
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, zaburzenia nastroju, związki i relacje
- Utrata zaufania do...
Utrata zaufania do partnera a wieloletnia depresja – jak odbudować relację lub odejść?
Krzysztof Chojnacki
Dzień dobry,
jeżeli partner wielokrotnie dawał Pani odczuć, że relacja nie jest dla niego ważna, to odzyskanie zaufania mogłoby być po prostu bardzo trudne. Zaufania nie odbudowuje się na raz, lecz jest to zawsze proces, zwłaszcza gdy za Panią stoją kolejne przykre doświadczenia i poczucie zawodu. Dodatkowo pisze Pani o depresji obecnej od wielu lat, więc obecne rozstanie mogłoby dodatkowo nasilać bezradność, lęk i przywiązanie do relacji, nawet jeśli jest ona raniąca. W takiej sytuacji sugerowałbym skupić się przede wszystkim na sobie: na swoim bezpieczeństwie emocjonalnym, wsparciu i leczeniu. Pomoc psychologa lub psychoterapeuty, a przy nasilonych objawach także psychiatry, mogłaby okazać się bardzo potrzebna. Pozdrawiam Krzysztof Chojnacki, psycholog.
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Kinga Osmulska
Dzień dobry,
to, co Pani opisuje, jest bardzo trudne – szczególnie gdy z jednej strony jest uczucie i przywiązanie, a z drugiej doświadczenie, które podkopało zaufanie. Zaufanie nie wraca dlatego, że „chcemy je mieć”, tylko wtedy, gdy pojawia się poczucie bezpieczeństwa. Jeśli wielokrotnie czuła Pani, że relacja nie jest dla niego ważna, to naturalne, że to zaufanie zostało naruszone i trudno je odbudować.
To, że nie potrafi Pani go odzyskać, nie oznacza, że coś jest z Panią nie tak – raczej że coś w tej relacji było dla Pani zbyt trudne lub raniące. Widać też, że jest Pani w procesie rozstawania, a to samo w sobie jest bardzo obciążające, zwłaszcza przy wcześniejszych trudnościach z nastrojem.
Może być pomocne skupienie się teraz bardziej na sobie i na tym, co Pani czuje, niż na próbie „odzyskania zaufania” do niego. To, że Pani to przeżywa i o tym mówi, ma znaczenie.
Pozdrawiam,
Kinga Osmulska
Psycholog, Psychoterapeutka
Piotr Włodarczyk
Dzień dobry. Rozumiem, że doświadcza Pani głębokiego kryzysu zaufania, który w świetle wcześniejszych przeżyć i długotrwałego zmagania się z depresją może mieć szczególnie silny wpływ na sposób przeżywania relacji. Z perspektywy psychodynamicznej utrata zaufania często wiąże się nie tylko z aktualną sytuacją, ale także z wcześniejszymi doświadczeniami relacyjnymi, które mogą być nieświadomie odtwarzane. To, że partner wielokrotnie bagatelizował relację, mogło uruchamiać w Pani bolesne uczucia odrzucenia lub nieważności, które wymagają uważnego przyjrzenia się. Odbudowa zaufania nie polega wyłącznie na zmianie zachowania drugiej osoby, lecz także na zrozumieniu własnych emocji, potrzeb i granic. W takiej sytuacji szczególnie pomocna może być psychoterapia, która stworzy bezpieczną przestrzeń do przepracowania tych doświadczeń i stopniowego odzyskiwania poczucia bezpieczeństwa w relacjach. Pozdrawiam
Anna Daniło-Wosek
Dzień dobry,
warto byłoby się zastanowić jakie są powody, że Pani nie może odzyskać zaufania. Na zaufanie w związku pracują obydwoje partnerzy. Jeżeli Partner wielokrotnie dawał Pani do zrozumienia, że wasza relacja jest dla niego "błaha" jest rzeczą naturalną, że jest Pani ostrożna. W tej sytuacji zaproponowałabym abyście udali się do psychoterapeuty par, tak aby upewnić się, że Partnerowi i Pani tak samo zależy na tym związku i jesteście gotowi w takim samym stopniu się w ten związek zaangażować. Jeżeli faktycznie okaże się że Partner chce się angażować w ten związek i zacznie bardziej to Pani okazywać, nie będzie Pani musiała nic robić żeby zaufanie do Partnera odzyskać, gdyż zaufanie powinno powrócić naturalnie. Życzę Państwu powodzenia
Pozdrawiam serdecznie
Anna Daniło-Wosek
Piotr Ziomber
Dzień dobry
Odzyskanie zaufania to proces, na który trzeba czasu jak i podatnego gruntu. Niestety, nie mamy informacji, co się właściwie wydarzyło. W depresji trzeba zabrać o siebie, gdyż to co Panią spotkało, jest dodatkowym balastem dla Pani, który bez wątpienia wpływa na pani stan emocjonalny. Parter pokazuje, że Pani depresja jest dla niego błahą sprawą? Nie zadała sobie Pani pytania, czy jest Pani od niego uzależniona? Od jego osoby, emocji itd?
