Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Strach przed przyszłością i lęk o własną wartość po utracie pracy

Za moment będę mieć 50 lat. Upływ czasu nie dociera do mnie. Prawie 10 lat temu zmieniłam pracę na bardzo wymagającą, stawiającą przede mną nowe wyzwania. Wydawało mi się, że dostałam skrzydeł. Robiłam wiele nowych rzeczy - pierwszy raz. Wydawało mi się, że jestem dobra, ale przyszła szara rzeczywistość i podziękowano mi za pracę. Przechodząc z dużej, bezpiecznej firmy do małej miałam w głowie to, że może mi się nie udać, ale chciałam coś zmienić. Miałam swoje 5 minut sławy. Teraz po raz kolejny życie weryfikuje moje wybory. Dostałam wypowiedzenie z obecnej pracy, w której już dawno przestałam się rozwijać. Z uwagi na problemy zdrowotne, ciężką chorobę, to wypowiedzenie podziałało na mnie bardzo deprymująco. Nie umiem się znaleźć w tej sytuacji. Mam wrażenie, że jestem niewystarczającą. Całą chorobę pracowałam, nie brałam zwolnień i żyłam nadzieją na wyzdrowienie. Teraz mam lęk o przyszłość. Nie mam perspektyw, odliczam dni do końca mojej pracy i boję się co dalej. To paraliż. Mam w głowie to, że muszę zapewnić sobie ubezpiecznie zdrowotne - bo moja choroba jest przewlekła i może być jej nawrót. Poszłam do psychiatry, dostałam leki, zrobiłam konsultację w sprawie poszukiwania pracy. Poprawiłam moje CV i profil na portalu branżowym. Czytam ogłoszenia, ale mam bardzo niskie poczucie swoje wartości, bo kolejny raz ktoś ze mnie rezygnuje. Ogłoszenia o pracę są ścianą tekstu i mam wrażenie, że nie jestem atrakcyjna na rynku pracy. W dobie dowożenia wyników, pokazywania tabelek i bycia czempionem ...ja nim nie jestem - mam w głowie wiedzę i umiejętność działania, ale nie widzę dla siebie miejsca. Co ze mną jest nie tak?
Edyta Kotula

Edyta Kotula

Dziękuję, że podzieliła się Pani tym, co przeżywa. Czytając Pani słowa, można odnieść wrażenie, jak wiele zmieniło się w Pani życiu w ostatnim czasie i jak dużo niepewności przyszło Pani unieść. Nic dziwnego, że w takiej sytuacji pojawia się lęk, smutek i poczucie zagubienia. Mam też wrażenie, że bardzo dotkliwie przeżywa Pani kolejne zakończenie pracy. Kiedy wkłada się w coś tyle zaangażowania, a później ponownie trzeba mierzyć się z rozstaniem i niepewnością, łatwo zacząć zadawać sobie trudne pytania o własną wartość. To potrafi być naprawdę bolesne.

Dobrze, że nie została Pani z tym sama i sięgnęła po pomoc psychiatry. Jeśli poczuje Pani, że potrzebuje więcej przestrzeni, by uporządkować to, co teraz przeżywa, rozmowa z psychologiem również może być dla Pani wsparciem. Nie po to, by oceniać czy szukać winy, ale by pomóc Pani przejść przez ten wymagający czas z większą łagodnością dla siebie.

Mam nadzieję, że z czasem ten lęk i ciężar, który dziś Pani towarzyszy, zaczną słabnąć. Nie wszystko trzeba udźwignąć od razu.

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Jakub Pawłowski

Jakub Pawłowski

Czytając Pani historię, nie widzę osoby, z którą „jest coś nie tak”. Widzę kobietę, która przez lata mierzyła się z kolejnymi trudnymi doświadczeniami – zmianą pracy, chorobą, utratą poczucia bezpieczeństwa i teraz zwolnieniem. W takich okolicznościach bardzo łatwo zacząć mylić swoją wartość z tym, co wydarzyło się zawodowo.

