Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Czy różnice finansowe i w podejściu do przyszłości mogą zakończyć nasz związek?

Dzień dobry, jestem w związku od 4 lat. Mam 28 lat, mój partner jest ode mnie starszy o 14 lat. Mieszkamy razem od 2 lat. Od pewnego czasu pojawia się między nami coraz więcej napięć, głównie na tle finansowym. Ja zaczęłam poważnie myśleć o przyszłości o ślubie, stabilizacji, odkładaniu pieniędzy. Partner pracuje i realnie jest w stanie odłożyć kilkaset złotych miesięcznie, jednak robi to z dużym żalem i poczuciem presji. Mam wrażenie, że dla niego odkładanie to bardziej przykry obowiązek niż wspólny cel. Wiem, że jest dobrym człowiekiem i na co dzień dobrze mi z nim jako z partnerem. Jednocześnie coraz częściej czuję, że brakuje mi poczucia bezpieczeństwa i stabilności. Różnica wieku sprawia, że oczekiwałabym od niego większej dojrzałości finansowej i „ogarnięcia” życiowego. Myślę o przyszłości, o dziecku i o tym, czy będę mogła czuć się spokojnie, wiedząc, że wspólnie jesteśmy w stanie utrzymać rodzinę. Na ten moment tego nie czuję. Z jednej strony boję się zakończyć ten związek, bo wiem, że to dobra osoba i obawiam się, że mogłabym tego żałować. Z drugiej strony z dnia na dzień narasta we mnie frustracja, a temat finansów coraz częściej wywołuje zgrzyty. Czy w takiej sytuacji warto dalej próbować? Czy to chwilowy kryzys, czy raczej znak, że nasze podejście do przyszłości i odpowiedzialności jest po prostu różne?
Łukasz Dyłka

Łukasz Dyłka

Dzień dobry,

to, co Pani opisuje, nie brzmi jak „czepianie się pieniędzy”, tylko jak potrzebę bezpieczeństwa. A to jest bardzo podstawowa potrzeba, zwłaszcza kiedy zaczyna się myśleć o ślubie czy dziecku.

Tu nie chodzi o to, czy on odkłada 300 czy 800 zł. Chodzi o nastawienie. Jeśli dla Pani odkładanie to element budowania wspólnej przyszłości, a dla niego to przykra presja, to mówimy o różnicy w podejściu do odpowiedzialności, nie tylko o kwocie.

 

Różnica wieku naturalnie budzi oczekiwanie, że starsza osoba będzie bardziej stabilna życiowo. Jeśli Pani tego nie czuje, to frustracja będzie rosła. I to jest coś, czego nie da się „zagadać”, bo to dotyczy poczucia bezpieczeństwa.

 

Zadałbym sobie kilka prostych pytań:
– Czy on realnie chce budować z Panią rodzinę, czy raczej dobrze mu w obecnym układzie?
– Czy potrafi wziąć odpowiedzialność bez poczucia, że jest do czegoś zmuszany?
– Czy Pani jest w stanie zaakceptować, że jego podejście do finansów może się nie zmienić?

 

Jeśli odpowiedź na ostatnie pytanie brzmi „nie”, to warto to potraktować poważnie.

 

To może być kryzys, jeśli oboje jesteście gotowi usiąść i ustalić konkretny plan: ile odkładamy, na co, w jakim czasie, po co. Bez wyrzutów, bez presji, tylko jasno. Jeśli jednak każda rozmowa kończy się napięciem i obroną z jego strony, to możliwe, że po prostu jesteście w innym miejscu życiowym.

 

Nie musi Pani podejmować decyzji od razu. Ale ignorowanie rosnącej frustracji zwykle kończy się wybuchem.

Najważniejsze pytanie brzmi nie „czy on jest dobrym człowiekiem?”, tylko „czy przy nim czuję się bezpiecznie i spokojnie w myśleniu o przyszłości?”. Jeśli odpowiedź coraz częściej brzmi „nie”, to to jest sygnał, którego nie warto lekceważyć.

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Magdalena Nowakowska

Magdalena Nowakowska

To, co czujesz, jest całkowicie zrozumiałe. Jesteś w momencie życia, w którym naturalnie rośnie potrzeba stabilności i bezpieczeństwa. Poczucie bezpieczeństwa i wspólnego planu na przyszłość — to fundament poczucia spokoju w dorosłym związku, zwłaszcza gdy zaczyna się myśleć o dziecku i rodzinie.

