Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Paniczny lęk przed terapią - jak trauma wpływa na moje życie i relacje?

Panicznie boje się terapii, przez całe moje życie a mam 37 lat, uważałam że muszę tylko wybaczyć matce i bedzie ok. Spisałam całe swoje życie. Przeczytałam to kilkanaście razy.. Ale poddałam się. Widzę jak wielki wpływ na mnie miało całe moje życie. Ale odpoczątku. Urodziłam sie w domu gdzie oboje rodzice byli niepełnosprawny, mama porażenie rąk, tata dziecięce porażenie mózgowe. Matka czytała mi bajki, kupowała lalki, karmiła z butelki do 7 roku życia, a kiedy miała zły dzień robiąc mi warkocza potrafiła chwycic nogami za warkocz i uderzać głową o podłogę, bo sie ruszyłam. Gdy mialam średnia 5.3 usłyszałam ze mogłam miec 5.4. Ciągle bylam za głupia i gorsza od innych. Długo sikałam do łóżka, wciąż zgrzytam na zębach. Później był chłopak alkoholik. Mąż uzależniony od narkotyków i alkoholu. Śmierć obojga rodziców. Pronienie. I wiele innych sytuacji, ale mam tylko 2000 znaków. Jakiś czas temu poznałam kogoś, osobę , której pierwszy raz nie musiałam ratować, bylo miło, spokojnie. Zależało nam na sobie. Pierwszy raz życiu poczułam motyle w brzuchu, i w końcu zrozumiałam o czym ludzie mówią. Poczułam cos w ciele. Ale oczywiście zepsułam to. Zaczęłam projektować przyszłość, snuć czarne scenariusze i odpychać go gdy on nie odpisal mi na wiadomość, a gdy on chciał porozmawiać bylam całkowicie nie obecną podczas tej rozmowy. I dlaczego się boje terapii? Bo czuje ból jakiego dawno nie czułam. Nie potrafię go kontrolować. I dochodzę do wniosku, że moja super koncentracja podczas stresu, moja empatia, moja kontrola emocji, moja siła, niezależność cała moja tożsamość to wszystko jest wynikiem traumy, przystosowania się. Przeraża mnie to z jednej strony ze mam mechanizmy ktorych nie umiem powstrzymac choc świadomie wiem że istnieją i doskonale je rozumiem, a z drugiej strony, jak jest po drugiej stronie? Czy lepiej miec kontrolę i zostać w głowie? Przeraziłam sie gdy przeczytałam wiadomosc od tej osoby, ze niewidzi nadzieji na naprawę, poczułam ból w klatce i zły, ale tylko na10s
User Forum

Jagoda

3 miesiące temu
Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Pani Jogodo, to, co Pani opisała, to świadectwo ogromnej siły przetrwania, ale też wielkiego bólu, który przez lata musiał być zamrożony, aby mogła Pani funkcjonować. Nic dziwnego, że panicznie boi się Pani terapii – przez 37 lat Pani tożsamość opierała się na kontroli i byciu „siłaczką”. Myśl o porzuceniu tych mechanizmów wydaje się Pani końcem świata, bo nie wie Pani, kim jest bez swojej zbroi. Jednak to, co stało się w relacji z mężczyzną, którego nie musiała Pani ratować, pokazuje, że te stare mechanizmy, które kiedyś Panią chroniły przed agresją matki czy partnerów, dziś stają się przeszkodą w przeżywaniu szczęścia. Pani umysł, czując „motyle w brzuchu” i spokój, paradoksalnie uznał to za stan zagrożenia, bo spokój jest dla Pani czymś nieznanym, a więc niebezpiecznym.

Terapia nie polega na zabraniu Pani siły czy empatii, ale na tym, by przestały one być przymusem, a stały się wolnym wyborem. Ból, który poczuła Pani w klatce piersiowej, to sygnał od ciała, że „głowa” już nie wystarcza do radzenia sobie z emocjami. Po drugiej stronie terapii nie czeka utrata kontroli, ale wolność od konieczności ciągłego przewidywania czarnych scenariuszy. Profesjonalny terapeuta pomoże Pani poradzić sobie z tą sytuację. Proszę być dobrej myśl.