Karolina Grabka
Dzień dobry,
Fakt, że zmaga się Pani z depresją od wielu lat, może sprawiać, że poczucie bezpieczeństwa w relacji jest szczególnie ważne, a jego brak jest silniej odczuwany. To może też utrudniać odróżnienie dwóch rzeczy: czy problemem jest brak zaufania do partnera, czy raczej ból po doświadczeniach, które to zaufanie naruszyły.
Jeśli jest Pani w trakcie rozstania, odzyskiwanie zaufania może oznaczać coś innego niż powrót do tej relacji. Często chodzi wtedy o odbudowanie zaufania do własnych ocen i decyzji - czyli zauważanie, jakie zachowania partnera sprawiały, że czuła się Pani zraniona, oraz czy pojawiały się realne zmiany z jego strony.
W praktyce pomocne bywa zwrócenie uwagi na konkretne sygnały, które budują lub niszczą zaufanie: spójność słów z działaniami, przewidywalność zachowań, gotowość do brania odpowiedzialności za błędy. Zaufanie zwykle wraca stopniowo, gdy te elementy są powtarzalne w czasie, a nie jednorazowe.
Pozdrawiam,
Karolina Grabka :)
Bożena Nagórska
Dzień dobry
Utrata zaufania do osoby, która wielokrotnie bagatelizowała Pani uczucia i samą relację, jest naturalną reakcją obronną Pani organizmu. W sytuacji, gdy od dzieciństwa zmaga się Pani z depresją, poczucie bezpieczeństwa i oparcie w partnerze są fundamentami, których brak uderza w Panią ze zdwojoną siłą. Trudno jest budować ufność wobec kogoś, kto swoimi czynami regularnie udowadniał, że nie traktuje Pani priorytetowo – w takim przypadku brak zaufania nie jest Pani błędem, lecz logicznym wnioskiem z bolesnych doświadczeń.
Proces odzyskiwania wiary w relacje, a przede wszystkim w samą siebie, po rozstaniu z kimś, kto Panią zawiódł, wymaga czasu i dużej łagodności dla własnych emocji. Często po takich przejściach pojawia się lęk, że już nigdy nikomu Pani nie zaufa, ale warto pamiętać, że zaufanie to proces, który buduje się na nowo w bezpiecznych warunkach, a nie przymus, który musi Pani poczuć natychmiast. Skupienie się teraz na leczeniu depresji i odbudowie własnych granic pozwoli Pani powoli odzyskać poczucie wpływu na swoje życie. Odzyskanie zaufania do świata zaczyna się od odzyskania zaufania do własnej intuicji, która słusznie podpowiadała Pani, że w tej konkretnej relacji nie było Pani bezpiecznie.
Wszystkiego dobrego
Bożena Nagórska
Agnieszka Włoszycka
Witam Panią,
Uważam, że utrata zaufania bardzo rani...zwłaszcza kiedy ktoś kilkukrotnie pokazał, że nie traktuje relacji poważnie. W takiej sytuacji problemem nie jest tylko „jak Pani zaufać” ale też czy są realne powody, by to zaufanie odbudowywać.Sądzę, że warto na spokojnie sprawdzić trzy rzeczy: czy on bierze odpowiedzialność za swoje zachowania (bez tłumaczeń), czy jego działania tu i teraz są spójne i powtarzalne, oraz czy Pani przy nim czuje się bezpieczniej, a nie bardziej rozchwiana. Zaufanie nie wraca od decyzji, wraca z doświadczenia, krok po kroku.
Według mojej opinii równie ważne jest skupienie się na sobie: przy depresji od tak wielu lat Pani potrzebuje stabilnego wsparcia (terapia, lekarz), a relacja powinna być miejscem, które wzmacnia, nie pogłębia niepewności. Jeśli Pani już czuje, że chce się rozstać, to może być sygnał, że zamiast „naprawiać zaufanie”, warto chronić siebie i powoli odbudowywać zaufanie… do samej siebie.
Wszytskiego dobrego.
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka

Zobacz podobne
Witam, Mój problem dotyczy tacierzyństwa, chęci (bądź nie) posiadania dzieci i całej otoczki budowanej wokół tego tematu.
Mam 31 lat, partnerkę o kilka lat młodszą. W związku jesteśmy razem od 5 lat, w tym rok po zaręczynach.
