Left ArrowWstecz

Utrata stanowiska kierowniczego po macierzyństwie i lęk przed powrotem do pracy

Cześć! Pięć miesięcy po porodzie zostałam odwołana ze stanowiska kierowniczego. Bez żadnego wyjaśnienia. Był to dla mnie jak grom z jasnego nieba. Pare dni nieprzespałam gorączkowo szukając informacji na jakiej podstawie czy było to zgodnie z prawem. Okazuje sie niestety że tak. Stanowisko otrzymałam z powołania, a nie na podstawie umowy o pracę. Ta dotyczyla niższego stanowiska. Od tamtej pory moje poczucie bezpieczenstwa zawodowego ale także finansowego calkowicie się zdestabilizowało. Przez cały okres urlopu (oraz w dalszym ciagu) miałam natarczywe mysli o pracy oraz ogromne poczucie niesprawiedliwości. Doszly do tego wyrzuty sumienia za to że zdecydowałam sie na dziecko, bo przez to życie zawodowe sie skomplikowało. Teraz urlop juz sie konczy, a ja mam ogormny wrecz paniczny lek przed powrotem do pracy. Nie wiem co mam w tej sytuacji robić. Czy wziąć "byka za rogi" i stawić temu czoła? Mam poczucie, że się rozsypie całkowicie kiedy tam wróce. Już teraz kiedy zycie codzienne zwalnia i mysli sa mniej zajęte staje i płacze z bezsilności.
User Forum

Epolon

3 miesiące temu
Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Witam,

 

Dziękujemy za wiadomość.

Proszę pani, to, co Pani opisuje, jest w pełni zrozumiałe: utrata stanowiska, brak wyjaśnień i poczucie niesprawiedliwości po porodzie to ogromny stres i obciążenie emocjonalne. Naturalne jest też, że pojawia się lęk przed powrotem do pracy i poczucie bezsilności.

Może pomocne będzie zatrzymanie się i zadanie sobie kilku pytań:

Co mogę zrobić teraz, aby wzmocnić poczucie bezpieczeństwa i kontrolę nad sytuacją zawodową?

Jakie małe kroki mogę podjąć, żeby powrót do pracy był mniej przytłaczający np. rozmowa z przełożonym, przygotowanie planu dnia, wsparcie bliskich?

Czy mogę odpuścić sobie poczucie winy związane z decyzją o dziecku i skupić się na tym, co mogę realnie zmienić teraz?

 

Proszę pamiętać, że w takich sytuacjach wsparcie psychologiczne, nawet krótkie konsultacje, może bardzo pomóc w uporządkowaniu emocji i przygotowaniu się do powrotu do pracy.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

3 miesiące temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Iwona Chrzanowska

Iwona Chrzanowska

Dzień dobry,

to zupełnie naturalne w Pani sytuacji, że utraciła Pani poczucie bezpieczeństwa. Utrata pracy powoduje, że tracimy grunt pod nogami a w konsekwencji poczucie bezpieczeństwa. Pojawia się lęk, czy sobie poradzimy, czy dostaniemy nową pracę, itp. Jeśli ma Pani w sobie myśl o "wzięciu byka za rogi i stawieniu czoła sytuacji" to znaczy, że jest w Pani siła do działania. Jeśli trudno Pani samej zaplanować i podjąć konkretne działania, warto skorzystać z konsultacji psychologa lub coacha, zahamować proces negatywnych myśli, opracować plan konkretnych kroków i ruszyć do przodu.

 

Wszystkiego dobrego!

Iwona Chrzanowska

Psycholog|Psychotraumatolog|Coach

3 miesiące temu
Natalia Przybylska

Natalia Przybylska

Dzień dobry, 


To, co Pani czuje, jest w pełni uzasadnioną reakcją na sytuację, która łączy w sobie szok zawodowy i wrażliwość okresu poporodowego. Doświadczyła Pani nagłego naruszenia poczucia bezpieczeństwa, co wywołało silny lęk i skłoniło Pani umysł do szukania winy w sobie.

Myślę sobie o tym, że być może zamiast zmuszać się do „brania byka za rogi”, warto byłoby pozwolić sobie na przeżycie żałoby po utraconym stanowisku. Ma Pani prawo do złości, płaczu i poczucia bezsilności. Emocje wcale nie są oznaką słabości, są w pełni uzasadnioną reakcja na realną stratę.

Można też przyjrzeć się co jest faktem a co interpretacją opartą o emocje. Z tego, co Pani opisuje faktem jest zmiana stanowiska i niższa pensja. Emocją natomiast jest lęk przed oceną i poczucie porażki. Powrót do pracy na niższe stanowisko nie definiuje Pani kompetencji, tak na prawdę nadal jest Pani tą samą osobą, która to stanowisko kierownicze wypracowała.

