Aplikacja TwójPsycholog wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Problem z alkoholem w związku - jak sobie radzić?

Dzień dobry. Na wstępie przepraszam, że mogę pisać trochę nieskładnie, ale nadal jestem pełna emocji. Od dwóch lat jestem w związku z chłopakiem, który jak się okazało ma problem z alkoholem. Zauważyłam to rok temu kiedy zamieszkaliśmy razem - chce podać kilka przykładów trudnych dla mnie sytuacji które od tamtego czasu wystąpiły. - Sierpień 2025 - wychodzenie z psem, do piwnicy, do samochodu pod różnymi pretekstami a jak się później okazało żeby się napić. Po jednej z większych kłótni pojechałam spać do domu moich rodziców. Następnego dnia przyjechał przeprosić (ale nie sam z siebie, ja mu dałam do zrozumienia że już dawno powinien stać pod moimi drzwiami). Przeprosił i musiał na chwilę po coś wyjść. Wrócił pijany. Przegadaliśmy i dłuższy czas było okej. - luty 2026 - trochę się pochorowałam i mój troskliwy chłopak kazał mi leżeć w łóżku a on się wszystkim zajmował. Jak się okazało był to świetny pretekst żeby pić nie zauważonym w kuchni. - Maj 2026 - poszliśmy na urodziny i trochę za dużo wypił o czym go poinformowałam - obiecał że więcej dzisiejszego dnia nie wypije. Jednak długo czekać nie musiałam bo po chwili przyszedł jego kolega i polał mu Kieliszek wódki. Mimo że siedziałam obok bez zastanowienia go wypił, a potem wypił jędzę kolejnych innych. Skończyło się tak, że ja przepłakałam pół imprezy a on musiał zostać odprowadzony do taksówki. Następnego dnia usłyszałam że nie potrafię się bawić i robię problem z niczego. Dopiero koledzy w pracy uświadomili go, że jednak problem jest. Przepraszam nie usłyszałam. - Czerwiec 2026 - tydzień temu (środa) podczas spaceru z psem wypił piwa i wrócił do domu wypity. Pokłóciliśmy się o to i przez kolejne dni się do niego nie odzywałam. Przed wczoraj dowiedziałam się, że mimo to w czwartek wypił setkę a przez weekend butelkę wódki. Od dwóch dni niemal bez przerwy płacze. Nie potrafię odbudować do niego zaufania. Niemal codziennie zastanawiam się czy dzisiaj coś wypije czy nie, sprawdzam szafki i piwnicę. Czuję się dla niego przez te sytuacje nieważna. Po ostatnich sytuacjach powiedziałam, że albo idzie na terapię albo się rozstajemy - usłyszałam że nie pójdzie bo nie problemu, napicie się kilka razy w tygodniu jest normalne. Dopiero po rozmowie z kolegami stwierdził, że jednak się zapisze na terapię - mam wrażenie że mimo to nadal nie widzi problemu. Ja cały czas płaczę a on nic z tym nie robi, wypomina mi, że ja mu wykrzykuje to jak się zachowuje i jak się z tym czuje - twierdzi że tylko wbijam mu szpileczki. I z tym akurat ma rację, ale ja już nie mam siły. Coraz bardziej chce odejść a jednocześnie się tego boję. Nie mam pojęcia co robić
Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Dzień dobry

 

  To, co opisujesz, nie wygląda na „kilka normalnych sytuacji”, tylko na powtarzalny wzorzec picia, ukrywania, zaprzeczania i przerzucania winy, a to niestety jest niszczące w Waszych relacjach. To bardzo obciąża psychicznie partnera i stąd Twoje sprawdzanie, napięcie i płacz. To są typowe reakcje przy życiu z osobą, która ma problem z alkoholem. Co jest tu kluczowe to dla przykładu to, że on nie uznaje problemu (albo robi to tylko pod wpływem innych osób) a obietnice nie przekładają się na zmianę. Pojawia się ukrywanie picia i picie „po kryjomu”. Ty sama zaczynasz żyć w ciągłym napięciu i kontroli. To wszystko razem sugeruje, że problem jest realny niezależnie od tego, jak on go nazywa i niszczy to Ciebie. Nie jesteś w stanie go przekonać do zmiany, dopilnować ani naprawić. Terapia ma sens tylko wtedy, gdy on sam uzna problem i będzie chciał coś zmienić. Pójście „bo koledzy powiedzieli” często nie wystarcza.

  Ustal jasną granicę : np. „Nie będę w związku, w którym partner pije i nie podejmuje leczenia”. Sprawdź czyny, nie słowa. Jeśli zapisze się na terapię wtedy zobacz, czy faktycznie chodzi, pracuje nad sobą, a nie tylko „odhacza”.

