Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Syndrom odrzucenia w ADHD, jak sobie z nim radzić?

Syndrom odrzucenia w ADHD, jak sobie z nim radzić?
Łukasz Dyłka

Łukasz Dyłka

Syndrom odrzucenia w ADHD to po prostu bardzo silna reakcja na poczucie, że ktoś nas nie chce, krytykuje albo odsuwa. Czasem wystarczy drobiazg i w głowie od razu czarny scenariusz. Ból jest realny, nawet jeśli sytuacja obiektywnie była mała.

 

Co pomaga?

Złapać moment, kiedy to się włącza. Pomyśleć: „ok, to może być moje RSD, a nie fakt”.

Nie reagować od razu. Nie pisać w emocjach, nie podejmować decyzji w impulsie. Odczekać.

Sprawdzać, zamiast zakładać. Dopytać spokojnie, zamiast dopowiadać sobie najgorsze.

I pracować nad swoim poczuciem wartości, bo im jest stabilniejsze, tym mniej to rozwala.

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Dzień dobry. To, co Pani opisuje, jest bardzo charakterystyczne dla ADHD i nazywane bywa zespołem wrażliwości na odrzucenie (RSD). Ważne, aby na początek wiedziała Pani jedno: to nie jest cecha charakteru ani przewrażliwienie, ale specyficzny sposób, w jaki Pani układ nerwowy przetwarza silne emocje.

Można nad tym pracować w nurcie poznawczo-behawioralnym.

Pierwszym krokiem jest nauka rozpoznawania momentu, w którym włącza się RSD. Gdy czuje Pani nagły, obezwładniający ból emocjonalny po czyjejś uwadze, warto powiedzieć sobie: "To nie jest obiektywna prawda o mnie, to mój układ nerwowy reaguje w sposób właściwy dla ADHD". To pozwala na chwilowe zdystansowanie się od emocji.

W chwilach spokoju warto przygotować listę faktów, nie opinii, które potwierdzają Pani wartość i relacje z innymi. W

Ponieważ RSD wiąże się z impulsywnością, warto wprowadzić zasadę, że nie podejmujemy żadnych działań np. nie odpisujemy na wiadomości, nie zrywamy relacji pod wpływem tego silnego impulsu. Czekamy, aż fala emocjonalna opadnie.

Zamiast karać się za przesadną reakcję, uczymy się traktować siebie z taką troską, z jaką potraktowałaby Pani bliską osobę w kryzysie.

Jeśli te stany są bardzo nasilone i utrudniają codzienne funkcjonowanie, warto również skonsultować się z lekarzem psychiatrą pod kątem wsparcia farmakologicznego, które często pomaga wyciszyć te nagłe skoki napięcia.

Wszystkiego dobrego

Psycholog Bożena Nagórska

Julia Otremba

Julia Otremba

Dziękuję, że o tym piszesz – to, co opisujesz, jest bardzo częstym i jednocześnie trudnym doświadczeniem w ADHD. Syndrom odrzucenia, czyli wrażliwość na krytykę i odrzucenie, potrafi naprawdę mocno ranić, a emocje, które się wtedy pojawiają, bywają wręcz przytłaczające. To, co czujesz, nie jest „słabością” ani brakiem charakteru – to po prostu część neurobiologii ADHD. 

Ważne jest, żeby uczyć się rozpoznawać te momenty i traktować je z życzliwością do siebie. Często pomaga zatrzymanie się na chwilę, nazwanie emocji: „Czuję, że mnie to zabolało, i to jest w porządku”. Dzięki temu dajesz sobie przestrzeń na odczuwanie bez automatycznego samokrytycyzmu.

Warto też pracować nad tym, by oddzielać fakt od interpretacji. W RSD wiele rzeczy odbieramy jako odrzucenie, nawet jeśli intencje drugiej osoby były neutralne. Wtedy pomocne jest pytanie siebie: „Czy naprawdę mnie odrzucił/ona, czy może tak zinterpretowałam sytuację?” – to wymaga praktyki, ale stopniowo pozwala odzyskać spokój.

Praca z psychoterapeutą, szczególnie w formie terapii poznawczo-behawioralnej albo terapii ukierunkowanej na ADHD, może znacząco pomóc – uczyć strategii regulowania emocji, komunikowania potrzeb w relacjach i wzmacniania poczucia własnej wartości. Czasem pomocne jest też wsparcie farmakologiczne, które zmniejsza intensywność emocji w ADHD – ale o tym najlepiej rozmawiać z psychiatrą.