Zwróciłem uwagę na coś ważnego – mimo lęku nie zatrzymała się Pani. Poszła Pani do psychiatry, rozpoczęła leczenie, poprawiła CV, szuka pracy i korzysta z konsultacji. To nie są działania osoby, która się poddała, tylko osoby, która próbuje odzyskać wpływ na swoje życie, choć kosztuje ją to bardzo dużo.

Poczucie, że „nie jestem wystarczająca”, często pojawia się po utracie pracy, szczególnie gdy nakłada się na to przewlekła choroba i niepewność o przyszłość. To zrozumiała reakcja, ale nie jest dowodem na Pani wartość ani kompetencje. Obecny kryzys nie definiuje tego, kim Pani jest. Warto dać sobie czas i pamiętać, że dziś potrzebuje Pani przede wszystkim odzyskać poczucie bezpieczeństwa, a dopiero później oceniać siebie.

Jagoda Jek

Jagoda Jek

To, co Pani opisuje, pokazuje, jak wiele trudnych wydarzeń nałożyło się na siebie w krótkim czasie. Utrata pracy, wcześniejsze doświadczenie zwolnienia, przewlekła choroba i lęk o przyszłość to bardzo duże obciążenia. W takiej sytuacji wiele osób zaczyna kwestionować swoją wartość, choć nie oznacza to, że rzeczywiście ją utraciły.

Z Pani opisu nie wynika, że „coś jest z Pani nie tak”. Bardziej widać osobę, która przez lata podejmowała odważne decyzje, rozwijała się zawodowo, pracowała mimo choroby i mimo trudności nadal szuka rozwiązań. To, że poprawiła Pani CV, skonsultowała je, przegląda ogłoszenia i zgłosiła się do psychiatry, świadczy o tym, że mimo lęku nie rezygnuje Pani z działania.

Niestety utrata pracy często bardzo mocno uderza w poczucie własnej wartości. Łatwo wtedy pomylić komunikat „firma zrezygnowała z mojego stanowiska lub ze mnie jako pracownika” z przekonaniem „nie jestem wystarczająca”. To jednak nie są tożsame rzeczy.

Warto też pamiętać, że ogłoszenia o pracę często opisują „idealnego kandydata”, a w praktyce niewiele osób spełnia wszystkie wymagania. Samo to, że nie odpowiada Pani każdemu punktowi, nie oznacza, że nie ma Pani kompetencji ani miejsca na rynku pracy.

Dobrze, że jest Pani pod opieką psychiatry. Jeśli mimo leczenia lęk i poczucie bezradności nadal są bardzo nasilone, warto rozważyć również konsultację psychologiczną. Taka przestrzeń może pomóc odbudować poczucie własnej wartości, oddzielić fakty od surowych ocen wobec siebie i odzyskać większą pewność w tym wymagającym okresie życia.

Agnieszka Sokal

Agnieszka Sokal

Dzień dobry,

 

To, co teraz Pani czuje, to naturalna reakcja na kumulację ogromnego stresu: utratę pracy, przewlekłą chorobę i lęk o ubezpieczenie. Z Panią jest wszystko w porządku – po prostu organizm jest wyczerpany długą walką i funkcjonowaniem na najwyższych obrotach. Przez całą chorobę pracowała Pani ponad siły, więc wypowiedzenie odbiera Pani jako głęboką niesprawiedliwość, a korporacyjne ogłoszenia o pracę tylko potęgują poczucie bycia niewystarczającą.  Ogłoszenia o pracę to tylko lista życzeń pracodawców, a Pani ogromnym atutem jest dojrzałość, wiedza i wieloletnie doświadczenie. Aby szybko pozbyć się paraliżującego lęku i głębokiego poczucia braku wartości, warto sprawdzić Metodę dr. Yagera Posiada ona precyzyjne narzędzia do pracy z podświadomymi blokadami i traumą odrzucenia. Praca z tą metodą pozwala skutecznie zneutralizować lęk przed przyszłością oraz odzyskać pewność siebie. Proszę dać sobie teraz prawo do odpoczynku i zadbać o zdrowie – to Pani absolutny priorytet.

