- Strona główna
- Forum
- psychoterapia, traumy
- Paniczny lęk przed...
Paniczny lęk przed terapią - jak trauma wpływa na moje życie i relacje?
Jagoda
Bożena Nagórska
Pani Jogodo, to, co Pani opisała, to świadectwo ogromnej siły przetrwania, ale też wielkiego bólu, który przez lata musiał być zamrożony, aby mogła Pani funkcjonować. Nic dziwnego, że panicznie boi się Pani terapii – przez 37 lat Pani tożsamość opierała się na kontroli i byciu „siłaczką”. Myśl o porzuceniu tych mechanizmów wydaje się Pani końcem świata, bo nie wie Pani, kim jest bez swojej zbroi. Jednak to, co stało się w relacji z mężczyzną, którego nie musiała Pani ratować, pokazuje, że te stare mechanizmy, które kiedyś Panią chroniły przed agresją matki czy partnerów, dziś stają się przeszkodą w przeżywaniu szczęścia. Pani umysł, czując „motyle w brzuchu” i spokój, paradoksalnie uznał to za stan zagrożenia, bo spokój jest dla Pani czymś nieznanym, a więc niebezpiecznym.
Terapia nie polega na zabraniu Pani siły czy empatii, ale na tym, by przestały one być przymusem, a stały się wolnym wyborem. Ból, który poczuła Pani w klatce piersiowej, to sygnał od ciała, że „głowa” już nie wystarcza do radzenia sobie z emocjami. Po drugiej stronie terapii nie czeka utrata kontroli, ale wolność od konieczności ciągłego przewidywania czarnych scenariuszy. Profesjonalny terapeuta pomoże Pani poradzić sobie z tą sytuację. Proszę być dobrej myśl.
Bożena Nagórska
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Karolina Bogusz
Dzień dobry Pani Jagodo,
To, co nazywa Pani „mechanizmami” w pewnym momencie uratowało Pani życie. Ciągła kontrola, analiza, odcinanie emocji to adaptacje do dzieciństwa, w którym miłość mieszała się z przemocą i brakiem bezpieczeństwa. Pani ciało nauczyło się, że bliskość jest zagrożeniem.
Ta relacja, którą Pani opisuje uruchomiła coś nowego: spokój, motyle, czucie w ciele. Dla układu nerwowego po traumie nowość = alarm. Te mechanizmy, które wcześniej Panią chroniły, tym razem nie pozwoliły drugiej osobie się zbliżyć.
Samo posiadanie wiedzy o mechanizmach to początek zmiany, jest to krok potrzebny, ale nie wystarczający żeby stawić czoło swoim schematom.
Terapia może Panią przerażać, bo oznacza czucie, na które bardzo długo nie mogła Pani sobie na to pozwolić. To normalne. Dobra terapia nie zalewa bólem, najpierw uczy regulacji i idzie w Twoim tempie. Nie odbiera kontroli, tylko pomaga ją odzyskać w zdrowszy sposób.
Mam nadzieję że znajdzie Pani dla siebie odpowiedni sposób, aby o siebie zadbać. Życzę wszystkiego dobrego!
Zuzanna Barełkowska-Wamberska
Pani Jagodo, dziękuję za podzielenie się swoją historią. Widać, że przez większość życia funkcjonowała Pani w warunkach chronicznego zagrożenia emocjonalnego i braku bezpiecznego dorosłego. Dziecko, które doświadcza przemocy, uczy się skrajnej czujności, kontrolowania ciała i tłumienia emocji, bo to pozwala przetrwać. Te strategie mogą dawać siłę, poczucie kontroli i pozwalają działać w stresie, ale ich ceną jest odłączenie od siebie i trudność funkcjonowania w relacjach. Bliskość i spokój, które odczuła Pani w nowej relacji zostały odebrane jako zagrażające. Myśl o terapii może być przerażająca, bo w założeniu dotyka ona tego, czego nie dopuszczała Pani do siebie przez te wszystkie lata. Dobra terapia nie polega na odebraniu kontroli ani doprowadzeniu do rozpadu, tylko na stopniowym poszerzaniu zakresu bezpieczeństwa, uczeniu się regulacji emocji i dopuszczania do siebie uczuć. Na terapii dąży się do uzyskania większej elastyczności, czyli możliwości bycia silną wtedy, gdy trzeba i wrażliwą wtedy, gdy jest to bezpieczne. Mam nadzieję, że trafi Pani na odpowiednia osobę, ktora przeprowadzi Panią przez ten proces.
