Left ArrowWstecz

Wpływ gwałtu w dzieciństwie na orientację seksualną i możliwość pomocy terapią traumy

Treść wrażliwa
Dobry wieczór. Czy gwałt w dzieciństwie może wpłynąć na orientację seksualną w życiu dorosłym? Zakładając późniejszy homoseksualizm ( zaakceptowany , nieukrywany)… Czy terapia nad traumą coś by zmieniła ?
User Forum

Em.

2 miesiące temu
Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Witam,

 

Dziękujemy za wiadomość, to bardzo ważne pytania. Moim zdaniem warto to rozdzielić: trauma i orientacja seksualna to dwie różne rzeczy. Doświadczenie gwałtu w dzieciństwie może silnie wpłynąć na poczucie bezpieczeństwa, relacje, ciało i seksualność ale nie „ustawia” orientacji w prosty sposób.Jeśli ktoś doświadcza homoseksualności i ją akceptuje, to nie jest coś, co wymaga zmiany. Terapia po traumie nie służy „zmienianiu orientacji”, tylko uzdrowieniu skutków zranienia czyli lęku, wstydu, napięcia w ciele, trudności w bliskości.

Sądzę, że dobra terapia może przynieść dużą ulgę i większą swobodę w byciu sobą niezależnie od orientacji, która nie jest problemem do naprawienia.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

2 miesiące temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Karolina Rzeszowska-Świgut

Karolina Rzeszowska-Świgut

Dzień dobry,

Homoseksualizm to orientacja seksualna, rozumiana jako jeden z trzech głównych typów przyciągania romantycznego i seksualnego obok heteroseksualizmu i biseksualizmu. Formuje się na skutek złożonych czynników biologicznych i rozwojowych, niezależnie od doświadczeń traumatycznych. Jednak dla zrozumienia połączenia tego z kwestią gwałtu w dzieciństwie, należy najpierw wyjaśnić kluczową różnicę między orientacją seksualną a dysfunkcją seksualną wynikającą z traumy. Badania naukowe nie wykazują, że molestowanie seksualne w dzieciństwie zmienia orientację seksualną ofiary. To jest fundamentalne rozróżnienie, które często bywa mylone. Ci, którzy doświadczyli gwałtu, mogą być heteroseksualni, homoseksualni lub biseksualni – trauma nie determinuje tego, do kogo się pociągają. Natomiast trauma z molestowania może poważnie zaburzać zdolność do osiągania satysfakcji seksualnej u dotychczasowego partnera. Dysfunkcje seksualne po przemocy obejmują m.in: ból podczas stosunku, brak libido, niemożność osiągnięcia orgazmu, dysocjację podczas seksu, lęk przed intymnością czy flashbacki traumatyczne. W przypadku osoby, która miała dotychczasową relację heteroseksualną, ale doświadczyła gwałtu, może pojawić się sytuacja, w której nie potrafi znaleźć satysfakcji z dotychczasowym partnerem. Wtedy mogą szukać innego rodzaju kontaktu seksualnego, a jeśli ta osoba identyfikuje się później jako homoseksualna i jest w tym zaakceptowana – to nie oznacza, że gwałt „zmienił" jej orientację. To oznacza, że osoba ta najprawdopodobniej zawsze miała homoseksualne tendencje, ale mogła ich nie uświadamiać lub nie akceptować je z powodu społecznych presji. Zmiana, którą obserwujemy, to zmiana w możliwości funkcjonowania seksualnego i emocjonalnego – traumatyczne skutki gwałtu uniemożliwiały tej osobie prawidłowe funkcjonowanie w heteroseksualnym związku, niezależnie od tego, jaka jest jej naturalna orientacja seksualna. Psychoterapia – szczególnie terapia poznawczo-behawioralna lub EMDR – może tu istotnie pomóc poprzez przetworzenie traumy, przywrócenie zdolności do satysfakcji seksualnej, usunięcie lęków i dysocjacji. Jednak terapia nie będzie i nie powinna zmieniać orientacji seksualnej osoby. Jej zadaniem jest: pomóc w rozdzieleniu doświadczenia traumy od naturalnej, autentycznej orientacji; przetworzyć ból, lęk i wstyd towarzyszący przeszłości; przywrócić zdolność do intymności. Osoba, która jest zaakceptowana w swoim homoseksualizmie, ma zdywersyfikowany i funkcjonalny seks – to wskazuje, że w rzeczywistości wyodrębniła się z traumy lub nigdy jej nie przeżyła. Dlatego właśnie rozróżnienie między orientacją seksualną (biologiczna predyspozycja) a dysfunkcją seksualną (konsekwencja traumy) jest tak ważne dla racjonalnego podejścia do tego zagadnienia.

