Left ArrowWstecz

Jak radzić sobie z lękiem przed samotnością i brakiem sensu życia kiedy dzieci dorastają

Mam problem z opowiadaniem o swoich lękach, wolę je opisywać. Boję się zostawać sama, że dzieci się już niedługo wyprowadzą, nie widzę sensu życia.

User Forum

Ewa

11 miesięcy temu
Katarzyna Organ

Katarzyna Organ

Pani Ewo,

 

nie każdy potrafi wprost mówić o swoich lękach, zwłaszcza kiedy wydają się one bardzo realne i mocni zagrażające. Lęk przed samotnością związany z opuszczeniem domu przez dzieci jest dosyć powszechnym zjawiskiem, w końcu ktoś, kto był zawsze, nagle jest daleko i zmienia się całe nasze życie. Są to niewątpliwie trudne chwile, ale mogą też stanowic początek nowego etapu w życiu. Utrata codziennej bliskości z dziećmi może wywoływać poczucie pustki i zagubienia – to coś, co wielu rodziców przeżywa i co wymaga czasu, troski i wsparcia, by na nowo odnaleźć sens i kierunek.

Proszę pamiętać, że to, że dzieci się wyprowadzają nie oznacza, że przestaje Pani być ich mamą, one nadal będą potrzebowały rozmowy z Panią i Pani obecności. W tym trudnym okresie warto, aby skupiła się Pani na swoich przeżyciach i pozwoliła sobie odczuć również smutek, ale warto też może wrócić do starych pasji, albo poszukać nowych? Być może w Pani miejscowości są jakieś grupy wsparcia, które mogą Panią wesprzeć w tym okresie zmiany?

Jeśli to uczucie strachu przed samotnością jest przytłaczające proszę poszukać profesjonalnej pomocy i wsparcia.

 

trzymam za Panią kciuki 

z pozdrowieniami

Katarzyna Organ

psycholog, psychoterapeuta w trakcie szkolenia

11 miesięcy temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Magdalena Pardo

Magdalena Pardo

Witaj Ewo,

 

wyobrażam sobie, że emocje, które masz w sobie są trudne, podobnie jak wizja tego, że Twoje dorosłe dzieci niedługo opuszczą rodzinny dom. W takich momentach lęk, poczucie straty lub smutek to zupełnie naturalne reakcje.  Lęk rodzica związany z opuszczeniem domu przez dorosłe dziecko i jego wyprowadzką jest bardzo powszechny. To emocjonalne doświadczenie wiąże się z obawami o utratę bliskości, poczuciem pustki czy troską o dobro dziecka.

Pamiętaj, że to naturalny etap w życiu rodzica i dziecka, a z czasem emocje zwykle się stabilizują, a relacje nabierają nowego, dorosłego wymiaru.

Rozumiem, że to, co czujesz, jest trudne i trudno jest ci o tym mówić. Opisywanie swoich lęków może być dla Ciebie ważnym krokiem w zrozumieniu ich i znalezieniu wsparcia.

Warto spróbować podzielić się tymi uczuciami z bliską osobą, lub specjalistą (np. psychologiem), którzy pomogą Ci przejść przez ten trudny czas.

Jeśli czujesz, że myśli o braku sensu życia są przytłaczające, ważne jest, abyś szukała pomocy u specjalistów. Nie musisz zostawać z tym lękiem sama Ewo, są ludzie, którzy mogą udzielić Ci odpowiedniego wsparcia w tej trudnej sytuacji.

 

Pozdrawiam,

Magdalena Pardo

psycholożka 

11 miesięcy temu
Justyna Bejmert

Justyna Bejmert

Ewo,

 

To bardzo ważne, że potrafisz o tym napisać – to już pierwszy krok, by nie zostać z tym wszystkim w samotności. Opisywanie swoich lęków to dobra forma wyrażania emocji, zwłaszcza gdy mówienie o nich na głos wydaje się zbyt trudne. To nie jest „gorszy sposób” – to Twój sposób.

 

Lęk przed samotnością, poczucie pustki, strach, że dzieci odejdą i zostaniesz sama – to wszystko bardzo głęboko dotyka i może sprawiać, że świat traci sens. Ale to też sygnał, że coś bardzo potrzebuje uwagi, troski i zrozumienia.

 

Zachęcam Cię do kontaktu z psychologiem. Możesz też prowadzić dziennik, w którym możesz zapisywać swoje obawy, lęki.