Przestań brać na siebie rolę kontrolera gdyz to Ciebie niszczy. To tylko zwiększa Twoje wyczerpanie i nie zatrzymuje problemu. Poszukaj wsparcia dla siebie np. grupy dla bliskich osób uzależnionych , takie grupy działają stacjonatrnie i online, są anonimowe, a poczujesz się tam wysłuchana, zrozumiana i zaopiekowana. Daj sobie prawo do odejścia, jeśli nic się nie zmienia. Strach przed rozstaniem jest normalny, ale zostawanie w sytuacji, która Cię niszczy, też ma swoją cenę. To, że „wybuchasz” i wypominasz nie jest znikąd. To efekt narastającej frustracji i bezsilności. Można nad tym pracować, ale to nie jest źródło problemu, tylko jego skutek. Zadaj sobie jedno konkretne pytanie: „Jeśli za rok wszystko wygląda dokładnie tak samo jak teraz, czy chcę w tym być?” To często pomaga zobaczyć, czy czekasz na realną zmianę, czy na nadzieję.

 

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Sylwia Skibińska

Sylwia Skibińska

Dzień dobry,

Z Pani opisu wynika, że od dłuższego czasu żyje Pani w napięciu i niepewności związanej z piciem partnera. Sprawdzanie czy pił, utrata zaufania i ciągły lęk są częstymi reakcjami osób żyjących z partnerem nadużywającym alkoholu.

Postawiła Pani jasną granicę, proponując terapię. Teraz decyzja o podjęciu leczenia należy do partnera. Warto pamiętać, że nie ma Pani wpływu na jego wybory, ale ma Pani wpływ na to jak zadba o siebie i swoje bezpieczeństwo emocjonalne. W tej sytuacji warto rozważyć wsparcie psychologiczne dla siebie.


Pozdrawiam serdecznie,

Sylwia Skibińska 


Paulina Duda

Paulina Duda

Dzień dobry, 

dzieli się Pani swoją historią opisując wiele sytuacji, które mogą świadczyć o problemowym używaniu alkoholu przez partnera. Rozumiem, że doświadcza Pani dużego obciążenia emocjonalnego, utraty zaufania i poczucia bezradności.

Warto podkreślić, że nie ma Pani wpływu na to, czy partner podejmie leczenie i uzna swój problem. Może Pani natomiast zadbać o siebie, swoje granice i własne bezpieczeństwo emocjonalne. 

może dobrym rozwiązaniem byłoby skorzystanie z konsultacji psychologicznej dla siebie, aby otrzymać wsparcie i spokojnie przyjrzeć się swoim potrzebom oraz dalszym decyzjom dotyczącym związku.

Jeżeli partner rzeczywiście podejmie terapię, będzie to ważny krok, jednak zmiana wymaga przede wszystkim jego własnej motywacji. Na ten moment najważniejsze jest, aby nie pozostawała Pani z tym sama.

 

Pozdrawiam

Paulina Duda 

Psychoterapeuta CBT

Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Dzień dobry,

 

Czytając Pani wiadomość, czuję ogromny smutek, bezsilność i zmęczenie. Mam wrażenie, że od dłuższego czasu żyje Pani w ciągłym napięciu i zamiast cieszyć się związkiem, sprawdza Pani, czy partner znowu pije i czy można mu zaufać. Zatrzymałam się przy zdaniu: „czuję się dla niego nieważna”. To brzmi dla mnie jak jedna z największych ran w tej relacji. Niestety, dopóki partner sam nie uzna, że ma problem i nie podejmie leczenia dla siebie, zmiana może być bardzo trudna.Chciałabym też zapytać: co sprawia, że mimo tego cierpienia wciąż tak trudno Pani odejść? I czy w tym wszystkim znajduje Pani jeszcze przestrzeń, by zadbać o siebie, a nie tylko o jego problem? 

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

Edyta Kotula

Edyta Kotula

To jest bardzo trudna sytuacja i widać, ile już Pani kosztowała. Z tego, co Pani opisuje, mam wrażenie, że od dawna próbuje Pani ratować ten związek, a jednocześnie coraz bardziej traci spokój i poczucie bezpieczeństwa.

Najbardziej porusza mnie to, że dziś nie zastanawia się już Pani, czy on przestanie pić, tylko żyje w ciągłym napięciu, sprawdza szafki i zastanawia się, co wydarzy się kolejnego dnia. To ogromne obciążenie.