Na ten moment odkładanie pieniędzy przybiera dla Was inne znaczenie. Ty, odkładając, czujesz spokój. On, odkładając, czuje ciężar. Odkładanie pieniędzy przeżywacie zupełnie inaczej.

Myślę, że warto porozmawiać otwarcie o tym jak widzicie przyszłość, jakie są wasze plany, jak rozumiecie podział obowiązków i finansów, co jest dla was ważne.

Rozmowa pomoże usłyszeć potrzeby i  rozjaśnić, jakie są wyobrażenia na temat wspólnego życia.

Trzymam kciuki!

Karolina Sobczyk

Karolina Sobczyk

Dzień dobry
Zanim potraktuje Pani tę sytuację jako sygnał do rozstania, zachęcałabym do zatrzymania się i spokojnej rozmowy 
z partnerem.

Warto najpierw dobrze nazwać własne potrzeby: czego dokładnie Pani oczekuje, co daje Pani poczucie stabilności, czego się Pani obawia. Równie ważne jest wysłuchanie jego perspektywy: co w nim budzi presję, jak rozumie odpowiedzialność, jak wyobraża sobie kolejne lata. Dajcie sobie szansę na zrozumienie swoich perspektyw, nie przekrzykujcie się, niech ta rozmowa będzie równa dla każdej ze stron. 

Dopiero z poziomu świadomości rozumienia waszych potrzeb i oczekiwań można szukać realnego kompromisu 
i rozwiązania, który częściowo zabezpieczy Pani potrzebę bezpieczeństwa, a jednocześnie nie będzie dla Partnera przeżywane jako przymus. Jeśli okaże się, że wspólnego kierunku nie ma, wtedy decyzja będzie oparta na faktach, 
a nie na domysłach czy lęku.

Pozdrawiam serdecznie. 

Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Witam Panią,

 

Dziękujemy za wiadomość. Pani Olu,
czytam Pani treść i mam poczucie, jak bardzo jest Pani „pomiędzy”. Z jednej strony widzi Pani w partnerze dobrego człowieka i to, co między Wami działa. Z drugiej. coraz mocniej odzywa się potrzeba bezpieczeństwa, stabilności, planu na przyszłość. To nie brzmi jak kaprys, tylko jak coś bardzo ważnego i dojrzewającego w Pani.Zastanawiam się, kiedy myśli Pani o przyszłości: ślubie, dziecku, wspólnym domu: co dokładnie daje Pani poczucie spokoju? Co musiałoby się wydarzyć, żeby mogła Pani powiedzieć: „tak, czuję się bezpiecznie”? Gdyby w najbliższych miesiącach coś miało się poprawić choćby o jeden mały krok, po czym jako pierwszym by Pani to poznała? Jak zachowywałby się partner? Jak wyglądałyby rozmowy o pieniądzach?
 

Pisze Pani o frustracji, która narasta. W skali od 0 do 10 — gdzie 0 to „jestem spokojna o naszą przyszłość” a 10 to „jestem na granicy wytrzymałości” — gdzie jest Pani dziś? Co sprawia, że to nie jest jeszcze wyżej?


Być może kluczowe pytanie nie brzmi: „czy to chwilowy kryzys?” ale: „czy nasze wartości dotyczące bezpieczeństwa i odpowiedzialności są na tyle wspólne, by budować na nich przyszłość?”.


Odpowiedź może dojrzewać powoli i warto dać sobie prawo, by ją w sobie spokojnie usłyszeć. 

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

Karolina Rzeszowska-Świgut

Karolina Rzeszowska-Świgut

Dzień dobry Pani,

Z opisu widać, że w relacji jest dużo dobra i codziennej bliskości, a jednocześnie rośnie w Pani napięcie, bo coraz mocniej potrzebuje Pani bezpieczeństwa, planu i poczucia, że stabilizacji finansowej i życiowej. To nie musi oznaczać, że związek jest „zły”, raczej że temat przyszłości stał się na tyle ważny, że domaga się uporządkowania.  