Bożena Nagórska

3 miesiące temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Karolina Bogusz

Karolina Bogusz

Dzień dobry Pani Jagodo,

To, co nazywa Pani „mechanizmami” w pewnym momencie uratowało Pani życie. Ciągła kontrola, analiza, odcinanie emocji to adaptacje do dzieciństwa, w którym miłość mieszała się z przemocą i brakiem bezpieczeństwa. Pani ciało nauczyło się, że bliskość jest zagrożeniem.

Ta relacja, którą Pani opisuje uruchomiła coś nowego: spokój, motyle, czucie w ciele. Dla układu nerwowego po traumie nowość = alarm. Te mechanizmy, które wcześniej Panią chroniły, tym razem nie pozwoliły drugiej osobie się zbliżyć. 

Samo posiadanie wiedzy o mechanizmach to początek zmiany, jest to krok potrzebny, ale nie wystarczający żeby stawić czoło swoim schematom. 

Terapia może Panią przerażać, bo oznacza czucie, na które bardzo długo nie mogła Pani sobie na to pozwolić. To normalne. Dobra terapia nie zalewa bólem, najpierw uczy regulacji i idzie w Twoim tempie. Nie odbiera kontroli, tylko pomaga ją odzyskać w zdrowszy sposób.
Mam nadzieję że znajdzie Pani dla siebie odpowiedni sposób, aby o siebie zadbać. Życzę wszystkiego dobrego!

 

3 miesiące temu
Zuzanna Barełkowska-Wamberska

Zuzanna Barełkowska-Wamberska

Pani Jagodo, dziękuję za podzielenie się swoją historią. Widać, że przez większość życia funkcjonowała Pani w warunkach chronicznego zagrożenia emocjonalnego i braku bezpiecznego dorosłego. Dziecko, które doświadcza przemocy, uczy się skrajnej czujności, kontrolowania ciała i tłumienia emocji, bo to pozwala przetrwać. Te strategie mogą dawać siłę, poczucie kontroli i pozwalają działać w stresie, ale ich ceną jest odłączenie od siebie i trudność funkcjonowania w relacjach. Bliskość i spokój, które odczuła Pani w nowej relacji zostały odebrane jako zagrażające. Myśl o terapii może być przerażająca, bo w założeniu dotyka ona tego, czego nie dopuszczała Pani do siebie przez te wszystkie lata. Dobra terapia nie polega na odebraniu kontroli ani doprowadzeniu do rozpadu, tylko na stopniowym poszerzaniu zakresu bezpieczeństwa, uczeniu się  regulacji emocji i dopuszczania do siebie uczuć. Na terapii dąży się do uzyskania większej elastyczności, czyli możliwości bycia silną wtedy, gdy trzeba i wrażliwą wtedy, gdy jest to bezpieczne. Mam nadzieję, że trafi Pani na odpowiednia osobę, ktora przeprowadzi Panią przez ten proces.

Zuzanna Barełkowska-Wamberska

Psycholog

3 miesiące temu
Natalia Przybylska

Natalia Przybylska

Dzień dobry. To, co Pani opisała, jest niezwykle poruszającym świadectwem Pani siły i przetrwania. Chciałbym odnieść się bezpośrednio do Pani lęku przed terapią, bo jest on całkowicie zrozumiały, nic dziwnego, że boi się Pani stracić to, co pozwoliło Pani przeżyć.

Jako psycholog pracujący w nurcie CBT, chciałbym Pani troszeczkę odczarować terapię i pokazać, czym terapia jest, a czym nie jest.

Po pierwsze terapia to nie „naprawianie”. Nie jest Pani zepsutym przedmiotem, który trzeba zreperować. Jest Pani człowiekiem, który wykształcił niezwykle skuteczne systemy które miały panią obronić w skrajnie trudnych warunkach. Terapia to proces zrozumienia i akceptacji tych mechanizmów, a nie ich usuwania siłą.

Idąc dalej - trauma nas tworzy, ale nie definiuje.  To prawda, że pani tożsamość, to jaka pani jest, pani siła, empatia, niezależność, wykuły się w ogniu trudnych doświadczeń. Jednak nie jest pani swoją traumą. Jest pani kimś, kto przetrwał, a mechanizmy, które pani posiada, to pani zasoby. Superkoncentracja w stresie to potężne narzędzie, o ile to pani decyduje, kiedy go użyć, zamiast być przez nie kontrolowaną.

