To, co może być tutaj szczególnie pomocne, to nie próba całkowitego pozbycia się napięcia przed wykonaniem kolejnego kroku. Przy większych zmianach pewien poziom stresu może się pojawiać i celem może być raczej nauczenie się działania pomimo niego.
Możesz potraktować przeprowadzkę i nowe aktywności jak trening. Zamiast „muszę zacząć samodzielne życie”, ustal bardzo konkretne, małe zadania: np. samodzielnie załatwić jedną sprawę, wyjść w określone miejsce, zrobić zakupy czy spędzić kilka godzin poza domem. Dopiero gdy dany poziom trudności stanie się bardziej oswojony, zwiększać go.
Pomocne może być też planowanie z góry, co zrobisz, kiedy pojawi się napięcie. Nie „jeśli będę się źle czuł, rezygnuję”, tylko np. „robię pięć minut przerwy, kilka spokojnych oddechów i wracam do zadania”. Wtedy napięcie przestaje być sygnałem, że trzeba wszystko przerwać.
Warto również nie oceniać każdego dnia osobno. Jeżeli jednego dnia uda Ci się zrobić mniej, nie oznacza to cofnięcia całego procesu. Patrz raczej na kilka tygodni i zauważaj, co mimo wszystko zaczyna być łatwiejsze.
Przy przewlekłym napięciu dobrze byłoby też omówić z lekarzem jego charakter, szczególnie jeśli pojawiło się lub nasiliło po zmianach leczenia. Nie każde napięcie musi mieć wyłącznie podłoże psychologiczne.
I myślę, że bardzo dobrym pomysłem jest kontynuowanie rozmów z terapeutką. Możecie nawet wspólnie rozpisać drabinkę małych kroków związanych z samodzielnym mieszkaniem i aktywnością poza domem oraz ustalić, jak reagować na gorsze dni. Wtedy nie będziesz musiał za każdym razem od nowa decydować, co robić.
Najważniejsze: wytrwałość nie oznacza, że napięcie przestanie się pojawiać. Bardziej chodzi o to, żeby nauczyć się, że „czuję napięcie” nie musi oznaczać „nie dam rady”.
~ Jagoda Jek, psycholożka