
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, uzależnienia, związki i relacje
- Problem z alkoholem...
Problem z alkoholem w związku - jak sobie radzić?
Anonimowo
Piotr Ziomber
Dzień dobry
To, co opisujesz, nie wygląda na „kilka normalnych sytuacji”, tylko na powtarzalny wzorzec picia, ukrywania, zaprzeczania i przerzucania winy, a to niestety jest niszczące w Waszych relacjach. To bardzo obciąża psychicznie partnera i stąd Twoje sprawdzanie, napięcie i płacz. To są typowe reakcje przy życiu z osobą, która ma problem z alkoholem. Co jest tu kluczowe to dla przykładu to, że on nie uznaje problemu (albo robi to tylko pod wpływem innych osób) a obietnice nie przekładają się na zmianę. Pojawia się ukrywanie picia i picie „po kryjomu”. Ty sama zaczynasz żyć w ciągłym napięciu i kontroli. To wszystko razem sugeruje, że problem jest realny niezależnie od tego, jak on go nazywa i niszczy to Ciebie. Nie jesteś w stanie go przekonać do zmiany, dopilnować ani naprawić. Terapia ma sens tylko wtedy, gdy on sam uzna problem i będzie chciał coś zmienić. Pójście „bo koledzy powiedzieli” często nie wystarcza.
Ustal jasną granicę : np. „Nie będę w związku, w którym partner pije i nie podejmuje leczenia”. Sprawdź czyny, nie słowa. Jeśli zapisze się na terapię wtedy zobacz, czy faktycznie chodzi, pracuje nad sobą, a nie tylko „odhacza”.
Przestań brać na siebie rolę kontrolera gdyz to Ciebie niszczy. To tylko zwiększa Twoje wyczerpanie i nie zatrzymuje problemu. Poszukaj wsparcia dla siebie np. grupy dla bliskich osób uzależnionych , takie grupy działają stacjonatrnie i online, są anonimowe, a poczujesz się tam wysłuchana, zrozumiana i zaopiekowana. Daj sobie prawo do odejścia, jeśli nic się nie zmienia. Strach przed rozstaniem jest normalny, ale zostawanie w sytuacji, która Cię niszczy, też ma swoją cenę. To, że „wybuchasz” i wypominasz nie jest znikąd. To efekt narastającej frustracji i bezsilności. Można nad tym pracować, ale to nie jest źródło problemu, tylko jego skutek. Zadaj sobie jedno konkretne pytanie: „Jeśli za rok wszystko wygląda dokładnie tak samo jak teraz, czy chcę w tym być?” To często pomaga zobaczyć, czy czekasz na realną zmianę, czy na nadzieję.
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Sylwia Skibińska
Dzień dobry,
Z Pani opisu wynika, że od dłuższego czasu żyje Pani w napięciu i niepewności związanej z piciem partnera. Sprawdzanie czy pił, utrata zaufania i ciągły lęk są częstymi reakcjami osób żyjących z partnerem nadużywającym alkoholu.
Postawiła Pani jasną granicę, proponując terapię. Teraz decyzja o podjęciu leczenia należy do partnera. Warto pamiętać, że nie ma Pani wpływu na jego wybory, ale ma Pani wpływ na to jak zadba o siebie i swoje bezpieczeństwo emocjonalne. W tej sytuacji warto rozważyć wsparcie psychologiczne dla siebie.
Pozdrawiam serdecznie,
Sylwia Skibińska
Paulina Duda
Dzień dobry,
dzieli się Pani swoją historią opisując wiele sytuacji, które mogą świadczyć o problemowym używaniu alkoholu przez partnera. Rozumiem, że doświadcza Pani dużego obciążenia emocjonalnego, utraty zaufania i poczucia bezradności.
Warto podkreślić, że nie ma Pani wpływu na to, czy partner podejmie leczenie i uzna swój problem. Może Pani natomiast zadbać o siebie, swoje granice i własne bezpieczeństwo emocjonalne.
może dobrym rozwiązaniem byłoby skorzystanie z konsultacji psychologicznej dla siebie, aby otrzymać wsparcie i spokojnie przyjrzeć się swoim potrzebom oraz dalszym decyzjom dotyczącym związku.
Jeżeli partner rzeczywiście podejmie terapię, będzie to ważny krok, jednak zmiana wymaga przede wszystkim jego własnej motywacji. Na ten moment najważniejsze jest, aby nie pozostawała Pani z tym sama.