Natalia Przybylska

Natalia Przybylska

Dzień dobry,


syndrom odrzucenia to niezwykle intensywna reakcja emocjonalna na rzeczywistą lub domniemaną krytykę, która w przypadku osób z ADHD wynika ze specyficznej budowy układu nerwowego i trudności w regulacji emocji. Aby radzić sobie z tym dojmującym poczuciem bólu, ważne jest rozwijanie umiejętności odróżniania faktów od interpretacji, np. w momencie silnego wzburzenia warto zadać sobie pytanie, czy mam dowody na odrzucenie, czy jest to jedynie reakcja mojego organizmu na niejednoznaczną sytuację? Pomocne bywa też stosowanie technik uważności, które pozwalają „przeczekać” pierwszą, najbardziej gwałtowną falę emocji, zanim podejmie się jakiekolwiek działania lub wypowie słowa, których można później żałować. Dodatkowo praca nad poczuciem własnej wartości niezależnym od opinii zewnętrznych oraz zrozumienie biologicznego podłoża tej reakcji pozwali nabrać dystansu i z czasem zmniejszyć siłę, z jaką te epizody wpływają na Pani/Pana codzienne funkcjonowanie i relacje.

Oczywiście to takie ogólne informacje. Warto rozważyć skorzystanie ze wsparcia specjalisty, dlatego że każdy z nas jest inny i na każdego będzie działać coś innego. 

Wszystkiego dobrego!

Natalia Przybylska 

Katarzyna Świdzińska

Katarzyna Świdzińska

Dzień dobry, 

 

Jest kilka sposobów, które mogą doraźnie pomóc. Jeśli pojawiają się niechciane myśli, to warto powiedzieć sobie "to nie są fakty - to odzywa się mój syndrom odrzucenia". 

Pomagają również ćwiczenia oddechowe, które pomogą uspokoić organizm i ugruntować się w rzeczywistości. Jeśli oddech nie pomaga, to można również pochlapać twarz zimną wodą. 

Pamiętaj, że czyjaś reakcja nie jest równa Twojej wartości. To, że ktoś zareagował w negatywny sposób nie znaczy, że Ty jesteś bezwartościowy/-wa. 

Jednocześnie polecam zasięgnięcie po pomoc psychologa lub psychoterapeuty, którzy z pewnością będą w stanie długofalowo wspomóc przy RSD. 

 

Pozdrawiam,

Katarzyna Świdzińska, Psycholog

Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Witam,

 

Dziękujemy za pytanie.

Przy nadwrażliwości na odrzucenie w ADHD najważniejsze jest, żeby w momencie silnej reakcji nie podejmować decyzji ani nie reagować od razu. Warto zrobić przerwę, uspokoić ciało (np. kilka wolnych oddechów) i sprawdzić, czy odrzucenie jest faktem, czy tylko domysłem. Pomaga też mówienie wprost o swoich odczuciach zamiast wycofywania się lub ataku oraz dbanie o leczenie ADHD, bo dobra regulacja objawów zwykle zmniejsza intensywność takich reakcji.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

Karolina Rzeszowska-Świgut

Karolina Rzeszowska-Świgut

Dzień dobry, 

To, co nazywane jest„syndromem odrzucenia” w ADHD, potrafi być naprawdę wyczerpujące: emocje przychodzą nagle, są intensywne i łatwo wtedy uwierzyć, że to mówi coś o wartości człowieka

 Jednocześnie samo to, że zostało to rozpoznane i wypowiedziane, pokazuje uważność, odwagę i chęć zadbania o siebie — a to są cechy, na których można budować realną zmianę.  

Jest w tym też miejsce na nadzieję: wiele osób z podobną wrażliwością z czasem zauważa, że epizody stają się rzadsze albo mniej „wciągające”, a poczucie wpływu wraca krok po kroku. Nawet jeśli teraz bywa trudno,  to nie rezygnuj, bo jest w Tobie siła i umiejętności radzenia sobie, i które już działają — nawet jeśli nie zawsze są widoczne na pierwszy rzut oka.

bezsenność

Darmowy test na bezsenność (Ateńska skala bezsenności)