Jeśli lęk jest paniczny i uniemożliwia sen czy opiekę nad dzieckiem, proszę rozważyć wizytę u psychiatry lub psychoterapeuty. Pięć miesięcy po porodzie gospodarka hormonalna jest jeszcze niestabilna, co może nasilać stany lękowe. Możliwe, że potrzebuje Pani nieco więcej czasu na regenerację (np. zwolnienie lekarskie), zamiast rzucać się od razu na głęboką wodę. Jeśli jednak zdecyduje się Pani na powrót, proszę nie myśleć o tym jako o „stawianiu czoła” na zawsze. Proszę zaplanować tylko pierwszy dzień, pierwszą godzinę. Skupienie się na konkretnych, technicznych zadaniach pomaga odciążyć emocje.


Wszystkiego dobrego! 
Natalia Przybylska 

3 miesiące temu
Daria Składanowska

Daria Składanowska

Dzień dobry,

 

Sytuacja, którą Pani opisuje tj. utrata stanowiska, poczucie niesprawiedliwości i lęk przed powrotem do pracy mogą być ogromnym obciążeniem emocjonalnym. To naturalne, że pojawiają się silne emocje, poczucie bezsilności i smutek.

W takiej sytuacji warto rozważyć konsultację zarówno z doradcą zawodowym, jak i psychologiem. Doradztwo zawodowe może pomóc w uporządkowaniu możliwości zawodowych, strategii działania i poczucia kontroli nad swoją karierą, a wsparcie psychologiczne pozwoli poradzić sobie z emocjami, stresem i lękiem przed powrotem do pracy. Takie połączenie pozwala zadbać jednocześnie o przyszłość zawodową i własne zdrowie psychiczne, co może dać Pani poczucie spokoju i pewności przy podejmowaniu kolejnych kroków.

 

Pozdrawiam, 

Składanowska Daria 

3 miesiące temu
Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Cześć! To naprawdę trudna i bolesna sytuacja gdyż odwołanie ze stanowiska bez wyjaśnienia, zwłaszcza po porodzie, plus lęk przed powrotem do pracy, to coś, co mogłoby zachwiać każdego. Twoje uczucia są całkowicie zrozumiałe i ważne. W Polsce kobiety w ciąży i na urlopie macierzyńskim mają szczególną ochronę przed zwolnieniem z umowy o pracę (art. 177 Kodeksu pracy), ale stanowiska kierownicze powierzane "z powołania" (nie z umowy) pracodawca może odwołać swobodniej, nawet w tym okresie. To wyjaśnia, dlaczego formalnie było to zgodne z prawem, choć boli jak niesprawiedliwość. Po powrocie masz prawo do równorzędnego stanowiska lub wynagrodzenia, chyba że firma przeprowadza zmiany organizacyjne (np. likwidacja etatu).

Nie musisz od razu "brać byka za rogi"  a paniczny strach przed pracą to sygnał, że warto najpierw zadbać o siebie. Rozważ wizytę u psychologa lub terapeuty specjalizującego się w tematach okołoporodowych 

Porozmawiaj z kimś zaufanym w firmie (np. HR lub innym kierownikiem) i zapytaj o nowe obowiązki i wsparcie, bez oskarżeń, by zmniejszyć niepewność. Przygotuj plan B. Aktualizuj CV, rozejrzyj się za ofertami (np. na LinkedIn lub Pracuj.pl) gdzie wiele firm szuka doświadczonych mam z kompetencjami kierowniczymi. Jeśli lęk jest paraliżujący, sprawdź opcję urlopu wychowawczego (do 36 miesięcy) lub zaświadczenie od lekarza. Nie jesteś sama w tym gdyż wiele kobiet przechodzi przez podobne i wychodzi silniejsza.

 

 

 

3 miesiące temu

Zobacz podobne

Jak rozróżnić opór od braku zaangażowania i zwykłego braku motywacji oraz prokrastynacji ?
Jak rozróżnić opór od braku zaangażowania i zwykłego braku motywacji oraz prokrastynacji ? Ciekawi mnie, jak rozróżnić opór od normalnego, odmiennego podejścia do danej kwestii/poglądu/zachowania. Gdzie jest ta cienka granica?
Czuję, że muszę coś zrobić, coś zdziałać, że jestem w stanie dokonać czegoś na skalę światową.
Czuję, że muszę coś zrobić, coś zdziałać, że jestem w stanie dokonać czegoś na skalę światową. Nie chce wyrządzić niczego złego, chciałabym w czasie tego życia przyczynić się do czegoś dobrego, zmienić świat chociaż trochę na lepsze. Ale przez to, że prawdopodobieństwo takiego zdziałania cudów jest prawie niemożliwe, to odbiera mi to zupełnie chęci do życia. Cała się spinam i drgają mi mięśnie w czasie takich rozmyślań. Wciąż szukam rozwiązania, bo musi być. A zarazem szukam też czegoś, czym mogę zająć się w życiu, bo niczym szczególnym się nie zajmuję i nie wiem, czy w czymś jestem najlepsza czy nie. Ale mam mnóstwo scenariuszy w głowie i czuję czasami, że mogłabym wszystko, że mam nieograniczony potencjał i siłę. Co ja mam zrobić?
Jak odnaleźć zawodową równowagę i być sobą w pracy z hierarchią?

