Aplikacja TwójPsycholog wsparcie, które masz zawsze pod ręką
pobrań
70 tys.+
App Store
4,8
Google Play
4,6
Oceny na podstawie kilkuset opinii w sklepach
Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Problemy z niską samooceną i trudnościami w nawiązywaniu relacji romantycznych u 21-letniej kobiety

Dzień dobry, jestem kobietą 21 lat. Mam problem odnośnie całego swojego funkcjonowania w reakcjach i w stosunku do siebie. Czymś co najbardziej mnie zastanawia to moje życie uczuciowe, które zatrzymało się na etapie przedszkola. Nigdy nie byłam w żadnej relacji romantycznej, ale nie przez to, że do nikogo mnie nie ciągnie. Z reguły podobam się osobom, które nie interesują mnie w ogóle, a mi podobają się osoby, dla których ja jestem obojętna. Mój schemat bycia zauroczoną jest bardzo nie rozwijający, bo gdy ktoś zaczyna mi się podobać, to ja nie robię realnego kroku w stronę tej osoby, tylko zatrzymuję się na etapie fantazjowania oraz na szukaniu ewentualnych spojrzeń tej osoby, co mogłoby oznaczać w jakimś stopniu zainteresowanie z jej strony. W to wszystko bardzo emocjonalnie się angażuję i przywiązuje do tej osoby (a raczej jej wyobrażenia). Sama mam raczej niską samoocenę, czuję się sobą zażenowana w porównaniu do innych osób w moim wieku, czuję się jak dziecko, które nie pasuje do otoczenia. Przez to czuję się samotna i niezrozumiana. Oprócz tego mam kompleksy związane z moim ciałem, przez co myślę, że nawet gdy ktoś ze mną się zwiąże, to z braku laku i będzie marzyć o swojej idealnej kobiecie, którą ja nigdy nie będę. Zazwyczaj moje życie jakoś się toczy i mimo mojego schematu myślenia nie zastanawiam się nad tym ciągle, ale zdarza się czas jak dziś, gdy dochodzi do mnie jak bardzo jest ze mną coś nie tak, jak bardzo nie radzę sobie w życiu i jak bardzo jestem żałosna i jest mi z samą sobą bardzo źle. Mam do siebie wstręt. Gdy czytam podobne historię innych osób to też czuję się tym zażenowana, aż skręca od środka. Chciałam spytać czy da się coś z tym zrobić czy po prostu taka już jestem i będę z tym żyć do końca życia.
Dorota Figarska

Dorota Figarska

Dzień dobry,

 

to co Pani opisuje bardzo często wiąże się z silnym lękiem przed odrzuceniem, zranieniem albo bliskością. Fantazjowanie i zatrzymywanie się na etapie wyobrażeń bywa wtedy sposobem ochrony. W wyobraźni nic złego się nie wydarzy, nikt nie jest w stanie Pani ocenić ani nie odrzucić. Realny krok w stronę drugiej osoby wiąże się z ryzykiem. Lęk często sprawia, że uczucia kierują się ku osobom niedostępnym emocjonalnie, bo wtedy nie trzeba konfrontować się z prawdziwą bliskością, nawet jeśli się jej potrzebuje. Oczywiście da się nad tym pracować, szczególnie w bezpiecznej relacji terapeutycznej. 

 

Psycholog Dorota Figarska 

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Elza Grabińska

Elza Grabińska

Szanowna Pani,

to, co Pani opisuje, nie świadczy o tym, że „coś jest z Panią nie tak”, tylko o tym, że od dłuższego czasu funkcjonuje Pani w bolesnym dla siebie schemacie. Wiele osób, zwłaszcza w młodym wieku, doświadcza podobnego zatrzymania w sferze relacyjnej. Fantazjowanie zamiast działania często bywa formą ochrony przed odrzuceniem i potwierdzeniem obaw o własną wartość. To nie jest niedojrzałość, tylko sposób radzenia sobie, który kiedyś mógł być potrzebny.

