
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, rozwój i praca, zaburzenia lękowe
- Strach przed...
Strach przed przyszłością i lęk o własną wartość po utracie pracy
Anonimowo
Edyta Kotula
Dziękuję, że podzieliła się Pani tym, co przeżywa. Czytając Pani słowa, można odnieść wrażenie, jak wiele zmieniło się w Pani życiu w ostatnim czasie i jak dużo niepewności przyszło Pani unieść. Nic dziwnego, że w takiej sytuacji pojawia się lęk, smutek i poczucie zagubienia. Mam też wrażenie, że bardzo dotkliwie przeżywa Pani kolejne zakończenie pracy. Kiedy wkłada się w coś tyle zaangażowania, a później ponownie trzeba mierzyć się z rozstaniem i niepewnością, łatwo zacząć zadawać sobie trudne pytania o własną wartość. To potrafi być naprawdę bolesne.
Dobrze, że nie została Pani z tym sama i sięgnęła po pomoc psychiatry. Jeśli poczuje Pani, że potrzebuje więcej przestrzeni, by uporządkować to, co teraz przeżywa, rozmowa z psychologiem również może być dla Pani wsparciem. Nie po to, by oceniać czy szukać winy, ale by pomóc Pani przejść przez ten wymagający czas z większą łagodnością dla siebie.
Mam nadzieję, że z czasem ten lęk i ciężar, który dziś Pani towarzyszy, zaczną słabnąć. Nie wszystko trzeba udźwignąć od razu.
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Jakub Pawłowski
Czytając Pani historię, nie widzę osoby, z którą „jest coś nie tak”. Widzę kobietę, która przez lata mierzyła się z kolejnymi trudnymi doświadczeniami – zmianą pracy, chorobą, utratą poczucia bezpieczeństwa i teraz zwolnieniem. W takich okolicznościach bardzo łatwo zacząć mylić swoją wartość z tym, co wydarzyło się zawodowo.
Zwróciłem uwagę na coś ważnego – mimo lęku nie zatrzymała się Pani. Poszła Pani do psychiatry, rozpoczęła leczenie, poprawiła CV, szuka pracy i korzysta z konsultacji. To nie są działania osoby, która się poddała, tylko osoby, która próbuje odzyskać wpływ na swoje życie, choć kosztuje ją to bardzo dużo.
Poczucie, że „nie jestem wystarczająca”, często pojawia się po utracie pracy, szczególnie gdy nakłada się na to przewlekła choroba i niepewność o przyszłość. To zrozumiała reakcja, ale nie jest dowodem na Pani wartość ani kompetencje. Obecny kryzys nie definiuje tego, kim Pani jest. Warto dać sobie czas i pamiętać, że dziś potrzebuje Pani przede wszystkim odzyskać poczucie bezpieczeństwa, a dopiero później oceniać siebie.
Jagoda Jek
To, co Pani opisuje, pokazuje, jak wiele trudnych wydarzeń nałożyło się na siebie w krótkim czasie. Utrata pracy, wcześniejsze doświadczenie zwolnienia, przewlekła choroba i lęk o przyszłość to bardzo duże obciążenia. W takiej sytuacji wiele osób zaczyna kwestionować swoją wartość, choć nie oznacza to, że rzeczywiście ją utraciły.
Z Pani opisu nie wynika, że „coś jest z Pani nie tak”. Bardziej widać osobę, która przez lata podejmowała odważne decyzje, rozwijała się zawodowo, pracowała mimo choroby i mimo trudności nadal szuka rozwiązań. To, że poprawiła Pani CV, skonsultowała je, przegląda ogłoszenia i zgłosiła się do psychiatry, świadczy o tym, że mimo lęku nie rezygnuje Pani z działania.
Niestety utrata pracy często bardzo mocno uderza w poczucie własnej wartości. Łatwo wtedy pomylić komunikat „firma zrezygnowała z mojego stanowiska lub ze mnie jako pracownika” z przekonaniem „nie jestem wystarczająca”. To jednak nie są tożsame rzeczy.