2 miesiące temu
Tomasz Pisula

Tomasz Pisula

Dzień dobry EM,

 

 

Nie wiem, czy Pan/Pani jest ofiarą gwałtu, napiszę najlepiej jak potrafię odpowiedź na zadane pytanie. Gwałt w dzieciństwie to jedno z najtrudniejszych doświadczeń, które powoduje ogromne zmiany w strukturze osobowości i mózgu: taka trauma zmienia człowieka.

 

Jeżeli chodzi o orientację, to pewne stare koncepcje psychoanalityczne zakładają wpływ gwałtu oraz przemocy na tle seksualnym na orientację seksualną. Są opisywane przypadki w literaturze pracy terapeutycznej z orientacją, natomiast nie ma rzetelnych badań i opisów takiej pracy. Rozwój orientacji jest związany z biologią i nie uważa się, że doświadczenia mają wpływ na rozwój orientacji - i nie uważa się, że jest to coś, co się leczy, ponieważ homoseksualizm nie jest uważany za chorobę.

W świecie zwierząt występuje powszechnie homoseksualizm, a w mózgu nie ma zmian i dobrze przebadanych różnic w strukturze, które wskazywałyby, że jest to forma dysfunkcji, dlatego nie leczy się homoseksualizmu, a raczej przyjmuje się, że jest to naturalna część zróżnicowania ludzkiej seksualności. 

 

U kobiet występuje większa otwartość na eksperymentowanie seksualne z innymi kobietami niż u mężczyzn, gdzie takiej otwartości nie ma - to może być związane z czynnikiem rozwoju społecznego i większego tabu na takie zachowanie u mężczyzn, co znaczyłoby, że wpływ społeczny do pewnego stopnia ma znaczenie. Natomiast są to pewne statystyczne różnice, a nie trend mówiący, że kobiety zawsze eksperymentują z tą samą płcią, a mężczyźni nie - to jest płynne i może się zmieniać.

 

Podsumowując, gwałt może mieć wpływ na orientację, ale trudno mieć na to dowody naukowe, gdyż takich badań nie ma, jest to też trudny temat społecznie. Terapia prawdopodobnie nie wpłynie na orientację, ponieważ jest to biologicznie determinowana rzecz. Warto natomiast pracować z traumą w psychoterapii, ponieważ to z pewnością pomoże.

 

Trauma wpływa mocno na seksualność i zachowanie seksualne - pewne aspekty są opisane w książce Robert Stoller’s Perversion: The Erotic Form of Hatred. (jest to trudna  pozycja do czytania, ale na pewno bardzo wartościowa.)

 

Wszystkiego dobrego i powodzenia.

Tomasz Pisula 

2 miesiące temu
Aleksandra Milewska

Aleksandra Milewska

To pytanie dotyczy bardzo wrażliwej i złożonej tematyki, na którą nie ma jednej prostej odpowiedzi. 
Współczesna wiedza psychologiczna i seksuologiczna wskazuje, że orientacja seksualna jest zjawiskiem wieloczynnikowym – na jej rozwój wpływają czynniki biologiczne, rozwojowe i środowiskowe. Nie ma dowodów naukowych na to, że orientacja seksualna może zostać „wytworzona” wyłącznie przez doświadczenie traumy ani że można ją zmienić w procesie terapii.  

Badania pokazują, że osoby, które w dzieciństwie doświadczyły przemocy seksualnej, mogą częściej zgłaszać trudności w obszarze tożsamości, relacji czy przeżywania własnej seksualności, jednak nie oznacza to prostego związku przyczynowego między traumą a późniejszą orientacją.  

