
- Strona główna
- Forum
- rozwój i praca
- Przeprowadzka do...
Przeprowadzka do Holandii na magisterkę: rozczarowanie, samotność i stres a decyzja o powrocie
Przeprowadziłam się tydzień temu do Holandii i już chcę wrócić. Od początku mi coś nie pasowało, choć na początku podobało mi się miasto, jednak czułam, że to nie to. Przeprowadziłam się tu na studia magist. i pierwszy dzień był straszny, zajęcia, na których nie mogłam się skupić, były strasznie nudne, tego samego dnia wprowadzenie do mieszkania. Nie miałam nawet czasu nic zjeść.
Współlokatorzy okazali się beznadziejni - kompletnie nie sprzątają, ja musiałam posprzątać nasz dom, a przy zwracaniu im uwagi albo się wypierają albo ignorują prośby. Ludzie na studiach są kilka lat młodsi ode mnie i każdy po zajęciach idzie prosto do domu, ja proponowałam jakieś wyjście, ale na razie bez wzajemności.
Ogólnie to bardzo zawiodła mnie też uczelnia, bo wykłady są strasznie nudne i nie jestem w stanie na nich wysiedzieć. Problem w tym, że ta wyprowadzka była jedyną szansą na zmianę życia, bo w Polsce byłam nieszczęśliwa w mieście, w którym mieszkam od lat i moja sytuacja była niemożliwa do funkcjonowania na codzień. Również samotność, nie mogłam znaleźć pracy po studiach.
Tak więc wszędzie gdzie próbuję jest coś nietak. Tylko, że powrót będzie kosztowny, nie mam pojęcia jak zabiorę te rzeczy z powrotem, moj tata specjalnie przywiózł je samochodem z Polski, a teraz nie wiem co z nimi. Jaką ja znajdę pracę, skoro miałam problem ze znalezieniem pracy już od dluzszego czasu?
Teraz nic już mi się nie chce, nie wyobrażam sobie już musieć cokolwiek, jestem wyczerpana, wypalona, nie mam siły na to wszystko.
Albo popełniłam ogromny błąd przyjeżdżając do Holandii, albo popełnię wyjeżdżając z niej. Biję się z myślami, czy mam się zmusić, bo studia trwają rok, ale nie widzę tutaj życia kompletnie, spędzam tutaj dnie w taki sposób, że spinam się że współlokatorzy znowu nie posprzątali, potem chodzę na wykłady, na które nie mam motywacji się przygotowywać, wracam z bólem głowy, jedzenie jest tutaj strasznie drogie a gotowanie mi nie wychodzi, czasami rozmawiam z jakąś znajomą, ale nie widzę z drugiej strony chęci na nawiązanie głębszej znajomości.
Nie mam pojęcia, co chciałabym robić zawodowo. Z drugiej strony, czuję tutaj jakiś rodzaj wyciszenia i spokoju, którego w Warszawie nie zaznałam.
Nie czuję jednak dostępu do samej siebie, czuję się jak dziecko, które musi gdzieś za karę siedzieć. Spodziewałam się z tyłu glowy, że pewnie się nie odnajdę, jednak zmusiłam się prawdę mówiąc do wyprowadzki, aby zmienić scenariusz życia.
Anonimowo
Elżbieta Byzdra-Rafa
Dzień dobry🙂
Pisze Pani o trudnościach, jakie pojawiły się w nowym miejscu, w nowym środowisku. Tydzień to bardzo krótki czas na adaptację do nowych realiów. To naturalne, że mogą pojawiać się różne emocje i myśli (żal, złość, smutek, niechęć, pragnienie powrotu...) warto dać sobie trochę więcej czasu na adaptację i trochę więcej troski kierowanej do samej siebie i uważności na Pani własne potrzeby, takie, które są możliwe do spełnienia w obecnej, trudnej sytuacji. Zachęcam też Panią do sięgnięcia po wsparcie lekarza psychiatry. Leki rozpoczną działanie dość szybko i mogą obniżyć poziom lęku, zatrzymać natrętne, powtarzające się myśli, wpłynąć na poprawę koncentracji i na ogólne odczucie spokoju.
Sugeruję też Pani rozpoczęcie terapii indywidualnej. Choć na skutki trzeba dłużej czekać, efekty terapii są znacznie trwalsze. Na terapii będzie mogła Pani "przepracować" obecną trudną sytuację (emocje, natrętne myśli, chęć ucieczki...) ale też przyjrzeć się przeszłości i powodom, dla których wyjazd do Holandii wydawał się jedyną sensowną opcją... Co trudnego działo się w przeszłości w Pani życiu, z czym się Pani zmagała?