 

Pozdrawiam Cię ciepło,

Justyna Bejmert

Psycholog 

11 miesięcy temu
Karolina Bobrowska

Karolina Bobrowska

Dzień dobry,

 

To naturalne, że w tej sytuacji czuje Pani lęk. Zmiany wynikające z toku życia człowieka (wyprowadzka dzieci z domu) są momentami wysoko kryzysogennymi, czyli mogą nas doprowadzić do kryzysu. Napisała Pani, że nie widzi Pani sensu życia - w tej sytuacji warto jak najszybciej skonsultować się z psychologiem. Rozumiem, że opowiadanie o lękach jest dla Pani trudne. Proszę jednak pamiętać, że my psychologowie jesteśmy po to, aby wspierać osoby w trudnych momentach. 
 

Pozdrawiam serdecznie
Karolina Bobrowska

11 miesięcy temu
Tomasz Pisula

Tomasz Pisula

Dzień dobry, Pani Ewo,

To, że trudno jest mówić o lęku, jest zupełnie naturalne. Potrzebujemy bezpiecznej relacji, aby móc dzielić się tym, co trudne. Taka relacja – w której możemy otwarcie mówić o swoich lękach – ma ogromne znaczenie dla naszego dobrostanu. Samo nazwanie emocji i wypowiedzenie ich na głos może znacząco zmniejszyć ich siłę i wpływ na nasze codzienne funkcjonowanie.

 

Moment, w którym dzieci opuszczają dom rodzinny, nazywamy w psychologii syndromem pustego gniazda. Często wiąże się on z poczuciem utraty sensu, kierunku, a także z pytaniami o to, co dalej. To naprawdę trudny etap w życiu – warto wtedy z życzliwością skierować uwagę ku sobie i zastanowić się: co jest dla mnie ważne? Co może dać mi poczucie spełnienia i bliskości?

 

Czasem lęk przed samotnością może wiązać się z głębszymi, egzystencjalnymi obawami – na przykład przed śmiercią. To naturalne, że takie myśli pojawiają się w przełomowych momentach, jak ten, gdy dzieci usamodzielniają się i ruszają w swoją drogę.

W takich chwilach szczególnie ważne jest, by nie zostawać samemu z trudnymi uczuciami. Warto poszukać nowych aktywności, przestrzeni, gdzie można budować relacje i czuć się częścią wspólnoty. Czasem pomocna może być również psychoterapia – miejsce, w którym w bezpiecznej atmosferze można przepracować ten etap, nadać mu sens i odzyskać wewnętrzną równowagę.

 

Z poważaniem,

Tomasz Pisula 

Psycholog, psychoterapeuta.

11 miesięcy temu
Małgorzata Wysocka

Małgorzata Wysocka

Droga Ewo,

To, co opisujesz – lęk przed samotnością, przed tym, że dzieci odejdą, i poczucie braku sensu – to głęboko ludzkie doświadczenie. W psychologii rozwojowej, szczególnie w koncepcji Erika Eriksona, ten moment w życiu często wpisuje się w etap, który nazywa się „generatywność kontra stagnacja”. Pojawia się zazwyczaj w wieku średnim – między 40. a 65. rokiem życia – i dotyczy bardzo ważnego pytania: „Czy moje życie ma sens poza mną? Czy coś po sobie zostawiam?”

Jeśli człowiek ma poczucie, że tworzy, że daje coś od siebie – czy to przez wychowywanie dzieci, tworzenie projektów, wspieranie innych – wtedy rozwija się tzw. generatywność, czyli wewnętrzne poczucie celu i sensu. Ale jeśli te role się kończą, dzieci się usamodzielniają, a Ty nie wiesz, co teraz miałoby być dalej – wtedy może pojawić się uczucie stagnacji, pustki, a nawet kryzys tożsamości. To nie znaczy, że coś jest z Tobą nie tak – wręcz przeciwnie, to znak, że Twój system wartości i potrzeb się przekształca. Takie momenty są trudne, ale jednocześnie bardzo ważne – to punkty zwrotne w życiu, które zapraszają do zmiany.