Zuzanna Barełkowska-Wamberska
Psycholog
Natalia Przybylska
Dzień dobry. To, co Pani opisała, jest niezwykle poruszającym świadectwem Pani siły i przetrwania. Chciałbym odnieść się bezpośrednio do Pani lęku przed terapią, bo jest on całkowicie zrozumiały, nic dziwnego, że boi się Pani stracić to, co pozwoliło Pani przeżyć.
Jako psycholog pracujący w nurcie CBT, chciałbym Pani troszeczkę odczarować terapię i pokazać, czym terapia jest, a czym nie jest.
Po pierwsze terapia to nie „naprawianie”. Nie jest Pani zepsutym przedmiotem, który trzeba zreperować. Jest Pani człowiekiem, który wykształcił niezwykle skuteczne systemy które miały panią obronić w skrajnie trudnych warunkach. Terapia to proces zrozumienia i akceptacji tych mechanizmów, a nie ich usuwania siłą.
Idąc dalej - trauma nas tworzy, ale nie definiuje. To prawda, że pani tożsamość, to jaka pani jest, pani siła, empatia, niezależność, wykuły się w ogniu trudnych doświadczeń. Jednak nie jest pani swoją traumą. Jest pani kimś, kto przetrwał, a mechanizmy, które pani posiada, to pani zasoby. Superkoncentracja w stresie to potężne narzędzie, o ile to pani decyduje, kiedy go użyć, zamiast być przez nie kontrolowaną.
Warto pamiętać, że każdy kij ma dwa końce… i te same mechanizmy, które dziś panią przerażają (jak odpychanie bliskiej osoby, by uniknąć odrzucenia), kiedyś ratowały panią przed bólem w relacji z matką czy mężem. One nie są „złe” tylko działają trochę jak automat i włączają się nawet gdy nie ma zagrożenia. Zrozumienie dlaczego te automaty się włączają jest pierwszym krokiem do wybrania innej, bardziej efektywnej obecnie reakcji.
Pani obawa, że po terapii nie będzie już pani „sobą”, często pojawia się u pacjentów. Tymczasem terapia nie odbierze Pani siły ani kontroli. W zasadzie może wydarzyć się coś zupełnie przeciwnego. Zamiast bezwiednie poddawać się swoim automatycznym mechanizmom, może się pani nauczyć decydować: „Teraz potrzebuję mojej siły i dystansu” albo „Teraz jestem bezpieczna i mogę pozwolić sobie na bliskość”.
Tak myślę sobie, że może warto zadać sobie pytanie nie jak jest po drugiej stronie, ale czy byłaby Pani gotowa sprawdzić, jak to jest być dla siebie kimś dobrym, zamiast tylko kimś, kto musi przetrwać?
Życzę Pani wszystkiego dobrego!
Natalia Przybylska
Karolina Rzeszowska-Świgut
Dzień dobry, To, że boi się Pani terapii, jest zrozumiałe — przez lata kontrola i czujność były sposobem na przetrwanie, więc kontakt z bólem może teraz brzmieć jak utrata bezpieczeństwa. Jednocześnie to, że potrafi Pani to nazwać i widzi swoje mechanizmy, jest oznaką dużej świadomości i siły. Dobra wiadomość jest taka, że terapia nie musi oznaczać grzebania w wszystkim naraz: w terapii buduje się zmianę na zasobach i na małych, realnych, pozytywnych krokach, które da się zauważyć w codzienności. A fakt, że w relacji potrafiła Pani poczuć spokój i „motyle”, pokazuje, że bliskość jest możliwa — tylko potrzeba więcej bezpieczeństwa i łagodności, a nie walki ze sobą.
