Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Pragnienie autodestrukcji i brak odczuwania normalności - jak sobie radzić?

Treść wrażliwa
Nawet nie wiem od czego zacząć. Mam 25 lat i jestem osobą, która się leczy psychiatrycznie. Nic zgadzam się ze wszystkimi diagnozami, ale to nieważne. Bardzo chcę, żeby przytrafiło mi się coś złego, ale nie po to, żeby zwrócić na siebie uwagę. Przykładowo każdego dnia gdy jadę na uczelnie modlę się, żeby mój tramwaj, autobus uległy wypadkowi i żebym rozbiła sobie łeb. Tak po prostu. Ostatnio też zobaczyłam jak po moim ręku chodzi kleszcz. Specjalnie go nie strząchnęłam, żeby mnie ugryzł i czymś zaraził. Nie, nie chciałam iść do lekarza z potencjalnym rumieniem. Było mi bardzo smutno, gdy okazało się, że najwyraźniej nawet mnie nie ugryzł. Gdy widzę psa myślę o tym, żeby mnie pogryzł i oszepił. Nie chcę trafić do szpitala, chcę siebie zniszczyć... mam problem z okaleczaniem się i wielokrotnie kładłam żyletkę na brudnej podłodze w publicznej toalecie a potem... i nic. Rany goją się idealnie, mimo, że w ogóle o nie nie dbam. Nie dezynfekuje, nie stosuje żadnych maści, a wręcz ponownie je otwieram. Marzę żeby się upodlić, wziąć narkotyki. I to na pewno nie próba zdobycia uwagi. Raz sama się wypisałam na żądanie od chirurga. Nie zależy mi na współczuciu, tylko powolnej autodestrukcji. Czasem jem piasek myśląc o tym, że będę mieć pasożyty. To chore. Miałam długi czas depresje, potem to przeszło w stan ogromnej energii, a teraz nie czuję za dużo. Czy takie zachowanie może cokolwiek oznaczać? Nie wiem, nie męczę się z tym chyba. Ale też nie czuję się normalnie.
User Forum

Anonim

1 miesiąc temu
Aleksandra Mięsiak

Aleksandra Mięsiak

Dzień dobry.

Myślę, że to, co Pani opisuje i nad czym się Pani zastanawia brzmi to jak coś bardzo znaczącego i niepokojącego zarazem. 

Z jednej strony opisuje Pani zachowania, w których widać wyraźną tendencję do niszczenia siebie, szukania sytuacji, które mogą Pani zaszkodzić. Z drugiej strony Pani się pisze tutaj i zastanawia się nad tym, nad znaczeniem tych zachowań. To pokazuje, że jest w Pani też część, która to obserwuje i próbuje zrozumieć. Być może trochę opisuje Pani stan konfliktu między częścią dążącą do autodestrukcji a tą, która chce zrozumieć o co w tym chodzi.

W zdaniu "chyba się nie męczę" słyszę wahanie, może wątpliwość. 

To, co Pani opisuje, to nie są tylko myśli, ale powtarzające się zachowania, które realnie narażają Panią na krzywdę i zagrożenie. Na forum możemy się nad tym zatrzymać i coś wspólnie pomyśleć i skomentować, ale to raczej nie jest przestrzeń, która wystarczy, żeby to unieść i zrozumieć głębiej.

To wygląda na "coś", co w Pani bardzo potrzebuje bezpiecznej relacji i miejsca, w którym można się temu przyglądać na bieżąco np. w terapii, gdzie ktoś będzie mógł być z Panią także wtedy, kiedy ta autodestrukcyjna część się uaktywnia. Pisze Pani o leczeniu psychiatrycznym, nie wspomina Pani natomiast o terapii, dlatego pozwalam sobie to zaproponować jako ważny kierunek dalszego wsparcia.

Aleksandra Mięsiak

psycholog, psychoterapeuta

 

1 miesiąc temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Izabela Piórkowska

Izabela Piórkowska

Dziękuję za Twój wpis. To, co opisujesz, jest bardzo poważne i jednocześnie ważne.