Piszesz, że boisz się zostawać sama – i to jest bardzo ważny sygnał. Nie chodzi tylko o to, że boisz się fizycznej samotności, ale o coś głębszego: że zniknie rola, która była fundamentem Twojej codzienności. Rola matki, która była zawsze potrzebna, obecna, na straży. To zrozumiałe, że bez tej roli świat może wydawać się pusty. Ale może to jest też moment, kiedy możesz zacząć zadawać sobie pytania: „Czego ja teraz potrzebuję? Co jeszcze mogłabym przeżyć, poczuć, stworzyć – już tylko dla siebie?”

Jeśli łatwiej Ci pisać – to okej. To nie jest teraz Twój największy problem. Najważniejsze jest to, co ten lęk próbuje Ci powiedzieć. Bo lęk zawsze o czymś mówi. Mówi o czymś, co postrzegasz jako zagrożenie – nie zawsze fizyczne, często emocjonalne, egzystencjalne. To może być lęk przed samotnością, przed utratą sensu, przed byciem nieważną, niezauważoną, przed tym, że nie będzie już nikogo, dla kogo jesteś „kimś”.

Zazwyczaj pod lękiem kryją się inne uczucia – smutek, żal, poczucie opuszczenia, czasem złość, że coś nie potoczyło się tak, jak miało. Dlatego konfrontacja z lękiem bywa trudna – nie tylko z powodu jego intensywności, ale też dlatego, że chronią nas przed nim różne mechanizmy obronne. Każdy z nas je ma – to zupełnie naturalne. Ale czasem te mechanizmy, choć kiedyś pomagały, dziś blokują dostęp do prawdy o sobie. Dlatego tak cenna może być praca terapeutyczna – przestrzeń, w której możesz bezpiecznie podejść bliżej do tego, co trudne, bez przymusu, we własnym tempie. Bo lęk to nie wróg – to informacja. A Ty masz prawo ją usłyszeć wtedy, kiedy będziesz gotowa.

W terapii często mówimy, że sens nie musi być głośny, spektakularny. Czasem przychodzi po cichu – kiedy pozwalasz sobie po raz pierwszy naprawdę odpocząć. Kiedy odkrywasz, że nie musisz być już tylko dla innych, że możesz być dla siebie. Tylko ja być dla siebie, kiedy sensem mojego życia było żyć dla innych?  Kiedy uczysz się być swoją własną obecnością – spokojną, czułą, wystarczającą. Zalecam skorzystanie z pomocy psychologicznej. Lepiej się temu przyjrzeć i wspomóc zanim pojawi się, bądź nasili depresja.

 

Z uściskami

Małgorzata Wysocka

Rozplątani. Gabinet Psychologiczny.

11 miesięcy temu
Yolanda Bolívar-Wardas

Yolanda Bolívar-Wardas

Dzień dobry

 

Lęk przed samotnością czy przed tym, że dzieci się wyprowadzą, może wiązać się z głębszym doświadczeniem pustki, utraty sensu, zmiany w życiu. Za takimi uczuciami często stoją potrzeby bycia w więzi, bliskości, czucia się potrzebną.

Z mojej perspektywy jako psychoterapeutki to, co może pomóc, to przyjrzenie się tym uczuciom z łagodnością i ciekawością, najlepiej w bezpiecznej relacji – np. w procesie terapeutycznym. Taka rozmowa pozwala nie tylko wyrazić lęk, ale też odnaleźć w nim coś o sobie – o swoich potrzebach, pragnieniach, tęsknotach. A czasem nawet – od nowa zbudować poczucie sensu.

 

Pozdrawiam

Yolanda Bolivar-Wardas

Psycholog/Psychoterapeuta

 

11 miesięcy temu
Marcin Łazarski

Marcin Łazarski

Dziękuję za podzielenie się swoimi obawami. Czasami pisanie jest łatwiejsze, niż konfrontowanie się z terapeutą i mówieniem o swoich problemach. Jednakże nie poddawałbym się. Zmiany zawsze są trudne i wymagają przede wszystkim zmian w nas samych. Wprowadzenie zmian dotyczących funkcjonowania, trybu dnia codziennego, wsparcia ze strony innych ludzi, codziennej rozmowy z kimś zaufanym. Zadbałbym o wsparcie specjalistów w tym momencie - zacząłbym od psychoterapeuty. On powinien skonsultować i powiedzieć, co dalej. Proszę pamiętać, że pisanie o swoich emocjach może przynosić ulgę, ale to profesjonalna pomoc jest jedyną drogą, żeby poczuć się lepiej. Jeśli pojawiają się myśli samobójcze - bezwzględnie zalecam konsultacje u psychiatry.