Warto też pamiętać, że ogłoszenia o pracę często opisują „idealnego kandydata”, a w praktyce niewiele osób spełnia wszystkie wymagania. Samo to, że nie odpowiada Pani każdemu punktowi, nie oznacza, że nie ma Pani kompetencji ani miejsca na rynku pracy.
Dobrze, że jest Pani pod opieką psychiatry. Jeśli mimo leczenia lęk i poczucie bezradności nadal są bardzo nasilone, warto rozważyć również konsultację psychologiczną. Taka przestrzeń może pomóc odbudować poczucie własnej wartości, oddzielić fakty od surowych ocen wobec siebie i odzyskać większą pewność w tym wymagającym okresie życia.
Agnieszka Sokal
Dzień dobry,
To, co teraz Pani czuje, to naturalna reakcja na kumulację ogromnego stresu: utratę pracy, przewlekłą chorobę i lęk o ubezpieczenie. Z Panią jest wszystko w porządku – po prostu organizm jest wyczerpany długą walką i funkcjonowaniem na najwyższych obrotach. Przez całą chorobę pracowała Pani ponad siły, więc wypowiedzenie odbiera Pani jako głęboką niesprawiedliwość, a korporacyjne ogłoszenia o pracę tylko potęgują poczucie bycia niewystarczającą. Ogłoszenia o pracę to tylko lista życzeń pracodawców, a Pani ogromnym atutem jest dojrzałość, wiedza i wieloletnie doświadczenie. Aby szybko pozbyć się paraliżującego lęku i głębokiego poczucia braku wartości, warto sprawdzić Metodę dr. Yagera Posiada ona precyzyjne narzędzia do pracy z podświadomymi blokadami i traumą odrzucenia. Praca z tą metodą pozwala skutecznie zneutralizować lęk przed przyszłością oraz odzyskać pewność siebie. Proszę dać sobie teraz prawo do odpoczynku i zadbać o zdrowie – to Pani absolutny priorytet.
Pozdrawiam
Agnieszka Sokal
Piotr Ziomber
Dzień dobry
Wszystko z Panią jest w porządku, to życie weryfikuje nasze oczekiwania i ciężko jest nam zaakceptować niepożądane zmiany. Pojawiły się w Pani emocje niechciane, pojawił się lęk, zmniejszyło się poczucie własnej wartości i strach przed przyszłością. Proszę pomyśleć o swoich mocnych stronach, o tym za co Pani siebie ceni i nie wolno nawet myśleć, że nie ma Pani takowych cech. Została zwolniona Pani w trakcie choroby? Warto zapytać czy to nie jest złamanie przepisów, tym bardziej, ze nie brała Pani zwolnień i dawała z siebie 100 procent. Co do CV to moja dobra rada jest taka, aby ich nie wysyłać, ale osobiście chodzić do potencjalnych pracodawców. Ma Pani wiedzę i doświadczenie i to jest ważne dla przyszłego pracodawcy. Proszę rozważyć konsultacje psychologiczne lub zadzwonić na bezpłatne numery wsparcia, gdzie dyżurują psycholodzy i interwenci kryzysowi. Pod żadnym pozorem nie może pani zostawać z tym sama.
Często tak się zdarza, że ludzie oddają swoje życie, ciężko pracując i zostając zwolnieni z dnia na dzień. To nie pomaga, ale wtedy należy to potraktować jako kolejne doświadczenie w naszym rozwoju. Trzymam kciuki, aby wszystko wróciło na odpowiednie tory. Dużo sił.
Wiktoria Woldan
Widząc te Pani słowa, mam ochotę powiedzieć przede wszystkim: proszę być dla siebie teraz łagodniejszą.!!!