Słyszę, że relacje są dla Pani silnie powiązane z poczuciem wstydu, porównywaniem się i przekonaniem, że „nie jest Pani wystarczająca”. Wyobrażam sobie, jakie to obciążające. Praca nad poczuciem własnej wartości, obrazem siebie, relacją z własnym ciałem i lękiem przed bliskością to obszary, którymi zajmuje się psychoterapia. W bezpiecznej relacji terapeutycznej można stopniowo zobaczyć, skąd te przekonania się wzięły i nauczyć się innego, łagodniejszego sposobu odnoszenia się do siebie i do innych. To proces, być może długi, ale jak najbardziej realny.

 

Wszystkiego dobrego, Elza Grabińska, psycholog.

Marta Sak

Marta Sak

Dzień dobry, 

 

bardzo się cieszę, że zdecydowała się Pani podzielić swoimi trudnościami i cierpieniem, które się z nimi wiąże. Poczucie niższości i problemy w nawiązaniu oraz zbudowaniu satysfakcjonującej relacji z osobami, które się nam podobają, potrafią być źródłem ogromnego wstydu i kłaść się cieniem na całym naszym życiu. Jednocześnie są to problemy, nad którymi można ze świetnymi efektami pracować na psychoterapii. Sesje z psychoterapeutą mogą pomóc Pani m.in. w zrozumieniu i przepracowaniu przyczyn, dla których w taki sposób funkcjonuje Pani w relacjach z innymi i z samą sobą, oraz w stopniowym modyfikowaniu swojego sposobu odczuwania i postępowania. 

 

Z Pani wiadomości wynika, że wskazane byłoby odbycie konsultacji z psychoterapeutą. Z psychoterapii może Pani skorzystać stacjonarnie lub online. Jeśli Pani studiuje, warto sprawdzić także ofertę bezpłatnej pomocy psychologicznej na Pani uczelni (większość jednostek oferuje tego rodzaju pomoc dla studentów). 

 

Odpowiadając na Pani pytanie - ma Pani wszelkie szanse na poprawę jakości swojego życia, jeśli tylko sięgnie Pani po odpowiednie wsparcie. Mocno trzymam za Panią kciuki. 

 

 

Daria Składanowska

Daria Składanowska

Dzień dobry,

 

dziękuję, że tak szczerze i otwarcie opisuje Pani swoją historię. Intensywność, z jaką przeżywa Pani relacje, nie świadczy o tym, że „coś jest z Panią nie tak”, lecz o wrażliwości oraz silnej potrzebie bliskości i bycia w kontakcie z innymi. Sam fakt, że próbuje Pani to nazwać i o tym mówić, jest bardzo ważny. Warto rozważyć konsultację z psychologiem by zadbać o relację z innymi oraz z "samą sobą".

 

Pozdrawiam, 

Składanowska Daria

Psycholog, Doradca kariery

Weronika Kohnke

Weronika Kohnke

Dzień dobry,

to, co Pani opisuje, brzmi jak bardzo bolesne doświadczenie bycia w relacji głównie z samą sobą i swoimi wyobrażeniami, przy jednoczesnym silnym pragnieniu bliskości. Ten schemat zatrzymywania się na fantazjowaniu i obserwowaniu, zamiast realnego kontaktu, może pojawiać się gdy jest dużo lęku i niskiej samooceny.

Z Pani słów też bardzo przebija się ogromna surowość wobec samej siebie, wstyd, porównywanie się, poczucie bycia 'nie na miejscu', 'niedorosłą'

To, że czasem te myśli cichną, a czasem wracają z dużą siłą, jest bardzo ludzkie. Takie momenty często odsłaniają to, co na co dzień udaje się jakoś zagłuszyć.

Pytanie, które Pani zadaje samo w sobie pokazuje, że coś w Pani nie godzi się na życie w takim cierpieniu. I to jest ważne.

Pozdrawiam

Weronika Jeka

Klaudia Dynur

Klaudia Dynur

Dzień dobry,

dziękuję, że podzieliła się Pani swoimi odczuciami.

To, co Pani opisuje, często wiąże się z lękiem przed odrzuceniem, bliskością lub byciem zranionym. Zatrzymanie się na etapie fantazjowania o osobie wydaje się bezpieczne, ponieważ szansa na zranienie jest wtedy mała. Lęk często więc sprawia, że uczucia kierują się w stronę osób w jakiś sposób nieosiągalnych, bo skoro za takie je uważamy, nie podejmiemy decyzji o rozwijaniu relacji z nimi, a tym samym pozostaniemy w bezpiecznej odległości.

