. To bardzo ważna uwaga. Może to sugerować istnienie pewnego wewnętrznego schematu (np. opuszczenia lub deprywacji emocjonalnej), który sprawia, że jest Pan szczególnie wrażliwy na sygnały dystansu ze strony partnerki.

Co może Pan zrobić w tej chwili?

- Proszę spróbować odsunąć na chwilę telefon. Pana emocje są teraz bardzo intensywne. Wyjście z domu, o którym Pan wspomniał, to dobry krok – zmiana otoczenia pomaga obniżyć napięcie.

- Skoro to poczucie samotności wraca w różnych relacjach, zachęcam Pana do pogłębienia tego tematu z terapeutą. Praca nad tym, skąd bierze się ta "pustka", może pomóc Panu budować związki, w których będzie Pan czuł się bardziej nasycony emocjonalnie.

Pisząc tu, zrobił Pan pierwszy krok, by zadbać o siebie i nazwać swoje uczucia. To bardzo ważne.

Z wyrazami wsparcia, 

Bożena Nagórska

mniej niż godzinę temu
Lidia Kotarba

Lidia Kotarba

Witaj, Twoje uczucia są ważne, myślę, ze zamiast oceniać czy są prawidłowe, czy przesadzone warto zastanowić się o czym świadczą, o czym Cie informują. Jeśli odczuwasz samotność w tym związku to warto porozmawiać o tym wprost z partnerką, może uda się ustalić jakieś nowe sposoby kontaktu, okazywania sobie bliskości, bądź przypomnieć sobie coś co było już kiedyś poruszane. A zastanawiając się głębiej, jeśli powtarza się to w relacjach partnerskich lub innych, to możliwe, że problem jest bardziej złożony i warto byłoby to skonsultować ze specjalistą. 

2 dni temu
Karolina Rzeszowska-Świgut

Karolina Rzeszowska-Świgut

Szanowny Panie, 

dziękujemy za zaufanie i za podzielenie się swoją sytuacją. Z perspektywy mojej pracy widzę, że potrafi Pan rozpoznać głębokie odczucia samotności, co stanowi cenny punkt wyjścia do poszukiwania zmian. Sposób, w jaki opisuje Pan Walentynki i wyzwania związane z relacją na odległość, sugeruje, że problem leży w różnicy w potrzebach dotyczących kontaktu i wyrazu bliskości. Można wnioskować że Pan pragnie, aby relacja była dla Pana źródłem wsparcia i poczucia bycia ważnym, co jest wartościowe i godne uwagi.  

Proponuję spróbować skoncentrowanych rozwiązań, które polegają m.in. na jasnym określeniu, jaka więź byłaby dla Pana satysfakcjonująca mimo odległości oraz celu relacji. Warto zastanowić się nad tym co trzeba zrobić, żeby Pan czuł się wysłuchany i widziany, jakie konkretne działania mogłyby ułatwić to porozumienie. Kluczowe jest przeprowadzenie rozmowy z partnerką o potrzebach w sposób spokojny i otwarty, z gotowością do wzajemnego wysłuchania i dążeniem do wspólnego dobra. W tym kontekście warto rozważyć także drobne, realne kroki, które Pan może podjąć w najbliższych tygodniach, by utrzymać więź i poczucie bliskości na poziomie istotnym dla Pana.  

Ważne jest to, żeby zadbać o własny dobrostan i możliwość budowania więzi zgodnie z Pana potrzebami.

2 dni temu
Gizela Maria Rutkowska

Gizela Maria Rutkowska

Witam.

Piszesz, że czujesz się samotny w każdym związku. Dalej przytaczasz fabułę dzisiejszego dnia w swoim związku " na odległość". 