 

Pozdrawiam

Agnieszka Sokal

Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Dzień dobry

 Wszystko z Panią jest w porządku, to życie weryfikuje nasze oczekiwania i ciężko jest nam zaakceptować niepożądane zmiany. Pojawiły się w Pani emocje niechciane, pojawił się lęk, zmniejszyło się poczucie własnej wartości i strach przed przyszłością. Proszę pomyśleć o swoich mocnych stronach, o tym za co Pani siebie ceni i nie wolno nawet myśleć, że nie ma Pani takowych cech. Została zwolniona Pani w trakcie choroby? Warto zapytać czy to nie jest złamanie przepisów, tym bardziej, ze nie brała Pani zwolnień i dawała z siebie 100 procent.  Co do CV to moja dobra rada jest taka, aby ich nie wysyłać, ale osobiście chodzić do potencjalnych pracodawców.  Ma Pani wiedzę i doświadczenie i to jest ważne  dla przyszłego pracodawcy. Proszę rozważyć konsultacje psychologiczne lub zadzwonić na bezpłatne numery wsparcia, gdzie dyżurują psycholodzy i interwenci kryzysowi. Pod żadnym pozorem nie może pani zostawać z tym sama. 

 Często tak się zdarza, że ludzie oddają swoje życie, ciężko pracując i zostając zwolnieni z dnia na dzień. To nie pomaga, ale wtedy należy to potraktować jako kolejne doświadczenie w naszym rozwoju. Trzymam kciuki, aby wszystko wróciło na odpowiednie tory. Dużo sił. 

Wiktoria Woldan

Wiktoria Woldan

Widząc te Pani słowa, mam ochotę powiedzieć przede wszystkim: proszę być dla siebie teraz łagodniejszą.!!!

Czuję w Pani historii ogrom zmęczenia, bólu i samotnego zmagania się z czymś, co przez długi czas musiała Pani po prostu „unieść”. Mam wrażenie, że przez wiele lat była Pani osobą, która dawała radę. Podejmowała Pani wyzwania, wychodziła poza swoją strefę komfortu, uczyła się, rozwijała, a nawet w czasie choroby nie zrezygnowała Pani z pracy i odpowiedzialności. I być może właśnie dlatego obecny moment jest tak trudny ....bo osoba, która przez lata była silna, nagle sama potrzebuje wsparcia :) Chciałabym, żeby usłyszała Pani jedną ważną rzecz: z Panią nie jest „coś nie tak”. To, że dziś czuje się Pani zagubiona, przestraszona i niewystarczająca, nie oznacza, że taka Pani jest. To może być głos ogromnego przeciążenia, lęku i doświadczenia odrzucenia, które bardzo mocno uderzyło w Pani poczucie własnej wartości. Utrata pracy po tylu latach zaangażowania może być przeżywana jak utrata części siebie. Szczególnie kiedy w tle jest choroba i obawa o przyszłość. To naturalne, że pojawia się strach, pytania i poczucie, że grunt pod nogami nagle się zachwiał. Ale patrząc na to, co Pani napisała, widzę też coś innego. Widzę kobietę, która mimo ogromnych trudności nadal szuka rozwiązań. Poszła Pani po pomoc, zadbała o leczenie, przygotowała dokumenty, szuka Pani swojej drogi. To nie jest obraz osoby słabej. To obraz osoby zmęczonej, która bardzo długo była dzielna.

 

 

Milego dnia, pozdrawiam :)!