Ważną informacją jest to, że partner realnie potrafi odłożyć pewną kwotę, tylko przeżywa to jako presję. To już jest punkt zaczepienia: coś działa, choć w sposób, który oboje kosztuje. Warto oprzeć rozmowy nie na tym, kto ma rację, tylko na tym, jak ma wyglądać Pani preferowana przyszłość w praktyce i o tym powiedzieć : po czym konkretnie Pani pozna w codzienności, że jest stabilniej (jakie zachowania, jakie ustalenia, jakie liczby, jaka przewidywalność). 

Pomaga też zaplanowanie takiego celu poprzez małe, mierzalne kroki, które są do udźwignięcia i dla Pani, i dla partnera. 

Jeśli Pani chce sprawdzić, czy to „chwilowy kryzys”, czy różnica nie do pogodzenia, zwykle dobrze pokazuje to nie sama deklaracja, tylko to, czy po spokojnych rozmowach i prostych ustaleniach pojawia się choć minimalna poprawa w napięciu i współpracy. Pomocne bywa też określenie poczucia bezpieczeństwa w związku. To porządkuje temat i pozwala odróżnić „brak ideału” od „braku fundamentu”.  

 

Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Pani Olu, porusza Pani bardzo ważny temat, który dotyka fundamentów poczucia bezpieczeństwa w relacji. Z perspektywy psychologicznej, warto przyjrzeć się temu, co dla każdego z Państwa oznaczają pieniądze i stabilizacja.

Często pod wspólnym mianownikiem finansów kryją się głębokie przekonania:

Dla Pani oszczędności mogą oznaczać bezpieczeństwo i troskę o przyszłość, szczególnie w kontekście planowanego macierzyństwa. Dla partnera odkładanie pieniędzy może wiązać się z poczuciem utraty wolności lub presją, co wywołuje opór.

Różnica wieku może tutaj dodatkowo uwypuklać różnice w tzw. cyklu życia – Pani jest na etapie budowania gniazda i zabezpieczania przyszłości, podczas gdy partner może mieć inne priorytety.

Co warto rozważyć?

Szczera rozmowa o wartościach, nie o kwotach: zamiast rozmawiać o tym, ile odkładać, warto porozmawiać o tym, co te pieniądze mają Państwu zapewnić. Czy Wasza wizja dobrego życia za 5-10 lat jest zbieżna?

Konceptualizacja Pani lęku: czy brak poczucia bezpieczeństwa wynika tylko z realnych cyfr na koncie, czy z braku zaufania do dojrzałości partnera w sytuacjach kryzysowych?

Sprawdzenie elastyczności: czy partner jest gotowy na kompromis, czy jego opór jest stałą cechą charakteru?

Warto zastanowić się, czy kocha Pani partnera takim, jakim jest teraz, czy "projekt" tej osoby, którą mógłby się stać, gdyby zaczął oszczędzać. Frustracja często bierze się z oczekiwania, że druga strona zmieni swoje podstawowe wartości. Jeśli fundamenty tj. podejście do odpowiedzialności są skrajnie różne, może to być sygnał, że Państwa potrzeby w dłuższej perspektywie będą trudne do pogodzenia bez stałego napięcia.

Powodzenia.

Psycholog Bożena Nagórska

Julia Otremba

Julia Otremba

Dziękuję Ci za podzielenie się tym, co się dzieje w Twoim związku. Widać, że bardzo zależy Ci na tej relacji i że czujesz się w niej dobrze na co dzień, ale jednocześnie narasta w Tobie frustracja, szczególnie w kwestii finansów i poczucia bezpieczeństwa. To bardzo ludzka i naturalna reakcja – kiedy myślimy o przyszłości, o stabilizacji, o dzieciach, zaczynamy coraz uważniej przyglądać się temu, czy nasze potrzeby i wartości są kompatybilne z partnerem.

Twoje poczucie niepewności i braku stabilności jest sygnałem, którego nie warto ignorować. To naturalne, że myśląc o założeniu rodziny, chcesz mieć pewność, że wspólne życie będzie przewidywalne. Jeśli teraz czujesz, że tego poczucia nie masz, może to świadczyć o tym, że Wasze oczekiwania w kwestii przyszłości i bezpieczeństwa finansowego są różne -  i to niekoniecznie jest coś, co da się łatwo zmienić.