To, że boi się Pani odejść i jednocześnie coraz częściej o tym myśli, jest bardzo zrozumiałe. Nie musi Pani podejmować decyzji od razu. Warto jednak pamiętać, że nie da się pomóc komuś, kto sam nie widzi problemu. To on musi wziąć odpowiedzialność za swoje leczenie. Proszę teraz pomyśleć przede wszystkim o sobie: czego Pani potrzebuje, żeby czuć się bezpiecznie? Nie musi Pani podejmować decyzji od razu, ale ma Pani prawo postawić granice i odejść, jeśli ten związek odbiera Pani spokój. Bardzo zachęcałabym również Panią do rozmowy z psychologiem lub skorzystania ze wsparcia dla bliskich osób z problemem alkoholowym. Nie musi Pani dźwigać tego sama. 

 

Edyta Kotula | Psycholog, Psychotraumatolog

Małgorzata Klimowska

Małgorzata Klimowska

Kiedy ostatni raz przeżyła Pani cały dzień, nie zastanawiając się, czy partner dziś wypije? I jak się Pani z tym czuje?

Czytając Pani wpis, odnoszę wrażenie, że od wielu miesięcy żyje Pani w ciągłym napięciu i próbuje kontrolować coś, na co nie ma Pani wpływu. To musi być bardzo wyczerpujące.  Emocjonalnie i fizycznie. Ma Pani prawo zadbać o siebie, o swoje bezpieczeństwo i dobrostan. Rozumiem, że zależy Pani na partnerze i chciałaby Pani mu pomóc. Warto jednak pamiętać, że decyzja o leczeniu i zmierzeniu się z sytuacją należy do niego. Tak samo jak nikt nie podejmie za Panią decyzji, czy zostać w tej relacji,  czy odejść. Zachęcałabym jednak, żeby na chwilę odłożyć pytanie: „Czy on się zmieni?” i spróbować odpowiedzieć sobie na inne: „Czego ja chcę dla siebie?” oraz „Jak długo jestem gotowa żyć w taki sposób?”. 

Joanna Michałek

Joanna Michałek

Dzień dobry,

nie wiemy tego na pewno, ale wygląda to na uzależnienie. Niestety nie mamy takiej mocy aby kogokolwiek do czegokolwiek zmusić. Każdy sam podejmuje decyzje i ty również. Od ciebie zależy co zrobisz, czego chcesz w życiu. Może parę pytań na początek:

Jak się mam w tej relacji?

Czy jest dla mnie karmiąca?

Czy chcę żeby tak wyglądało moje życie/codzienność za rok, pięć?

Jak bym chciała żeby wyglądało moje życie/codzienność?

 

Powodzenia!