Psychoterapia po doświadczeniu gwałtu w dzieciństwie może być bardzo pomocna, ale jej celem jest przepracowanie traumy, zmniejszenie poczucia winy, wstydu czy lęku oraz poprawa funkcjonowania w relacjach — a nie zmiana orientacji seksualnej. W trakcie terapii może zmieniać się sposób rozumienia siebie i swojej historii, co czasem prowadzi do większej jasności co do własnej tożsamości, ale nie polega na „odwracaniu” orientacji.  

Warto rozdzielać dwie kwestie: wpływ traumy na psychikę oraz orientację seksualną jako element tożsamości. Mogą się one ze sobą splatać, ale nie są tym samym.

2 miesiące temu
Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

To pytanie dotyka bardzo delikatnej i ważnej kwestii, która w psychologii i seksuologii jest badana od lat. Współczesna wiedza medyczna i terapeutyczna stoi na stanowisku, że orientacja seksualna jest cechą głęboko zakorzenioną i złożoną, na którą składa się wiele czynników biologicznych i rozwojowych, natomiast trauma seksualna z dzieciństwa sama w sobie nie tworzy orientacji homoseksualnej. Gwałt jest potwornym naruszeniem granic i integralności człowieka, które niszczy poczucie bezpieczeństwa i zaufania, ale nie zmienia struktury tego, kim jesteśmy w kontekście naszej tożsamości seksualnej. Osoby homoseksualne, które doświadczyły traumy, często stają przed trudnym zadaniem oddzielenia swojej naturalnej orientacji od bolesnych wspomnień, co może budzić wątpliwości, czy te dwie sfery są ze sobą powiązane.

Terapia traumy w takim przypadku nie ma na celu zmiany orientacji seksualnej – nowoczesna psychologia uznaje tak zwane terapie konwersyjne za nieskuteczne i szkodliwe. Celem terapii jest natomiast uwolnienie się od ciężaru traumy, odzyskanie poczucia sprawczości nad własnym ciałem i emocjami oraz wypracowanie zdrowych mechanizmów budowania bliskości. Przepracowanie tych wydarzeń może zmienić komfort życia, sposób przeżywania seksualności i relacji z innymi, czyniąc je bardziej radosnymi i wolnymi od lęku, ale nie sprawi, że osoba nagle zacznie czuć pociąg do innej płci niż dotychczas. 

Akceptacja swojej orientacji jest bardzo ważnym krokiem, a terapia może pomóc w tym, by ta orientacja mogła być przeżywana bez cienia przeszłych wydarzeń, w pełni autonomicznie i szczęśliwie.

Wszystkiego dobrego

Bożena Nagórska

2 miesiące temu
Kinga Osmulska

Kinga Osmulska

Dzień dobry,

to bardzo ważne i wrażliwe pytanie.

Doświadczenie przemocy seksualnej w dzieciństwie może mieć wpływ na wiele obszarów życia – poczucie bezpieczeństwa, relacje, przeżywanie bliskości czy własnego ciała. Natomiast orientacja seksualna sama w sobie nie jest traktowana jako „skutek” traumy ani coś, co można zmienić terapią.

Zdarza się, że po takich doświadczeniach pojawia się potrzeba zrozumienia siebie i swojej historii, czasem też próba powiązania różnych elementów życia ze sobą. To naturalne.

Terapia w takim kontekście nie służy „zmianie orientacji”, ale może pomóc:

uporządkować doświadczenia z przeszłości,

zmniejszyć wpływ traumy na codzienne funkcjonowanie,

lepiej zrozumieć siebie i swoje emocje.

To, kim ktoś jest i kogo kocha, nie jest czymś, co wymaga „naprawy”.

Pozdrawiam,

Kinga Osmulska 

Psycholog, Psychoterapeutka


 

2 miesiące temu
Daria Składanowska

Daria Składanowska

Dzień dobry,


doświadczenie przemocy seksualnej w dzieciństwie może wpływać na poczucie bezpieczeństwa w bliskich relacjach i sposób przeżywania intymności, ale nie zmienia naturalnej orientacji seksualnej. 

 

Homoseksualizm czy heteroseksualizm to odrębna kwestia od traumy.

