Aplikacja TwójPsycholog wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Przeprowadzka do Holandii na magisterkę: rozczarowanie, samotność i stres a decyzja o powrocie

Przeprowadziłam się tydzień temu do Holandii i już chcę wrócić. Od początku mi coś nie pasowało, choć na początku podobało mi się miasto, jednak czułam, że to nie to. Przeprowadziłam się tu na studia magist. i pierwszy dzień był straszny, zajęcia, na których nie mogłam się skupić, były strasznie nudne, tego samego dnia wprowadzenie do mieszkania. Nie miałam nawet czasu nic zjeść. 
Współlokatorzy okazali się beznadziejni - kompletnie nie sprzątają, ja musiałam posprzątać nasz dom, a przy zwracaniu im uwagi albo się wypierają albo ignorują prośby. Ludzie na studiach są kilka lat młodsi ode mnie i każdy po zajęciach idzie prosto do domu, ja proponowałam jakieś wyjście, ale na razie bez wzajemności. 
Ogólnie to bardzo zawiodła mnie też uczelnia, bo wykłady są strasznie nudne i nie jestem w stanie na nich wysiedzieć. Problem w tym, że ta wyprowadzka była jedyną szansą na zmianę życia, bo w Polsce byłam nieszczęśliwa w mieście, w którym mieszkam od lat i moja sytuacja była niemożliwa do funkcjonowania na codzień. Również samotność, nie mogłam znaleźć pracy po studiach. 
Tak więc wszędzie gdzie próbuję jest coś nietak. Tylko, że powrót będzie kosztowny, nie mam pojęcia jak zabiorę te rzeczy z powrotem, moj tata specjalnie przywiózł je samochodem z Polski, a teraz nie wiem co z nimi. Jaką ja znajdę pracę, skoro miałam problem ze znalezieniem pracy już od dluzszego czasu? 
Teraz nic już mi się nie chce, nie wyobrażam sobie już musieć cokolwiek, jestem wyczerpana, wypalona, nie mam siły na to wszystko. 
Albo popełniłam ogromny błąd przyjeżdżając do Holandii, albo popełnię wyjeżdżając z niej. Biję się z myślami, czy mam się zmusić, bo studia trwają rok, ale nie widzę tutaj życia kompletnie, spędzam tutaj dnie w taki sposób, że spinam się że współlokatorzy znowu nie posprzątali, potem chodzę na wykłady, na które nie mam motywacji się przygotowywać, wracam z bólem głowy, jedzenie jest tutaj strasznie drogie a gotowanie mi nie wychodzi, czasami rozmawiam z jakąś znajomą, ale nie widzę z drugiej strony chęci na nawiązanie głębszej znajomości. 
Nie mam pojęcia, co chciałabym robić zawodowo. Z drugiej strony, czuję tutaj jakiś rodzaj wyciszenia i spokoju, którego w Warszawie nie zaznałam. 
Nie czuję jednak dostępu do samej siebie, czuję się jak dziecko, które musi gdzieś za karę siedzieć. Spodziewałam się z tyłu glowy, że pewnie się nie odnajdę, jednak zmusiłam się prawdę mówiąc do wyprowadzki, aby zmienić scenariusz życia.

Elżbieta Byzdra-Rafa

Elżbieta Byzdra-Rafa

Dzień dobry🙂

Pisze Pani o trudnościach, jakie pojawiły się w nowym miejscu, w nowym środowisku. Tydzień to bardzo krótki czas na adaptację do nowych realiów. To naturalne, że mogą pojawiać się różne emocje i myśli  (żal, złość, smutek, niechęć, pragnienie powrotu...) warto dać sobie trochę więcej czasu na adaptację i trochę więcej troski kierowanej do samej siebie i uważności na Pani własne potrzeby, takie, które są możliwe do spełnienia w obecnej, trudnej sytuacji. Zachęcam też Panią do sięgnięcia po wsparcie lekarza psychiatry. Leki rozpoczną działanie dość szybko i mogą obniżyć poziom lęku, zatrzymać natrętne, powtarzające się myśli, wpłynąć na poprawę koncentracji i na ogólne odczucie spokoju. 