Warto pamiętać, że każdy kij ma dwa końce… i te same mechanizmy, które dziś panią przerażają (jak odpychanie bliskiej osoby, by uniknąć odrzucenia), kiedyś ratowały panią przed bólem w relacji z matką czy mężem. One nie są „złe” tylko działają trochę jak automat i włączają się nawet gdy nie ma zagrożenia. Zrozumienie dlaczego te automaty się włączają jest pierwszym krokiem do wybrania innej, bardziej efektywnej obecnie reakcji.

Pani obawa, że po terapii nie będzie już pani „sobą”, często pojawia się u pacjentów. Tymczasem terapia nie odbierze Pani siły ani kontroli. W zasadzie może wydarzyć się coś zupełnie przeciwnego. Zamiast bezwiednie poddawać się swoim automatycznym mechanizmom, może się pani nauczyć decydować: „Teraz potrzebuję mojej siły i dystansu” albo „Teraz jestem bezpieczna i mogę pozwolić sobie na bliskość”. 
Tak myślę sobie, że może warto zadać sobie pytanie nie jak jest po drugiej stronie, ale czy byłaby Pani gotowa sprawdzić, jak to jest być dla siebie kimś dobrym, zamiast tylko kimś, kto musi przetrwać?


Życzę Pani wszystkiego dobrego! 
Natalia Przybylska 

3 miesiące temu
Karolina Rzeszowska-Świgut

Karolina Rzeszowska-Świgut

Dzień dobry, To, że boi się Pani terapii, jest zrozumiałe — przez lata kontrola i czujność były sposobem na przetrwanie, więc kontakt z bólem może teraz brzmieć jak utrata bezpieczeństwa. Jednocześnie to, że potrafi Pani to nazwać i widzi swoje mechanizmy, jest oznaką dużej świadomości i siły. Dobra wiadomość jest taka, że terapia nie musi oznaczać grzebania w wszystkim naraz: w terapii buduje się zmianę na zasobach i na małych, realnych, pozytywnych krokach, które da się zauważyć w codzienności. A fakt, że w relacji potrafiła Pani poczuć spokój i „motyle”, pokazuje, że bliskość jest możliwa — tylko potrzeba więcej bezpieczeństwa i łagodności, a nie walki ze sobą.

3 miesiące temu
Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Witam p.Jagodo,

 

Dziękujemy za wiadomość. Opisuje Pani swoje życie, historię ogromnego przetrwania...

Mechanizmy, które Pani w sobie rozpoznaje, nie powstały bez powodu, one chroniły Panią, gdy jako dziecko nie miała Pani wystarczającego bezpieczeństwa. Kontrola, czujność, empatia, koncentracja w stresie, siła i niezależność to nie fałszywa tożsamość, lecz adaptacja do bardzo trudnych warunków. Nic dziwnego, że terapia budzi w Pani lęk — dotyka ona miejsc, w których ta ochrona musiałaby na chwilę osłabnąć a ciało pamięta więcej niż rozum.

Doświadczenie spokoju i bliskości z osobą, której nie musiała Pani ratować, było dla Pani systemu czymś nowym i właśnie dlatego mógł pojawić się lęk oraz potrzeba kontroli, nie dlatego, że coś Pani zniszczyła, lecz dlatego, że bezpieczna relacja bywa dla osób po traumie najbardziej nieznanym doświadczeniem.

Terapia nie polega na odebraniu kontroli ani siły. Dobra (fachowa) terapia przywraca wybór, uczy regulować ból, zamiast w nim tonąć. Nie odbiera „głowy”, topniowo i bezpiecznie włącza ciało i nie jest skokiem w przepaść, lecz procesem, który można prowadzić we własnym tempie. Pytanie, czy lepiej pozostać w głowie, jest bardzo uczciwe. Czasem tak jest przez pewien czas a czasem przychodzi moment, gdy to już nie wystarcza, bo ciało i emocje domagają się ulgi. Fakt, że poczuła Pani ból w klatce piersiowej i złość tylko przez krótką chwilę, pokazuje jedno — Pani system już uczy się regulacji, nawet jeśli nie jest to jeszcze przez Panią w pełni zauważane.

Nie jest Pani „popsuta”. Jest Pani bardzo zmęczona byciem silną w samotności. To jest moment, w którym można przyjąć pomoc, bez utraty siebie.

