Left ArrowWstecz

Jak zaakceptować samotność

Jak przygotować się do samotności Od 5 laf mam dość życia i teraz jest moment w którym dosłownej nic mnie nie cieszy chce zaakceptować samotność i moje bezsensowne życie nie chcd słyszeć o żadnych terapiach bo i tak nie pomogą więc jak to zaakceptować
User Forum

Anonimowo

3 miesiące temu
Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Rozumiem, że po pięciu latach ma Pani/Pan po prostu dość wszystkiego i nie szuka Pani/Pan pocieszenia. Akceptacja samotności i braku sensu może polegać na uznaniu, że stan, w którym się Pani/Pan znajduje, jest obecnie Pani/Pana jedyną rzeczywistością. Nie musi Pani/Pan szukać radości, pasji ani siły, których w tej chwili nie ma.

Można podejść do codzienności w sposób czysto techniczny. Skupić się na najprostszych czynnościach, które wypełniają czas, nie nadając im żadnego głębszego znaczenia. Skoro życie wydaje się bezcelowe, można przestać oczekiwać od niego jakiejkolwiek wartości i po prostu pozwalać dniom mijać. Samotność w takim wydaniu staje się przestrzenią, w której nie ma presji ze strony innych ludzi i ich oczekiwań, co może przynieść pewien rodzaj surowego spokoju.

Ma Pani/Pan prawo czuć to, co czuje, i nie mieć ochoty na żadne zmiany. Czasem samo pozwolenie sobie na to, by nic nie cieszyło i by wszystko było obojętne, jest jedynym sposobem na dotrwanie do kolejnego wieczoru bez dodatkowego obciążania się poczuciem winy.

 

Wszystkiego dobrego

Bożena Nagórska

mniej niż godzinę temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Anna Daniło-Wosek

Anna Daniło-Wosek

 Z tego krótkiego fragmentu można wywnioskować, że ma Pan/Pani negatywne przekonania na temat przyszłości i doskwiera Panu/Pani anhedonia. To o czym Pan/Pani pisze brzmi jak depresja. Depresja jest chorobą wyleczalną i oczywiście można próbować ją "zaakceptować" jednak, tak jak lekarz nie zaproponuje Panu "zaakceptowania choroby np. tężyczki" tak psychoterapeuta raczej nie będzie Panu/Pani dawał rad jak to zrobić, żeby funkcjonować z depresją. Rozważyłabym udanie się do psychiatry i rozważenie wprowadzenia farmakoterapii oraz wybranie psychoterapii "skrojonej na miarę." Są różne szkoły psychoterapii i różne podejścia. Proponowałabym poczytać na ten temat i wybrać taki nurt, który najlepiej pasuje do Pana/Pani temperamentu oraz potrzeb. Jeżeli boi się Pan/Pani długoterminowych procesów psychoterapeutycznych zachęcam do podejścia TSR - terapia krótkoterminowa skoncentrowana na rozwiązaniach. Czasem wystarczą 1-2 sesje, żeby poczuć różnicę, a wtedy można rozważać kolejne kroki.

Z poważaniem

 mgr Anna Daniło-Wosek

3 miesiące temu
Karol Wąchała

Karol Wąchała

Dzień dobry,

to, co Pani/Pan opisuje, brzmi jak bardzo głębokie zmęczenie i poczucie pustki, które trwa już od dłuższego czasu. Kiedy nic nie cieszy, naturalne jest, że pojawia się myśl o „pogodzeniu się” z tym stanem i wycofaniu.

Jednocześnie warto zauważyć, że takie doświadczenia często nie wynikają z tego, że życie jest „bezsensowne”, ale z tego, że Pani/Pan przeżywa bardzo obniżony nastrój i przeciążenie. W takich momentach perspektywa potrafi się zawężać i odbierać poczucie sensu czy nadziei.

