Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Czy różnice finansowe i w podejściu do przyszłości mogą zakończyć nasz związek?

Dzień dobry, jestem w związku od 4 lat. Mam 28 lat, mój partner jest ode mnie starszy o 14 lat. Mieszkamy razem od 2 lat. Od pewnego czasu pojawia się między nami coraz więcej napięć, głównie na tle finansowym. Ja zaczęłam poważnie myśleć o przyszłości o ślubie, stabilizacji, odkładaniu pieniędzy. Partner pracuje i realnie jest w stanie odłożyć kilkaset złotych miesięcznie, jednak robi to z dużym żalem i poczuciem presji. Mam wrażenie, że dla niego odkładanie to bardziej przykry obowiązek niż wspólny cel. Wiem, że jest dobrym człowiekiem i na co dzień dobrze mi z nim jako z partnerem. Jednocześnie coraz częściej czuję, że brakuje mi poczucia bezpieczeństwa i stabilności. Różnica wieku sprawia, że oczekiwałabym od niego większej dojrzałości finansowej i „ogarnięcia” życiowego. Myślę o przyszłości, o dziecku i o tym, czy będę mogła czuć się spokojnie, wiedząc, że wspólnie jesteśmy w stanie utrzymać rodzinę. Na ten moment tego nie czuję. Z jednej strony boję się zakończyć ten związek, bo wiem, że to dobra osoba i obawiam się, że mogłabym tego żałować. Z drugiej strony z dnia na dzień narasta we mnie frustracja, a temat finansów coraz częściej wywołuje zgrzyty. Czy w takiej sytuacji warto dalej próbować? Czy to chwilowy kryzys, czy raczej znak, że nasze podejście do przyszłości i odpowiedzialności jest po prostu różne?
Łukasz Dyłka

Łukasz Dyłka

Dzień dobry,

to, co Pani opisuje, nie brzmi jak „czepianie się pieniędzy”, tylko jak potrzebę bezpieczeństwa. A to jest bardzo podstawowa potrzeba, zwłaszcza kiedy zaczyna się myśleć o ślubie czy dziecku.

Tu nie chodzi o to, czy on odkłada 300 czy 800 zł. Chodzi o nastawienie. Jeśli dla Pani odkładanie to element budowania wspólnej przyszłości, a dla niego to przykra presja, to mówimy o różnicy w podejściu do odpowiedzialności, nie tylko o kwocie.

 

Różnica wieku naturalnie budzi oczekiwanie, że starsza osoba będzie bardziej stabilna życiowo. Jeśli Pani tego nie czuje, to frustracja będzie rosła. I to jest coś, czego nie da się „zagadać”, bo to dotyczy poczucia bezpieczeństwa.

 

Zadałbym sobie kilka prostych pytań:
– Czy on realnie chce budować z Panią rodzinę, czy raczej dobrze mu w obecnym układzie?
– Czy potrafi wziąć odpowiedzialność bez poczucia, że jest do czegoś zmuszany?
– Czy Pani jest w stanie zaakceptować, że jego podejście do finansów może się nie zmienić?

 

Jeśli odpowiedź na ostatnie pytanie brzmi „nie”, to warto to potraktować poważnie.

 

To może być kryzys, jeśli oboje jesteście gotowi usiąść i ustalić konkretny plan: ile odkładamy, na co, w jakim czasie, po co. Bez wyrzutów, bez presji, tylko jasno. Jeśli jednak każda rozmowa kończy się napięciem i obroną z jego strony, to możliwe, że po prostu jesteście w innym miejscu życiowym.

 

Nie musi Pani podejmować decyzji od razu. Ale ignorowanie rosnącej frustracji zwykle kończy się wybuchem.

Najważniejsze pytanie brzmi nie „czy on jest dobrym człowiekiem?”, tylko „czy przy nim czuję się bezpiecznie i spokojnie w myśleniu o przyszłości?”. Jeśli odpowiedź coraz częściej brzmi „nie”, to to jest sygnał, którego nie warto lekceważyć.

11 dni temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Magdalena Nowakowska

Magdalena Nowakowska

To, co czujesz, jest całkowicie zrozumiałe. Jesteś w momencie życia, w którym naturalnie rośnie potrzeba stabilności i bezpieczeństwa. Poczucie bezpieczeństwa i wspólnego planu na przyszłość — to fundament poczucia spokoju w dorosłym związku, zwłaszcza gdy zaczyna się myśleć o dziecku i rodzinie.