Zobacz podobne

Polecani psychoterapeuci na NFZ we Wrocławiu dla młodych dorosłych
Proszę o polecenie dobrych psychoterapeutów na NFZ we Wrocławiu, którzy specjalizują się w pracy z młodymi dorosłymi. Dziękuję.
Problemy z odpowiedzialnością partnera i lęk uogólniony a terapia
Witam! Opowiem krótko mój problem. Otóż jestem z partnerem prawie 10 lat. Od jakiś 4 lat czuję się źle ze swoim życiem i od miesiąca zaczęłam terapię u psychologa. Psycholog powiedział że mam zachowania, które mogą wskazywać na lek uogólniony. Generalnie mam problem ze stawianiem granic (o ile je mam). Ostatnio poruszyłam temat partnera- że nie czuję się jak w partnerka tylko jak matka. Dowiedziałam się, że moja potrzeba kontroli odsuwa nas od siebie i psycholog zaproponowała mi dać partnerowi szansę na odpowiedzialność za kierowanie swoim życiem. No i powiedziałam partnerowi, że jeśli ma ochotę to mogę pojechać z nim po koszulę (idziemy na wesele jako świadkowie) i że ja sama jej nie kupię, bo wiadomo, trzeba przymierzyć. Postanowiłam, że nie będę nadgorliwa jak zawsze i że dam mu wolną rękę. Dzisiaj jest piątek jutro jest wesele- koszuli nie ma. Usłyszałam tylko, że to moja wina bo miałam ją kupić (rzeczywiście na początku miałam kupić nam ubrania) ale dałam mu szansę na podjęcie decyzji za siebie. Już jakiś czas komunikowałam mu, że jest za to odpowiedzialny, jedyne co słyszałam to”no trzeba kupić” lub „zobaczymy”. No i teraz jestem winna mimo, że sam miał ogarnąć sprawę. Już dłuższy czas zastanawiam się nad tym czy ja coś źle robię czy on po prostu nie umie wziąć odpowiedzialności za swoje czyny. Gdyby nie wesele to myślę, że spakowałabym kilka rzeczy i pojechałabym do rodziców
Czy warto rozważać diagnozę zaburzeń osobowości i powrót na terapię
Czy warto rozważać diagnozę zaburzeń osobowości i powrót na terapię, jeżeli pomimo posiadania dość dobrze wyćwiczonej umiejętności kognitywnej empatii (terapie i studia psychologiczne) i braku zainteresowania wykorzystywaniem innych w relacjach odczuwam, że mimo wszystko mam dość spore problemy o narcystycznej i histrionicznej naturze takie jak cykle funkcjonowania, na które składają się: fantazje idealizacyjne, w których stawiam siebie w roli głównego bohatera lub wyjątkowej osoby, oczekującej na podziw i uwagę innych oraz w konsekwencji nie możności zaspokojenia tych potrzeb okresy fantazjowania o deprecjonowaniu innych i przytłaczająca złość i pogarda. Choć staram się panować nad tym, aby nie eksponować tych stanów na zewnątrz, myślę, że wpływają znacznie na moje funkcjonowanie, chociażby przez dyktowanie na przemian odczuwania euforii i pogardy. Choć marzę o sobie jako towarzyskiej osobie, zauważam po latach, że tak naprawdę często odcinam się przebywając wśród ludzi w świat fantazji, jeśli nie spełniają moich dość nierealistycznych oczekiwań. Mam też dosyć spore problemy z szeroko pojmowanym ekshibicjonistycznym stylem bycia. Odczuwam problemy w cieszeniu się z przebywania z ludźmi, jeśli nie jestem w centrum uwagi. Choć prowadzę szczęśliwe relacyjnie poliamoryczne życie po terapii u psychoseksuologa, warto wspomnieć o wcześniejszych problemach z utrzymywaniem trwałej relacji, kiedy próbowałam być z jedną tylko osobą. Nie wiem, co sobie myśleć, ponieważ internet zalewa mnie komunikatami jak bardzo nieczuła i niezainteresowana problemami innych powinnam być, żeby "liczyło" to się jako NPD czy też mieszanka NPD/HPD.
Doświadczenia z niewłaściwymi psychologami - gaslighting, krytyka i brak empatii
Spotkałam mnóstwo paskudnych psycholożek/terapeutek. Doświadczałam tego, o czym dzisiaj się trąbi na prawo i lewo, żeby tego nie robić, że tak nie wolno - gaslighting, nieproszone rady, podważanie moich decyzji, krytyka, zawstydzanie że pokazuję emocje, że czuję, tłamszenie emocji, obwinianie za przemoc, obwinianie za sytuację, na którą nie mam wpływu, oschłość, arogancja, nieprzyznawanie się do winy, przekonanie że ona wie najlepiej i ja nie mogę mieć swojego zdania, namawianie do związku z osobą uzależnioną. Naprawdę, strefa psychologów ma mroczną stronę niczym pedofilia w kościele czy mobbing w pracy. I to były osoby po studiach i szkole psychoterapeutycznej!! Tak jak napisałam, tych patologicznych zachowań było mnóstwo i to straumatyzowało mnie przed otworzeniem się na nowego terapeutę. Każdy z nich ogłaszał się na znanych portalach dla specjalistów i niektórzy mieli nawet dobre opinie, co tym bardziej mnie dziwi.
Jak radzić sobie z traumą i odbudowywać życie po trudnym dzieciństwie?