Pozdrawiam
Paulina Duda
Psychoterapeuta CBT
Agnieszka Włoszycka
Dzień dobry,
Czytając Pani wiadomość, czuję ogromny smutek, bezsilność i zmęczenie. Mam wrażenie, że od dłuższego czasu żyje Pani w ciągłym napięciu i zamiast cieszyć się związkiem, sprawdza Pani, czy partner znowu pije i czy można mu zaufać. Zatrzymałam się przy zdaniu: „czuję się dla niego nieważna”. To brzmi dla mnie jak jedna z największych ran w tej relacji. Niestety, dopóki partner sam nie uzna, że ma problem i nie podejmie leczenia dla siebie, zmiana może być bardzo trudna.Chciałabym też zapytać: co sprawia, że mimo tego cierpienia wciąż tak trudno Pani odejść? I czy w tym wszystkim znajduje Pani jeszcze przestrzeń, by zadbać o siebie, a nie tylko o jego problem?
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka
Edyta Kotula
To jest bardzo trudna sytuacja i widać, ile już Pani kosztowała. Z tego, co Pani opisuje, mam wrażenie, że od dawna próbuje Pani ratować ten związek, a jednocześnie coraz bardziej traci spokój i poczucie bezpieczeństwa.
Najbardziej porusza mnie to, że dziś nie zastanawia się już Pani, czy on przestanie pić, tylko żyje w ciągłym napięciu, sprawdza szafki i zastanawia się, co wydarzy się kolejnego dnia. To ogromne obciążenie.
To, że boi się Pani odejść i jednocześnie coraz częściej o tym myśli, jest bardzo zrozumiałe. Nie musi Pani podejmować decyzji od razu. Warto jednak pamiętać, że nie da się pomóc komuś, kto sam nie widzi problemu. To on musi wziąć odpowiedzialność za swoje leczenie. Proszę teraz pomyśleć przede wszystkim o sobie: czego Pani potrzebuje, żeby czuć się bezpiecznie? Nie musi Pani podejmować decyzji od razu, ale ma Pani prawo postawić granice i odejść, jeśli ten związek odbiera Pani spokój. Bardzo zachęcałabym również Panią do rozmowy z psychologiem lub skorzystania ze wsparcia dla bliskich osób z problemem alkoholowym. Nie musi Pani dźwigać tego sama.
Edyta Kotula | Psycholog, Psychotraumatolog
Małgorzata Klimowska
Kiedy ostatni raz przeżyła Pani cały dzień, nie zastanawiając się, czy partner dziś wypije? I jak się Pani z tym czuje?
Czytając Pani wpis, odnoszę wrażenie, że od wielu miesięcy żyje Pani w ciągłym napięciu i próbuje kontrolować coś, na co nie ma Pani wpływu. To musi być bardzo wyczerpujące. Emocjonalnie i fizycznie. Ma Pani prawo zadbać o siebie, o swoje bezpieczeństwo i dobrostan. Rozumiem, że zależy Pani na partnerze i chciałaby Pani mu pomóc. Warto jednak pamiętać, że decyzja o leczeniu i zmierzeniu się z sytuacją należy do niego. Tak samo jak nikt nie podejmie za Panią decyzji, czy zostać w tej relacji, czy odejść. Zachęcałabym jednak, żeby na chwilę odłożyć pytanie: „Czy on się zmieni?” i spróbować odpowiedzieć sobie na inne: „Czego ja chcę dla siebie?” oraz „Jak długo jestem gotowa żyć w taki sposób?”.
Joanna Michałek
Dzień dobry,
nie wiemy tego na pewno, ale wygląda to na uzależnienie. Niestety nie mamy takiej mocy aby kogokolwiek do czegokolwiek zmusić. Każdy sam podejmuje decyzje i ty również. Od ciebie zależy co zrobisz, czego chcesz w życiu. Może parę pytań na początek:
Jak się mam w tej relacji?
Czy jest dla mnie karmiąca?
Czy chcę żeby tak wyglądało moje życie/codzienność za rok, pięć?
Jak bym chciała żeby wyglądało moje życie/codzienność?
Powodzenia!

Zobacz podobne
Witam. Przez pewien czas byłam blisko w relacji z dwiema dziewczynami. Po pewnym czasie zauważyłam, że zaczęły się one obydwie odsuwać ode mnie. Byłam zazdrosna o tę relację (gdzie to niestety ukazywałam) I z jedną z nich straciłam kontakt, bo poczuła, że wtrącam się w jej życie. Zaczęłam się odsuwać od tych koleżanek, stwierdzając, że nie ma co być w relacji na siłę. Po jakimś czasie u nich nastąpił konflikt i jedna z nich zaczęła się do mnie zbliżać. Byłyśmy naprawdę bardzo blisko.