Pozdrawiam i życzę dużo siły
Elżbieta Byzdra-Rafa
terapeutka Gestalt
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Iga Borkowska
Dzień dobry,
Podjęła Pani duży wysiłek - przeprowadziła się Pani do innego kraju, weszła Pani w nowe środowisko, podjęła Pani naukę, dużo Pani zainwestowała w lepszą przyszłość. Cały czas mierzy się Pani z tym zadaniem - nie czuje się tam Pani jeszcze "jak u siebie", zawarła Pani znajomości, ale nadal czuje się Pani samotna. Próbuje się Pani nauczyć czegoś nowego, ale trudno się Pani tym zaciekawić. Opisuje Pani, że ten problem trwa już w zasadzie kilka lat, wygląda więc na kryzys związany z wejściem w dorosłe życie. Z jednej strony ma Pani duże zasoby - potrafi Pani podjąć decyzję o przeprowadzce, rozpoczęciu czegoś nowego, podjąć próby nawiązania nowych znajomości. Coś jednak utrudnia Pani czerpanie z życia - radości i satysfakcji, coś w myślach kwestionuje Pani decyzje, przygnębia, osłabia. To są bardzo ważne obszary do przyjrzenia się na terapii, opisywane przez Panią odvzucia mogą wskazywać na stany depresyjne. Wskazana byłaby zatem konsultacja u psychoterapeuty.
Pozdrawiam serdecznie, Iga Borkowska, www.maturitas.pl
Justyna Majewska
Dzień dobry
Wyjazd za granicę w poszukiwaniu lepszego życia jest bardzo odważną decyzją. Obcy język, nieznana kultura mogą pogłębiać osamotnienie i rozczarowanie. Usłyszałam jednak, że w trudnym czasie jakoś można też odnaleźć odrobione spokoju. Jakby to było poeksplorować co tak wycisza w tym nowym miejscu? Może te momenty mogłyby się stać „szczelinami” do poznania miejsca, które jakoś zaciekawiało i popchnęło w kierunku wyjazdu z Polski? Tydzień to dość krótki czas by zbudować relacje, poszukać czego się lubi. Może właśnie rok to dobra rama czasowa by eksplorować i sprawdzić czy jednak istnieje coś atrakcyjnego w tym miejscu?
A gdyby tak zabrać na wycieczkę to Wewnętrzne dziecko, które do tej pory poczuło się ukarane i poszukać czego mu potrzeba w Holandii? Pokazać mu miejsca, w których będzie się dobrze bawiło a nie nudziło ?
Pozdrawiam serdecznie
Justyna Majewska
Psycholog, Sandplay Therapy Practitioner
Lucio Pileggi
Przeprowadzka do innego kraju, pierwsze kroki w nowym miejscu, bycie cudzoziemcem, to naprawdę wielkie wyzwanie. Wymagają od nas dużo siły w tworzeniu umiejętności adaptacji i elastyczności.
Więc naprawdę współczuję Pani uczucia zagubienia i obawy, szczególnie dlatego, że miała Pani wielkie oczekiwania i bardzo chciała znaleźć nowe miejsce dla siebie.
Jednak pisze Pani, że minął tydzień. To jest jeszcze trochę za mało, aby stwierdzić, że naprawdę nie jest to odpowiednie miejsce dla nowych doświadczeń. To nie znaczy, że trudności, których Pani doświadcza, są nieważne. Ale na każdy problem można znaleźć rozwiązanie, które nie musi oznaczać tylko powrotu do Polski. Na przykład, jeżeli współlokatorzy nie są dla Pani mili, można poszukać pokoju gdzieś indziej. Albo, jeżeli na uczelni ludzie nie są otwarci na poznawanie nowych osób, może są inne miejsca, gdzie można nawiązać relacje.
Także Holandia i uczelnia nie muszą być od razu idealnym miejscem – mogą po prostu być kolejnym krokiem w rozwoju dla Pani. Może za rok otworzą się inne drzwi: w Holandii, w Polsce albo gdzieś indziej.