 

Wszystkiego dobrego!

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

 

3 miesiące temu
Anna Kapelska

Anna Kapelska

Dzień dobry Jagodo, 

Dziękuję, że napisałaś. To wszystko, co przeżyłaś jest naznaczone ogromnym cierpieniem. Bardzo mi przykro, że przeżyłaś tak wiele bolesnych chwil a jako dziecko nie zaznałaś poczucia stabilności i bezpieczeństwa. 

 

To, co dzieje się teraz u Ciebie, w Twoim ciele, to przełom. To pękanie grubej warstwy lodu, która Cię chroniła, żebyś mogła przetrwać. Żeby dać radę z tym, co wokół - z bólem, skrzywdzeniem, z ciągłym trwaniem w roli ratowniczki. 

 

To, że teraz tak panicznie się boisz, też jest normalne. I - wbrew pozorom - to jest dobry znak. Ten strach też ma Cię ku czemuś prowadzić. Co wykluje się, gdy zrzucisz z siebie tę rolę? Siłaczki, ratującej?

Zobacz, Twoje ciało tak bardzo przywykło do 'znoszenia', że w tej bezpiecznej relacji, którą wreszcie - na szczęście - masz okazję doświadczać - coś się w Tobie buntuje. A buntuje się, bo tego nie zna. Bo nauczyło się sobie radzić - w zamrożeniu, w walce. 

 

Wyjście z głowy do ciała to proces. Możesz się go bać. Będzie się rozmrażać. Będziesz CZUĆ. I to często nie będzie przyjemne. Ale zacznie Cię otwierać. 

Głęboko wierzę, że odbycie terapii pomoże Ci, praca z ciałem pozwoli na odblokowanie tego, co uśpione,. co zepchnięte. Daj sobie na to szansę. 

Znajdź dobrego terapeutę, który pracuje z traumą, z ciałem - wierzę, że to Ci pomoże, jeśli oczywiście poczujesz na to gotowość i odważysz się na ten krok. Pamiętaj też, że możesz iść powoli, w swoim rytmie, ku lepszemu życiu.

Tego Ci mocno życzę. Wszystkiego dobrego,

 

Anna Kapelska

Psycholog

3 miesiące temu
Łukasz Dyłka

Łukasz Dyłka

Rozumiem, dlaczego tak bardzo boisz się terapii. To, co opisujesz, nie jest słabością ani „rozpadaniem się”, tylko naturalną reakcją organizmu, który przez całe życie musiał być w gotowości, żeby przetrwać. Twoja siła, kontrola, empatia i samodzielność nie wzięły się znikąd – one uratowały Ci życie. I terapia nie ma ich zabrać.

To, co teraz czujesz, ten ból w klatce, ten lęk przed „utraceniem siebie”, to moment, w którym układ nerwowy po raz pierwszy próbuje poczuć coś bez pancerza. To boli, ale nie oznacza, że tracisz kontrolę. Oznacza, że zaczynasz czuć w bezpieczniejszy sposób, choć jeszcze bardzo nieznany.

Terapia traumy nie polega na natychmiastowym wracaniu do wszystkiego, co było. Dobra terapia idzie bardzo wolno, w Twoim tempie, z naciskiem na poczucie bezpieczeństwa, a nie na rozgrzebywanie bólu. Masz prawo się zatrzymać, zrobić krok w tył, a nawet powiedzieć „jeszcze nie teraz”.

Po drugiej stronie nie ma utraty tego, kim jesteś. Jest życie, w którym nie musisz cały czas być twarda i czujna. Możesz zachować swoją siłę, ale nie płacić za nią ciągłym napięciem i samotnością.

Nie musisz teraz podejmować żadnych decyzji. Wystarczy, że pozwolisz sobie wiedzieć, że ten lęk ma sens i że nie jesteś z nim sama. Jeśli będziesz chciała, pomoc może przyjść bardzo małymi krokami.

3 miesiące temu
Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

  Pani Jagodo.