Czytam, że relacje są dla Pani powiązane z poczuciem wstydu, porównywaniem się i przekonaniem, że „nie jest Pani wystarczająca”. Praca nad poczuciem własnej wartości, obrazem siebie, relacją z własnym ciałem mogłaby okazać się nie tylko dobra dla poprawy samooceny, ale także do poprawy działania w kwestiach relacji romantycznych.

W opisanej przez Panią sytuacji pomocne mogłoby okazać się wsparcie psychologa lub podjęcie psychoterapii.

 

Pozdrawiam serdecznie

Klaudia Dynur

Psycholog, seksuolog w trakcie szkolenia

Anna Szczypiorska

Anna Szczypiorska

Dzień dobry,
opisywana sytuacja, brzmi jak bardzo bolesne doświadczenie życia z niską samooceną, silnym wstydem wobec siebie i potrzebą bliskości, która nie znajduje bezpiecznego ujścia. W Pani słowach nie ma „żenady” ani niedojrzałości, jest raczej dużo samotności, lęku przed odrzuceniem i tendencja do chronienia się fantazją tam, gdzie realny kontakt wydaje się zbyt zagrażający. To nie znaczy, że „coś jest nie tak” ani że tak już musi być zawsze. Są to wzorce, które często mają swoje źródła w wcześniejszych doświadczeniach i mogą się zmieniać. Najprostsza i najważniejsza rada na ten moment jest taka: warto poszukać dla siebie bezpiecznej relacji terapeutycznej, w której Pani sposób przeżywania siebie i bliskości mógłby zostać spokojnie zrozumiany, a nie oceniany.

Weronika Wardzińska

Weronika Wardzińska

Dzień dobry,

 

To bardzo spójny obraz niskiej samooceny lęku przed odrzuceniem i zatrzymania się na etapie fantazji zamiast realnego kontaktu. Fantazjowanie jest bezpieczne bo nie grozi zranieniem natomiast realny krok uruchamia lęk że zostanie Pani oceniona niewystarczająca.

 

Schemat zakochiwania się w osobach niedostępnych i unikania tych które są zainteresowane jest bardzo częsty u osób które mają w sobie dużo wstydu wobec siebie i swojego ciała. To nie infantylność tylko mechanizm obronny. Przywiązanie nie dotyczy realnej osoby tylko jej wyobrażenia.

 

Myśli o byciu żałosną dzieckiem czy „gorszą” nie są faktami tylko bardzo surowym wewnętrznym krytykiem. Ten wstręt do siebie to sygnał cierpienia a nie prawdy o Pani.

 

Z tym naprawdę da się pracować. To nie jest cecha charakteru ani wyrok na całe życie. Psychoterapia szczególnie skoncentrowana na relacji z samą sobą i poczuciu wartości może stopniowo pomóc wyjść z fantazji do realnych relacji i zmniejszyć ten ból.

 