Rozumiem też niechęć do terapii, zwłaszcza jeśli wcześniejsze próby nie przyniosły ulgi. Czasem jednak pomocne bywa sięgnięcie po inne formy wsparcia – np. konsultację psychiatryczną lub podejścia uzupełniające, takie jak hipnoterapia, która dla części osób jest łagodniejszym sposobem pracy z napięciem i emocjami.

Warto, żeby nie zostawała/zostawał Pani/Pan z tym sam/a. Nawet jeśli trudno teraz uwierzyć w zmianę, dobrze byłoby rozważyć kontakt ze specjalistą i wspólnie poszukać formy wsparcia, która będzie dla Pani/Pana najbardziej możliwa do przyjęcia.

Pozdrawiam 

Karol Wąchała - psycholog

2 miesiące temu
Daria Składanowska

Daria Składanowska

Dzień dobry,
to, co Pani/Pana opisuje, brzmi bardzo ciężko i przytłaczająco. Samotność i poczucie bezsensu są trudnymi emocjami, ale zaakceptowanie ich nie oznacza, że musi Pani/Pan cierpieć w milczeniu. 

 

Można zacząć od małych kroków: zauważania swoich uczuć bez oceniania siebie, próby znalezienia choć jednej rzeczy, która daje choćby minimalną chwilę spokoju lub ulgi, oraz tworzenia małych, przewidywalnych rytuałów dnia.

 

Nie musi Pani od razu czuć radości – samo spokojne „bycie ze sobą” już jest krokiem. Warto pamiętać, że w tak trudnych momentach rozmowa z kimś zaufanym tj. przyjacielem, członkiem rodziny nawet jednorazowa, może przynieść ulgę.

 

Wszystkiego dobrego :)

 

Składanowska Daria 

Psycholog, Doradca kariery

2 miesiące temu
Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Witam,

 

Brzmi to tak, jakbyś był/a już naprawdę wyczerpany/a tym ciągłym brakiem sensu i chęci do życia i trochę jakbyś próbował/a znaleźć sposób, żeby się już nie szarpać – tylko to „przyjąć” i mieć spokój, tylko, że akceptacja w takim stanie to często nie jest prawdziwy spokój, bardziej zobojętnienie, które jeszcze bardziej odcina od życia. Możesz oczywiście przestać od siebie wymagać, odpuścić szukanie sensu i skupić się na przetrwaniu dnia: małymi krokami, bez presji, że „ma być lepiej” ale jednocześnie warto zostawić sobie choć małą szczelinę: że to, co teraz czujesz, nie musi być stanem na zawsze. Nawet jeśli dziś w to nie wierzysz.

Na ten moment może wystarczy jedno pytanie: co sprawia, że mimo wszystko wciąż tu jesteś, choćby w najmniejszym stopniu?

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

2 miesiące temu
Dawid Staszczyk

Dawid Staszczyk

Szanowny Panie,

z Pana opisu wynika głębokie wyczerpanie i poczucie pustki. To, co Pan nazywa „akceptacją samotności i bezsensu”, często nie jest rzeczywistą akceptacją, lecz formą rezygnacji, która chwilowo zmniejsza napięcie, ale na dłuższą metę pogłębia ten stan. Warto rozróżnić: akceptacja to zgoda na to, że teraz jest trudno, bez przesądzania, że tak będzie zawsze. Natomiast przekonanie, że życie jest bezsensowne, bywa częścią tego stanu psychicznego — nie obiektywnym wnioskiem. Kluczowe na ten moment mogą być proste rzeczy:

obniżenie oczekiwań (nie szukanie sensu „na już”),

podejmowanie codziennych działań mimo braku odczuwania przyjemności,

traktowanie swoich myśli z dystansem, a nie jako ostatecznej prawdy.

Rozumiem Pana niechęć do terapii, ale jednocześnie warto zauważyć, że ten stan nie musi być trwały, nawet jeśli tak się teraz wydaje.