 

Psycholog, Wiktoria

Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Dzień dobry,

 

Czytając Pani wpis, nie odniosłam wrażenia, że „jest z Panią coś nie tak”. Zobaczyłam osobę, która mimo choroby i ogromnej niepewności nadal szuka rozwiązań tj. skorzystała Pani z pomocy psychiatry, zadbała o CV, profil zawodowy i rozpoczęła poszukiwanie pracy. To pokazuje też, że nie poddała się Pani, choć kosztuje to Panią bardzo wiele sił. Mam natomiast wrażenie, że kolejne utraty pracy sprawiły, iż zaczęła Pani oceniać swoją wartość przez pryzmat decyzji pracodawców. Tymczasem wypowiedzenie nie jest dowodem na to, kim Pani jest jako człowiek ani jakie ma Pani kompetencje. Łatwo o tym zapomnieć, gdy towarzyszy lęk o zdrowie i przyszłość.

Myślę, że warto dać sobie czas i kontynuować korzystanie ze wsparcia specjalistów. Gdy napięcie i poczucie zagrożenia nieco się zmniejszą, łatwiej będzie zobaczyć nie tylko to, czego Pani obecnie brakuje, ale również zasoby, które przez lata pozwalały Pani podejmować odważne decyzje i odnajdywać się w nowych wyzwaniach.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

Sylwia Skibińska

Sylwia Skibińska

Dzień dobry. Z tego co Pani opisuje, nie wynika, że „jest z Panią coś nie tak”. Straciła Pani poczucie bezpieczeństwa zawodowego, jednocześnie mierząc się z przewlekłą chorobą i koniecznością odnalezienia się w nowej sytuacji. To ogromne obciążenie, które może znacząco wpływać na poczucie własnej wartości.Widzę też, że mimo lęku nie rezygnuje Pani z działania, skorzystała Pani z pomocy psychiatry, przygotowała CV i szuka nowych możliwości. To pokazuje, że ma Pani zasoby, nawet jeśli obecnie trudno je dostrzec. Proszę dać sobie czas. Warto kontynuować leczenie oraz zadbać o wsparcie psychologiczne, aby odbudować poczucie własnej wartości. Obecny kryzys nie definiuje Pani kompetencji ani tego, jaką jest Pani osobą.