Problemem w naszym życiu, w naszej relacji, jest to, że nie potrafię podjąć decyzji, czy chcę mieć dziecko. Narzeczona twierdzi, że jest gotowa i już chciałaby się starać. Ogląda w internecie koleżanki, które urodziły bądź są w ciąży, przegląda ubranka i zabawki dla dzieci. Twierdzi, że późniejszy wiek to większe ryzyko chorób, powikłań, a do tego dochodzi czynnik "społeczny" – tj. posiadanie rodziców-dziadków. Mam na myśli różnicę wieku dziecko–rodzic. I pewnie wiele innych powodów, których sobie teraz nie przypomnę.
Natomiast u mnie sprawa wygląda tak, że jestem wycofanym, nieśmiałym introwertykiem. Nie lubię ludzi, nie lubię siebie, nie lubię i nie rozumiem otaczającego świata. Zatraciłem hobby, nie mam celów, ambicji, energii do życia... Do tego zaniedbałem się i generalnie nie jestem szczęśliwy. Moja narzeczona jest jedyną osobą, przy której czuję się dobrze, za którą wskoczyłbym w ogień i mogę powiedzieć, że naprawdę ją kocham.
Jeśli o mnie chodzi – leczę się psychiatrycznie od ponad 10 lat. Biorę leki, byłem w ośrodkach zamkniętych, ale na tę chwilę nie czuję poprawy. Sytuacja wygląda tak, że od pewnego czasu czuję nacisk, by się określić, czy chcę mieć dziecko, czy nie. A ja? Nie potrafię podjąć decyzji. Całe życie byłem na „NIE”. Po prostu tego nie czuję.
Nie obudziła się we mnie chęć posiadania – taka naturalna, przychodząca z wiekiem, bądź taka, którą niektórzy mają od urodzenia. Czuję, że na ten moment nie jestem na etapie „CHCĘ za wszelką cenę”, tylko „MÓGŁBYM mieć”. I jestem przekonany, że to toksyczne podejście mogłoby odbić się na ewentualnym dziecku – bo kto chciałby świadomie czuć się niechcianym?
Generalnie często czuję, że jeśli zdecydowałbym się na dziecko, to bardziej ze strachu, że zostanę sam, niż z faktycznej chęci jego posiadania. Czasem jednak myślę, że może nie byłoby źle, że jakoś dalibyśmy sobie radę. Boję się, że jeśli się rozstaniemy, to za kilka lat, gdybym jednak podjął decyzję, będę żałował. Oczywiście od rodziny słyszę, że fajnie mieć dzieci, że każdy je lubi – tylko nie ja. „Zmagam się” z lenistwem – choć po tylu latach nazwałbym to raczej chronicznym zmęczeniem. Jestem ciągle zmęczony, śpię w ciągu dnia, przesypiam celowo głód, zaniedbuję codzienność: higienę, sprzątanie wokół siebie. Kiedy poszliśmy „na swoje”, liczyłem, że mi się zmieni – ale nie. Jestem przekonany, że sam bym po prostu zdechł z głodu.
Na długo przed poznaniem obecnej partnerki spotykałem się z dziewczyną, która miała dziecko z poprzedniego związku. Mimo że starałem się być dla dziecka jak najlepszy, czułem, że nie przychodzi mi to naturalnie. Po rozstaniu – po 1,5 roku – poczułem ulgę, że to koniec. W życiu bym nie powiedział, że tęsknię. Dziecko miało 5 lat… Czułem się z tym źle, ale chodziło głodne i zaniedbane. Nie miałem problemu z tym, że płakało przez pół dnia, albo że do jedzenia dostało parówkę w rękę i zamiast iść do przedszkola – oglądało bajki (wtedy chociaż nie trzeba było się nim zajmować). Ale fakt faktem – była to moja pierwsza dziewczyna i nie miałem wtedy nawet w 5% takiej więzi jak obecnie.
Na dziś dzień ciężko mi ogarnąć własne życie. Jestem nieszczęśliwy, nie mam wymarzonej pracy, zatraciłem hobby, nie mam znajomych, zaniedbałem się fizycznie, nic mi się nie chce. Dni mijają bezsensownie, jeden po drugim. Czas ucieka – nie wiadomo gdzie. I gdzie tu wcisnąć jeszcze dziecko? Jestem zamknięty, nieśmiały, boję się – mimo wieku – spraw urzędowych, załatwiania czegokolwiek, łącznie z zakupami w sklepie. Często pytam kogoś o zdanie, bo decyzyjności u mnie brak. Wstydzę się na ulicy spojrzeń ludzi, nie odbieram i nie wykonuję telefonów – wolę pisać SMS-y. Mam bardzo niską pewność siebie, a jednocześnie (przynajmniej ostatnio) jestem nawet płaczliwy.