Czy nie zastanawia cię, dlaczego w każdym związku, nie tylko w tym, czujesz pustkę? Jesteś samotny, sam ze swoimi potrzebami, myślami? Dlaczego tak jest? Może coś blokuje ci dostęp do bliższych relacji? Co? Należałoby przeanalizować twoje podejście do związków, przebadać je, obejrzeć jak "przez lupę". Tworzysz swoisty mikroświat wokół siebie i czy na pewno dopuszczasz do niego innych w takim stopniu, jaki wspólnie ustalicie? Ty dzwonisz, ty zabiegasz, ty się starasz, ty, ty, ty. A ona? Może wasze potrzeby i podejścia do związku mijają się? 

Jak widzisz, mam więcej pytań do ciebie, niż porad. Po prostu znajdź dobrego terapeutę i rozłóżcie to na elementy. Obejrzyjcie, co się się nie składa, nie pasuje do reszty układanki, jaką jest związek. 

Odwagi, to ci pomoże , nie będziesz popełniać wciąż tych samych błędów. Powodzenia, 

Dr Gizela Maria Rutkowska

Psycholog

Terapeuta

2 dni temu
Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Dzień dobry,

 

Dziękujemy za wiadomość.

Możliwe, że dotyka Pan bardzo realnej potrzeby bliskości a nie „przesadzonej". W relacji na odległość kontakt głosowy i chwile tylko dla siebie często są tym, co buduje poczucie bycia ważnym więc Pana smutek i rozżalenie są zrozumiałe. Jednocześnie Pana partnerka może inaczej rozumieć „bycie w kontakcie” (dla niej wystarczą wiadomości), co nie znaczy, że nie zależy, raczej, że macie różne języki bliskości.Najważniejsze będzie spokojne powiedzenie jej nie w momencie żalu, ale na chłodno: „rozmowa telefoniczna i umówiony czas tylko dla nas daje mi poczucie bycia blisko”. To nie jest roszczenie, tylko informacja o Pana potrzebie a dla Pana to poczucie samotności, o którym Pan pisze, brzmi jak coś głębszego i powracającego, więc warto je potraktować z ciekawością, nie z oceną, bo ono mówi o potrzebie więzi a nie o Pana „słabości”.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

2 dni temu
Martyna Banasiak (Werwińska)

Martyna Banasiak (Werwińska)

Dzień dobry! Dziękuję za podzielenie się doświadczeniem na forum. Uczucie samotności w związku jest trudnym doświadczeniem. Myślę, że opisane przez Pana uczucia są jak najbardziej uzasadnione. Bycie w bliskiej relacji na odległość jest sporym wyzwaniem dla partnerów. Oczywiście jako ludzie różnimy się między sobą, i w różnym stopniu będziemy przeżywali te trudności. Czytam, że dla Pana rozmowa z drugą osobą jest bardzo istotna i brakuje jej, co wywołuje uczucie pustki i samotności w relacji. Z psychologicznego punktu widzenia jest to zupełnie zrozumiałe, bo trudno utrzymać bliskość komunikując się jedynie poprzez wiadomości tekstowe. 

Pisze Pan, że partnerka w dniu wczorajszym widziała się ze znajomymi. Jeśli będzie miał Pan okazję, być może podczas rozmowy "twarzą w twarz", warto raz jeszcze poruszyć tę kwestię, by regularnie rozmawiać przez telefon/ wideo, kiedy się Państwo nie widzicie. Póki co, tu i teraz, zachęcam do przyjrzenia się tym emocjom. Krytyk wewnętrzny mówi: 'przesadzasz', jak też Pan wspomniał w wypowiedzi. W jaki sposób może Pan tu i teraz zaopiekować się sobą? Może jest coś, co może Pan zrobić dla siebie, co pozwoli zauważyć przeżywany smutek, samotność, i jednocześnie dać samemu sobie wsparcie w tej trudnej chwili?

