Droga Ewo,
To, co opisujesz – lęk przed samotnością, przed tym, że dzieci odejdą, i poczucie braku sensu – to głęboko ludzkie doświadczenie. W psychologii rozwojowej, szczególnie w koncepcji Erika Eriksona, ten moment w życiu często wpisuje się w etap, który nazywa się „generatywność kontra stagnacja”. Pojawia się zazwyczaj w wieku średnim – między 40. a 65. rokiem życia – i dotyczy bardzo ważnego pytania: „Czy moje życie ma sens poza mną? Czy coś po sobie zostawiam?”
Jeśli człowiek ma poczucie, że tworzy, że daje coś od siebie – czy to przez wychowywanie dzieci, tworzenie projektów, wspieranie innych – wtedy rozwija się tzw. generatywność, czyli wewnętrzne poczucie celu i sensu. Ale jeśli te role się kończą, dzieci się usamodzielniają, a Ty nie wiesz, co teraz miałoby być dalej – wtedy może pojawić się uczucie stagnacji, pustki, a nawet kryzys tożsamości. To nie znaczy, że coś jest z Tobą nie tak – wręcz przeciwnie, to znak, że Twój system wartości i potrzeb się przekształca. Takie momenty są trudne, ale jednocześnie bardzo ważne – to punkty zwrotne w życiu, które zapraszają do zmiany.
Piszesz, że boisz się zostawać sama – i to jest bardzo ważny sygnał. Nie chodzi tylko o to, że boisz się fizycznej samotności, ale o coś głębszego: że zniknie rola, która była fundamentem Twojej codzienności. Rola matki, która była zawsze potrzebna, obecna, na straży. To zrozumiałe, że bez tej roli świat może wydawać się pusty. Ale może to jest też moment, kiedy możesz zacząć zadawać sobie pytania: „Czego ja teraz potrzebuję? Co jeszcze mogłabym przeżyć, poczuć, stworzyć – już tylko dla siebie?”
Jeśli łatwiej Ci pisać – to okej. To nie jest teraz Twój największy problem. Najważniejsze jest to, co ten lęk próbuje Ci powiedzieć. Bo lęk zawsze o czymś mówi. Mówi o czymś, co postrzegasz jako zagrożenie – nie zawsze fizyczne, często emocjonalne, egzystencjalne. To może być lęk przed samotnością, przed utratą sensu, przed byciem nieważną, niezauważoną, przed tym, że nie będzie już nikogo, dla kogo jesteś „kimś”.
Zazwyczaj pod lękiem kryją się inne uczucia – smutek, żal, poczucie opuszczenia, czasem złość, że coś nie potoczyło się tak, jak miało. Dlatego konfrontacja z lękiem bywa trudna – nie tylko z powodu jego intensywności, ale też dlatego, że chronią nas przed nim różne mechanizmy obronne. Każdy z nas je ma – to zupełnie naturalne. Ale czasem te mechanizmy, choć kiedyś pomagały, dziś blokują dostęp do prawdy o sobie. Dlatego tak cenna może być praca terapeutyczna – przestrzeń, w której możesz bezpiecznie podejść bliżej do tego, co trudne, bez przymusu, we własnym tempie. Bo lęk to nie wróg – to informacja. A Ty masz prawo ją usłyszeć wtedy, kiedy będziesz gotowa.
W terapii często mówimy, że sens nie musi być głośny, spektakularny. Czasem przychodzi po cichu – kiedy pozwalasz sobie po raz pierwszy naprawdę odpocząć. Kiedy odkrywasz, że nie musisz być już tylko dla innych, że możesz być dla siebie. Tylko ja być dla siebie, kiedy sensem mojego życia było żyć dla innych? Kiedy uczysz się być swoją własną obecnością – spokojną, czułą, wystarczającą. Zalecam skorzystanie z pomocy psychologicznej. Lepiej się temu przyjrzeć i wspomóc zanim pojawi się, bądź nasili depresja.
Z uściskami
Małgorzata Wysocka
Rozplątani. Gabinet Psychologiczny.