
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, zaburzenia nastroju, związki i relacje
- Utknęłam w związku...
Utknęłam w związku bez zaangażowania i podziału obowiązków – jak sobie z tym poradzić?
Natalia
Kinga Osmulska
Dzień dobry,
to, co Pani opisuje, brzmi jak narastające zmęczenie i poczucie, że jest Pani w relacji, w której daje Pani dużo, a niewiele się zmienia. I że mimo rozmów nadal jest Pani w tym sama. Z jednej strony jest potrzeba wspólnego życia „do przodu” – zaangażowania, współodpowiedzialności, może myślenia o przyszłości. Z drugiej – codzienność, w której większość obowiązków spada na Panią, a jego funkcjonowanie się nie zmienia.
Nic dziwnego, że pojawia się złość, a potem nawet coś w rodzaju niechęci czy „nienawiści” – to często sygnał długotrwałego przeciążenia i niesłyszenia. Pisze Pani też coś bardzo ważnego:
że próbowała Pani rozmawiać, prosić, nawet mówić o rozstaniu – i to nie przynosi trwałej zmiany.
To może budzić poczucie, jakby mówiła Pani „do ściany”. W takiej sytuacji pojawia się trudne napięcie między tym: czy dalej próbować coś zmieniać w relacji, czy bardziej skupić się na sobie i swoich granicach.
To, że czuje Pani „to już za dużo”, jest ważnym sygnałem od Pani samej.
Pozdrawiam
Kinga Osmulska
Psycholog, Psychoterapeutka
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Agnieszka Włoszycka
Witam Pani Natalio,
Myślę, że jest Pani już na granicy...nie z powodu jednej rzeczy, tylko długotrwałego braku zmiany i poczucia bycia samej w tej relacji.Według mnie ważne jest tu przejście z „mówienia i proszenia” do konkretu i decyzji:jasno określić, czego Pani potrzebuje (np. podział obowiązków + rozmowa o przyszłości w konkretnym czasie),i co się stanie, jeśli to się nie wydarzy (np. wyprowadzka), bo teraz on nie zmienia się, bo realnie nic się nie zmienia - poza Pani zmęczeniem.
Chciałabym zapytać co byłoby dla Pani pierwszym małym sygnałem, że to idzie w dobrą stronę? Jeśli tego nie ma, to też jest odpowiedź.To nie jest już kwestia tłumaczenia, tylko sprawdzenia, czy on w ogóle chce współtworzyć tę relację tak, jak Pani potrzebuje.
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka
Dominika Winciorek
Brzmi, jakbyś była już naprawdę bardzo zmęczona, nie tylko obowiązkami, ale też tym, że mówisz i nic się nie zmienia. To naturalne, że pojawia się złość i wybuchy, to sygnał przeciążenia, nie "Twojej winy"
Widzę, że jasno wiesz, czego potrzebujesz: więcej partnerstwa i zaangażowania. I jednocześnie to już było komunikowane. Dalej zmiana jest po jego stronie, nie da się jej wyprosić.
Możesz spróbować dwóch kroków: bardzo konkretnie nazwać, co dokładnie musiałoby się zmienić, żebyś poczuła ulgę i równie ważne: co zrobisz, jeśli to się nie wydarzy.
Nie jako groźba, tylko decyzja dla siebie.
Zatrzymaj się też na chwilę: czy są jeszcze momenty, kiedy jest choć trochę lepiej? jeśli tak, co wtedy jest inne?
A jeśli ich już prawie nie ma to też jest ważna odpowiedź.
To nie jest tylko pytanie, jak zmienić jego, to jest pytanie: na co Ty chcesz się dalej godzić w swoim życiu.
Martyna Fiołek-Belgrau
Droga Natalko,
To, co opisujesz, brzmi jak duże zmęczenie, frustracja i poczucie bycia niedocenioną w relacji. Mam wrażenie, że możesz czuć się przeciążona codziennością, a jednocześnie niesłyszana w tym, co jest dla Ciebie ważne. Nic dziwnego, że pojawia się w Tobie złość i potrzeba zmiany.
Może najpierw przyjrzyjmy się sytuacji w Waszej relacji według Twojego opisu:
Po pierwsze: odczuwasz brak równowagi w obowiązkach-dźwigasz ich więcej. Pomimo zakomunikowania tego partnerowi, nie zmienia się w konsekwencji nic.
Po drugie: brak wspólnej wizji przyszłości-chciałabyś podjąć kroki, a czujesz, że stoicie w miejscu, co zdaje się partnerowi odpowiada. To może powodować u Ciebie wątpliwości co do sensu kontynuowania Waszej wspólnej relacji.