Narastająca frustracja i powtarzające się konflikty w tym samym obszarze rzadko znikają same. Czasami to znak, że potrzebna jest głęboka rozmowa, wyjaśnienie, jakie są Wasze wartości i granice, albo nawet decyzja, czy da się te różnice pogodzić. Jeżeli zależy Ci na tym związku, warto spróbować otwartej, spokojnej rozmowy o tym, co dla Was oznacza bezpieczeństwo i stabilność, i jak możecie znaleźć wspólny język w finansach. Jeśli po takiej rozmowie nadal będziesz czuła, że brakuje Ci poczucia spokoju o przyszłość, to może być sygnał, że Wasze podejście do życia jest po prostu różne. I to też nie oznacza, że ktoś jest „zły” – po prostu nie zawsze da się w pełni dopasować wartości i styl życia w związku.

Pozdrawiam ciepło, 

Julia

Natalia Przybylska

Natalia Przybylska

Dzień dobry, 


wygląda na to, że dylemat dotyczy istotnej różnicy w wartościach i poczuciu odpowiedzialności, co w relacjach długoterminowych rzadko okazuje się tylko „chwilowym kryzysem”. Fakt, że partner jest o 14 lat starszy, naturalnie buduje w Pani oczekiwanie większej dojrzałości, jednak jego opór przed oszczędzaniem i poczucie presji sugerują, że znajduje się on na innym etapie emocjonalnym, jeśli chodzi o budowanie bezpieczeństwa materialnego. Poczucie stabilności jest fundamentem, na którym buduje się zaufanie do wspólnej przyszłości, zwłaszcza w kontekście planowania dziecka. Jeśli teraz czuje Pani frustrację, to po pojawieniu się dodatkowych obciążeń ten stan może przerodzić się w głęboki żal i poczucie osamotnienia. Warto rozważyć szczerze zapytanie samej siebie, czy kocha Pani partnera takim, jakim jest teraz, czy raczej obraz tego, kim mógłby być, gdyby stał się bardziej „ogarnięty”, ponieważ różnica w podejściu do pieniędzy często też odzwierciedla różnicę w życiowych priorytetach, której niestety da się rozwiązać jedynie „dobrocią serca” drugiej strony. Warto zacząć od szczerej rozmowy z partnerem na temat tego co pani czuje w związku z tą sytuacją, oczywiście jeśli Pani jeszcze tego nie próbowała. 

Życzę wszystkiego dobrego! 
Natalia Przybylska 

Daria Składanowska

Daria Składanowska

Dzień dobry,

 To, co opisujesz, brzmi bardzo obciążająco i naturalnie wywołuje w Tobie niepokój oraz frustrację. Twoje emocje są w pełni zrozumiałe, zwłaszcza gdy zależy Ci na poczuciu bezpieczeństwa i stabilności w związku. Kontakt ze specjalistą może pomóc Ci poradzić sobie z tym stresem i emocjami.

Pozdrawiam, 

Daria Składanowska 

dobrostan

Darmowy test na dobrostan psychiczny (WHO-5)

Zobacz podobne

Przyjaciel zablokował mnie nagle na dwóch komunikatorach bez podania powodu
Przyjaciel zablokował mnie nagle na dwóch komunikatorach bez podania powodu ani bez pożegnania. Znaliśmy się osiem lat. Mieszkamy 500 km od siebie. Była to głównie internetowa przyjaźń ale spotkaliśmy się w zeszłe lato na żywo w moim mieście i spędziliśmy trochę czasu razem. Nie będę pisać szczegółowo jak to wyglądało, ale mniej więcej było to tak, że początkowo myślałam, że to może jakaś pomyłka, czy awaria, dlatego napisałam na drugim komunikatorze. Po tym jak się już upewniłam, że celowo to zrobił, już się nie próbowałam z nim kontaktować się na innej platformie, w inny sposób, bo było mi bardzo przykro. Nawet płakałam. Minęło około dwa miesiące i od tej pory nie skontaktował się ze mną. Byłam bardzo smutna przez pierwsze tygodnie. Pierwsza myśl, gdy się budziłam rano to rozmyślałam o tej sytuacji. Było to bardzo duże rozczarowanie i szok, że mógł w ten sposób postąpić. Nie spodziewałam się tego. Nie pokłóciliśmy się ani nic takiego. Normalnie rozmawialiśmy, pisaliśmy i nagle takie coś. Teraz też nieraz czuję się smutna, mimo, że minęło trochę czasu. Są takie dni, gdy jestem zajęta czymś innym, spotykam się ze znajomymi, jeżdżę na wycieczki itp i wtedy jestem radosna. Ale mam również takie dni, że mi się on przypomina i znowu czuję smutek. Chciałabym o tym nie myśleć, ale nie potrafię zapomnieć tego i przeboleć. Jak mam zwalczyć ten smutek? I czy mam się go pytać o powód czy lepiej do niego nie pisać? I czy to oznacza, że już nie jesteśmy przyjaciółmi?
Jak poradzić sobie z zakończeniem toksycznego związku pełnego nieporozumień?