Może się zdarzyć, że w końcu Pani obawy okażą się prawdziwe i będzie konieczny powrót do Polski, aby zadbać o swój dobrostan. Ale sugerowałbym na razie traktować każdy problem powoli i krok po kroku eksperymentować oraz próbować inne rozwiązania. W tym mogą pomóc rodzina albo koledzy.
Jeżeli uważa Pani, że potrzebuje w tym wsparcia, psycholog może pomóc i udzielić nowych strategii adaptacji i rozwiązywania problemów.
Trzymam kciuki
Lucio Pileggi, Psycholog
Sylwia Szulecka
Szanowna Pani,
opisuje Pani trudny czas adaptacji do zmiany. Przeprowadzka do innego kraju, podjęcie nowych studiów, nowe środowisko - wszystko to są ogromne wyzwania życiowe. Trudno się do nich przyzwyczaić w ciągu tygodnia. Czas bywa tutaj pomocny. Czas i łagodne troskliwe traktowanie siebie samej - z założeniem, że ma Pani prawo być trudno.
Warto, by przyjrzała się Pani powodom, dla których - jak Pani pisze - "zmusiła się" Pani do wyprowadzki. Co tak naprawdę chciała/chce Pani zmienić i czy ta przeprowadzka w ogóle taką zmianę umożliwia?
Mam nadzieję, że uda się Pani odpowiedzieć na ważne dla siebie pytania.
Pozdrawiam serdecznie
Sylwia Szulecka
psycholog-seksuolog, psychoterapeutka
Justyna Bejmert
Dzień dobry,
czytając Pani wpis miałam poczucie, że bardzo dużo rzeczy wzięła Pani na siebie w ostatnim czasie. Przeprowadzka do innego kraju, studia, nowe mieszkanie, nowe osoby. To naprawdę spore obciążenie. Zastanawiam się na ile to wszystko, co Pani teraz odczuwa, bardziej wynika z przeciążenia i wypalenia, niż realnie dowodzi temu, że przeprowadzka była złą decyzją. Być może warto dać sobie teraz trochę czasu, nie wywierać na siebie presji, że musi Pani koniecznie cieszyć się z przeprowadzki do Holandii i każdego dnia czerpać z tego satysfakcję. Początki bywają trudne. Myślę, że warto teraz skupić się na drobnych krokach, zadbać o rutynę dnia, sprawiać sobie choćby małe przyjemności, zamiast usilnie próbować odpowiedzieć sobie na pytanie: zostać czy wrócić? Jeśli emocje, których Pani doświadcza są bardzo silne, a wątpliwości wciąż się mnożą, warto rozważyć spotkanie z psychologiem.
Pozdrawiam serdecznie,
Justyna Bejmert
Psycholog
Anna Kapelska
Dzień dobry,
Na początku gratuluję Pani podjęcia trudnej decyzji - zmiana miejsca zamieszkania i przeprowadzka do innego kraju wymaga sporej odwagi!
Pisze Pani, że jest w nowym miejscu od tygodnia. Wykłady nie okazały się dla Pani ciekawe a współlokatorzy nie reagują na Pani prośby dotyczące porządku - czy widzi Pani jakąś możliwość ustalenia obowiązków w domu?
Proszę też pomyśleć, jak Pani pobyt może się rozwinąć - tydzień to naprawdę niewiele, być może czekają na Panią wydarzenia lub osoby, które sprawią, że zmieni Pani spojrzenie na pobyt tam? Co Pani myśli o zastosowaniu takiej zasady ciekawości jak u małego dziecka na zasadzie poznawania i odkrywania nowego miejsca? Wspomina też Pani, że mimo wszystko znajduje tam Pani swoiste wyciszenie - może warto za tym podążyć?
Wspomina Pani też o tym, że nie wie, co chce robić zawodowo. Czy są takie obszary, w których czuje się Pani spełniona, coś co Pani lubi robić, a może lubiła jako dziecko?
Serdecznie zachęcam do poeksplorowania również w tym obszarze.
Brak dostępu do samej siebie może być ważną wskazówką - z jednej strony oporem do postawienia sobie trudnych pytań ( jest Pani w trakcie studiów, na etapie wyboru ścieżki życiowej, zawodowej, w nowym, nieznanym miejscu ) a z drugiej cennym drogowskazem, który nakłania do spotkania się z sobą, czego serdecznie Pani życzę.
Wszystkiego dobrego.