Z Twoich słów wynika, że pojawia się u Ciebie silna potrzeba narażania siebie na cierpienie i zniszczenie, a jednocześnie piszesz o tym w sposób refleksyjny i świadomy. To pokazuje, że jest w Tobie również część, która obserwuje to i szuka zrozumienia, być może jakiejś pomocy? Czytam też, że masz momenty, gdy zajmujesz się studiowaniem, zamiast atakowaniem siebie, i mimo wszystko szukasz chyba jakiegoś wyjścia lecząc się psychiatrycznie.

Piszesz też o zmianach w samopoczuciu (od depresji, przez dużą energię, do obecnego odrętwienia). To ważna informacja, którą zdecydowanie warto omówić z lekarzem psychiatrą – szczególnie jeśli jesteś w trakcie leczenia lub byłaś diagnozowana. Twoje zachowania i myśli mogą być sygnałem, że dzieje się coś, co wymaga wsparcia i uważnego przyjrzenia się temu razem ze specjalistą. Nie musisz zostawać z tym sama. Jeśli masz możliwość, zachęcam Cię do szczerej rozmowy z psychiatrą lub terapeutą – dokładnie w taki sposób, w jaki to tutaj opisałaś.
A jeśli pojawi się moment, w którym poczujesz, że możesz zrobić sobie poważną krzywdę, ważne jest, żebyś nie była wtedy sama – możesz zgłosić się do najbliższego SOR albo skontaktować się z telefonem wsparcia.

Tak się zastanawiam: co sprawiło, że zdecydowałaś się napisać o tym właśnie teraz i po co przyszła do Ciebie autodestrukcja, co ważnego chce Ci ona powiedzieć?

Pozdrawiam serdecznie.

1 miesiąc temu
Weronika Trojan

Weronika Trojan

Dzień dobry, 

To co Pani opisuje pokazuje dwie rzeczy, po pierwsze autodestrukcyjne zachowania, po drugie próba zrozumienia czemu tak się dzieje. Zastanawia mnie, kiedy dokładnie pojawiają się takie zachowania i co one dają, czemu służą? Jesli ma Pani możliwość zachęcam do konsultacji z psychiatrą lub psychologiem/psychoterapeutą, nie musi Pani zostawać z tym sama. Jeśli poczuje Pani, że może Pani grozić poważna krzywda można zadzwonić na telefon zaufania dla dorosłych w kryzysie emocjonalnym (116 123) lub udać się do najbliższego SORu. 
Wszystkiego dobrego 

Weronika Trojan 

1 miesiąc temu
Karolina Rzeszowska-Świgut

Karolina Rzeszowska-Świgut

Dzień dobry,

Dziękuję, że Pani to napisała. To, co Pani opisuje, wymaga uważności i szacunku, a nie oceny.  

Chcę najpierw powiedzieć wprost: to, co Pani robi, jest formą samookaleczania i autodestrukcji, nawet jeśli nie ma w tym intencji zwrócenia na siebie uwagi. Pani sama to czuje, pisząc "to chore". To nie jest ocena, to obserwacja, i dobrze, że Pani ją ma, bo oznacza, że jakaś część Pani jest w kontakcie z tym, co się dzieje.  

To, co Pani opisuje, czyli życzenie sobie wypadku, kleszcz, pies, brudna żyletka, piasek, ponowne otwieranie ran, jest czymś, co w psychologii nazywa się zachowaniami autodestrukcyjnymi lub samouszkodzeniami. Są sygnałem, że coś bardzo głębokiego domaga się uwagi, nawet jeśli Pani sama nie odczuwa tego jako cierpienia. Brak cierpienia, o którym Pani pisze, czyli to "nie czuję za dużo", jest sam w sobie objawem. To stan znany jako odrętwienie emocjonalne lub dysocjacja i może być mechanizmem ochronnym, który odcina Panią od bólu, który gdzieś w środku jest.  

Napisała Pani też coś bardzo ważnego, że był długi czas depresji, potem stan ogromnej energii, a teraz odrętwienie. Taki wzorzec, wahania między głębokim obniżeniem nastroju a stanem wzmożonej energii, jest czymś, o czym warto porozmawiać wprost z psychiatrą, nie dlatego, że "coś jest z Panią nie tak", ale dlatego, że właściwe rozpoznanie może zmienić sposób leczenia i to, jak Pani się czuje na co dzień.  