Sugeruję też Pani rozpoczęcie terapii indywidualnej. Choć na skutki trzeba dłużej czekać, efekty terapii są znacznie trwalsze.  Na terapii będzie mogła Pani "przepracować" obecną trudną sytuację (emocje, natrętne myśli, chęć ucieczki...) ale też przyjrzeć się przeszłości i powodom, dla których wyjazd do Holandii wydawał się jedyną sensowną opcją... Co trudnego działo się w przeszłości w Pani życiu, z czym się Pani zmagała?

Pozdrawiam i życzę dużo siły

Elżbieta Byzdra-Rafa 

terapeutka Gestalt 

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Iga Borkowska

Iga Borkowska

Dzień dobry, 
Podjęła Pani duży wysiłek - przeprowadziła się Pani do innego kraju, weszła Pani w nowe środowisko, podjęła Pani naukę, dużo Pani zainwestowała w lepszą przyszłość. Cały czas mierzy się Pani z tym zadaniem - nie czuje się tam Pani jeszcze "jak u siebie", zawarła Pani znajomości, ale nadal czuje się Pani samotna. Próbuje się Pani nauczyć czegoś nowego, ale trudno się Pani tym zaciekawić. Opisuje Pani, że ten problem trwa już w zasadzie kilka lat, wygląda więc na kryzys związany z wejściem w dorosłe życie. Z jednej strony ma Pani duże zasoby - potrafi Pani podjąć decyzję o przeprowadzce, rozpoczęciu czegoś nowego, podjąć próby nawiązania nowych znajomości. Coś jednak utrudnia Pani czerpanie z życia - radości i satysfakcji, coś w myślach kwestionuje Pani decyzje, przygnębia, osłabia. To są bardzo ważne obszary do przyjrzenia się na terapii, opisywane przez Panią odvzucia mogą wskazywać na stany depresyjne. Wskazana byłaby zatem konsultacja u psychoterapeuty. 
Pozdrawiam serdecznie,  Iga Borkowska, www.maturitas.pl

Justyna Majewska

Justyna Majewska

Dzień dobry

Wyjazd za granicę w poszukiwaniu lepszego życia jest bardzo odważną decyzją. Obcy język, nieznana kultura mogą pogłębiać osamotnienie i rozczarowanie. Usłyszałam jednak, że w trudnym czasie jakoś można też odnaleźć odrobione spokoju.  Jakby to było poeksplorować co tak wycisza w tym nowym miejscu?  Może te momenty mogłyby się stać „szczelinami” do poznania miejsca, które jakoś zaciekawiało i popchnęło w kierunku wyjazdu z Polski? Tydzień to dość krótki czas by zbudować relacje, poszukać czego się lubi. Może właśnie rok to dobra rama czasowa by eksplorować i sprawdzić czy jednak istnieje coś atrakcyjnego w tym miejscu? 

A gdyby tak zabrać na wycieczkę to Wewnętrzne dziecko, które do tej pory poczuło się ukarane i poszukać czego mu potrzeba w Holandii? Pokazać mu miejsca, w których będzie się dobrze bawiło a nie nudziło ?


Pozdrawiam serdecznie 

Justyna Majewska 

Psycholog, Sandplay Therapy Practitioner

 

Lucio Pileggi

Lucio Pileggi

Przeprowadzka do innego kraju, pierwsze kroki w nowym miejscu, bycie cudzoziemcem, to naprawdę wielkie wyzwanie. Wymagają od nas dużo siły w tworzeniu umiejętności adaptacji i elastyczności.
Więc naprawdę współczuję Pani uczucia zagubienia i obawy, szczególnie dlatego, że miała Pani wielkie oczekiwania i bardzo chciała znaleźć nowe miejsce dla siebie.