Agnieszka Włoszycka
Witam p.Jagodo,
Dziękujemy za wiadomość. Opisuje Pani swoje życie, historię ogromnego przetrwania...
Mechanizmy, które Pani w sobie rozpoznaje, nie powstały bez powodu, one chroniły Panią, gdy jako dziecko nie miała Pani wystarczającego bezpieczeństwa. Kontrola, czujność, empatia, koncentracja w stresie, siła i niezależność to nie fałszywa tożsamość, lecz adaptacja do bardzo trudnych warunków. Nic dziwnego, że terapia budzi w Pani lęk — dotyka ona miejsc, w których ta ochrona musiałaby na chwilę osłabnąć a ciało pamięta więcej niż rozum.
Doświadczenie spokoju i bliskości z osobą, której nie musiała Pani ratować, było dla Pani systemu czymś nowym i właśnie dlatego mógł pojawić się lęk oraz potrzeba kontroli, nie dlatego, że coś Pani zniszczyła, lecz dlatego, że bezpieczna relacja bywa dla osób po traumie najbardziej nieznanym doświadczeniem.
Terapia nie polega na odebraniu kontroli ani siły. Dobra (fachowa) terapia przywraca wybór, uczy regulować ból, zamiast w nim tonąć. Nie odbiera „głowy”, topniowo i bezpiecznie włącza ciało i nie jest skokiem w przepaść, lecz procesem, który można prowadzić we własnym tempie. Pytanie, czy lepiej pozostać w głowie, jest bardzo uczciwe. Czasem tak jest przez pewien czas a czasem przychodzi moment, gdy to już nie wystarcza, bo ciało i emocje domagają się ulgi. Fakt, że poczuła Pani ból w klatce piersiowej i złość tylko przez krótką chwilę, pokazuje jedno — Pani system już uczy się regulacji, nawet jeśli nie jest to jeszcze przez Panią w pełni zauważane.
Nie jest Pani „popsuta”. Jest Pani bardzo zmęczona byciem silną w samotności. To jest moment, w którym można przyjąć pomoc, bez utraty siebie.
Wszystkiego dobrego!
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka
Anna Kapelska
Dzień dobry Jagodo,
Dziękuję, że napisałaś. To wszystko, co przeżyłaś jest naznaczone ogromnym cierpieniem. Bardzo mi przykro, że przeżyłaś tak wiele bolesnych chwil a jako dziecko nie zaznałaś poczucia stabilności i bezpieczeństwa.
To, co dzieje się teraz u Ciebie, w Twoim ciele, to przełom. To pękanie grubej warstwy lodu, która Cię chroniła, żebyś mogła przetrwać. Żeby dać radę z tym, co wokół - z bólem, skrzywdzeniem, z ciągłym trwaniem w roli ratowniczki.
To, że teraz tak panicznie się boisz, też jest normalne. I - wbrew pozorom - to jest dobry znak. Ten strach też ma Cię ku czemuś prowadzić. Co wykluje się, gdy zrzucisz z siebie tę rolę? Siłaczki, ratującej?
Zobacz, Twoje ciało tak bardzo przywykło do 'znoszenia', że w tej bezpiecznej relacji, którą wreszcie - na szczęście - masz okazję doświadczać - coś się w Tobie buntuje. A buntuje się, bo tego nie zna. Bo nauczyło się sobie radzić - w zamrożeniu, w walce.
Wyjście z głowy do ciała to proces. Możesz się go bać. Będzie się rozmrażać. Będziesz CZUĆ. I to często nie będzie przyjemne. Ale zacznie Cię otwierać.
Głęboko wierzę, że odbycie terapii pomoże Ci, praca z ciałem pozwoli na odblokowanie tego, co uśpione,. co zepchnięte. Daj sobie na to szansę.
Znajdź dobrego terapeutę, który pracuje z traumą, z ciałem - wierzę, że to Ci pomoże, jeśli oczywiście poczujesz na to gotowość i odważysz się na ten krok. Pamiętaj też, że możesz iść powoli, w swoim rytmie, ku lepszemu życiu.