Anna Kapelska
Sylwia Harbacz-Mbengue
Witaj,
rozumiem, że przeżywasz dużo trudnych emocji. Daj sobie czas, to dopiero tydzień, a szok kulturowych i adaptacyjny czasem trochę trwa. Poszukaj wsparcia. W Holandii prawdopodobnie istnieją grupy wsparcia dla obcokrajowców. Proponuję też wyznaczyć granice ze współlokatorami, np. poprzez rozmowę o podziale obowiązków.
Jesli zauważasz, ze coś przynosi spokój i ukojenie to postaraj się robić tego więcej.
Pozdrawiam serdecznie
Sylwia Harbacz-Mbengue
Psycholog
Katarzyna Świdzińska
Brzmi to tak, jakbyś znalazła się w ogromnym rozdarciu. Z jednej strony w Polsce było Ci bardzo trudno i chciałaś zmiany, z drugiej tu, w Holandii, czujesz rozczarowanie, samotność i brak energii. Adaptacja do nowego miejsca to proces, który często zaczyna się od kryzysu, chaosu, tęsknoty i poczucia, że to się nie uda. Twoje ciało i psychika po prostu mówią Ci teraz: „potrzebuję odpoczynku, bezpieczeństwa i czasu, żeby oswoić się z tym wszystkim”.
Może być tak, że zostanie w Holandii pozwoli Ci zbudować coś nowego, ale nie musisz od razu decydować o całym swoim życiu. Możesz na razie dać sobie małe kroki: zadbać o rytm dnia, poszukać jednej rzeczy, która daje Ci chwilę przyjemności czy spokoju, powoli sprawdzać inne możliwości (np. grupy studenckie, spotkania Polaków, wsparcie psychologiczne na uczelni). A jeśli po czasie poczujesz, że to naprawdę nie Twoje miejsce, to decyzja o powrocie nadal będzie możliwa.
Pozdrawiam,
Katarzyna Świdzińska, Psycholog

Zobacz podobne
Mam poważny problem, związany z moim zdrowiem psychicznym, a także relacjami z moją rodziną. W skrócie: będąc dzieckiem (5-6 lat, lub mniej), doświadczyłem przemocy, ze strony opiekunki, która została zatrudniona przez moich rodziców, gdy oni pojechali do Niemiec na zarobek (wczesne lata 2000), podczas ich nieobecności, karała mnie i moje rodzeństwo, szczególnie mnie, pamiętam moment, gdy kazała mi na zimnej podłodze w łazience, klęczeć, z rękoma do góry, podawała też nam niedogotowane jedzenie. Po przyjeździe do Polski, gdy moi rodzice się o tym wszystkim dowiedzieli, zwolnili ów opiekunkę i nawet pojechali w jej rodzinne strony i opowiedzieli o wszystkim jej rodzinie. Wiele lat później, doświadczyłem przemocy ze strony mojej matki, potrafiła mnie bić przedmiotami, na przykład, zrywała rózgę z drzewa i biła mnie ją, więcej niż raz, i ów rózga pękła na moim tyłku, był taki epizod, że potrafiła zapalić palnik w kuchence i kazać mi przyłożyć rękę do ognia, dzięki Bogu, mój ojciec się za mną wstawił, nigdy nie zapomnę tego incydentu. Raz powiedziała mi, że jestem zakałą rodziny. Moja matka jest manipulatorką, potrafi zastraszać, manipulować, grać na emocjach, a także stosować szantaż emocjonalny, gdy się ktoś jej przeciwstawi i coś nie pójdzie po jej myśli, to idzie na skargę do mojej młodszej siostry i razem plotkują na temat danej osoby, źle o tej osobie mówiąc. Potrafi być osobą wybuchową, agresywną i opryskliwą, nie przyznaje się do swoich błędów, stwarza konflikty i robi z siebie ofiarę, lubi naśmiewać się z innych i komentować wygląd drugiej osoby, podczas gdy sama nie dba o swój wygląd. Za każdym razem próbuje znaleźć wymówkę, by położyć rękę na moich pieniądzach, zawsze musi być według jej myśli. Mój ojciec jest nie lepszy, agresor, manipulant jak moja matka, osoba wybuchowa, konfliktowa, mitoman, kłamca, uważa, że przemoc i agresja jest jedynym rozwiązaniem, potrafi popisywać się przed ludźmi, szczególnie, gdy jest po kilku piwach, wielokrotnie groził mi pobicie, wyzywał mnie, moją matkę, kilkukrotnie