 

  Strach przed terapią jest całkowicie zrozumiały i tak naprawdę wiele osób z traumą rozwojową czuje lęk przed zmianą, utratą kontroli lub bolesnymi wspomnieniami, ale terapia pomaga właśnie w regulacji tych emocji. To, co Pani opisuje jako swoją "siłę" i mechanizmy przystosowawcze, często jest skutkiem traumy, a terapia pozwala je przekształcić w autentyczną pewność siebie bez bólu. Opór wynika zwykle z obaw przed oceną, zaufaniem czy konfrontacją z przeszłością, jak w Pani przypadku z dzieciństwem i relacjami. Ból, który Pani czuje (np. w klatce piersiowej), to nic innego jak fizyczna reakcja na stłumione emocje. Terapia uczy je kontrolować, nie eliminując Pani tożsamości. Po terapii wiele osób doświadcza większej wolności: mniej czarnych scenariuszy, zdrowszych relacji i autentycznego spokoju.

  W Pani przypadku skuteczna będzie  terapia, np. EMDR lub CBT, przetwarza wspomnienia (jak z matką czy partnerami), zmniejszając ich wpływ na relacje i ciało,  reguluje układ nerwowy, redukując zgrzytanie zębami, popuszczanie moczu w okresie nocnym czy hiperkoncentrację w stresie.​  te rodzaje terapii pomagają budować zaufanie i motyle w brzuchu bez autodestrukcji, a wiele osób odzyskuje kontrolę nad emocjami.​

 Jest jeszcze alternatywa na początek. Można zadzwonić  na bezpłatną linię kryzysową 116 123 (pon-pt 14-22) na której specjaliści pomogą z bólem i pierwszym krokiem.

 Warto też ćwiczyć oddech. Głęboki wdech na 4 sekundy, następnie wstrzymuje Pani na kolejne  4 sekundy, wydech 4 sekundy. 

Pani wiadomość na forum jest pierwszym  krokiem do zmiany po drugiej stronie bólu.​ Życzę zdrowia.

 

 

 

3 miesiące temu
Zuzanna Szczepańska

Zuzanna Szczepańska

To, co Pani opisuje, jest bardzo spójną historią rozwojową osoby, która od wczesnego dzieciństwa musiała przetrwać w świecie pełnym sprzecznych komunikatów: z jednej strony opieka, z drugiej przemoc, zawstydzanie i emocjonalna nieprzewidywalność. W takich warunkach dziecko nie rozwija się „naturalnie”, tylko adaptacyjnie – uczy się kontroli, nadczujności, czytania nastrojów, brania odpowiedzialności za innych i tłumienia własnych potrzeb, bo to zwiększa szanse na przetrwanie. To nie jest Pani wada ani „zepsucie”, tylko dowód ogromnej inteligencji psychicznej w trudnych warunkach. Lęk przed terapią jest tu absolutnie zrozumiały, bo terapia oznacza nie tylko ulgę, ale też utratę znanych mechanizmów obronnych, a dla układu nerwowego to bywa odbierane jak zagrożenie życia – nawet jeśli racjonalnie wiemy, że to pomoc. Ma Pani rację, że Pani siła, koncentracja, empatia i samokontrola są w dużej mierze efektem traumy, ale to nie znaczy, że po terapii „znikną” albo, że zostanie Pani bezbronna. Raczej zmieni się to, że nie będą uruchamiać się automatycznie kosztem Pani ciała i relacji. To, co wydarzyło się w tej nowej relacji, bardzo pasuje do schematu traumy więziowej: kiedy pojawia się spokój, bliskość i brak dramatu, uruchamia się lęk, bo układ nerwowy nie zna takiego stanu i zaczyna go interpretować jako coś podejrzanego, niestabilnego albo chwilowego, stąd czarne scenariusze, odpychanie, dysocjacja w rozmowie. Ból w klatce, złość trwająca kilka sekund, to reakcje somatyczne, nie „słabość” ani cofanie się, tylko sygnał, że dotyka Pani bardzo głębokich warstw doświadczeń. Terapia traumy jest powolna, oparta na poczuciu bezpieczeństwa i uczeniu się regulacji, a nie na „rozgrzebywaniu” wszystkiego naraz. To, że Pani się boi, nie znaczy, że nie jest gotowa – często oznacza dokładnie odwrotnie: że dotyka Pani miejsca, które naprawdę domaga się zaopiekowania, tym razem już nie w samotności.