Na ten moment odkładanie pieniędzy przybiera dla Was inne znaczenie. Ty, odkładając, czujesz spokój. On, odkładając, czuje ciężar. Odkładanie pieniędzy przeżywacie zupełnie inaczej.

Myślę, że warto porozmawiać otwarcie o tym jak widzicie przyszłość, jakie są wasze plany, jak rozumiecie podział obowiązków i finansów, co jest dla was ważne.

Rozmowa pomoże usłyszeć potrzeby i  rozjaśnić, jakie są wyobrażenia na temat wspólnego życia.

Trzymam kciuki!

11 dni temu
Karolina Sobczyk

Karolina Sobczyk

Dzień dobry
Zanim potraktuje Pani tę sytuację jako sygnał do rozstania, zachęcałabym do zatrzymania się i spokojnej rozmowy 
z partnerem.

Warto najpierw dobrze nazwać własne potrzeby: czego dokładnie Pani oczekuje, co daje Pani poczucie stabilności, czego się Pani obawia. Równie ważne jest wysłuchanie jego perspektywy: co w nim budzi presję, jak rozumie odpowiedzialność, jak wyobraża sobie kolejne lata. Dajcie sobie szansę na zrozumienie swoich perspektyw, nie przekrzykujcie się, niech ta rozmowa będzie równa dla każdej ze stron. 

Dopiero z poziomu świadomości rozumienia waszych potrzeb i oczekiwań można szukać realnego kompromisu 
i rozwiązania, który częściowo zabezpieczy Pani potrzebę bezpieczeństwa, a jednocześnie nie będzie dla Partnera przeżywane jako przymus. Jeśli okaże się, że wspólnego kierunku nie ma, wtedy decyzja będzie oparta na faktach, 
a nie na domysłach czy lęku.

Pozdrawiam serdecznie. 

11 dni temu
Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Witam Panią,

 

Dziękujemy za wiadomość. Pani Olu,
czytam Pani treść i mam poczucie, jak bardzo jest Pani „pomiędzy”. Z jednej strony widzi Pani w partnerze dobrego człowieka i to, co między Wami działa. Z drugiej. coraz mocniej odzywa się potrzeba bezpieczeństwa, stabilności, planu na przyszłość. To nie brzmi jak kaprys, tylko jak coś bardzo ważnego i dojrzewającego w Pani.Zastanawiam się, kiedy myśli Pani o przyszłości: ślubie, dziecku, wspólnym domu: co dokładnie daje Pani poczucie spokoju? Co musiałoby się wydarzyć, żeby mogła Pani powiedzieć: „tak, czuję się bezpiecznie”? Gdyby w najbliższych miesiącach coś miało się poprawić choćby o jeden mały krok, po czym jako pierwszym by Pani to poznała? Jak zachowywałby się partner? Jak wyglądałyby rozmowy o pieniądzach?
 

Pisze Pani o frustracji, która narasta. W skali od 0 do 10 — gdzie 0 to „jestem spokojna o naszą przyszłość” a 10 to „jestem na granicy wytrzymałości” — gdzie jest Pani dziś? Co sprawia, że to nie jest jeszcze wyżej?


Być może kluczowe pytanie nie brzmi: „czy to chwilowy kryzys?” ale: „czy nasze wartości dotyczące bezpieczeństwa i odpowiedzialności są na tyle wspólne, by budować na nich przyszłość?”.


Odpowiedź może dojrzewać powoli i warto dać sobie prawo, by ją w sobie spokojnie usłyszeć. 

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

11 dni temu
Karolina Rzeszowska-Świgut

Karolina Rzeszowska-Świgut

Dzień dobry Pani,

Z opisu widać, że w relacji jest dużo dobra i codziennej bliskości, a jednocześnie rośnie w Pani napięcie, bo coraz mocniej potrzebuje Pani bezpieczeństwa, planu i poczucia, że stabilizacji finansowej i życiowej. To nie musi oznaczać, że związek jest „zły”, raczej że temat przyszłości stał się na tyle ważny, że domaga się uporządkowania.  