Czuję w Pani historii ogrom zmęczenia, bólu i samotnego zmagania się z czymś, co przez długi czas musiała Pani po prostu „unieść”. Mam wrażenie, że przez wiele lat była Pani osobą, która dawała radę. Podejmowała Pani wyzwania, wychodziła poza swoją strefę komfortu, uczyła się, rozwijała, a nawet w czasie choroby nie zrezygnowała Pani z pracy i odpowiedzialności. I być może właśnie dlatego obecny moment jest tak trudny ....bo osoba, która przez lata była silna, nagle sama potrzebuje wsparcia :) Chciałabym, żeby usłyszała Pani jedną ważną rzecz: z Panią nie jest „coś nie tak”. To, że dziś czuje się Pani zagubiona, przestraszona i niewystarczająca, nie oznacza, że taka Pani jest. To może być głos ogromnego przeciążenia, lęku i doświadczenia odrzucenia, które bardzo mocno uderzyło w Pani poczucie własnej wartości. Utrata pracy po tylu latach zaangażowania może być przeżywana jak utrata części siebie. Szczególnie kiedy w tle jest choroba i obawa o przyszłość. To naturalne, że pojawia się strach, pytania i poczucie, że grunt pod nogami nagle się zachwiał. Ale patrząc na to, co Pani napisała, widzę też coś innego. Widzę kobietę, która mimo ogromnych trudności nadal szuka rozwiązań. Poszła Pani po pomoc, zadbała o leczenie, przygotowała dokumenty, szuka Pani swojej drogi. To nie jest obraz osoby słabej. To obraz osoby zmęczonej, która bardzo długo była dzielna.
Milego dnia, pozdrawiam :)!
Psycholog, Wiktoria
Agnieszka Włoszycka
Dzień dobry,
Czytając Pani wpis, nie odniosłam wrażenia, że „jest z Panią coś nie tak”. Zobaczyłam osobę, która mimo choroby i ogromnej niepewności nadal szuka rozwiązań tj. skorzystała Pani z pomocy psychiatry, zadbała o CV, profil zawodowy i rozpoczęła poszukiwanie pracy. To pokazuje też, że nie poddała się Pani, choć kosztuje to Panią bardzo wiele sił. Mam natomiast wrażenie, że kolejne utraty pracy sprawiły, iż zaczęła Pani oceniać swoją wartość przez pryzmat decyzji pracodawców. Tymczasem wypowiedzenie nie jest dowodem na to, kim Pani jest jako człowiek ani jakie ma Pani kompetencje. Łatwo o tym zapomnieć, gdy towarzyszy lęk o zdrowie i przyszłość.
Myślę, że warto dać sobie czas i kontynuować korzystanie ze wsparcia specjalistów. Gdy napięcie i poczucie zagrożenia nieco się zmniejszą, łatwiej będzie zobaczyć nie tylko to, czego Pani obecnie brakuje, ale również zasoby, które przez lata pozwalały Pani podejmować odważne decyzje i odnajdywać się w nowych wyzwaniach.
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka
Sylwia Skibińska
Dzień dobry. Z tego co Pani opisuje, nie wynika, że „jest z Panią coś nie tak”. Straciła Pani poczucie bezpieczeństwa zawodowego, jednocześnie mierząc się z przewlekłą chorobą i koniecznością odnalezienia się w nowej sytuacji. To ogromne obciążenie, które może znacząco wpływać na poczucie własnej wartości.Widzę też, że mimo lęku nie rezygnuje Pani z działania, skorzystała Pani z pomocy psychiatry, przygotowała CV i szuka nowych możliwości. To pokazuje, że ma Pani zasoby, nawet jeśli obecnie trudno je dostrzec. Proszę dać sobie czas. Warto kontynuować leczenie oraz zadbać o wsparcie psychologiczne, aby odbudować poczucie własnej wartości. Obecny kryzys nie definiuje Pani kompetencji ani tego, jaką jest Pani osobą.
Pozdrawiam,
Sylwia Skibińska

Zobacz podobne
Witam!
Zacznę od tego, że borykam się z problemem, iż nie widzę sensu życia. Ciągła pogoń za materializmem. Lojalność, wierność, miłość to cechy zbędne i używalne, które straciły na wartości.