 

2 dni temu
Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Szanowny Panie

 To, co Pan napisał, jest ważne dla Pana i dobrze, że Pan się tym dzieli.  Jak pisałem uczucia są zrozumiałe i ważne, zwłaszcza w dniu jak Walentynki, kiedy oczekujemy większej bliskości i nie jest to przesada, a sygnał Pana potrzeb emocjonalnych. W związkach na odległość samotność często wynika z braku głosu, dotyku czy dedykowanego czasu, co potęguje lęk i pustkę. Nic nie zastąpi dotyku i interakcji w życiu.  Samotność emocjonalna w relacji pojawia się nawet przy fizycznej bliskości partnera, gdy brakuje głębokiej komunikacji i zrozumienia uczuć. W związkach na odległość częste są dysproporcje w potrzebach. Na czym one polegają? Na przykład Pan  ceni rozmowy głosowe i czułość, co już Pan  komunikował, ale codzienne obowiązki (jak mecz z dziećmi) mogą blokować priorytety tych chwil. Permanentne poczucie w każdym związku sugeruje możliwe wzorce przywiązania lękowego lub wewnętrzne schematy, np. niską samoocenę czy negatywne oczekiwania.

 Proszę używać  komunikatu "ja": zamiast "Nie znajdujesz czasu", warto powiedzieć "Czuję się samotny bez naszej rozmowy głosowej, zwłaszcza dziś kiedy potrzebuję 15 minut tylko dla nas". Warto zapytać o jej perspektywę w stylu "Co czujesz w takie dni jak Walentynki?"  To otwiera dialog bez oskarżeń. W takich związkach planujcie stałe rytuały, np. codzienny 10-minutową rozmowę telefoniczną bez rozproszeń. Ustalcie wspólny kalendarz na "czas jakościowy", np. wideo rozmowa, kiedy  dzieci śpią.​ Proszę dbać o swoje potrzeby i rytuały jak  trening, zakupy to dobry start.  Ważne jest rozwijanie hobby i kontaktów poza związkiem, co zmniejszy zależność emocjonalną.

Proszę świętować małe gesty jak docenianie pisanie, a dla Walentynek można zaproponować wirtualną kolację online.​Jeśli to powtarzalny wzorzec z przeszłości, terapia indywidualna (np. CBT na lęki) lub par pomoże przepracować potrzeby i style przywiązania. 

 


 

2 dni temu
Natalia Przybylska

Natalia Przybylska

Dzień dobry,


Poczucie osamotnienia w związku, zwłaszcza na odległość, jest sygnałem, że Pana potrzeby emocjonalne dotyczące bliskości i kontaktu nie są w tej relacji w pełni zaspokajane. W takich związkach rozmowa telefoniczna i czas „sam na sam” są jedynymi narzędziami budowania więzi, więc rożżalenie, że w dniu tak symbolicznym jak walentynki ten czas nie został zaplanowany, jest całkowicie zrozumiałą reakcją.

Z perspektywy psychologicznej warto przyjrzeć się dwóm aspektom. Po pierwsze, różnicy w stylach przywiązania i definicji bliskości – dla Pana istotny jest głos i uważność, podczas gdy partnerka może traktować wymianę wiadomości jako wystarczającą formę obecności. Po drugie, wspomniane „permanentne poczucie samotności” sugeruje, że problem może sięgać głębiej niż tylko opisana sytuacja. Często zdarza się, że wybieramy relacje na odległość lub partnerów mniej dostępnych emocjonalnie, co paradoksalnie wzmacnia nasze wewnętrzne poczucie pustki, zamiast je leczyć.

Pana emocje są informacją o deficycie czułości. Jednak oczekiwanie, że partnerka domyśli się, jak bardzo ten konkretny wieczór jest ważny, bez jasnej, wcześniejszej umowy, może prowadzić właśnie do takiego zawodu. Frustracja pojawiająca się przy pytaniu „możesz czy chcesz?” pokazuje, że czuje się Pan w tej relacji jak osoba zabiegająca o uwagę, a nie równorzędny partnerem, którego potrzeby są równie często brane pod uwagę. 