 

Jednak pisze Pani, że minął tydzień. To jest jeszcze trochę za mało, aby stwierdzić, że naprawdę nie jest to odpowiednie miejsce dla nowych doświadczeń. To nie znaczy, że trudności, których Pani doświadcza, są nieważne. Ale na każdy problem można znaleźć rozwiązanie, które nie musi oznaczać tylko powrotu do Polski. Na przykład, jeżeli współlokatorzy nie są dla Pani mili, można poszukać pokoju gdzieś indziej. Albo, jeżeli na uczelni ludzie nie są otwarci na poznawanie nowych osób, może są inne miejsca, gdzie można nawiązać relacje.

 

Także Holandia i uczelnia nie muszą być od razu idealnym miejscem – mogą po prostu być kolejnym krokiem w rozwoju dla Pani. Może za rok otworzą się inne drzwi: w Holandii, w Polsce albo gdzieś indziej.

 

Może się zdarzyć, że w końcu Pani obawy okażą się prawdziwe i będzie konieczny powrót do Polski, aby zadbać o swój dobrostan. Ale sugerowałbym na razie traktować każdy problem powoli i krok po kroku eksperymentować oraz próbować inne rozwiązania. W tym mogą pomóc rodzina albo koledzy.

 

Jeżeli uważa Pani, że potrzebuje w tym wsparcia, psycholog może pomóc i udzielić nowych strategii adaptacji i rozwiązywania problemów.

 

Trzymam kciuki

Lucio Pileggi, Psycholog

Sylwia Szulecka

Sylwia Szulecka

Szanowna Pani,

opisuje Pani trudny czas adaptacji do zmiany. Przeprowadzka do innego kraju, podjęcie nowych studiów, nowe środowisko - wszystko to są ogromne wyzwania życiowe. Trudno się do nich przyzwyczaić w ciągu tygodnia. Czas bywa tutaj pomocny. Czas i łagodne troskliwe traktowanie siebie samej - z założeniem, że ma Pani prawo być trudno. 

Warto, by przyjrzała się Pani powodom, dla których - jak Pani pisze - "zmusiła się" Pani do wyprowadzki. Co tak naprawdę chciała/chce Pani zmienić i czy ta przeprowadzka w ogóle taką zmianę umożliwia?

 

Mam nadzieję, że uda się Pani odpowiedzieć na ważne dla siebie pytania.

Pozdrawiam serdecznie

 

 

Sylwia Szulecka

psycholog-seksuolog, psychoterapeutka

Justyna Bejmert

Justyna Bejmert

Dzień dobry,

czytając Pani wpis miałam poczucie, że bardzo dużo rzeczy wzięła Pani na siebie w ostatnim czasie. Przeprowadzka do innego kraju, studia, nowe mieszkanie, nowe osoby. To naprawdę spore obciążenie. Zastanawiam się na ile to wszystko, co Pani teraz odczuwa, bardziej wynika z przeciążenia i wypalenia, niż realnie dowodzi temu, że przeprowadzka była złą decyzją. Być może warto dać sobie teraz trochę czasu, nie wywierać na siebie presji, że musi Pani koniecznie cieszyć się z przeprowadzki do Holandii i każdego dnia czerpać z tego satysfakcję. Początki bywają trudne. Myślę, że warto teraz skupić się na drobnych krokach, zadbać o rutynę dnia, sprawiać sobie choćby małe przyjemności, zamiast usilnie próbować odpowiedzieć sobie na pytanie: zostać czy wrócić? Jeśli emocje, których Pani doświadcza są bardzo silne, a wątpliwości wciąż się mnożą, warto rozważyć spotkanie z psychologiem.

 

Pozdrawiam serdecznie,

Justyna Bejmert

Psycholog

Anna Kapelska

Anna Kapelska

Dzień dobry,

 

Na początku gratuluję Pani podjęcia trudnej decyzji - zmiana miejsca zamieszkania i przeprowadzka do innego kraju wymaga sporej odwagi! 

Pisze Pani, że jest w nowym miejscu od tygodnia. Wykłady nie okazały się dla Pani ciekawe a współlokatorzy nie reagują na Pani prośby dotyczące porządku - czy widzi Pani jakąś możliwość ustalenia obowiązków w domu?