Wszystko kręci się wokół pieniędzy, których i tak nie zabierzemy ze sobą. Już jest coraz mniej osób, które potrafią cieszyć się życiem i z niego korzystać. Czuję się wypalony, odciąłem od siebie całą rodzinę, przyjaciół, nie chce się widywać z ludźmi.
Z nikim nie rozmawiam, po prostu siedzę sam. Czuję się jakby moje życie zatoczyło kolo, tylko 10 lat później.
Mam 27 lat, od 18 roku życia pojechałem do pracy, gdzie z byłą narzeczoną pracowałem na dom. Wszystko ładnie, pięknie, po 8 latach bycia razem i dorobieniu się domu, od zera, samochodów i dobrej pracy zacząłem czuć pustkę. Poczułem, że to na co pracowałem przez, latam było z materializmu, nie z miłości i oto w tym domu brakowało miłości oraz zrozumienia.
Pomyślałem, nie mamy dzieci, nikogo nie ranię tylko nas, chce uderzyć w świat w poszukiwaniu prawdziwej miłości i wdzięczności, z którą stworzę ciepły i szczęśliwy dom, którego nigdy nie miałem. Dlatego było to bardzo ciężkie, ale zostawiłem wszystko i wyszedłem. Po otrzymaniu większej gotówki za dom podjąłem decyzję, że to jest dobry moment, żeby po tylu latach wrócić do Ojczyzny, gdzie wszystko okazało się niewypałem - moja praca, mentalność ludzi, nawet spełnienie moich marzeń jak kupienie super samochodu, motoru i innych rzeczy nie dawały mi radości i czułem się wyobcowany, pusty.
Finalnie, zamiast ułożyć sobie życie, podjąłem decyzję o wyjeździe kolejnym już w ciągu dwóch lat.
3 wyprowadzka i ze względu na kobietę, z którą przelotnie się poznałem. Chciałem być oparciem, uważałem, że ma ciężką sytuację. Wyszukała mnie w internecie, z ciekawości napisałem, co robi w życiu i niestety wpadłem w dziurę bez dna, która ciągła się za mną przez cały rok. Byłem manipulowany na odległość, słyszałem słowa i zapewnienia, które nie były prawdą i wierzyłem tej osobie bezgranicznie. Byłem w stanie zostawić wszystko, tylko, dlatego że uważałem, że jest tego warta i potrzebuje mnie.
Na końcu okazało się, że nie chciała pozwolić, żebym ułożył sobie życie z kimś innym i większość co mówiła, była kłamstwem albo tym, co chciałem usłyszeć. To jest długi i skomplikowany temat. Zostałem wykorzystany, sercowo, psychicznie i straciłem rok czasu. W sumie dalej się z tego nie wyleczyłem, co się wydarzyło. Koniec końców zacząłem inwestować na giełdzie początkiem roku. Zachęcił mnie do tego taki chłopak, gdzie na przestrzeni roku przegrałem wszystko do zera, na co pracowałem ostatnie 8 lat całe oszczędności. Włączył się ten idiota, który jest tak uparty, o którym zapomniałem, że dalej tam jest.
Jest uparty w dążeniu do celu, ale również jak już się sypie to do samego dna. W rok zniszczyłem wszystko i przy okazji siebie z super sylwetki, dobrej pracy, dużego zabezpieczenia finansowego zostało ohydne zero. Jak patrzę w lustro, to się siebie brzydzę, a kiedyś się kochałem i byłem wdzięczny, że jestem na tyle silny, iż mogę wysyłać swoje dobro dla innych i zwyciężać ten syf, co się dzieje na świecie. “Zło dobrem zwyciężaj, takie było moje motto” Od pewnego czasu zło przejęło nade mną kontrolę, czuję się wyobcowany, nie śmieje się.