2 miesiące temu
Daria Składanowska

Daria Składanowska

Dzień dobry,


to, co Pani opisuje, pokazuje ogrom bólu i doświadczeń, z którymi radziła sobie Pani przez całe życie — fakt, że potrafi Pani to zobaczyć i nazwać, świadczy o dużej świadomości, a nie o słabości. Lęk przed terapią jest bardzo zrozumiały: dotykanie starych ran może przerażać, szczególnie gdy przez lata przetrwanie opierało się na kontroli i „byciu silną”.

Terapia nie polega na odebraniu Pani tej siły ani rozebraniu Pani na części. Dobra terapia idzie w tempie, na które Pani się zgadza — nikt nie zmusza do wchodzenia w ból szybciej, niż Pani jest gotowa. Jej celem jest raczej to, żeby te mechanizmy przestały rządzić Pani życiem wbrew Pani woli, a Pani mogła mieć wybór.

Nie musi Pani przechodzić przez to sama. Zachęcam do kontaktu z psychologiem, terapeutą — nawet pierwsza, konsultacja może być tylko rozmową o lęku przed terapią. To już jest początek, który można zrobić bardzo łagodnie, w swoim tempie.

 

Życzę wszystkiego dobrego.

Składanowska Daria

 

2 miesiące temu
kryzys

Czy doświadczasz kryzysu psychicznego?

Zobacz podobne

Nie mogę się pozbierać po psychoterapii - czy mogła mi zaszkodzić?

Czy Psychoterapia może zaszkodzić pacjentowi? 

bo wiem, że bywają niemili, przez co pacjent cierpi i wcale nie terapeuci przypadkowi, tylko z certyfikatami. Ja po wielu latach się pozbierać nie mogę i żałuje, że się na to zdecydowałem

TW. Myśli samobójcze Jak radzić sobie z myślami samobójczymi i nienawiścią do siebie po trudnych doświadczeniach życiowych?

TW. Myśli samobójcze

 

Witam mam 27 lat, chciałbym prosić o pomoc z tym, z czym codziennie walczę. Wszystko zaczęło się jak miałem 16 lat, byłem świadkiem, jak moja mam próbowała sobie odebrać życie. Wiele razy to robiła, raz nawet musiałem jej odebrać nóż z ręki, żeby sobie krzywdy nie zrobiła nim, choć i tak wiele razy była w szpitalu przez próby samobójcze. 

Mam złe wspomnienia, jak byłem mały, wiele razy uciekałem z domu, bo nie chciałem być w nim i przebywać. W szkole wcale nie miałem lepiej, dokuczali mi, w zawodówce w pierwszej klasie nie zliczę, ile razy płakałem, ale potrafiłem się wziąć w garść, pomogły mi ćwiczenia siłowe, potem spotkałem pierwszą miłość - dziewczynę, której zależało na mnie, lecz nie potrafiłem tego docenić i straciłem ją. Wtedy się to zaczęło, zacząłem czuć taki ból, odrazę do siebie i była pierwsza próba samobójcza jak miałem 18 lat. Wziąłem tabletki mamy przepisane przez jej psychiatrę, popiłem je, przeleżałem na łóżku 2 dni, nie mogłem się podnieść, ruszyć, zablokowało mi mocz i wylądowałem w szpitalu po nich. 

Potem była 2 próba samobójcza, tym razem się ciąłem nożem, lecz niestety moi rodzice zadzwonili po karetkę i wylądowałem na szyciu. Nie potrafiłem sobie z tym poradzić, dopóki nie trafiłem za 5 razem do szpitala psychiatrycznego.

Wysłany ze szpitala, tam spotkałem drugą dziewczynę, z którą byłem i spędziłem najlepszy czas i znowu odżyłem dzięki niej, lecz niestety mnie zostawiła i znowu zacząłem się czuć jak nic niewart i znowu próbowałem się zabić, bo nie dałem sobie rady z tak silnym bólem i wylądowałem w szpitalu psychiatrycznym kolej raz, rok temu. Rozmawiałem z wieloma psychologami i psychiatrami, lecz nikt nie był w stanie do mnie dotrzeć, żaden lek mi nie pomagał. Na rękach mam wiele blizn po wielu próbach, każda z nich oznacza to, czego żałuje. 