Pozdrawiam serdecznie,

Weronika Wardzińska

Zobacz podobne

Problemy rodzinne i trudne relacje z matką - przemoc i brak zaufania
Od około roku moje sytuację z rodziną się pogorszyły rodzice ciągle się kłucą nawet te błache sprawy wychodzą poza kontrolę i muszę krzyczeć aby przestali bo w salonie siedzi młodsza siostra . Zaczęła mi się teraz bardzo pogarszać sytuacja z mamą i jak jeszcze 2/3 lata temu mogła bym gadać z nią śmiać się i oglądać filmy to teraz słyszę wyzwiska w moją stronę porównywanie do sióstr , a czasami słowa żebym się zamknęła czy takie że skoncze na przysłowiowym kopaniu rowów za to że dostałam 3raz na kilka tygodni . Naprawdę nie wyobrażam sobie teraz momentu w którym powiedziała bym że ją uwielbiam i pomimo tego że jest moją rodzicielka nie mam już do niej prawie wcale zaufania . Ostatnio na przykład nie chcąc jeść zupy zaciągnęła mnie na dół chwyciła za ucho i przeszła przez schody . Po czym powiedziała że jest to całkowicie normalne . Zwala na mnie też całą winę od zadrapań siostry do zdrapanej tapety nawet gdy tego nie zrobiłam i to moja siostra zaczęła mnie bić ona sądzi inaczej Mogła bym. Tu wypisywać jeszcze mnóstwo relacji z tego jak mnie nazwała bądz co mi zrobiła ale chyba jak narazie wolę pozostawić to dla siebie
Teściowa obwinia mnie za chorobę męża - uważa związek za toksyczny, mimo że taki nie jest. Jak sobie z nią poradzić?
Dzień dobry, U mojego męża zostały stwierdzone przez psychiatrę zaburzenia lękowo depresyjne. Obecnie leczy się farmakologicznie i jest w procesie terapii. Podczas jednego z ataków lęku nie wiedząc co mam robić (niedawno urodziłam dziecko), a mając noworodka na rękach- napisałam do teściowej smsa, w której prosiłam o interwencję, bo już sobie nie radzę z męża chorobą, a mam maleńkie dziecko. Teściowa następnego dnia przyjechała (250 km) do naszego domu i oskarżyła mnie, że choroba mojego męża jest moją winą, bo kilka razy słyszała jak sprzeczałam się z mężem. Stwierdziła, że go poniżam. Jestem osobą ekstrawertyczną o fakt, jak coś się wydarza, np. Stłuczka samochodowa to potrafię wyrzucić emocje od razu. Nie kumuluję tego w sobie i tesciowa była świadkiem kilku takich sytuacji. Czuję ogromny żal do teściowej, bo lęki mojego męża towarzyszą mu od momentu w którym się poznaliśmy. Wiele godzin przegadaliśmy, to ja nakłoniłam męża na terapię, nie chciał tego, nie był przekonany do niej, a teraz po wielu latach sam stwierdził, że już musi pójść po pomoc, bo sobie nie radzi. Zawsze staram się wspierać męża, ale nazwanie naszego związku toksycznym, a mnie winną jego choroby to dla mnie za dużo. Tesciowa uważa, że mówi to z troski, że mamy się przyznać, że moje zachowanie względem męża jest toksyczne i to ja jestem winna sytuacji. Nie pomaga tłumaczenie, że źle interpretuje rzeczywistość, odpowiada, że swoje wie, a o toksyczności naszego związku przekonana jest cała rodzina (ze strony męża). Nie wiem jak się zachowywać w tej sytuacji. Nie mam ochoty kontaktować się z teściową, mąż również, a tesciowa za brak kontaktu znowu obwinia mnie. Czuję, że cokolwiek bym bie zrobiła czy powiedziała- zostanę obwiniona o wszystko. Proszę o pomoc jak zachowywać się w tej sytuacji. Jak postępować? Nie chcę eskalacji ale żal pozostaje za bezpodstawne oskarżenie. Widzę też jak mąż to bardzo przeżywa.
Mam ciągłą obsesję na punkcie szukania miłości. Z czego może to wynikać?
Mam ciągłą obsesję na punkcie szukania miłości. Z czego może to wynikać?
Rozterka po zerwaniu. Chcę wrócić, ale wiem, że będę nieszczęśliwy.