Pozdrawiam,

Sylwia Skibińska 

Zobacz podobne

Mam 27 lat i fobię społeczną. Trudne dzieciństwo. Fobia nasiliła się po urlopie wychowawczym.
Witam, mam 27 lat i fobię społeczną. Od czasów szkoły średniej zaczęłam zamykać się w sobie, bo czułam niechęć ze strony rówieśników, nie chcieli się ze mną kolegować itd. Byłam w toksycznym związku i po jego zakończeniu odżyłam i w tym okresie poznałam męża, lecz mój problem nie zniknął. Wyszłam z domu z brakiem poczucia własnej wartości, bo nie było tam ani grama szacunku i miłości, a zamiast tego przemoc psychiczna i bardziej nienawiść. Teraz od około 3 lat, odkąd wróciłam do "życia społecznego" po urlopie wychowawczym, wręcz boję się ludzi. Unikam nawet wychodzenia do sklepu i wysyłam meża, bo traktuję to jako niepotrzebny stres. Stresują mnie wszystkie sytuacje społeczne, nawet kontakty z rodziną, z czym wcześnej nie miałam problemu. Nie potrafię się już w ogóle uśmiechać, unikam kontaktu wzrokowego, gdy jestem wśród ludzi mam ochotę zapaść się pod ziemię. Powtarzam sobie w głowie, że jeśli chcę, aby ludzie odbierali mnie normalnie, to muszę zachowywać się normalnie, ale to rzecz jasna nie pomaga. Nie potrafię wyrażać emocji, nie śmieje się, mam nawet duży problem z tym, żeby głośniej coś powiedzieć. Stresuję się tak, że widać to na twarzy, cały czas mam poważny, a nawet skwaszony wyraz twarzy, a myślę, że wyglądam normalnie i nie potrafię nad tym zapanować. Chciałabym w końcu coś z tym zrobić, bo czuję się coraz gorzej. Coraz częściej myślę, że lepiej byłoby z tym wszystkim skończyć, tylko nie wiem czy powstrzymuje mnie to, że mam dziecko czy jakaś "nadzieja". Nie wiem czy powinnam udać się do psychiatry, bo nie wiem czy leki rozwiążą mój problem, a z kolei psychoterapia jest kosztowna i po prostu nie wiem czy mogłabym sobie na nią pozwolić. Proszę o rady.
Jak sobie radzić z wycofaniem społecznym, brakiem motywacji i poczuciem wstydu?
Witam Od pewnego czasu , zaczęło się 3 lata zaczęłam mniej wychodzić z domu. Zaczęłam tracić chęci na cokolwiek. Powodem było moje bezrobocie, wstydziłam się tego. Nie pracowałam bo się bałam pracy, najbezpieczniej czułam się w domu,. Było mi głupio ,że mając trójkę dużych dzieci wciąż jestem na utrzymaniu męża. Tak zaczęłam powoli wycofywać się z życia społecznego. Mąż w pewnym momencie coraz bardziej zaczął naciskać na moją pracę, czy chociażby studia, cokolwiek, wolontariat. Byłam zawsze wycofana i nie przejawiałam żadnego zainteresowania , zaangażowania się w cokolwiek ani w pracę ani naukę. Wszystkiego się bałam(boje) a raczej wstydzę ludzi. Wstydzę się swojego wyglądu, swojego ciała, głosu, swojej mimiki, swoich ruchów. Koleżanka mi kiedyś powiedziała ,że jestem bez emocji. Były okresy ,że potrafiłam w coś bardzo się zaangażować, nie mogłam się od tego oderwać, np szycie na maszynie czy jazda motocyklem. Potrafiłam spędzać np przy szyciu całe dnie, Czytałam , oglądałam jak coś uszyć, zrobić wykrój itd. Tak samo z motocyklem. Czy grą na pianinie. Ze wszystkiego jednak zawsze po jakimś czasie rezygnowałam... Rok temu mąż z powodu mojego bezrobocia zostawił mnie z dziećmi, Po tym stałam się bardziej obojętna, Brakuje mi motywacji, nie mam celu, nic nie robię, leżę całymi dniami, nawet nie jestem w stanie obejrzeć żadnego filmu. Pracę jednak znalazłam. Ale mam ogromne problemy w kontaktach z ludźmi. Jako pracownik dobrze pracuje, ale nie potrafię odnaleźć się w grupie ludzi, wogole się nie odzywam jak wszyscy pijemy kawę, rozmawiam tylko jak jestem sam na sam z kimś. I widzę, że zaczynają dziwnie na to patrzeć . Mam wrażenie ,że jestem obgadywana i wyśmiewana. Pozatym nie lubię mojej pracy, nie tyle co nie lubię ale mam pracę w której trzeba być bardziej otwartym a ja jestem wycofana, nieśmiała, co mi bardzo utrudnia pracę. I przez to moja nieśmiałość zmuszam się żeby wogole tam iść. Mam wrażenie ,że robię wciąż z sobie idiotkę. Mam problemy ze snem. Rano po wypiciu kawy , wymiotuje ta kawę ale to tylko jak muszę iść do pracy. Obawiam się, że pewnego dnia nie wstanę rano i po prostu tam nie pójdę . Bo nie będę w stanie, Teraz rozsyłam CV i szukam czegoś innego, gdzie będzie mniejsza grupa ludzi, Mam coraz częściej myśli samobójcze, nie widzę sensu życia, wciąż chodzę spięta , całe moje ciało jest napięte, w pracy szczególnie, Wychodzę tylko na zakupy, czasami coś do ubrania kupię,w domu nie chce mi się sprzątać, gotować, (muszę się zmuszać żeby to zrobić) głównie leżę. Z dziećmi mam słaby kontakt, nie poswiecam im czasu, mało rozmawiam z nimi, nie mam siły ani chęci. I zawsze wszystko robie na ostatnią chwilę, wszytko odkładam na później. Przestałam dbać o higienę, myje się tylko przed wyjściem z domu. Wieczorem wogole się nie kąpie. Czy to depresja? Chory na depresję nie widzi podobno, że jest chory, nie wie co się z nim dzieje. Zaburzenia lękowe? Fobia społeczna,?? Pozdrawiam
Jak odnaleźć sens życia w świecie zdominowanym przez materializm i brak zaufania?