Rozumiem, że nie zgadza się Pani ze wszystkimi diagnozami. To jest Pani prawo, żeby nie przyjmować wszystkiego bezkrytycznie. Ale proszę, niech to nie staje się powodem, żeby odcinać się od pomocy w ogóle.  

Chciałabym zapytać, czy Pani psychiatra wie o tych konkretnych zachowaniach, o żyletce, kleszczu, piasku, życzeniu sobie wypadku? Jeśli nie, to właśnie to jest najważniejszy krok, który można teraz zrobić. Nie dlatego, że trafi Pani do szpitala, ale dlatego, że lekarz nie może pomóc w czymś, o czym nie wie. 

Jest Pani na uczelni, leczy się Pani, pisze Pani tutaj, czyli jakaś część Pani nadal szuka czegoś innego niż to, co teraz. Proszę jej posłuchać.

1 miesiąc temu
Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Dzień dobry

 

Bardzo mnie zaniepokoił Pani wpis. Pani skłonności autodestrukcyjne z czegoś wynikają i są one następstwem tego, czego Pani nie rozumie. Tutaj ważna jest szybka konsultacja ze specjalista i nakreślenie planu działania pomocowego.  Liczy się szczerość względem specjalisty, mówienie otwarcie o tym co dolega i jakie są następstwa tego, czego Pani doświadcza. 

1 miesiąc temu
Adam Bogdański

Adam Bogdański

Dzień dobry
to, co pani opisuje, brzmi jak głęboka potrzeba skierowania destrukcji na siebie, przy jednoczesnym odcięciu od uczuć. To jakby coś bardzo bolesnego nie mogło zostać przeżyte wprost i znajdowało ujście w tych impulsach. Może to być sposób radzenia sobie z napięciem, pustką albo czymś, co trudno nazwać, a nie „dziwactwo” czy brak normy. Cierpienie

Na początek warto się zastanowić kiedy po raz pierwszy pojawiły się u pani te myśli o zniszczeniu siebie i co zwykle je poprzedza?

To bardzo ważne, żeby na napisanym poście tutaj nie poprzestać i skorzystać z pomocy. Psychoterapia może pomóc dotrzeć do źródeł tych impulsów, a kontakt z psychiatrą jest istotny, bo takie objawy mogą wymagać też wsparcia farmakologicznego.

Osoby poniżej wskazały już numery telefonów, pod którymi można uzyskać jednorazowe konkretne wsparcie. Dołączam też dodatkowy numer telefonu: 89 527 00 00 Olsztyńskie Stowarzyszenie Pomocy Telefonicznej (Olsztyn Telephone Emergency Help Association).

Wszystkiego dobrego,
Adam Bogdański 

1 miesiąc temu
Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Dzień dobry

To, co Pani opisuje, jest bardzo poważnym sygnałem skrajnego wyczerpania emocjonalnego i głębokiego kryzysu, w którym dążenie do autodestrukcji stało się sposobem na radzenie sobie z wewnętrznym napięciem lub emocjonalnym odrętwieniem. Opisane zachowania – od pragnienia wypadku, przez celowe narażanie się na infekcje, aż po ryzykowne sposoby samookaleczania – wskazują na to, że Pani system obronny przestał chronić Pani życie, a zaczął szukać ulgi w niszczeniu samej siebie.

Wspomniana przez Panią zmiana stanów – od długotrwałej depresji, przez okres ogromnej energii, aż po obecne poczucie pustki i „nieczucia za dużo” – jest kluczową informacją diagnostyczną. Takie wahania, połączone z silnymi impulsami autodestrukcyjnymi, mogą sugerować, że proces leczenia wymaga ponownej, bardzo rzetelnej weryfikacji. Często, gdy ból psychiczny staje się nie do zniesienia lub gdy następuje emocjonalne odcięcie, fizyczne uszkodzenie ciała staje się jedynym sposobem na „poczucie czegokolwiek” lub zewnętrzną manifestację wewnętrznego rozpadu, nawet jeśli – jak Pani podkreśla – nie szuka Pani przy tym uwagi otoczenia.