 

Proszę też pomyśleć, jak Pani pobyt może się rozwinąć - tydzień to naprawdę niewiele, być może czekają na Panią wydarzenia lub osoby, które sprawią, że zmieni Pani spojrzenie na pobyt tam? Co Pani myśli o zastosowaniu takiej zasady ciekawości jak u małego dziecka na zasadzie poznawania i odkrywania nowego miejsca?  Wspomina też Pani, że mimo wszystko znajduje tam Pani swoiste wyciszenie - może warto za tym podążyć? 

 

Wspomina Pani też o tym, że nie wie, co chce robić zawodowo. Czy są takie obszary, w których czuje się Pani spełniona, coś co Pani lubi robić, a może lubiła jako dziecko?

Serdecznie zachęcam do poeksplorowania również w tym obszarze. 

 

Brak dostępu do samej siebie może być ważną wskazówką - z jednej strony oporem do postawienia sobie trudnych pytań ( jest Pani w trakcie studiów, na etapie wyboru ścieżki życiowej, zawodowej, w nowym, nieznanym miejscu ) a z drugiej cennym drogowskazem, który nakłania do spotkania się z sobą, czego serdecznie Pani życzę. 

Wszystkiego dobrego.

 

Anna Kapelska

Sylwia Harbacz-Mbengue

Sylwia Harbacz-Mbengue

Witaj,

rozumiem, że przeżywasz dużo trudnych emocji. Daj sobie czas, to dopiero tydzień, a szok kulturowych i adaptacyjny czasem trochę trwa. Poszukaj wsparcia. W Holandii prawdopodobnie istnieją grupy wsparcia dla obcokrajowców. Proponuję też wyznaczyć granice ze współlokatorami, np. poprzez rozmowę o podziale obowiązków.

Jesli zauważasz, ze coś przynosi spokój i ukojenie to postaraj się robić tego więcej.

 

Pozdrawiam serdecznie

Sylwia Harbacz-Mbengue 

Psycholog

Katarzyna Świdzińska

Katarzyna Świdzińska

Brzmi to tak, jakbyś znalazła się w ogromnym rozdarciu. Z jednej strony w Polsce było Ci bardzo trudno i chciałaś zmiany, z drugiej tu, w Holandii, czujesz rozczarowanie, samotność i brak energii. Adaptacja do nowego miejsca to proces, który często zaczyna się od kryzysu, chaosu, tęsknoty i poczucia, że to się nie uda. Twoje ciało i psychika po prostu mówią Ci teraz: „potrzebuję odpoczynku, bezpieczeństwa i czasu, żeby oswoić się z tym wszystkim”.

Może być tak, że zostanie w Holandii pozwoli Ci zbudować coś nowego, ale nie musisz od razu decydować o całym swoim życiu. Możesz na razie dać sobie małe kroki: zadbać o rytm dnia, poszukać jednej rzeczy, która daje Ci chwilę przyjemności czy spokoju, powoli sprawdzać inne możliwości (np. grupy studenckie, spotkania Polaków, wsparcie psychologiczne na uczelni). A jeśli po czasie poczujesz, że to naprawdę nie Twoje miejsce, to decyzja o powrocie nadal będzie możliwa.

 

Pozdrawiam, 

Katarzyna Świdzińska, Psycholog 

Zobacz podobne

Jak reagować na niechciane rady w pracy i społeczne oczekiwania?

Ludzie próbują na mnie wpływać, narzucać swoje zdania/ pomysły, ale... w "dobrych" intencjach, traktują mnie jak dziecko. Mam 30 lat, pracuję jako księgowa, nie mam partnera ani dzieci. Moja przełożona i bliższa koleżanka z pracy to kobiety w ok. 45 lat, zamężne, z dziećmi i... mam wrażenie, że traktują mnie trochę jak swoją córkę. Ciągle słyszę, że coś powinnam i to w takich niby dobrych intencjach. "Powinnaś pracować w IT" (chcę rzucić księgowość, zostać pisarką), "Powinnaś jeździć i zwiedzać świat, polecieć do Włoch itd" (boję się samolotów i podróże bardzo mnie męczą, poza tym nie mam z kim), "Powinnaś pójść na kolację służbową. Czemu nie? Darmowe jedzenie" (Nie lubię picia, po pracy to mój czas wolny, który chcę wykorzystywać dla siebie, nikt mi za to nie zapłaci), "Powinnaś pójść na imprezę z jakimś kawalerem" (nie mam kawalera, nie mam nawet zbyt wielu znajomych), "Powinnaś wypróbować dietę XXX" (po raz pierwszy w całym moim życiu naprawdę dobrze czuję się w moim ciele, schudłam, ale na zasadzie zmiany podejścia do odżywiania). 