Dzień dobry, przychodzę z tematem, który ostatnio przybrał na sile i zastanawiam się jak go rozwiązać. Zanim przejdę do rzeczy opowiem część swojej historii, jako że jest ona istotna dla całokształtu. W podstawówce przeżyłam piekło. Z opowieści wiem, że od zawsze byłam cichym i wycofanym dzieckiem. Moi młodociani oprawcy szybko to zauważyli i z biegiem lat stałam się ich ulubionym kozłem ofiarnym. Każdy dzień wystawiał mnie na próbę, do której nie byłam przygotowana. Wykluczenie, śmiech, kradzież/niszczenie mienia i plotki, a nawet przemoc fizyczna były rozłożoną w czasie codziennością. Wychowywałam się w rodzinie, w której królował chłód emocjonalny. Dominowała w nim matka z silnym rysem narcystycznym, a u jej boku stał ojciec- bierny neurotyk. Obydwoje pozbawieni krzty inteligencji emocjonalnej. Całe domowe przewodnictwo opierało się na kontroli. Nie miałam prawa płakać, zezłościć się czy obrazić. Panowała wszechobecna zasada "dzieci i ryby głosu nie mają". O jakąkolwiek formę miłości musiałam walczyć, bo stanowiła ona część warunkową. Zawsze wiedziałam, że jestem niewystarczająca, a inne dzieci w rodzinie na tle moim (i mojej siostry) były gloryfikowane. W przypadku nieposłuszeństwa w grę często wchodziły kary pasywno-agresywne na przemian z krzykiem, który do dziś mną wstrząsa. Oprócz tego zdarzyło się, że dostałam kablem lub klapsa. Nauczono mnie, że w sytuacjach kryzysowych nie mogę się bronić przed innymi, a rozwiązaniem wszystkich kłopotów jest zupełny brak reakcji. Do dziś mam przez to problemy ze stawianiem granic i daje wykorzystywać się na każdym kroku. Wydarzenia w szkole z biegiem lat eskalowały do poziomu, którego nie byłam w stanie okiełznać młodym umysłem. Niejednokrotnie w placówce działy się rzeczy, które na spokojnie mogłyby się skończyć pozwem. Nikt jednak z dorosłych nie stanął nigdy w mojej obronie, a słowo "wsparcie" nie istniało w moim słowniku. Całe cierpienie dźwigałam więc sama. Pod koniec podstawówki, do psychicznego znęcania się nade mną, dołączyli także nauczyciele. Była to szkoła prywatna, w której- jak z perspektywy czasu podejrzewam- panowała zmowa milczenia. Nie było dnia, w którym nie myślałam o samobójstwie. Okres gimnazjum był tylko drugim etapem koszmaru. Tym razem nie był to jednak problem po stronie rówieśników- był to moment, w którym mózg zaczął płatać mi figle. Zanim trafiłam do nowej szkoły, rozwinęła się u mnie silna nerwica z drgawkami, które sukcesywnie przybierały na mocy i zostały ze mną na lata. Był to także moment, w którym zaczęła się moja przygoda z depresją. Mniej więcej w połowie programu nauczania, szkoła obligatoryjnie skierowała mnie do zaznajomionej placówki na testy psychologiczne. Moi rodzice, którzy bagatelizowali moje objawy przez całe życie, pierwszy raz zostali postawieni pod ścianą. Finalnie nie otrzymałam tam żadnej pomocy, za to usłyszałam od jednej Pani, że na jej oko (bez żadnych testów) to ADHD i próba zwrócenia na siebie uwagi. Stwierdziła, że powinnam więcej uśmiechać się do rówieśników, a wieczorem pobiegać i poobserwować piękno natury. Moi rodzice uradowani, że nic mi nie jest, postanowili dalej przyglądać się jak chylę się ku upadkowi. Kolejnym punktem na mojej ścieżce było technikum, które pogorszyło sprawę do stopnia, w którym przestałam wychodzić z domu. Był to czas kiedy wydzwaniano do mojej matki i grożono mi kuratorem za nieusprawiedliwione godziny. Opuściłam to miejsce po roku batalii i tak trafiłam do liceum, które ukończyłam parę lat temu. Wspominam to miejsce jako pierwsze, w którym odnalazłam nadzieję. Moja