 

Z wyrazami szacunku 

Dawid Staszczyk 

3 miesiące temu
Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Dzień dobry

 

Dlaczego Pan/Pani wychodzi z założenia, że terapia nie pomoże? Skoro trafił Pan/Pani tutaj to jest znak, że jednak szuka pomocy. Jestem w  stanie uwierzyć, że uzewnętrznianie się przed obcym człowiekiem może być niekomfortowe z założenia, ale gwarantuje, że dobry specjalista czyni cuda.  Ten opór może być spowodowanymi różnymi czynnikami. Proszę dać sobie szansę i nawet wykonać telefon na numer telefonu zaufania. 

2 miesiące temu

Zobacz podobne

Czuję, że inna osoba ma być moim sensem życia, że miłość trzyma w tym odpowiedzialność. Nie potrafię być w zdrowym uczuciu. Pomocy!
Cześć. Mam 28 lat, Około miesiąca temu poznałem za pomocą portalu kobietę 36 letnią. Generalnie, po kilku dniach zacząłem się wycofywać, bo nie satysfakcjonowała mnie płynność naszego kontaktu. Ona jednak potrafiła po kilku dniach przyznać się do błędu, zaproponować spotkanie itd. Generalnie, ze mną jest tak, ze ja po wielu wielu porażkach, zwiększam z każdą kolejną osobą wymagania i oczekiwania co do kogoś . Mnie interesuje tylko miłość i określone zachowania, doświadczenia, muszę w tej osobie widzieć. I ona miała to wszystko.., rozumieliśmy się, było naprawdę fajnie. Kiedy się spotkaliśmy , dogadywaliśmy się , przytuliliśmy, pocałowaliśmy się. No z mojego punktu widzenia te randki były dla mnie wielkim szczęściem. Lecz doszło pewnego razu do sytuacji, że ja wyrażając to szczęście, wyrażając, że życie nabrało dla mnie smaku, dostałem dość potężny cios w postaci informacji, że tą osobę przerażają moje nadzieje. Nie rozumiałem tego wszystkiego. Twierdziła, że ni ma ochoty być za kogoś odpowiedzialna. Wtedy jeszcze nie wiedziałem co ma na myśli. Po kilku rozmowach przez internet i randkach, wreszcie zacząłem szukać sensu w tym co się dzieje. Bo na żywo ta osoba była dla mnie kochana, rozmawialiśmy o jakiejś bliskiej przyszłości, żartowaliśmy na temat ewentualnych dzieci. Ona sama potrafiła powiedzieć ‘Ty masz rację, że cierpisz przez moich byłych’ (to dotyczyło jej przerażenia moją nadzieją) . Więc ja cały czas myślałem, że problem nie jest po mojej stronie. Rozumiałem to jako ostrożność w zaufaniu z jej strony, więc generalnie byłem spokojny, że jeśli ja tego nie zepsuje, to będzie kolorowo. Zdarzyły się jeszcze takie rzeczy, że gdy ją przerażały moje nadzieje, to przyśnił mi się taki sen , w którym ona po jednym dobrym dniu między nami, nagle postanawia się wycofać słowami ‘To jednak dla mnie nie ma sensu” . Gdy opowiedziałem jej ten sen, ona powiedziała „Tak, to jest możliwe” . To wszystko było dla mnie takie przykre. Ja wtedy jeszcze nie rozumiałem, że to ja mam problem. Potrafiło być tak, że później się spotykaliśmy i znów robiliśmy sobie nadzieje, rozmowami o przyszłości itd. Traktowałem to bardzo serio. Myślałem , że myśli o mnie poważnie. Zakładałem, że w jej wieku mówi się jak jest, nie gramy w żadne gry i nie potrzebuję się głębiej zastanawiać co się kryje za jej słowami. Budowała mnie bardzo wdzięczność z jej strony, docenialiśmy swoje zachowanie, poświęcenie sobie czasu. Ja kilka razy , gdy przesadnie mi dziękowała za mój czas, to powiedziałem, że ja nie robię tego by się podlizać, tylko po prostu tego potrzebuję. Ona uznała