I to tak się ciągnie. Wiem, że obie mają dobre intencje, w jakich sposób chcą "dobrze", ale naprawdę wiele osób w moim życiu oczekiwało widzieć mnie jako osobę, którą nie jestem. 

Męczy mnie to i nie wiem, jak odpowiadać już na takie komentarze, bo próby powiedzenia, że np. nie lubię podróży, kończyły się tekstem "jesteś młoda, powinnaś korzystać, jak raz pojedziesz, to zobaczysz". No i takie komentarze obniżają moją samoocenę, bo kilku takich zastanawiam się, czy może jednak coś ze mną jest nie tak?

Nie chce/ nie wiem po co żyję, mam trudności w funkcjonowaniu na studiach, nie interesują mnie ludzie.
Studiuję już parę miesięcy, ale mam wrażenie, że się nie nadaję do niczego i że sobie nie dam rady i przez moje lenistwo nic nie robiłam i oblałam i nawet do niektórych egzaminów nie podeszłam . Nie wiem co mam robić ze swoim życiem. Po pracy zawsze mnie bolą plecy (pracuję w żabce) i przez to często też nie mam siły, żeby cokolwiek po niej robić, mam chęć jedynie chodzić na treningi, ale ostatnio nawet tego mi się powoli odechciewa, nie czuję sensu w tym co robię. Nie umiem się z nikim zaprzyjaźnić, bo inni ludzie przestali mnie interesować albo może nikim nigdy się nie interesowałam, zawsze to ktoś do mnie podchodził i chciał się zaprzyjaźnić. Mam dosyć tych wymuszonych znajomości, chociaż powinnam być wdzięczna, że ktoś chciał się zemną zaprzyjaźnić. Nie wiem czy nie chce mi się żyć, czy po prostu nie wiem po co żyć .
Leczę się z powodu schizofrenii paranoidalnej, jednak powoli czuję, że chciałbym niektóre rzeczy w życiu zmienić. Jednak na myśl o tym wpadam w silniejsze stany psychotyczne.
Dzień dobry. Nie będę krył, że piszę to pytanie z pewnymi emocjami. Mam 34 lata, jestem facetem, mam stwierdzoną schizofrenię paranoidalną i ostatnio atakują mnie stany psychotyczne, przynajmniej tak to rozumiem. Dzisiaj, wczoraj, i co jakiś czas od kilkunastu lat, więc jestem sfrustrowany. Chciałbym zapytać o jakąś poradę, jak sobie z tym radzić, więc dla lepszego obrazu opiszę mniej więcej swoją sytuację. Choroba rozwijała się stopniowo, jak miałem kilkanaście lat. W skrócie to przeżywałem masakryczne przeżycia często od tamtego czasu, czyli powiedzmy, że to właśnie mniejsza lub większa psychoza. Od kilku lat chodzę na grupę wsparcia, od półtora roku na psychoterapię indywidualną dwa razy w tygodniu. Nigdy nie miałem dziewczyny, nigdy nie miałem pracy. Czuję (i czuję to coraz bardziej w miarę terapii), że chciałbym odseparować się od rodziców (bo ciągle z nimi mieszkam), znaleźć więcej fajnych znajomych (albo pogłębiać znajomości z osobami z grupy wsparcia), dzielić się z nimi zainteresowanymi. Wiem, że potrzebna jest kasa, więc powiedzmy trochę czuję chęć do pracy. Jestem na rencie, ale niedługo może mi się ona skończyć. Szykuje się więc dużo zmian i gdy o tym myślę, wpadam w stany psychotyczne, co powoduje, że nie jestem w stanie dążyć do moich celów. Biorę leki przeciwpsychotyczne, biorę pod uwagę możliwość zwiększenia dawki, chociaż niezbyt to mi się uśmiecha. Jeszcze dodam, że mam duży problem z relacjami z ludźmi, przeżywam napięcie podczas spotykania się, jestem introwertykiem, ale z drugiej strony zależy mi bardzo na relacjach. Może jest coś, co można mi poradzić, podpowiedzieć? Pozdrawiam
Oszustwo zleceniodawcy doprowadziło mnie do załamania nerwowego i myśli samobójczych