wychowawczyni okazała się dość ciepłą osobą. Po paraliżującym ataku paniki na wyjeździe integracyjnym, szybko zorientowała się, że mam poważny problem. Jako pierwsza przemówiła mojemu ojcu do rozsądku, żeby natychmiast wysłał mnie do psychiatry i w końcu- stało się. To tam otrzymałam prawdziwą diagnozę i od razu włączono mi leki na przywrócenie równowagi psychicznej. To wtedy po raz pierwszy poczułam, że żyję. Po kilku miesiącach odzyskałam witalność i większą kontrolę nad tym, co się działo z moim ciałem. Spróbowałam także terapii, ale szybko zorientowałam się, że trafiłam na człowieka, który jedynie żerował na cudzych pieniądzach. Zrezygnowałam, a po maturze odstawiłam leki z nadzieją, że będzie lepiej. Historia jednak się powtórzyła. Wszystkie objawy wróciły do mnie jak bumerang po roku w miarę stabilnego życia. Był to okres, w którym wpadłam w marazm, wykształciłam jeszcze więcej mechanizmów obronnych i zastygłam w miejscu. Postanowiłam wybrać się na studia, jednak każda kolejna placówka jawiła się w mojej głowie jako horror. Ze względu na stan psychiczny, odpadłam po kilku miesiącach. Po wielu latach od wydarzeń z podstawówki zaczęłam obserwować u siebie ogromne problemy z pamięcią. Na początku myślałam, że to nic takiego i zwalałam to na brak motywacji czy zmęczenie, ale sytuacja zaczęła realnie przeszkadzać mi w codziennym życiu. Braki w pamięci dotyczyły tego co robię w ciągu dnia, odbytych konwersacji, wydanych poleceń czy konkretnych rzeczy, po które miałam się udać. Niedługo potem szlag trafił także pamięć wzrokową. Niezależnie od tematu, informacje czytane z książek natychmiast wylatywały mi z głowy. Po małej przerwie, nie byłam już w stanie przytoczyć z głowy nawet głównych aspektów danej pozycji. Oglądane filmy czy seriale, mogłam powtarzać kilkukrotnie, będąc pewna, że niektóre sceny widzę na oczy po raz pierwszy. Nierzadko zapominałam też pojedynczych słów lub wyrażeń i zacinałam się w środku rozmowy. Ten stan towarzyszy mi do dziś. Czuję, że każda moja czynność traci sens. Zdarza się, że kiedy o czymś pomyślę i tego nie zapiszę, przepada na zawsze. Nie pamiętam również prawie żadnych wydarzeń ze swojego dzieciństwa, wyłączając połowę podstawówki i pojedyncze urywki z przedszkola. Z żalem obserwuję wspomnienia innych osób, gdy wiem, że mój świat zaczął istnieć dopiero w wieku nastoletnim. Aktualnie od niemal roku uczęszczam na udaną terapię, gdzie dowiedziałam się, że mój stan jest spowodowany zniszczonym układem nerwowym, traumą i podświadomym "sortowaniem" bezpiecznych informacji. Moja terapeutka wierzy, że każdy temat jest do przepracowania, ale końcowy wynik jest zależny od wspólnej pracy i indywidualnej reakcji psychiki. Czy to chwila, w której nie ma już dla mnie nadziei? Przetrwałam koszmar i mimo przeciwności losu pragnę się rozwijać, iść dalej, a w przyszłości założyć własną rodzinę. Panicznie boję się, że duchy przeszłości nigdy mnie nie opuszczą i zmarnuję sobie szansę na normalne życie. Do dzisiaj targają mną lęki, gwałtownie zmienny nastrój z mocnymi stanami depresyjnymi i codzienną anhedonią. Wszystko wydaje się płaskie i obojętne. Jak odbudować normalne życie? Moja terapeutka twierdzi, że to nie jest jeszcze stan, w którym powinnam wrócić do leków, a ja mam wątpliwości.

bezsenność

Bezsenność - przyczyny, objawy i skuteczne metody leczenia

Czy cierpisz na bezsenność? Dowiedz się, jakie są jej przyczyny, objawy i skuteczne metody leczenia. W tym artykule znajdziesz kompleksowe informacje, które pomogą Ci zrozumieć to powszechne zaburzenie snu i skutecznie z nim walczyć.