 

Terapia traumy u psychotraumatologa może pomóc w poczuciu bezpieczeństwa, bliskości i zdrowym przeżywaniu relacji, ale nie „zmieni” orientacji – pomaga raczej odzyskać kontrolę nad własnym życiem i emocjami.

 

Życzę wszystkiego dobrego:) 

Składanowska Daria 

2 miesiące temu
Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Dzień dobry

 

Orientacja seksualna nie tworzy się z przeżytej traumy.  Ma na nią wpływ wiele czynników, ale trauma do nich nie należy. Deklarowany homoseksualizm jest w pewnym sensie trudny w naszej kulturze, ale wszystko się zmienia , w tym nasz spojrzenie na kwestie seksualności. 

 

Gwałt z dzieciństwa można przepracować na psychoterapii, a nawet trzeba się tego podjąć, aby uwolnić się od pewnych zachowań , często nieuświadomionych w życiu dorosłym. . 

 

 

2 miesiące temu
dobrostan

Darmowy test na dobrostan psychiczny (WHO-5)

Zobacz podobne

Czy warto jest czekać na kogoś, kto daje ci nadzieję, że kiedyś znów będziecie razem?
Czy warto jest czekać na kogoś, kto daje ci nadzieję, że kiedyś znów będziecie razem? Wcześniej daje ci sygnały, że już cię nie kocha. Ale raz mówi, że sam tęskni, pije i ma myśli samobójcze, śni mu się, że skoczy z wiaduktu, a potem znów, że jesteśmy przyjaciółmi i że się nie zabije, bo ma dla kogo żyć ma rodzinę i przyjaciół. Wchodzi strasznie na psychikę, a ja go kocham i sama jestem w złym stanie psychicznym. Warto jest czekać z myślą, że brakuje tego wsparcia, bo sama nie wiem. Jestem skołowana i czasem myślę, że wchodzę w depresje z jego braku przy mnie.
Dobry wieczór, Od 2 lat jestem w związku z mężczyzna. Nasza znajomość zaczęła się nieco inaczej niż zazwyczaj, raczej byłam nim zniechęcona. Jest osoba bardzo dominująca, musi mieć ostatnie słowo, nie przebiera w słowach, jest nerwowy. Myśle nad zakończeniem związku już od początku, ale jeśli mam być szczera ze sobą, uważam ze jedyne co mnie przy nim trzyma to to ze ułatwia mi życie w sensie finansowym- nie jest nie wiadomo jak zamożny po prostu- mogę jeździć autem które mi pożycza, mieszkać w jego domu, finanse nie pozwalają mi na życie samej, on zawsze mówił ze mam zarabiać na siebie a on się reszta zajmę. Niestety nabrał kredytów i teraz potrafi mi wypominać paro złotowe sytuacje. Jest narcyzem i manipulantem- to tak w wielkim skrócie. Miał ciężkie życie rodzinne, jego ojciec gwałcil jego matkę na jego oczach, jego brat miał już 3 próby samobójcze przy jednej z nich byłam i go ratowałam. Nie śpi spokojnie ciagle go coś trapi. Jest mi naprawdę go szkoda bo ma ogromny potencjał ale cały czas oddaje się tej rodzinie która tak bardzo go skrzywdziła. Oni nie wiedza o tym ze ja wiem wiele o ich przeszłości i nie mogę przebywać w ich otoczeniu widząc te sztuczne uśmieszki i udawanie ze wszystko jest ok. Mam duże „jaja” i zawsze mówię ludziom rzeczy w twarz, ale tutaj nie chce się w to wtrącać. Przez ta jego przeszłość ma negatywne podejście do życia, wszystko neguje, ja jestem światła osoba która ma wiele pomysłów i cieszy się z małych rzeczy. Miałam i mam problemy z depresja i jestem wrażliwa na piękno ból cierpienie, dużo rzeczy robi na mnie wrażenie. Nie wiem co to znaczy kochać ale coś mi w środku mówi ze to na pewno miłość nie jest. Po prostu on posiada coś czego moi byli partnerzy nie posiadali każdy znajomy czy to jego czy mój dziwi się ze z nim jestem. Osaczają mnie jego rodzinne problemy, ja naprawdę nie chce się otaczać toksycznoscia, złymi ludźmi bo to tylko mnie dołuje, depresje miałam stwierdzona już 7 lat temu ale to dopiero od miesiąca jak zaczęłam brać leki afobam i cital. Złe to wpływa na moje libido co partnera denerwuje, lekarz zalecił brać leki przez pół roku a on chce żebym je odstawiła. Jak dla mnie to krzywdzące- gdyby to on miał taka sytuacje nie miałabym z tym problemu bo ważniejsze byłoby dla mnie zdrowie psychiczne mojego partnera i mówiąc nieskromnie poslalabym go do psychologa, ale wiem ze on nie pójdzie bo jak on uważa: on nigdy nie jest problemem. dzisiaj była kolejna próba jego brata, jego rodzina ma go gdzieś, tak jak i mojego partnera. Ale on się mega tym przejmuje, tylko ze odbija się to głośnym echem na naszym związku. Pytałam czy nie chce pogadać to mnie odrzuca krzyczy ze już się nagadał chodzi po prostu w powietrzu wisi czarna chmura czuje zła atmosferę i wiem ze jeden mały zgrzyt i będzie afera. Ja już nawet nie chce wiedzieć co się działo chce spokoju i kogoś kto nie będzie wampirem obok mnie zzerajacym moja energię. Choć rozumiem ze to wynika z jego przeszłości i ciężko mi go zostawić w takiej sytuacji to jednak pragnę zakończenia tego związku. Jak to zrobić? Wiem ze to na pewno będzie pełne emocji starcie ale nawet nie wiem jak to zacząć. Chciałabym Szczęścia dla niego i dla nas ale on ma kompletnie odrębny mindset. Jemu się nie da nic przemówić. Co zrobić? Będę bardzo wdzięczna za jakakolwiek pomoc.
Nie potrafię płakać, pomimo dużej potrzeby - czuję blokadę, co robić?
Od jakiegoś czasu nie potrafię płakać. Całkowicie sie zablokowałam na płacz czy to z bólu, smutku, z radości... Łzy napływają mi do oczu i tyle, włącza się coś na zasadzie znieczulicy... Zauważyłam to u siebie podczas zwykłego oglądania filmów( zawsze pierwsza się wzruszałam) i nagle to ustało. Moj mąż wylądował teraz w szpitalu, było z nim bardzo źle, a ja wiecznie z kamienną twarzą. Czuję, że jest mi potrzebne wyładowanie emocji płaczem, że zeszłoby ze mnie to ciśnienie, ale nie potrafię, nawet na siłę. Świadomość tej blokady mnie przytłacza. Poza tym, obawiam się, co powiedzą inni na myśl, że nie rusza mnie choroba Męża. Co jest ze mną nie tak??
Trauma, śmierć i walka o swoje marzenia – jak się nie poddać?