11 miesięcy temu
Aleksandra Wincz- Gajda

Aleksandra Wincz- Gajda

Szanowna Pani Ewo,

 

Jeśli znajduje się Pani na etapie opuszczania gniazda przez dzieci, to całkowicie zrozumiałe, że przeżywa Pani kryzys. W tej sytuacji rzeczywiście może być konieczne ponowne zdefiniowanie sensu życia. Jeśli opieka nad dziećmi i angażowanie się w ich sprawy stanowiły ogromną część Pani życia, to teraz, kiedy to się zmieni, bardzo ważne może okazać się większe uwzględnienie innych relacji, związku, pracy, hobby, sposobów spędzania wolnego czasu.

Być może korzystnym doświadczeniem byłby kontakt z psychologiem, grupą terapeutyczną (na przykład w Oddziale Dziennym), grupą wsparcia złożoną z osób w podobnym wieku.

Gorąco Panią zachęcam, by skonfrontować się z problemem opowiadania o sobie. Wszyscy jesteśmy istotami społecznymi i potrzebujemy życzliwego świadka, towarzysza, by przezwyciężać nasze wewnętrzne trudności.

 

Pozdrawiam serdecznie,

Aleksandra Wincz- Gajda

psycholog, psychoterapeuta

11 miesięcy temu
Weronika Babiec

Weronika Babiec

Pani Ewo,

Przez wiele lat prawdopodobnie to właśnie bycie mamą - obecną, zaangażowaną, potrzebną, było dla Pani ważną rolą, źródłem sensu, kierunku, codziennego rytmu. Teraz kiedy ta rola zaczyna się zmieniać, mogą pojawiać się trudne emocje, w tym lęk i poczucie braku sensu. 

Kiedy życie się zmienia, dzieci dorastają, a świat wokół jakby „przyspiesza” – wielu rodziców osób czuje pustkę, zagubienie, smutek. I czasem trudno wtedy zobaczyć, co jeszcze mogłoby dawać sens, kiedy to, co dotąd było najważniejsze, zaczyna się zmieniać.

Jest Pani w bardzo ważnym i trudnym momencie życia, który domaga się czułości, wsparcia i może też nowego kierunku. Być może to czas, żeby zacząć stopniowo dawać uwagę sobie, swoim potrzebom, pasjom, rzeczom, które były odkładane „na potem”. 

 

Jeśli jednak trudno Pani samodzielnie odnaleźć ten nowy kierunek, zachęcam, żeby zastanowić się nad wsparciem psychologa, który może Pani pomóc z doświadczanymi trudnościami oraz będzie towarzyszyć w poszukiwaniu nowego kierunku. 

 

Życzę wszystkiego dobrego,

Weronika Babiec

Psycholożka, Terapeutka ACT


 

mniej niż godzinę temu
dep.pop

Darmowy test na depresję poporodową (Edynburska Skala Depresji Poporodowej)