Witam! 

Zacznę od tego, że borykam się z problemem, iż nie widzę sensu życia. Ciągła pogoń za materializmem. Lojalność, wierność, miłość to cechy zbędne i używalne, które straciły na wartości. 

Wszystko kręci się wokół pieniędzy, których i tak nie zabierzemy ze sobą. Już jest coraz mniej osób, które potrafią cieszyć się życiem i z niego korzystać. Czuję się wypalony, odciąłem od siebie całą rodzinę, przyjaciół, nie chce się widywać z ludźmi. 

Z nikim nie rozmawiam, po prostu siedzę sam. Czuję się jakby moje życie zatoczyło kolo, tylko 10 lat później. 

Mam 27 lat, od 18 roku życia pojechałem do pracy, gdzie z byłą narzeczoną pracowałem na dom. Wszystko ładnie, pięknie, po 8 latach bycia razem i dorobieniu się domu, od zera, samochodów i dobrej pracy zacząłem czuć pustkę. Poczułem, że to na co pracowałem przez, latam było z materializmu, nie z miłości i oto w tym domu brakowało miłości oraz zrozumienia. 

Pomyślałem, nie mamy dzieci, nikogo nie ranię tylko nas, chce uderzyć w świat w poszukiwaniu prawdziwej miłości i wdzięczności, z którą stworzę ciepły i szczęśliwy dom, którego nigdy nie miałem. Dlatego było to bardzo ciężkie, ale zostawiłem wszystko i wyszedłem. Po otrzymaniu większej gotówki za dom podjąłem decyzję, że to jest dobry moment, żeby po tylu latach wrócić do Ojczyzny, gdzie wszystko okazało się niewypałem - moja praca, mentalność ludzi, nawet spełnienie moich marzeń jak kupienie super samochodu, motoru i innych rzeczy nie dawały mi radości i czułem się wyobcowany, pusty. 

Finalnie, zamiast ułożyć sobie życie, podjąłem decyzję o wyjeździe kolejnym już w ciągu dwóch lat.

3 wyprowadzka i ze względu na kobietę, z którą przelotnie się poznałem. Chciałem być oparciem, uważałem, że ma ciężką sytuację. Wyszukała mnie w internecie, z ciekawości napisałem, co robi w życiu i niestety wpadłem w dziurę bez dna, która ciągła się za mną przez cały rok. Byłem manipulowany na odległość, słyszałem słowa i zapewnienia, które nie były prawdą i wierzyłem tej osobie bezgranicznie. Byłem w stanie zostawić wszystko, tylko, dlatego że uważałem, że jest tego warta i potrzebuje mnie. 

Na końcu okazało się, że nie chciała pozwolić, żebym ułożył sobie życie z kimś innym i większość co mówiła, była kłamstwem albo tym, co chciałem usłyszeć. To jest długi i skomplikowany temat. Zostałem wykorzystany, sercowo, psychicznie i straciłem rok czasu. W sumie dalej się z tego nie wyleczyłem, co się wydarzyło. Koniec końców zacząłem inwestować na giełdzie początkiem roku. Zachęcił mnie do tego taki chłopak, gdzie na przestrzeni roku przegrałem wszystko do zera, na co pracowałem ostatnie 8 lat całe oszczędności. Włączył się ten idiota, który jest tak uparty, o którym zapomniałem, że dalej tam jest. 

Jest uparty w dążeniu do celu, ale również jak już się sypie to do samego dna. W rok zniszczyłem wszystko i przy okazji siebie z super sylwetki, dobrej pracy, dużego zabezpieczenia finansowego zostało ohydne zero. Jak patrzę w lustro, to się siebie brzydzę, a kiedyś się kochałem i byłem wdzięczny, że jestem na tyle silny, iż mogę wysyłać swoje dobro dla innych i zwyciężać ten syf, co się dzieje na świecie. “Zło dobrem zwyciężaj, takie było moje motto” Od pewnego czasu zło przejęło nade mną kontrolę, czuję się wyobcowany, nie śmieje się.