Wracam do domu i płacze codziennie, w nocy balansuje na krawędzi złych zagubionych ludzi, którzy biorą dragi, piją i udają, że nie mają z niczym problemu. Chodziłem na terapię, nic nie pomogło, zawsze byłem osoba, na którą można było polegać i motywacją dla innych, bo szedłem do przodu jak burza mimo żadnego wsparcia od rodziny, ciągłej krytyki, braku własnego kątu i bezpieczeństwa. Z ojcem alkoholikiem przez połowę dzieciństwa i matką za granicą, która ledwo co widywałem.
Łączenie w moim życiu mieszkałem w 27 różnych miejscach, czy to pokoje, inne kraje. W sumie to spełniłem wszystkie swoje marzenia. Mając 27 lat, mimo straty wszystkiego, czuję się spełniony i jakby ktoś mnie zapytał, czy przeszedłem życie dobrze, odpowiedziałbym z czystym sumieniem tak, bo nie zamknąłem się na nie w jednym miejscu.
Nie wiem, po tym wszystkim nie widzę już sensu w dalszym działaniu, mój zapał i samodyscyplina są równe zeru.
Ten cały materializm, internetowy świat, te portale randkowe, kłamstwa nieszczęśliwych ludzi, życie na kredytach, żeby pokazać, czym się jeździ czy jak się nie żyje - żygam tym wszystkim. Jestem tym który widzi ten świat inaczej od czasu kiedy wyszedłem z bańki mojego życia, na które pracowałem.
Nie jestem w stanie nikomu zaufać, a jak już zaufam i daje coś od siebie to albo jestem wykorzystywany, bo dobroć jest brana za słabość w tych czasach, albo ranię innych, bo nie dorównują moim doświadczeniom i nie są dla mnie interesujący.
Nie wiem, wszystko co się stało było na przestrzeni ostatnich dwóch lat. Boję się samego siebie, do jakiej ruiny psychicznej się doprowadziłem przez to wszystko. Drogi mam dwie albo zobaczyć jeszcze trochę świata i podziękować bardzo pięknie za to życie będąc na zero, bo na pewno nie zejdę na stronę syfu dragi, alkohol itp wolałbym sobie po prostu podziękować ładnie wyjechać na Hawaje i zniknąć niż się złajdaczyć.
Droga numer, to dwa odbudować swoją psychikę, ciało i ciężka praca wrócić na odrobienie strat z ostatniego roku, żeby wszystko ułożyć na nowo. Tylko jest jeden problem, kiedyś moim marzeniem było mieć dziecko i rodzinę zbudować, zaplecze finansowe, żeby móc zapewnić temu dzieciakowi i mojej kobiecie takie życie, którego ja nie dostałem. To mogłoby być moja jedyna motywacja, żeby działać dalej, ale teraz, po tym wszystkim jak widzę jaki jest świat ohydny, nie chciałbym sprawiać trudu nikomu następnemu i zakończyć historię mojego nazwiska, żeby już to się nie musiało ciągnąć. Nie chcę wrzucać wszystkich do jednego worka, ale uważam, że to życie było stworzone w innym celu i ludzie je zniszczyli, bo świat jest piękny sam w sobie, tylko my jesteśmy w nim problemem. Boże to wszystko jest bez sensu….
W każdym razie, na sam koniec dodam, że to wszystko jest chore i nie widzę w tym sensu, dlatego zamknąłem się na wszystko i nie wiem, co dalej mimo mojego wieku i doświadczeń, które powinny mnie prowadzić dalej żywnie, nie widzę w tym sensu, bo po co? Nawet nie liczę, że ktoś to doczyta do końca, po prostu niech sobie to wisi tutaj. :) Pozdrawiam.

Toksyczny związek – jak go rozpoznać i zakończyć?
Czy zastanawiasz się, czy Twój związek jest zdrowy? Nie każda trudność jest toksyczna, ale jeśli czujesz lęk, winę, wątpisz w siebie, boisz się mówić, co myślisz – warto się zatrzymać. Tutaj dowiesz się, jak rozpoznać toksyczny związek i jak go zakończyć.