Zobacz podobne

Mieszkam z chłopakiem od roku. Mam 22 lata, mój chłopak 18. Dom należy do 3 braci.
Dzień dobry. Mieszkam z chłopakiem od roku. Mam 22 lata, mój chłopak 18. Dom należy do 3 braci. Jego rodzice nie mieli nic przeciwko, żebym wprowadziła się do nich i szybko mnie zaakceptowali oraz polubili, jest tak do dziś. Mieszkają tutaj 3 rodziny w jednym małym domu. 3 braci + żony. Dwie rodziny mają swoje dzieci. Jedna rodzina jest w porządku, śmiejemy się, rozmawiamy, nie ma żadnych kłopotów. Natomiast ta druga rodzina robiła problemy od wielu lat, jeszcze zanim wprowadziłam się tutaj. Wiedziałam co dzieje się w domu mojego chłopaka, ale chciałam być blisko niego i nie sądziłam, że wygląda to tak źle, jak z jego opowiadań. Ta ,,zła" rodzina robi wiecznie problemy o drobnostki. Już dwa tygodnie po moim przyjechaniu zostałam obrażona przez nich bezpodstawnie, z biegiem czasu jest tylko gorzej i gorzej. Przeważnie poważniejsze kłótnie są raz na tydzień, zdarzy się częściej. Otóż brat teścia razem z jego żoną dokuczają naszej rodzinie dla zabawy, uprzykrzają życie. Od kiedy tutaj jestem, doszło do 3 szarpanin, najpierw teściowa była szarpana przez brata ojca, później mój chłopak, a wczoraj teść, który aktualnie ma problemy zdrowotne i nie może chodzić. Rodzice mojego partnera nic z tym nie robią, myśląc, że problem sam się rozwiąże. Ja z chłopakiem nie możemy wyjść z pokoju, bo żona brata wchodzi na nas i popycha na ścianę (waży 150 kg na 165 cm). Każde takie zatarcie kończy się ostrą kłótnią, nerwami. Mój partner nie czuje wsparcia w rodzicach, wzywaliśmy jego chrzestna, żeby zdziałała coś - bezskutecznie. W każdej kłótni pada tekst w stronę mojego chłopaka "to nie jest twój dom, jak kupisz sobie od ojca, to wtedy będziesz mógł się rządzić". Teściowa i teść również mają problem z "wpadaniem" na nich poprzez żonę brata. Myśli, że jest panią domu, ze wszystko jej wolno, a dom nawet nie należy do niej. Rodzice nie dzwonią na policje, za to ona już tak i wtedy to my jesteśmy najgorsi. Jeśli coś się stanie idzie na nas. Nie można zwrócić im uwagi, że robią coś źle, bo wychodzi kłótnia. Nie wiem czy to ma znaczenie, ale ona nie pracuje, a jej mąż robi wszystko za nią, nawet sprząta, ona jedynie gotuje. Czy ja, jako partnerka jestem w stanie jakoś pomóc? Mogę coś zrobić? Chcę jedynie żyć spokojnie z chłopakiem, tak jak było kiedyś, teściowie również. Z drugą rodziną nie ma żadnych problemów, tylko ta jedna, potrafi przyczepić się o wszystko. Chce móc normalnie wyjść i zrobić sobie kanapki, ale nie mogę, bo dochodzi do przemocy. Nie mamy możliwości wyprowadzenia się w 4 osoby razem z rodzicami, dlatego szukam rozwiązania, nie wiem nawet do kogo zgłosić się o pomoc, czy mogę coś zrobić, czy tata mógłby... I czy potrzebuję dowodów. Najlepiej byloby gdyby oboje zniknęli z tego domu, nie sądzę, żeby policja mogła coś zdziałać w tej sprawie i czy w ogóle mogę ingerować w to. Proszę o pomoc
Zacznę od tego, iż przedwczoraj powiedziałam po prawie 2 latach swojemu partnerowi o sytuacji, która mnie męczyła, o której tak naprawdę bałam się mu powiedzieć.
Zacznę od tego, iż przedwczoraj powiedziałam po prawie 2 latach swojemu partnerowi o sytuacji, która mnie męczyła, o której tak naprawdę bałam się mu powiedzieć. Sytuacja, o której mu powiedziałam, wyglądała w sposób taki, iż jego ojciec pewnego wieczoru, gdy wróciłam z pracy (opiekował się wtedy moim dzieckiem, a mój partner był na wyjeździe z wojska, jego żona również była na wyjeździe) zadał mi szokujące mnie pytanie, czy chce się z nim przespać. Gdy odpowiedziałam mu nie i jeszcze raz mówiłam nie i powtarzałam, że nie, że kocham jego syna, że nie ma takiej opcji, żeby coś takiego miało miejsce, zadał mi on kolejne pytanie, skoro nie chce się z nim kochać, to chociaż czy on może zrobić mi dobrze w kontekście minety. Po raz kolejny odpowiedziałam, że nie. Zdaję sobie sprawę, że mogłam powiedzieć o tej sytuacji wszystkim wcześniej, ale bałam się. Czułam, że jestem zastraszana. Gdy chciałam o tym powiedzieć, to od jego ojca usłyszałam, że to będzie moja wina, że ja rozwalę dwie rodziny, że nikt mi nie uwierzy, że to słowo przeciwko słowu. Gdy przedwczoraj była konfrontacja z mamą i tatą mojego partnera, pierwsze co na wejściu usłyszałam od jego ojca zdenerwowanego, że no dalej, dalej mów co masz do powiedzenia, że ja kłamie, gdy powiedziałam w spokoju, jak wyglądała cała sytuacja, zaczął się wściekać i rzucać na moją osobę bluzgami, gdy ja nic nie mówiłam, nie chciałam reagować krzykiem na krzyk. Ale gdy zaczął mi grozić, że ja jeszcze tego pożałuję, że on zniszczy mi życie, nie wytrzymałam i wykrzyknęłam, że kto kłamie, to kłamie, że on wie, jaka jest prawda. Fakt jest taki, iż dziś usłyszałam, że jego żona mi wierzy. Ma żal, że tak późno to powiedziałam, rozumiem to w 100%. Mój partner mi też powiedział, że wierzy, ale powiedział, że jeśli wyjdzie coś jakiś brud na mnie, że ja coś to nie będzie fajnie. Powiem szczerze, nigdy nie myślałam o tym człowieku pod kontekstem seksualnym czy partnerskim. Zawsze traktowałam go jako ojca mojego partnera. Boję się, że po groźbach, które usłyszałam od jego ojca, że coś wymyśli lub powie i znów zmanipuluje bliskimi. Boję się, że ja jako osoba niewinna padłam ofiarą osoby psychicznej, która i tak zryła mi łeb dosłownie. Byłam u psychiatry, który zapisał mi leki. Przez tego człowieka nie umiałam już dłużej trzymać w sobie czegoś, co nie jest moją winą w żaden sposób. Boję się, że on zniczy mnie moją psychikę jeszcze bardziej. Zniszczy moją rodzinę mojego partnera i nasze dziecko. Nie wiem, co mam teraz myśleć, potrzebuje pomocy.
Trudna relacja z nastoletnią córką partnera: Jak sobie radzić?