Wracam do domu i płacze codziennie, w nocy balansuje na krawędzi złych zagubionych ludzi, którzy biorą dragi, piją i udają, że nie mają z niczym problemu. Chodziłem na terapię, nic nie pomogło, zawsze byłem osoba, na którą można było polegać i motywacją dla innych, bo szedłem do przodu jak burza mimo żadnego wsparcia od rodziny, ciągłej krytyki, braku własnego kątu i bezpieczeństwa. Z ojcem alkoholikiem przez połowę dzieciństwa i matką za granicą, która ledwo co widywałem. 

Łączenie w moim życiu mieszkałem w 27 różnych miejscach, czy to pokoje, inne kraje. W sumie to spełniłem wszystkie swoje marzenia. Mając 27 lat, mimo straty wszystkiego, czuję się spełniony i jakby ktoś mnie zapytał, czy przeszedłem życie dobrze, odpowiedziałbym z czystym sumieniem tak, bo nie zamknąłem się na nie w jednym miejscu. 

Nie wiem, po tym wszystkim nie widzę już sensu w dalszym działaniu, mój zapał i samodyscyplina są równe zeru. 

Ten cały materializm, internetowy świat, te portale randkowe, kłamstwa nieszczęśliwych ludzi, życie na kredytach, żeby pokazać, czym się jeździ czy jak się nie żyje - żygam tym wszystkim. Jestem tym który widzi ten świat inaczej od czasu kiedy wyszedłem z bańki mojego życia, na które pracowałem. 

Nie jestem w stanie nikomu zaufać, a jak już zaufam i daje coś od siebie to albo jestem wykorzystywany, bo dobroć jest brana za słabość w tych czasach, albo ranię innych, bo nie dorównują moim doświadczeniom i nie są dla mnie interesujący. 

Nie wiem, wszystko co się stało było na przestrzeni ostatnich dwóch lat. Boję się samego siebie, do jakiej ruiny psychicznej się doprowadziłem przez to wszystko. Drogi mam dwie albo zobaczyć jeszcze trochę świata i podziękować bardzo pięknie za to życie będąc na zero, bo na pewno nie zejdę na stronę syfu dragi, alkohol itp wolałbym sobie po prostu podziękować ładnie wyjechać na Hawaje i zniknąć niż się złajdaczyć. 

Droga numer, to dwa odbudować swoją psychikę, ciało i ciężka praca wrócić na odrobienie strat z ostatniego roku, żeby wszystko ułożyć na nowo. Tylko jest jeden problem, kiedyś moim marzeniem było mieć dziecko i rodzinę zbudować, zaplecze finansowe, żeby móc zapewnić temu dzieciakowi i mojej kobiecie takie życie, którego ja nie dostałem. To mogłoby być moja jedyna motywacja, żeby działać dalej, ale teraz, po tym wszystkim jak widzę jaki jest świat ohydny, nie chciałbym sprawiać trudu nikomu następnemu i zakończyć historię mojego nazwiska, żeby już to się nie musiało ciągnąć. Nie chcę wrzucać wszystkich do jednego worka, ale uważam, że to życie było stworzone w innym celu i ludzie je zniszczyli, bo świat jest piękny sam w sobie, tylko my jesteśmy w nim problemem. Boże to wszystko jest bez sensu…. 

W każdym razie, na sam koniec dodam, że to wszystko jest chore i nie widzę w tym sensu, dlatego zamknąłem się na wszystko i nie wiem, co dalej mimo mojego wieku i doświadczeń, które powinny mnie prowadzić dalej żywnie, nie widzę w tym sensu, bo po co? Nawet nie liczę, że ktoś to doczyta do końca, po prostu niech sobie to wisi tutaj. :) Pozdrawiam.