To, że „nie męczy się Pani z tym chyba”, może być wynikiem silnej dysocjacji, czyli mechanizmu, który oddziela Panią od realnego poczucia zagrożenia i lęku o własne życie. Jednak fakt, że napisała Pani tę wiadomość i zauważa, że „nie czuje się normalnie”, świadczy o tym, że jakaś część Pani wciąż szuka punktu odniesienia i ratunku. Proszę nie lekceważyć tych sygnałów – to, co Pani robi, jest bezpośrednim zagrożeniem dla Pani zdrowia i życia, niezależnie od tego, jak sprawnie goją się rany. Najważniejszym krokiem w tej chwili jest pilna i szczera rozmowa z lekarzem prowadzącym o tych konkretnych impulsach, ponieważ obecny schemat leczenia może nie obejmować tak silnych tendencji do samounicestwienia. Zasługuje Pani na pomoc, która pomoże Pani odzyskać poczucie bezpieczeństwa we własnym ciele, bez konieczności jego niszczenia.

 

Wszystkiego dobrego

Bożena Nagórska

1 miesiąc temu
Daria Składanowska

Daria Składanowska

Dzień dobry, 

 

dziękuję, że o tym piszesz  ponieważ to wymaga dużej odwagi.

 

To, co opisujesz, brzmi jak bardzo trudne i niepokojące doświadczenia, w których pojawia się silna potrzeba niszczenia siebie, nawet jeśli nie zawsze towarzyszy temu wyraźne cierpienie. 

 

Słyszę też, że masz za sobą różne doświadczenia związane z leczeniem i że nie ze wszystkimi diagnozami się zgadzasz- masz do tego prawo. Jednocześnie to, co się teraz dzieje, jest ważnym sygnałem, że potrzebujesz wsparcia i że nie powinnaś z tym zostawać sama :)

 

Nie musisz przez to przechodzić w pojedynkę. Warto jak najszybciej skontaktować się ze swoim psychiatrą lub psychologiem i powiedzieć wprost o tym, co się dzieje -- dokładnie tak, jak tu to opisałaś. Jeśli to możliwe, dobrze też, żebyś była teraz w kontakcie z kimś zaufanym np. członek rodziny, przyjacielem, koleżanką itp. 

 

Jeśli poczujesz, że tracisz kontrolę lub możesz zrobić sobie krzywdę, proszę zgłoś się do najbliższego szpitala na SOR lub zadzwoń pod 116 123 albo 800 70 2222 – tam możesz porozmawiać i uzyskać natychmiastowe wsparcie. Nie jesteś z tym sama i naprawdę zasługujesz na pomoc i bezpieczeństwo.

 

Pozdrawiam, 

Składanowska Daria 

Psycholog, Doradca zawodowy

 