pojawiał się w domu pijany, raz powiedział mi, że mnie załatwi, nie wiem, co przez to miał na myśli, zabić mnie czy pobić. Raz, gdy rzucał się do mojej matki pijany, powiedziałem mu, że jak się nie uspokoi, to wezwę policję, później wparował do mojego pokoju i zaczął mnie wyzywać i powiedział, że policja nic mu nie może zrobić. Był taki epizod, że moja młodsza siostra, korzystała z pomocy psychologa i psychiatry, bo miała ataki paniki, czy coś w tym stylu i gdy mój ojciec dowiedział się o tym, wyśmiał ją i powiedział, że jest chora psychicznie, używając wulgarnego słownictwa. Gdy moja matka miała złamaną rękę, ani razu jej nie pomógł, nawet na rehabilitacje ją nie zawiózł, na piechotę musiała daleko iść do szpitala, a gdy zapytała się go, dlaczego jej nie pomógł, powiedział, że nie zasłużyła. Moja młodsza siostra nie jest świętoszkiem, rozpieszczona, od najmłodszych lat, wszystko, co chciała, to miała, podczas, gdy ja, na swój pierwszy telefon, musiałem zarobić, ciężko pracując na budowie. A teraz ona twierdzi, że jest lepsza od innych, bo jest po studiach, śmieje się ludziom prosto w twarz, bo ktoś jest wierzący i ma konserwatywne podejście do życia i uważa, że ci co tak wierzą, są chorzy psychicznie (ona sama jest ateistką). Każdego próbuje pouczać, rozstawiać po kątach i uczyć życia, mimo, że ma zaledwie 26 lat. Mam starszego brata, 32 letniego, ma on swoją własną rodzinę, dwoje dzieci, ma firmę budowlaną, jest trochę nerwowy, wybuchowy i opryskliwy, ale jesli pracujesz, starasz się i pokazujesz zainteresowanie, to normalnie się zachowuje, obecnie u niego pracuje, ale jestem teraz na miesięcznym zwolnieniu lekarskim, z powodu skręconej lewej kostki, zostały mi ostatnie dni zwolnienia lekarskiego i według zaleceń ortopedy, mam ćwiczyć kostkę, nie przeciążać jej, brać leki i odpoczywać. Można w nim (moim bracie) mieć wsparcie, jesli tak jak wcześniej wspomniałem, ktoś angażuje się w pracy, a czasami nie. Tak jak wcześniej wspomniałem, jestem na zwolnieniu lekarskim, zostały mi raptem kilka dni i po zwolnieniu lekarskim muszę znowu iść na kontrolę do ortopedy, gips mam zdjęty i mogę normalnie chodzić. No i tu problem się zaczyna, bo mój ojciec jest sfrustrowany, bo nie jestem w pracy, nie jeżdżę do pracy, mówił to podobnie, gdy miałem nogę w gipsie, jak niby miałbym z nogą w gipsie i o kulach iść do fizycznej pracy i pracować? przecież jestem na zwolnieniu lekarskim, prawnie pod groźbą kary jest zakazana praca na zwolnieniu lekarskim. Całe praktycznie życie byłem pod kontrolą mojej rodziny, nie mogłem mieć własnego zdania, nie mogłem naturalnie i swobodnie się zachowywać, nie mogłem żyć po swojemu, bo im to nie odpowiadało, zniszczyli mi tak psychikę, że jestem bezradny, nie wiem co mam w życiu robić, gdzie iść, jestem bezsilny, i na samą myśl, że muszę przebywać wśród obcych ludzi lub szukać innego miejsca pracy i pracować w innym miejscu pracy, czuję lęk i strach, mimo, że mam 28 lat. Nigdy nic nie mogłem dla siebie zrobić, bo później nachodziła mnie myśl, że im się może to niespodobać, gdy wielokrotnie próbowałem się zbuntować przeciwko nim, czułem wyrzuty sumienia. Raz, gdy powiedziałem im, że skoro pracuje u swojego starszego brata, legalnie, to rozsądne by było, gdyby mi płacił, jak normalnemu pracownikowi, więc byłbym finansowo niezależny, moja matka sfrustrowana powiedziała, że nie ma takiej opcji. Moja rodzina nigdy mnie na poważnie nie traktowała, albo drwili sobie ze mnie, albo sie ze mnie śmiali, albo celowo mnie prowokowali, żeby wzbudzić we mnie agresję i