Zobacz podobne

Trudności w panowaniu nad gniewem, krzykiem, do tego brak tego uczucia do męża, co kiedyś.
Witam, od pewnego czasu, już w sumie ponad rok, mam taki problem, że jestem ciągle zdenerwowana. Czasem mam dzień, że dosłownie wszystko mnie denerwuje, ale czasem jest też dobrze Jestem mamą dwójki dzieci 1 i 4 lata Jestem z nimi praktycznie sama, bo mąż pracuje za granicą, jest co weekend, ale narazie nie ma możliwości, aby został z nami Pomocy od babć i innych osób z rodziny nie mam praktycznie żadnej Każde wyjście do dentysty czy do fryzjera wiąże się z nerwami, a kto z nimi zostanie, kto się nimi zajmie itp Od pewnego czasu mam taki problem, że krzyczę, po prostu nie potrafię rozmawiać, tylko we wszystkim widzę problem i od razu zaczynam krzyczeć (potem mam wyrzuty sumienia, że robię to niepotrzebnie), ale nie umiem inaczej. Z mężem również dogadujemy się średnio, mimo że jak jest z nami to widzę, że się stara, dba o mnie i o dzieci, zawsze myśli o nas, mimo to ja w nim też widzę problem i mimo to, że wiem, że on robi coś dobrze, ja muszę wykrzyczeć, że wszystko co robi jest źle . Wczoraj powiedział mi, że te moje krzyki i kłótnie bezsensowne są już nie do wytrzymania Każde nasze zbliżenie jest dla mnie jak męczarnią. On naprawdę się stara, nie naciska na mnie, kupuje jakieś drobne i czasem też bardzo drogie prezenty dla mnie, ale ja nie czuję tego, co kiedyś. Nie lubię się już nawet całować, nie sprawia mi nic przyjemności i zmuszam się do tego, najchętniej zostałabym sama. Nie wiem co ze soba robić, nie chce, żeby nasz związek się rozpadł przeze mnie Mamy wspaniałe dzieci i nie wyobrażam sobie tego, że kiedyś moglibyśmy być osobno z mężem.
Mąż strzela focha i grozi rozwodem, a ja analizuję sytuacje czy wszystko jest moją winą.
Byliśmy na wakacjach w ośrodku, było organizowane ognisko. Było bardzo przyjemnie. Mąż rozmawiał z innymi gośćmi, którzy byli z naszych okolic. Pili drinki i jak rozmawiali siedział koło nich. Ja usiadłam ze znajomymi ,z którymi na tych wakacjach byliśmy. W połowie imprezy mężowi się przypomniało, dlaczego nie siedzę koło niego. Potem jeszcze chciał ze mną zatańczyć, a ja odmówiłam, bo nikt nie tańczył, a ja nie lubię pchać się na afisz. Po chwili znajomi zaczęli tańczyć i już wiedziałam, że mam przechlapane. Mąż strzelił na mnie focha na tyle, że spaliśmy osobno. Jak wcześniej próbowałam mu tłumaczyć, że to on znalazł sobie kogoś nowego do rozmów i z nimi siedział, to się burzył i stwierdził, że nasza relacja zmierza w wiadomym kierunku rozwodu. Jak sobie przemyślałam to wszystko to fakt w te wakacje bardziej siedziałam koło znajomych niż koło niego, ale to też nie tylko moja wina, bo on niby gdzieś szedł za mną, potem kogoś przepuścił i co ja miałam się przesiadać w restauracji, żeby być zawsze koło niego? Może powinnam tak zrobić, ale na tym ognisku on też mógł przyjść koło mnie, zresztą czy to jest takie problem, żeby zaraz strzelać aż takiego focha? Strasznie się denerwuję, ciągle analizuję swoje zachowanie co zrobiłam źle i dlaczego nie zrobiłam inaczej. Męczy mnie ciągle poczucie winy. A może faktycznie ja się źle zachowuje? Tylko jak gdzieś jesteśmy na imprezie, a on chodzi swoimi ścieżkami, bo często się zdarza, że siedzę sama, a z niego łajza jest to mówię mu, że mi przykro było, ale nie straszę rozwodem czy nie kładę się osobno. Chociaż może faktycznie to ja tutaj zawiniłam, mogłam się przesiąść obok niego..
Czy warto starać się o zaufanie przyjaciela po zerwaniu znajomości z powodu różnic post-terapeutycznych?

Dzień dobry, co robić. Dobry kumpel zerwał nagle ze mną znajomość uznając, że nasze drogi się rozeszły, bo on po terapii stał się innym człowiekiem, realizuje się zawodowo i życiowo. Poszedł bardzo do przodu. Ja stoję w miejscu i tylko mu narzekałem, a nic z tym nie robiłem. Wysysałem energię z niego. Zarzucił również, że mu w pewnej chwili nie pomogłem, kiedy potrzebował pomocy. Po miesiącu od zerwania znajomości złożył mi życzenia imieninowe. Dalej jesteśmy znajomymi na fejsie. Dwa miesiące później napisałem, że chce pogadać i powiedziałem, że po tych wydarzeniach pracuję na terapii nad sobą. Nie chciał rozmawiać. Powiedział, że jak się zmienię na terapii i pokaże, że coś robię ze swoim życiem to mam się ewentualnie odezwać. Że nadwyrężyłem jego zaufanie. Co robić w tej sytuacji? Dać sobie czas, żeby emocje opadły. Przerobić temat na terapii i odezwać się za rok czy dać sobie spokój z tą znajomością.

Mąż ukrył przede mną pożyczkę. Czy on mnie kocha, czy jest ze mną tylko dla seksu?

Czy jeśli mąż utaił, iż wziął zaliczkę i ile, jest kłamstwem? Po czym mówił, że nie będzie już kłamał, że wszystko będzie mówił? 

Może inaczej - 14 października wziął zaliczki 100 zł na zakupy itp. 

Na drugi dzień poszedł ze mną w gości do swoich rodziców. Byłam w WC. Pół dnia rozmawialiśmy, iż pójdziemy do lekarza by go zbadał, bo ma swe męskie problemy. Stwierdziliśmy, iż dostanie leki. Poszliśmy do apteki, pokazał swą receptę lek 48zl, mąż do mnie tekst cyt,, dobrze, że pożyczyłem od mamy,,. Zapytałam się go kiedy? Odpowiedział cyt,, jak byłaś w WC,,. 