Każde problemy, troski, żale rozwiązywałyśmy razem.
Ostatnio ona zaczęła znowu odnawiać kontakt z poprzednią koleżanką, zaczęły znowu być blisko siebie, poczułam, że nasze spotkania, rozmowy już nie są takie jak kiedyś. Zasugerowała mi ona, żebym odezwała się do tej dziewczyny i wyjaśniła z nią wszystko. Napisałam do niej, dowiedziałam się, że miała do mnie problem, ponieważ ona była w ciąży, że była sama, nie miała z kim porozmawiać. Ja po prostu miałam blokadę do niej, bo sama się odsunęła i nie chciała ze mną relacji, a wymagała ode mnie, żebym jej pomagała (gdzie o tę pomoc mnie nie prosiła). Przyznałam jej i przeprosiłam za to, że kontrolowałam jej życie i ciągle musiałam gdzieś być z nią. Napisałam jej, co czułam, że miała prawo się odsunąć, ale sugerowanie, że nie miała ode mnie pomocy nie prosząc o nią to nie mogła mnie winić. Ona sugerowała mi już w grudniu spotkanie ze możemy się zobaczyc(bo urodziła dziecko i chciała pokazać córkę), ja nie umiałam się spotkać, bo musiałam wszystko przetrawić i napisałam, że porozmawiam z mężem i spotkamy się następnym razem. Ja jej zasugerowałam spotkanie ostatnio, pomoc przy dziecku i ogólnie. Powiedziała, że da znać i dziękuję za troskę. Porozmawiałam z przyjaciółka, powiedziałam, że się do niej odezwałam i powiedziałam co czuje i wql, popierała mnie i była szczęśliwa że zrobiłam krok. Ostatnio rozmawiałam z przyjaciółka i znowu odczułam zazdrość, że znowu do niej idzie, a do mnie po wielu zaproszeniach nawet nie przyszła. I wysłuchałam, że to wszystko moja wina, że powinnam dawno wyciągnąć rękę, bo ona jest taka, że nie potrafi. Zarzuciła mi, że ciągle tłumaczę się i bronie swoimi problemami psychicznymi a ja nie czuje ze to obrona tylko po prostu się tak czuje. Nie umiałam podjąć wcześniej takiej decyzji, żeby się odezwać, bo tego nie czułam, miałam blokadę. Teraz ona wyczuła, że ciągle ja kontroluje, bo ona się z nią spotyka i ciągle mam o to problem i nie umiem się pogodzić ze oni są razem, a jakbym się odezwała to też bym z nimi mogła spędzać czas. Obwiniam mnie ze jestem hipokrytka, bo powinnam od razu się umówić na spotkanie skoro tak mi bardzo na tym zależy. Ale tal naprawdę po prostu czuje ze moja najbliższą przyjaciółka znowu woli ją od niej Czuje się okropnie, chodzę do psychologa. Niby wszystko sobie mówię i tłumaczę, ale nie umiem się z tym pogodzić. Co mam zrobić
doświadczyłam czegoś, co strasznie mnie poruszyło - straciłam bliską przyjaciółkę, z którą spędziłam wiele lat.
to było jak nagły cios w serce, opierałam na tej relacji tyle rzeczy w życiu. Staram się zrozumieć, co się właściwie stało i dlaczego nasza przyjaźń się rozsypała.
Doświadczam całego spektrum emocji, od smutku i żalu, przez złość, aż do rozczarowania. Czasami nie umiem zatrzymać tych myśli o tym, „co by było, gdyby...” czy ktoś mógłby mi doradzić, jak przetrwać ten czas? Czuję, jakby część mnie zaginęła i nie wiem, jak się pozbierać. Myślę nad tym, co mogę zrobić, żeby zrozumieć własne uczucia i zacząć na nowo układać swoje życie.
Proszę o rady, bo już nie mogę tak żyć
Czy warto utrzymywać kontakt z toksyczną, starszą o 14 lat siostrą, która twierdzi, że niepotrzebnie się urodziłam, bo ona powinna być jedynaczką? Czy można utrzymywać kontakty z osobą, która twierdzi, że jestem beznadziejna, brzydka, nic niewarta w życiu i zawsze spadam jak kot na cztery łapy? Ja mam wrażenie wręcz odwrotne — jestem fajną, otwartą osobą, ale jeśli będę słuchać takich rzeczy, wpadnę w jakąś depresję.