Oszukał mnie zleceniodawca. Jego oszustwo doprowadziło mnie do biedy, załamania nerwowego, myśli samobójczych, konieczności brania leków. Nie wiem, co zrobić, aby wyrównać tę sprawiedliwość, aby załagodzić moje poczucie krzywdy, smutek, ból? On sobie żyje w bogactwie, ja głoduję. 

Nie mogę nic zrobić, bo to była umowa zlecenie i Kodeks Pracy nie obowiązuje. Może ostrzec przed nim ludzi na różnych grupach na Facebooku, powiedzieć prawdę o nim jego klientom? 

Po pierwsze, w ogłoszeniu napisane było, że widełki wynagrodzenia wynoszą miesięcznie 4-40 tys. zł (!). 

W rzeczywistości jednak z ok. 10 osób, które przeszły rekrutację w okresie wakacyjnym, większość zarobiła 0 przez 1-3 miesiące, a pojedyncze osoby kwoty max. 1500 zł na miesiąc. 

Właściciel firmy stwierdził również, że "płaci pieniądze na marketing, który jest nam potrzebny, a bez nas byłoby mu znacznie łatwiej". Wg mnie dużo mówi o podejściu szefa do pracowników. Jak można otwierać biznes, jeśli dla kogoś pieniądze wydane na maila pracownika (50 zł miesięcznie), na projekt strony internetowej i domenę, to obciążający wydatek? 

Jak taka osoba chce prowadzić biznes? Firma nie posiada siedziby, pracownicy pracowali z domu lub spotykali się w ... kawiarni. W trakcie rozmowy kwalifikacyjnej otrzymałam pytanie, ile chcę zarabiać i gdy podałam kwotę 4/5 tys. netto, zostałam wyśmiana, bo właściciel "jest w szoku, że osoba po moich studiach tyle zarabia w moim mieście". Powiedział, że u niego będę zarabiać 20 tys. po 2 latach i to jest jak najbardziej realistyczna kwota!!! Właściciel firmy wyśmiewa osoby o niskich /przeciętnych w naszym kraju zarobkach, podczas gdy u niego najczęściej zarabia się 0. Kim trzeba być, aby oszukiwać ludzi do tego stopnia, że będzie się zarabia 40 tys. zł, a zarabia się 0? Trzeba być człowiekiem bez sumienia? Jak można tak traktować ludzi? Kim trzeba być?