Wszystkiego dobrego! 
Natalia Przybylska 

mniej niż godzinę temu

Zobacz podobne

Związek z dużo starszym mężczyzną - jak radzić sobie z brakiem zaufania i huśtawką emocjonalną?
Chciałabym się dowiedzieć czy ze mną jest coś nie tak? Spotykam się od 1,5 roku z dużo starszym mężczyzną jest między nami 19 lat różnicy on jest po rozwodzie już 8 lat a ja po rozstaniu 4lata, przez pierwsze pół roku między nami było jak w bajce na początku nie chciałam się angażować ponieważ jestem też po przejściach, brak ojca, zdrada, gwałt, strata ciąży, różne rozczarowania ze strony mężczyzn, ale stało się zaangażowalam się w pewnym momencie nawet nie wiem kiedy ale pokochałam go, starał się, dbał o mnie, pokazywał że jestem dla niego kimś bardzo ważnym co prawda ma jeden problem z alkoholem bo pije codziennie ale nie bywał nigdy w stosunku do mnie agresywny wrecz przeciwnie był bardziej uczuciowy, wszystko się jakoś układało do momentu kiedy między nami zaczęła mieszać moja była koleżanka, opowiadała że w miejscu w którym siedzi i pije codziennie pracuje jego była dziewczyna, że on przychodzi tam dla niej, wydzwaniała mi dosłownie co 5 minut żeby mówić co on aktualnie robi, z kim siedzi itp. ja stałam się bardzo podejrzliwa przez to, zaczęłam dopytywać i od tego momentu wszystko się zaczęło, ciągle kłótnie, niezrozumienie siebie nawzajem, u mnie brak pewności siebie i ta huśtawka emocjonalna, czy aby napewno jest wobec mnie szczery. Te czekanie na niego czy dzisiaj przyjdzie czy być może świetnie się bawi beze mnie, włączyła mi się zbytnia kontrola i brak zaufania głównie też dlatego że po tym czasie odkryłam że komentuje zdjęcia tej swojej ex w stylu piękna, lajkuje jej serduszkiem, potrafi mnie wyrzucić ze znajomych na Facebooku i zablokować mnie wszędzie a ja kiedy ja mu wyrzuciłam ze znajomych i zablokowałem bo źle się z tym czułam to przywracał za każdym razem i powiedział że będzie to robił, mi ciągle mówi że jestem za gruba chociaż i tak już schudłam 8 kg dla niego, ale cały czas mówi że prawdziwa kobieta kończy się na 55kg niby w formie żartu ale ja to odbieram inaczej, zawszę byłam na każde jego zawołanie, kiedy potrzebował porozmawiać bo miał jakiś problem to pół godziny przed spotkaniem ze znajomymi z którymi byłam umówiona odwoływałam to żeby być przy nim bo wiedziałam że mnie potrzebuje, kiedy bolała go noga i nie umiał chodzić latałam z lekami, smarowalam maścią, gotowałam mi obiady i nigdy nie oczekiwałam nic w zamian oprócz szacunku a usłyszałam już od niego bardzo wiele przykrych słów, że jestem wariatka, idiotka, patologia, że zgłosi mnie na policję że go nekam, ale kiedy ja już walczę sama ze sobą i nie pisze do niego, nie dzwonię, nie przychodzę staram się go unikać żeby odpuścić to mija kilka dni i on się odezwie bo twierdzi że ciągnie go do mnie, bo jestem najlepsza kobieta jaka kiedykolwiek poznał i nie potrafi mnie zostawić bo takich kobiet się nie zostawia, bo jestem idealnym materiałem na żonę, ale kiedy znowu zaczynam się kontaktować z nim to znów jest to samo, że jestem zaborcza i to go zabija. Chciałabym z nim być bo naprawdę go kocham ale ten rollercoaster mnie wykańcza, wszystko ma być na jego warunkach. Wiem że brak zaufania i kontrola też nie jest dobre być może to się przyczyniło do tego wszystkiego nie mam pojęcia. Czekam ciągle na jego telefon, wiadomość a jest tylko cisza. Co robić w takiej sytuacji ? Jak sobie poradzić z tym wszystkim? Boje się pójść do psychologa bo wiem że nie dam rady tak całkowicie się przed nim otworzyć, łatwiej jest mi to napisać anonimowo niż o tym mówić.
Wysoki popęd seksualny, ADHD i trudności w sferze seksualnej - jak sobie radzić?