Dzień dobry. Już prawie 4 miesiące temu zerwałem z dziewczyną ,którą kochałem bardziej niż kogokolwiek wcześniej ,ponieważ psychika już mi nie wytrzymywała. Byliśmy ze sobą 1,5 roku i była pomiędzy nami różnica 4 lat. Byliśmy w związku na odległość, więc widywaliśmy się średnio co 2 tygodnie na kilka dni. Rozmawialiśmy codziennie czasem po 30 min, a czasem po kilka godzin niekoniecznie z mojej inicjatywy. W mojej głowie zaczęły się pojawiać wątpliwości, kiedy zaczęliśmy się kłócić i kiedy zacząłem zauważać brak reakcji na moje prośby. Kłótnie były o naprawdę największe pierdoły. Raz była kłótnia o to ,że nie porozmawiałem z nią dodatkowych 9 min ,ponieważ byłem w gościach i nie chciałem być niemiły (ciągnęło się to 3 dni). Podczas tego nie odbierała telefonu ,pisała bardzo przykre rzeczy i nie rozumiała kompletnie mojej strony sytuacji. Innym razem o to ,że poprosiłem ją ,żeby przyjechała kilka godzin później, ponieważ dzień przed jej przyjazdem miałem imprezę firmową i chciałem być w stanie ją odebrać. Z innych rzeczy nie miałem zbytnio możliwości podjęcia decyzji. Kiedy chcieliśmy obejrzeć film w 95% było to zawsze to, co ona chciała- inaczej nie oglądała. Raz puściłem to co ja chciałem, to wyszła do innego pokoju. Moje propozycje wspólnie spędzanego czasu były zbywane słowami "nie bo nie lubię / nie bo nie umiem" i prawie zawsze robiliśmy to, co ona chciała. Dodatkowo codziennie rozmawialiśmy raz krócej, raz dłużej. Z początku nie było to dla mnie uciążliwe ,ale z czasem nie mogłem nawet zająć się swoim hobby, bo zaraz dzwoniła i musiałem z nią rozmawiać- inaczej się obrażała. Często nawet nic do siebie nie mówiliśmy, bo nie było już tematów do rozmów ,ale i tak nie mogłem się rozłączyć, bo zaraz byłaby kłótnia. Często się czułem ,że muszę chodzić przy niej na paluszkach. Jedno złe słowo i będzie kłótnia. Osobiście nigdy nie zaczynałem żadnej kłótni. Zawsze starałem się podejść do tematu na spokojnie i o nim porozmawiać ,żeby znaleźć wspólne rozwiązanie i wiele razy mówiłem ,że jak ma jakiś problem to żeby po prostu ze mną porozmawiał ,ale nigdy to nie działało. Kilka razy zdarzyło się ,że podczas kłótni (które zawsze były w formie wiadomości ,a nie rozmowy, bo inaczej nie chciała) padały z mojej strony słowa "Jeżeli to się nie zmieni to ja nie chcę tak żyć". Według mnie była już to informacja ,że coś powinno się zmienić. Niestety 2 miesiące po rozstaniu rozmawialiśmy o naszym zerwaniu i ona tego tak nie widziała. Dodatkowo uważała ,że moja decyzja o rozstaniu została podjęta z dnia na dzień kiedy trwało to ok. 5 miesięcy i też powiedziała ,że szukałem najmniejszego powodu ,żeby z nią zerwać kiedy w rzeczywistości szukałem najmniejszego powodu ,żeby z nią zostać. Pisała też ,że już się zmieniła ,ponieważ zaczęła oglądać serial ,który bardzo chciałem z nią oglądać i spędzać czas tak, jak ja chciałem kilka razy, żebyśmy wspólnie spędzali ,ale podsumowała to ,że wystarczyło się otoczyć odpowiednimi ludźmi i że ewidentnie jej zmiana była kwestią podejścia, niekoniecznie jej. Mijają zaraz 4 miesiące od zerwaniu, a ja dalej ją kocham i nie mogą przestać o niej myśleć. Tęsknię za nią i bardzo chce do niej wrócić ,ale wiem ,że jak to zrobię to wszystko zacznie się od nowa ,a ja znowu będę nieszczęśliwy i znowu nie będę miał czasu dla siebie. Krótko mówiąc mam ogromną rozterkę i nie wiem co mam robić.
Nie mogę poradzić sobie po zerwaniu związku przez faceta
Jestem po zerwaniu, facet zostawil mnie po 5 latach, powiedzial ze mnie nie kocha i nie chce miec ze mna kontaktu. Codziennie budze sie z lękiem i nie daje sobie rady psychicznie, ból i tesknota jest nie do opisania, wolałabym juz nie zyc. Wiem że potrzebuje pomocy lekarza ale co poza tym moge zrobic by nie miec nadziei ze wroci, ze jednak kocha i nie chciec do niego pisac.
komunikacja

Umiejętności komunikacyjne – klucz do skutecznej komunikacji

Skuteczna komunikacja to klucz do sukcesu w życiu osobistym i zawodowym. W tym artykule przyjrzymy się bliżej temu, czym są umiejętności komunikacyjne, jaką rolę odgrywają w naszym życiu i jak możemy je rozwijać.