Jakie wartości może przekazać taki człowiek? Każdy mówi, że po urodzeniu wszystko się zmienia – a co, jeżeli nie? To nie samochód, że jak mi się nie spodoba, to sprzedam… Żyję w bańce. Czuję taką derealizację, jakiej nie czułem nigdy. Jestem pod ścianą. Dla mojej narzeczonej jest to najważniejszy temat w życiu. Zawsze marzyła o rodzinie. Mam w zasadzie ultimatum: albo się określę, że chcę dziecko, albo się rozstajemy. Spędzam całe dnie, rozmyślając – czasem już szukając nawet plusów rozstania. Tylko że wiem, iż moje życie straciłoby wtedy całkowicie sens. Nie byłoby do kogo wracać do domu, do kogo się odezwać, przytulić. Czuję ogromny niepokój. Liczę, że ktoś mnie poprowadzi, wybierze za mnie… albo że jakimś cudem problem sam się rozwiąże.
Nie chcę liczyć na to, że dziecko uleczy rany, albo że „jakoś to będzie”, a jednocześnie bardzo kocham moją partnerkę. Znów – gdzieś z tyłu głowy – mam przez całą tę sytuację najgorsze myśli… Dziękuję za przeczytanie tej chaotycznej wiadomości. (nawet tu wspomagałem się AI, troche lenistwo a troche wstyd przed masłem maślanym).
TW: samookaleczanie
Mam 24 lata i słyszałem głosy po wstaniu. Miałem również bardzo wyraziste sny, w których byłem świadomy, że śnię. Widziałem też raz twarze w ciemności. Dopiero od niedawna. Biorę lek Perazin 150 mg ale odkąd wziałem dodatkowe 50 mg to się skończyło. Oprócz tego cierpie na bardzo duże wahania nastroju w ciągu dnia. Raz mam energię i (względnie...) ochotę do działania a raz myślę tylko o tym, żeby pójść spać i nie istnieć (o ile nie będą śnić mi się chore sny). Samookaleczałem się. Skończyłem po tym, jak na spotkaniu z przyjacielem zaczęła lecieć mi krew i poplamił mi się cały rękaw. Od trzech tygodni tego nie robię, ale nie mogę już dłużej powstrzymać impulsów, planuję się zaciąć w tym tygodniu, obmyślam plan i miejsce, to chore. Ale nie potrafię z tego wyjść. Mam jakąś depresję i lęki, ale czuję się inaczej. Jakbym nie należał do tego świata, tej przestrzeni. Nic mnie nie cieszy. Ludzie od zawsze mnie nużyli, nie lubię przebywać w ich towarzystwie. Izoluję się, jestem brzydki, nienawidzę swojego wyglądu i charakteru. Nienawidzę być człowiekiem. Jestem jak coś, powłoka udająca człowieka. Przez lata zmuszałem się do ,,ludzkich zachowań" na przykład wszedłem w związek, mimo, iż jestem osobą aseksualną. Zmuszałem się do stosunków. Czułem obrzydzenie do tego, do siebie. Nie cieszy mnie to co innych ludzi. Nie potrafię się dostosować. Cierpię, moje emocje są silne, często wybucham płaczem lub mam ochotę się skrzywdzić. Chodziłem do psychologa, ale mam wrażenie, że jestem zbyt samoświadomy swojej nieużyteczności, beznamiętności, swego bezsensu, że to nic nie daję. Chciałbym urodzić się w innym umyśle, być kimś innym. To mnie wykańcza. Czuję się jakbym maskował się całe życie. Bezcelowo. Kocham samotność i jej nienawidzę zarazem. Biorę antydepresanty, Ssri nie działały, snri również. Wszystko jest byle jakie i poszarzałe. Raz zabrano mnie do szpitala z powodu samookaleczeń, ale wypisałem się z niego, nie sądze, by szpital mi pomógł. Ludzie wychodzą z depresji i zaburzeń lękowych, prawda? Dlatego obawiam się, że to nie to. To nie ,,epizod" tylko moje całe życie. Marne, samotne, odrealnione. Czy psychiatria ma odpowiedź na takie stany? U mnie nie ma to początku i końca. Zawsze byłem samotnikiem, nawet w szkole. Teraz leżę i piszę to o pierwszej w nocy, chyba pragnę iluzji odpowiedzi, chociaż wiem, że ciężko ją zrozumieć. Czy istnieją ludzie, którzy nie nadają się do bycia ludźmi? Którzy czują, że nie należą całym sobą? Czy ti da się wyleczyć... proszę

Toksyczny związek – jak go rozpoznać i zakończyć?
Czy zastanawiasz się, czy Twój związek jest zdrowy? Nie każda trudność jest toksyczna, ale jeśli czujesz lęk, winę, wątpisz w siebie, boisz się mówić, co myślisz – warto się zatrzymać. Tutaj dowiesz się, jak rozpoznać toksyczny związek i jak go zakończyć.