Witam wszystkich, jestem tutaj nowy. Byłem w burzliwym związku 2 lata, 3 razy się rozchodziliśmy. Ja za każdym razem zabiegałem, starałem się. Czasami angażuję się za bardzo. Brałem wszystko na siebie, robiłem źle. Pomiędzy nami było 9 lat różnicy. Ostatnio usłyszałem, że ja jestem stary, a ona młoda, może się bawić.

Zaczęły się w związku koleżanki, uciekanie od spotkań. Jeśli się pytałem, kiedy się widzimy – „nie wiem”. Wiele pretensji, że mi dużo nie pasuje, że to moja wina, że wiele słów usłyszała z mojej strony i nie potrafi już na mnie patrzeć. Szczerze – nigdy nic głupiego nie powiedziałem, tylko czasami coś żartem czy zgryźliwie, ale to na tyle, mieliśmy dystans.

Ostatnio non stop wychodziła ze znajomymi. Nawet nie widziałem, że ma taką toksyczną koleżankę, która nią kieruje. Słyszałem, że jestem nienormalny, że w żartach jest drugie dno, że wyliczam jej pieniądze na każdym kroku. Nigdy takiego czegoś nie było. Jedynie żartem: „Dzisiaj ty stawiasz?” czy „Policzymy się za paliwo?”. I tak – ona bez problemu zawsze płaciła, bo wiedziała, że to tylko sarkazm.

Starałem się, jak mogłem, zabiegałem. Ona zawsze w stronę znajomych – że mają lepiej, że inaczej ją traktują. Ta znajoma, którą poznała, tak „fajna”, żeruje na niej. Widziałem na relacjach – bawi się na całego, kolacje, imprezy. Z otoczenia wiem, że ta osoba po prostu nie ma znajomych, nikt nie chce z nią utrzymywać kontaktu, bo patrzy tylko na swoje cztery litery.

Wszystko – żarty, starania się, nawet jak coś nie było tak – gdy chciałem porozmawiać, była odpowiedź, że „ze mną się nie da”. Mam jej zniknąć z życia, bo się przy mnie męczy. Znajdzie sobie takiego, co spełni jej każde oczekiwania, a ja mam znaleźć taką, co ich nie ma.

Zawsze byłem prawy, nigdy nic nie chciałem – żadnych pieniędzy, nawet od rodziny za jakieś usługi. Mówiłem szczerze wszystko, ale ona odebrała to tak, jakbym ciągle jej coś wypominał. Usłyszałem nawet, że bronię jej się spotykać z rodziną, ale nigdy tak nie było. Nawet zaczęła mieć o to problem, gdy spytałem się, co po spotkaniu.

Pretensje, że pytam, jak się ubiera, że nie jest wyspana... Po prostu zauważyłem, że na siłę szuka powodu, by mnie rzucić. Nawet jechałem prawie 100 km do restauracji dzień przed zerwaniem. Zażartowałem coś tam i mówiłem, że po drodze jest kilka fajnych restauracji. Ona: „Nie, tam jedziemy”. Mówię: „Okej”. Gadaliśmy o pracy i w ogóle, a ona wszystko brała tak do siebie, że niby ją maltretuję, ubliżam jej na każdym kroku.

Napisała mi w nocy, że to się wypaliło, nie chce tak żyć i mam zniknąć z jej życia. Zostałem zablokowany wszędzie, a ona szuka atencji u facetów.

Może tutaj się wydawać, że jestem aż takim złym człowiekiem, ale każdemu, kto pyta i komu mówię prawdę, odpowiadam – to było szukanie pretekstu, by mnie rzucić. Usłyszałem jeszcze, że gdyby nie ja, to byśmy tam nie pojechali. Nie wiem, co myśleć. Za każdym razem łapie moje słowa, wyciąga coś głupiego, co powiem pod nosem, a ile ja przeszedłem, wspierałem, byłem na każde skinienie palca – nawet o 2 w nocy – tego już nie pamięta. Tylko: „No nikt ci nie kazał”.