Jestem mężczyzną, mam 35 lat. Już jako nastolatek, gdy poznałem swoją seksualność, miałem wysoki popęd. Lubiłem seks, ale najlepiej z inną osobą za każdym razem. Jestem teraz 10 lat po ślubie. Z żoną na początku było super – pewnie jak u każdego. Ale z czasem jakichkolwiek kontaktów jest mniej. Muszę za każdym razem prosić się o cokolwiek. Ale boli mnie co innego. Od zawsze „podoba” mi się każda napotkana kobieta. Gdyby jakakolwiek była chętna, nie odmówiłbym. Przechodząc przez ulicę, czuję popęd do większości kobiet, które mi się podobają. Tak samo z kobietami, które widzę gdziekolwiek, np. w internecie. Patrzę na tyłek każdej kobiety. W domu także patrzę na żonę – i cały czas z podtekstem seksualnym. Z racji tego, że seksu jest mało, oglądam pornografię i masturbuję się. Zacząłem wchodzić we filtry z kobietami, ale co chwilę z inną, bo jestem „ciekaw” innej. To nie jest normalne. Ktoś może doradzić, co to za zaburzenie? Mam zdiagnozowane ADHD. Dziękuję za każdą odpowiedź.

Poczucie zdrady, samotności, żalu wobec przyjaciółki - ciężka sytuacja
Nie wiem od czego zacząć, nie lubię opowiadać o sobie.. Ogólnie jestem zamknięta w sobie, nieśmiała. Przeszłam 2 związki, które były nieudane, moje życie wyglądało na zasadzie praca, prysznic czasem jedzenie i najważniejsze łóżko i słuchawki, to był mój świat. Pracowałam za granicą i pewnego razu przyjechała grupka ludzi i była tam m.im ona Kasia, która była bardzo otwarta i tego jej zazdrościłam. Ciężko mi było przełamać się, ale z czasem się zaprzyjaźniłyśmy i jej zaufałam. Nie żałuję tego, bo wiele mnie nauczyła. Bywało ciężko, bo każdemu przeszkadzała nasza znajomość, śmiali się z nas obgadywali, ale przyjaźń była najważniejsza i żadna się nie poddała. Kasia była dla mnie, jak młodsza siostrzyczka, zawsze mi powtarzała, że przyjaźń na pierwszym miejscu, że nie pozwoli mi krzywdy zrobić, obiecywała dożywocie i czar prysł. Po 3 latach poznała jego, szybko się zakochała a ja to zaakceptowałam i wtedy wszystko się zaczęło. Przestała mieć czas dla mnie, 24h siedziała na telefonie. Przed pracą, w pracy, po pracy, ciągle on, zaczęły się kłótnie, wyzwiska, chciałam, żeby ona już do niego zjechała, żeby odeszła, ale ona zapewniała mnie, że jej na mnie zależy, że sobie życia beze mnie nie wyobraża i jakoś czas leciał. Miałyśmy do końca roku pracować za granicą, ale niestety miłość wygrała. Kasia nalegała, że chce do pl do niego, żebym wróciła z nią, bo mnie sama nie zostawi. Żebym poszła do tego samego miasta, co ona będzie mieszkała z nim i tak też zrobiłam, bo mnie zapewniali, że mi pomogą. Wynajęłam mieszkanie i poszłam za nią, bo mi cholernie zależało. Na początku było fajnie, codziennie się widywałyśmy, codziennie kawa zakupy itd. Wspólna praca, wyjazdy we trójkę. Nagle wszystko zaczęło się sypać, zaczęły się z jej strony kłamstwa, na początku malutkie, a później coraz większe. Ale wybaczałam, bo mi zależało.. Później się dowiedziałam, że chcą wziąć kredyt i tu był haczyk, bo muszą być małżeństwem. Po roku czasu znajomości były zaręczyny i w tym momencie wszystko się posypało, później szybki ślub. Codziennie były kłótnie, każda powiedziała kilka słów za dużo, ale ja zachowałam je dla siebie, a Kasia powiedziała wszystko