
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, zaburzenia nastroju, zaburzenia osobowości
- Pragnienie...
Pragnienie autodestrukcji i brak odczuwania normalności - jak sobie radzić?
Treść wrażliwaAnonim
Aleksandra Mięsiak
Dzień dobry.
Myślę, że to, co Pani opisuje i nad czym się Pani zastanawia brzmi to jak coś bardzo znaczącego i niepokojącego zarazem.
Z jednej strony opisuje Pani zachowania, w których widać wyraźną tendencję do niszczenia siebie, szukania sytuacji, które mogą Pani zaszkodzić. Z drugiej strony Pani się pisze tutaj i zastanawia się nad tym, nad znaczeniem tych zachowań. To pokazuje, że jest w Pani też część, która to obserwuje i próbuje zrozumieć. Być może trochę opisuje Pani stan konfliktu między częścią dążącą do autodestrukcji a tą, która chce zrozumieć o co w tym chodzi.
W zdaniu "chyba się nie męczę" słyszę wahanie, może wątpliwość.
To, co Pani opisuje, to nie są tylko myśli, ale powtarzające się zachowania, które realnie narażają Panią na krzywdę i zagrożenie. Na forum możemy się nad tym zatrzymać i coś wspólnie pomyśleć i skomentować, ale to raczej nie jest przestrzeń, która wystarczy, żeby to unieść i zrozumieć głębiej.
To wygląda na "coś", co w Pani bardzo potrzebuje bezpiecznej relacji i miejsca, w którym można się temu przyglądać na bieżąco np. w terapii, gdzie ktoś będzie mógł być z Panią także wtedy, kiedy ta autodestrukcyjna część się uaktywnia. Pisze Pani o leczeniu psychiatrycznym, nie wspomina Pani natomiast o terapii, dlatego pozwalam sobie to zaproponować jako ważny kierunek dalszego wsparcia.
Aleksandra Mięsiak
psycholog, psychoterapeuta
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Izabela Piórkowska
Dziękuję za Twój wpis. To, co opisujesz, jest bardzo poważne i jednocześnie ważne.
Z Twoich słów wynika, że pojawia się u Ciebie silna potrzeba narażania siebie na cierpienie i zniszczenie, a jednocześnie piszesz o tym w sposób refleksyjny i świadomy. To pokazuje, że jest w Tobie również część, która obserwuje to i szuka zrozumienia, być może jakiejś pomocy? Czytam też, że masz momenty, gdy zajmujesz się studiowaniem, zamiast atakowaniem siebie, i mimo wszystko szukasz chyba jakiegoś wyjścia lecząc się psychiatrycznie.
Piszesz też o zmianach w samopoczuciu (od depresji, przez dużą energię, do obecnego odrętwienia). To ważna informacja, którą zdecydowanie warto omówić z lekarzem psychiatrą – szczególnie jeśli jesteś w trakcie leczenia lub byłaś diagnozowana. Twoje zachowania i myśli mogą być sygnałem, że dzieje się coś, co wymaga wsparcia i uważnego przyjrzenia się temu razem ze specjalistą. Nie musisz zostawać z tym sama. Jeśli masz możliwość, zachęcam Cię do szczerej rozmowy z psychiatrą lub terapeutą – dokładnie w taki sposób, w jaki to tutaj opisałaś.
A jeśli pojawi się moment, w którym poczujesz, że możesz zrobić sobie poważną krzywdę, ważne jest, żebyś nie była wtedy sama – możesz zgłosić się do najbliższego SOR albo skontaktować się z telefonem wsparcia.
Tak się zastanawiam: co sprawiło, że zdecydowałaś się napisać o tym właśnie teraz i po co przyszła do Ciebie autodestrukcja, co ważnego chce Ci ona powiedzieć?
Pozdrawiam serdecznie.

Zobacz podobne
Witam.