Ważną informacją jest to, że partner realnie potrafi odłożyć pewną kwotę, tylko przeżywa to jako presję. To już jest punkt zaczepienia: coś działa, choć w sposób, który oboje kosztuje. Warto oprzeć rozmowy nie na tym, kto ma rację, tylko na tym, jak ma wyglądać Pani preferowana przyszłość w praktyce i o tym powiedzieć : po czym konkretnie Pani pozna w codzienności, że jest stabilniej (jakie zachowania, jakie ustalenia, jakie liczby, jaka przewidywalność). 

Pomaga też zaplanowanie takiego celu poprzez małe, mierzalne kroki, które są do udźwignięcia i dla Pani, i dla partnera. 

Jeśli Pani chce sprawdzić, czy to „chwilowy kryzys”, czy różnica nie do pogodzenia, zwykle dobrze pokazuje to nie sama deklaracja, tylko to, czy po spokojnych rozmowach i prostych ustaleniach pojawia się choć minimalna poprawa w napięciu i współpracy. Pomocne bywa też określenie poczucia bezpieczeństwa w związku. To porządkuje temat i pozwala odróżnić „brak ideału” od „braku fundamentu”.  

 

11 dni temu
Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Pani Olu, porusza Pani bardzo ważny temat, który dotyka fundamentów poczucia bezpieczeństwa w relacji. Z perspektywy psychologicznej, warto przyjrzeć się temu, co dla każdego z Państwa oznaczają pieniądze i stabilizacja.

Często pod wspólnym mianownikiem finansów kryją się głębokie przekonania:

Dla Pani oszczędności mogą oznaczać bezpieczeństwo i troskę o przyszłość, szczególnie w kontekście planowanego macierzyństwa. Dla partnera odkładanie pieniędzy może wiązać się z poczuciem utraty wolności lub presją, co wywołuje opór.

Różnica wieku może tutaj dodatkowo uwypuklać różnice w tzw. cyklu życia – Pani jest na etapie budowania gniazda i zabezpieczania przyszłości, podczas gdy partner może mieć inne priorytety.

Co warto rozważyć?

Szczera rozmowa o wartościach, nie o kwotach: zamiast rozmawiać o tym, ile odkładać, warto porozmawiać o tym, co te pieniądze mają Państwu zapewnić. Czy Wasza wizja dobrego życia za 5-10 lat jest zbieżna?

Konceptualizacja Pani lęku: czy brak poczucia bezpieczeństwa wynika tylko z realnych cyfr na koncie, czy z braku zaufania do dojrzałości partnera w sytuacjach kryzysowych?

Sprawdzenie elastyczności: czy partner jest gotowy na kompromis, czy jego opór jest stałą cechą charakteru?

Warto zastanowić się, czy kocha Pani partnera takim, jakim jest teraz, czy "projekt" tej osoby, którą mógłby się stać, gdyby zaczął oszczędzać. Frustracja często bierze się z oczekiwania, że druga strona zmieni swoje podstawowe wartości. Jeśli fundamenty tj. podejście do odpowiedzialności są skrajnie różne, może to być sygnał, że Państwa potrzeby w dłuższej perspektywie będą trudne do pogodzenia bez stałego napięcia.

Powodzenia.

Psycholog Bożena Nagórska

11 dni temu
Julia Otremba

Julia Otremba

Dziękuję Ci za podzielenie się tym, co się dzieje w Twoim związku. Widać, że bardzo zależy Ci na tej relacji i że czujesz się w niej dobrze na co dzień, ale jednocześnie narasta w Tobie frustracja, szczególnie w kwestii finansów i poczucia bezpieczeństwa. To bardzo ludzka i naturalna reakcja – kiedy myślimy o przyszłości, o stabilizacji, o dzieciach, zaczynamy coraz uważniej przyglądać się temu, czy nasze potrzeby i wartości są kompatybilne z partnerem.

Twoje poczucie niepewności i braku stabilności jest sygnałem, którego nie warto ignorować. To naturalne, że myśląc o założeniu rodziny, chcesz mieć pewność, że wspólne życie będzie przewidywalne. Jeśli teraz czujesz, że tego poczucia nie masz, może to świadczyć o tym, że Wasze oczekiwania w kwestii przyszłości i bezpieczeństwa finansowego są różne -  i to niekoniecznie jest coś, co da się łatwo zmienić.