Mam bardzo zawiły problem wymagający indywidualnego spojrzenia, bez uogólniania i typowego patrzenia. Gdy nie występuję w roli kobiety szanowanej, aprobowanej i lubianej, to czuję więcej neurotyzmu na co dzień i bliżej mi do negatywnych emocji. To działa jak całkowita konstrukcja, bardzo zero jedynkowa i moja podświadomość nie widzi tutaj kompromisu. Ostatnio dostałam nową pracę i czuję dyskomfort, nie umiem być tam sobą. Jeśli mam się dostosowywać w pracy i chodzić po podpisy do ludzi wyżej ode mnie w hierarchii, to czuję sie jak mała dziewczynka, a nie jak ta "lepsza wersja siebie". Ona w ogóle nie pojmuje tej sytuacji i gdzieś na razie się schowała. Gdybym mogła być tą drugą, ona by w ogóle do takiej pracy nie poszła, tylko oczekiwała, że jestem ze wszystkimi na równi albo wyżej od nich. Tu nie chodzi o arogancję, muszę to podkreślić - ja po prostu mam wysokie mniemanie o sobie, tylko coś mnie w środku blokuje i nie pozwala w wielu sytuacjach temu wybrzmieć. Bo to, że jestem na "niższym stanowisku w pracy" jest zupełnie normalne - jestem młoda. Ale niestety tak dzisiejszy świat fukcjonuje że istnieje hierarchia w pracy i innych miejscach. Tylko że ja nie uznaję w ogóle czegoś takiego i taki mam pogląd, że wszyscy jesteśmy równi i mam problem, że to ja muszę się dostosowywać do kogoś a nie on do mnie , że jak ktoś kto jest "wyżej" jest dla mnie niemiły to trudniej się bronić i możnaby wiele wymieniać. Moje mniemanie o sobie w ogóle nie kupuje tej sytuacji i wolałabym nie pracować jakbym mogła. Czuję często dyskomfort i zawstydzenie tą sytuacją, bo czuję, że samą siebie uciskam w gorsecie będąc w pracy o takim charakterze, ale niestety każda taka będzie, za wyjątkiem zawodów np. artystycznych - tak kiedyś pomyślałam i dlatego poszłam na studia do szkoły filmowej, pracowałam na planach serialowych jednak świat ten jest chory - pełen przemocy i ciężko tam znaleźć szacunek do drugiej osoby. Odeszłam. Mam bardzo wrażliwą duszę i często zachwycam się naturą, sztuką, często przystaję na ulicy podziwiać ptaki, kotki, drzewa, zachód słońca, powąchać świeże powietrze, uwielbiam kolory i piękno. I tak też chciałabym się czuć na co dzień, a nie poupychana w jakieś życiowe ograniczenia. Więc cały czas finalnie wracam do tej dywagacji - jak znaleźć taki zawód, sposób na życie, żeby móc być tą lepszą wersją siebie? Nie opowiedziałabym tego wszystkiego na żywo nikomu, bo się wstydzę że ktoś mnie nie zrozumie i oceni jako zbyt wymagającą, z wygórowanymi oczekiwaniami, arogancką itp. a tutaj w ogóle nie o to chodzi i wiem, że życie jest trudne, ale jednak we mnie siedzi bardzo duży pozytywny potencjał, więc jest nadzieja.