Tego Ci mocno życzę. Wszystkiego dobrego,
Anna Kapelska
Psycholog
Łukasz Dyłka
Rozumiem, dlaczego tak bardzo boisz się terapii. To, co opisujesz, nie jest słabością ani „rozpadaniem się”, tylko naturalną reakcją organizmu, który przez całe życie musiał być w gotowości, żeby przetrwać. Twoja siła, kontrola, empatia i samodzielność nie wzięły się znikąd – one uratowały Ci życie. I terapia nie ma ich zabrać.
To, co teraz czujesz, ten ból w klatce, ten lęk przed „utraceniem siebie”, to moment, w którym układ nerwowy po raz pierwszy próbuje poczuć coś bez pancerza. To boli, ale nie oznacza, że tracisz kontrolę. Oznacza, że zaczynasz czuć w bezpieczniejszy sposób, choć jeszcze bardzo nieznany.
Terapia traumy nie polega na natychmiastowym wracaniu do wszystkiego, co było. Dobra terapia idzie bardzo wolno, w Twoim tempie, z naciskiem na poczucie bezpieczeństwa, a nie na rozgrzebywanie bólu. Masz prawo się zatrzymać, zrobić krok w tył, a nawet powiedzieć „jeszcze nie teraz”.
Po drugiej stronie nie ma utraty tego, kim jesteś. Jest życie, w którym nie musisz cały czas być twarda i czujna. Możesz zachować swoją siłę, ale nie płacić za nią ciągłym napięciem i samotnością.
Nie musisz teraz podejmować żadnych decyzji. Wystarczy, że pozwolisz sobie wiedzieć, że ten lęk ma sens i że nie jesteś z nim sama. Jeśli będziesz chciała, pomoc może przyjść bardzo małymi krokami.
Piotr Ziomber
Pani Jagodo.
Strach przed terapią jest całkowicie zrozumiały i tak naprawdę wiele osób z traumą rozwojową czuje lęk przed zmianą, utratą kontroli lub bolesnymi wspomnieniami, ale terapia pomaga właśnie w regulacji tych emocji. To, co Pani opisuje jako swoją "siłę" i mechanizmy przystosowawcze, często jest skutkiem traumy, a terapia pozwala je przekształcić w autentyczną pewność siebie bez bólu. Opór wynika zwykle z obaw przed oceną, zaufaniem czy konfrontacją z przeszłością, jak w Pani przypadku z dzieciństwem i relacjami. Ból, który Pani czuje (np. w klatce piersiowej), to nic innego jak fizyczna reakcja na stłumione emocje. Terapia uczy je kontrolować, nie eliminując Pani tożsamości. Po terapii wiele osób doświadcza większej wolności: mniej czarnych scenariuszy, zdrowszych relacji i autentycznego spokoju.
W Pani przypadku skuteczna będzie terapia, np. EMDR lub CBT, przetwarza wspomnienia (jak z matką czy partnerami), zmniejszając ich wpływ na relacje i ciało, reguluje układ nerwowy, redukując zgrzytanie zębami, popuszczanie moczu w okresie nocnym czy hiperkoncentrację w stresie. te rodzaje terapii pomagają budować zaufanie i motyle w brzuchu bez autodestrukcji, a wiele osób odzyskuje kontrolę nad emocjami.
Jest jeszcze alternatywa na początek. Można zadzwonić na bezpłatną linię kryzysową 116 123 (pon-pt 14-22) na której specjaliści pomogą z bólem i pierwszym krokiem.
Warto też ćwiczyć oddech. Głęboki wdech na 4 sekundy, następnie wstrzymuje Pani na kolejne 4 sekundy, wydech 4 sekundy.
Pani wiadomość na forum jest pierwszym krokiem do zmiany po drugiej stronie bólu. Życzę zdrowia.