I usłyszałem, że rzyga moimi spekulacjami, moimi rozmowami i całą moją osobą. Mam nie próbować z nią nawet pogadać, wyjaśnić, powiedzieć prawdę, bo nigdy nie chciałem jej urazić. Mieliśmy dystans w wiadomościach, a ona nagle, że się wypaliło. Próbujemy od 2 lat i nie wychodzi.

Ale za każdym rozpadem są znajomi. Każdy zauważył, że im mniej się szanują i starają, tym jakoś im wychodzi. Czasami czułem się w tym związku, jakbym był sam.

Jak zakończyć toksyczny związek z alkoholikiem i zacząć nowy rozdział?

Czy moja miłość do niego się skończyła? Przez 10 lat jestem (po miesiącu zerowego kontaktu z nim od razu będę przygotowana do oficjalnego zerwania i rozstania) w toksycznym związku, ponieważ mój chłopak jest alkoholikiem i nie szanuje kobiet. Nigdy jemu szczerze nie zależało na mnie :( W trakcie przerwy w związku, którą ja zorganizowałam, poczułam ulgę, spokój i radość. To ja zawsze pierwsza do niego pisałam, dzwoniłam czy przychodziłam do niego – na moje szczęście rzadko kiedy mnie zlewał czy zbywał. On pochodzi z patologicznej rodziny, gdzie jego ojciec jest alkoholikiem, a jego matka jakaś dziwna. W przyszłym roku nie wiem, czy dotrwam z nim 11 lat, ponieważ jest mi on już obojętny, olewam go i daję mu odczuć, że też mi nie zależy (a on wtedy powiedział, że on woli, jak ja pierwsza inicjuję kontakt). No i nie mam ochoty spędzać z nim czasu, a on chciał, ale pozbyłam się go pod pretekstem wyjazdu na studia do innego miasta, szkoły i pracy. W głębi duszy coś do niego czuję, bo nie zerwałam z nim natychmiast po tym, jak zaczął ćpać, być agresywny czy w mojej obecności nadużywać alkoholu. Najbardziej obawiam się, że może się obrazić, że urwałam kontakt tak nagle. Co robić? Zbliża się koniec roku, a ja naprawdę chciałabym domknąć ten rozdział do końca i od nowego roku zacząć wszystko od nowa i cieszyć się z tego, że tym razem będę szczęśliwą singielką, a nie taką już zdesperowaną desperatką jak 10 lat temu.

Czy warto odnowić znajomość internetową po 4 latach bez kontaktu?

Potrzebuje rady, bo utknęłam... 

Czy warto i czy jest sens odezwać się po 4 latach bez kontaktu? Czy ktoś w ogóle życzyłby sobie, aby ktoś mu się przypominał? Była to znajomość internetowa z mężczyzną, a do spotkania nie doszło z mojej winy. Poznaliśmy się w czasie pandemii, zimą, wszystko było pozamykane, on był z innego miasta. 
Do tego ja chorowałam, balam się zaryzykować i po paru miesiącach pisania zakończyłam to, aby nie zawracać mu głowy (myślałam ze tak będzie lepiej). 
On stwierdził, że jeśli bede chciała i mogla się spotkać to mam dać znać... 

Ale minęło tyle czasu, że pewnie dawno o wszystkim zapomniał i ma poukładane życie. Ale mnie to niestety wciąż męczy. Co sądzicie o odnawianiu kontaktu w takiej sytuacji?

Jak wyznać uczucia koleżance, udając aseksualność?
Zakochałam sie w koleżance i przed nią udaje że jestem asexual. Proszę niech ktoś mi pomoże bo nie mam odwagi powiedzieć tego jej😣
zdrada

Zdrada – przyczyny, skutki i jak sobie z nią radzić?

Zdrada to głębokie naruszenie zaufania w związku, występujące w formie fizycznej lub emocjonalnej. Powoduje trwałe rany psychiczne u obu partnerów. Analizujemy przyczyny zdrad, ich konsekwencje oraz metody odbudowy relacji po takim doświadczeniu.