Długotrwała choroba i śmierć partnera oraz setka innych problemów. Pięć miesięcy temu zmarł mężczyzna, z którym przez 11 lat byłam w związku. Nie była to śmierć nagła – właśnie mija druga rocznica od dnia, w którym dostał udaru. 

Stało się to w mojej obecności i było to dla mnie straszne doświadczenie. Pomimo iż udar nie był poważny i rokowania co odzyskania sprawności były bardzo dobre – partner odmówił rehabilitacji i jako osoba leżąca trafił ze szpitala do hospicjum na NFZ. Ja zostałam z jego matką na głowie (również leżąca, wymagająca opieki) i ze wszystkimi ich sprawami. 

Plus, rzecz jasna, moje własne problemy. 

Żadne z nich nie zgadzało się, aby z własnego, pokaźnego zresztą, majątku opłacić sobie opiekę czy leczenie. 

Oszczędzali na gorsze czasy i czarną godzinę. 

A posiadali kilka odziedziczonych nieruchomości, których aktualna wartość rynkowa to kilka milionów złotych. Przez dziesięć miesięcy patrzyłam bezradnie, jak jego matka powoli umiera, a równocześnie napatrzyłam się w tym hospicjum na rurki, sondy, worki stomijne, ból, cierpienie i śmierć. 