Po trzecie: podejmujesz rozmowę, by coś z tym zrobić, jednak reakcja drugiej strony jest jedynie chwilowa, brakuje w niej realnej zmiany. Chwilowa zmiana daje Ci złudną nadzieję, po czym gdy sytuacja wraca do poprzedniego schematu, pojawia się u Ciebie ponownie złość i bezradność.
Na ten moment myślę, że warto podjąć asertywną komunikację, taką z zachowaniem swoich granic. Zanim jednak ją podejmiesz, warto zadać sobie pytanie na temat Waszej relacji. Między innymi: czy ja naprawdę rozumiem jego perspektywę? Warto to sprawdzić, oczywiście nie unieważniając w tym własnych potrzeb. Poznanie jednak perspektywy drugiej strony daje nam wiele informacji na temat tego jak sytuację widzi druga strona i czy rzeczywiście Wasze cele się nie pokrywają, czy jest to wynik osobnych potrzeb w życiu na dany moment, co nie oznacza, że na zawsze. Warto więc, jeśli tego nie zrobiłaś, zapytać go jak widzi Waszą przyszłość, jak wyobraża sobie podział obowiązków, co sprawia, że nie angażuje się bardziej w życie domowe? Warto poznać jego perspektywę, ale nie po to, żeby się bardziej dostosować kosztem siebie, tylko po to, żeby świadomie podjąć decyzję: czy to jest relacja, która może się zmienić, czy nie.
Jeżeli jednak masz taką rozmowę za sobą i czujesz, że utwierdza Cię w przekonaniu, że nic się nie zmieni warto podjąć stanowczą asertywną komunikację. Pomocna może być tu struktura:
1. fakty zamiast ocen („od wielu tygodni o tym rozmawiamy” zamiast „nigdy mnie nie słuchasz”),
2. uczucia („czuję zmęczenie i frustrację”),
3. potrzeby („potrzebuję partnerstwa i wsparcia”),
4. konkretna prośba („chcę, żebyś robił X, Y, Z”).
5. konsekwencja („Jeśli to się nie zmieni w najbliższym czasie, będę musiała podjąć decyzję o ... ”)
Taka komunikacja nie ma na celu wywierania presji, ale zadbanie o siebie i swoje granice.
Warto też pamiętać, że jeśli sytuacja długo się nie zmienia, możesz rozważyć, jakie konkretne kroki będą dla Ciebie wspierające i konsekwentnie je realizować w wyznaczonym przez Ciebie czasie (punkt 5)-tak, abyś nie pozostawała w miejscu, które jest dla Ciebie obciążające.
Twoje potrzeby dotyczące partnerstwa, zaangażowania i wspólnego kierunku są naturalne i ważne. Masz prawo je wyrażać i brać je pod uwagę przy podejmowaniu decyzji o swojej relacji.
Trzymam za Ciebie kciuki i zachęcam Cię do podejmowania decyzji w zgodzie ze sobą!
Martyna Fiołek-Belgrau
Psycholog
Bożena Nagórska
Dzień dobry.
Sytuacja, w której czuje Pani narastającą nienawiść i bezsilność, jest jasnym sygnałem, że granice wytrzymałości zostały przekroczone, a obecny układ stał się dla Pani toksyczny. Wyjście z tego impasu wymaga przejścia od proszenia do egzekwowania, ponieważ partner przyzwyczaił się do Pani wybuchów, które po dwóch dniach mijają, co pozwala mu nie wprowadzać realnych zmian. Skoro rozmowy nie przynoszą efektu, konieczne jest podjęcie radykalnych kroków formalnych lub logistycznych, takich jak wyznaczenie konkretnego terminu wyprowadzki i konsekwentne zaprzestanie dbania o jego komfort – niegotowanie dla niego, niesprzątanie po nim i niezałatwianie jego spraw. Jeśli mieszkanie należy do Pani, ma Pani prawo czuć się w nim bezpiecznie i swobodnie, więc jeśli prośby o rozstanie są ignorowane, warto rozważyć pomoc osób trzecich lub konsultację prawną, aby skutecznie odzyskać swoją przestrzeń. Najważniejsze jest teraz uratowanie własnego dobrostanu, ponieważ pozostawanie w tej stagnacji z nadzieją, że on nagle zrozumie Pani potrzeby związane z założeniem rodziny, przy takim braku zaangażowania w codzienność, jest jedynie przedłużaniem Pani cierpienia.
Wszystkiego dobrego
Bożena Nagórska

Zobacz podobne
Mój mąż chodzi od jakiegoś czasu na siłownię.
Podziwia ćwiczące tam kobiety i pisze potem do kolegi w dość wulgarnych słowach, na którą ma ochotę i często robi im też zdjęcia. Czuję się z tym nie najlepiej, mimo, że sama jestem dość wysportowana i atrakcyjna. Co robić, nie mogę powiedzieć, że zajrzałam mu do telefonu, a boję się zdrady.