Coś mi nie pasowało, napisałam teściowej smsa z zapytaniem czy pożyczała mu 100 zl, ona zaprzeczyła. Trzymałam tego smsa na odpowiednią chwilę, by udowodnić mężowi swe małe kłamstewko. Myślałam, że powie sam, lecz on nic sobie z tego nie zrobił. Jakby nic się jego zdaniem nie stało wróciliśmy do domu, po drodze ładne selfie, robiliśmy żarty, wszystko pięknie. W domu wspólna kąpiel, udany sex, mega. Nadal nic nie mówił. Stwierdziłam, poczekam i wygarnę mu następnego dnia. Na drugi dzień tuż przed wyjściem jego do pracy milczę i czekam co powie. On uśmieszki, kochanie, kotku itp. Piliśmy wspólnie kawę, zebrałam się i mówię do męża z nerwem "tak teraz szczerze pożyczałeś od mamy 100zl?". On szoku doznał, mówi NIE. Zapytałam czemu tak okłamałeś, wrobiłeś w to mamę? On, że to nic takiego, że chciał mi powiedzieć, ale było mu głupio, że chciał zaoszczędzić, że miał chęć mi dać te 100 zl bym sobie coś kupiła. Powiedział, że już tak nie będzie robił.

Co mam myśleć czy to kłamstwo? Czy jest uczciwy? Co do uczuć, miłości co zapewnia non stop, że boi się, że odejdę, że kocha mnie na maxa, że jaram go itp. Czy to manipulacja, kombinacje by mnie zwieść ? Czy tylko potrzeba bycia ze mną tylko dla sexu?. Nie wiem co myśleć, przestaje mu ufać. Wydaje mi się, że trzyma się u mego boku, bo boi się rozstania z mej strony. Kocham go, lecz nie wiem co myśleć.

Jak radzić sobie z presją rodziców i lękiem przed wyjazdem do chłopaka - porady dla studentki
Witam, proszę o poradę Mam 20 lat i mieszkam w wielkopolsce a mój chłopak w warmińsko-mazurskim. Studiuję zaocznie i obecnie szukam pracy. Rodzice opłacają mi studia. Czuje sie winna że tyle wydają więc zaczęłam sprzedawać swoje rzeczy żeby chociaż trochę ich odciążyć. Więc na bilety też mam jakieś pieniądze i to nie byłby ich wydatek. Chłopak był u nas kilka razy i obiecałam mu że teraz ja przyjadę poznać jego rodziców itp. Mówiłam że przyjadę w walentynki (sobota) i zostane do środy. Chłopak pracuje, ale będzie do 14 więc mogę przyjechać. Problem stanowią moi rodzice, którzy powiedzieli mi że nie ma opcji żebym pojechała, że ich nie obchodzi że chce pojechać i że mam te pieniądze na studia przeznaczyć a nie na wyjazd. Zależy mi na tym związku i chciałabym jednak pojechać. Rozmowa nie pomaga bo od razu krzyczą i grożą że nie będą płacić za studia że sie obrażą itp. Pochodzę z nadopiekuńczego domu gdzie od zawsze byłam kontrolowana. Boje sie ich reakcji gdyż jest to od razu krzyk. Dodam że byłam u psychologa w pcpr ale powiedziała mi to samo co już słyszałam, czyli że mam prawo decydować o sobie itp. Dalej jest we mnie ten lęk pomimo to. Bardzo, ale to bardzo zależy mi na tym, żeby do niego pojechać i zostać do środy. Jednak przez to, że moi rodzice mają problemy finansowe, nie mamy na nic pieniędzy i dostaje mi się za to, przez to, że nie mam pracy, a potem moja mama mówi, że to wina mojego taty, bo to przez niego i ciągle się kłócą o to, kto ma rację, kto nie ma racji i w ogóle dlaczego nie ma pieniędzy. I po prostu nie wiem czemu, ale no boję się jechać, mam jakieś dziwne wyrzuty, chociaż to nie będzie ich wydatek, ale nadal i nie mam pojęcia, co zrobić po prostu, ale już tak się nakręciłam na ten wyjazd, że no nie chcę z niego rezygnować, ale wiem, że może być przez to też ciężko, będę miała pewnie wojnę przez to w domu.
toksyczny związek

Toksyczny związek – jak go rozpoznać i zakończyć?

Czy zastanawiasz się, czy Twój związek jest zdrowy? Nie każda trudność jest toksyczna, ale jeśli czujesz lęk, winę, wątpisz w siebie, boisz się mówić, co myślisz – warto się zatrzymać. Tutaj dowiesz się, jak rozpoznać toksyczny związek i jak go zakończyć.