Na nic zdawało się proszenie partnera, żeby poszedł na rehabilitację i wyrwał się z tej umieralni, tym bardziej że w wyraźny sposób tracił nawet tę sprawność, którą miał po udarze i widać było postępującą atrofię mięśni. 

Cały czas słyszałam mantrę, że szkoda pieniędzy, szkoda czasu, szkoda wysiłku, że on musi mieć na czarną godzinę. 

Nie obchodziło go zupełnie, że to jest wszystko ponad moje siły. Obrażał się na mnie, jak wprost mu mówiłam, że ja nie jestem w stanie tego wszystkiego robić bez wsparcia finansowego z jego strony i bez jakiejś formy zabezpieczenia. 

Próby rozmowy kończyły się fochem i karaniem mnie ciszą. 

W ramach wyjaśnienia dodam, że związek od dawna kulał ze względu na opisane powyżej cechy partnera plus brak zaangażowania i jakiegokolwiek wsparcia z jego strony w różnych życiowych sytuacjach. W chwili, w której nastąpił udar, ja już w zasadzie byłam gotowa na zerwanie, ale w zaistniałych okolicznościach wydawało mi się rzeczą nieludzką zostawić go samego. Czara goryczy przelała się w kwietniu, gdy wyskoczył mi niespodziewany wydatek na kwotę kilku tysięcy złotych, pojawiły się problemy zdrowotne, które potencjalnie mogą wymagać w przyszłości interwencji chirurgicznej. 

Znowu wróciłam do kwestii bieżącego wsparcia finansowego i jakiegoś zabezpieczenia na wypadek jego nagłej śmierci. 

Prawdę mówiąc, bezpardonowo wymusiłam konfrontację, ale dowiedziałam się takich rzeczy, że w kilka tygodni spakowałam się i wróciłam do swojej kawalerki na drugim końcu Polski. 

Szkoda, że dziesięć lat wcześniej nie przedstawił jasno swoich poglądów na związek. Mianowicie nie miał zamiaru w żaden sposób mi rekompensować poświęconego czasu i mojej ciężkiej harówy, bo jego zdaniem należała mu się ode mnie pomoc z tego względu, że jakoby od zawsze miał w życiu ciężko i w ogóle był najbardziej pokrzywdzonym człowiekiem na świecie. 

Nie miał zamiaru mnie zabezpieczać finansowo, bo to rodzinny majątek, odziedziczony po dziadkach, bo rodzina jest najważniejsza, bo coś tam jeszcze. Nie wiem, co rozumiał przez słowo "rodzina", ale najwyraźniej ja się do tej kategorii osób nie zaliczałam. W kilka tygodni po mojej wyprowadzce okazało się, że jest ciężko chory. Infekcja lekoopornej bakterii w układzie oddechowym, moczowym i pokarmowym. 

Momentalnie rozwinęło się ciężkie zapalenie płuc, nerki (już wcześniej słabe) przestały działać i po niecałych dwóch tygodniach pobytu w szpitalu zmarł. Jeden spadkobierca pojawił się dopiero po jego śmierci. Przez półtora roku nie raczył się pokazać w tym hospicjum, nawet w święta, a tu nagle okazało się, że w jego mniemaniu należy mu się cały majątek, bo się czuje pokrzywdzony jakąś decyzją wspólnego dziadka. 

Drugi spadkobierca, który łaskawie pojawił się w tych ostatnich tygodniach, wyszedł z podobnego założenia, argumentując swoje roszczenia krzywdą i traumą spowodowaną kilkoma tygodniami odwiedzin u umierającego krewnego. Obaj mieli zamiar toczyć ze sobą spór sądowy i odmówiłam mieszania się w to. 

To nie moja sprawa, zwłaszcza że żaden nie wspomniał o żadnej formie wsparcia czy rekompensaty dla mnie. 

Od tego pierwszego usłyszałam wręcz, że jestem głupsza, niż myślał, skoro pomagałam za darmo. 

Najwyraźniej w tej rodzinie o żadnej wdzięczności czy innych ludzkich uczuciach nie ma w ogóle mowy. 