Zuzanna Szczepańska
To, co Pani opisuje, jest bardzo spójną historią rozwojową osoby, która od wczesnego dzieciństwa musiała przetrwać w świecie pełnym sprzecznych komunikatów: z jednej strony opieka, z drugiej przemoc, zawstydzanie i emocjonalna nieprzewidywalność. W takich warunkach dziecko nie rozwija się „naturalnie”, tylko adaptacyjnie – uczy się kontroli, nadczujności, czytania nastrojów, brania odpowiedzialności za innych i tłumienia własnych potrzeb, bo to zwiększa szanse na przetrwanie. To nie jest Pani wada ani „zepsucie”, tylko dowód ogromnej inteligencji psychicznej w trudnych warunkach. Lęk przed terapią jest tu absolutnie zrozumiały, bo terapia oznacza nie tylko ulgę, ale też utratę znanych mechanizmów obronnych, a dla układu nerwowego to bywa odbierane jak zagrożenie życia – nawet jeśli racjonalnie wiemy, że to pomoc. Ma Pani rację, że Pani siła, koncentracja, empatia i samokontrola są w dużej mierze efektem traumy, ale to nie znaczy, że po terapii „znikną” albo, że zostanie Pani bezbronna. Raczej zmieni się to, że nie będą uruchamiać się automatycznie kosztem Pani ciała i relacji. To, co wydarzyło się w tej nowej relacji, bardzo pasuje do schematu traumy więziowej: kiedy pojawia się spokój, bliskość i brak dramatu, uruchamia się lęk, bo układ nerwowy nie zna takiego stanu i zaczyna go interpretować jako coś podejrzanego, niestabilnego albo chwilowego, stąd czarne scenariusze, odpychanie, dysocjacja w rozmowie. Ból w klatce, złość trwająca kilka sekund, to reakcje somatyczne, nie „słabość” ani cofanie się, tylko sygnał, że dotyka Pani bardzo głębokich warstw doświadczeń. Terapia traumy jest powolna, oparta na poczuciu bezpieczeństwa i uczeniu się regulacji, a nie na „rozgrzebywaniu” wszystkiego naraz. To, że Pani się boi, nie znaczy, że nie jest gotowa – często oznacza dokładnie odwrotnie: że dotyka Pani miejsca, które naprawdę domaga się zaopiekowania, tym razem już nie w samotności.
Daria Składanowska
Dzień dobry,
to, co Pani opisuje, pokazuje ogrom bólu i doświadczeń, z którymi radziła sobie Pani przez całe życie — fakt, że potrafi Pani to zobaczyć i nazwać, świadczy o dużej świadomości, a nie o słabości. Lęk przed terapią jest bardzo zrozumiały: dotykanie starych ran może przerażać, szczególnie gdy przez lata przetrwanie opierało się na kontroli i „byciu silną”.
Terapia nie polega na odebraniu Pani tej siły ani rozebraniu Pani na części. Dobra terapia idzie w tempie, na które Pani się zgadza — nikt nie zmusza do wchodzenia w ból szybciej, niż Pani jest gotowa. Jej celem jest raczej to, żeby te mechanizmy przestały rządzić Pani życiem wbrew Pani woli, a Pani mogła mieć wybór.
Nie musi Pani przechodzić przez to sama. Zachęcam do kontaktu z psychologiem, terapeutą — nawet pierwsza, konsultacja może być tylko rozmową o lęku przed terapią. To już jest początek, który można zrobić bardzo łagodnie, w swoim tempie.
Życzę wszystkiego dobrego.
Składanowska Daria
Zobacz podobne
Ostatnie miesiące to koszmar. Wszystko wywróciło się do góry nogami, bo straciłam dom w wyniku pożaru. Zostałam z niczym, a towarzyszące mi uczucie straty i chaosu dosłownie mnie przytłacza. Mam napady lęku, które pojawiają się nagle i paraliżują mnie w codziennym życiu. Każda myśl o przyszłości wywołuje panikę, a wspomnienia z tamtego dnia wracają jak bumerang – mocne, bolesne, niechciane.
Próbuję poskładać życie na nowo, ale nie daje rady..

