Bożena Nagórska
Pani Jogodo, to, co Pani opisała, to świadectwo ogromnej siły przetrwania, ale też wielkiego bólu, który przez lata musiał być zamrożony, aby mogła Pani funkcjonować. Nic dziwnego, że panicznie boi się Pani terapii – przez 37 lat Pani tożsamość opierała się na kontroli i byciu „siłaczką”. Myśl o porzuceniu tych mechanizmów wydaje się Pani końcem świata, bo nie wie Pani, kim jest bez swojej zbroi. Jednak to, co stało się w relacji z mężczyzną, którego nie musiała Pani ratować, pokazuje, że te stare mechanizmy, które kiedyś Panią chroniły przed agresją matki czy partnerów, dziś stają się przeszkodą w przeżywaniu szczęścia. Pani umysł, czując „motyle w brzuchu” i spokój, paradoksalnie uznał to za stan zagrożenia, bo spokój jest dla Pani czymś nieznanym, a więc niebezpiecznym.
Terapia nie polega na zabraniu Pani siły czy empatii, ale na tym, by przestały one być przymusem, a stały się wolnym wyborem. Ból, który poczuła Pani w klatce piersiowej, to sygnał od ciała, że „głowa” już nie wystarcza do radzenia sobie z emocjami. Po drugiej stronie terapii nie czeka utrata kontroli, ale wolność od konieczności ciągłego przewidywania czarnych scenariuszy. Profesjonalny terapeuta pomoże Pani poradzić sobie z tą sytuację. Proszę być dobrej myśl.
Bożena Nagórska