Narastająca frustracja i powtarzające się konflikty w tym samym obszarze rzadko znikają same. Czasami to znak, że potrzebna jest głęboka rozmowa, wyjaśnienie, jakie są Wasze wartości i granice, albo nawet decyzja, czy da się te różnice pogodzić. Jeżeli zależy Ci na tym związku, warto spróbować otwartej, spokojnej rozmowy o tym, co dla Was oznacza bezpieczeństwo i stabilność, i jak możecie znaleźć wspólny język w finansach. Jeśli po takiej rozmowie nadal będziesz czuła, że brakuje Ci poczucia spokoju o przyszłość, to może być sygnał, że Wasze podejście do życia jest po prostu różne. I to też nie oznacza, że ktoś jest „zły” – po prostu nie zawsze da się w pełni dopasować wartości i styl życia w związku.

Pozdrawiam ciepło, 

Julia

11 dni temu
Natalia Przybylska

Natalia Przybylska

Dzień dobry, 


wygląda na to, że dylemat dotyczy istotnej różnicy w wartościach i poczuciu odpowiedzialności, co w relacjach długoterminowych rzadko okazuje się tylko „chwilowym kryzysem”. Fakt, że partner jest o 14 lat starszy, naturalnie buduje w Pani oczekiwanie większej dojrzałości, jednak jego opór przed oszczędzaniem i poczucie presji sugerują, że znajduje się on na innym etapie emocjonalnym, jeśli chodzi o budowanie bezpieczeństwa materialnego. Poczucie stabilności jest fundamentem, na którym buduje się zaufanie do wspólnej przyszłości, zwłaszcza w kontekście planowania dziecka. Jeśli teraz czuje Pani frustrację, to po pojawieniu się dodatkowych obciążeń ten stan może przerodzić się w głęboki żal i poczucie osamotnienia. Warto rozważyć szczerze zapytanie samej siebie, czy kocha Pani partnera takim, jakim jest teraz, czy raczej obraz tego, kim mógłby być, gdyby stał się bardziej „ogarnięty”, ponieważ różnica w podejściu do pieniędzy często też odzwierciedla różnicę w życiowych priorytetach, której niestety da się rozwiązać jedynie „dobrocią serca” drugiej strony. Warto zacząć od szczerej rozmowy z partnerem na temat tego co pani czuje w związku z tą sytuacją, oczywiście jeśli Pani jeszcze tego nie próbowała. 