swojemu mężowi. Byłam jego ulubioną szwagierką, a teraz mnie traktuje jak śmiecia, nic mu nie zrobiłam, nie powiedziałam słowa na niego, a on jest najbardziej obrażony i dał Kasi warunek, że ma być mnie mniej a ona po prostu to zaakceptowała. Nie odzywała się, powiedziała, że chce czasu. Ja się załamałam.. I to trwa tak 7 tydzień, nie śpię, cały czas płaczę, mam ataki paniki. Zostałam sama w czterech ścianach, ta pustka mnie zabija. Zaufałam jej a ona mnie zdradziła, skrzywdziła i najgorsze jest to, że ona nie chce ze mną rozmawiać, bo twierdzi, że ja ją obwiniam o wszystko, że to jej wina a siebie nie widzę, tylko że ja jej nigdy nie okłamałam, byłam na każde zawołanie. Byli pierwszy raz u mnie od 6tyg i jest dystans, mam ogromny żal do niego, że mnie potraktował jak śmiecia. Tak mi cholernie zależy, ale mam dość cierpienia, nie wiem, co robić, wcześniej mi i Kasi nie brakowało tematów do rozmów, jedna mogła liczyć na drugą, a teraz nie ma tego, drugi dzień ona się nie odzywa. A ja siedzę w czterech ścianach, nie jem, nie śpię tylko ciągle płaczę. Żyć mi się nie chce, mam myśli samobójcze. Co mam robić, kiedy mi zależy, nie wyobrażam sobie życia bez mojej siostrzyczki, nie potrafię wybaczyć zdrady, serce mi pękło.
Lęk społeczny od dziecka, który utrudnia mi teraz funkcjonowanie w dorosłości.
Co jeszcze mogę zrobić? Od zawsze byłem cichym dzieciakiem trzymającym się na uboczu i nie lubiącym być na świeczniku (i nauczyciele nie widzieli w tym problemu, po prostu uważali że jestem grzeczny, nikt nigdy nie zwrócił uwagi że coś może być nie tak), od kiedy pamiętam mam problem z nawiązywaniem nowych znajomości, bo paraliżuje mnie strach, kiedy mam zainicjować rozmowę, trzymałem i trzymam się nadal tylko z najbliższym wąskim gronem przyjaciół i znajomych, których znam praktycznie od piaskownicy. Jednakże teraz rzadko kiedy mamy czas żeby się spotkać, wiadomo dorosłe życie, praca itd. Przenosi się to też na inne sfery życia niż towarzyskie, kiedy przychodziło do odpowiedzi w szkole oblewałem się zimnym potem i robiło mi się słabo, to samo tyczy się np. rejestracji u lekarza itd. Dlatego też zrezygnowałem z matury, bo tak bardzo bałem się ustnej części i do teraz pluję sobie za to w brodę. (Warto dodać, że mam od dziecka nadwagę, niedoczynność tarczycy nie jest żadnym usprawiedliwieniem, za to problemy skórne, które uniemożliwiały mi ćwiczenie już trochę tak, bo ból często był nie do zniesienia (mimo to próbowałem i grałem np. w klubie w nożną czy w koszykówkę). Na szczęście te skórne schorzenia już pokonałem i jest wszystko w porządku, wziąłem się za siebie i zrzuciłem już blisko 30 kg) W podstawówce jeszcze jakoś dawałem radę, prawdziwe problemy zaczęły się w gimnazjum. Pojawiły się stany lękowe i mocny lęk społeczny. Ze swoją klasą nie miałem problemów, za to byłem dręczony przez osoby z innej klasy i do dzisiaj pozostała mi trauma, opuszczałem bardzo wiele lekcji i siedziałem roztrzęsiony w domu. Technikum uznałem za swego rodzaju nowy start, pierwsza klasa przebiegła raczej bez problemu. Co prawda nadal byłem cichy i wycofany ale dałem radę przechodzić cały rok w miarę spokojnie. W klasie nie nawiązałem żadnych poważniejszych znajomości, z nikim się nie zadawałem poza