to za mądre podejście. Ja wtedy naprawdę bardzo nabierałem ochoty do życia. Byłem sam od 6 lat, jest mi ciężko, jestem stworzony do miłości, a zawsze jej brakuje, w ostatnich kilku miesiącach zacząłem się podnosić, lekko ale jakieś tam mniejsze cele zaczynałem realizować. Ona dopełniła moją energię do życia. I teraz tak. Któregoś razu znów dopadł mnie koszmar, że ona zrywa ze mną kontakt. Tym razem nie chciałem jej tego mówić, bo pocieszenie w stylu ‘tak się może zdarzyć’ jest dla mnie czymś bardzo przykrym. Natomiast gdzieś tam w ciągu dnia, mówiłem, że męczy mnie jakiś koszmar, wyraziła wsparcie, umówiliśmy się na kolejne spotkanie, znów było dobrze. Natomiast gdzieś wieczorem wyraziłem taką chęć, że chciałbym kilka wspólnych zdjęć. Ona odpowiedziała, że nie lubi takich rzeczy, bo dziś zrobi zdjęcia, a jutro coś się stanie i będzie koniec znajomości. I mnie to bardzo dobiło tego razu. Byłem już po tym śnie , ona tez sama z siebie lubi wspominać o tym końcu znajomości. Ciężko mi to było przełknąć, że ona tak jakby próbuje wymagać gotowości na taką ewentualność. Wypisałem do niej dłuższą litanię w tym temacie, że jej zachowanie na żywo nie pokrywa się z tym jak rozmawiamy przez internet, że często wspomina o tym końcu znajomości, przerażają ją moje nadzieje. W każdym razie wyraziłem duży żal. Ona bardzo się wycofała, zezłościła ją moja analiza. Wycofała się z całej tej relacji, wygarniając mi mój bardzo duży angaż. Wyjaśniła mi na czym polega jej niechęć do odpowiedzialności za czyiś sens życia. I wreszcie do mnie dotarło o co w tym wszystkim chodzi. Mam 28 lat i odnalazłem w sobie przypadłość, która się nazywa uzależnieniem emocjonalnym. Jest to dla mnie olbrzymi cios. Nie potrafię sobie wyobrazić, jak można inaczej . Zawsze byłem pewien, że moje myślenie (Kobieta, rodzina, dzieci, to priorytet, to sens życia , to szczęście, to moja energia, to jest dla mnie najważniejsze i o to będę dbał najbardziej) ,zawsze byłem pewien, że to najlepsze podejście jakie może mieć facet, który próbuje osiągnąć miłość. Niestety okazuje się, że to potworna choroba, lęk przed samotnością, brak własnego życia. Bardzo trudno wyobrazić mi sobie, żeby zacząć robić to inaczej, żeby przestać tak bardzo w kogoś wierzyć, przestać traktować to jak największy skarb, sens życia. Boję się , że nawet terapia , może mi w tym nie pomóc, że mogę posiąść dużą wiedzę teoretyczną, a jednak chęć najsilniejszej miłości będzie silniejsza ode mnie za każdym razem. Byłem tak wiele lat pewien, że to moje podejście jest jedyne właściwe, a jednak się okazuje, że sam sobie robię krzywdę. To dla mnie olbrzymi cios, nie potrafię się z tym pogodzić. Koniec końców ja wychodzę na koniec tych związków jako zły człowiek, a robiłem wszystko , żeby być jak najlepszym. Jest mi bardzo ciężko wyobrazić sobie kontynuowanie swojego życia. Jestem introwertykiem, domatorem, bardzo mało otaczam się ludźmi, często mnie to męczy i wracam niezadowolony do domu. Rzadko mam jakieś zajęcia poza pracą, żeby mnie coś pochłonęło. Ciężko mi wyobrazić sobie, żeby zmusić się do takich zmian, by być zdolny do zdrowej miłości.. Samotność bardzo często mnie boli, ale jedyne lekarstwo jakie na mnie działało, to kobieta myśląca o związku, nic innego nie dodawało mi energii w życiu jak poczucie miłości. Pomocy…