Pomimo ciężkiej pracy cały czas czuję, że robię za mało...
Lekko ponad dwa miesiące temu zaczęłam pracę w zawodzie. Praca jaką chciałam wykonywać, w dodatku w szpitalu o trzecim stopniu referencyjności, w którym najbardziej chciałam pracować i na wymarzonym oddziale (kobiety po porodzie wraz z noworodkami). Od samego początku wiedziałam, że moje podejście będzie różniło się od podejścia koleżanek, bo dało się to mocno odczuć już w trakcie praktyk. Założyłam sobie jednak, że będę robić inaczej - będę podchodzić holistycznie, nie będę lekceważyć potrzeb moich pacjentek, a do ich dzieci podejdę z odpowiednią troską i czułą opieką. I tak faktycznie jest. Widzę ile mam w sobie pokładów tego ciepła i energii. Widzę też wdzięczność moich pacjentek. Widzę jak po udzieleniu wsparcia szukają mnie żebym przyszła do nich pomóc im rozwiązać kolejne wątpliwości. Bardzo mi miło gdy pytają mnie kiedy mam kolejny dyżur albo mówią, że w czasie pobytu to właśnie ja pomogłam im najbardziej. W oczach koleżanek jestem od zadań specjalnych, czyli "trudnych pacjentek", z którymi według nich tylko ja wytrzymam, bo nikt nie ma takiej cierpliwości. Nie mogę jednak znieść ile tak naprawdę bezsensownych rzeczy trzeba na tym dyżurze zrobić, a w związku z tym ograniczyć czas na interakcję i wsparcie pacjentek. Irytują mnie również komentarze koleżanek, które sarkastycznie dopytują u kogo byłam tyle czasu i jaki znowu jest u tej pacjentki problem. Zaznaczę tutaj, że są to przeważnie sytuacje kiedy i tak oddział jest obrobiony, więc nie jest to tak, że one muszą wypełniać obowiązki za mnie, bo ja znikam na jakiejś sali. Boli mnie, że chcąc odbyć w moim odczuciu dobry dyżur muszę tak naprawdę robić wszystko kosztem siebie - zrezygnować z przerwy, pójść do łazienki z kilkugodzinnym opóźnieniem, a do domu wrócić odwodniona. Nie mogę przeżyć tych dyżurów tak jakbym chciała, bo to co trzeba dzielę z osobami ze zmiany, a resztę, czyli kontakt z pacjentem, który również jest obowiązkiem, robię tylko ja. I przez to, że wszyscy o tym wiedzą jest to dodatkowo wykorzystywane. Póki co wdzięczność pacjentek mi wystarcza i motywuje do dalszej pracy, ale czuję się jednak zmęczona, zawiedziona i trochę wykorzystana. Mimo, że z pracą łączę jeszcze studia, czyli bywa i tak, że nie śpię po ponad 36 godzin, to w dalszym ciągu czuję, że robię za mało, że mogłabym się jeszcze bardziej angażować, bo jestem niewystarczająca. W pracy nie odczuwam tego zmęczenia, ale za to w domu towarzyszy mi poczucie winy, że nie mam już siły żeby chociażby iść z psem na długi spacer. Mam również poczucie winy gdy są takie dyżury, że nie ma właściwe czasu żeby na te sale wejść i w odpowiedni sposób zająć się pacjentkami. Są to przeważnie dni kiedy jest dużo przyjęć, a pacjentki leżą przez brak miejsc na korytarzu. Bywa tak, że będąc na dyżurze we 4 mamy pod opieką prawie 60 pacjentów. Wracając do domu mam wtedy zjazd psychiczny i płaczę, bo wiem, że nie tak ten dyżur powinien wyglądać. Wiem, że nie jest to moja wina, że tak właśnie wygląda system, ale nie mogę się z tym pogodzić. Przed każdym dyżurem rozmyślam ile pacjentek będzie na oddziale, ile będzie przyjęć, w ile czasu zdążę zrobić to co trzeba i ile zostanie mi na ten kontakt. Te podstawowe obowiązki staram się robić jak najszybciej i jak najbardziej usprawnić ich wykonywanie. W domu pomimo braku sił i tak szukam dodatkowo różnych informacji żeby jak najbardziej doedukować się we wszystkich możliwych tematach z zakresu mojego oddziału, a tym samym jeszcze bardziej usprawnić opiekę. Wszystkie te zachownaia odbijają się niestety na reszcie mojego życia, bo jeśli mam już jakiś dzień wolny, to absolutnie nie mam siły żeby pożytecznie go spożytkować, więc właściwie tylko wegetuję. Zastanawiam się czy świadomość tego wszystkiego chroni mnie w jakiś sposób przed wypaleniem zawodowym, czy jednak te opisane czynniki sprawiają, że mam do niego większe predyspozycje.
Jak kulturalnie odmówić darmowego szkolenia w pracy, gdy szefowa nalega?
Pracuję w gabinecie 3 lata. Moja szefowa wymaga ode mnie przeszkolenia w sferze rzęs. Ja nie chcę przekazywać tych umiejętności dlatego, że sama zapłaciłam za szkolenia.Jedna dziewczynę która pracowała przeszkoliłam. W jaki sposób przekazać jej tą informację?. Oczywiście przeszkolenie będzie darmowe. W jaki sposób kulturalnie jej odmówić.
Rozwój osobisty

Rozwój osobisty - jak skutecznie rozwijać siebie i osiągać cele

Chcesz skutecznie rozwijać siebie i osiągać cele? Poznaj kluczowe aspekty rozwoju osobistego, które pomogą Ci w realizacji Twoich ambicji. Dowiedz się, jak wykorzystać swój potencjał i stać się najlepszą wersją siebie!