Potrzebuję pomocy. Z moim partnerem jesteśmy razem kilka lat. Ja w tym roku skończę 34 a on 40 lat. Ja nie mam dzieci, on ma córkę nastolatkę z poprzedniego związku, jeszcze za czasów studenckich. Gdy się urodziła, to on wziął urlop dziekański, zajął się córką, by matka dziecka mogła dokończyć studia. Po kilku miesiącach okazało się jednak, że ma ona romans z kolegą z roku, wyprowadziła się i dziecko zabrała. Ograniczała kontakty, potem lata walki w sądzie, przepychanki itd. Na ten moment od kilku lat jedyny sposób komunikacji pomiędzy rodzicami dziewczynki to smsy. Oboje z moich obserwacji robią sobie na złość, a dziecko od zawsze było kartą przetargową dla rodzicielki. Gdy się poznaliśmy, jego córka miała 9 lat. Od razu się polubiliśmy, spędzaliśmy w trójkę dużo czasu razem. Pewne rzeczy mi nie odpowiadały, jak na przykład to, że mój partner na bardzo dużo jej pozwalał, dosłownie wchodziła mu na głowę. Gdy zwracałam mu delikatnie uwagę, że nie powinien jej na wszystko pozwalać, wszystkiego na zawołanie kupować, to niby to szanował, ale w rzeczywistości ona dalej robiła, co chciała. Zamieszkaliśmy razem po roku u mnie. Młoda dostała swój pokój, my "zamieszkaliśmy" w salonie. Często był płacz, że nie chce wracać do matki, że ojczym i młodsze siostry ją źle traktują, że u nas czuje się lepiej, namawiała ojca, by złożyć dokumenty do sądu, żeby była przy nas. Pomagałam w opiece nad nią, uczyłam jazdy konnej (mam swojego konia i często jeździła ze mną do stajni, bardzo to lubiła). Kupowałam jej ciuchy, bo potrafiła do nas zimą w śniegu przyjechać w dziurawych trampkach, kurtki, czapki, rękawiczki, piżamy, wszystko, co potrzebowała, miała. Zorganizowaliśmy jej komunię. W okresie pandemii partner przepisał ją do prywatnej szkoły, na którą na tamten moment nie było nas stać, ale on uważał, że to zaprocentuje w przyszłości. W finansowaniu szkoły dla młodej pomagała nam jego mama (moja teściowa). Co roku były też wakacje, często za granicą - wszędzie jeździliśmy we trójkę. Często mówiłam, że ją kocham. Naprawdę pokochałam to dziecko, zaakceptowałam, stawałam w jej obronie, gdy coś się działo. To do mnie zadzwoniła, jak pierwszy raz dostała okres, to ja uczyłam ją w łazience, jak zakłada się podpaski i to my kupiliśmy jej pierwsze środki higieniczne. Choć nie ukrywam, że pewne rzeczy mi ciążyły (chociażby to, że nigdy nie byliśmy na romantycznym wyjeździe sami we dwójkę, wakacje zawsze były planowane pod młodą), to akceptowałam sytuację. Nigdy też nie próbowałam zastępować jej matki. Zawsze powtarzałam, że mamę ma się jedną, a my możemy się przyjaźnić. Problemy zaczęły się w 2022 roku. Po kilku latach namowy ze strony córki mój partner zdecydował się złożyć papiery do sądu o zmianę miejsca pobytu dziecka. Młoda coraz gorzej radziła sobie z powrotami do domu matki i ojczyma, błagała wręcz ojca, by złożyć te papiery. W trakcie całej procedury dziecko jednak zmieniło zdanie. Tylko że nam o tym nie powiedziała, tylko zrobiła z mojego partnera totalnego idiotę przed sądem i ośrodkiem, w którym mieli robione testy. Dosłownie jak czytaliśmy opinie z poradni psychologiczno pedagogicznej, to nie wiadomo było czy śmiać się, czy płakać. W międzyczasie pojechaliśmy na wakacje. W pewnym momencie zobaczyłam, że w kosmetyczce ma leki, o których wcześniej nic nie wiedzieliśmy. Były to silne leki sterydowe na alergię. Wywiązała się awantura, i uważam że mój partner miał rację, bo jakby coś się stało na środku jeziora, to nie wiedzielibyśmy nawet, że przyjęła jakieś leki. Zawsze młoda była z nami bardzo szczera, więc takie zachowanie zbiło nas totalnie z tropu, było to do niej niewiarygodnie niepodobne. Od tego momentu zaczęły się schody. Kolejny rok był dla mnie bardzo nieprzyjemny. Za każdym razem jak