Ja po tym wszystkim jakoś żyję i niby funkcjonuję normalnie, ale mam chandrę. Przede wszystkim mam problemy ze snem. 

Przez te wszystkie obrazki, których napatrzyłam się w hospicjum i w domu u umierającej matki partnera długo śniły mi się koszmary. Odpuściły trochę po mojej wielkiej ucieczce i powrocie we własne strony. Następna partia koszmarów zaczęła się po jego śmierci, łącznie z jakimiś głupotami, że widzę go żywego i rozmawiamy. 

To też powoli odpuszcza, ale zdarza mi się, że w czasie snu odczuwam ogromny strach przed śmiercią i kilka razy obudził mnie własny krzyk. W efekcie boję się chodzić spać i siedzę do późna, dopóki naturalną koleją rzeczy nie zwalę się na łóżko jak kłoda. Potem chodzę permanentnie niedospana. Melisa na mnie nie działa i w zasadzie nie wiem, w czym by miała pomóc. 

Po prostu boję się tego, co może mnie spotkać po drugiej stronie snu. Wysiłek fizyczny też nie działa. Nawet po dziesięciokilometrowej wycieczce z kijkami, czując się umęczona fizycznie, mam ten sam problem. Alkohol też nie działa i niezależnie od tego ile w siebie przymusowo wleję (w granicach możliwości osoby nieuzależnionej) – nie jestem w stanie się upić. Nawet jak coś poczuję, to momentalnie jestem trzeźwa, jakby coś znosiło jego działanie. Zastanawiam się, czy to tylko kwestia moich przeżyć, czy nakłada się może na to menopauza. 

Mam prawie 52 lata i mniej więcej w tym czasie, w którym spakowałam się i wróciłam do siebie, zaczęłam doznawać uderzeń gorąca i nieregularności w cyklu miesiączkowym. 

Uderzeń gorąca pozbyłam się dosłownie w kilka tygodni suplementem z apteki (to akurat działa, jak trzeba), miesiączki ewidentnie zaczynają zanikać, test menopauzalny permanentnie wychodzi dodatni. Poza tym fizycznie czuję się całkiem dobrze, nawet powiedziałabym, że odkąd znalazłam trochę czasu dla siebie, różne moje dolegliwości ustąpiły. 

Paradoksalnie ja się ciągle czuję młodo, tylko jestem zupełnie przygaszona i zrezygnowana. Kolejnym problemem jest moja sytuacja finansowa. Próbuję zarabiać na życie własną jednoosobową działalnością i niespecjalnie mi to idzie. 

Mam trochę swoich pomysłów, ale potrzebowałabym nieco luźnej gotówki, żeby zlecić pewne rzeczy na zewnątrz, bo jest prawie nierealne zrobienia tego samodzielnie w skończonym czasie. Ostatnio miałam silny napad bardzo obniżonego nastroju, łącznie z płaczliwością i myślami samobójczymi. Na zasadzie, że tak bardzo zależy mi na realizacji własnego pomysłu, że siądę i to zrobię sama bez żadnego wsparcia, nie licząc się z konsekwencjami. A jak mi się w międzyczasie skończą oszczędności i nic na tym pomyślę, nie zarobię, to sobie w łeb palnę, ale nie potrafię żyć, nie realizując własnych marzeń i własnego potencjału. Jak już zrealizuję, to mnie nic nie będzie obchodzić, mogę nawet umrzeć, niech się dzieje, co chce. Ponieważ jestem osobą wykształconą i potrafię kilka nieszablonowych rzeczy, mam takie marzenie, aby stworzyć platformę edukacyjną z mojej działki z fajnymi materiałami, niestety odpłatnymi, bo muszę z czegoś żyć. 