Życzę wszystkiego dobrego! 
Natalia Przybylska 

mniej niż godzinę temu

Zobacz podobne

Boję się wyśmiania i kompromitacji, co hamuje mnie przed poznaniem dziewczyny
Mam 36 lat, jestem strażnikiem miejskim. Ostatnio legitymowałem jedną dziewczynę, mandatu jej nie dałem, tylko pouczenie. Pochodzimy z tego samego miasta i jesteśmy z tego samego rocznika. Od samego początku jak ją zobaczyłem bardzo mi się spodobała. Cały weekend o niej myślę i zastanawiam się czy między nami może coś być. Nawet wiem, gdzie pracuje. Chętnie bym ją zaprosił na randkę, ale jednocześnie boję się, że mnie wyśmieje albo, że się skompromituje.
Problemy w związku: brak komunikacji, konflikt przy wychowaniu dziecka i brak intymności
Witam serdecznie najpierw opiszę jak wygląda sytuacja w naszej relacji z mojego punktu widzenia a następnie zadam pytanie. Nasz związek trwa już jakiś czas jesteśmy ze soba 14 lat po ślubie 7 . Mamy córkę 6 letnią. Od dłuższego czasu z mężem albo się kłócimy albo wgl nie rozmawiamy. Jak wygląda nasz standardowy wieczór gdy mąż przyjdzie do domu . „Tu nie jest nic zrobione Znowu muszę to zrobić ? Ty mi w niczym nie pomagasz! Sam muszę sobie zrobić jedzenie” (gdy mam np na wieczór zrobioną ciepłą zupę, dla niego to nie jedzenie ) Jak przychodzi do domu czuję się winna wszystkiego bo ma wszystko pretensje . Wolę iść do sypialni i siedzieć sama niż słuchać ciągłych pretensji. Czy ciągłych kłótni bo nie urywam sama mam temperament i odpryskuje mężowy (wydaje mi się to mój atak obronny ) wiem że to nie jest dobre ale unikam już tego jak się tylko da . To jest jedna z kwestii. Druga ciągle podważa moje zdanie przy córce . A główny czas spędza ona ze mną bo tata wraca do domu około 18:00/20:00 wieczorem. W weekendy też dużo pracuję. Mama mówi nie nie wolno a tata przychodzi do domu mówi a tata ma większą i mama ciągle robi źle . Jedna z sytuacji chce córkę oduczyć jedzenia posiłków przy tablecie i gdy jesteśmy same nie ma najmniejszego problemu bymy jadły posiłek bez niego nawet się nie upomina . Jednego dnia dostała karę na tablet próbowała wyładować złość na mnie podnosząc rękę . A mąż co zrobi powie mama terroryzuje całą rodzinę . Jego słowa „ ty jesteś głupia daj jej karę na coś innego a nie na tablet. Ty tylko terroryzujesz rodzinę, chce po pracy sobie obejrzeć telewizję a nie mogę bo jej zabrałaś tablet” . Następnie porozmawiałam z nim na ten temat że czy nie może do jedzenia zostawić tego głupiego telewizora i ten czas spędzić z nami . Powiedział że to dla niego żaden problem po czym dalej go włącza gdzie ja z córką potrafimy same być cały dzień bez tv czy tableta . A gdy tatuś przychodzi odrazu jest tv włączone i najważniejsze musi być przy posiłku . To tylko jeden z przykładów mogłabym wymienić ich dziesiątki ale kogo to interesuje. O wspólnych wieczorach to już nie ma mowy . Dla niego wspólny wieczór to tylko jak przyjdę to jest sex i po wszystkim on śpi na kanapie w salonie gdy mieliśmy no. Obejrzeć wspólnie film . Sex już dla mnie to nie jest przyjemność tylko przykrość bo i tak za chwilę jestem sama . Czasami czuję się jakbym była tylko jakimś przedmiotem. O komplementach czy miłych słowach to nie wiem już jak to brzmi z jego słów . Nie chce mi się wychodzić z sypialni tylko najlepiej bym tu zostawała cały czas i płakała jak mąż jest w domu . Ale nasze maleństwo to już jest chyba przegrane naprawdę już nie wiem co robić . Próbowałam z mężem rozmawiać że nasz związek tak dalej nie może wyglądać to stwierdził że mamy zacząć od seksu . Powiedziałam mu że puki tak jak mnie traktuje to nie chce go mieć bo w tej relacji nie ma żadnej namiętności, miłości i czego kolwiek między nami . A on dalej twierdzi że to moja wina bo nie chce mieć seksu . Jak mam mieć przyjemność z seksu jak ja nawet przez niego nie jestem szanowana a to że nie czuję się przy nim jak kobieta (jego partnerka) tylko jako jego gosposia która jeszcze nie jest wystarczająco dobra. Proszę pomóżcie mi powiedzieć czy jeśli spróbujemy terapię małżeńską czy to pomoże czy naprawdę będzie już tak dalej to wyglądać nasze maleństwo
Witam. Od jakiegoś czasu czuję się bardzo źle w moim związku.
Witam. Od jakiegoś czasu czuję się bardzo źle w moim związku. A mianowicie zaczęło się to uczucie od pewnego momentu, gdzie miała miejsce pewna sytuacja. Podczas jednej z kłótni z teściową nazwała mnie ona szmatą. Mój partner był świadkiem kłótni i niestety nie zareagował na to przezwisko ani przecząco, ani twierdząco twierdząc, że nie będzie się wtrącał. (mieszkam z teściami). Po całej kłótni, gdy z nim rozmawiałam, stwierdził, że nie uważa, tak jak powiedziała teściowa, aczkolwiek też nie stanął po mojej stronie i nie powiedział, że powiedziała źle do mnie. Przez to bardzo zawiodłam się na partnerze, bardzo mnie to zabolało, i siedzi to we mnie i od tamtego momentu wiem, że już nie mogę na niego liczyć tak jak do tej pory. Przez tą całą sytuację od tamtego momentu nie jest już normalnie w naszym związku, ja jestem ciągle zazdrosna o relacje