młoda do nas przyjeżdżała to niby w żartach mi ubliżała, że jestem stara, jak się zmęczyłam idąc po schodach "no tak, wiek już nie ten, to już starość". Zaczęły się kłótnie z moim partnerem o nią, uważał, że przesadzam, że to tylko dziecko. Pojawiały się kłamstwa, jedno po drugim. Zaczęła ograniczać przyjeżdżanie do nas. Manipulowała i nami i swoją matką wykorzystując to, że jej rodzice ze sobą nie rozmawiają. W weekendy, w które miała być u nas, zaczęła nocować u koleżanek. Przełom nastąpił w kolejne wakacje, kiedy okazało się, że udając, że śpi podsłuchuje nasze rozmowy i wszystko przekazuje swojej matce. Wyszło to na jaw podczas rozprawy w sądzie. W pewnym momencie przy niej rozmawialiśmy już tylko o pogodzie. Po tych wakacjach była już u nas dosłownie z 3 czy 4 razy. W któryś dzień w listopadzie 2023 roku mój partner wyjechał w sprawach służbowych, uprosił mnie by na weekend jego córka mogła przyjść z koleżanką, zrobić sobie nocowanke u nas. Zgodziłam się. W pewnym momencie zamknęły się w łazience i zaczęły bawić się kosmetykami. W tym moimi. Zniszczyły mi kosmetyki, ufajdały całą łazienkę. Powiedziałam, że nie wyjdą na dwór, dopóki tego nie posprzątają. Chciało mi się płakać. Od tamtego momentu powiedziałam, że nie ma wstępu do mojego mieszkania. Partner to uszanował, nie zaprasza jej do nas. Spotykają się na mieście. Po tym jak ośmieszyła go w sądzie, w poradni w trakcie opiniowania, jak mnie obrażała niby w żartach, jak sprzedawała wszystko z naszego życia swojej matce, po tym jak odwdzięczyła się za prywatną szkołę 8 jedynkami na koniec ósmej klasy... (tak, nie dostała się do żadnego liceum w naszym mieście), powiedziałam, że nie chce jej widzieć i o niej słyszeć. W międzyczasie weszła w tzw. narkotykowe towarzystwo i zaczęła znikać na noc. Matka jej w tym wszystkim pobłaża, ponieważ używa dziecka jako tarczy przeciw byłemu partnerowi. Przez ten cały czas dzieciak gnoił wręcz mojego partnera. Krzyki przez telefon, wyzwiska, teksty, że nie jest jej ojcem, kłamstwa, manipulacje itd. Bywało, że przez 3-4 miesiące nie mieli w ogóle kontaktu. Trzy lata temu mój partner ciężko zachorował. Gdy powiedział o tym córce usłyszał, że chorobę sobie wymyślił i na pewno nie jest chory. Żeby sobie z tym wszystkim poradzić, mój partner poszedł na terapię. W listopadzie br. miał wypadek samochodowy. Córka ani razu do niego nie zadzwoniła, ani nie przyjechała go odwiedzić do szpitala. Teraz przed świętami zapytałam go czy planuje jej dac jakiś prezent. Powiedział że ustalił ze swoim terapeutą że jeśli ona wykaże jakąś inicjatywę to tak, da jej jakąś drobnostkę. Okazało się, że zamówił jej prezent za blisko 800 zł. Dla mnie drobnostka to zeszyt, kalendarz, kubek. Usłyszałam, że czepiam się o semantykę, że być może się przejęzyczył z tą "drobnostką". Od momentu, kiedy chodzi na terapię ciągle zasłania się swoim psychoterapeutą. Że wszystko z nim ustala, że wie co robi. Przestałam mu ufać. Poza tym jest cudownym mężczyzną. I gdybym chciała mieć dzieci to byłby najlepszym ojcem we wszechświecie. Na prawdę nie mogę mu nic zarzucić, poza tym, że jak pojawia się temat córki to traci głowę, rozum i pieniądze. Mam dosyć tych wiecznych przepychanek, spraw w sądzie, podwyższania co pół roku alimentów, kłamstw, kłótni... Mam żal o czas z nią spędzany. Uważam że po tym co mam zrobiła nie zasłużyła na nic. Rozmawialiśmy ostatnio dużo o przyszłości, zaręczynach, wspólnym dziecku. Powiedziałam, że dopóki nie domknie spraw związanych z byłą partnerką i córką, to nie mamy o czym rozmawiać. Doradźcie mi, proszę, co robić? P.S. Jestem zdecydowana na terapię dla siebie. Aktualnie szukam specjalisty, który nie powie, że wiedziałam, w co się pakuję, że byłam świadoma, że wchodzę w relację z facetem z dzieckiem.