Przy takich kwotach, jakich można zażądać od klientów, musiałby tam być spory ruch, a na marketingu nie znam się, zupełnie mi to nie leży, odrzuca mnie od tego. Multimedia jestem w stanie zrobić sama, nawet oprogramowaniem darmowym, ale to po prostu zajmie trochę czasu. A tematów, kursów i szkoleń mogłabym zrobić mnóstwo. Zarówno dla młodzieży, jak i nauczycieli, a jak napisałam - jest to mój czas i praca, za którą nikt mi nie zapłaci, dopóki materiały nie będą gotowe. Ale w tym moim nastroju ja się chciałam rzucić na to z rozpaczy i desperacji, a nie z wiary we własne siły i sukces. Natomiast zupełnie nie widzę dla siebie odpowiadających ofert na rynku pracy i przeraża mnie myśl, że kobietom w moim wieku pozostaje w zasadzie wyrzucenie wszystkich swoich dyplomów do kosza i zarabianie sprzątaniem lub inną tego typu pracą poniżej kwalifikacji. 

Rozwala to moje życie w drzazgi i stawia pod znakiem zapytania sens tego, kim jestem, tego, co do tej pory osiągnęłam, na czym się znam i co zawodowo potrafię. 

Ja nie chcę umrzeć i zamienić się w garść popiołu nie robiąc tego, do czego w moim mniemaniu mam powołanie. 

Ja nie chcę żyć i umrzeć w poczuciu porażki i niespełnienia, a przecież życie mi pokazało, że wiele rzeczy zależy tylko od zbiegu okoliczności i przypadku, a nie od ilości włożonej w to pracy. 

Żywy przykład to spadkobiercy mojego partnera. W zasadzie nic nie musieli robić, żeby mieć prawo do kilku zer więcej na koncie. Mnie tyle szczęścia nie spotkało i na jakiejś płaszczyźnie nie jestem w stanie się z tym pogodzić. Wprawdzie nikt nie obiecał, że życie jest sprawiedliwe i że mnie czeka jakkolwiek pojęty sukces, ale coś jest tu mocno nie tak. Nie wiem, jak się mam emocjonalnie utrzymać w zwartej kupie, tym bardziej że ja z tym wszystkim zostałam sama i aktualnie nie mam nikogo na czyją pomoc typu wsparcie materialne lub wsparcie w pracy nad moim projektem mogłabym liczyć.

Czy powinnam to przepracować? Nie współczuję i nie odczuwam śmierci bliskich, którzy byli przemocowi.
Witam. Całe życie bałam się śmierci, bałam jak ktoś umarł 2 ulice dalej i współczułam. Nie mogłam spać w nocy jako dziecko. Od dzieciaka byłam traktowana przemocowo. Bicie, potem poniżania psychiczne. Po terapii odbudowałam się IE i zauważyłam, że przestała mnie śmierć ruszać psychicznie. W ogóle nie współczuję ludziom obcym i jak kogoś nie lubię, to potrafię w głowie powiedzieć "i dobrze Ci tak". Ciężko znoszę odejście osób, które lubię (mało jest takich), ale babki, ciotki, znajomi przemocowi ze szkoły - to dla mnie dno. Czy powinnam to przepracować? Nie przeszkadza mi to i nie czuje satysfakcji. Ale mam "wyrąbane". Nie jestem w stanie pójść na cmentarz i zapalić lampkę babce albo ciotce, bo udawałam, że ich lubię. Źle wychowali moich starych, połowa rodziny mnie biła, śmiali się, poniżali... Zawsze mówili, że jestem głupia, chociaż jako jedna w rodzinie zaszłam tak daleko w sferze edukacji. Jestem krytykowana glownie za samotność, a prawda jest taka, że mając traumy długo musiałam pracować nad sobą, żeby w ogóle funkcjonować. Skąd ta oziębłość? Czy to rys psychopatyczny? Nie wiem, czy mam się martwić, ale gdyby umarła moja koleżanka najlepsza, to bym z miesiąc do siebie dochodziła. Natomiast jakby moja siostra umarła, która całe życie bardzo źle mnie traktuje, to byłaby to dla mnie chyba ulga. Wstyd mi to pisać, boje się komuś powiedzieć, że weźmie mnie za nieczlowieka.
Transpłciowość

Transpłciowość - co to jest i jak ją zrozumieć?

Transpłciowość to złożone zagadnienie związane z tożsamością płciową, które wpływa na życie wielu osób. W tym artykule omówimy, czym jest transpłciowość, jak wygląda proces korekty płci oraz z jakimi wyzwaniami mierzą się osoby transpłciowe.