partnera z rodzicami, ponieważ z nimi spędza więcej czasu, bo mamy własną działalność w domu i oni mu pomagają, a ja siedzę z dzieckiem w domu. Widzimy się bardzo mało czasu i praktycznie w ogóle nie spędzamy czasu razem i partner nie ma dla nas czasu, bo ciągle poświęca czas tej szkółce. Z jednej strony go rozumiem, bo to jest nasze jedyne źródło utrzymania, ale z drugiej brakuje mi tego, co było kiedyś między nami tych wspólnych rodzinnych wypadów, aczkolwiek najbardziej brakuje mi tego, że partner nie potrafi okazać mi uczucia i tego, że mnie kocha, przez co wielokrotnie pytałam się go o to, czy mnie kocha i czy mu jeszcze na mnie zależy, a on odpowiadał, że tak tylko na razie nie ma czasu, bo poświęca dużo czasu tej szkółce i nie ma też sił, bo musi wszystko ogarnąć i ma za dużo na głowie, aczkolwiek ja niestety przestałam już ufać mu w stosunku co do jego uczuć, że naprawdę mnie kocha. Za każdym razem jest za stroną mamy, a ja wtedy czuję się okropnie, bo czuję się, jakbym była takim piątym kołem u wozu. Wiem, że on to robi głównie też dlatego, bo rodzice mu pomagają i nie chcę, żeby mu to wypomnieli, ale mnie to bardzo boli I już nie raz mu o tym mówiłam, ale on nawet nie potrafi ze mną ostatnio rozmawiać i unika rozmów na temat jego zachowania i tego, co ja czuję. Wczoraj stwierdził, jak rozmawialiśmy, że dlatego nie potrafi mi okazać uczuć przytulić mnie, pocałować czy powiedzieć kocham, bo twierdzi, że jestem od jakiegoś czasu dziwna i to go odrzuca ode mnie, a ja po prostu czuję się źle z tym wszystkim, z tym że on za każdym razem jest za mamusią, z tym że nie potrafi mi okazać uczuć i przez to myślę, że mnie nie kocha. Kiedyś też miała miejsce taka sytuacja, że przez internet zostałam oszukana na sporą ilość pieniędzy i niestety ich nie odzyskałam. Była to moja wina i partner bardzo się na mnie zdenerwował przez to i od tej pory nie ufa mi w zakupach internetowych i prawie za każdym razem mnie sprawdza, a w zasadzie zamawianie na przykład przez Allegro musi być z jego telefonu, ponieważ on ma tam na swoim koncie Smarta na wysyłki, a po drugie uważa, że mi nie jest potrzebny Smart na dsemowe wysyłki na moim koncie, bo ja dużo nie zamawiam. Mam wrażenie, że traktuje mnie inaczej niż jak kiedyś i naprawdę czuję się każdego dnia bardzo źle. Partner ma też wrażenie, że czepiam się za bardzo i jestem za bardzo zazdrosna o wszystko i o wszystkich, ale na przykład o rodziców jestem zazdrosna dlatego, bo z nimi spędza więcej czasu i ich szanuję bardziej niż mnie, a na przykład ostatnio byłam też zazdrosna o to, że partner po całym dniu ciężkiej pracy poszedł na grilla, który był robiony u nas koło domu, zamiast przyjść do mnie wieczorem, bo ja siedziałam z dzieckiem w domu, a rzekomo zawsze mi mówi, że jest zmęczony po całym dniu pracy. Co prawda był tam max. 30 min, ale mnie to zabolało, że ja musze się prosić go o czas dla mnie, a i tak tego nie uproszę, bo ciągle brak czasu lub zmęczenie a jak ktoś go zawołał na grilla z rodziny, a miał chwile, czasu to od razu poleciał. Ja muszę prosić się go nawet o czas na zakupy spożywcze czy ubraniowe, bo nawet na to nie ma czasu, bo praktycznie 24 godziny na dobę poświęca swój czas tej szkółce i jest na dworze, a ja jestem 24 godziny na dobę sama praktycznie z dzieckiem w domu. Na pewno inaczej byłoby też z moją psychiką, gdyby nie to, że mieszkamy na wsi, ja mam prawko, ale niestety nie umiem jeździć i praktycznie cały czas siedzę w domu oprócz tego, że wychodzę z córką na dwór i to mnie dobija. Niestety, ale nie da się mojemu partnerowi przemówić do rozsądku, żeby chociaż trochę czasu nam poświęcił, bo mówi, że z czegoś musimy żyć, a niestety mamy szkółkę z roślinami i to wymaga dużo pracy przy tym, a ponadto mieszkając na wsi, są też inne obowiązki koło domu. Niestety przez to wszystko ma bardzo dla nas mało czasu, a właściwe wcale i właśnie to mnie boli ten brak czasu i jego praktycznie zerowe okazywanie uczuć w stosunku co do mnie i to, że jest w lepszych relacjach z rodzicami niż ze mną I za każdym razem stoi po stronie mamy i mam wrażenie, że ją bardziej docenia i szanuje za to, że mu pomagają w tej szkółce niż mnie. Co by mi pani radziła, żeby mu powiedzieć lub zrobić coś, co pokażę mu i otworzy oczy, że jednak mnie naprawdę krzywdzi swoim zachowaniem? On uważam, że jeśli się o coś czepiam albo mówię mu, co mnie boli lub po prostu płacze to, że jestem dziwna i że się zmieniłam, ale to właśnie jest efekt tego, co się dzieje. I boję się, że jeśli to się nie zmieni, to nasz związek się skończy, bo to okropne uczucie siedzi we mnie codziennie. Najgorsze jest chyba to, że są momenty, gdzie jest chwilami dobrze, ale zaraz znów czuję się źle i wraca to okropne uczucie. Nie mam ochoty nawet gotować codziennie obiadu myśleć, co na ten obiad robić i codzienne obowiązki męczą mnie psychicznie i te rzeczy, które kiedyś mnie cieszyły, już teraz tak nie jest. 😐
Brak znajomych i chłopaka, toksyczne relacje – jak zbudować nowe przyjaźnie i odnaleźć miłość?