szkołą. No i przyszła 2 klasa... jakoś na końcu 2 miesiąca roku szkolnego złapałem szkarlatynę i to dosyć mocną przez co 2 miesiące przeleżałem w łózku z prawie 40 stopniową gorączką, okropnym bólem głowy i innymi objawami. Gdy wyzdrowiałem to nie byłem już w stanie wrócić, nikomu z klasy nie dałem znać dlaczego mnie nie ma, bałem się ocenienia i pytań o to dlaczego mnie nie było, paraliżował mnie strach. Szkołę dokończyłem w trybie indywidualnego nauczania i tak jak wcześniej napisałem zrezygnowałem z matury ze strachu, jednak udało mi się zdobyć technika pojazdów samochodowych ale nic mi on aktualnie nie daje. Po szkole była bardzo niewielka poprawa. Udało mi się pójść do pracy, po 3 miesiącach okresu próbnego nie przedłużono mi umowy, wytłumaczono mi to tym że niby była ogólna redukcja etatów i nikogo nowego też nie potrzebują, jednak ja w to nie wierzę i do dzisiaj się obwiniam że po prostu byłem za słaby i mimo że dawałem z siebie wszystko, to było to za mało. Od tego czasu wróciły wszystkie demony z czasów dzieciństwa i szkolnych. Od tego czasu boję się pójść do jakiejkolwiek pracy, zdarzyło mi się nawet odwołać rozmowę o pracę w jej dniu bo tak sparaliżował mnie strach i dostałem drgawek. Aktualnie mam 22 lata, zawodowo stoję w miejscu i czuję presję czasu. Rodzice mnie wspierają zarówno psychicznie jak i czasami finansowo, jednak gdy mam chociaż trochę oszczędności to oddaję im wszystko z naddatkiem bo nie mógłbym spojrzeć w lustro. Stany lękowe, depresyjne i lęki społeczne tylko się pogłębiły, gdy jestem np. w galerii handlowej czuję jakby wszyscy się na mnie patrzyli i obgadywali, od razu się pocę. Boję się też przykładowo wjechać do miasta samochodem w godzinach szczytu bo się stresuję że ktoś będzie na mnie trąbił, zgaśnie mi samochód, na światłach itd. Czuję się niepotrzebny i często się za wszystko obwiniam, często uważam się za ciężar dla wszystkich. Jeśli chodzi o charakter to nigdy nie należałem do wrednych osób, wręcz przeciwnie, zawsze byłem w cholerę empatyczny, bezkonfliktowy i wolę być skrzywdzonym niż skrzywdzić kogoś. Denerwuje mnie gdy ktoś jest bez serca. Jestem w cholerę wrażliwy, płaczę na filmach, grach czy przy książkach jeśli tylko mają chwytającą za serce historię. I... właśnie tych cech charakteru też się wstydzę (chociaż nie wiem czy to dobre określenie) bo boję się że ktoś mnie zwyzywa od słabiaków czy mięczaków. Sam też się boję że będąc właśnie takim typem osoby nie osiągnę sukcesu bo żeby teraz coś osiągnąć, trzeba mieć w sobie trochę z bycia zimnym człowiekiem a empatia i wrażliwość właśnie nie są dzisiaj normą. Gdy nie ma czasu na spotkanie z przyjaciółmi czuję się w strasznie samotny a nie umiem nawiązać żadnej nowej znajomości, nawet w internecie, boję się do kogokolwiek odezwać czy napisać. Z wejściem w związek jest dokładnie ta sama sytuacja. Od 2 miesięcy chodzę na terapię, ufam swojej terapeutce i czuję wsparcie i leciutką poprawę jednak jeszcze trochę czasu musi minąć zanim się przed nią w pełni otworzę. Jednak jestem zadowolony, że się na to zdecydowałem.
Jak opanować wybuchy nerwowe, które kończą się kłótnią z bliskimi mi osobami?
Witam, jak opanować wybuchy nerwowe, które kończą się kłótnią z bliskimi mi osobami?