Jak poradzić sobie z presją dot. znalezienia partnera, którą wywiera na mnie znaczna większość osób w moim otoczeniu, a także kultura? Jestem osobą w wieku, w którym ogromna większość ludzi jest już bardzo "doświadczona" w związkach, ja jednak nie czuje potrzeby poszukiwania partnera. Moje otoczenie nie rozumie tego (większość osób, na szczęście nie wszystkie), a gdy otwieram różne fora w internecie i czytam, co ludzie sądzą o osobach niedoświadczonych w moim wieku, to włos mi się na głowie jeży. Jesteśmy wręcz potępiani. Ostatnio poważnie myślę o emigracji z w/w powodów, jednak słyszę, że w innych krajach wcale pod tym względem lepiej nie jest. Ja myślę, że ok, może nie jest idealnie, ale wierzę, że jest, choć odrobinę lepiej. Jak sobie radzić z tym wszystkim? Jak znaleźć rozwiązanie, które mi realnie pomoże?
Dzień dobry, Ponownie zwracam się do Państwa w sprawie relacji między mną a moim kolegą. Pisałam do Państwa już wcześniej. Rady, jakie wtedy otrzymałam były dla mnie bardzo pomocne. Pozwalają mi one na lepsze zrozumienie tego, co się dzieje. Za co dziękuję bardzo serdecznie. Otóż pomimo Jego deklaracji, że może jedynie ofiarować mi swoją przyjaźń wiem, widzę i czuję, że nie do końca to prawda. Nasza rozmowa szczera o tym, co się między Nami dzieje miała miejsce ponad miesiąc temu. Po dwóch dniach od niej gdzie ja postanowiłam dać sobie chwilę na przemyślenie czy dalej chce tkwić w tej nieokreślonej sytuacji, wydarzyło się kiła istotnych spraw. Najbliższe Jemu osoby, ze względu na stan zdrowia trafiły do szpitala. Byłam pierwszą osobą, z którą podzielił się tą informacją. Tamten dzień, a nawet cały tydzień gdzie był z jednej strony bardzo zestresowany i zagubiony, taki Sam w całej tej sytuacji a z drugiej gdzie nie chciał pokazać, że potrzebuje pomocy zmienił wszystko. Od tamtej chwili nie ma dnia, żebyśmy ze sobą nie rozmawiali. Rano witając się i życząc sobie dobrego dnia. Potem w ciągu dnia rozmawiając o wszystkim, żeby wieczorem tuż przed snem życzyć sobie dobranoc. W przeciągu tego miesiąca również i On zachorował i pozwolił się sobą zająć zaopiekować. Nie odpychał, bo wiedział że chyba to nie ma sensu, aby samemu być w tym wszystkim. A kiedy ja miałam wypadek samochodowy, to pokazał jak bardzo się o mnie martwi i troszczy. I chodź Sam wtedy leżał w domu z gorączką prawie 40 stopni Celsjusza to chciał być przy mnie, żeby wiedzieć, czy aby na pewno nie ucierpiałam podczas tego zdarzenia. Również, kiedy ze względu na wypadek trafiłam do szpitala na badania martwił się, czy nic poważnego mi się nie stało. Cały czas dopytywał czy już coś wiadomo i kiedy się będziemy mogli spotkać. Ostatnio widzieliśmy się na żywo. Kiedy tylko weszłam do pokoju, zauważyłam, jak się rozpromieniła na mój widok. Jak ucieszył, że jestem cała. Wtedy też przyznał się że tamten moment, w którym dowiedział się o moim wypadku, był bardzo straszny. Bo uświadomił sobie, że mogło by już mnie nie być. Nie zadeklarował oczywiście tego, czy chce, aby Nasza relacja się zmieniła i stała się relacją dużo bardziej głęboką opartą na czymś więcej niż przyjaźń. Jednak kiedy dopytywał się jak doszło do tego wypadku to widziałam jak bardzo denerwuje się tym, że ktoś mógł wyrządzić mi krzywdę. Nie wiem, czy powinnam coś zmienić w swoim zachowaniu względem Niego. Czy ponownie powinnam podjąć próbę rozmowy na temat Naszej relacji. I czy to może ja coś źle interpretuje w Jego zachowaniu w całej tej sytuacji. Bo być może On w taki właśnie sposób definiuje przyjaźń. Proszę o poradę. Dziękuję jeszcze raz za wszystkie wcześniejsze odpowiedzi.

Toksyczny związek – jak go rozpoznać i zakończyć?
Czy zastanawiasz się, czy Twój związek jest zdrowy? Nie każda trudność jest toksyczna, ale jeśli czujesz lęk, winę, wątpisz w siebie, boisz się mówić, co myślisz – warto się zatrzymać. Tutaj dowiesz się, jak rozpoznać toksyczny związek i jak go zakończyć.