Dzień dobry. Mam 26 lat, nie mam znajomych ani chłopaka. Dwa lata temu zerwałam znajomość z 3 koleżankami i 3 kolegami, ponieważ jedna z nich była ciągle zazdrosna o pozostałych, była to znajomość toksyczna, obecnie nie mam z nikim kontaktu i nie poznałam dotychczas żadnych nowych znajomych. Jeśli chodzi o chłopaka, to w tamtym roku poznałam w pracy jednego, ponad miesiąc się z nim spotykałam, jednak ostatecznie nic z tego nie wyszło. Dziękuję i pozdrawiam.

Mój narzeczony potrzebuje zostać sam. Czy to depresja? Jak sobie z tym radzić?
Spotkał mnie bardzo trudny czas. Mój narzeczony nagle stwierdził, że potrzebuje zostać sam, skupić się na sobie, na swoim rozwoju. Powiedział, że czuje się pusty w środku. Wygląda jakby nie było w nim emocji. Zostawił mnie samą z dzieckiem. Zawsze był kochającym ojcem i wspaniałym partnerem, ale ostatnio po prostu go nie poznaję. Jakby był całkiem obcy. Jego oczy są puste. Mówi, że nadal kocha mnie i syna, ale chce być sam, jednocześnie nie chce znikać i chce się z nami spotykać. Dla mnie to nie jest normalne zachowanie. Nawet nie spróbował w żaden sposób jakoś ratować naszej rodziny, mimo iż mówiłam mu, że jeśli czuje się źle, pójdę na wiele kompromisów, bo chce, żeby był szczesliwy i żeby z nas nie rezygnował. Bardzo mi z tym źle. Nie wiem, co się z nim dzieje. Czy to depresja? Byliśmy ze sobą 8 lat, a on odszedł tak nagle, bez prób ratowania tego, jedynie mówiąc, że czuje, że nie nadaje się do takiego życia i że jedynie czego chce, to być sam. Zniszczyło mi to życie, a serce rozpadło się na miliony kawałków. Po prostu tego nie rozumiem 😔 Dodam, że narzeczony w tym roku stracił mamę i prawie tatę, więc nie był to dla niego emocjonalnie łatwy rok. A nagle czuję się jakby po prostu przestał mnie kochać.