Jak odnaleźć szczęście w mieście po życiu na wsi? Konflikt między pracą a rodziną
Witam. Opiszę w dużym skrócie moją historię. Od zawsze mieszkałem w domu, jak miałem 25 lat wyremontowałem sobie mieszkanie na 1 piętrze i zamieszkałem tam po moich dziadkach. 7 Lat temu poznałem swoją obecną żonę, pracowałem wtedy w delegacji i wtedy jeszcze dziewczyną widywałem się weekendami. Od tamtej pory leczę się u psychiatry, mam nerwicę/depresję. Zrezygnowałem z tamtej pracy i ogólnie jakoś sobie radziłem. Wzięliśmy ślub, urodził nam się synek, obecnie ma 3 lata. Jednak przez ostatnie dwa lata wydarzyło się u mnie dużo. Ze względu na konflikt rodziców i ich późniejszy rozwód, dla ratowania swojej rodziny wyprowadziliśmy się do miasta rodzinnego mojej żony, niedaleko około 30 km od mojego rodzinnego miasta. Znalazłem tutaj pracę, udało się wziąć kredyt, mamy czym jeździć. Wydaje się, że wszystko poukładane... Tylko nie u mnie, nie cieszę się z tego, co mam, jedynym co mnie trzyma jeszcze przy tym wszystkim, jest syn. Chodzę do terapeuty uzależnień w celu rzucenia papierosów. I dużo rozmawiamy głównie o tym, co się u mnie dzieje, na pozór powinienem być szczęśliwy, faszeruje się od 7 lat lekami na depresję i tak naprawdę nie czuję się nigdy, jak bym chciał. W głębi czuję, że mieszkając w bloku, ja nie będę szczęśliwy, ja jestem przyzwyczajony, że mogłem wyjść na podwórko cokolwiek zrobić, bardziej to wyglądało zawsze jak życie na wsi. A teraz przychodzę z pracy i oprócz zajmowaniem się synem nie mam czym się zająć. Lubiłem zawsze jakieś prace fizyczne, typu koszenie trawnika itp. (przy domu zawsze znajdzie się coś do zrobienia)... Moja żona ma tu wieloletnich znajomych, rodzinę, tą samą pracę od wielu lat. Ja mam nową pracę, ale wydaje mi się, że poświęciłem wszystko dla komfortu mojej żony, nie myśląc o sobie. Na dzisiejszy dzień zmagam się każdego dnia z objawami nerwicy, nie mam żadnego hobby (z piłki nożnej zrezygnowałem na początku znajomości z żoną ze względu na brak czasu, by się spotykać). Czuję się samotny mimo, że mieszkam ze swoją rodziną. Żona nie potrafi mnie zrozumieć, że nie mam tutaj przyjaciół, rodziny. Zrezygnowałem w 100% z alkoholu, chociaż czasami wypiłem piwko, to dawało mi to choć trochę radości. Nie mam komu się wygadać, w pracy nie mam przyjaciół. Do mieszkania już się nawet czasami nie chce wracać, wiedząc, że nikt mnie nie zrozumie... Czuję wewnątrz, że ja długo w takim maraźmie nie pociągnę. Chciałbym wrócić do domu, w którym mieszkałem większość życia do poprzednich znajomych. Mam jednego brata, który mieszka daleko i też nie chce zawracać mu głowy swoimi problemami.... Edit: dziękuję specjalistom za odpowiedź, w związku z odpowiedzią mam takie pytanie, czy można być szczęśliwym w mieście, żyjąc od zawsze prawie jak na wsi, lubić zajęcia fizyczne, nawet rolnictwo. Czy można odnaleźć szczęście jeśli otoczenie jest całkiem inne niż te które mi odpowiadało ? W tym sęk że z żoną pochodzimy z trochę odmiennych środowisk. Żona całe życie mieszkała w bloku a ja można powiedzieć pochodzę z peryferii/wioski. Życie w ciągłym pędzie w mieście nie odpowiada mi, lubię przebywanie na łonie natury, pójść do lasu, popracować w ogrodzie. Dodam że żona nie chce wracać tam gdzie mieszkałem więc na tym tle często rodzą się konflikty a ja że względu na to staram się nie podejmować już prób tego tematu, żeby syn nie słuchał kłótni itd. ogólnie rzecz biorąc wydaje mi się że nie żyje w zgodzie ze sobą. Kocham żonę i synka i chciałbym wrócić do poprzedniego miejsca zamieszkania ale dla dobra rodziny po prostu zaciskam zęby i staram się jakoś tu żyć, z tym że to nie dla mnie....
wypalenie zawodowe

Wypalenie zawodowe - przyczyny, objawy i jak sobie z nim radzić?

Czy czujesz się ciągle zmęczony i zniechęcony do pracy? Możliwe, że doświadczasz wypalenia zawodowego – stanu wyczerpania, który dotyka coraz więcej osób. To poważny problem wpływający na zdrowie psychiczne – sprawdź, jak sobie z nim radzić.