zrobić ze mnie złego bohatera. Mam jeszcze najstarszego brata, od około dwudziestu lat mieszka w Anglii i pracuje jako manager w jakieś brytyjskiej firmie, a po pracy jeździ swoim prywatnym tirem, przez moich rodziców, nie mam z nim kontaktu, moi rodzice wmawiali mi i mojemu rodzeństwu, że on zerwał z nami kontakt i wybrał rodzinę swojej byłej żony, niż swoją, co jest nie prawdą, bo on chce z nami się kontaktować. Raz na pogrzebie mojego dziadka (ze strony ojca) on się pojawił w domu pogrzebowym i normalnie z każdym się przywitał, a mój ojciec z wrogością nie chciał mu podać ręki, dopiero moja matka go do tego zmusiła, a teraz jak gdyby nigdy nic, mój ojciec zaczął się przyznawać do mojego brata i mówi, że ma syna w Anglii. Obecnie stosuje emocjonalny dystans (emotional detachment), względem mojej rodziny i czuję napiętą atmosferę, nikt się do mnie nie odzywa, a jak już na przykład matka się odezwie, to z frustracją, podniesionym głosem. Na obecną chwilę, leżę finansowo, mam 800 euro, plus 300 zł, szukam dalej odpowiedniej pracy (jestem z Suwałk) a w moim rodzinnym mieście trudno o dobrą pracę, mieszkania pod wynajem są drogie, a o wzięciu kredytu nie myślę, bo to zbyt wielka odpowiedzialność. Byłem na dwóch sesjach psychoterapeutycznych, ale nie skończyło się to dobrze, dlatego, że trafiłem na nieodpowiednią psychoterapeutkę, która nawet nie chciała wysłuchać mojego problemu, na samym starcie mi przerwała, zaczęła mówić coś o czakrach, punktach energetycznych, co w ogóle nie miało nic wspólnego z moim problemem, w ogóle nie chciała mi pomóc i dawała mi bezużyteczne rady, nawijając o swojej rodzinie. Potrafiła podnosić na mnie głos i po wszystkim skasowała ode mnie 250 zł i tyle po terapii. Gdy zadzwoniłem do niej po raz pierwszy, to niechętnie chciała mnie przyjąć na sesję indywidualną. Czuję, jak moje zdrowie psychiczne się pogarsza, jestem zestresowany, rzadko się uśmiecham albo się smieje, a jak już to robię, to czuje dziwny dyskomfort, jakby ktoś z mojej rodziny chciał mnie zbesztać, za to, że się śmieje. Z tego też powodu od dawna borykam się z uzależnieniami od pornografii i masturbacji. Totalnie straciłem motywację do działania, nic mi się nie chce.
Czy na zawsze będę singielką? Dzień dobry. Mam 32 lata. Jestem nieśmiała i spokojna. W towarzystwie wolę słuchać niż rozmawiać. Mam dużo koleżanek, także spoko :) Mam problem tylko w relacjach damsko męskich. Żaden chłopak nie zwraca na mnie uwagi, jak już to chodzi im tylko o seks i na tym koniec. Niedawno zakończyłam swój 10 letni toksyczny związek. Przyczyna to że nie pasowaliśmy do siebie (mój ex jest alkoholikiem, narkomanem, nierobem i damskim bokserem) i to że zawsze czułam się nie chciana, nieszanowana i niekochana przez swojego ex chłopaka. Na szczęście po rozstaniu z ex chłopakiem poczułam ulgę i nagle moja pewność siebie wzrosła w większym stopniu zaczęłam doceniać to co mam, i jeszcze bardziej zaczęłam rozwijać pasję i różne umiejętności. Po prostu nie umiem nawiązywać relacji z mężczyznami. Nigdy w życiu żaden chłopak nie był we mnie zakochany tylko zauroczony (Smutne) Pozatym to ja zawsze pierwsza wychodziłam z inicjatywą (żaden chłopak nie wykazywał dużego zainteresowania) to ja pierwsza pisałam, dzwoniłam i proponowałam spotkania jak tego nie robiłam to żaden jeszcze chlopak nie wychodził pierwszy z inicjatywą. Pisząc to, zrobiło mi się bardzo przykro. Jestem kobietą wrażliwym o dobrym sercu, i tą która docenia i naprawdę kocha. Proszę o pomoc, bo nie chciałabym zostać starą panną. Z góry dziękuję i pozdrawiam.