Silna emetofobia i IBS - brak skutecznej terapii i leczenia
Cierpię na silną emetofobię. Nie pomaga leczenie farmakologiczne ani psychoterapia. Z wiekiem jest coraz gorzej, nie doszliśmy z psychologiem do przyczyny, nie było również żadnego traumatycznego przeżycia z tym związanego. Dokucza mi również IBS, ciągłe biegunki, bóle brzucha. Każdy sygnał z brzucha traktuję jako potencjalne zagrożenie, że może dojść do nudności/wymiotów. Odbijam się od lekarza do lekarza i nikt do tej pory nie potrafił mi pomóc. Emetofobia jest na tyle silna, że gdy tylko poczuję nudności to wpadam w panikę, zaczynam płakać, dostaję drgawek i nie potrafię sobie znaleźć miejsca. Nie jestem w stanie wtedy przespać nocy, bo czuwam żeby nie zwymiotować. Unikam jedzenia na mieście, skupisk ludzi, miejsc publicznych aby tylko czegoś nie złapać. Techniki relaksacyjne nie przynoszą rezultatu. Jestem wykończona tym stanem i życiem w ciągłym napięciu, wyczerpały mi się pomysły jak mogłabym sobie pomóc. Bardzo proszę o jakąś poradę/słowo wsparcia. Z góry dziękuję.
Jak poradzić sobie z samotnością w średnim wieku, bez wchodzenia w głębsze relacje?
Jak poradzić sobie z samotnością w średnim wieku, bez wchodzenia w głębsze relacje?
Mąż już raz prawie się ze mną rozstał przez romans. Teraz znów chce to zrobić. On jednak uważa, że nie ma dokąd pójść, wspieram go w tym wszystkim.
Witam, jestem w związku małżeńskim od ponad 30 lat. Mąż trzy lata temu oświadczył, że chce odejść. Pozew został złożony, nie zrealizowany. Przyczyną była inna kobieta. Byłam wówczas w szoku i skorzystałam z psychologa. Mąż w tym czasie zaczął się plątać w tym co mówił i robił. Okazało się, że kobieta w której zadurzył się nie chciała go, a relacja jej z moim mężem nie była taka, jaką on przedstawiał. Rozpoczął terapię i razem również chodziliśmy. Nie było łatwo. Czas obecny: znów zauważyłam dziwne zachowania męża. Spytałam wprost. W odpowiedzi usłyszałam , że jest ktoś. Że chce być z tą osobą. Powiedziałam, że nie mam siły przechodzić drugi raz tego samego i najlepszym rozwiązaniem będzie rozstać się. Wówczas usłyszałam , że nie ma dokąd iść, gdzie ma mieszkać ? Że wyrzucam go z domu itp. po czym dodaje, że z tą kobietą nie łączą go bliskie kontakty. Zachowuje się jakby nic nie stało się , a za chwilę płacze i przytula mnie, powtarzając, że mnie krzywdzi, zmarnował życie i chce zniknąć. Zasugerowałam, by koniecznie udał się na wizytę do psychiatry , ewidentnie potrzebna jest pomoc. Do tej pory miał i cały czas ma wsparcie we mnie. Zaczynam zastawiać się nad wszystkim. Mam w głowie mętlik i nie wiem już jak postępować. Jeśli chory, to trudno zostawić kogoś bez pomocy, a z drugiej strony jestem zmęczona zachowaniami męża , huśtawką itp . Może sama potrzebuję psychologa, który ukierunkował by mnie, jaki obrać kierunek ?
Jak przestać czuć się nielubianą i wykluczoną mimo zapewnień innych?

Co mam zrobić, żeby nie myśleć, że jestem nielubiana, wykluczona, a jest inaczej bo każdy mi tłumaczy? Czuję się niepotrzebna

żałoba

Żałoba – jak radzić sobie ze stratą?

Utrata to jedno z najtrudniejszych doświadczeń. Żałoba jest naturalnym procesem radzenia sobie z bólem i tęsknotą. Wyjaśniamy, jaki jest jej przebieg oraz sposoby radzenia sobie z nią - zarówno dla osób w żałobie, jak i tych wspierających.