Dzień dobry.
To, co Pani opisała, pokazuje bardzo dużo uważności na siebie i na to, co dzieje się w domu. Zwróciła Pani uwagę nie tylko na zachowania męża, ale też na to, co one robią z Pani ciałem i emocjami. To, że po jego wyjeździe bóle głowy ustąpiły, jest dla Pani ważną obserwacją i warto ją potraktować poważnie, nie jako pewny dowód przyczyny, ale jako sygnał, że napięcie i stres mogą mieć duży wpływ na Pani samopoczucie.
Czy to, co Pani opisuje, jest przemocą psychiczną? Nie da się tego jednoznacznie rozstrzygnąć przez internet, ale są elementy, które mogą być bardzo obciążające dla osoby żyjącej w takiej relacji: częste wybuchy złości, napięcie w domu, ostentacyjne okazywanie niezadowolenia, karanie ciszą lub „fochami”, wzbudzanie poczucia, że trzeba uważać na swoje zachowanie, żeby nie wywołać kolejnej reakcji. Szczególnie ważne jest to, że opisuje Pani sytuację, w której cała rodzina zaczyna dostosowywać się do nastroju jednej osoby.
Jednocześnie warto zauważyć coś bardzo ważnego: Pani nie opisuje, że mąż jest cały czas zły czy że nie ma żadnych dobrych stron. Często w trudnych relacjach właśnie to jest najbardziej mylące: są dobre momenty, przeprosiny, obietnice poprawy, chwile bliskości. Problemem staje się jednak powtarzający się schemat: napięcie-wybuch lub trudne zachowanie-przeprosiny i obietnica zmiany-chwilowa poprawa-powrót tego samego.
Niepokojący jest również opis alkoholu. Nie chodzi wyłącznie o sam fakt picia, ale o to, że pojawia się ukrywanie, zaprzeczanie, a po alkoholu dochodzi do sytuacji, które ranią innych, w tym dziecko doprowadzone do płaczu. To są rzeczy, których warto nie bagatelizować.
Bardzo porusza fragment, w którym pisze Pani, że jako nastolatka doświadczała podobnego napięcia w domu związane z alkoholem, awanturami i przemocą wobec mamy. Czasami, gdy obecna sytuacja przypomina wcześniejsze doświadczenia, organizm może reagować bardzo silnie. To nie znaczy, że „przesadza” Pani albo że wszystko jest tylko w głowie. To może być informacja, że obecna sytuacja jest dla Pani naprawdę trudna.
Jeśli chodzi o zaopiekowanie siebie i dzieci, nie musi Pani od razu podejmować decyzji o rozwodzie. Można zacząć od:
nazywania przed sobą tego, co się dzieje, bez usprawiedliwiania każdego zachowania męża,
zadbania o własne wsparcie (ktoś zaufany, psycholog, grupa wsparcia),
obserwowania, czy mąż faktycznie zmienia swoje zachowanie, czy tylko obiecuje zmianę po konflikcie,
zwrócenia uwagi na to, jak dzieci przeżywają atmosferę w domu.
Warto też pamiętać, że dzieci nie potrzebują tylko tego, aby rodzice byli razem. Potrzebują przede wszystkim poczucia bezpieczeństwa i domu, w którym emocje dorosłych nie zalewają całej rodziny.
To, że obecnie nie ma Pani odwagi na rozwód, jest zrozumiałe. Po tylu latach, wspólnych dzieciach i wspólnym życiu taka decyzja nie jest czymś prostym. Na ten moment być może ważniejsze od odpowiedzi „czy odejść?” jest pytanie: czy w tej relacji jest przestrzeń na realną zmianę i czy mąż jest gotowy coś z tym zrobić nie tylko słowami, ale działaniem?
Ma Pani prawo oczekiwać szacunku, spokoju i bezpieczeństwa we własnym domu. I ma Pani prawo przyglądać się temu, co się dzieje, bez poczucia, że musi natychmiast podjąć ostateczną decyzję.