1 miesiąc temu

Zobacz podobne

Choruję na chorobę afektywną dwubiegunową. 2 miesiące temu przeszłam covid i ciężkie powikłania.
Witam, choruję na chorobę afektywną dwubiegunową. 2 miesiące temu przeszłam covid i ciężkie powikłania m.in. obturacyjne zapalenie płuc, dróg moczowych, problemy z sercem. Od ponad miesiąca zmagam się z helikobakterem. Jedno leczenie nie pomogło. Miałam gastroskopię, wyszedł silny stan zapalny żołądka z dwoma zmianami, z których lekarz pobrał wycinki na badania histopatologiczne. Czuję się ciągle zmęczona, osłabiona, jestem nerwowa, mam w sobie dużo napięcia, życie mnie nie cieszy tak jak kiedyś. Nasilił się lęk. Czy to depresja, czy normalna reakcja organizmu w takiej sytuacji? Oprócz tego mam dużo innych problemów z byłym mężem np. Mój psychiatra mówi, że to normalny stan i nie chce mi nic zmienić w lekach.
Nagle pogorszyło się moje funkcjonowanie. Nie potrafię znaleźć przyczyny.
Dzień dobry. Otóż ostatnio mierze się z dość nietypowym stanem samopoczucia. Przez ostatni miesiąc czuje się wypalona, zmęczona, leniwa, zirytowana. Zaniedbuje sen oraz odżywianie się. Nie mam ochoty się z nikim spotykać, lecz nigdy tych spotkań nie odmawiam. Pomimo dużej niechęci. Za nic nie potrafię się zabrać i odkładam. Nawet na treningi nie za bardzo mam ochotę chodzić. Mimo, że przez ostatnie 3 miesiące byłam zorganizowana i zmotywowana. Stało się to nagle i nie potrafię znaleźć przyczyny.
Czy z nerwicy można wyjść?
Przychodzę do Państwa, ponieważ chcę uzyskać odpowiedź
Dzień dobry Przychodzę do Państwa, ponieważ chcę uzyskać odpowiedź na nurtujące mnie pytanie, mianowicie zastanawiam się, czy mogę mieć autyzm. Wszystko wygląda tak, że mam 24 lata i od kiedy tylko pamiętam, miałem problemy w kontaktach z innymi ludźmi i z samodzielnością. Wszystko zaczęło się we wczesnych latach szkolnych, nie byłem lubiany właściwie nawet,nie wiem czemu, nigdy nie potrafiłem się dogadać z ludźmi zawsze byłem odrzucany potem przyszła szkoła średnia i wszystko obróciło się o 180 stopni, znajdowałem się w dużych grupach znajomych, przeważnie byłem w centrum uwagi, udzielałem się gdzie tylko się dało, ale ciągle miałem problem z budowaniem trwałych relacji często zdarzało mi się z byle powodu odciąć od znajomych by potem ci do mnie wracali, często nie rozumiem ludzi, czemu się śmieją, bądź denerwują a mimo to przeważnie, to ja jestem tym najzabawniejszym w grupie i wydaje mi się, że to jest słowo klucz, w grupie zazwyczaj się odnajduję do czasu, aż z byle powodu nie chcę się odciąć od wszystkiego, jeszcze większym problemem jest dla mnie to, że nie potrafię znaleźć miłości każdy mój związek kończył się z wydaje mi się mojego powodu podczas gdy wszyscy znajomi mają już tą "drugą połowę" ja cały czas boję się zrobić jakikolwiek krok do przodu, mimo że bardzo brakuje mi drugiego człowieka mam też duży problem ze skupieniem i systematycznością dawniej potrafiłem bez przerwy uczyć się tego co mi się podobało a teraz gdy chcę do tego przysiąść czuję taką pustkę to, co robię, nie daje mi już takiej satysfakcji, jak kiedyś, zaczynam być coraz bardziej zdesperowany, nie chcę kiedyś skończyć całkiem sam i z niczym często też zdarzają mi się nagłe napady chyba ostrego stresu do tego stopnia, że momentami duszę się z nerwów.
Zaburzenia odżywiania, niechęć do zmiany i lęk. Celowo sprawiam sobie cierpienie, wiem, że tak nie mogę funkcjonować.
Nie mam pojęcia co mam zrobić, chodzę do psychologa i rozmawiamy o moich zaburzeniach odżywiania, ale dalej nie jestem gotowa nic z tym zrobić, nie jestem gotowa na wprowadzenie regularności w jedzeniu, czuje się komfortowo tak, jak teraz jest, ale wiem, że jest to dla mnie złe i męczy mnie to, czuje się jakbym zasługiwała na cierpienie, jednak nie chce cierpieć, nie chce zmieniać tego jak się odżywiam bo boje się ze gdy to zmienę to przytyje, a tak to czuje się bezpiecznie, jednak nie chce dalej tak żyć, nic już nie rozumiem.
śmierć bliskiej osoby

Śmierć bliskiej osoby – jak sobie z nią poradzić?

Śmierć bliskiej osoby to jedno z najtrudniejszych przeżyć. Żałoba jest naturalną reakcją psychiczną, która pomaga zaakceptować stratę. Każdy przeżywa ją inaczej, a powrót do równowagi wymaga czasu i wsparcia.