Mam pytanie: po ponad 20 latach razem, będę się rozwodziła z mężem. Mąż ma depresję, stwierdzona przez lekarza przed chyba 5laty. Nie leczył się. Tabletki miał od lekarza przepisane, ale brał, jak chciał. Jak wspominałam o terapii, był zaraz na mnie zły, że on nie będzie tego robił, bo raz był u pani psycholog i nic mu to nie dało. Przez te lata byłam przy nim, chociaż nie powiem, czasem było ciężko. Mąż w domu nie robił całkowicie nic, starałam się go wyręczać, ile mogłam, pracując na cały etat, starałam się też być cały czas dla naszych dzieci (16 i 9 lat), starałam się też ogarniać dom. Z biegiem czasu słyszałam coraz częściej, że to moja wina, że on ma depresję, bo chodził do pracy, gdzie się jej nabawił przeze mnie i dzieci, że jest w miejscu, w którym nie chce być (mieszkamy w Niemczech) też przeze mnie i dzieci.
Z biegiem czasu doszły brak szacunku i chamskie dogadywanie i oczywiście coraz częściej wypominanie wszystkich moich błędów i tego, że nie mam chęci na seks. W sumie w domu bałagan więc i tego nie robiłam, za mało zarabiałam (pracowałam, odkąd przyjechałam do Niemiec, zawsze na cały etat - 41,5 godzin tygodniowo) I czasem tylko jak powiedziałam, że żal mi, że z dziećmi nie spędzam tyle czasu, ile bym chciała (on nie robił z nimi nic), to i tak zaraz był zły, bo dużo ludzi tak robi i dzieciom nic się nie dzieje. 23.09 (nigdy nie zapomnę) mój mąż (pracuje jako kierowca ciężarówki, codziennie w domu) zadzwonił w trakcie pracy, a akurat miałam wolne i jak zwykle (nie pierwszy raz) nasza rozmowa toczyła się tak już po chwili (w sumie to był jego monolog), jaką to ja jestem zła żona, że nie ma seksu, że jestem do niczego (nie wyzywał ani nie bil), ale wtedy coś we mnie pękło. Po tym jeden dzień nie rozmawialiśmy i nie spal w domu, a potem zaczęło się piekło przez 2 miesiące.
Nie chce do tego wracać, ale nurtuje mnie jedno pytanie, bo "naturalnie" całej sytuacji jestem winna ja, bo po tym powiedziałam, że nie chce z nim być, a on się przez te 2 miesiące pierwsze starał i albo mnie kochał i naprawiał, albo nienawidził. Prosiłam, żeby mi dał święty spokój, ale nie docierało.
Teraz jak oboje się chcemy rozwieść, ale non stop słyszę, że to moja wina, bo go w chorobie zostawić chce (ja twierdzę, że to nas obu wina). Czy to normalnie, że ja tak zareagowałam?
Ranił mnie bardzo przez przynajmniej półtora roku, starałam się być silna i tłumaczyłam go depresja, ale coś we mnie pękło.
Czy takie odzywanie się do drugiej osoby mogę ta depresja tłumaczyć, bo on się tak tłumaczy cały czas.
Czy to ja powinnam go na siłę zaciągnąć na terapię (teraz w końcu po kłótni robi)? Czy ja musiałam i muszę przy nim być, bo ma depresję? Cały czas mam wrażenie, że on chce na mnie wymusić poczucie winy. On niby wie, co złe robił, ale jak rozmawiamy, to próbuje i tak się wybielić i na mnie winę zrzucić.
Ja wiem, że moja wina jest taka, że mu nie mówiłam, że mnie to rani, co mówi. W sumie próbowałam, ale było zaraz, co się czepiasz (tylko bardziej chamsko).
Ja chce już normalnie żyć, chce się skupić na dzieciach, a potem być może i dla mnie poszukać terapeuty.
Nie wiem, czy będę chciała jeszcze z kimś być, czy będę umiała, ale nurtują mnie te pytania i będę wdzięczna za odpowiedź. Pozdrawiam