Jak poradzić sobie z faktem, że w ciąży było się bez wsparcia ojca
Jak poradzić sobie z faktem, że w ciąży było się bez wsparcia ojca, a także podczas porodu jak i po porodzie, a nagle po 2 latach się budzi i względem uczuć do mnie jak i do dziecka. Czy taki mężczyzna mógłby być odpowiednim człowiekiem do związku mimo wielu krzywd wyrządzonych słowem również? Kolejne pytanie - jak poradzić sobie z sytuacją która wynikła na zebraniu rodziców, gdzie 3 osoby nie dając dojść do słowa, naskakiwały na moją osobę, mimo to że nic z tego nie było prawdą. Mam na to dowody że dana sytuacja była zupełnie inna. Mam wrażenie że te 3 osoby były w zmowie aby tak właśnie postępować nie dać dojść mi do jakiegokolwiek słowa...
Jak pomóc bratu z zespołem Cotarda i schizofrenią?

Zaczynam się naprawdę martwić o mojego brata, który od lat zmaga się ze schizofrenią, ale teraz pojawiły się nowe, bardzo niepokojące objawy. Często mówi, że jest martwy, jakby jego ciało nie działało, albo jakby stracił duszę. Dla niego to wydaje się być prawdą, ale dla nas – rodziny – to jest przerażające i trudne do zrozumienia. Boję się, że te urojenia jeszcze bardziej go odizolują od reszty i pogorszą jego stan psychiczny.

Zastanawiam się, czy zespół Cotarda rzeczywiście może być związany z jego stanem i jak możemy mu realnie pomóc. 

Wiem, że nie jest to typowa depresja, tylko coś bardziej złożonego, ale co my, jako rodzina, możemy zrobić?  

A może jakieś leki mogą pomóc złagodzić objawy? 

Dziękuję z góry za wszelkie wskazówki!

zaburzenia zachowania

Zaburzenia zachowania - przyczyny, objawy i metody wsparcia

Zaburzenia zachowania to problem zdrowotny wpływający na życie osoby i jej otoczenia. Warto poznać objawy, by w razie potrzeby wiedzieć, kiedy skonsultować się ze specjalistą. Wczesna diagnoza i leczenie mogą znacząco poprawić jakość życia.