Jak poradzić sobie z FOMO i poczuciem niedosytu w codziennym życiu?
Nie wiem jak poradzić sobie z ciągłym niedosytem co do spędzania czasu, w zasadzie ciężko mnie zaspokoić bo odczuwam ciągłe FOMO i po prostu chcę dla siebie jak najlepiej. Chcę podkreślić, że to nie jest zarzut do mnie, tylko po prostu mam takie potrzeby i ciężko je zaspokoić bo... jest tyle czynników niezależnych od nas i nigdy nie wiadomo, jakich ludzi napotkamy, jakie warunki. Skąd mam wiedzieć, gdzie być, o któej godzinie, żeby spotkać akurat takich ludzi, takie okoliczności? Męczy mnie już ta niepewność. Uważam, że zasługuję na więcej i tego nie dostaję. Że powinnam mieć więcej dobrych doświadczeń, budujących, więcej wzajemności od ludzi itp. A nie da się tak ciągle iść pod wiatr. Ciężko mi się pożegnać z odchodzącym dniem, często chcę wycisnąć jak najwięcej i być ciągle poza domem, chociaż męczy mnie to fizycznie. Ale jak jestem w domu to mam wrażenie, że mnie coś omija. Ale mam też coś takiego, że jak już wyjdę, to nieraz chcę wracać, czuję spadek energii, bo nie wiem na co się zdecydować, gdzie iść, mam wrażenie, że ciągle spotyka mnie to samo, coraz ciężej mi zebrać skupienie i skoncentrować na tym - co ja właściwie chcę osiągnąć? Nie chcę siedzieć w domu, ale nie chcę ciągle za czymś biec. Zauważyłam też, że jak stanie się jedna rzecz w ciągu dnia która mnie ucieszy, podniesie moją wibrację energetyczną, to od razu zaczyna się cały ciąg - ale mogłoby być tak częściej, zasługuję na częstsze szczęście, co mogę zrobić, żeby się do tego przyczynić - i tu się zaczyna cały proces, który niesie za sobą zmęczenie, frustrację, napięcie.
Witam. Mam 28 lat i zauważyłam, że chyba mam jakieś ubytki z dzieciństwa.
Witam. Mam 28 lat i zauważyłam, że chyba mam jakieś ubytki z dzieciństwa. Miałam młodych rodziców, którzy moim zdaniem nie nadawali się na rodziców. Ojciec ciągle pił, często w domu była policja, a raz nawet zostawił mnie 5-letnią w domu bez jedzenia, jak mama była w szpitalu. Jak miałam 6 lat i poszłam do szkoły, to nie miałam gdzie mieszkać i dlatego też nie było mnie miesiąc w szkole i potem ciężko było mi wszystko nadrobić. Jak byłam w gimnazjum, to z mamą wyprowadziłyśmy się do babci i do czasów liceum było wszystko ok. Niestety jak zdałam maturę, to znowu nie miałyśmy z mamą gdzie mieszkać i wyjechałyśmy do Holandii i mamy teraz swoje mieszkanie w Polsce, ale mimo to nie czuję się szczęśliwa. Mam problem z nawiązywaniem kontaktu z mężczyznami, a bardzo chciałabym mieć kiedyś rodzinę. Chcę wrócić na studia jak uda mi się pogodzić to wszystko z pracą. Przytłaczają mnie teraz niezdane egzaminy praktyczne na prawo jazdy. Niedawno przeczytałam książkę, że przez trudny okres dzieciństwa mogę mieć problemy w życiu dorosłym. Proszę o jakieś rady.
toksyczny związek

Toksyczny związek – jak go rozpoznać i zakończyć?

Czy zastanawiasz się, czy Twój związek jest zdrowy? Nie każda trudność jest toksyczna, ale jeśli czujesz lęk, winę, wątpisz w siebie, boisz się mówić, co myślisz – warto się zatrzymać. Tutaj dowiesz się, jak rozpoznać toksyczny związek i jak go zakończyć.