Ciężko mi zasnąć, żyje marzeniami i najgorsze jest to, że ten ból znowu wraca i dalej powróciły myśli, żeby popełnić samobójstwo. Czuję do siebie tak silną nienawiść, nie mogę patrzeć nawet na siebie w lustrze, bo się brzydzę siebie.

Mam duże długi w kredytach, straciłem prace przez próby samobójcze, bo nie chciałem chodzić, bo bałem się, że ktoś zobaczy co się ze mną dzieje. W domu mało co rozmawiam, unikam rozmów z rodzicami, tak jakbym się zamykał w sobie. Prosiłbym o pomoc. 

W papierach mam wpisane ze szpitali F28-inne nieorganiczne zaburzenia psychotyczne, I10-samoistne (pierwotne) nadciśnienie ,F43.8 -Inne reakcje na ciężki stres, F60.9-Zaburzenia osobowości BNO. Moja mama ma schizofrenię, nie wiem, czy ja to mam, ale depresje na pewno. Czuję w sobie taki ogromny ból i nienawiść do siebie samego. Prosiłbym o pomoc, rozmowę

Wychodzę z toksycznej relacji, towarzyszy mu poczucie pustki - jak sobie pomóc? Czy to normalne?
Wychodzę z toksycznej relacji z przewagą przemocy psychicznej, jestem DDA. Od 6 miesięcy nie mieszkam z partnerem, mam momenty, że strasznie brakuje mi obecności mężczyzny i potrzebuję przytulenia, a w momencie, gdy w filmie są romantyczne sceny to płaczę z uczuciem braku. Czy to może świadczyć o niedojrzałości emocjonalnej lub nie przepracowanym elemencie z dda? Czy raczej jest to całkowicie normalne i nie mam czym się martwić?
Dzień dobry, poszukuję psychoterapeuty z Krakowa (nastawiam się raczej na wizyty stacjonarne)
Dzień dobry, poszukuję psychoterapeuty z Krakowa (nastawiam się raczej na wizyty stacjonarne), mam jednak problem z wyborem nurtu i docelowo konkretnej osoby. Czytałam o tym, że teoretycznie nurt jest sprawą drugorzędną, a ważniejsza jest relacja terapeutyczna, ale czy w takim razie wybór powinien opierać się na metodzie prób i błędów? Jestem mocno zdeterminowana do pracy nad sobą i trochę deprymuje mnie fakt, że mogę zmarnować sporo czasu i pieniędzy szukając odpowiedniej osoby. Czy istnieją jakieś czynniki, które mogą ułatwić wybór? Zmagam się z zaburzeniami lękowymi, permanentnym stresem, objawami psychosomatycznymi, fobiami, bardzo niską samooceną, jestem DDA i WWO. Chciałabym przepracować przebyte traumy i trudne sytuacje z dzieciństwa, mam silną potrzebę porozmawiania o tym, przeanalizowania i przede wszystkim uwolnienia się od powracających myśli związanych z przeszłością. Jednocześnie chciałabym popracować nad samorozwojem, pozbyciem się wszelkiej maści lęków, które zdominowały moje życie i zbudowaniem pewności siebie. Wydaje mi się, że terapia w podejściu integratywnym mogłaby mieć sens w moim przypadku - czy tak jest rzeczywiście? Będę wdzięczna za wszelkie sugestie.
W lipcu wyprowadzilam sie z domu rodzinnego, co bylo dla mnie bardzo cięzkim i trudnym przezyciem poniewaz bardzo jestem przywiazana do matki. W sierpniu moja mama dostala wyniki badan ktore sugerowaly raka jelita grubego. Czas badan, wizyt u lekarzy i czekanie na wynik byl trudny. Okazalo sie,ze sa juz przerzuty do pluc i watroby. Nie nadaje sie do operacji. Od grudnia zaczynamy chemioterapie paliatywna. Boje sie,ze sama sobie z tym wszystkim nie poradze, nie bede potrafila byc przy niej i okazac jej wsparcia. Gdzie szukac pomocy?
Rozwój osobisty

Rozwój osobisty - jak skutecznie rozwijać siebie i osiągać cele

Chcesz skutecznie rozwijać siebie i osiągać cele? Poznaj kluczowe aspekty rozwoju osobistego, które pomogą Ci w realizacji Twoich ambicji. Dowiedz się, jak wykorzystać swój potencjał i stać się najlepszą wersją siebie!